Dodaj do ulubionych

Radni nie lubią kiszonych ogórków

10.03.08, 22:23
Panowie Bowak i Widomski robią wszystko, by dowalić prezydentowi a jeszcze
więcej by zaistnieć w mediach.
Znane są wątpliwości radnego Nowaka co do przyznania honorowego obywatelstwa
Ricie Gombrowicz. czyżby jego kontrkandydatem była Genowefa Pigwa?
Obserwuj wątek
    • Gość: Michał Widomski Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: *.gprs.plus.pl 11.03.08, 00:01
      Przecież tak naprawdę chodzi o to że nie mozna przekształcać
      prywatnych inicjatyw, których w Lublinie jest wiele w instytucję
      kultury- w perspektywie z milionowym budżetem. Dlaczego nie teatr
      Mądzika dlaczego nie Budka Suflera? To jest drenowanie budżetu,
      które do powstania niczego nowego nie doprowadzi. Funkcje opisane w
      projekcie ( 3 ) są realizowane z powodzeniem przez inne podmioty (
      wydziały szkół wyższych, liczne ludowe zespoły). Brawa dla Fundacji
      za to co robi, ale ja mówię stop rozdrapywaniu publicznych pieniędzy-
      selektywnie dla nielicznych. Dobrym przykładem jest konkurs na
      projekty kulturalne. Wydano i wydamy ogromne pieniędze na coś co nie
      jest żadnym nowum. Nic nowego w Lublinie za sprawą tych środków się
      nie wydarzy. Przeydentowi głęboko współczuję, bo na moje oko pod
      uchwałą nie podpisał się ktoś kto w istocie jest jej autorem.
      Powinien teraz przeprosić. Prezydenta przed wszystkim. Może nie,
      mieszkańców Lublina przede wszystkim. Pozdrawiam Michał Widomski
      • ost64 Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków 11.03.08, 08:44
        Można przekształcać organizacje pozarządowe w instytucje i jest to zupełnie
        naturalne.
        Z korzyścią dla społeczności lokalnych i z korzyścią dla samych organizacji.
        Organizacje działające intensywnie w pewnym momencie dochodzą do takiego poziomu
        profesjonalizmu, że już nie mogą działać "po harcersku", muszą się
        "zinstutucjonalizować". Miasto wtedy zyskuje instytucję, która powstała z
        autentycznej potrzeby serca. Przykłady? Proszę bardzo: Stowarzyszenie Praktyk
        Teatralnych "Gardzienice", Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu,
        Teatr Ósmego Dnia w Poznaniu, Fundacja Pogranicze w Sejnach. Więcej? Szukajcie a
        znajdziecie, głównie w innych miastach, raczej większych i mądrzejszych.
        • marcinskrzypek dorzucam Orkiestre św. Mikołaja 11.03.08, 09:43
          Do propozycji przekształceń dorzucam Orkiestrę św. Mikołaja.
          www.mikolaje.lublin.pl

          Istnieje od 20 lat. Organizuje najstarszy (17 edycji) polski festiwal folkowy
          (na który brakuje biletów, ostatnio w RzP uznany za 1 z 4 najważniejszych
          polskich festiwali folkowych), wydała już 11 autorskich fonogramów (nie licząc
          składanek), wydaje pismo "Gadki z Chatki" poświęcone inspiracjom kulturą ludową
          i prowadzi kilka innych projektów. Dostała nagrodę Oskara Kolberga. Ma bardzo
          bogate strony internetowe. Jest środowiskiem, które "wydało" na świat kilka
          innych grup: m.in. wciąż działające: Odpust Zupełny i Caci Vorba. Jest otwarta i
          zajmuje się wielokulturowością.

          Działa przy UMCS-ie jako część "Chatki Żaka", ale już dawno przerosła ramy
          niezobowiązującej "organizacji studenckiej". Okazała się strukturą trwałą i
          pionierską. Jakoś sobie finansowo radzi, ale w formie, w której funkcjonuje nie
          ma możliwości dokonania żadnego "skoku" rozwojowego, który wg mnie mógłby być
          korzystny dla miasta.
      • Gość: ICE Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.08, 11:07
        Szanowny Panie,
        porównywanie akcji podejmowanych przez Fundację do działalności zespołów
        ludowych czy wydziałów szkół wyższych wynika po prostu z nieznajomości
        działalności tej instytucji /patrz wypowiedź dla Gazety prof. Bartmińskiego/. O
        ile też wiem, zespół z działający przy Fundacji jako jedyny w historii lublina
        zaproszony została na festiwal muzyki współczesnej "warszawska jesień", ale Pana
        ewnie o tym nie wie.
        Odwołując się do wypowiedzi Japolana; nie wiele byśmy zdziałali na polu kultury
        mając na uwadze co jest akurat "cool" (a propos-już tak sie nie mówi), ponieważ
        "cool" zjawiska dezaktualizują sie równie szybko jak to słowo.Jako bywalczyni
        klubów zapewniam Pana, ze wśród osób zainteresowanych polską muzyka tradycyjną
        (nie cepeliadą) są również didżeje(nie wspominając o bywalcach).
        Idąc tropem pańskiej wypowiedzi: jeżeli wszystko ma być "Cool" (co za przaśne
        słowo!) urządźmy ratusz w jednym z obowiązujących stylów klubowych, będzie
        fajnie. Polska kultura tradycyjna napotyka na ogromne trudności, myślę tu o
        rzeczywiście autentycznych wykonawcach obawiam się, że, przez takich ludzi jak
        Pan: którzy nie zdążyli wyleczyć sie jeszcze z tzw. kompleksu prowincji. Jeżeli
        Pan sie boi zahamowania rozwoju ogólnego państwa poprzez odbudowywanie
        kulturalnej tożsamości Polaków, to zaręczam Panu, ze jedno drugiemu nie
        przeszkadza.a nawet może pomóc.
        P.S.
        Czy to prawda,że firma Pana Widomski organizowała dożynki w woj. świętokrzyskim?
        • japolan Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków 12.03.08, 01:10
          Szanowny Panie,

          Jestem bardzo ciekaw, dlaczego nie ma u nas równowagi między autentycznym rozwojem cywilizacyjnym (drogi, szkoły, obsluga mieszkańców) i promowaniem tzw. ewentów. Czy nie dlatego, że łatwiej jest zwołać dziennikarzy, zasiąść za stołem, posadzić obok siebie kogoś, kto ma dostać od nasz (ale nie naszą) tzw. kasę - niż ciężką codzienną pracą budować dobrobyt ludzi w Lublinie i sukces samego Lublina?

          Proszę zobaczyć, ile może w zakresie omawiania i promowania różnych - także tzw. ludowych - murtów kultury zrobić jeden człowiek, przy pomocy jednego bloga:
          svetomir.blox.pl
          Ileż tam jest tematów, ileż refleksji! I jakoś nie słyszałem, żeby Autor tamtego bloga żebrał o datki publiczne. To sią nazywa styl.

          Moim zdaniem, bardzo ważne jest przekonanie ludzi ze wsi, gdzie jeszcze są pozostałości autentycznej kultury ludowej, żeby się jej nie wstydzili i jej nie porzucali. To wydaje mi się o wiele ważniejsze od zorganizowanych zespołów, fundacji i ośrodków.

          Niedaleko od nas, na Ukrainie nadal jest popupalarny zwyczaj wart. I nie chodzi tu tylko o imprezy dla grup i środowisk. Chłopak zabiera dziewczynę na łąkę, do lasu, na polanę. Rozpala ognisko, coś spiewa(ją), wyznaje jej miłośći. Nie można wykluczyć, że dochodzi do czegoś jeszcze. Ludowy zwyczaj, ale jakże autentyczny. Ludzie to czują i kultywują.
          Proszę zobaczyć i posłuchać, jak kapitalnie do "ludowej nuty" nawiązywali czescy "Rangersi":
          www.youtube.com/watch?v=vE5NpKCm7dM
          Także jestem za autentyczną kulturą ludową. Czy taka może istnieć poza swymi "naturalnymi" środowiskami, zwłaszcza utrzymywanymi z pieniędzy publicznych? Wątpię.

          Z poważaniem,
    • japolan Radni nie lubią kiszonych ogórków 11.03.08, 01:44
      Dzień dobry,

      Sprawy lubelskie interesują mnie. Jednakże o takich inicjatywach cepeliowskich słyszę jedynie wtedy, gdy jest jakaś "afera o kasę". Gdyby wiele osób się tym interesowało, to spółki zarobkowe by się tym interesowały. Jeśli jest to takie "cool", to kluby lubelskie posłałyby "do pośredniaka" swoich "didżejów", a zapraszały częstujące ludzi kiszonymi ogórkami pieśniarki, znane z pieśni "o Jasieńku" i "Kasieńce, co konion dać może". Tzw. cepelia nie może dominować.

      Mówiąc szczerze: kto będzie chciał poważnie traktować miasto, w którym dochodzi do instytucjonalizacji prowincjonalizmu. Jeśli "ratuszowym ludkom" pasuje "wiejska przaśność", to niech:
      - zakażą wchodzenia do Ratusza i innych miejskich budynków urzędowych dostawców z pizzeri,
      - pokryją Ratusz strzechą,
      - zamiast taksówek wprowadzą dorożki,
      - zliwidują kanalizację i przywrócą rynsztoki.
      I niech wożą Pana prezydenta furmanką, a nie limuzyną.

      Jak wiocha, to wiocha! Całą gębą. A właściwie pełnymi (czyżby gnoju?) widłami!

      Niby lakierki na nogach, a słoma z nich wyłazi.

      Z poważaniem,
    • Gość: jaśko Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.03.08, 09:26
      Pampersyzacja lubelskiej samorządności sięga już dna.
      A propos Marca - literaci do piór, niedopieszczeni radni na drzewo
    • Gość: chart Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: *.resetnet.pl 11.03.08, 11:30
      Gdyby nie radny Nowak obywatelstwa dla Rity Gombrowicz by nie było, bo pan
      prezydent Wysocki nawet nie wiedział kto to jest.
      • pytacze Pfff.. ktos znowu puscil baka na forum? n/t 11.03.08, 11:34
    • Gość: Vincent Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: 212.106.21.* 11.03.08, 11:45
      Ja bym Tekturę zamienił w instytucję, bo coś kiepsko ostatnio
      przędzie.
    • Gość: Inga Stolarczyk Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: *.it-net.pl 11.03.08, 13:04
      "Walcie się ziomy" - dla chamstwo, a nie hiphop Panie Widomski. I Pan to w
      trosce o kulturę?
      Żenujące.
      • pytacze Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków 11.03.08, 13:59
        Ingo, a przeczytaj teraz wypowiedz Widomskiego... czy widzisz to, co
        widzimy my????
    • Gość: etnoman Ludzie opamiętajcie się! IP: *.pronet.lublin.pl 11.03.08, 15:18
      Ludzie opamiętajcie się!
      Jan Bernat swego czasu ogłosił się jedynym kompetentnym znawcą
      folkloru Polski i okolic. Prowadząc zamkniętą w swoim kręgu, niemal
      sekciarską działalność równał z błotem wszystkich i wszystko co w
      tej dziedzinie robili inni. Takim to sposobem, a nie wątpliwymi
      artystycznie i pseudonaukowymi działaniami fundacji
      zbudował „sławę”, pozycję i tożsamość Muzyki Kresów.
      Na takich instytucjach chcecie budować markę naszego miasta?

      Jeśli Lublin jest znany w Polsce i nie tylko jako polska stolica
      muzyki etno ( a jest!) to nie dzięki salonowym i hermetycznym
      działaniom Jana Bernata tylko dzięki innym zespołom lubelskim, które
      bez żadnego wsparcia swojego miasta koncertują po całej Europie
      grając po kilkanaście zagranicznych koncertów rocznie.
      Czy wiecie, że w tym mieście jest od 18 lat festiwal na którym
      debiutowało i zdobywało pierwsze doświadczenia 90% czołowych
      przedstawicieli polskiej sceny etno np. Kapela ze Wsi Warszawa,
      której światowy sukces w ostatnich latach trudno porównać z
      jakimkolwiek osiągnięciem polskich muzyków?
      Na ten festiwal od wielu lat ściągają widzowie z Niemiec, Czech,
      Słowacji, Ukrainy, Białorusi i Rosji. To impreza z marka, ale nie są
      to „Najstarsze Pieśni Europy” o których mało kto słyszał tylko
      Mikołajki Folkowe w „Chatce Żaka”.
      Chcecie budować markę miasta czy za nasze pieniądze markę Muzyki
      Kresów i Jana Bernata?


      • Gość: hmmm... Re: Ludzie opamiętajcie się! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.03.08, 15:39
        jak sie juz kogos atakuje personalnie - wypadaloby wiedziec
        przynajmniej jak brzmi jego nazwisko
        • marcinskrzypek sceptycznie do pomysłu 11.03.08, 20:01
          Swego czasu przyjechali do Orkiestry ludzie z pewnego stowarzyszenia
          we Wrocławiu również krzewiącego śpiew archaiczny, bo ich Jan Bernad
          nie dopuścił do warsztatów, kiedy się dowiedział, że są ze
          środowiska folkowego. A impreza była otwarta i finansowana przez
          Fundację Batorego. I ci ludzie byli bardzo zdenerwowani, że na
          otwartych następuje tego typu selekcja i prosili o jakieś wsparcie,
          żeby tą sytuację zmienić.

          Podobna historia spotkała pewnego muzyka zespołu Się Gra, a obecnie
          naukowca. Również został odrzucony za "folkowość".

          I jeszcze jeden cytat z wypowiedzi, której Jan Bernad oczywiście nie
          pamięta:
          -Kończący lubelskie spotkanie Jan Bernad z Fundacji "Muzyka Kresów"
          również odniósł się do folku zdecydowanie negatywnie, nazywając go
          skundloną formą folkloru, która pogłębia akorzenione w powszechnej
          świadomości stereotypy kultury ludowej i jej niezrozumienie.-
          www.gadki.lublin.pl/gadki/skrot.php?nr_art=394
          Są to oczywiście sytuacje anegdotyczne z perspektywy czasu i
          zupełnie nie warte uwagi kogoś, kto w tej tematyce nie siedzi.
          Uważam, że niektóre organizacje powinny być hermetyczne i elitarne.
          Taki ich urok i wartość.

          Jednak, kiedy w grę wchodzi problem finansowania ich z publicznych
          pieniędzy, to warto się zapytać, jak ksiądz na zapowiedziach, czy
          nikt nie widzi żadnych przeszkód dla zawarcia tego małżeństwa. Cenię
          to, co robi Jan Bernad. Przeżyłem na jego festiwalu kilka
          niezapomnianych chwil (np.
          www.gadki.lublin.pl/gadki/skrot.php?nr_art=326), jednak
          sceptycznie zapatruję się na dojrzałość Fundacji Muzyka Kresów do
          działalności w formie publicznej instytucji miejskiej.

          Przykro mi, jeżeli kogoś moje słowa uraziły, ale na pierwszym
          spotkaniu nt. kultury w Lublinie, w którym uczestniczyłem,
          organizowanym przez dyr. Jachimowicza otwarcie powiedziałem, że
          jeżeli chcemy rozmawiać przyszłości kultury Lublina w kontekście
          2016, to musimy przygotować się na możliwość rewizji własnej
          działności przez innych. Ja jestem na taką rewizję gotowy i oczekuję
          gotowości innych.

          Nie przyjdzie mi teraz łatwo wcisnąć "wyślij", ale wg mnie mam taki
          obowiązek, jako obywatel, który chce uczestniczyc w przemianach tego
          miasta.
          • awansik Re: sceptycznie do pomysłu 11.03.08, 21:32
            Odezwał się etatowy pracownik zupełnie dojrzałego i ustawionego frontem do ludu
            Teatru NN. Tylko po co tam ta krata? A ile etatów za dojrzałą kratą? Tak
            naprawdę Teatr NN jest OK! Tylko niech Marcin Skrzypek nie kisi środowiska tą
            zatroskaną o miejskie pieniądze pozą. Jemu naprawdę nie przystoi. Rozumiem
            kompleksy... Bernada zapraszają na Warszawską Jesień, a Orkiestra św. Mikołaja
            wciąż próbuje nastroić instrumenty. Orkiestra św. Mikołaja też jest OK! Tylko
            Skrzypek zbyt zatroskany dojrzałością innych do publicznych pieniędzy.
            • Gość: etnoman Re: sceptycznie do pomysłu IP: *.pronet.lublin.pl 12.03.08, 00:14
              Jeśli Miasto chce się zająć ważną dziedziną jaką jest kultura
              tradycyjna tworząc ośrodek nowoczesny i otwarty to pozostaje mi to
              tylko pochwalić.
              Proszę rozpisać konkurs na projekt takich działań. W Polsce jest
              wielu wybitnych ludzi, którzy chętnie włączą się do takiej dyskusji
              Być może nawet wyrażą chęć pracy u nas.
              Muzyce Kresów tez dajmy w tym konkursie szansę - niech zaproponują
              wreszcie cos otwartego i ciekawego.
              Proszę nie rozdawać cieplutkich etatów za wątpliwe zasługi.
              Cóż za bzdurne twierdzenie, że fundacja, która tak świetnie działa
              do tej pory nagle nie da sobie rady. A co maja zrobić inne
              pozarządowe struktury - ustawić się w kolejce do koryta i
              cierpliwie czekać? Pewnie tak, bo w przypadku szefa Muzyki Kresów
              okazuje się to bardzo skuteczne.
              Wyjazdu Pana Bernada nie obawiałbym się, a jeśli już to jakoś to
              przeżyjemy. I tak niezbyt wiele mamy z jego działalności. Ta
              twórczość i edukacja jest dla większości Lublinian jest zajmująca
              jak Warszawska Jesień.
            • marcinskrzypek brak kryteriów oceny pracy w kulturze 12.03.08, 00:29
              Między wierszami wyczytałem taki komunikat: nie bądź samolub, masz etat, daj i
              innym zarobić.

              Nie chcę sprowadzać problemu podziału budżetu miasta do takiego poziomu. Problem
              leży gdzie indziej.

              Z otrzymaniem działki publicznego budżetu związana jest pewna odpowiedzialność
              za publiczną korzyść oraz związany jest też kredyt zaufania, bo te pieniądze to
              jest inwestycja w rozwój. O odpowiedzialności już coś napisałem. Co do kredytu
              zaufania, to chciałbym wiedzieć na jakich szacunkach on się opiera?

              Uznaję nośność koncepcji "najstarszych pieśni Europy". To jest szlachetna i
              czysta idea, która ma jasne i silne przesłanie.

              Ale są też inne idee, które warto zauważyć i wziąć pod uwagę. Np. fakt, że
              Orkiestra św. Mikołaja na stronie www.orkiestra.umcs.lublin.pl/sarf/list.php
              wspólnie ze środowiskiem warszawskiego Domu Tańca i nie tylko opublikowała list
              w obronie RCKL pod którym podpisało się imieniem i nazwiskiem ponad 3200 osób.
              A na stronie www.mikolaje.lublin.pl/plebiscyt/
              można zapoznać się z wynikami plebiscytu dotyczącego ostatniej składanki
              Orkiestry, w którym wzięło udział ponad 2000 internautów.
              To są fakty być może bez znaczenia, ale przede wszystkim fakty, na których można
              budować kredyt zaufania do środowiska i organizacji, ale niestety fakty nieznane
              ludziom, którzy kierują polityką kulturalną miasta. Mógłbym pisać dalej o
              kilkuset artykułach w "Gadkach z Chatki" www.gadki.lublin.pl, o ilości zespołów
              i koncertów na Mikołajkach Folkowych itp. Jestem przygotowany do publicznej
              rozmowy na ten temat.

              Podobnie jestem przygotowany do publicznej rozmowy na temat sensu utworzenia
              Ośrodka "Brama Grodzka - Teatr NN" i jego dorobku oraz sensu mojej pracy
              opłaconej z publicznych pieniędzy. To coś, co odbierasz jako "pozę zatroskania o
              miejskie pieniądze" towarzyszy mi na co dzień w mojej własnej pracy.

              Problem polega na tym, że dla zbyt wielu osób w Lublinie taka rozmowa nt. sensu
              ich pracy byłaby jednak krępująca. Bo brakuje - w ogóle ale w Lublinie w
              szczególności - kryteriów oceny pracy w sektorze kultury i umiejętności
              samooceny pracowników kultury. Całe szczęście że pojawił sie temat Lublina 2016
              i osoba p. Jachimowicza, który podejmuje te tematy. Myślę tu również o temacie
              usamodzielnienia się Fundacji.

              Jednak kryteriów oceny działalności kulturalnej brakuje. Dlatego mój głos w
              sprawie przekształcenia fundacji Muzyka Kresów w instytucje miejską został
              odebrany jako "kiszenie". A to nie jest kiszenie tylko normalna publiczna
              dyskusja o publicznym podmiocie.

              Nie twierdzę, że FMK nie powinna stać się instytucja miejską, ale twierdzę, że
              zanim to się stanie, należy publicznie przypomnieć, że wiążą się z tym pewne
              zobowiązania - np. do otwartości, z którą akurat FMK ma problem. Jeśli nie ma,
              to o co chodzi?

              P.S.
              Nawiasem mówiąc, na Warszawskiej Jesień swego czasu występował muzyk obierający
              marchewkę. Też go zaprosili. :-)
            • Gość: KKE Co kisi Marcin Skrzypek? Re: sceptycznie do pomysł IP: *.chello.pl 12.03.08, 11:54
              Czytajac troche po lebkach, padlo m.in. zdanie:

              >Tylko niech Marcin Skrzypek nie kisi środowiska tą
              >zatroskaną o miejskie pieniądze pozą.

              Prosilbym o uscislenie (zarzutu?), co ("srodowisko" to kto, ilu, jak
              daleko i jakich?), po co i z jakim efektem kisi (poza) Marcin? Dobra
              zakaska nie jest zla, np. do kielbasy pilaszkowickiej. Pozdrowienia!
              Karol
          • marzenovo Re: sceptycznie do pomysłu 12.03.08, 00:42
            To o nas - Fundacja OVO dla Kultury i Edukacji z Wroclawia
            www.ovo.art.pl
            Z perspektywy patrzac, to dobrze, ze nas Jan Bernad wyrzucil z
            warsztatow te wiele lat temu jako niepoprawnych w nastawieniu do
            folkloru (co znaczy "poprawnosc" do dzis nie wiemy). Jego listy z
            tamtych czasow do dzis trzymamy w archiwum :) Dzis wiemy, ze liczy
            sie determinacja i pasja - tej nam przez ostatnie 10 lat nie
            zabraklo.

            z pozdrowieniami,
            Marzena Motyl
            Fundacja OVO dla Kultury i Edukacji
            www.ovo.art.pl


            > Swego czasu przyjechali do Orkiestry ludzie z pewnego
            > stowarzyszenia we Wrocławiu również krzewiącego śpiew archaiczny,
            > bo ich Jan Bernad
            > nie dopuścił do warsztatów, kiedy się
            > dowiedział, że są ze
            > środowiska folkowego. A impreza była otwarta i finansowana przez
            > Fundację Batorego. I ci ludzie byli bardzo zdenerwowani, że na
            > otwartych następuje tego typu selekcja i prosili o jakieś
            > wsparcie, żeby tą sytuację zmienić.
            • marcinskrzypek OVO, Dzięki za odzew :-) 12.03.08, 08:48
              Ta historia była tak dawno, że bałem się, czy wydarzyła się na prawdę.

              Listy trzymajcie, mogą się przydać.

              Też uważam, że liczy się pasja i że czasem taki kop w tyłek pomaga.

              Natomiast nie wyobrażam sobie, żeby finansowana z lubelskich pieniędzy
              instytucja kopała w tyłek lubelskich miłośników "skundlonego folkloru", który
              też są rodzajem poszukiwań międzykulturowych. Nie jestem pewien czy Jan Bernad
              sprosta takiemu wyzwaniu, żeby nie kopać.

              Ja go rozumiem, bo też za młodu miałem intelektualnego chłopca do bicia w
              postaci zespołów pieśni i tańca, ale po pierwsze już z tego wyrosłem (tzn. byłem
              wtedy w wieku pozwalającym na wyrośnięcie), a po drugie przez myśl mi by nie
              przeszło, żeby przelewać tę żółć na osoby. I tu go z kolei nie rozumiem.

              Może należy tę instytucje nazwać Ośrodek Jana Bernada. Wtedy będzie jasne, kto
              dyktuje reguły. I nie będę się czepiał.
    • folkatka Panie Japolan- ręce opadają 11.03.08, 15:27
      Niechże Pan sobie przeczyta to co napisał
      powyzej etnofan...Pan chyab nie zdaje sobie sprawy z tego czym w dzisiejszym
      świecie jest muzyka i kultura tradycyjna...Pan chyba nie wie, że wspomniana tu
      Kapela Ze Wsi W - wa grała w Manili dla 6000 ludzi? Że za granica koncertują
      więcej niż w Polsce? Prosze sobie zerknąć na kalendarium z ich strony
      www.kzww.pl/index.php?ps=koncerty
      Dlaczego inne narody potrafiły wypromować swoją ludową kulturę i uczynić z niej
      przedmiot swej dumy, a tylko u nas nasza piekna tradycja kojarzy się z czyms
      pejoratywnym? Pan wybaczy, nie ma Pan pojecia o tym o czym Pan pisze, mam dla
      Pana jedna odpowiedź - to nie miłosnikom Tradycji wyłazi słoma z butów, tylko
      takim, którzy mieszaja ją z błotem i nazywają wiochą - i dziwne że napisał to
      ktoś, po kim moznaby oczekiwać większego zrozumienia dla tych spraw.
      Pozdro dla etnofana. jeśli chodzi o mnie, to ja nigdy nie mieszałam się w różne
      rozgrywki w etnośrodowisku, wydaje mi się ze i jedno i drugie jest potrzebne.
      Jakby nie było, Jan Bernad robi duzo dobrej roboty, popularyzując śpiew archaiczny.
      • japolan Co Pani opada? 11.03.08, 22:52
        Szanowna Pani,

        Nie wiem, co Pani opada i w jakich okolicznościach. Czyżby ręce po jakimś koncercie folowym, zamiast rwać się do braw?

        Orkiestra Św. Mikołaja jest znana. Ich nawet widać. I sympatycznie grają. Inni, być może, również są dobrzy.

        Problem polega na tym, czy mamy z muzyki folkowej, a może nawet z wiejskiego darcia ..., robić wizytówkę miasta. Być może rzeczywiście rządy paru ostatnich kadencji doprowadziły Lublin do takiego stanu, że szansą dla Lublina jest "styl rustykalny". Tylko dlaczego nie powiedzą tego jasno?

        Problemem nie jest umiłowanie folkloru. Problemem jest to, że zarządzanie Miastem coraz mniej różni się od prowadzenia "tradycyjnego" gospodarstwa rolnego, w którym nawet wychodka nie było, a gnój to się nawet pod chałupą (a jużci: strzechą krytą) składowało. A co smród się do domu nie dostawał, to się okien nie otwierało od "gnojowej" strony.

        Folklor i inspirowanie się folklorem we współczesnych nurtach muzycznych może być bardzo cenne. Ale tego się nie da zadekretować.

        Bardzo podoba mi się folklor autentyczny, bez wymuszania, bez sponsorowania, taki z potrzeby serca. W trochę mniejszym od Lublina Brnie na Morawach folklor jest autentyczny. Proszę obejrzeć fotki na stronach:
        fsspx.cz
        fsspx.cz/px027.html
        - przykładowo:
        fsspx.cz/px169.jpg
        fsspx.cz/px170.jpg
        Specjalnie wskazałem na witrynę tradycjonalistów katolickich. Centrala FSSPX w Republice Czeskiej jest w Czernowicach - jakiś czas temu włączonych do Brna. Jest tam cywilizacja. Drogi dobre, chodniki równe. Autobusy jeżdzą - kilka linii. Na skrajach dzielnicy są linie tramwajowe. Wokół mnóstwo zieleni, w tym rozległe winnice. Dodatkowo, bardzo blisko jest autostrada.

        Proszę posłuchać:
        radiovalc.cz/valcarka.asp
        netshow.radiovalc.cz/audio/rv/sample6-80.wma
        Z poważaniem,
        • Gość: ICE Re: Co Pani opada? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.08, 23:25
          czy zdaje sobie Pan sprawę, ze wszystkie wysiłki, które Pan wkłada w te posty
          bezlitośnie odkrywają pańskie zakompleksienie i przede wszystkim ignorancję w
          zakresie komentowanego tematu?
          nie wspominam juz o tym ze okrutnie wyszarpują skrzetnie skrywane w obuwiu
          pokłady słomy
          • japolan Re: Co Pani opada? 12.03.08, 00:34
            Czyżby odezwał się ktoś z mających nadzieję na bycie sponsorowanym przez Miasto Lublin? Pytam, gdyż nie wiem, ale sposób działania na to wskazuje.

            Jeśli się stawia zarzut, to należy go udowodnić.
            Zatem proszę się na to zdobyć.

            W tekście gazetowym czytamy o już dokonanych wypłatach na rzecz podmiotów ze środowiska rustykalnego. Co stoi na przeszkodzie, żeby w sieci upublicznić szczegółową "rozpiskę" wydatków, wraz z kopiami rachunków, faktur i tzw. "KP"?

            Rozumiem, że są pasjonaci. Niektórzy z nich mogą być i zapewne są świetni w tym, co robią. Czy to daje prawo wyciagania ręki po nasze wspólne pieniądze? Moim zdaniem, nie.

            Na świecie jest wielu pasjonatów. Czy każdy z nich ma być sponsorowany z podatków. Tzw. statystyczny podatnik woli wydać pieniądze lub zaoszczędzić je, niż płacić nimi podatki - zwłaszcza ze świadomością, że jakiejś kapeli kupuje się z tych podatków instrumenty, sponsoruje warsztaty twórcze (względnie integracyjne). Jeśli ktoś woli piwo, to nie zmusza się go do kupowania wina. Jeśli ktoś zajada się płatkami, to czemu ma innym sponsorować inne dania? Podobnie jest ze sztuką, w tym muzyką. Niezależnie od gustów.

            Nie przekonuje mnie twierdzenie, że jakaś kapela więcej koncertuje za granicą, niż w Lublinie. Gdyby byli chętni do płacenia za bilety, to kapela nie włóczyłaby się po świecie, tylko zarabiała w Polsce.
            Miliony ludzi w ostatnich latach wyjechały z Polski, bo nie widzą dość dobrych perspektyw zarobkowych w Polsce, i nie dostrzegam tu rozczulania się z tego powodu.

            Dla mnie ważny jest człowiek, a nie jego przynależność zespołowa, w tym umiejętność grania na określonym instrumencie.

            Nie oszukujmy się:
            Są o wiele ważniejsze potrzeby, niż sponsorowanie nisz muzycznych ze środków publicznych.
            Szczególnie denerwujące jest opłacanie zespołów, w których przynajmniej pięćdziesięcioletnie "dziewczyny" śpiwają o podrywach przez "chłopców", z których większość już osiwiała, a część także wyłysiała.

            Poglądy na temat przeznaczania środków publicznych i znajomość określonych stylów muzycznych to dwie różne sprawy.

            Z należnym poważaniem,
            • Gość: ICE Re: Co Pani opada? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.08, 00:45
              myli,sie pan,
              poprostu fan
              • japolan Re: Co Pani opada? 12.03.08, 00:55
                Jeśli rzeczywiście jest Pan fanem, to zapewne nie będzie Pan żałował pieniędzy na bilety.
                Wielu ludziom pasują: koncerty, seanse, wieczorki i inne imrezy, jeśli ktoś inny do nich dopłaca, a najlepiej sponsoruje w całości. Czyż nie jest miarą autentyczności bycia miłośnikiem (fanem) czegoś gotowość płacenia za dobro, które się tak ceni?
                Moim skromnym zdaniem, jest.
                Podaję własny przykład:
                Na Novus Ordo Missae zastanawiałem się, czy 2 PLN dawane na tacę nie jest zbyt mocnym wyrazem praktycznego poparcia do liturgii, której zniknięcie z Kościoła jest moim marzeniem. Podczas Mszy Świętej w rycie naprawdę katolickim krępuję się dać 2 złote - uczestniczę w czymś wspaniałym. Nie żądam, by moja taca była sponsorowana przez innych.

                Jest prosty sposób na propagowanie autentyznych i dobrych gustów muzycznych, a także talentów muzycznych. Wystarczy, by Rada Miejska obniżyła (np. o połowę) podatek od nieruchomości od powierzchni sali restauracyjnej (klubowej), w której to sali przynajmniej 4 razy w tygodniu jest muzyka na żywo: orkiestra, muzyk, śpiewak (także wykonujący pieśni a capella), przez tyle a tyle giodzin. Mniejszy podatek zwiększy konkurencyjność lokali z muzyką na żywo. Ludzie będą głosować nogami, także mając na uwadze występujących w lokalach artstów. Będzie lokal z kapelą anglojęzyczną, będzie knajpa z pieśniarkami. Nie trzeba będzie żebrać u urzędników.

                Z poważaniem,
                • Gość: ICE Re: Co Pani opada? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.08, 18:49
                  jestem fanem, a raczej fanką
                  moja agresywna dosc reakcja jest wynikiem poczucia ogromnego zawodu. znam
                  dobrze działalnośc Fundacji, z własnych obesrwacji widzę,że grono
                  zainteresowanych się powiększa. jednak jest to niestety nadal zjawisko niszowe.
                  skoro tak się stało, że nasza kultura tradycyjna została zaniedbana, dlaczego
                  nie mamy pozwolic,a nawet zrobić wszystkiego, zeby znów stała się czymś
                  powszednim, czymś o czym będziemy jako obywatele Polski mieć jakiekolwiek,ale
                  niestereotypowe pojecie?
                  myślę,że dla przeszłość ma dla przyszłości ogromne znaczenie
    • marzenovo Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków 12.03.08, 00:33
      "Na organizację festiwalu "Najdawniejsze pieśni Europy" fundacja
      dostała 70 tys. zł" a mimo to "fundacji zabrakło pieniędzy na
      odpowiednią promocję festiwalu, kulała organizacja."

      Jak to jest mozliwe?
      Jesli ktos nie radzi sobie z organizacja imprezy, to moim zdaniem
      nie ma to zbyt wiele wspolnego z iloscia pieniedzy. To sa
      umiejetnosci, na ktore skladaja sie rozne czynniki. Pieniadz to
      tylko element.
      Ile czasu poswiecono na promocje festiwalu? Kiedy informacje o
      festiwalu pojawily sie w internecie (medium bezplatnym)?

      Marzena Motyl
      Fundacja OVO dla Kultury i Edukacji
      www.ovo.art.pl
      • japolan Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków 12.03.08, 00:41
        Proszę Pani,

        Pani może zadawać pytania, a ONI będą się zasłaniać: przepisami, tajemnicami.
        Jeśli Pani chce pozyskać środki dla reprezentowanej przez siebie fundacji, to może szanse wzrosną, gdy jakiś decydent zostanie zaproszony na "taku fajnu" imprezę integracyjną.

        Brakuje środków w hospicjach, służba zdrowia poważnie kuleje, a my się zajmujemy, żeby dofinasnowano tych, co na dudach lub "skrzypeckach" grają.
        Na Krakowskim Przedmieściu często grywają muzycy i tak zarabiają. Jakoś nie zauważyłem, żeby którykolwiek z nich dobijał się do Ratusza po pieniądze. Ale to są ludzie honorowi.

        Z poważaniem,
        • marzenovo Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków 12.03.08, 00:52
          > Pani może zadawać pytania, a ONI będą się zasłaniać: przepisami,
          > tajemnicami.

          Jakie tajemnice moze miec organizacja pozarzadowa korzystajaca z
          pieniedzy publicznych? Przepisy sa w tej materii reguluje:
          - ustawa o funduszach publicznych
          - ustawa o organizacjach pozarzadowych.
          Przejrzystosc to podstawa w dzialalnosci organizacji pozarzadowych.

          Jesli chodzi o moja fundacje, to uprzejmie informuje, ze sobie
          radzimy bez imprez integracyjnych :)
          • japolan Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków 12.03.08, 01:16
            Proszę Pani,

            Może we Wrocławiu bez "imprez integracyjnych" da się działać w sferze publicznej.
            Ośmielę się jednak postawić hipotezę, że Pani nie zna tzw. lubelskich warunków, a zwłaszcza "lubelskich klimatów".

            Gratuluję przejrzystości w finansach!

            Z poważaniem,
          • Gość: kupa_zza_stodoły Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: *.adsl.inetia.pl 12.03.08, 19:54
            marny sposób na reklamę panno marzenovo
            nie mieszajta folku z muzyką tradycyjną, bo niestrawności wywołujeta
            • marcinskrzypek muzyka tradycyjna zza grobu 12.03.08, 22:09
              Z muzyką tradycyjną nie da się zmieszać niczego, bo ona już po prostu nie
              istnieje. Można ja usłyszeć na zamówienie, niektórzy się jej uczą, ale to są
              tylko pewne formy muzyki tradycyjnej a nie ona sama.

              Realnie istnieją tylko różne rodzaje folkloryzmu. To co robi Jan Bernad też jest
              folkloryzmem, który charakteryzuje się własna pozą, w tym przypadku nieco
              nadętą, a także własnym pięknem i kodeksem etycznym i estetycznym. Folk jest
              innym rodzajem folkloryzmu, innym "drugim bytem folkloru", który ma własne
              grzeszki na sumieniu i własne osiągnięcia, zasady, poetykę itp.

              Odsyłam na www.gadki.lublin.pl
              Jeżeli coś w języku polskim zrozumiale na ten temat napisano, to najłatwiej
              znaleźć to właśnie tam.
        • Gość: dziab dziab Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: *.resetnet.pl 12.03.08, 02:43
          A ja nie reprezentuję przynajmniej żadnej fundacji.

          Nie rozumiem o co Panu japolanowi chodzi, gdy pisze o kulejącej służbie zdrowia.
          Kultura (przynajmniej w Lublinie) nawet nie kuleje. Ona po prostu leży. I jedyną
          szansą na wyjście z tego zaścianka, zwłaszcza w perspektywie roku 2016, jest
          dawanie, brzydko mówiąc kasy organizacjom kulturalnym, czy to Muzyce Kresów, czy
          Orkiestrze św. Mikołaja. Nadchodzi taki moment w istnieniu każdej instytucji, że
          zatrzymuje się w rozwoju i potrzebuje jakiegoś impulsu. Takim impulsem mogą być
          pieniądze od miasta na zorganizowanie jakiejś wielkiej imprezy kulturalnej, lub
          stały dopływ gotówki. W moim mniemamiu, jeśli Fundacja Muzyka Kresów ma problemy
          z organizacją festiwalu, to jeszcze do tego etapu nie dotarła. I dlatego
          słusznie oburzać się mogą inne środowiska animatorów kultury w naszym mieście,
          których jakoś strasznie dużo nie ma, które pozostały niedocenione.
      • Gość: latający holender Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: *.chello.pl 12.03.08, 01:15
        Dlaczego mamy tworzyć instytucję na bazie fundacji, w
        której "kulała organizacja"? Zaś promocję można robić angażując
        prasę, radio i telewizję - właściwie bezpłatnie. Dziennikarze, gdy
        coś jest nowatorskie i wartościowe, chętnie napiszą, powiedzą,
        przeprowadzą wywiad. Jest też internet, zupełnie dobre medium, o
        zasięgu światowym!... No i te 70 tysięcy, dane wtedy, gdy musiało
        już być prezydentowi wiadome, że nastepnym krokiem będzie
        utworzenie instytucji. Śmierdzi to wszystko z daleka aż miło... :)
      • Gość: Krzysztof Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: *.chello.pl 12.03.08, 11:15
        Z tego co wiem to te 70tys.jest przeznaczone na festiwal w 2008r.,a mimo tego że "pieniądz to tylko element",to jednak brak tego elementu to duża bariera,a taką Fundacja ma od początków swego istnienia,ze strony władz miasta Lublina.
    • Gość: córka Gombrowicza Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: *.chello.pl 12.03.08, 01:01
      Problem tkwi chyba gdzie indziej. Miasto nie ma placówek
      kulturalnych, bo swego czasu oddało je Marszałkowi Województwa. To,
      co jest, to dwie instytucje: Teatr NN i Centrum Kultury. Może więc
      warto, aby prezydent odzyskał Filharmonię, Teatr i Muzea - i za ich
      pomocą budował wizerunek Miasta jako ośrodka kultury? To przecież
      wielkie, gotowe i profesjonalne placówki. Tworzyć nowe, gdy tamte
      istnieją, to nieporozumienie. Dodatkowo tworzyć je arbitralnie.
      Niech zamiast nowych Miasto weźmie pod skrzydła Staniewskiego,
      potem Mądzika, nie zaś tych, którzy dla Lublina nic jeszcze nie
      zrobili. I czemu nie Fundacja "Akcent", czemu nie Fundacja "Kresy"
      [kwartalnik literacki]? Ale jest i problem "strukturalny": Kto po
      Bernadzie następny - i kto o tym decyduje? Spadochroniarz
      Jachimowicz? Prezydent Wysocki, który nie odróżnia żony Gombrowicza
      od nigdy nieistniejącej córki? Przekształcanie Fundacji w
      instytucje pachnie w tej sytuacji następnym kumplostwem ignorantów,
      podobnym, jaki wyszedł na jaw przy podziale pieniędzy. Ktoś już
      napisał: Niech to będzie konkurs otwarty, nie zaś rozdawanie
      synekur między swoich. Niech Miasto przyzna im stałą dotację,
      dobrze kontrolowaną, a nie zamienia ich w urzędników. To zaszkodzi
      Bernatowi jako artyście, jeśli nim jest (nie wiem, nie słyszałam).
      Zostanie dyrektorem. Zostanie nim napewno, bo to kumpel
      Jachmowicza. Swoją drogą ciekawe, co to za typ: przez siedemnaście
      lat pracował w piętnastu instytucjach. I jak to się stało, że w
      jego ręce Miasto oddało tak ważne sprawy.
    • Gość: Michał Widomski Podsumowanie IP: *.gprs.plus.pl 12.03.08, 07:05
      Państwa głosy wskazują, że zadziałał wreszcie mechanizm obronny,
      który jak widzę częsci z Państwa otworzył oczy. Nie tędy droga do
      wielkości artystycznej Lublina. Jeśli osoba odpowiedzialna za
      kulturę chwali przaśność, przedstawia kulawy statut i brak pomysłów
      żądając znacznych środków z budżetu musi to spotkać się z reakcją
      osób decydujących o mieście. Odwołując się do komentarza red.
      Józefczuka z wersji papierowej gazety proszę rozważyć czy jedynym
      powodem dla którego jesteśmy zdecydowanie na nie jest słoma
      wystająca nam z butów? Czy jeśli ma się dobry projekt to umieszcza
      się w sposób tak zbliżony do paszkilu ( brak zdania strony
      przeciwnej, brak informacji o odrzucaniu przez kolejne komisje RM
      projektu) informacje na stronie urzędu miasta.( na którą
      zapraszam ). Szanowni Państwo wczoraj komisje rady miasta po koleji
      negatywnie opiniowały ten projekt. Koledzy radni przytaczali dwa
      razy więcej argumentów niż ja. O tym pewnie nie przeczytacie w GwL i
      na stronach UM. Tam uprawia się politykę, a nie rozsadnie pracuje. Z
      panami Wysockim i Jachimowiczem odbyliśmy burzliwą dyskusję nad
      finansami jeszcze w listopadzie podczas pracy nad budżetem. Za
      czterdzieści procent więcej środków w instytucjach kultury powinno
      pójść wiele działań i projektów. Nie poszło, więc kolejny projekt
      przy braku zaufania do kompetencji tych osób przygotowany fatalnie
      nie ma mojej akceptacji. Jak każdy mają sznsę się zmienić. Nie robią
      tego jednak przedstawiając się jako jedyni obrońcy kultury.
      Argumetując używa się wobec nas dwóch rodzajów argumentacji- oparcie
      na autorytetach i ad personam. Czekam na merytoryczne. Za pieniędzmi
      na kulturę nie idzie strategia, a cel "stolica kultury" nie jest
      rozwinięty i brak mu wskaźników pozwaljących ocenić stopień
      realizacji. Dla kultury widzę zupełnie inny kierunek "masowość"
      poprzez wielkie wydarzenia artystyczne. Ten milion wolałbym wydać na
      okraszoną promocją wielką wystawę o randze ogólnopolskiej.
      Pozdrawiam
      • marcinskrzypek Re: Podsumowanie 12.03.08, 09:22
        Dyr. Jachimowicza akurat będę bronił choćby za to, że w ogóle mu się czegoś
        chce, robi jakieś spotkania itp.

        Wg mnie Lublin charakteryzuje zastój. Chwilowo mam taką hipotezę, że tu po
        prostu fizycznie brakuje ludzi, którzy chcą dokądś dojść, uczyć się od innych i
        rozgrywać swoje sprawy publicznie. Po prostu brakuje fizycznie, a ci co są, są w
        większości niereformowalni. Trzeba więc zwabić do Lublina nowych ludzi zupełnie
        tak samo jak się zwabia inwestorów z kasą. Więc wolę Jachimowicza, który
        pracował w 15 instytucjach od ziomka, który od 20 lat pracuje w jednej,
        lubelskiej, i NIC.

        Natomiast uważam że dyr. Jachimowicz potrzebuje wsparcia w postaci aktywnego
        środowiska opiniotwórczego. Jest on nieco innym urzędnikiem w porównaniu z
        lokalnym wzorcem, ale ten jego profil będzie dobrze funkcjonował jedynie w
        relacji do środowiska, które będzie inne niż dotychczas.

        Dlatego domagam się jasnych reguł oceny działalności podmiotów kultury w
        Lublinie. Miasto musi jasno wyrazić swoje cele i kryteria oceny, a każdy z
        podmiotów powinien mieć szansę publicznie "zmierzyć" swoją działalność względem
        tych kryteriów i nawet się do nich dostosować.

        Kryteriów nie znam. Dyr. Jachimowicz mówił kiedyś coś o haśle "Miasto i
        obywatele". Wg mnie do tego hasła działalność Jana Bernada nie pasuje. I nie
        tylko jego. Natomiast w kontekście kształtowania wizerunku miasta, nie boje się
        stwierdzić, że - jak napisał ktoś inny - Lublin jest jakimś centrum polskiego
        folku i to centrum otwartym, podnoszącym jakość przestrzeni publicznej i stało
        się to za sprawą szerokiego środowiska Orkiestry św. Mikołaja. Może folk jest
        niszą, ale niszą rozwinięta przez lubelską Orkiestrę św. Mikołaja. Jest to
        dorobek tego miasta, który je jakoś wyróżnia na mapie Polski.
      • japolan Re: Podsumowanie 13.03.08, 00:57
        Uważam, że redakcja niepotrzebnie opowiada się za wydatkowaniem z miejskiej kasy pieniędzy na jakąś konkretną imprezę. Jeśli ktoś z redakcji chce sobie jakiejś muzyki posłuchac, to niech kupi bilet za własne pieniądze.

        Rzeczywiście, imprezy otwarte przycągają ludzi.
        Podam dwa przykłady:
        1) W Cieszynie i Czeskim Cieszynie organizowane jest rok w rok "Świeto trzech braci". Ileż tam jest kapel, ileż zespołów. Różnych. Ludowych zatrzęsienie. Na rynkach po obu stronach Olzy stoją sceny, kramy, ogródki piwne. W ubiegłym roku w Czeskim Cieszynie było kilka scen, także poza rynkiem. Kramy to się wiły od Głównej Trasy [Havni Trzida] do prawie stacji kolejowej. Nawet Indianie w swych strojach ludowych (ale pióropusze!) się stawili.
        2) W Brnie jest corocznie organizowany festiwal "Brno - miasto w środku Europy". Rynek jest roztańczony i rozśpiewany. Zespoły są różne. Występuje wiele kapel ludowych. I występują autentyczne dziewczyny i autentyczni chłopcy, a nie "delegacje z domów seniora". To jest autentyczne. Są zespoły wojskowe. Niektóre zespoły wojskowe wykonują utwory ludowe. Ludzie się bawią. Oglądają, podspiewują.
        Gdy festiwal się kończy, nad Brnem widać cudny pokaz ogni sztucznych (kiedyś na Spilberku widziałem tony środków pirotechnicznych, zgromadzonych przed pokazami). Na zamku w okolicach Brna organizowany jest podobny pokaz ogni sztucznych.

        Do cedydentów: Uczcie się. Jest od kogo.
      • awansik Re: Podsumowanie 13.03.08, 13:13
        Podsumuję podsumowanie. Radny nie ma bladego pojęcia o kulturze i - jak się
        zdaje - jest z tego powodu bardzo dumny. Gdyby skorzystał z internetu i poczytał
        zamiast pisać głupstwa i coraz bardziej się ośmieszać, wiedziałby:
        1) Fundacja "Muzyka Kresów" jest jednym z najciekawszych przedsięwzięć
        kulturalnych w tym kraju po 1989 rok. Wystarczy poczytać, co o nich napisano w
        Polsce i nie tylko m.in. "Drama Review" (ale co to radnemu mówi?) Można też
        wyliczyć wszystkie nagrody, tytuły i wyróżnienia, ale tam radnemu opinia
        mądrzejszych;
        2)Jest stale obecny w Polsce i to nie w tańcbudach, ale m.in. w Ośrodku
        Grotowskiego, współpracuje z warszawskim kulturoznawstwem (m.in. Prof.
        Mentzwel,prof. Kolankiewicz, prof. Sulima), Ośrodkiem "Pogranicze", Teatrem
        Narodowym, Teatrem Starym w Łodzi, a ostatnio z festiwalem Warszawska Jesień
        (chyba najstarszy i jeden z najbardziej prestiżowych festiwali współczesnej
        muzyki poważnej na świecie - info. dla radnego;
        3)Jest jak najbardziej trendy. Hip hop? Był kiedyś trendy w niektórych
        zawodówkach. W warsztatach i letnich szkołach prowadzonych przez fundację
        uczestniczą aktorzy, muzycy, studenci z Poznania, warszawy, Wrocławia i Krakowa,
        dziennikarze, architekci - słowem młoda polska inteligencja. To oni zdecydują co
        będzie trendy, także za dziesięć lat;
        4)Stale współpracują z fundacją najwybitniejsi muzykolodzy, etnomuzykolodzy,
        folkloryści ze wschodniej części Europy m.in. z Konserwatorium
        Wileńskiego,Konserwatorium Kijowskiego, Instytutu Gniesinych(nie chce mi się
        sprawdzać czy tak się to pisze!) w Moskwie Co sądzi o tym najwybitniejszy polski
        folklorysta prof. Jeryz Bartmiński (pozdrowienia i uszanowania!) pan radny mógł
        przeczytać w
        "Gazecie". Nie dotarło? Etnomuzykolog i kompozytor muzyki współczesnej, a za
        czasów Sobczaka (to taki sławny rosyjski demokrata - info. dla radnego)wice-mer
        St. Petersburga prof. Ihor Macijewski wielokrotnie powtarzał, że lubelska
        fundacja zrobiła dla muzyki tradycyjnej więcej niż akademie nauk wszystkich
        krajów Europy Środkowowschodniej.
        5)Lublin - proszę radnego - jeśli ma szansę stać się Europejską stolicą kultury
        to dzięki kilku takim rękodzielniczym inicjatywom, jak Fundacja "Muzyka Kresów".
        To nasz jedyne kapitał, nasze rodowe srebra. Tym co nas wyróżnia są nowatorskie
        produkty "home made", a nie filharmonia, czy teatr dramatyczny. Taka jest
        również Muzyka Kresów i dzięki temu - zapewniam - interesująca w Paryżu,
        Londynie i Moskwie. A w Lublinie? Zobaczymy...
        Jan Bernad odrzucił kiedyś propozycję Krakowa, gdzie miał organizować cały blok
        programu w ramach europejskiej stolicy kultury. Myślę, że teraz może żałować
        swego wyboru. Inni mieli dość lubelskiej poniewierki i się wynieśli. Grzegorz
        Bral i Anna Zubrzycka z Pieśnią Kozła mają się dobrze we Wrocławiu, Piotr
        Rodowicz z Choreą w Łodzi (to być może najciekawsze nowe zjawiskach teatralne w
        Polsce - info.
        dla radnego);
        6)Radnemu myli się folkloryzm zespołów pieśni i tańca z tym, co robi Muzyka
        Kresów. To tak, jakby pomylić lubelski Teatr Muzyczny z Teatrem Laboratorium
        Jerzego Grotowskiego. Nie wiem czy radny zrozumiał porównanie!? Spróbuję
        inaczej... To tak, jakby pomylić malucha z bugatti. Łączy je wdzięk i uroda, ale
        jakby inne. Nieprawdaż panie radny?
        7) Radny Widomski - lansujący się na obrońcę publicznych pieniędzy - wcześniej
        dał się poznać jako miłośnik obszczanej, doprowadzonej przez dzierżawcę do dna i
        ruiny speluny Czarcia Łapy. Z`kulturą to miejsce coś miało wspólnego ponad
        dwadzieścia lat temu, ale zapewniam - pan radny z racji smarkatego wieku nie
        mógł tego wiedzieć - już wówczas była to kultura ocierająca się jeśli nie o dno,
        to przynajmniej wodorosty. Wcześniej podobno było lepiej, tak przynajmniej
        zaświadczaja wiarygodni świadkowie. Zastanawiam się, jak obrońca każdej złotówki
        nie zauważył, że niszczeje i traci wartość najpiękniejsze restauracyjne
        pomieszczenie na Starym Mieście?
        8) Nie jest grzechem nie wiedzieć. Ale ignorancja połączona z arogancją i pychą
        jest - jak sie zdaje - czymś, co radny uważa za uprawianie polityki. Dla swoich
        drobnych porachunków znalazł tym razem pretekst bardzo niestosowny.


        8) Do przyjaciół folkowców! W przeciwieństwie do radnego przynajmniej wiecie o
        czym i o kim piszecie. Nie przepadacie za Bernadem, a on za wami. Nie zamierzam
        was pogodzić. Uważam nawet, że ta radykalna niechęć jest dla obu stron dobra i
        twórcza. Niech iskrzy! To lepsze dla kultury niż głupia zgoda. Bardzo cenię to
        co zrobił dotychczas Jan Bernad. Lubię też, a w wielu przypadkach cenię
        dokonania waszego środowiska. Mam wrażenie czytając waszewpisy, że zaślepiła was
        zawiść. Przepraszam, ale inaczej waszych żali nie umiem zrozumieć. Czy nie
        zauważyliście, że chyba niechcący stanęliście po stronie tych radnych, którzy
        nic nie wiedzą, niewiele rozumieją i prowadzą swoje prywatne porachunki z innymi
        radnymi? Stając przeciwko Janowi Bernadowi i jego Muzyce Kresów strzelacie sobie
        w stopę. To także od was zależy, czy kulturę w tym mieście kształtować będą tacy
        ludzie, jak - podobny do wielu z was - uparty jak osioł Bernad, czy miałcy
        miłośnicy kultur bakteryjnych w Czarciej Łapy. Przegra Bernad, przegracie także
        wy. Przegra Lublin. Na długie lata... Naprawdę tego nie widzicie?
        • marcinskrzypek Podsumowanie - korekta 17.03.08, 11:17
          > 1) Fundacja "Muzyka Kresów" jest jednym z najciekawszych przedsięwzięć
          kulturalnych w tym kraju po 1989 rok.

          - Co jest argumentem koniecznym, ale nie wystarczającym do jej zamiany na
          instytucję miejską.

          > 3)W warsztatach i letnich szkołach prowadzonych przez fundację
          > uczestniczą aktorzy, muzycy, studenci z Poznania, warszawy, Wrocławia i
          Krakowa dziennikarze, architekci - słowem młoda polska inteligencja. To oni
          zdecydują co będzie trendy

          - Gruba przesada. Folkloryzm jest niszą i nią pozostanie. Z różnych względów. A
          już szczególnie w wydaniu Jana Bernada.

          > fundacja zrobiła dla muzyki tradycyjnej więcej niż akademie nauk wszystkich
          > krajów Europy Środkowowschodniej.

          - No nie :-) bez przesady... Węgry, Czechy, Słowacja, Ukraina... W każdym kraju
          wygląda to trochę inaczej, ale akurat tam uczy się muzyki ludowej na akademiach ;-)

          > 8) Do przyjaciół folkowców! [...] Mam wrażenie czytając waszewpisy, że
          zaślepiła was
          > zawiść.

          - Nie. Jest to sprzeciw wobec nieprzejrzystych reguł promocji lubelskich działań
          z obszaru folkloryzmu.
          Zadajmy pytanie "dlaczego to właśnie Fundacja Muzyka Kresów ma się przekształcić
          w ośrodek miejski"?
          Bo jako jedyna zajmuje się tą tematykę? NIE
          Bo ma największy dorobek? TEGO NIE WIEMY, bo:
          a) jej dorobek jest niedostepny publicznie
          b) nikt nie porównał go z dorobkiem innych organizacji zajmujących się ta tematyką.

          O tym, że punkt a) jest prawdziwy świadczy m.in fakt, że piszesz o dorobku
          Fundacji, a nie powołujesz się na adres www i nie pisały o nim gazety, tzn. że
          ani Fundacja ani promotorzy OIM nie starali się porozumieć z miejscową
          społecznością na ten temat. A wpisując do wyszukiwarki hasło Fundacja Muzyka
          Kresów wyskakują notki i przedruki na Serpent.pl oraz Independent.pl. Ale nie
          nazwałbym tego publiczną informacją o dorobku Fundacji.

          A wpisz hasło "Orkiestra św. Mikołaja". Zobaczysz, co wyskoczy i potem pogadamy.

          > Przepraszam, ale inaczej waszych żali nie umiem zrozumieć. Czy nie
          > zauważyliście, że chyba niechcący stanęliście po stronie tych radnych, którzy
          > nic nie wiedzą

          - Może dzięki temu co napisałem czegoś się dowiedzieli. Nie
          polemizuję z nimi, bo to trochę przedwczesne.

          > Stając przeciwko Janowi Bernadowi i jego Muzyce Kresów strzelacie sobie w stopę.

          - Ja się przyczepiłem i czepiam się tylko jednej cechy Jana Bernada: SELEKCJI NA
          BRAMCE. Taka selekcja dla instytucji miejskiej jest rzeczą niedopuszczalną. Np.
          nie robią jej teatry, o których napisałes, że się wyprowadziły do Wrocławia i Łodzi.

          Poza tym, z moich obserwacji wynika, że logika działań JW jest taka, żeby swoja
          pozycje wykorzystywać do obrzydzania innym folku i folkowego środowiska. Więc
          reakcja folkowego środowiska jest raczej racjonalna.

          Trudno mi uwierzyć w to, że jeżeli wcześniej publicznie Jan Bernad mówił o folku
          jako o "skundlonym folklorze", to po uzyskaniu niezależności nagle zacznie
          uznawać cały folkloryzm za "wspólna sprawę".

          Dla folkowców zaś jest to wspólna sprawa, ponieważ środowisko folkowe zakłada
          konieczność pluralizmu podejść do kultury tradycyjnej jako do systemu i procesu
          edukacyjnego otwartego dla wszystkich i oferującego różne poziomy wtajemniczenia
          i różne ścieżki rozwoju. Równiez prowadzące do Muzyki Kresów. Natomiast Jan
          Bernad spełnia tu rolę Amisza i utopisty. Ma bardziej ograniczoną definicję
          sukcesu swoich działań, który zależy od względnej izolacji od wpływów z zewnątrz.

          Jan Bernad jest potrzebny ruchowi folkowego, ale ruch folkowy nie jest potrzebny
          Janowi Bernadowi. Na tym polega cała szlachetność i jednocześnie ksenofobia
          Muzyki Kresów.
        • Gość: chart Re: Podsumowanie IP: *.resetnet.pl 18.03.08, 12:55
          Mimo agresji niektórych to całkiem ciekawa dyskusja. Sęk w tym, że odrobinkę nie
          na temat.
          Po pierwsze należałoby odpowiedzieć na pytanie, czy instytucja w kształcie
          zaproponowanym przez prezydenta w ogóle może powstać, a więc czy zakres jej
          działania mieści się w ramach ustaw samorządowych. Radni mają co do tego
          wątpliwości.
          Po drugie dziwić musi się tryb zgłoszenia uchwały. Możliwości są bowiem dwie -
          albo ktoś, np. wiceprezydent Wysocki uległ nagłemu impulsowi i zgłosił projekt
          uchwały zupełnie poza trybem prac rady, a zwłaszcza poza harmonogramem
          budżetowym. Albo też planował całą operację już wcześniej licząc, że łatwiej i
          po cichu przepcha się ją tylnymi drzwiami.
          Po trzecie na tym forum wielokrotnie powtarzałem, że miasto mogłoby nawet mieć
          własną fabrykę gwoździe uzasadniając to tym, że "mieszkańcy gwoździ potrzebują".
          Pytanie tylko po co? Dlaczego "każdy musi robić wszystko"? Jeśli coś wychodzi
          organizacjom pozarządowym po co mieszać w to administrację?
          I wreszcie uwaga ogólna. Z jednej strony cieszyć się można z wzrostu nakładów na
          kulturę pod rządami obecnej ekipy. Tyle tylko, że mam wątpliwości co do
          wydatkowania tych środków. Uszczęśliwione wzrostem dotacji instytucje pisały
          plany finansowe bez jakiejś strategicznej wizji, wpisując w nie wszystko co im
          przyszło do głowy, najczęściej zakupy sprzętowe o luźnym tylko związku ze
          statutową działalnością. Inny problem to CK, działające przy Centrum podmioty
          już od dawna proszę o wyodrębnienie ich budżetów, a nie wrzucanie kasy do
          wspólnego worka. Podział tych środków w ramach CK to zresztą temat na inną dyskusję.
          I o to właśnie chodzi - o prawno-organizacyjną stronę projektu, bo nawet nie o
          napisane wyjątkowo głupio uzasadnienie uchwały. Chodzi więc o poważne problemy
          formalne, nie zaś tylko o dyskusję nt. wyższości ogórków nad hamburgerami.
    • Gość: Zoska Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.08, 07:45
      warto dodać, że panowie Jachimowicz i Bernad znają się od lat kiedy to
      Jachimowicz pracował w Domu Pracy Twórczej w w Wigrach, a Bernad prowadził tam
      swoje działania. Może to po prostu przyjacielska pomoc?
    • Gość: Tomasz Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: *.chello.pl 12.03.08, 09:04
      Może PT Radni zechcieliby dowiedzieć się, kim jest ów pan Dariusz
      Jachimowicz, którego z Wigrów usuwał swą decyzją sam minister
      kultury? Co to za typek? Pracował w piętastu w przeciagu
      siedemnastu lat? Czemu nigdzie nie zagrzał miejsca?
    • Gość: Bogna Radni nie lubią kiszonych ogórków IP: *.chello.pl 12.03.08, 09:37
      Ja bym jeszcze zapytała co to za prezydent, ten W. Wysocki, który
      po niespełna roku pracy w Ratuszu zdecydował się kandydować na
      posła. Cni mu sie być z panami w Warszawie - w taką stronę patrzy z
      utęsknieniem od lat. Ile razy już próbował - i ile jeszcze będzie?
      Dla niego prezydentura to stopień do kariery. Gdy będzie mógł,
      zostawi na przystanku Lublin nawet Ritę Gombrowicz... i może co
      najwyżej pomacha jej na adieu!... :)
    • Gość: KKE zamiast, czy 2. obok? wsparcie, czy zagarniecie? IP: *.chello.pl 12.03.08, 10:38
      Pozdrowienia z Warszawy! muzykant.folk.pl .Nie udaje mi sie
      zrozumiec, na czym polega propozycja, czy wladze miasta chca odebrac
      Fundacji Muzyka Kresow jakies wsparcie bezposrednie i rekomendacje
      dla sponsorow, o ile byly, czy tez moze wladze FMK same chca "awans"
      strukturalny uzyskac? Oczywiscie (szczegolowo opisal Marcin Skrzypek
      i tez liczne takie opowiesci slyszalem, i sam za 1. razem tez mialem
      problem z dogadaniem sie), Jan Bernad ma latwosc oceniania pochopnie
      i ostro (nie on 1) itp. cechy, ale jego juz dorobek jest gigantyczny
      i niekwestionowany, chocby zasieg i liczba absolwentow warsztatow i
      ich dalsza dzialalnosc (np. ten w pon. w W-wie "Sekstet Lewitujacy"
      wystapil). Wszelki inicjatywy dotyczace FMK powinny byc za ich zgoda
      (co innego, gdyby np. dyskusja, na ile te dzialania wyczerpuja temat
      i sa "jedynie sluszna" metoda, tj. gdyby "odfajkowanie" w budzecie
      miasta wsparcia dla FMK wykluczalo - bo juz "temat" zalatwiony" -
      pomoc tez dla "Mikolajkow Folkowych" i innych dzialan "Mikolajow" -
      z autopsji znam taki problem w W-wie na Ursynowie, gdzie wydzial
      kultury urzedu dzielnicy majac w budzecie "Folk" przypisany do 1 z
      osiedlowych domow kultury, podobny temat w sasiednim wspiera tylko,
      gdy to podpisane "instrumenty i muzyka swiata z nauka dla dzieci").
      Oczywiscie milo, gdy kolejne osoby i instytucje podejmuja bliski nam
      temat, "od przybytku glowa nie boli", ale tworzenie w 1 miescie w
      zblizonym czasie 2. podobnego festiwalu (w dodatku wypada uszanowac
      prawa autora koncepcji, jesli sie podobma) moze nie spopularyzowac
      ten temat, zdobyc wiecej zainteresowanych i - naduzywane, czasem
      jako argument za splyceniem - "zaspokoic potrzeby mieszkancow", a
      zdezorientowac widzow i rozproszyc potencjalnych wspierajacych, np.
      festiwal chorow cerkiewnych w Hajnowce, gdzie wladze cerkiewne nagle
      odebraly formalne wsparcie tworcy i od lat kierowinikowi festiwalu
      Mikolajowi Buszce. W W-wie mielismy bardziej budujacy przyklad, gdy
      wraz ze zmiana podzialu administracyjnego dzielnic miasta (a wiec i
      trybu finansowania stad, i formalnych powiazan dawnych filii Osrodka
      Kultury) i przeniesiem (wewnatrz dawnych filii 1 Osrodka, teraz juz
      w roznych dzielnicach) sie glownej tworczyni festiwalu (tj. ze sceny
      glownej do dawnej 1 z "towarzyszacych"), "Wspolnota w Kulturze" sie
      podzielila na 2 festiwale o znaczaco roznej - wewnatrz wczesniejszej
      formuly - specjalizacji, odbywajace sie w odstepie miesiaca, a oba o
      sobie plakaty wieszaja i :-) na Muzykanta o tym pisza (choc formule
      naszej Listy oczywiscie zdecydowanie blizszy "Etniczne Inspiracje -
      WwK" od "Ogolnopolskiego Przegladu Dorobku Artystycznego Mniejszosci
      Narodowych i Etnicznych WwK", ale i tam wartosciowi artysci bywaja).

      Powtorze: wiele niezaleznych relacji, ze Jan Bernad :-) "lepiej sie
      czuje, realizujac wylacznie swe pomysly pod wlasnym kierownictwem",
      wyklucza ("wyklina") "bardziej indywidualne" drogi rozwoju innych, w
      tym absolwentow swych lenich warsztatow i (co tu wazne) moze pomysly
      innych z pokrewnego zakresu odzegnywac od wartosci m.in. wobec wladz
      miasta i innych potencjalnie mogacych wspierac, ale to nie ma nic do
      oceny jego dzialan, dorobek, w tym autorstwo i lata realizacji tego
      festiwalu oczywiste (jakkolwiek faktycznie, o ile - z wyjatkiem 1991
      [ale byl moj dyktafon], 1994 i 1995 - na "Mikolajki Folkowe" zawsze
      przyjezdzam, to na "Najstarsze Piesni Europy" wciaz jeszcze mi sie
      nie udalo, na szczescie czesc gosci tego festiwalu bywa tez W-wie -
      szkoda, ze nie wszyscy) i wszelkie takie dzialania powinny odbywac
      sie za jego zgoda, a nie jako "konkurencja" i kradziez pomyslu, oraz
      nie kosztem innych pokrewnych dzialan w Lublinie, org. przez SARF,
      Teatr NN i innych, z co najmniej nie krotszymi i o nie mniejszej w
      swiecie slawie (promocja miasta!) dokonaniami, jak dzialania FMK.

      Kto tu chce zagarnac budzet (i rekomendacje dla innych autorytetem)
      miasta na "odfajkowanie tematu" kosztem innych lub podkrasc pomysl?

      A do dyskusji o meritum, jak takie festiwale realizowac i ukladac,
      co w ktorym lepsze bywa lub nie, co jeszcze trzeba itd., oczywiscie
      (bo tu sie rozprasza i zaraz skasuja) zapraszam na Liste Muzykant
      (bez zalacznikow, html i ogonkow!) muzykant.folk.pl
      etno.serpent.pl/muzykant folkowe.info/muzykant .

      Przy okazji, bo Marcin lub Bogdan przypominali "plebiscyt" (do czego
      tez sam nawiazuje w "Gadkach z Chatki" nr 73 str. 5 w 1. zdaniu, ale
      nie tylko, wiec wlasnie a propos), do 28-III trwa otwarte glosowanie
      na cd roku www.gesle.folk.pl (nalezy wybrac 3 + okladke, a za
      udzial, udzial w losowaniu nagrod, o ile uczestnicy sie zmobilizuja
      i je ufunduja - juz jako wzorowy przyklad wlasnie m.in. "Orkiestra
      p.w. sw. Mikolaja", wydawnictwo "Konador" z reedycja 1. kasety, a w
      serii Radiowego Centrum Kultury Ludowej "Muzyka Zrodel" do wygrania
      m.in. cd "Lubelskie", ale nie oceniane w konkursie), gdzie zarowno
      cd "Mikolajow", jak i (w innych projektach) absolwentow warsztatow i
      czestych gosci festiwalu Fundacji Muzyka Kresow, jak i :-) (3. droga
      dla pogodzenia!?! ;-) ) koncertowa cd "Drewutni". Brawa dla Lublina,
      gdyby wszedzie mieli az tyle! Zapraszam do kontynuacji na Muzykanta.
      Pozdrawiam! Karol "Karol" Ejgenberg muzykant.folk.pl
      www.orkiestra.umcs.lublin.pl/mikolaje/gadki/nr13/muzykant.html
      www.orkiestra.umcs.lublin.pl/mikolaje/mik202/muzykant.jpg :-)
    • m-arzena Radni nie lubią kiszonych ogórków 14.03.08, 18:03
      Fundacja Muzyka Kresów działała na Suwalszczyźnie na przestrzeni
      kilku lat. Warsztaty śpiewu tradycyjnego prowadzone przez Monikę
      Mamińską i Jana Bernarda cieszyły się dużym zainteresowaniem. Wiele
      osób przez lata uczestniczyło w warsztatach lub wracało na nie
      cyklicznie…co było swego rodzaju fenomenem. Potrafili skupić wokół
      siebie i zintegrować osoby w różnym wieku, z różnych środowisk, z
      okolicznych wsi, miasteczek i miast. Swoim spojrzeniem na tradycję,
      pasją zarazili wiele osób do poznawania własnych korzeni oraz
      odkrywania muzyki „ludowej” dla siebie…nawet tych, którzy wcześniej
      nie przejawiali zainteresowań tego typu a pojawili się na
      warsztatach z ciekawości, czy chęci przełamania własnych ograniczeń.
      Warsztaty uczyły szacunku do tradycji i wykazywały jej znaczenie.
      Bardzo pomocne i inspirujące były materiały archiwalne zebrane
      podczas badań terenowych. Warsztaty odbywały się na Wigrach, co było
      ich niewątpliwym atutem. To niepowtarzalne miejsce działało
      inspirująco i dawało potrzebną przestrzeń.
      Nie wszystkim odpowiada podejście p. Jana Bernarda do tradycji
      i „mieszania” jej z nowoczesnością. Jest wystarczająco dużo
      przestrzeni na działania Fundacji, jak też innych grup rozumiejących
      tradycję w zupełnie odmienny sposób.
      • marcinskrzypek Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków 17.03.08, 11:35
        > Warsztaty śpiewu tradycyjnego prowadzone przez Monikę
        > Mamińską i Jana Bernarda cieszyły się dużym zainteresowaniem. Wiele
        > osób przez lata uczestniczyło w warsztatach lub wracało na nie
        > cyklicznie…co było swego rodzaju fenomenem. Potrafili skupić wokół
        > siebie i zintegrować osoby w różnym wieku, z różnych środowisk, z
        > okolicznych wsi, miasteczek i miast.
        [...]
        > Warsztaty uczyły szacunku do tradycji i wykazywały jej znaczenie.
        > Bardzo pomocne i inspirujące były materiały archiwalne zebrane
        > podczas badań terenowych.

        - To się dzieje na każdych warsztatach. Pod tym względem warsztaty FMK nie są
        niczym wyjątkowym.

        > Nie wszystkim odpowiada podejście p. Jana Bernarda do tradycji
        > i „mieszania” jej z nowoczesnością. Jest wystarczająco dużo
        > przestrzeni na działania Fundacji, jak też innych grup rozumiejących
        > tradycję w zupełnie odmienny sposób.

        - Nie mówimy o przestrzeni tylko o ograniczonych zasobach budżetu miasta.
        Nazywajmy rzeczy po imieniu.

        Jeżeli wydajemy je na coś, to jednocześnie nie wydajemy na coś innego. I dlatego
        musimy znać to coś w relacji do tego czegoś innego. Musimy znać wartości wg
        których dokonujemy wyboru. W sprawie utworzenia Ośrodka Inicjatyw
        Międzykulturowych na bazie Fundacji Muzyka Kresów nie zauważyłem, żeby taki
        wybór się dokonywał, a powinien się dokonać, bo Muzyka Kresów nie jest jedynym
        podmiotem, z którym miasto może wiązać zyski w ramach poszukiwań
        międzykulturowych. Może inna struktura wydatków da większe zyski?

        Jest hasło w gazecie, że Jan Bernad straszy, że się wyniesie z Lublina, więc go
        trzeba zatrzymać. I tyle wiadomo nt porównania. Tzn. że on straszy, inni nie
        straszą.

        I to ma być decydujący argument w tworzeniu polityki kulturalnej miasta w sferze
        spotkań z tradycja i międzykulturowością?
        • japolan Re: Radni nie lubią kiszonych ogórków 17.03.08, 12:10
          Ludzi, którzy wyjechali z Lublina za granicę, są tysiące. Nie pytamy, ilu spośród nich ma fantastyczne pomysły i autentyczy talent. Z jakiego więc powodu mielibyśmy sponsorować pewnego pana, który swą obecność w Lublinie uzależnia od dostania pieniędzy z budżetu? Jeśli ów Pan zapowiada wyniesienie się z miasta, to Ratusz może mu, co najwyżej, zafundować bilet - w jedną stronę.

          Prawdą jest, że bardzo wielu ludzi w Lublinie wywodzi się ze wsi. Gdyby wioskowe śpiewanie i grajkowanie było dla ludzi atrakcyjne, to mielibyśmy blokowe kapele ludowe. Chyba warto byłoby się zastanowić nad tym, z czym się ludziom takie muzykowanie kojarzy. Być może z wiejską atmosferą: plotkarstwem, kontroloaniem jednych przez drugich, narzucaniem zachowań w drobnych nawet sprawach. Ludzie nie po to przenieśli się do miasta, by ciągnąć wiochę za sobą. I należy uszanować ich decyzje. Czym innym jest bowiem muzyka dobrej jakości, także oparta na motywach ludowych, a czym innnym rzępolenie jakiegoś typa, który nawet nut na oczy nie widział.

          Zainteresowanie obcych, także ośrodków zz agranicy, nie jest argumentem. Jeśli im się tak to muzykowanie podoba, to niech je sponsorują. Łatwiej jest chwalić, jeśli inni płacą. Ciekawe, na ile pieniędzy od chcwalących może liczyć ów pan.

          Zdaję sobie sprawę, że znów mogę zostać zaatakowany. Jeśli zwolennicy owego pana tak lubią tę muzykę, niech płacą sami, z własnych pieniędzy. Przecież tamten ośrodek ma jakąś kasę lub rachunek bankowy. Ile Państwo - zwolennicy owego pana - darowaliście własnych pieniędzy na rozwój i działalność wiadomego ośrodka? Przecież gotowość do dzielenia się własnym mieniem jest dobrym sprawdzianem rzeczywistego poparcia dla rzeczonego ośrodka. Własnym mieniem, a nie cudzym.

          Z poważaniem,
          • marcinskrzypek Gumno! 18.03.08, 13:04
            Z tymi poglądami akurat się całkowicie nie zgadzam.

            Miasto może i powinno się promować hasłem "Najstarsze pieśni Europy". Nie
            zaszkodziłoby kilka banerów w prasie ogólnopolskiej. We Wrocławiu mają np.
            festiwal "Brave" o podobnej tematyce i organizują go zresztą ludzie już tu
            wspomniani od teatru "Pieśń Kozła". Rozsada - że tak się brzydko wyrażę -
            gardzienicka; podobnie jak "Chorea" i sam Jan Benad.

            Uważam, że Lublin się sfrajerował z tymi teatrami, co oczywiście nie oznacza, że
            Muzyka Kresów powinna od razu zamienić się w zbiór etatów. To, jak wspierać tego
            typu inicjatywy, to jest insza inszość.

            Emigracja "Chorei", "Pieśni" oraz traktowanie "Gardzienic" (poprzez zmuszanie
            ich do blokady faksów w Urzędzie Marszałkowskim w ramach protestów) to są
            elementy tej samej układanki, którą da się streścić hasłem: gumno chłopu nie
            zegarek. Co nie odnosi się do kultury wiejskiej lecz kultury niskiej, braku
            kultury, braku tego czegoś, co mają we Wrocławi np., a w Lublinie nie. Tyle a
            propos kalania własnego gniazda.

            Kultura wiejska jest nośnikiem czegoś bardzo ważnego, czego zaczyna brakować w
            kulturze współczesnej - tradycji. Czyli przekazu takich treści, które zostały
            wypróbowane jako ważne przez pokolenia uczestniczących w tym procesie ludzi.
            Uprawianie tradycji w świecie medialnym jest obecnie zaawansowaną sztuką mającą
            swoją pionierską metodykę.
            Tradycję zaś zastępuje obecnie przekaz medialny formatujący nas pod kątem
            możliwości wciśnięcia nam kitu i syfu za kasę. To że ludzie w Polsce wstydzą się
            kultury ludowej, swoich korzeni, to nie jest żaden wzorzec typu "... miliony
            much nie mogą się mylić".

            Przepraszam za skróty myślowe, ale to skomplikowane sprawy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka