Gość: Zenek
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.12.04, 13:23
KŁOPOTY Z PAMIECIĄ (NARODOWĄ).
Stanisław Michalkiewicz. Najwyższy Czas nr 49 z 4 grudnia 2004.
Ponieważ po napisaniu w paryskim "Głosie Katolickim", że prof. Jerzy Kłoczowski jest podejrzewany o to, iż był długoletnim tajnym wspólpracownikiem SB o pseudonimie "Historyk", zostalem napiętnowany przez sygnatariuszy protestu za "nieuczciwy tekst" i nawiązywanie do tradycji "SB-eckich falszywek", co było z mojej strony aktem "moralnego barbarzyństwa", 15 listopada złożyłem w lubelskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej podanie o udostępnienie mi akt oznaczonych następującymi sygnaturami: IPN Lu 08/267, tomy od 1 do 9, IPN Lu 0317/1, IPN Lu 03117/2 oraz IPN Lu 0276/158.
Według posiadanych przeze mnie informacji, właśnie w tych aktach znajdują sie dokumenty potwierdzające prawdziwość moich słów. Podanie moje przyjął naczelnik w lubelskim oddziale IPN, pan dr Leon Popek, który obiecał mi wydanie pozytywnej decyzji (procedura wymaga uprzedniego wydania decyzji administracyjnej o udostępnieniu akt) oraz przygotowanie akt, o które prosiłem, na 23 listopada.
17 listopada zaprosiłem dziennikarzy warszawskich redakcji na konferencję prasową. Przybyło dwu redaktorów: z PAP i z Radia Praga. Podtrzymałem wobec nich to, co napisałem w "Głosie Katolickim" oraz poinformowałem o swoim wystąpieniu do lubelskiego oddziału IPN. Wiadomość o tym ukazała się w serwisie PAP, ale o ile mi wiadomo, żaden dziennik warszawski jej nie odnotował. 21 listopada zadzwonił do mnie pan Leon Popek z informacją, że akt, o których udostępnienie prosiłem w swoim podaniu, aktualnie nie ma w lubelskim oddziale IPN, ponieważ zostały "wypożyczone do celów służbowych". Nie powiedział mi, ani kiedy zostały wypożyczone, ani kto wypożyczył. Poinformował mnie również, że dopóki akta nie wrócą, nie może również wydać mi decyzji w sprawie udostępnienia. Mimo to 23 listopada przyjechalem do Lublina i w tamtejszym oddziale IPN wypełniłem dodatkowy formularz, w którym znajdowały się m.in. pytania, czy wcześniej występowałem do IPN o udostępnienie akt jako pokrzywdzony i w jakim celu proszę o udostępnienie mi akt teraz. Pan naczelnik Leon Popek zapewnił mnie, że jestem traktowany jak każdy inny petent i że zazwyczaj akta wypożyczane są na okres nie dłuższy niż miesiąc, chociaż ten termin może być przedłużony.
Tego samego dnia zaprosiłem kolegów dziennikarzy z lubelskich mediów na konferencje prasową, podczas której jeszcze raz podtrzymalem to, co napisałem w paryskim "Głosie Katolickim"' podałem sygnatury akt, o udostępnienie których wystąpiłem, poinformowałem, że zostały one wypożyczone do celów służbowych po złożeniu mojego podania, a odpowiadając na pytanie redaktora "Gazety Wyborczej" powiedziałem, że fakt, iż nie uzyskałem jeszcze oficjalnego dostępu do tych akt nie oznacza, że nie wiem, co w nich się znajduje. Przykładowo podałem, że w aktach opatrzonych sygnaturą IPN Lu 0317/1, na karcie 18 jest korespondencja kpt. Jana Sekuły, zastępcy naczelnika Wydziału "C" KWMO w Lublinie, do naczelnika Wydziału I Biura "C" MSW w Warszawie, nosząca datę 29 marca 1979 roku, o treści następującej: "przesyłam meldunki operacyjne karty E16 dotyczące spraw i osób zarejestrowanych do spraw"' a niżej, pod pozycją 17. figuruje Kłoczkowski Jerzy nr rej. 8529 - zmiana prowadzącego. Wyjaśniłem, że chodzi tu o wprowadzenie odpowiednich zmian w kartotece centralnej w związku ze zmianą oficera prowadzącego tajnego współpracownika zarejestrowanego pod tym (stosunkowo niskim, co wskazuje na wczesną datę werbunku, bo tajni współpracownicy zwerbowani byli pod numerami powyżej 20 tysięcy). Data wspomnianego pisma anonsującego zmianę oficera prowadzącego wskazuje, że współpraca z SB trwała do tego momentu już 18 lat, co uzasadnia użycie przeze mnie określenia "długoletnia".
Zależało mi na spotkaniu z kolegami dziennikarzami z lubelskich mediów, bo tam właśnie kolportowany był pod moim adresem zarzut sformułowany przez JE abp. Józefa Życińskiego, który na specjalnie zwołanej konferencji prasowej wyraził opinię, że pobiłem "rekord prymitywizmu moralnego w III Rzeczypospolitej".
Oświadczyłem kolegom dziennikarzom, że nie jestem godzien takiego zaszczytu, tym bardziej iż widzę wiele osobistości znacznie godniejszych tego ode mnie. Niestety, następnego dnia tylko "Kurier Lubelski" odnotował lakonicznie moje wystąpienie, natomiasy ani lubelska "Gazeta Wyborcza" ani "Dziennik Wschodni" nie napisały ani słowa. Nie jest to dla mnie dobra wróżba, więc w tej sytuacji pozostaje mi żywić nadzieję, że autorytetom moralnym mimo wszystko nie uda się skorumpować Instytutu Pamięci Narodowej.
Bardzo ciekawie ta sprawa sie rozwija, prawda??