Dodaj do ulubionych

ale jestem zła...na los

20.09.07, 12:35
chyba musze sie wyzalić i wyrzucić z siebie... słuchajcie nie
rozumiem dlaczego najmniej w odpowiednim mozemcie pojawiaja sie
różne rzeczy, osoby itd. ślub praktycznie niedługo a tu nagle
pojawia sie super przemiły facet - i nie było by nic w tym dziwnego
ale cos sie ze mna dziej i sie zastanawiam czy to przez niego!
jestem ze swoim facetem 6 lat i wiadomo raz lepiej raz gorzej jak
było zle to myślałam" o jak miło by było gdby sie pojawił w moim
życiu facet który by mnie soba na tyle zainteresował żebym go
zostawiła! (obecnego) no i teraz sie zastanawiam czy sie własnie
pojawił czy to ze mna cos "nie taK" zaczynam myślec czy dobrze
robie - mam jakies dziwne obawy ze mimo swoich lat to jednak nie
dorosłam do ślubu bo w sumie niby po co mi ten ślub! zastanawiam sie
co by sie stało gdybym zrezygnowała ... tylko w moim przypadku jest
to strasznie trudne bo razem pracujemy nawet jak zrezygnuje ze ślubu
to wcale sie tak łatwo nie rozstaniemy - nie wiem czy ja juz świruje
czy co? w kazdym bądz razie mam nadzieje ze mi jednak minie i o nowo
poznanym koledze myślec nie bede - dla dobra mojego - chociazby!
nikomu powiedZiec i tym nie mogę wieć mowię Wam!
Obserwuj wątek
    • adrianna79 Re: ale jestem zła...na los 20.09.07, 12:40
      ja bym zadala sobie pytanie, dlaczego chce wyjsc za maz za obencego
      narzeczonego. tylko dlatego ze jestescie tak dlugo i po prostu taka
      jest kolej rzeczy w zwiazku, czy naprawde chcesz z nim byc do konca,
      na dobre i na zle. nikt przeciez ciebie nie zmusza do tego slubu. a
      tym sposobem mozesz sobie i jemu zaoszczedzic wielu przykrosci w
      przyszlosci, jezeli mialoby dosjc do rozwodu.
    • pronovia Re: ale jestem zła...na los 20.09.07, 12:40
      Poczytaj sobie i nie rób głupstw!


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=69283584&v=2&s=0
    • zuzia_8 Re: ale jestem zła...na los 20.09.07, 12:46
      arlets1, nie ty pierwsza i nie ostatnia.
      może to po prostu stres przedślubny? albo strach przed podjęciem
      takiej ostatecznej decyzji?
      Ja też tak czasami mam, np. przed podpisaniem umowy kupna mieszkania
      nie mogłam spać kilka dni - przecież to kredyt na 30 lat, czy to
      dobra lokalizacja, metraż, deweloper etc. i może można by było
      znaleść lepsze.
      Wiem, że przykład mieszkania ma się nijak do narzeczonego/męża ale
      przedstawia, że nie tylko ty masz takie strachy przed ostateczną
      decyzją.
      Jeżeli czujesz, że nie chcesz ślubu - to go odwołaj. Ale:
      1. narzeczonego znasz kilka lat,
      2. skoro jesteście razem to znaczy, że łączy was coś więcej niż
      tylko przelotna miłostka
      3. nowy kolega - owszem może wydawać się atrakcyjny, ale skąd wiesz
      jaki jest w "normalnym życiu"? szacunek, uczucie czy też takie
      prozaiczne czynności - czy gotuje, sprząta etc? on tylko z pozoru
      może wydawać sie atrakcyjny i wart uwagi. To może prysnąć np. po 1
      czy 2 randce.
      4. czy warto burzyć zwiazek (czy szczęśliwy - to ty powinnaś
      wiedzieć) dla może chwilowego zauroczenia?
      na te pytania tylko ty znasz odpowiedź.
      Moim zdaniem to panika i stres.
    • marina111 Re: ale jestem zła...na los 20.09.07, 13:42
      Moim zdaniem małzeństwa z rozsądku sa lepsze. Wielka miłośc i szał
      uniesień mija i zastepuje go proza zycia, przyjaźń, zaufanie. Jesli
      twój narzeczony to człowiek na którego mozesz liczyc w kazdej
      sytuacji, ufasz mu, dobrze czujesz się w jego towarzystwie a do tego
      on umie i chce się o ciebie troszczyć to znaczy ze dobrze wybrałaś i
      wyjdz za niego.
      Wydaje mi się ze twoje rozterki to tzw ostatnie podrygi wolności i
      moim zdaniem to w normalnej sytuacji ten kolega nie zwrócił by
      specjalnie nawet twojej uwagi.
      Jesli jednak bierzesz slub bo to juz 6 lat, bo razem pracujecie, bo
      tak wypada to natychmiast przerwij to błedne koło bo nie będziesz
      szcześliwa.
    • sisigma Re: ale jestem zła...na los 20.09.07, 17:11
      Sądzę, że albo przemyślisz sobie szybko parę spraw i dojrzejesz albo skrzywdzisz
      siebie i drugiego człowieka. Z tego Twojego postu wynika, że bardzo
      instrumentalnie traktujesz swojego narzeczonego, własciwie nie jest wogóle
      ważny, tylko Ty, Ty, Ty.
      Skoro go nie kochasz to po co z nim jesteś???
      To mnie najbardziej zastanawia.
      Czasem do niektórych kobiet nie dociecra że mają więcej alternatyw niż ten albo
      ten. Mozna po prostu być uczciwie samemu. Przez jakiś czas albo nawet przez całe
      życie, ale przynajmniej nie okłamywac siebie i innych, że się jest z kimś i tego
      kogoś się kocha.
      A co do małżeństwa z rozsądku - ok, tylko niech obie strony uczciwie o tym wiedzą.
    • aniasa1 Re: ale jestem zła...na los 20.09.07, 23:10
      a moze ten NOWY to rasowy podrywacz, i kreci go jak odbije laske innemu tuz
      przed slubem????? hihihi
      A powaznie: mysle ze to podswiadomosc plata Ci figle. Niby juz decyzja podjeta i
      wszystko mknie ku jednemu, ale gdzies tam tkwi odrobina niepenosci czy to
      nepewno ten, i odrobinka zalu ze juz sie konczy w penym sensie "wolnosc".
      Napewno ten NOWY jest strasznym flejtuchem, podrywaczem, wciąż żłopie browar i z
      petem w zebach oglada mecz.NIe mysl o nim!
      • a.bc Re: ale jestem zła...na los 21.09.07, 06:35
        Juz wiem dlaczego w Polsce jest tyle rozwodówsmile
        Powiem tylko jedno po cholere ludzie robia sobie kuku organizując
        slub i wesele a nie będąc pewnymi swoich uczuć?smile
        W sumie znając życie rodzice zapłaca za to wesele i pewnie
        zorganizuja drugie z przystojniakiem......to co sie martwisz -
        odwołajsmile
        • arlets1 Re: ale jestem zła...na los 21.09.07, 09:20
          w każdym poscie jest coś co jest prawdą - jej... nie spodziewałam
          sie takich odpowiedzi! rzecz w tym że kolega nawet nie wie że biore
          ślub bo dopiero go całkiem przypadkiem poznałam! faktycznie nie
          jestem pewna tego ślubu - zreszta gdybym była i nie miałam bym
          żadnych watpliwości to i bym nie pisała! a najśmieszniejsze jest to
          ze kolega ... jest niższy odemnie i dużo mnie przystojny niż mój
          narzeczony a jednak! a za wesele w duzej mierze płacimy sobie sami -
          oczywiście jest pomoc rodziców... najgorsze jest to że mam dni takie
          w których sobie myśle żeby sie jednak coś stało i aby nie doszło do
          tego ślubu a innego dnia jestem w skowrokach i ... no i właśnie - to
          chyba jakaś psychoza
          • zuzia_8 Re: ale jestem zła...na los 21.09.07, 09:39
            arlets1 napisała:

            ... najgorsze jest to że mam dni takie
            > w których sobie myśle żeby sie jednak coś stało i aby nie doszło
            do
            > tego ślubu a innego dnia jestem w skowrokach i ... no i właśnie -
            to
            > chyba jakaś psychoza


            To nie psychoza. To strach przed takim ostatecznym krokiem. Euforia
            ślubna pomieszana ze strachem przed tym co nieodwracalne (bo
            przecież slubujesz na całe życie). I w wielu przypadkach jest to
            normalne i przechodzi po ślubie.
            Jeżeli jednak nie jesteś pewna swoich uczuć to nie bierz ślubu -
            skrzywdzisz siebie i jego, a on chyba nie zasłużył?
    • czarodziejkakubusia Re: ale jestem zła...na los 21.09.07, 14:31
      Oj kochana,co tu się złościć na los!Zakochujemy się wiele razy z
      życiu,ale miłość jest tylko jedna-tak mówiła moja koleżanka i
      toświęta prawda.Nie raz,gdy będziesz już żoną,pomyślisz cieplej o
      innym mężczyźnie.Bo przecież mamy oczy,a oni potrafią być
      inteligentni i nawet nas uwodzić.Kwintesencja tkwi w
      wartościach.Czym dla ciebie jest małżeństwo?Dla mnie sprawą
      nierozerwalną,tak zostałam wychowana,tak czułam i czuję.Gdy się
      zaręczyłam,a potem wyszłam za mąż,zawsze wiedziałam,że to ten i nie
      czułam żadnych wątpliwości.A też jesteśmy ze sobą kilka lat,i różne
      złe chwile mamy za sobą,i bagaż cierpień,i radości.Skoro zamierzasz
      powiedzieć tak,pamiętak,że do konca życia będziesz musiała je mówić
      codziennie.Codziennie-gdy sposoba ci się inny facet,gdy będą
      chwile,że twój mąż cię zrani i najchętniej byś go zabiła-wtedy
      będziesz musiała pamiętać,że musisz mówić to
      sakramnetalne "tak".Zatem-nie wolno ci zdradzac,ani fizycznie,ani
      psychicznie.Po prostu-przemyśl swoją decyzję i posłuchaj
      serca.powodzeniasmile
      • vickydt Re: ale jestem zła...na los 21.09.07, 15:30
        >gdy twój mąż cię zrani i najchętniej byś go zabiła-wtedy
        >będziesz musiała pamiętać,że musisz mówić to
        >sakramnetalne "tak".

        alez to nie forum radia, co ma ryja, by takie głupoty sadzić!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka