Spotkałyście się z czymś takim?
Mam na myśli sytuację, w której Pan Młody odbiera bukiet, butonierkę i dekorację samochodu, przywozi ją do domu Panny Młodej i właściwie nie ma już wyjścia - trzeba brać to co panie w kwiaciarni wymodziły, bo nie ma już czasu na zmiany.
Właśnie coś takiego mnie spotkało. Myślałam, że w moim bukiecie nie da się niczego popsuć. Zwykły, prosty okrągły bukiet z kremowych róż. Chciałam bez żadnych ozdób, bez liści, koralików, piórek, perełek i inych elementów ozdobnych - same kwiaty.
Panie w kwiaciarni same poprosiły o zdjęcie, by nie było nieporozumień. I co? I jak zobaczyłam mój bukiet to się zdziwiłam. Róże bardziej różowe niż kremowe, zaś pomiędzy nimi jakiś zielony koperek.
Dekoracja samochodu -zamówiłam pojedyncze róże na klamki z kokardami ze zwisającymi końcami - zaznaczyłam, że chcę, by zwisy miały około 50 cm. Efekt - postrzępione kokardki przy klamkach bez żadnych zwisów.
Ech...
Nie oczekuję, że oddadzą mi pieniądze, bo bukiet jakby nie było - wykorzystałam i kwiaty już zwiędły, ale wybieram się im powiedzieć co o tym sądzę, bo choć nie zmąciło mi to radości z tego dnia, to wkurza mnie sam fakt, że o coś innego prosiłam, a coś innego dostałam. Ja po prostu pomyślalam, że po ślubie na spokojnie się przejdę i powiem, ale mniej odporną psychicznie Pannę Młodą mogły przyprawić o histeryczny płacz
Teraz jeszcze tak myślę - żeby gdyby to były tylko ustne ustalenia, to pomyślałabym, że może czegoś nie powiedziałam albo pani źle zrozumiała. Ale dostarczyłam zdjęcie ze szczegółowym opisem. Mało tego - pani zrobiła sobie jeszcze swoją szczegółową notatkę na stronę A4 w ich zeszycie zamówień.
A i jeszcze użyta wstążka była innego koloru niż zamawiałam (mimo, że kawałek tej, którą wspólnie wybrałyśmy i którą zamówiłam pani przypięła spinaczem do kartki z zamówieniem w zeszycie).
Pomijam, że skasowały narzeczonego o 20 zł więcej niż się umówiłam składając zamówienie. Ech...
Co byście zrobiły na moim miejscu?