Dodaj do ulubionych

Półtora roku minimum

10.07.08, 13:40
Niemal półtora roku przed planowanym ślubem zaczęliśmy się rozglądać za salami
na wesele. A właściwie moi rodzice zaczęli, bo ja niestety z narzeczonym za
wielką wodą. I co? NIC! Wszystkie przyzwoite sale w okolicy zaklepane aż do
jesieni 2009 (chcieliśmy lato). Nie zastanawiając się dłużej zarezerwowaliśmy
salę na październik przyszłego roku (a był to chyba kwiecień) i zaczęliśmy się
gorączkowo rozglądać za orkiestrą i fotografem. Na szczęście z tym nie było aż
takiego problemu.
Może to tylko w mojej okolicy (wieś Małopolska), ale rok to teraz stanowczo za
mało. Chyba, że ktoś jest zdecydowany pobierać się np. wczesną wiosną, bo
takie terminy się sporadycznie zdarzają. Powodzenia!
Obserwuj wątek
    • maiwlys Re: Półtora roku minimum 10.07.08, 13:43
      Niesttey, u nas rok wczesniej równiez wolnymiki terminami było
      kiepsko, ale to chyba równiez zalezy od tego jakie macie wymagania,
      jaki ma być ten lokal i na ile ludzi, fakt, że data tez ważna.
      Ludzie trochę powariowali, ciekawe ile z tych par z 2010 roku np. smile
      rzeczywiście dojdzie pod ołtarz.
      • julieet Re: Półtora roku minimum 10.07.08, 16:46
        mysmy sale rezerwowali w maju, slub w sierpniu 2009, na sierpien byly 2 terminy
        wolne, pomijajac fakt, ze to sala w malym miescie, we wroclawiu juz daawno na
        2009 nie ma nic, no chyba ze w piatek
        • pokojnr3 Re: Półtora roku minimum 10.07.08, 16:50
          to chyba zależy od elastyczności nowożeńców. Ja większość rzeczy
          (sala, dj, krawiec) załatwiłam w 3 weekendy na pół roku przed
          ślubem. Można się przyczepić, że w Warszawie łatwiej, ale czyzby az
          tak łatwo, że pierwsza sala, pierwszy dj i pierwszy krawiec mieli
          akurat wolne?
          • quasimodo82 Re: Półtora roku minimum 10.07.08, 18:12
            Mysle, ze moze byc latwiej w Warszawie, czy innym duzym miescie. Jezeli chodzi o
            nas, to zalezalo nam, zeby sala dysponowala pokojami hotelowymi dla gosci, bo
            wszyscy (!) sa przyjezdni. Ironia polega na tym, ze wszystkie sale, ktore
            bralismy pod uwage maja hotel... I zajete terminy. Ale nie narzekam. Jesien tez
            moze byc piekna smile Pisze raczej ku przestrodze.
            • mojboze Re: Półtora roku minimum 14.07.08, 15:37
              W Warszawie wcale nie jest łatwiej. Jak komuś się udało w pół roku przed ślubem,
              to albo miała szczęście, albo zamówił byle co.
    • marina111 Re: Półtora roku minimum 11.07.08, 00:10
      Miałam podobną sytuacje. Zaręczylismy sie w maju i odrazu zaczelismy
      poszukiwania (wrzesień 2009). Sala w której zakochałam sie od
      pierwszego wejrzenia niemiała zadnego terminu (pt, sob, niedz) do
      końca pazdziernika 2009! Trudno wzieliśmy inna sad ładną ale to nie
      było to czego chciałam. Fotograf którego sobie wymarzyłam nie miał
      terminu juz w kilka dni od moich zaręczyn(bo odrazu się wzieliśmy za
      sprawdzanie) uncertain
      Ale jaki mam teraz wniosek... nie warto rezerwowac nic połtora roku
      wczesniej tak jak ja. Dlaczego? Moja siostra cioteczna o wiele
      pozniej niz ja doszła do wniosku ze wezmie slub i tydzień temu
      zarezerwowała sale... moją wymarzona, w której ja tak bardzo
      chciąłam miec wesele... okazało sie ze termin sie zwolnił na
      czerwiec. sad
      Taki długi okres oczekiwań sprzyja rrozstaniom dlatego czesto
      terminy się zwalniają. Drugi raz nie dała bym sie tak zwariować.
      Załatwilismy juz prawie wszystko (sale, kamera, foto, DJ) i w sumie
      co ja mam przez te półłtora roku robić-głupota.
    • mike2005 Same jesteście sobie winne 11.07.08, 12:14
      Tworząc całą tę chorą atmosferę wokół ślubu i wesela, a właściciele
      sal, fotografowie itp. to wykorzystują, i w sumie trudno mieć do
      nich prerensje, że chcą zarobić na spanikowanych młodych ludziach.
      Przez półtora roku wiele może się wydarzyć, tak więc pół roku na
      pozałatwianie wszystkich niezbędnych spraw powinno w zupełności
      wystarczyć.

      Trochę mi to przypomina szukanie pracy. Frajer będzie wysyłał
      miesiącami setki CV, bezskutecznie, a inny wykona dwa telefony i po
      tygodniu będzie czesał hajs.
      • marina111 Re: Same jesteście sobie winne 11.07.08, 19:15
        Mimo ze mnie dobijasz musze się z toba zgodzić wyjątkowo. Moja
        klezanka chce brac slub w 2010. Jesli sala od niej rezerwacje
        przyjmie to nastepnym parom bedzie juz wmawiac ze "wielu" terminów
        nie ma juz na 2010 i ci spanikowani zalepia sale na 2 albo 3 lata
        przed.
    • memphis90 Re: Półtora roku minimum 11.07.08, 14:39
      Ja brałam ślub 7.7.07- czyli w terminie b. obleganym. Salę rezerwowałam we
      wrześniu, fotografa w styczniu albo w lutym, muzykę chyba w czerwcu (nie żaden
      zespół disco-polo, tylko jazz- pianista i wokalistka ). Wszystko można załatwić,
      jak się chce.
      • mike2005 Re: Półtora roku minimum 12.07.08, 16:39
        memphis90 napisała:

        > Wszystko można załatwić,
        > jak się chce.

        Chciałaś napisać, jak się ma dojścia.
        • michal_powolny12 Re: Półtora roku minimum 13.07.08, 15:55
          Nieprawda.Jest sporo sal (knajp) położonych w fajnych miejscach.
          To samo dotyczy dj, fotografa i tak dalej. Znam pary które
          zorganizowały swoje wesela w pół roku a nawet w trzy miesiące.
          Trzeba tylko chcieć i nie poddwać się presji ogranizatorów tego
          całego biznesu ślubnego.
          • mike2005 Re: Półtora roku minimum 13.07.08, 16:31
            michal_powolny12 napisał:

            > Nieprawda.Jest sporo sal (knajp) położonych w fajnych miejscach.
            > To samo dotyczy dj, fotografa i tak dalej.

            To skąd ta cała panika?

            > Znam pary które
            > zorganizowały swoje wesela w pół roku a nawet w trzy miesiące.
            > Trzeba tylko chcieć i nie poddwać się presji ogranizatorów tego
            > całego biznesu ślubnego.

            OK, jak się ma młoda para nie poddawać, gdy upatrzyła sobie dany
            lokal, a właściciel/kierownik rozkłada ręcę, że terminy pozajmowane?
            Mają się przed ww. właścicielem/kierownikiem płaszczyć, a może
            zaproponować przyjęcie korzyści majątkowej w zamian za wyrolowanie
            ludzi, którzy wcześniej dokonali rezerwacji? Wyprawić wesele w innym
            miejscu, niż się chciało (np. remiza strażacka zamiast restauracji
            hotelowej), czy brać ślub w grudniu, mimo że zawsze marzyło się o
            letniej scenerii? A potem mieć świadomość do końca życia, że jest
            się looserem, którego zawsze spławiano.
            • quasimodo82 Re: Półtora roku minimum 13.07.08, 17:46
              No właśnie tak to wyglądało w naszym przypadku. I nawet nie chodzi o to, że
              sobie tą knajpę wymarzyliśmy. Po prostu tylko ta spełnia nasze wymagania
              dotyczące hotelu dla gości. Zresztą pytaliśmy w innych, mniej wygodnych
              miejscach i tam też mieli wszystko pozajmowane. Mogłabym czekać aż się coś
              zwolni, ale jaką mam pewność, że się uda.
              No ale jak już wspominałam, może to tylko w mojej okolicy tak te terminy wyglądają.
            • michal_powolny12 Re: Półtora roku minimum 14.07.08, 15:32
              PO pierwsze nadal jest wiele sympatycznych (i nie drogich) miejsc
              które nie zostały odkryte przez pary młodych i mają wolne terminy
              nawet z dnia na dzień.
              Po drugie-w miesiącach mniej ślubnych od wolnych terminów aż się
              przelewa-patrz grudzień-luty, kwiecień, wrzesień-listopad.
              Po trzecie-wiele obiektów dawniej II czy III ligi to dzisiaj miejsca
              naprawdę z pierwszej półki. Trzeba tylko poszukać a nie na zasadzie
              jak pół szkoły tam miało to i też mieć będę.
              Po czwarte-niezwykle urokliwe są szkoły (szkoły). Tam za stsunkowo
              niewielkie pieniądze można zorganizować bardzo fajne wesele.
              Dyrektorzy szkół z którymi rozmawiałem aż się dziwili że nikt do
              nich nie przychodzi. Wiele parafii wynajmuje na takie imprezy swoje
              sale.
              Po piąte-pojawiajają się nowe obiekty, wiele knajp pracowniczych
              zajmuje się obsługą wesel.
              Co do fotografa, kamerzysty i tym podobnych specjalistów-co roku
              szkoły opuszcza wielu z nich. Wybór naprawdę jest wielki.
              Ostatecznie zawsze pozostaje nam członek rodziny/kolega który zrobi
              foty bez większych ceregieli.
              Panikę wywołują właściciele 15 procent obiektów. To im zależy na
              zyskach. Im większa panika tym szansa że młodzi zaakceptują każdą
              cenę. Za nimi podążają inne hieny.
              • mojboze Re: Półtora roku minimum 14.07.08, 15:42
                No tak, jeśli podobają Ci się szkoły na miejsca weselne, to nie dziwne, że
                "widzisz" mnóstwo "fajnych" miejsc na wesela.

                Ja widziałam sporo fajnych, nieco awangardowych, nieznanych miejsc w Wwie, gdzie
                były wolne terminy, ale mieli sale do 50 osób, albo salę taneczną na innym
                piętrze, albo brak miejsc hotelowych itp...
    • kamisiunia Re: Półtora roku minimum 13.07.08, 21:49
      Ja swoje wesele w całości od podstaw zorganizowałam w 5 miesięcy... nie było
      żadnej tragedii uncertain Mieszkam na Dolnym Śląsku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka