Dodaj do ulubionych

Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej

22.04.10, 09:40
Zamieszczam na forum list wuja, z urodzenia łodzianina, obywatela
ziemskiego na dwóch morgach gospodarstwa rekreacyjnego.

Przydarzyło się, że musiałem automobil zostawić na dwa dni u zaufanego majstra
w Łodzi na ulicy Glinianej. Musiałem więc wracać do domu pociągiem. Okazało
się, że podróż ze skrzyżowania Limanowskiego i Mokrej do dworca kolei żelaznej
Łódź Fabryczna muszę odbyć w dwóch etapach: do pl. Wolności omnibusem miejskim
a dalej tramwajem elektrycznym. Ten pierwszy etap, ulicami Limanowskiego i
Zgierską dostarczył mi niezapomnianych wrażeń.
Kilka minut przed jedenastą w kiosku przed remizą autobusową na Limanowskiego
zaopatrzyłem się w komplet stosownych biletów i stanąłem na przystanku.
Ponieważ z rozkładu jazdy wynikało, że do odjazdu pozostało jeszcze niecałe 10
minut, postanowiłem jeden przystanek pokonać per pedes. Po kilkudziesięciu
metrach zobaczyłem jakiegoś łodzianina, który bez żadnej żenady siusiał stojąc
pośrodku niesamowicie zaśmieconego i pełnego ekskrementów trawnika. Minąwszy
go, po kilkunastu krokach spotkałem drugiego, leżącego na trawie łodzianina
wymagającego, jak sądziłem, pilnej pomocy. Zapytałem go, czy mogę jakoś pomóc,
ten jednak odwrócił się na grzbiet i zaczął bulgotać. Nic nie mogłem
zrozumieć. Rychło też zaczął womitować i znów zasnął. Ten siusiający, którego
minąłem, w międzyczasie podszedł i wezwał mnie do oddalenia się grożąc użyciem
przemocy. Zwerbalizował swoje intencje bardzo zwięźle, używając zaledwie
czterech popularnych słów.
Rychło doszedłem na przystanek przy Klonowej i rozpocząłem oczekiwanie na
omnibus. Ten oczywiście nie przyjechał na czas i razem z gęstniejącym tłumkiem
oczekiwałem na następny. Po kilkunastu minutach następny nie nadjechał. Kiedy
zacząłem rozważać celowość udania się na nieodległy przystanek innej linii do
Śródmieścia lub pójścia pieszo na dworzec (tylko cztery kilometry – w sumie
trzy kwadranse marszu przez to barwne miasto) – wreszcie się zjawił. Omnibus
był czyściutki, błyszczący świeżym chyba lakierem, ale na niepokojąco oklapłym
ogumieniu. Kiedy otwarły się drzwi zagadka kłapciastego ogumienia wyjaśniła
się - z wewnątrz pod ciśnieniem wypadło kilkanaście osób stojących najbliżej
drzwi i pojazd jakby lekko się podniósł a opony nabrały trochę turgoru.
Rozpoczęliśmy żmudne upakowywanie się w pojeździe. Po zamknięciu drzwi
uderzyła mnie nieopisana feeria zapachów – pot, nieumyte ciała, nieprane od
dawna koszule, sukmany, surduty i onuce, nadto oddechy wskazujące na ostre
diety cebulowe i czosnkowe, niestrawione trunki, oszczędności na paście zębów,
oraz dolegliwości wątroby i przewodu pokarmowego.
Na następnym przystanku, przy ulicy Sierakowskiego skąpy metraż per capita w
omnibusie się jeszcze zmniejszył a atmosfera zgęstniała. W trakcie wymiany
ludności na tym przystanku - wypchniętemu na zewnątrz, udało mi się wsiąść
znów, tym razem drzwiami koło kierowcy. Skorzystałem z okazji, aby indagować,
czemu przypisać półgodzinne oczekiwanie na przystanku. Ten jednak, zajęty
pilną pogawędką z przyjacielem zwisającym nad nim i jego kierownicą,
oddzielony od pasażerskiej mierzwy metalową rurką poręczy - nie reagował.
Właśnie się głośno zastanawiali, jak długo jeszcze wytrzyma podwozie na tej
ulicy, kiedy zapytałem po raz wtóry. Popatrzył na mnie jak sęp zastanawiający
się, czy warto tracić wysokość, aby zatłuc tak nikczemny kąsek, jak ropucha w
trawie, ale się opanował i nic nie powiedział, darując mi życie. Zasępił się
za to jeszcze bardziej a jego kolega, odwróciwszy się w moją stronę zionął mi
sałatką śledziową doradzając transport indywidualny albo dorożki firmy 600-600.
Kiedy tłuszcza wypchnęła mnie znów przy ulicy Piwnej, tym razem wsiadłem
drzwiami środkowymi, plasując się niedaleko wiotkiej, mocno wyperfumowanej
panienki z tekturową aktówką, co podniosło moje samopoczucie. Aby zadowolenie
z obecności fiołkowej panienki nie było pełne, z lewej tłuściutki, spocony
jegomość strasznie sapał, puszczając z cicha wiatry. W tej części omnibusu
pasażerowie roztrząsali właśnie problemat, jak wymiana prezydenta starca na
prezydenta młokosa może wpłynąć na dobrostan miasta, komunikację i
samopoczucie mieszkańców grodu. Bardzo ciekawa, ostra dyskusja, na wysokim
diapazonie. Zupełnie jednak nie pasowała do zapachów wydzielanych przez
kolokwiantów.
Przy Bałuckim Rynku przekrój społeczny w pojeździe się zmienił a i średnia
wieku społeczności omnibusowej wyraźnie się podniosła. Intensywność i
różnorodność zapachów również. Wysiadła hałaśliwa grupa młodzianków z
puszkami napojów w ręku dotąd bankietująca w tyle pojazdu (niektórych powinno
się potopić zaraz po urodzeniu) a wkroczyli liczni kupcy ruscy i ormiańscy z
zamorskimi towarami w łubach, sakach i torbach, takoż baby okrągłe a
zrzędliwe. Jeden z kupców miał większy od siebie samego wór - podobno z
nowiutką, chińską odzieżą niemowlęcą. Wór wydzielał silną woń związków
izocyklopentanoperhydro-fenantreno-fenolo-alkilo-alfa&beta-parametylowych.
Zrobiło się tak ciasno, że ani zipnąć, ni tchu złapać.
Zapewne pod wpływem ciśnienia fiołkowa panienka jęknęła i wypuściła z siebie
jeszcze trochę orzeźwiającego zapachu. Później jej głowa zwisła bezwładnie,
ale tłum utrzymywał ją w położeniu zenitalnym.
Większość pasażerów, o dziwo, opuściła omnibus już na następnym przystanku
wynosząc fiołkową panienkę w pozycji pionowej. Na chodniku kilku dobrych ludzi
wachlowało ją pogniecionymi tekturkami, które pozostały po jej aktówce. Kiedy
pojazd ruszał z Placu Kościelnego, widziałem, że dziewczę już straciło zielony
kolor i wracało do siebie.
Dalszą podróż odbyłem w znośnych warunkach. Dochodziło południe. Na Placu
Wolności owionęło mnie aromatyczne powietrze Piotrkowskiej i spojrzałem na
samochodowy GPS, który przezornie z auta wyjąłem przed oddaniem go do
warsztatu. Wskazywał, że do dworca mam już tylko półtora kilometra, które z
przyjemnością sobie w kwadransik (z małą górką) przespacerowałem zupełnie
opustoszałą reprezentacyjną ulicą nasładzając oczy jej secesyjną zabudową.
Siedząc już wygodnie w pociągu dokonałem małego podsumowania: trzy wiorsty
komunikacją grodzką do Placu Wolności zajęły mi, łącznie z oczekiwaniem na
omnibus miejski niemal godzinę. Następne dwie, znacznie przyjemniejsze i
połączona ze zwiedzaniem miasta, pokonane per pedes - ponad kwadrans.
Serdecznie od dziś będę wszystkim przyjaciołom polecał spacery, bo Łódź, to
bardzo piękne miasto. Ale businessmanom raczej je en bloc odradzam.
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • yavorius Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 10:23
      za długie
      • saper_ Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 11:11
        I ciężko się czyta. A poza tym to przecież miał tramwaj 13 zaraz obok, którym
        dojechałby prawie pod sam dworzec.
        • yavorius Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 11:22
          No nie mów, że przeczytałeś całość!;)
          • saper_ Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 12:19
            a właśnie że mówię :> cierpliwy jestem ot co.
          • Gość: potrafiacy-czytac Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej IP: *.centertel.pl 22.04.10, 17:42
            Sa tacy, których obietość tekstu wieksza niz SMS nie przeraża-
            spadaj na zmywak trolu.
            • Gość: Krul Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej IP: *.toya.net.pl 22.04.10, 20:34
              Wszystko pieńknie, ale co to jest ta "obietość" MUJ ERUDYTO?
            • yavorius Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 23.04.10, 08:50
              płyń tchórzu
    • big_news Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 11:33
      Nie wiem czym się wuj, z urodzenia łodzianin, w życiu zajmował i ile ma lat
      (pewnie podchodzi pod 120, aż dziw, że wciąż posiada uprawnienia do prowadzenia
      automobilu), ale literat jest z niego nie bardzo utalentowany. Ja w każdym razie
      przysnąłem czytając ten list chyba ze cztery razy. Na dodatek wuj musi być
      pechowcem. Tyle nieszczęść go spotkało w tak krótkim czasie, aż mi go żal...
      • paliwoda Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 12:31
        Dziękuje w imieniu wuja za współczucie, ale on tej podróży do Łodzi nie traktuje
        w kategorii nieszczęścia, tylko przygody. Jeśli jechałeś kiedy szosą ze
        Skierniewic nie mogąc w kolumnie aut wyprzedzić granatowego volvo 740 rocznik
        1984 jadącego 89,9 km/godz a przez miasteczka 49,9 km/godz, to szlag Cię trafiał
        właśnie na wuja Joachima, emerytowanego 80-letniego biofizyka. Spowodował
        kilkadziesiąt kolizji i katastrof drogowych, ale przez ostatnie 25 lat – ani
        jednej. Rozwlekłość listu bierze się z ogromnej ilości czasu jakim wuj Joachim
        dysponuje i tym, że listy pisze w gospodzie, do której dojeżdża konno wierzchem.
        Pozdrawiam
        • big_news Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 12:38
          I jak ten kuń tak sobie po wertepach podskakuje, to się wujowy inkaust po drodze
          karczmy nie wylewa? Hm. Coś chyba ściemniasz. Nie ważne. Życzę wujowi jeszcze
          jednej osiemdziesiątki. W zdrowiu i pogodzie ducha. A gdyby przyszło mu do głowy
          przenieść na papier coś ciekawego, to niech sięgnie pamięcią do lat młodości i
          skrobnie młodym przypowiastkę o tym, jak dopadał podwiki we dworze. Albo i poza nim.
    • grego-riuss buspasy! 22.04.10, 12:35
      Nie wiem na ile opowiedziana historia jest prawdziwa, a na ile jest tylko fikcją
      literacką... ale czy główny bohater opowieści, dowiedział się wreszcie jaka była
      przyczyna opóźnienia omnibusa? Zwykła złośliwość kierującego nim, amatora
      sałatek śledziowych? A może zrobił sobie przerwę w pracy, zajechał do baru
      sałatkowego i stąd opóźnienie? Czy też może z braku buspasów w naszym pięknym
      mieście, tkwił w korku utworzonym przez kierowców jednoosobowych samochodzików?
    • Gość: col Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej IP: *.toya.net.pl 22.04.10, 17:27
      fantastyczny przepięny język!
      chcę więcej wujkowych przygód!
    • przyslowie Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 20:29
      Już w pierwszych słowach tego listu widać, że Wujek nie był
      łodzianinem.
    • Gość: Król Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej IP: *.toya.net.pl 22.04.10, 20:33
      Straszny barok i do tego w slabym wydaniu. Powiedz wujowi, zeby zajal sie czyms co przynosi wieksza wartosc
    • dziad_borowy Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 21:14
      Po co sie spinacie, Wam sie komunikacja podoba? Wyobrazcie sobie, ze nie chodzi
      o Łódź tylko o Wrocław, od razu zauwazycie, ze niezle napisane ;) Troche
      przypomina wczesnego Biga, mimo, ze przysnal ze cztery razy, heh.
      Dzierżżż!!!
      • przyslowie Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 21:48
        Tak wyglądała wschodząca gwiazda czołowego forumowego celebryty
        Big_newsa??!!
      • big_news Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 21:55
        Pochlebiasz mi.
        Dotąd nie wiedziałem jak wpleść w post słowo - zwerbalizował, że już o
        ekskrementach, kłapciastym ogumieniu czy związkach
        izocyklopentanoperhydro-fenantreno-fenolo-alkilo-alfa&beta-parametylowych nawet
        nie wspomnę.
        Gdzie mi tam do wuja;)
        • dziad_borowy Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 21:59
          Alez nie przejmuj sie, te izocostam przekraczaja takze moje mozliwosci, a mam o
          sobie wysmienite zdanie.
          Dzierżżż!!!
          • big_news Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 22:10
            Te izo...tralalala przeżyję, ale dusi mnie jak cholera ta werbalizacja.
            Tyle pisaniny, przez tyle lat i ni chu chu, ani razu nie wplotłem. POrażka na
            całej linii, mogę się już nie podnieść;)
            • dziad_borowy Re: Podróż z Limanki do Łodzi Kaliskiej 22.04.10, 22:33
              Co do tej werbalizacji to wlasciwie mi ona tam nie pasuje. Wszystko przez
              koncowke, czyli ostrzezenie przed robieniem w Łodzi biznesow. A w interesach
              niezwykle wazna jest umiejetnosc sprawnej werbalizacji mysli, to bardzo cenne
              gdy ktos umie zwiezle przedstawic o co mu biega, ma byc szybko, sprawnie i bez
              niedomowien. Pytam wiec, skoro w Łodzi byle pijak sikajacy posrodku niesamowicie
              zasmieconego i pelnego ekskrementow (nie, ze byle gowien, ekstrementow!! - jak
              dla mnie in plus) trawnika jest mistrzem werbalizacji, w czterech krotkich,
              zwiezlych i zrozumialych slowach wyraza swoje mysli to jaki poziom werbalizacji
              musze reprezentowac inni, bardziej swiatli mieszkancy Łodzi?! To jest raj dla
              biznesu, bez dwoch zdan!
              A jesli wuj ma inne zdanie to znak, ze nigdy nie pohandlowal tylko jezdzil
              pasozytniczo cale zycie wierzchem jak ten, nie przymierzajac, kulak jaki.

              Dzierżżż!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka