empi
06.04.02, 14:53
Lublin ma najśmieszniejszy herb ze wszystkich miast wojewódzkich. Kozioł który
próbuje pożreć latorośl szlachetnego wina. Żaden to lew, orzeł, tur itp..
Dzisiejsza postać herbu przez wieki została wyszlachetniona przez plastyków. Na
najstarszych pieczęciach widnieje kudłaty kozioł, wręcz cap. W przeszłości było
to przyczyną prześmiewek w innych regionach Polski np. w stosunku do lubelskich
kupców. Jak doszło do tego, że mamy taki herb?. Opisuje to p. J. Zięba
(założyciel i wieloletni kierownik muzeum im J. Czechowicza) w swojej
książce „Wspaniały dar króla „ na podstawie archiwów dominikańskich. Lublin w
1317 r.zaczął ubiegać się o prawa miejskie. Wysłała rada miejska do jeszcze
księcia Łokietka delegację ( 4 osoby) w celu uzyskania praw miejskich bo miasto
rosło i wiązało to się z wieloma królewskimi przywilejami. Nakazano jej sprawy
dobrze załatwić, pieniądze oszczędzać, bez przywileju nie wracać. Uzyskawszy u
księcia posłuchanie zaczęli przypominać swoje dla niego zasługi i utyskiwać nad
ubóstwem miasta. Przystąpiono do targów z księciem o nadanie dla miasta ziemi.
Koronnym argumentem było to, że po tych wszystkich wojnach lublinianom zostały
się ino kozy, jedyne żywicielki biedoty lubelskiej, i nie mają się gdzie paść.
Tak punkt po punkcie, wąwóz po wąwozie (potrzebne dla wypasu kóz), wzgórze po
wzgórzu(dla uprawy winnic) łan po łanie, Lublin został obficie obdarowany w
grunty i przywileje. Uradowani delegaci dorzucili w swoim darze dla księcia
jeszcze dwa woły dla wojsk które książę szykował na wyprawę, osobiście udając
się przekazać dar wojakom. Książę zostawszy sam z dworakami zmuszony został do
podjęcia decyzji o herbie dla miasta. Wzruszony kozami, żywicielkami lublinian
i wielkim zapałem do tworzenia winnic na wzgórzach, postanowił oba te symbole
zgrabnie połączyć. Zlecił książę to zadanie swojemu herbatorowi. Przystąpili
lublinianie do targów o zapłatę za malunek herbu z nieco podchmielonym
herbatorem. Lublinianie mocno chytrzyli bo pieniędzy nie mieli. Odebrali
dzieło, nawet nie oglądając go, szybko udali się do księcia, gdzie podczas
prezentacji wzbudzili ogólną wesołość. Był to cap i gałązka latorośli.
Pocieszali się widokiem przyszłych zysków z podziałów nadań ziemi dla miasta.
Później zaczęto herb uszlachetniać, aby nie stać się pośmiewiskiem
Rzeczypospolitej.
Najważniejsze jest to, że ta historia jest chyba prawdziwa.
Przepraszam za długi wywód. Może ktoś zna inną wersję?.