paliwoda
27.04.12, 12:34
Po centrum Łodzi nie da już się jeździć autem, więc kiedy z mojej wioski przybywam do Łodzi, samochód zostawiam na parkingu, z bagażnika wyciągam rower i pedałuję do śródmieścia załatwiać sprawy. Niestety, czasem pogoda na to nie pozwala i muszę skorzystać z MPK.
Miesiąc temu spotkała mnie taka przygoda z kanarem:
Wsiadłem na przystanku do prawie pustego składu przed dużym, ruchliwym skrzyżowaniem. Tramwaj, nim ruszy, musi odczekać od jednej do dwóch minut na zielone światło. Do przystanku przy Piotrkowskiej, na którym zwykle wysiadam, według rozkładu tramwaj jedzie dokładnie 20 minut. Ale jeśli dwie minuty straci na oczekiwanie na zielone światło, pod koniec trasy musiałbym dopłacać, dlatego ze skasowaniem biletu czekam do momentu, aż ruszy. Wyjąłem bilet i czekam, aż zapali się dla nas zielone światło. Równocześnie kątem oka zauważam kanara w końcu kilkuczłonowego składu - on też mnie dostrzegł. Zauważył, że bilet wyciągnąłem, ale go nie kasuję. Ruszył do mnie powoli, potem coraz szybciej. Udaję, że go nie widzą, równocześnie zezując na sygnalizator za szybą. Światło czerwone. Kanar coraz bliżej. Przybliżam bilet do kasownika. Kanar coraz bliżej. Światło czerwone. Bilet trzymam tuż przy szczelinie kasownika. Kanar coraz bliżej. Światło cały czas czerwone. Kanar dwa metry ode mnie (biegnie).
Wtedy, nagle, staje się kilka rzeczy równocześnie:
Z kolan siedzącej obok starszej pani zeskakuje yorkterrier i rzuca się do nogawki biegnącego kanara.
Zapala się zielone światło.
Kanar stara się odczepić pieska od nogawki.
Wkładam bilet do kasownika i: trrrrruk! – bilet skasowany.
Oczy kanara zamieniają się w dwa lasery przeciwlotnicze wielkiej mocy. Z wściekłością zabija mnie wzrokiem.
Nagle odwraca się do starszej pani i cedzi: bilecik proszę do kontroli!
- Romciu, to ty? - pyta starsza pani – pracujesz teraz jako kontroler?
- Tak, ciociu – odpowiada kanar z rozpaczą, ale nie traci rezonu i pyta - bilet masz, ciociu?
- Aleś ty roztargniony, Romciu, nigdy nie pamiętałeś o moich urodzinach. To nie wiesz, że ja już od roku jeżdżę za darmo?
- Rzeczywiście, ciociu, zapomniałem. Pozwól, że siądę koło ciebie, ciociu. Słabo mi.
Odszedłem w głąb wagonu.
Tego dnia polubiłem małe, wściekłe na wszystkich, szczekające pieski.
Aha, kupiłem wreszcie błotniki do roweru - jazda komunikacją miejską jest jednak zbyt stresująca.