Gość: Mirek
IP: *.lodz-marysin.sdi.tpnet.pl
11.02.02, 19:46
cyt.
'Wszystkie łódzkie afery dotyczą także innych miast, tyle że tam ich nie
ujawniano. "Afera za aferą", czy po prostu porządna policja?
- Afera za aferą, co w tej waszej Łodzi się dzieje?! - pytają mnie teraz na
różnych spotkaniach członkowie rządu, wojewodowie. A ja odpowiadam: mamy po
prostu skuteczną policję - mówi Krzysztof Makowski, 31-letni wojewoda łódzki.
Afera za aferą to sprawy handlu zwłokami, wcześniej dwie łódzkie ośmiornice i
aresztowanie byłego prezydenta miasta Marka Czekalskiego oraz jego zastępcy
Pawła Pawlaka. Krzysztof Panas, obecny prezydent Łodzi, uważa, że ujawniane
przez media afery odstraszają inwestorów i rzucają cień na dobry wizerunek
miasta. Jest odwrotnie: teraz do Łodzi inwestorzy powinni walić drzwiami i
oknami. Miasto, w którym przestępstwa są ujawniane, urzędnicy nie są
nietykalni, a wolne media pełnią swoją kontrolną funkcję, jest bodaj
najnormalniejszym miastem w Polsce. To nie Łódź jest czarną owcą, to w innych
miastach gorzej funkcjonuje demokracja. Bo wszystkie łódzkie afery dotyczą
także innych miast, tyle że tam ich nie ujawniano albo odkryto dopiero po tym,
gdy wyszły na jaw w Łodzi.
Morale Łodzi
Nie ma racji prezydent Panas, gdy namawia łodzian, żeby dążyli do zmiany złego
wizerunku miasta. Panas wystąpił nawet do Unii Metropolii Polskich o pomoc, "by
Łódź nie była kojarzona z czymś negatywnym". To nie łodzianie powinni się
wstydzić, lecz mieszkańcy innych miast: tolerujący lokalne sitwy, korupcję,
nepotyzm, nie rozliczający wybieranych przez siebie urzędników. - Zagarnianiem
śmieci pod dywan jeszcze nigdy niczego nie załatwiono - uważa Jerzy
Kropowinicki, polityk ZChN z Łodzi, były szef Rządowego Centrum Studiów
Strategicznych. - Jestem zadowolony, że dziennikarze i policja doprowadzili do
ujawnienia afery ze "skórami". To tylko dobrze świadczy o tych, którzy
postanowili przerwać zmowę milczenia. Zbrodnie zdarzają się wszędzie, ale od
tego, jaka będzie na nie reakcja, zależy, na ile miasto będzie bezpieczne.
Jeżeli ujawnia się afery, wsadza bandytów do więzień, to mamy normalność.
Powiem krótko: jestem dumny, że takie sprawy wychodzą na jaw w Łodzi - dodaje
Kropiwnicki. - W XIX-wiecznej Łodzi, którą Reymont opisał, a Wajda sfilmował
w "Ziemi obiecanej", funkcjonowało poczucie wspólnoty, co było tym trudniejsze,
że było to miasto wielonarodowe. - Określenie "Lodzermensch" (łodzianin) nie
było epitetem. Było synonimem człowieka przedsiębiorczego, odważnego,
pracowitego i uczciwego. W Łodzi panował klimat ówczesnej Ameryki. Ludzi
dzielił dystans majątkowy, ale różne warstwa społeczne nie były od siebie
odizolowane. To przecież w Łodzi powstały - zbudowane przez takich fabrykantów,
jak Scheibler, Poznański czy Herbst - osiedla robotnicze, których standard do
dziś budzi uznanie. Otwierano fabryczne przedszkola i żłobki, a przemysłowcy
prześcigali się w finansowaniu miejskich inwestycji. Śmiało można powiedzieć,
że w XIX-wiecznej Łodzi funkcjonował etos kapitalizmu - tłumaczy dr Jacek
Skrzydło z Uniwersytetu Łódzkiego.
Łódzka atmosfera
- W Łodzi już od dawna istnieje ponadpartyjne, niepisane porozumienie, że bez
względu na burze polityczne, w policji, prokuraturze i innych instytucjach
zaufania publicznego nie może być zawirowań, bo przecież te instytucje są
niejako zabezpieczeniem władzy. Jeśli dobrze pracują, nie można im
przeszkadzać - tłumaczy Andrzej Pęczak.
Nowy szef delegatury UOP wcześniej był naczelnikiem wydziału śledczego tej
delegatury. Nowy komendant wojewódzki policji - zastępcą. Łódzcy posłowie
podkreślają, że w ich mieście nie ma typowej dla innych miast fali, która zmywa
ludzi. Jeśli ktoś jest dobry, awansuje, daje możliwość awansu innym, a
wszystkim chce się pracować. Narzekają tylko, że tych najlepszych zabiera się z
Łodzi, a nie zawsze potrafią oni funkcjonować gdzie indziej, bo tam nie ma
łódzkiej atmosfery.
Wytropić wszystko!
- Kiedy wyszła na jaw sprawa tzw. pierwszej ośmiornicy, zauważalne było
zaniepokojenie ze strony potencjalnych inwestorów, bo na początku twierdzono,
że jest to afera lokalna. Ale szybko się okazało, że sprawa rozrasta się na
cały kraj i tylko u nas podjęto walkę z przestępcami. Z handlowaniem zwłokami
było tak samo. Bo przecież w Łodzi odkryto tylko wierzchołek góry lodowej -
zauważa poseł Andrzej Pęczak. - Mamy jednych z najlepszych policjantów w kraju.
Oni są po prostu tak dobrzy, że potrafią wytropić wszystko. Być może wynika to
z tego, że my, łodzianie, jak już coś robimy, to od początku do końca. I wiem,
że choć wstrząsająca afera z handlem zwłokami jest dla nas bardzo przykra, też
zostanie wyjaśniona do końca. W Łodzi wsadzono tylko kij w mrowisko - tłumaczy
wojewoda Makowski. - Jeśli przeliczać etaty na liczbę spraw, łódzki oddział
Centralnego Biura Śledczego plasuje się na niemal szarym końcu w Polsce. - Ale
dla mnie wyznacznikiem dobrej pracy jest uzyskanie informacji, a potem zebranie
materiałów, przetworzenie ich na proces, przedstawienie zarzutów, aresztowanie
i osądzenie. Jeśli na tej podstawie będziemy oceniali pracę policji, to ja z
każdym stanę w szranki - zapewnia Ryszard Woźny, prawnik, szef łódzkiego CBŚ.
Woźny od 30 lat pracuje w Łodzi: najpierw w wydziale dochodzeniowym, potem w
kryminalnym, następnie został pracownikiem operacyjnym. Zaznacza, że gdyby
policjanci od dawna nie interesowali się branżą pogrzebową, nie udaremniliby
planowanego zabójstwa Witolda S. - Wiedzieliśmy, że szuka się zabójcy, przy
naszej pomocy zleceniodawca go znalazł, dał zadatek za "usługę" i natychmiast
został zatrzymany. Po prostu zastosowaliśmy procedurę zakupu kontrolowanego -
zabójcą był podstawiony policjant - opowiada Woźny. Drążenie tematu
doprowadziło policję do wykrycia afery z nekrobiznesem. Do dziś w tej sprawie
zatrzymano 15 osób, z czego 7 aresztowano. - Po radiowo-prasowo-telewizyjnej
nawałnicy trafiło do nas mnóstwo dokumentów świadczących o tym, że tak się
dzieje w całej Polski - zaznacza Woźny. Modus operandi rozpracowanego
przestępstwa przekazał do Warszawy, a stamtąd trafił on do oddziałów. - Po co
wyważać otwarte drzwi. Wiedzą już, czego szukać, na co zwracać uwagę, więc
myślę, że i na swoim terenie coś takiego znajdą - dodaje Woźny. Stosowne
śledztwa wszczęto już w Olsztynie i Białymstoku.
"Nie" dla świętych krów
W lipcu ubiegłego roku w urzędzie miasta zatrzymano byłego prezydenta Łodzi
Marka Cz. i jego zastępcę Pawła P. Obaj mieli, według ustaleń prokuratury,
wziąć pieniądze za pomoc w przekazaniu nieruchomości pod budowę supermarketu.
Sąd zastosował wobec nich areszt. Po dwóch tygodniach, po złożeniu poręczenia
m.in. przez Marka Edelmana i Jacka Kuronia oraz wpłaceniu 50 tys. zł kaucji,
Marek Cz. działacz UW, wyszedł z aresztu. Sprawę prowadzi Wydział do Walki z
Przestępczością Zorganizowaną radomskiej prokuratury i - jak się
dowiedzieliśmy - ma ona wkrótce trafić do sądu. - Jestem tylko policjantem i
służę miastu. Jeżeli zebrałem dowody czyjegoś przestępstwa, to dla mnie nie ma
znaczenia, kim jest ta osoba - przekonuje Ryszard Woźny.
- Spotykam się z zarzutami, że prokuratura i organa ścigania robią antyreklamę
Łodzi. Ale my przecież nie kreujemy zjawisk patologicznych, nie wymyślamy ich,
my je tylko wykrywamy. A jeżeli odkryjemy i wyeliminujemy, może to tylko
pozytywnie przysłużyć się miastu. Gdybyśmy nie rozbili obu ośmiornic, nie
wykryli afery korupcyjnej wysokich urzędników miejskich lub nie ruszyli sprawy
handlowania zwłokami, to czy w Łodzi byłoby bezpieczniej? Tylko pozornie, bo te
patologie nadal by przecież istniały - tłumaczy Kazimierz Olejnik, szef
Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi, wcześniej pierwszy szef Wydziału do Walki z
Przestępczością Zorganizowaną łódzkiej Prokuratury Okręgowej, absolwent
łódzkiego uniwersytetu. Olejnik zasłynął rozbiciem ośmiornicy - zorganizowanej
grupy przestępczej zajmującej się haraczami, porwani