Jesteśmy małżeństwem od 4 sierpnia, ale Ślub kościelny będziemy mieć
dopiero 5 kwietnia... i do wczoraj nie dostałam pierścionka.
Umówilismy się, że pójdziemy na kurs tańca.. w końcu jeszcze nie
mamy opracowanych kroków do naszego pierwszego tańca. Później może
na jakąś kolacje. W dodatku 2 dni temu zadzwoniła moja siostra, że
ona przyjedzie bo przecież nie mam jeszcze halki, butów itd.(Halkę
kupiłam

) Byłyśmy cały dzień na zakupach. A przyjechała po to aby
zostać z Kubą. Przyjechaliśmy do domu, ja zaczełam się szykować a
Mąż pojechał po paliwo. Po kolacji mieliśmy jechać wszyscy razem
do moich rodziców na święta. Jak się okazało później pojechał po
kwiaty. Ubraliśmy się.. dla mnie trochę za elegancko jak na kurs
tańca(skoro mąż poprosił to nie odmówiłam).. ale przez cały czas nie
miała o niczym pojęcia. .. do czasu. Zeszliśmy do samochodu.. patrze
a tam stoi limuzyna.Podchodzimy do niej... i to był moment w którym
pomyślałam, że go dostanę

Ale... Jedziemy na prage. myślę... czy
zorganizował kolacje u swojej mamy w domu? Ale nie. Po chwili
przychodzi moja teściowa UWAGA!!!! z teściem. (Sa po rozwodzie i nie
pajają do siebie miłością) Oczywiście wystrojeni. (I tu pomyślałam,
że jednak dobrze, ze odpuściłam sobie te sportowe buty). Marcin
otworzył szampana.. i tak sobie jedziemy. Dojechaliśmy na
Chocimską.. tam gdzie mieliśmy przyjęcie po ślubie cywilnym. Patrze
a tam nakrycie dla 6 osób.. Przyjechali moi rodzice. Nawet nie
wiecie ile to dla mnie znaczyło. 300 km specjalnie na kolacje.
Marcin dał kwiaty mojej
mamie, ojcu flaszeczkę (u nas taki zwyczaj), ja oczywiscie też
dostałam kwiaty. Padł na kolano i poprosił mnie o rekę. Otworzył
czerwone, nie banalne pudełeczko. I ujrzałam go.... 0.57car. W
białym złocie. Projekt i wykonanie...(z pomocą odlewnika) mój mąż i
jego przyjaciel metalo-plastyk.(Mąż jest architektem i ma pewne
zdolości

) Nie ma takiego drugiego na świecie. Zjedliśmy kolacje i
wróciliśmy do domu. Jak się okazało mój mąż wcale nie pojechał z
nami do domu moich rodziców. Dojedzie w piątek. A dzisiejszą noc
spędził na piciu z chłopakami. Ja z Synem pojechałam z Rodzicami do
domu.
Wiecie, to wcale nie chodzi o ten pierścionek... ale o ten trud
który włożył w zrobienie go i przygotowanie tego wszystkiego. Kocham
Go bardzo. I jestem naprawdę szczęśliwa. Szkoda tylko, że muszę
czekać do piąku aby Go zobaczyć