dociek
01.12.12, 17:03
We wszystkich mediach rozgłoszono o Dniu Otwartym Portu Lotniczego Lublin. Zawisły wielkie banery zapraszające mieszkańców Lublina i regionu. Jacek Sobczak rozesłał po mieście pełne samozadowolenia kartki i rozdawał na lotnisku : "Dotrzymałem słowa". Nie wnikam, czy to dlatego trzeba było tak udokumentować, że to może po raz pierwszy albo już zaczął kampanię? W każdym razie przeprowadzono gigantyczną kampanią reklamową (ciekawe ile kosztowała, bo oczywiście to za nasze), co w konsekwencji wywołało masowe zainteresowanie, którego można było się z góry spodziewać. Szczególnie, ze to nie tylko lotnisko, ale i ziemia święta, albowiem poświęcana przez biskupów co najmniej już trzy razy (też za nasze).
Do Świdnika dotarły "wężowe" konwoje pojazdów, a "przewidujący" organizator imprezy zamówił "aż" trzy, czy cztery przegubowce z MPK mające za darmo przewozić uczestników imprezy i nie zabezpieczył ręcznego sterowania ruchem na wąskich i ciasnych uliczkach Świdnika. Efekt, MPK zamiast 4 musiało uruchomić 18 autobusów, bo wyjeżdżające z Lublina utykały w centrum Świdnika w korkach. Oto moje wrażenia z wyjazdu zaplanowanego na godz. 11 spod hali przy al. Zygmuntowskich.
Słupek przystanku wyjazdowego ustawiono przy parkingu, gdzie praktycznie nie było dojazdu przez parkujące tam samochody, których nikt nie "pogonił". Jednak w pełni zaufania do organizatorów przy tym właśnie słupku kłębił się tłum mogący wypełnić dwa, trzy autobusy przegubowe, druga taka grupa, jeżeli nie większa, kotłowała się przy samej ulicy zakładając, że ci z parkingu są naiwni, że wjedzie tam przegubowy mercedes. I mieli rację. O godz 11.10 (spóźniony) autobus nie wjechał pod halę, tylko przystanął przy ulicy. Tłum z parkingu wydarł w tamtą stronę, ale nie miał szans, wobec tych, lepiej przewidujących.
Szczęściem dla tych naiwnych na horyzoncie ukazał się drugi przegubowiec, który jednak wcisnął się na parking. Nastąpił zatem zmasowany szturm w przeciwnym kierunku. Mając opanowana jazdę lubelska komunikacją, udało mi się wcisnąć na samym końcu, choć już miałem się wycofać.
A oto treść SMS-a, który wysłałem koledze ze środka środka komunikacji miejskiej, jeszcze spod lotniska, z parkingu. Widząc przez okno mojego autobusu, stojącego w gigantycznym korku powrotnym, kolegę, który dziarskim krokiem podążał jak ja poprzednio w stronę terminalu, napisałem... Gwoli wyjaśnienia, ponieważ autobusy wypełnione na sztywno nie były w stanie doczołgać się do lotniska w sensownym czasie posuwając się z szybkością ok. metra na 20 minut jazdy.
"Z Lublina do Świdnika ok. 40 minut. Ze Świdnika do samego lotniska ponad godzinę autobusem i ok. 2,5 kilometra pieszo, bo nie zdzierżyłem stać w zatłoczonym, unieruchomionym w korku autobusie, podobnie jak i inni pasażerowie. Zwiedzałem terminal w tempie przez ok. 0,5 godziny, żeby znaleźć miejsce startu autobusów do Lublina i się na takowy załapać. Udało się znaleźć właściwe miejsce i wcisnąć do autobusu i już ponad godzinę wyjeżdżamy z parkingu pod lotniskiem..."
Wyjeżdżając ok.13 spod lotniska dojechałem na 15 pod halę na Zygmuntowskich. I jest co wspominać. A o naszym lotnisku... cóż. Przebiegłem i niewiele pamiętam, poza gęstym tłumem.