saiss
13.02.04, 19:04
Może ja marudze, może przesadzam, może to, co piszę jest nieadekwatne do
mojego wieku i pokolenia.Ale byłam dzisiaj w teatrze...i się załamałam.Na
spektaklu była kupa (!!) dzieciaków w wieku mocno przedszkolnym, ewentualni
wczesnoszkolnym i zaledwie 3-4 panie (jak na mój gust-o wiele za mało, czyli
niezgodnie z przepisami ;]).Pomijam, ze wiekszość z nich (mówie o dzieicach)
była za mała na ten akurat spektakl.Noi było: wielkie zarcie, spanie,
marudzenie,łazenie w czasie spektaklu, bieganie w czasie antraktu, bicie
kolegów, łazenie na czworakach pomiędzy siedzeniami, wyscigi po krzesłach,
krzyki, gonitwy, machanie rękami do aktorów (wyjątkowo sztuka tego NIE
wymagała!) tance, hulanki, swawole po prostu.Tylko ze w troche nieodpowiednim
miejscu, bo jak wiemy literatury do tego to się najlepiej nadaje karczma.
Przeraża mnie to zdziczenie całkowite, juz nawet teatr przestał byc czyms
szczegłonym, eleganckim itepe.A tak wychowane dzieic tak samo wychowają swije
i tak się bedzie toczyło kółko.Po prostu straszne.A panie opiekunki zamiast
poskromic dzieciarnię siedziały i plotkowały, nie patrząc nawet na scenę...
Ja, dzięki Bogu (i nie chcąc się chwalic) wiem, przynajmniej w podstawowym
stopniu, jak trzeba się zachowac w teatrze czy innym miejscu publicznym.I
mimo, iz ta hałastra i ja to mniej więcej to samo pokolenie, ale mnie moja
Mama jakosś wychowała.
Możliwe, że przesadzam, ale...
I przepraszam za literówki.
Pozdrawiam!