Gość: MarcinK
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
11.05.04, 09:26
lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/364031.html
Jerzy Dziewulski: – Żałuję, że żaden bandyta z bejsbolem nie ma dziury w
głowie
Wtorek, 11 maja 2004r.
• W niedzielę podczas starć z chuliganami na juwenaliach w Łodzi policja
przez pomyłkę użyła ostrej broni. Gdzie popełniono błąd – na linii frontu,
czy na zapleczu? Zawiodły procedury, a może do akcji skierowano fatalnie
wyszkolonych funkcjonariuszy?
Jerzy Dziewulski: – Procedury nie zawiodły. Rozpoznanie było dobre,
funkcjonariusze prawidłowo weszli do akcji. Błąd popełniła ochrona. Gdyby
ochroniarze byli dobrze przygotowani, nie wpuściliby pseudokibiców na
osiedle. Policja tylko „sprzątała” po ochroniarzach. Popełniono jeden
ewidentny błąd – w niewyjaśnionych na razie okolicznościach doszło do
zamieszania z amunicją. Nie wiadomo, dlaczego amunicja ostra była pomieszana
z gumową, dlaczego policjanci nie rozpoznali jej, ładując do strzelb. Nie
wierzę, żeby dowodzący akcją wydał polecenie załadowania broni brenekami,
choć była taka konieczność.
• Była konieczność użycia amunicji, z której strzela się do grubego zwierza?
– Bandyci mieli ze sobą kije bejsbolowe, które traktowane są na równi z
bronią palną. Każdy, kto nie odrzuci kija na wezwanie policji, może zostać
zastrzelony. Niestety, ci, którzy mieli kije, uratowali tyłki, a wszyscy
skaczą policji do gardła, bo dwoje młodych ludzi nie żyje. Żałuję, że dziury
w głowie nie ma ten, kto miał kij bejsbolowy! Gdyby to on został zabity,
każdy by chwalił policję za sprawność działania.
• Jednak ktoś wyniósł z magazynu ostre pociski, ktoś wydał policjantom,
którzy załadowali je do strzelb. Jak to możliwe, by nikt nie zauważył, że
trzyma w dłoni amunicję siedem razy cięższą od gumowej? Może jednak zabrakło
wiedzy i wyszkolenia?
– To nie jest sprawa wyszkolenia, ale dokładności wykonywania obowiązków i
metodyki postępowania. Tylko dzięki sprawnemu, dobrze wyszkolonemu
policjantowi udało się uniknąć dalszych ofiar. Funkcjonariusz, który przy
pierwszym strzale wyczuł, że strzela z brenek natychmiast podniósł alarm.
Gdyby nie to, skutki byłyby straszniejsze.
• Może ten jeden był dobrze wyszkolony, a reszta poszła do boju „surowa”?
– Inni nie odczuli reakcji po strzale nie dlatego, że byli źle wyszkoleni,
ale dlatego, że w czasie takiej walki strasznie bije adrenalina.
• Twierdzi pan, że winę ponosi firma ochroniarska, która dopuściła bandytów
na osiedle, ale przecież ochroniarze nie są przygotowani do stawienia czoła
uzbrojonym chuliganom.
– To po co są ochroniarze? Dla porządnych ludzi? Niestety, profesjonalne
agencje w Polsce można policzyć na palcach jednej ręki. Reszta to nadmuchane
agresywną nazwą „tygrysy” i inne koczkodany, które straszą czarnymi
mundurami, maskami, groźną postawą, ale to się nijak ma do profesjonalizmu w
działaniu.
• Kiedy policja powinna wkraczać do akcji – po wezwaniu, że dzieje się coś
złego, czy zawczasu prowadzić działania prewencyjne?
– Gdy rozpoczęła się bójka, na osiedle zostały skierowane radiowozy, które
rozpoznały sytuację i polecono wezwać posiłki. Prewencja nie może polegać na
tym, że zatrzymujemy na ulicy każdą grupę pseudokibiców. Gdyby policja
pałowała tylko za to, że idą i krzyczą, to dopiero byłby dym.
• Jak by pan się zachował, gdyby pan był dowódcą oddziału interweniującego
podczas juwenaliów?
– Starałbym się atakować tych, co mają kije bejsbolowe. Gdyby to się nie
udało, przez megafon ogłosiłbym, że jeśli natychmiast nie rzucą bejsboli,
zostanie użyta broń. Po tym ostrzeżeniu wydałbym rozkaz użycia ostrej broni.
Wyznaczeni funkcjonariusze celowaliby w konkretne osoby.
• Na jakim szczeblu powinna się zacząć i gdzie skończyć odpowiedzialność
policjantów za to, co się stało podczas juwenaliów?
– Na każdym. Ci, którzy strzelali, są najmniej odpowiedzialni, oni byli w
ogniu walki.
Monika Pietras - Dziennik Łódzki