Dodaj do ulubionych

DŁ o MPK cz I

IP: *.lodz.msk.pl 28.01.11, 12:28
lodz.naszemiasto.pl/artykul/754878,bez-reformy-lodzkie-mpk-daleko-nie-zajedzie,id,t.html?kategoria=660#6878e2a7e19f3aa3,1,3,60
<<<<<<<<<<<
Ponad 28 milionów złotych planowanej straty za 2010 rok, tabor wymagający co najmniej kapitalnego remontu i armia specjalistów od remontów torów, dla których brakuje zajęcia.

Bilans Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, największej naszej komunalnej spółki, uzupełniają zadłużone po uszy PKS-y na południu Polski kupione jeszcze przez poprzedniego prezesa. Nowe władze Łodzi zapowiadają co prawda prywatyzację nierentownych spółek, ale MPK to nie dotyczy. Transport lokalny jest zadaniem własnym gminy, co oznacza, że miasto musi utrzymywać przewoźnika.

Dlatego szybko trzeba znaleźć efektywny sposób na oddłużenie i restrukturyzację spółki. Byle nie odbyło się to w sposób najgorszy z możliwych, czyli przez likwidację połączeń i podwyżkę cen biletów.

Prezesów trzech

Aby realnie i w miarę sprawiedliwie ocenić sytuację w jakiej jest obecnie miejski przewoźnik, trzeba się nieco cofnąć w czasie. Dokładnie do roku 2003 kiedy to niemal zaraz po objęciu władzy ówczesny prezydent Jerzy Kropiwnicki zaczął wymianę prezesów MPK. Liczba mnoga nie jest pomyłką, bo za czasów byłego prezydenta spółka miała trzech szefów, tyle że każda ich zmiana powiększała tylko zapaść MPK.

Właścicielski nadzór nad miejskim przewoźnikiem Kropiwnicki zaczął od spektakularnego zwolnienia Czesława Rydeckiego. Tego samego, który wyremontował trasę tramwajową Retkinia - Widzew i wsławił się kupnem 15 niskopodłogowych tramwajów typu Cityrunner. Pierwszych nowoczesnych wagonów, jakie zaczęły jeździć po Łodzi. I właśnie ta inwestycja, a nie podawana przez ówczesne władze miasta niegospodarność, była powodem odwołania Rydeckiego.

Formalnie prezes MPK stracił posadę za zbyt wysokie, według prezydenta Kropiwnickiego, koszty zabezpieczeń hologramami biletów jednorazowych. Ówczesne władze wyliczyły, że w latach 1995 - 2002 MPK mogło na tym zaoszczędzić 3 mln złotych. Ale publiczną tajemnicą było, że Rydecki musiał zapłacić głową za kontrakt z firmą Bombardier, od której MPK kupiło tramwaje. Kontrakt ten, wart 175 mln zł - według Jerzego Kropiwnickiego był wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Kupno tych tramwajów było ostro krytykowane przez radnych Łódzkiego Porozumienia Obywatelskiego jeszcze w 2002 roku, a prym w tej krytyce wiódł późniejszy wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski. Stąd domniemanie graniczące z pewnością, że Czesław Rydecki zapłacił posadą za chęć unowcześniania łódzkiej komunikacji zbiorowej. Według Rydeckiego na kupno Cityrunnerów spółka wzięła tylko 73 mln zł kredytu i regularnie go spłaca. Mimo tych wydatków MPK zamknęło 2002 rok stratą 3,4 mln zł, a miasto wydawało wówczas na komunikację około 270 mln z budżetu.

Miejsce Rydeckiego w fotelu szefa MPK zajął Paweł Dziwisz, zaufany człowiek prezydenta Kropiwnickiego. Długo spółką nie porządził, został odwołany po zaledwie ośmiu miesiącach. Za to strata MPK drastycznie wzrosła, bo z 3,4 mln "po Rydeckim" do 15 mln złotych. Prezes Dziwisz odpierał zarzuty o niegospodarność, tłumacząc się mniejszą o 28 mln zł kwotą, jaką dostał z miasta na finansowanie przewozów. Paweł Dziwisz miał nawet pomysły na uzdrowienie finansów. Najpierw chciał obciąć pracownikom premie, później - zmniejszyć im pensje. Nie zdążył, bo został odwołany.

Trzecim prezesem MPK za prezydentury Jerzego Kropiwnickiego został Krzysztof Wąsowicz. Ekonomista, fachowiec ściągnięty w ekstraordynaryjnym tempie z krakowskiego MPK. Skąd akurat został zwolniony w wyniku politycznych zawirowań.

Restrukturyzacja po krakowsku

Krzysztof Wąsowicz dostał od miasta jedno zadanie: uzdrowić finanse spółki przy zachowaniu stosunkowo niewielkiej (albo poniżej faktycznych kosztów jak mówią w MPK) dotacji z miejskiej kasy. Trzeba przyznać, że nowy prezes zabrał się do pracy od razu. W ekspresowym tempie pozbył się z firmy ponad 450 pracowników: część odeszła na emerytury czy zasiłki przedemerytalne, część została zwolniona, inni nie zgodzili się na niższe płace i sami odeszli. Dodatkowy dochód prezes uzyskał likwidując godziny nadliczbowe, a konkretnie - płacenie za nie. Zamiast tego przewozy po godzinach regulował jeden ze związków zawodowych, który dostawał od spółki ryczałt w wysokości 15 zł za godzinę, a firma płaciła poprzednio 40 zł. Zatem - czysty zysk. Miasto dawało wtedy MPK 275 mln zł rocznie.

Ale Krzysztof Wąsowicz chciał też usprawnić komunikację miejską i zaczął pilnować punktualności. W dość dziwny sposób, bo zdaniem motorniczych nakładał kary za spóźnienia. Tymczasem i kierowcy autobusów i motorniczowie narzekali, że w korkach szybciej jechać się nie da. Podobnie jak po wykoślawionych ze starości torach. Przepychanki na linii załoga - nowy prezes trwały długo, ale Wąsowicz miał poparcie prezydenta Kropiwnickiego i rzeczywiście chciał firmę wyprowadzić na prostą. Przy ostrym cięciu wydatków postarał się też o dochody.

Za jego czasów zatrudnieni w Zakładzie Remontu Taboru oraz Zakładzie Torów i Sieci zaczęli pracować poza Łodzią. MPK stawało do przetargów na roboty torowo-sieciowe w innych miastach, wygrywało i zarabiało. Łatając w ten sposób dziury we własnym budżecie. To jest zdecydowanie sukces prezesury Wąsowicza, bo MPK ma fachowców - co podkreśla nawet Marek Cieślak obecny wiceprezydent - i umiało swoich ludzi wykorzystać dla dobra spółki.

Minusem jest na pewno brak dbałości o tabor. Dodajmy uczciwie: należytej dbałości. Owszem, coś tam kupowano, coś remontowano, ale to wszystko mało. Coraz częściej wychodziły na jaw wyniki kontroli Wojewódzkiej Inspekcji Transportu Drogowego, która niemal za każdym razem zatrzymywała dowody rejestracyjne autobusów MPK. Powód? Katastrofalny stan techniczny. Wąsowicz tłumaczył to w jeden sposób: w dwa, trzy lata nie naprawi wieloletnich zaniedbań, a i pieniędzy na zakupy nie ma.

Brak pieniędzy spowodował także, że sztandarowa inwestycja za prezesury Wąsowicza - budowa ŁTR - zamiast sukcesem, okazała się niewypałem. Miał być tramwaj regionalny, jest łódzki, co akurat winą MPK nie jest - tylko Pabianic i Zgierza, które nie miały na tę inwestycję pieniędzy. Ale po Łodzi miały jeździć tylko nowoczesne wagony po nowych torach - tymczasem jadą i stare. Miały jechać szybciej - nic z tego. Wady ŁTR-u można by jeszcze długo wymieniać, ale każdy pasażer je zna. [...]
/>>>>>>>>>>>

/ciekawostki, do tej pory pomijane przez prasę oznaczyłem "pogrubieniem". dziennikarski bełkot i bezkrytycznie powtarzane głupoty- kursywą.
Obserwuj wątek
    • Gość: barnaba DŁ o MPK cz II IP: *.lodz.msk.pl 28.01.11, 12:32
      lodz.naszemiasto.pl/artykul/754878,bez-reformy-lodzkie-mpk-daleko-nie-zajedzie,2,id,t,n.html
      lodz.naszemiasto.pl/artykul/754878,bez-reformy-lodzkie-mpk-daleko-nie-zajedzie,3,id,t,n.html
      <<<<<<<<
      [...]Grupa kapitałowa

      Krzysztof Wąsowicz miał jednak większe apetyty niż tylko wożenie łodzian. Chciał stworzyć z MPK grupę kapitałową, co polegało na kupowaniu - na kredyt - zadłużonych PKS-ów na południu Polski. Firmy miały być restrukturyzowane i przynosić dochody. Dochody, które będą szły na potrzeby MPK oczywiście, między innymi na kupno nowego taboru. Wąsowicz był niemiłosiernie krytykowany za ten pomysł, bo nowe spółki pożerały pieniądze, a strata MPK rosła. Za rok 2009 - do ponad 30 mln zł.

      Ale jego zamysł stworzenia grupy kapitałowej był obliczony na kilka lat. Chodziło o to, żeby łódzki przewoźnik miał na tyle silną pozycję, by bez trudu radzić sobie w przetargu na świadczenie usług przewozowych w Łodzi. To nie pomyłka, bo MPK jako spółka miasta ma taki obowiązek i po to jest stworzona. Ale Łódź, wzorem choćby Warszawy, zaczęła wspominać o wpuszczeniu na rynek innej firmy przewozowej. Można by - dywagowano - oddać jej kilka tras autobusowych, odciążając w ten sposób finansowo miasto. I właśnie taki cel przyświecał MPK jako grupie kapitałowej - kiedy skończy się powierzanie usług przewozowych spółka miała stać się na tyle silna, by z powodzeniem sobie poradzić w konkurencyjnym przetargu. Zwłaszcza że planowała wchłonąć dwa mniejsze przedsiębiorstwa obsługujące przewozy wokół Łodzi: do Konstantynowa czy Ozorkowa.

      Nic z tych planów nie wyszło, po referendum ze stycznia 2010 r. Wąsowicza odwołano po tym jak trafił do aresztu. Prokuratura postawiła mu zarzut przyjęcia łapówki.

      Następca Wąsowicza - Sławomir Galia - miał PKS-y sprzedać i uzdrawiać finanse. Efektem jego rządów była utrata kontraktów na prace torowo-sieciowe w innych miastach, a PKS-y nadal są MPK. Ponoć ten z Żywca już przynosi zyski...

      Cudownych recept nie ma

      W efekcie takiej polityki nowe władze Łodzi odziedziczyły nie spółkę przewozową, a "dziecko specjalnej troski". I nie bardzo wiedzą jak się tym "dzieckiem" zaopiekować, by było zdrowe. Cudownych recept na wyprowadzenie MPK z tarapatów nie ma, to proces obliczony na kilka lat i wymagający żelaznej konsekwencji w działaniu.

      Spółka potrzebuje pieniędzy, od miasta więcej nie dostanie, więc musi poszukać dochodu. Jak? To proste: fachowcy od torów i sieci muszą zarabiać na zewnątrz. Wiceprezydent Marek Cieślak wyliczył, że spółka jest w stanie rocznie
      zebrać nawet 50 mln zł, a to już pokaźna kwota. Niezależni audytorzy wyliczyli, że rocznie miasto powinno płacić MPK około 380 mln, a daje - 350 mln. W tegorocznym budżecie więcej nie będzie, a i w kolejnych trudno na to liczyć.

      Kolejna sprawa to niezrozumiały przepływ pieniędzy między miastem i MPK. Przewoźnik płaci miastu za dzierżawę sieci i torów po których jeździ. W tym roku MPK odda z tego tytułu 3 mln zł czyli od razu, na starcie, musi sobie odliczyć z miejskiej dotacji tę kwotę.

      Rozwiązanie? Wystarczy oddać MPK tory i sieci w użyczenie. Owszem, budżet straci, ale tak nakazuje i sytuacja MPK, i zdrowy rozsądek. Trzeba jeszcze pamiętać, że do dobrego funkcjonowania taboru sprawne tory i sieć są niezbędne. A to kosztuje średnio 20 mln rocznie, podczas gdy MPK ma na ten najwyżej 7 milionów. Nie ma się zatem co dziwić, że infrastruktura jest w tak opłakanym stanie.

      Bilety komunikacyjne wreszcie będzie sprzedawać MPK i powinno na tym zarobić. Miasto oczekuje 130 mln w tym roku, co można uzyskać bez podwyżek. Przeciwnie, należy obniżyć ceny migawek, bo jak słusznie twierdzi Marek Cieślak to stały dochód. A im tańsze migawki, tym większa szansa, że łodzianie porzucą bilety jednorazowe na rzecz miesięcznych. Ale za biletami musi pójść szersza sieć punktów ich sprzedaży. Nie może być tak, że wieczorem pasażer musi jechać na gapę. Dlaczego? Bo wszystkie kioski i punkty sprzedaży dawno zamknięte. W Krakowie automaty biletowe są na każdym przystanku, jestem pewna, że taka inwestycja szybko się zwróci.

      A skoro bilety, to i kontrola. Dosyć absurdu polegającego na tym, że miasto wydaje 2,5 mln na utrzymanie firmy kontrolerskiej i tyle samo ma uzyskać dochodu z tego tytułu. Kontrole trzeba uszczelnić, o czym mówili już radni minionej kadencji przez niemal cztery lata. Efektów na razie nie ma, ale już wzięło się za to MPK i jest szansa, że będzie lepiej. To znaczy - wreszcie miasto zarobi.

      Likwidacja linii tramwajowych czy autobusowych to najmniej korzystny z punktu widzenia pasażera czyli klienta spółki sposób na wyprowadzenie jej na prostą. Ale jeśli nie ma wyjścia trzeba to zrobić, byle rozsądnie. Czyli tak, żeby nagle się nie okazało, że na jakiejś trasie jest jeden tramwaj czy autobus. Bo w ten sposób łodzian do jazdy komunikacją zbiorową na pewno się nie zachęci. Natomiast jestem za likwidacją niektórych linii nierentownych albo przetrzebieniem nieco tramwajów na trasie ŁTR. Tam faktycznie jeżdżą jeden za drugim, blokując się wzajemnie.

      Równolegle spółka powinna zadbać o tabor. Kupno nowych pojazdów kosztuje, ale jest niezbędne. O tak oczywistych sprawach jak punktualność czy czystość taboru nie warto nawet wspominać.

      MPK jest teraz finansową kulą u nogi miasta, czas najwyższy na reformy, które odciążą i napięty budżet Łodzi i tę spółkę.
      />>>>>>>>>

      /ciekawostki, do tej pory pomijane przez prasę oznaczyłem "pogrubieniem". dziennikarski bełkot i bezkrytycznie powtarzane głupoty- kursywą./
      • Gość: barnaba Komentarz IP: *.lodz.msk.pl 28.01.11, 12:58
        Generalnie autor artykułu nieźle sobie radzi w części "historycznej"- chyba po raz pierwszy łódzka prasa przyznała (co prawda oględnie i między wierszami), że kłopoty MPK zaczęły się po oszczędnościach budżetowych poczynionych przez Kropiwnickiego. I że działania następnych prezesów to rozpaczliwe i niezbyt udolne próby załatania dziury budżetowej, za którą pełną odpowiedzialność ponoszą władze miasta.

        Niestety, "recepty" to w większości mieszanina cudownych recept, myślenia życzeniowego i zwykłych głupot.

        1. Zarabianie na usługach remontowych poza Łodzią należy niestety zaliczyć do myślenia życzeniowego. Przetarg najpierw ktoś musi rozpisać, a potem trzeba go wygrać. Wartości przetargów w danym roku przewidzieć się nie da, a zwycięstwa w nich tym bardziej. Liczba 50 mln złp, które MPK ma zatem na takich usługach zarobić jest wzięta z sufitu

        2. Nie ma od kilkunastu lat w Łodzi czegoś takiego jak "bilety MPK". Są bilety lokalnego transportu zbiorowego emitowane przez ZDiT. Oczywiście, pewnie można z tego zrezygnować i powierzyć sprzedaż emisję biletów MPK, ale wtedy może się okazać, że będą one honorowane tylko w pojazdach MPK (czyli już nie w linii "43", "46", "58" i "97" oraz w liniach obsługiwanych przez innych przewoźników, których powstanie artykuł sugeruje). Oczywiście można podpisać z tymi przewoźnikami odpowiednie umowy. Cóż, teoretycznie banalnie proste honorowanie biletów ZDiT na linii lutomierskiej nie może się doczekać realizacji już od 20 lat.

        Aha, bilety ZDiT już teraz są sprzedawane przez MPK (na szczęście nie tylko, dzięki czemu można je kupić w 99% kiosków).

        3. Automaty biletowe na każdym przystanku to rzecz pożądana. Jest jeden problem- osobiście daję im jakieś 2 tyg czasu pracy do kompletnej dewastacji. W pojazdach MPK będą dużo bezpieczniejsze.

        4. Może na danej trasie być jeden tramwaj lub autobus- byle jeździł on odpowiednio często. Redakcji DŁ zadam podchwytliwe pytanie- czy lepszą komunikację zapewni jedna linia jeżdżąca co 3 min, czy może 10 linii, z których każda jeździ co godzinę?
        Ale oczywiście w Łodzi pokutuje stworzony chyba przez emerytów mit doskonałości połączeń bezpośrednich- "nieważne jaką trasą, nieważne jak często, nieważne jak długo, byle bez przesiadki".

        5. Stwierdzenie o możliwości wyeliminowania jednej z linii z trasy LTR świadczy jedynie o tym, że Autorka artykułu nigdy tą trasą nie jechała. To obecnie najbardziej obciążona trasa w Łodzi, na której w godzinach szczytu tłok jest taki, że pasażerowie zostają na przystankach. Żeby było śmieszniej najbardziej obciążone linie to dublujące się "11" i "16", jedyną względnie pustą (tzn taką, do której da się zawsze wsiąść) jest "6".
        Blokowanie się tramwajów na LTR nie jest winą obciążenia tej trasy ruchem tramwajowym- jeździ tam zaledwie 30 składów/godzinę, przed remontem jeździły 32 składy/godz- ale kombinacji ZDiT dotyczących funkcjonowania systemu sterowania ruchem, przypominającym stare powiedzenie o g.ównie, chłopie i zegarku. W efekcie system ten w żaden sposób nie usprawnia ruchu tramwajów, a już na pewno nie rozładowuje tramwajowych korków.

        6. Pomysł, żeby na trasie LTR jeździły tylko nowe wagony jest po prostu kuriozalny. Wymagałby on albo wycofania z tej trasy wszystkich linii poza "11" (co się swego czasu urzędnikom ZDiT marzyło), co wywołałoby kompletny paraliż linii (pasażerowie, którzy nie mieszczą się w 30 składach.godz, mieliby się nagle zmieścić w 12!), albo też natychmiastowego remontu wszystkich linii, które zahaczają na swojej trasie o LTR (czyli jakiś 30% łódzkich tras tramwajowych) i kupna odpowiedniej liczby nowych składów. Pieniądze przyniesie św. Mikołaj.

        7. Genialnie pominięto jedno zagadnienie- skąd wziąć pieniądze na poprawę funkcjonowania MPK? Autorce zabrakło odwagi, żeby napisać- bez zwiększenia stawki za tzw. wozokilometr i bez zwiększenia funduszy na remonty torowisk nic się nie zmieni.
        • pralat_na_wrotkach Re: Komentarz 28.01.11, 13:25
          > Generalnie autor artykułu nieźle sobie radzi w części "historycznej"- chyba po
          > raz pierwszy łódzka prasa przyznała

          Mnie to się zdaje, że po raz pierwszy łódzka prasa w temacie komunikacji miejskiej napisała więcej niż usłyszała pięć minut wcześniej od rzecznika.
        • slavekk Re: Komentarz 28.01.11, 14:24
          > 1. Zarabianie na usługach remontowych poza Łodzią należy niestety zaliczyć do
          > myślenia życzeniowego.

          Przede wszystkim to zarabianie na usługach zewnetrznych należy zaliczyć do domeny... innej firmy. MPK nie jest od zarabiania na innej działalności niż ta do której zostało powołane.

          Jeśli tam się nudzi gromadka fachowców to powołać oddzielną spółkę i niech zarabia. Kasa i tak będzie wpływała do właściciela firmy czyli miasta.
          A tak mamy molocha kompletnie nieprzejrzystego.
          Mówi się o 50mln ale to jest przychód. Czy zarobienie tych 50mln daje dochód tego już się nie da sprawdzić bo w dużej firmie mozna różnie księgować koszty.

          > 7. Genialnie pominięto jedno zagadnienie- skąd wziąć pieniądze na poprawę
          > funkcjonowania MPK?

          Znowy błąd - skąd wziąć pieniądze na poprawę funkcjonowania komunikacji?

          Wszyscy milcząco zakładają że monopol MPK jest naturalny.
          A przecie nie ma konieczności utrzymywania monopolu w autobusach
          W tramwajach też mamy (bo miasto ma udziały) trzech potencjalnych dostawców usług.
          Nigdzie w Polsce nie ma tak dobrze, że na jednym terenie jeżdżą tramwaje kilku firm.
          • Gość: barnaba Re: Komentarz IP: *.lodz.msk.pl 28.01.11, 14:56
            > Wszyscy milcząco zakładają że monopol MPK jest naturalny.
            > A przecie nie ma konieczności utrzymywania monopolu w autobusach

            Nie ma. Ale przy obecnej stawce za wozokilometr nie ma również nadziei na demonopolizację. Akceptuje ją MPK- bo musi. Poza tym mamy zaledwie 2 linie obsługiwane przez inne firmy. Tabor na nich eksploatowany trudno uznać za nowoczesny- pieniądze ZDiT wystarczają jedynie na kupno autobusów używanych.
            Jeśli spróbujemy demonopolizacji przy obecnych stawkach to albo nie zgłosi się nikt, albo też zgłoszą się firmy eksploatujące złom, takie jakie niszczą resztki zaufania do komunikacji miejskiej na Górnym Śląsku.

            > W tramwajach też mamy (bo miasto ma udziały) trzech potencjalnych dostawców usł
            > ug.
            > Nigdzie w Polsce nie ma tak dobrze, że na jednym terenie jeżdżą tramwaje kilku
            > firm.

            No to przypatrzmy się im bliżej:
            TP - brak rezerwy taborowej, dogorywające 803N, dwa cudem utrzymane przy życiu GT6. Sytuację ratuje zakup sześciu starych GT6, z których zrezygnował... Grudziądz zastępując je nowszymi składami. Szansa na powierzenie tej spółce obsługi jakiejkolwiek innej linii- zerowa.

            MKT - trochę lepiej, po ostatnich zakupach (istnej zbieraniny wagonów rodziny GT6/GT8, na szczęście w dobrym stanie technicznym) ma pewną rezerwę taboru. Niestety stanowią ją zajeżdżone 803N. Teoretycznie można przekazać jej obsługę jednej linii tramwajowej- przynajmniej póki te 803N nie rozsypią się do reszty. Jakość takiej obsługi pozostawię bez komentarza.

            A na nowe składy stawki ZDiT nie wystarczą.
            • slavekk Re: Komentarz 29.01.11, 09:32
              Gość portalu: barnaba napisał(a):

              > > Wszyscy milcząco zakładają że monopol MPK jest naturalny.
              > > A przecie nie ma konieczności utrzymywania monopolu w autobusach
              >
              > Nie ma. Ale przy obecnej stawce za wozokilometr nie ma również nadziei na demon
              > opolizację.

              Być może.
              A czy ktoś szukał alternatywnej oferty?
              Po prostu "wiadomo że niedasię"...
              Może stawkę trzeba zwiększyć, ale zaproponować ją trzeba wszystkim chętnym

              > Akceptuje ją MPK- bo musi. Poza tym mamy zaledwie 2 linie obsługiwa
              > ne przez inne firmy.

              A kiedy był przetarg na kolejne linie?
              Nie było bo "niedasię"

              > Tabor na nich eksploatowany trudno uznać za nowoczesny- pi
              > eniądze ZDiT wystarczają jedynie na kupno autobusów używanych.

              Po 1. umowy wieloletnie - tylko takie pozwalają planować zakupy.
              Po 2. w umowach ma być zapis o standardzie technicznym i jego utrzymaniu przez cały czas trwania umowy - jeśli przy zawietraniu umowy tabor ma miec np. <5lat to po 5 latach też tak ma być

              > Jeśli spróbujemy demonopolizacji przy obecnych stawkach to albo nie zgłosi się
              > nikt, albo też zgłoszą się firmy eksploatujące złom, takie jakie niszczą resztk
              > i zaufania do komunikacji miejskiej na Górnym Śląsku.

              Nie próbujmy bo niedasię

              > > W tramwajach też mamy (bo miasto ma udziały) trzech potencjalnych
              > > dostawców usł ug.
              > > Nigdzie w Polsce nie ma tak dobrze, że na jednym terenie jeżdżą
              > > tramwaje kilku firm.
              >
              > No to przypatrzmy się im bliżej:
              > TP - brak rezerwy taborowej, dogorywające 803N, dwa cudem utrzymane przy życiu
              > GT6. Sytuację ratuje zakup sześciu starych GT6, z których zrezygnował... Grudzi
              > ądz zastępując je nowszymi składami. Szansa na powierzenie tej spółce obsługi j
              > akiejkolwiek innej linii- zerowa.

              A dlaczego całej linii?
              A może gdyby szansę mieli to by poszukali możliwości...

              > MKT - trochę lepiej, po ostatnich zakupach (istnej zbieraniny wagonów rodziny G
              > T6/GT8, na szczęście w dobrym stanie technicznym) ma pewną rezerwę taboru. Nies
              > tety stanowią ją zajeżdżone 803N. Teoretycznie można przekazać jej obsługę jedn
              > ej linii tramwajowej- przynajmniej póki te 803N nie rozsypią się do reszty. Jak
              > ość takiej obsługi pozostawię bez komentarza.
              >
              > A na nowe składy stawki ZDiT nie wystarczą.

              A na wymagania typu: "100% składów ma spełniać wymogi minimalne ale 20% podwyższone" wystarczą?
              Do tego wymóg by w ciągu 10 lat wzrastał odsetek składów o podwyższonym standardzie

              Twoje zrzędzenie mi przypomina scenkę kaberetową, w której do psychologa przychodzi desperat z komunikatem "ja się pochlastam". Po długiej rozmowie desperat przytacza kolejne powody do "pochlastania się" i konsekwentnie nie chce widzieć lepszych stron życia.
              W końcu psycholog mówi: - wiesz Pan co, chlastaj się Pan.
              ;-)
              • Gość: barnaba Re: Komentarz IP: *.lodz.msk.pl 29.01.11, 12:17
                > Twoje zrzędzenie mi przypomina scenkę kaberetową, w której do psychologa przych
                > odzi desperat z komunikatem "ja się pochlastam". Po długiej rozmowie desperat p
                > rzytacza kolejne powody do "pochlastania się" i konsekwentnie nie chce widzieć
                > lepszych stron życia.
                > W końcu psycholog mówi: - wiesz Pan co, chlastaj się Pan.

                Przypomina mi się pomysł mojego pijanego kolegi, który doszedł do wniosku, że jakby przyczepić skrzydła do motocykla, toby dało się polecieć na Księżyc.
                Na protesty "zwariowałeś, przecież się nie da" odpowiedział "skąd wiecie, próbowaliście?".

                Cóż, czasami rzeczywiście się nie da, a próby są tylko stratą czasu i energii.

                > A dlaczego całej linii?
                > A może gdyby szansę mieli to by poszukali możliwości...

                A może poszli do lasu...
                Na razie to TP nawet nie jest w stanie zapewnić względnie nowoczesnego taboru na linię "43", mimo że obsługi tej linii może być właściwie pewne.

                Można oczywiście wprowadzać na linie miejskie pojedyncze brygady innych przewoźników, ale nazywanie tego demonopolizacją i konkurencją zakrawa na kpinę.

                > A na wymagania typu: "100% składów ma spełniać wymogi minimalne ale 20% podwyżs
                > zone" wystarczą?

                Cóż, jeśli "wymóg minimalny" to zdezelowany 803N, to faktycznie, MKT ma szansę.

                MKT i TP już dziś wożą pasażerów za stawki ZDiT. Jak widać modernizacji taboru nie ma (bo przy tej stawce być nie może). Jedyne, na co stać spółki tramwajowe to zastępowanie tego co się rozpadło sprzętem niemieckiego demobilu. Podobna sytuacja dotyczy też KORO- chyba do tej pory na stanie znajduje się krótki ikarus z serii, która zniknęła z łódzkich ulic 10 lat temu.

                Konkurencja to nie jest panaceum na kiepską jakość przewozów i deficyt budżetowy. Istnieje też coś takiego jak 'komunikacyjne prawo Kopernika'- w warunkach wolnego rynku gorszy transport wypiera lepszy, czego doskonałym przykładem jest kariera marszrutek, firm busiarskich oraz złombusów wożących pasażerów na Górnym Śląsku. Najłatwiej oszczędzać obniżając jakość.

                Oczywiście można rozpisać przetargi (umieszczając oczywiście odpowiednie zabezpieczenia dotyczące jakości usług). Ryzykujemy tylko dwie rzeczy:
                a) nie zgłosi się nikt
                b) zgłosi się firma-krzak, która obieca wszystko, a z niczego się nie wywiąże (a rozwiązanie z nią umowy zajmie pół roku)
              • Gość: xyz Re: Komentarz IP: 87.204.176.* 29.01.11, 12:28
                "> Po 2. w umowach ma być zapis o standardzie technicznym i jego utrzymaniu przez
                > cały czas trwania umowy - jeśli przy zawietraniu umowy tabor ma miec np. <5
                > lat to po 5 latach też tak ma być"
                Żadne zapisy o dopuszczalnym średnim wieku taboru nie wchodzą w grę. Popatrz jak to się skończyło w różnych miastach - Wałbrzych - kupili paskudnie wysokopodłogowe (tak jak Ikarus, nie jak stare conecto) Karosy w sporych ilościach bo tanie i nowe; Kielce - sprzedali używane MAN-y w niezłym stanie żeby kupić jakiś ruski złom (MAZ-y, LAZ-y, bardziej to się rozlatuje niż jeździ, mimo że to nowe). Wiek taboru NIE WPŁYWA w żaden sposób na jego standard więc nie jest istotnym parametrem, to co wpływa na standard jazdy to parametry i obsługa.

                Więc w umowie wieloletniej powinny znaleźć się takie rzeczy jak:
                - wymóg 100% niskopodłogowości taboru (w co najmniej jednym wejściu) w przeciągu 3 lat i nie obchodzi nas co oni zrobią z tymi conecto
                - wymóg klimatyzacji w niskopodłogowych wagonach tramwajowych od zaraz
                - wymóg klimatyzacji w nowokupowanych autobusach
                - może wymóg wdrożenia w autobusach pełnego systemu informacji pasażerskiej (choinki z przesiadkami) i gadaczki w każdym autobusie (koszt jest w granicach 6-7 tys/ autobus, więc da się przeżyć)
                - byłoby miło dać zapis o zwiększaniu udziału tramwajów niskopodłogowych w ofercie (do 40% w ciągu 10 lat byłoby optymalnie) i przystosowaniu wszystkich szlaków do eksploatacji takimi tramwajami, chociaż tutaj dobrze bym widział dofinansowanie UE
    • Gość: magik Re: DŁ o MPK cz I IP: *.retsat1.com.pl 28.01.11, 17:41
      Zdaniem byłego...

      jerzy-kropiwnicki.blog.onet.pl/Koniec-MPK,2,ID420574830,n
      • Gość: . Re: DŁ o MPK cz I IP: *.ssp.dialog.net.pl 30.01.11, 11:36
        Ten były niech się już lepiej nie wypowiada, w szczególności w sprawach MPK. Wystarczyły dwie kadencje, żeby zniszczyć jedną z lepiej ocenianych w latach 90, pod względem jakości usług, komunikacji miejskich w Polsce.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka