Dodaj do ulubionych

Łódź pod pręgierz

05.07.04, 10:23
Piątek, 02-07-2004 r.

Plac Dąbrowskiego

moja kobieta zadawała wczoraj egzamin magisterski z chemii. zdała na dwie piątki. potem magistranci mieli poczęstunek z profesorami, więc wiadomym jest, że nie zamierzałem im w tym przeszkadzać. korzystając więc z chwili wolnego pojechałem na własną uczelnię.
gdy już byłem wolny, postanowiłem skorzystać z dość ładnej pogody i posiedzieć, czytając książkę, na Placu Dąbrowskiego. pierwsza uwaga: tylko dwie ławki na całym Pl. D. nadają się do siedzenia. na szczęście jedna z nich była wolna, więc sobie z niej skorzystałem i przycupnąłem, coby poczytać trochę Sztukmistrza z Lublina. nie minęło 10 minut, gdy przyczepił się do mnie jakiś żul. "daj piątkę". grzecznie go spławiłem. pięć minut później podeszło do mnie dwóch koleżków w dresach. "masz telefon?" NA SZCZĘŚCIE byli ode mnie młodsi i nie wyglądali na bardzo mocno przypakowanych, więc moja odpowiedź, nieco już mniej grzeczna, brzmiała mniej więcej tak: "a co to was kurwa interesuje?" dalszej wymiany zdań nie ma sensu przytaczać, w każdym razie ewakuowałem się stamtąd w trybie ekspresowym. mam wrażenie, że nie zostałem przez nich pobity tylko dlatego, że wczoraj po wizycie na uczelni miałem dość bojowe nastawienie do wszystkiego i nie byłem raczej skory do żartów. musieli wyczuć, że bez szarpaniny się nie obejdzie (mimo, że miałem białą jak śnieg koszulkę i spodnie prawie że w kancik). zostawili mnie więc w spokoju, a ja, żeby nie ryzykować kolejnej przygody, przeniosłem swoje cztery litery na Wydział Chemii, aby tam poczekać na moją ukochaną magister. zresztą akurat wyczułem w kieszeni wibracje i wiedziałem, że to ma luba mnie wzywa, informując zgodnie z umową, że wszystko powoli się tam już kończy i że mogę przybywać.
na uczelni niestety nie udało mi się za bardzo ukryć mego zdenerwowania ostatnimi wypadkami i moja pani magister także to zauważyła. ale, że po poczęstunku była lekko wstawiona, więc dużo sobie z tego nie zrobiła - zresztą to było jej święto, więc nie miałem jej tego za złe... bardziej byłem zły na siebie, że się tak zachowuję.
gdy już wszyscy zdecydowali się w końcu wyjść, moja Meggi (od mgr ), razem z dwiema koleżankami magisterkami (?) i kolegą magistrem, mieli jeszcze wielką ochotę, aby pójść na piwo. oczywiście wpadli na pomysł, żeby iść nie gdzie indziej, tylko na Plac Dąbrowskiego. nie za bardzo uśmiechał mi się ten pomysł, podejrzewam nawet, że stroiłem niezłe fochy, ale w końcu ok - poszliśmy. usiedliśmy na stoliczkach pod parasolkami i poszedłem zamówić piwo (i pizzę, bo od rana nic nie jadłem tego dnia ). przede mną piwo zamawiał świeżo upieczony pan magister, mej ukochanej kolega z roku. przy barze sterczał najebany jakiś dres. łysy, mały, z kaprawymi ślipkami, kiedyś pewnie napompowany sterydami, obecnie mocno sflaczały, ale jak to dres ma w zwyczaju, szukający zaczepki. świeżo upieczony magister zamówił trzy piwa, zapłacił, a tamten zaczął się przypieprzać, żeby zostawił napiwek, bo "no co ty kurwa, nawet napiwku nie zostawisz takiej ślicznej barmance" itp itd. prawie wyrwał mu tą kasę, którą tamten dostał za resztę. magister, że był w garniaku, więc i zaczepki nie chciał żadnej, zresztą wcale mu się nie dziwię. normalnie też bym tak postąpił. w końcu zostawił kilka groszy (hehe) napiwku barmance, która na napiwek nie zasługiwała choćby z tego powodu, że wyglądała nieestetycznie z tłustymi włosami i nalała znacznie poniżej włosa. nadeszła moja kolej na zamówienie.
"dwa małe piwa i małą pizzę czwórkę" poprosiłem. "no co ty kurwa małą pizzę będziesz jadł, mała pizza jest dla pedałów". cisza. nie reaguję. "no weź kurwa dużą, małą jedzą tylko pedały". cisza. nie reaguję. szturchnął mnie w bok. "no mowię, weź dużą, pedał kurwa jesteś?". nie wytrzymałem. "nie. nie jestem pedałem, ale weź nie mów do mnie ty, bo coś o tobie pomyślę, poza tym co ty tak z tymi pedałami? kompleksy masz jakieś?". dla tego tępego zdziwienia na gębie warto było. teraz mogę tak śmiało napisać. jakby mu ktoś w gębę dał.
-ty se kurwa uważaj, bo zęby ma się raz w życiu.\
-a o mleczakach nigdy nie słyszałeś?
-ty kurwa chcesz te zęby stracić? (panienka przy barze zaczęła się denerwować i uspokajać dresa - daj spokój, uspokój się, przestań MISIU (!))
akurat tak się pechowo składa, że mam wyszczerbioną jedynkę. pokazałem mu ją:
-wiem, że ma się tylko jedne zęby. chcesz swoje stracić? - i uśmiech na twarz, chociaż w środku trochę srałem w gacie.
zamurowało kretyna.
-ty se kurwa koleś uważaj. chcesz wyskoczyć? fikasz?
-jeśli ktoś tu fika, to ty, KOLEŚ, a wyskakiwać nigdzie nie mam zamiaru, bo przyszedłem się tu napić piwa. - odwróciłem się do laski - pizzę proszę mi przynieść do stolika. i sprawdzę, czy będzie czysta. - odwróciłem się na pięcie i odszedłem.
oczywiście byłoby zbyt pięknie, gdyby tamten odpuścił. sterczał przy barze jak słup soli. idiota w czystej postaci, możnaby go wysłać do Francji jako modelowy przykład. w koncu się ruszył i przyszedł do naszego stolika. pokazał OK i mówi "czekam na ciebie" i puszcza mi oczko. usiadł przy stoliku obok i cały czas się gapi. trochę mi się nieswojo zrobiło, przestałem obejmować moja szczęśliwą dotąd kobietę, która trochę zesztywniała... zacząłem się o nią bać. wszyscy oczywiście pytają co się stało tam przy barze. pan magister streśił swoją potyczkę z tamtym. ja nic nie mówię, bo widzę, że dres się gapi. aha - dres miał około 30-tki, znając zycie diler. miałem ochotę zadzwonić na policję, ale jedna z pań magister stwierdziła, że policja tu nigdy nie zagląda, bo się boi. a naprzeciwko sąd... fajne miasto, nie ma co. starałem się spokojnie pić piwo i nie zwracać uwagi na tamtego. w końcu musiało go to mocno zirytować, że nie sram w gacie i wstał. podszedł jeszcze raz do naszego stolika.
- nie przeprosisz?
- za co?
- nie wiesz za co?
- no nie wiem. powiedz mi.
- ohohohoho chijrak się znalazł! jak nie to nie - przeprosiłbyś, byłby szlus.
-jak mi powiesz, za co miałbym cię przeprosić, to przeproszę. chyba, że sam tego nie wiesz. - cały czas patrzę mu prosto w oczy, podobno tak trzeba z dzikimi zwierzętami. w końcu pierwszy spuścił spojrzenie!
- za to co przy barze było.
- a kto się przypierdolił do kogo przy barze?
- wyskoczysz na solo?
-a co? rozmowa cię męczy?
-skoro tak chcesz, to proszę bardzo
oczywiście przy stoliku konsternacja. wszyscy zaczęli mnie prosić, żebym przeprosił, żebym nie był głupi... ale we mnie miarka się przebrała...
-wystarczy, że podasz jeden powód, za co mam cię przepraszać i przeproszę
-nie potrafisz powiedzieć przepraszam? wolisz stracić zęby?
-nie strasz, nie strasz - już nie patrzył mi w oczy. wiedziałem, że wygrałem... a przynajmniej taką miałem nadzieję.
-no kurwa skoro zęby ci się znudziły, to zapraszam na zewnątrz.
-czekam na pizzę.
-i będziesz spokojnie ją sobie tu kurwa jadł?
-jak chcesz, może popatrzeć. może zostawię ci trochę, boś mały (był jakieś 15 cm niższy ode mnie, bo ja trocę wyrośnięty jestem - mam 193 cm) - szok. na jego gębie.
-kurwa, bo zaraz ci jebnę tu przy stoliku, jak nie przeprosisz - "akurat", myślę sobie, "jakbyś faktycznie był do tego zdolny, to już byś to zrobił". albo miał w chuj narko przy sobie i bał się, żeby go mendy nie zgarnęły za pobicie jaiegoś leszcza, albo faktycznie zaskoczyło go moje chojractwo. a ja byłem po prostu tego dnia wkurwiony wielce i w zasadzie było mi wszystko jedno.
w końcu jednak moja luba mnie szturchnęła i rozkazującym tonem powiedziała do mnie: "Mariusz, przeproś natychmiast i miej spokój"
-czyli co? jak cię przeproszę, to będziesz najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i dasz mi spokój?
-tak, tylko kurwa przeproś.
-przepraszam.
zatkało go.
-wystarczy? czy mam powtórzyć głośniej?
-wystarczy.
-to bądź tak miły i przestań nam przeszkadzać.
poszedł sobie. polazł do baru. słyszałem jak mówi do barmanki, którą pewnie podrywał, jak to wystraszył chłoptysia, studencika i jak to chłoptyś go przepraszał. brawo mitomanie. potem usiadł w drugim końcu baru z piwem
Obserwuj wątek
    • Gość: b00g13 Re: Łódź pod pręgierz IP: 213.25.190.* 05.07.04, 12:26
      co tu powiedzieć poza: Brawo stary, tak się sprawy załatwia.
      A na marginesie to miałeś po prostu pecha bo to w miarę spokojna okolica, sam
      często się tam kręce i nigdy mi się nie zdarzyło być zaczepianym.
    • Gość: merthyr tydfil Łódź pod pręgierz? E tam.......a to Polska właśnie IP: *.toya.net.pl 05.07.04, 14:48
    • Gość: merthyr tydfil Łódź pod pręgierz?....E tam, a to Polska właśnie! IP: *.toya.net.pl 05.07.04, 14:50
      chłopie, nie przejmuj się!
      to samo przytrafiło kiedyś mi się ..........w Sopocie
      takim niby spokojnym mieście, ot co
      • Gość: mr x Re: Łódź pod pręgierz?....E tam, a to Polska właś IP: *.p.lodz.pl 05.07.04, 15:38
        Na plazy? Rok temu szedlem sobie plaza i odpisywalem na smsa. Robie to w lodiz
        na ulicy nie raz i to nawet w okolicach baluckiego rynku! Grupka dresow
        przechodzaca z przeciwka obcenila kome i stwierdzila ze nie warto bo jest za
        stara! Co do zulikow chcacych 50 groszy na wino maksem na skale polski jest
        warszawskie stare miasto a dokladniej ulica gdzie sie zostawia samochody wokol
        morow. Nie ma takiej mozliwosci zeby jakis zulik nie podszedl i nie
        zaproponowal przypilnowania auta! A przeciez to najbardziej prestizowe miejsce
        stolicy tego chorego kraju!
    • beker Re: Łódź pod pręgierz 05.07.04, 18:05
      ostatnio ucięło mi posta w połowie, nie zauważyłem tego
      oto ciąg dalszy:

      (...) a ja byłem po prostu tego dnia wkurwiony wielce i w zasadzie było mi wszystko jedno.
      w końcu jednak moja luba mnie szturchnęła i rozkazującym tonem powiedziała do mnie: "Mariusz, przeproś natychmiast i miej spokój"
      -czyli co? jak cię przeproszę, to będziesz najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i dasz mi spokój?
      -tak, tylko kurwa przeproś.
      -przepraszam.
      zatkało go.
      -wystarczy? czy mam powtórzyć głośniej?
      -wystarczy.
      -to bądź tak miły i przestań nam przeszkadzać.
      poszedł sobie. polazł do baru. słyszałem jak mówi do barmanki, którą pewnie podrywał, jak to wystraszył chłoptysia, studencika i jak to chłoptyś go przepraszał. brawo mitomanie. potem usiadł w drugim końcu baru z piwem. barmaneczka po chwili się do niego dosiadła i szczebiotali razem. rzygać mi się chciało, bo to obleśny był widok.
      teraz kilka słów gwoli wyjaśnienia mojej irracjonalnej postawy: znam kilku dilerów. w tym kilku w jego wieku, a nawet starszych. wiem, że jak mają coś przy sobie nigdy nie robią dymów. dilera łatwo poznać. tylko policja ma z tym trudności. gdy potem widziałem go, jak kręcił się po okolicy z psem (jakiś bojowy), to już miałem pewność, że ma kiermany wyładowane jakimś gównem i że raczej niewiele mi tam przy stoliku groziło. gorzej, gdyby za mną poszedł. narażałem moją kobietę. wstyd mi z tego powodu. nie powinienem tego robić. ale to był jeden z bardziej koszmarnych dni w ciągu ostatnich kilku miesięcy. wiem, że to żadne wytlumaczenie. dlatego mi wstyd. gdyby miało się zrobić naprawdę gorąco, postąpiłbym pewnie tak, jak mi jeden z kolegów dilerów kiedyś powiedział: uderzaj zawsze pierwszy. najpierw prosto w nos, zaraz potem, prawie jednocześnie, tak, żeby nie stracić równowagi, wal w klatkę piersiową. a potem bij do nieprzytomności. i uciekaj jak najdalej. to twoja jedyna szansa. bo za słaby jesteś, a zaskoczenie to twa jedyna broń. w uderzenie w klatę właduj całą swoją energię. niech go zaboli. byłem gotów wczoraj to zrobić. to nie jest rzecz, którą należy się chwalić, ale... w momencie zagrożenia każde zwierzę staje się agresywne. a ja wczoraj czułem się na Placu Dąbrowskiego bardzo zagrożony. przez to, że władze Łodzi olewają bezpieczeństwo swych mieszkańców. no ja bardzo przepraszam, ale to nie pierwsza sytuacja zagrożenia zdrowia a nawet życia, z jaką spotkałem się w Łodzi w BIAŁY DZIEŃ, w CENTRUM MIASTA.

      odradzam wszystkim wizyty w Łodzi. nie musicie - nie przyjeżdżajcie tu NIGDY.

      przykłady?

      5 lat temu, okolice Dworca Łódź Fabryczna - godzina 10 rano - wyskoczyłem tylko z pociągu na chwilę. trzech dresiarzy z nożami obrabowało mnie z całej kasy na wakacje.

      4 lata temu, kwiecień, godzina ~18. Piotrkowska, naprzeciwko Grand Hotelu - dwóch chui ze strzykawką usiłowało mnie okraść. szedłem Pietryną, TYLKO spacerowałem. i nagle horror w biały dzień. uciekłem do Marhaby.

      2 lata temu, Piotrkowska, przejście podziemne koło centralu - godzina 13 - okolice października - kolejny przypadek straszenia igłą

      rok temu, Forum Fabricum (niestety), ostatnia impreza tamże - zostawiłem na MOMENT plecak przy stoliku, poszedłem do baru oddalonego o dosłownie 5 metrów. plecak się nie znalazł.

      wymieniłem tylko kilka przykładów na skurwysyństwo panujące w Łodzi. i nie jest to wina tylko Kropiwnickiego - bo od dawna wiadomo, że w niektóre rejony Łodzi nie warto się zapuszczać. i nikt nic z tym nie robi. ostatnie wydarzenia na Lumumbach tylko to potwierdzają. jadąc do Łodzi odczuwam niemal torsje. boję się tego miasta. nienawidzę go. muszę tam skończyć studia.
      pamiętacie kasetę wideo nagraną przez jakichś wyrostków, którzy skatowali pod Saspolem jakiegoś chłopaka i nagrywali to na video? dyżruny kamer policyjnych akurat tego nie widział. 30 minut go bili! po co ten monitoring tam jest? żeby pilnować, żeby nikt nie okradł MacDonald'sa?
      dziwki stojące naprzeciwko Capitolu i wzdłuż centralnego odcinka Zachodniej/Kościuszki co noc. jak ja mam pójść z dziewczyną do kina wieczorem i potem wracać i przechodzić obok dziwek? stoją tam od co najmniej siedmiu lat. na Kościuszki jest komisariat. i co? i dalej stoją.
      dworzec kaliski - od żuli zimą jest tam aż słodko-mdły smród. policja przyjdzie, szturchnie, zostawi.
      kanar w tramwaju nie zapyta nawet o bilet dresa - jesteś normalnie ubrany, będzie się czepiać. dwa razy musiałem interweniować w MPK i w biurach kanarów, bo niesłusznie naliczono mi mandat. i naprawdę nic nie kombinowałem - zwróciłem im tylko uwagę, że nie sprawdzili grupki dresów. skoro się boją, to po chuj się zatrudnili na kanarów? żeby ścigać studentów i staruszki? jakiś oddział do spraw spokojnych przejazdów dla dresów? mają pilnować, żeby dresów nikt w tramwajach/autobusach nie zaczepiał? paranoja.
      mam dalej wymieniać, dlaczego to miasto jest najgorszym możliwym do zamieszkania miejscem na ziemii? prosze bardzo, tylko po co?

      OMIJAJCIE ŁÓDŹ Z DALEKA
      • hubar Re: Łódź pod pręgierz 05.07.04, 18:20
        Wiesz co, ucięło i bardzo dobrze, mogłes sobie juz swoje wywody darować.
        Rozumiem, że byłes zagrozony, że sie bałes i może postąpiłbys tak a nie
        inaczej, ale nie pirdol że tak się dzieje tylko w Łodzi i że nikumu nie życzysz
        przyjeżdzania tu. Bo gdy faktycznie normalni ludzie zaczną to miasto omijać,
        gdy normalni przestaną tu zagladac, a normalni Łodzianie stąd wyjadą, to tylko
        takie troglobyty tu zostaną. A wtedy to dopiero może byc nieciekawie. Więc nie
        chrzeń ze tak jest tylku tu, ze jest strasznie i na potęgę, bo zachowujesz się
        jak ta z tvnu MZ, która widzi tylko to co złe i najgorsze, jak się w Poslce
        pali kamienica, to oczywiście RMF poda ze to akurat w Łodzi (gdzie indziej się
        qrw nie palą??).

        To nie Łódź zdziczała, to Polska niestety. Ale nie ma co lamentować i biadolić,
        choć w tym jesteśmy dobrzy! Trzaba zachowywać się normalnie, a przynajmniej
        starać się. Jak się dzieje cos takiego jak opisałeś, to się dzwoni na policję,
        a moze akurat przyjadą. Jak ich nie powiadomisz, to nawet się o tym nie
        przekonasz, a tych idiotów tylko stawiasz w sytuacji bezkaroności. Że nawet jak
        zaatakują studenciaka, jakiegos dupka w ich mniemamiu, to on nawet nie bedzie
        miał na tyle jaj, aby zadzonic na policję.
      • Gość: b00g13 no chyba na końcu przesadziłeś IP: 217.153.156.* 05.07.04, 18:48
        takich przykładów mogę sypać wiele a już na pewno o miastach, które tylko
        odwiedzam. Samej Warszawy by starczyło, albo Szczecina... z tą różnicą, że u nas
        się o tym mówi a tam nie.


        Jeżeli liczysz, że kanar ma być czymś więcej od ciebie to się przeliczyłeś,
        doprowadź mu tego dresa , najlepiej od razu z kolegami, albo choć zaprotestuj
        głośno, że im nie sprawdza i dopiero wtedy miej do niego pretensje... w dowolnym
        mieście. Jeżeli zaś masz pretensje o plecak to miej je do siebie.

        Nagranie z kopaniem chłopaka - rób burdę ale taką ogólną, razem z zadźganiem
        kolesia w tramwaju w wawie, oki?
        Strzykawki - oj ty chyba nie odwiedziłeś nigdy miasta Toruń.
        Kaliski - polecam Centralny w Wawie.

        I tak dalej, i tak dalej. Ogółem, pierwszy post fajny i trafiony. Pobudza do
        refleksji, nakłania do działania. Drugi post, uzupełnienie, niszczy efekt
        pierwszego. Zacząłeś od świetnie podanego przykładu z nienachalnymi
        komentarzami, zmuszającego do przemyślenia. Gdy dodałeś co Tobie ucięło, okazało
        się, że rzucasz oderwanymi przykładami i zamiast rzeczowego postawienia sprawy
        serwujesz nam cały zapas swoich dzisiejszych stresów. Niedobrze.
        • beker Re: no chyba na końcu przesadziłeś 05.07.04, 20:43
          a jednak to drugi post wywołał burzę.

          "albo choć zaprotestuj głośno, że im nie sprawdza i dopiero wtedy miej do niego pretensje... w dowolnym mieście"

          właśnie głośno zaprotestowałem - skutek: spisanie mojej osoby i fałszywe zarzuty

          "Nagranie z kopaniem chłopaka - rób burdę ale taką ogólną, razem z zadźganiem kolesia w tramwaju w wawie, oki?"

          oki. jak będę robić burdę - nie zapomnę i o tym. a także o morderstwie za 20 PLN dokonanym w moim własnym mieście. pisałem o Łodzi.

          "Strzykawki - oj ty chyba nie odwiedziłeś nigdy miasta Toruń."

          marna to pociecha dla kogoś, kto trafił na to, gdziekolwiek by to się nie stało. uwierz mi. mnie spotkało w Łodzi.

          "Kaliski - polecam Centralny w Wawie."

          oraz każdy dowolny dworzec w Polsce. jak już wspomniałem - pisałem o Łodzi.

          "z tą różnicą, że u nas się o tym mówi a tam nie."

          wszędzie się mówi. i nic się z tym nie robi.
          • Gość: b00g13 Re: no chyba na końcu przesadziłeś IP: 217.153.156.* 05.07.04, 20:56
            cóż....
            dostałem ostatnio kwiatka od nieznanej mi dziewczyny. latałem jak głupi po
            mieście deszcz lał a ja musiałem pozałatwiać swoje sprawy. Nagle jakieś dziewcze
            dało mi kwiatka i poleciało w swoją stronę.
            ostatnio kanar mi sprzedał bilet zanim wyjął legitymację.
            chłopaki z bałuckiego przegonili kieszonkowca grzebiącego przy torebce mojej matki.
            w zeszłe wakacje przegoniłem pół peronu z torbą jakiejś śpieszącej się do
            pociągu kobitki, zapomniało jej się.
            można wymieniać, wymieniać wymieniać i podsumować stwierdzeniem: Łódź jest
            wspaniała, kocham to miasto.
            (a swoje zarzuty sprecyzowałem we wcześniejszym poście w ostatnim akapicie)
          • gray Re: no chyba na końcu przesadziłeś 05.07.04, 21:21

            no to może napisz, że nienawidzisz każdego miasta i miejmy to za sobą.
      • gray Re: Łódź pod pręgierz 05.07.04, 20:21

        ameryki nie odkryłeś - prawdopodobnie każdy stąd został kiedyś obrabowany a jak
        nie to chociażby zaczepiany itp. ale proponuję ci pójść na fora innych miast i
        zapytać jak wygląda ta sytuacja u nich - jestem pewien, że podadzą ci listę
        prywatnych ulic i uraczą wieloma ciekawymi historyjkami.

        twoje pretensje wyglądają jakbyś całe zycie spędził jeżdżąc między bajkowym
        miasteczkiem swoich narodzin a paskudną łodzią. rozejrzyj się - takie numery
        dzieją się wszędzie.

        btw - przy saspolu nie ma mcdonald'sa
    • Gość: byłylogowany Re: Łódź pod pręgierz IP: *.radogoszcz.arise.pl 05.07.04, 18:31
      Ha Ha Ha Ha. Się uśmiałem. Szanowny Panie Odważniaku. Czy jak Panu tam. Jak
      czytałem pierwszą część Pana "gehenny", to jeszcze nie dość, że Panu
      współczułem, to nawet Go rozumiałem. Ale po dokończeniu przez Niego tych
      "traumatycznych" przeżyć, tylko ręce mi opadły. Jedno czego można Panu
      pogratulować, to literackiego talentu. Zapewniam Szanownego Pana: gdyby trafił
      Pan na autentycznego łódzkiego karkoćpuna (czy jak tam go zwać), to musiałby Pan
      z całą pewnością rekonstruować nie tylko rzadkiej urody zęby przednie, ale i
      uzupełnić nagłe ubytki stref paszczotylnich. Tak więc, zazdroszcząc nieco Panu,
      Jego pisarskiej weny, gratuluję jednocześnie sporego szczęścia. A na przyszłość,
      nim Pan postanowi przelać na forum Swoje "autentyczne" przeżycia, proponuję
      zrobić rekonesans, opisywanych przez Niego miejsc. I prosić Boga o łaskawość nie
      czytania tych postów przez chłopaków z Pl. Dąbrowskiego:) Chyba że życzy Im Pan
      rychłego zejścia z tego świata. Po zapoznaniu się przez nich z Pana postami,
      pewnikiem ze śmiechu kilku trzebaby pogrzebać:)
      • Gość: xk Re: Łódź pod pręgierz IP: *.toya.net.pl 05.07.04, 19:02
        no cóż beker, szkoda, że razem z tym postem i ciebie nie wycięło....
      • beker Re: Łódź pod pręgierz 05.07.04, 20:48
        " A na przyszłość,nim Pan postanowi przelać na forum Swoje "autentyczne" przeżycia, proponuję zrobić rekonesans, opisywanych przez Niego miejsc."

        tak się nieszczęśliwie składa, że są to AUTENTYCZNE, a nie "autentyczne" przeżycia. gdybym potrafił tak pięknie zmyślać, byłbym zapewne pisarzem a moje wypociny czytałby Pan płacąc za nie w księgarni, a nie za darmo w necie.
        szczęście? nie przyszło Panu na myśl, że może uratowało mnie kilka zbiegów okoliczności skumulowanych w jednym miejscu? na przykład towarzystwo, pora dnia, obecność setek ludzi dokoła, itp itd?
        a jeśli ma Pan wątpliwości co do prawdziwości przedstawionych zdarzeń: proszę się udać na UŁ, zapytać, kto w dniu 02-07-2004 zdawał egzamin magisterski na Wydziale Chemii Organicznej, odszukać te osoby i po prostu zapytać? 4 z ośmiu zdających tego dnia osób było świadkami tego wydarzenia. śmiało, Panie polecający rekonesans - skoro masz tak dobre rady, pewnie masz doświadczenie reporterskie - możesz je wykazać.
        • Gość: byłylogowany Re: Łódź pod pręgierz IP: *.radogoszcz.arise.pl 05.07.04, 21:11
          Wielce Czcigodny Niedzisiejszy Panie!
          Zaprawdę, zdumiewać może Pana naiwność! Pana dziecinność nawet (bez urazy)! Nie
          wiem z jakiego to zacnego miejsca w Polsce Pan pochodzi. Nie wiem czy jest to
          większe czy mniejsze miasto, a może za przeproszeniem jakiś pipidówek. Ale Pana
          zaskakująca relacja każe domniemywać, że w mieście niemal milionowym bywa Pan
          nader rzadko. Albo jest Pan chowany pod kloszem i wzorem strusia stara się nie
          dostrzegac tego co oczywiste. Nie mam zamiaru weryfikować Pańskich opowieści.
          Takie rzeczy zdarzają sie na codzień. Tylko ktoś bardzo krótkowzroczny nie widzi
          takich sytuacji. Sytuacji, które mają miejsce WSZĘDZIE. Przypisywanie Łodzi
          jakiś szczególnie złych klimatów, to delikatnie mówiąc nieporozumienie. Tak jak
          już wyżej napisałem: nawet byłem gotów się solidaryzować z osobą, która
          doświadczyła opisanej w pierwszym poście sytuacji. Ale "dokończenie" sprawy, tak
          nieprzychylne w założeniu mojemu miastu, karze mi z większym dystansem patrzeć
          na całą sprawę. Proponuję używać nieco bardziej stonowanych uogólnień:)
    • ab84 Re: Łódź pod pręgierz 05.07.04, 19:01
      zgadzam, sie pierwsza czesc daje do myslenia i rzeczywiscie nie jest wesolo
      wmiescie...
      ale druga... czlowieku, w jakich innych miastach byles na dluzej??? bo
      przpuszczam ze to nie tylko w lodzi tak jest!!! najlepiej to omijajmy wszystkie
      duze i tez mniejsze miasta...
      najlepiej to sie zaszyc na pustkowiu gdzie zadnemu zulowi nie bedzie sie
      chcialo taki kawal isc :P
    • yarro Re: Łódź pod pręgierz 06.07.04, 01:14
      Bronicie naszego miasta, ale sami wiecie jak jest...

      Ja z każdym razem gdy wychodzę poza ulice mojego osiedla mam duszę na ramieniu.
      Nic dziwnego, przecież w ciagu dwóch lat obrabowano mnie z użyciem przemocy trzy
      razy. Czwartego i piątego (jednego dnia, na samej Piotrkowskiej w biały dzień)
      udalo mi się uniknąc, bo od razu uciekłem.

      Zapytacie: "co z tego? Przecież w innych miastach jest podobnie!"
      Słusznie. Jednak mnie wszystkie próby rabunkowe i napady zdarzyły się w Łodzi. A
      uwierzcie, nie siedzą tu cały czas. Natomiast w innych miastach, zarówno w PL
      jak i w Europie nic mnie złego nie spotkało.
      Poza tym w przypadku uczęszczanych miejsc w naszym mieście - ponoć strzegą ich
      kamery systemu command & control, a sami wiecie jak jest...
      Co do Pl. Dąbrowskiego, Baluckiego Rynku, Wschodniej, Włókienniczej czy innych
      tego typu miejsc - skoro wszyscy wiedzą, że to wylęgarnie żuli i bandziorów, to
      czemu policja nie wie?! A może nie chce wiedzieć? Gdzie się podziały działania
      prewencyjne? Gdzie patrole uliczne?

      Na zakończenie.
      Wiele osób na forum wie ile dla mnie znaczy Łódź, jej dobre imię, piękno,
      promocja i wysoki standard życia. I dlaego właśnie pozwalam sobie narzekać! Bo
      co jest w innych miastach to mnie mało obchodzi - mnie zalezy by w Łodzi było
      miło i bezpiecznie.

      Pozdrawiam!
      • Gość: xk Re: Łódź pod pręgierz IP: *.toya.net.pl 06.07.04, 01:51
        twoja postawa jest jak najbardziej na miejscu
        myślę, że w pełni trzeba się z nią zgodzić!
        ale Sam przyznasz, że istnieje różnica pomiędzy krytyką a bezmyślnym
        oczernianiem miasta, a w poście bekera niestety z tym drugim mamy do czynienia

        pozdrawiam!
        • beker Re: Łódź pod pręgierz 06.07.04, 12:39
          moje "bezmyślne oczernianie" wynika z moich osobistych przeżyć - i jeśli tego jeszcze nie zauważyłeś - było podszyte dosyć mocnymi emocjami.
          nie jestem z Łodzi - to prawda.
          ale Łódź nie jest jedynym miastem jakie odwiedzam. fakt - że dużo więcej czasu spędzam w Łodzi, szczególnie w okresie zimowym - niż w innych miastach Polski, ale na przykład w okresie letnim przebywam głównie w Gdańsku. i jakoś tam mnienigdy nic takiego nie spotkało - mimo, że kibice Arki Gdynia mają najgorszą reputację w Polsce, gorszą nawet od łódzkich hools - a jednak nic takiego mnie tam nie spotyka.
          doszło do tego, że po Łodzi staram się poruszać wyłącznie środkami komunikacji, w których znajduje się jak najwięcej ludzi - nie chodzę nigdzie na nogach. nie chodzę też po jakichś zaułkach - jeśli już jestem w Łodzi i muszę się gdzieś przejść to są to miejsca uczęszczane przez innych - Piotrkowska, Plac Dąbrowskiego chyba do takich należą? i wszystkie koszmary spotykają mnie właśnie tam. stąd ma złość na całe to miasto, jeśli urażam was tutaj, to przepraszam bardzo, ale czy gdybyś Ty, na 10 przyjazdów do Zduńskiej Woli, skąd pochodzę, 9 razy był zaczepiany przez żuli i to nie raz w czasie jednego pobytu, tylko kilkakrotnie, pomimo unikania blokowisk, jakichś zaułków itp - a 3-4 razy na te 10 wizyt był napadany czynnie, próbowano by Cię pobić... chyba też byś zaczął uogólniać i pisać, że tą pieprzoną Zduńską Wolę powinno się zrównać z ziemią...
          • Gość: łażej Re: Łódź pod pręgierz IP: *.retsat1.com.pl 06.07.04, 13:32
            A ja po Łodzi łażę pieszo, bardzo często po różnego rodzaju śródmiejskich
            zaułkach i w ciągu ostatnich kilku lat miałem nieprzyjemność spotkać się z
            troglodytami dwa razy. I w ciągu tych kilku lat, również poza Łodzią dwukrotnie
            napatoczyłem się na debili (Kraków - okolice dworca, Zakopane), mimo tego, że
            czas spędzany na wyjazdach był tylko niewielkim ułamkiem czasu spędzonego w
            Łodzi.

            Wszystko jest kwestią "szczęścia". Przejdziesz przez okolicę słynącą z rozbojów
            bez najmniejszych problemów a zostaniesz zaczepiony w rejonie uznawanym za
            bezpieczny. Niestety z jednostkowych incydentów wyciąga się generalizujące
            wnioski.
      • hubar Re: Łódź pod pręgierz 06.07.04, 10:16
        Yarro, ale czy ktos twierdzi, że w Łodzi jest wszystko cacy?
        Naturalnym jest to, że większość przeżyć jes związanych z tym miastem, bo tu
        spedzamy wiekszość swojego czasu, czy to zawodowego czy wolnego. Ale na dali
        Bóg, nie mozna twierdzić że wszystko co złe jest tu!
    • krzykowal Wrocław pod Pręgierz? Polska pod pręgierz? 06.07.04, 08:25
      Już się kiedyś zastanawiałem nad wątkiem, w którym będą niusy "drastyczne" z
      innych miast - i znowu się zastanawiam czy nie warto - na kompleksy niektórych.

      Póki co... Tak jakby poza Łodzią była kraina mlekiem i miodem płynąca...

      ===
      miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,2165462.html
      Krwawa bójka we wrocławskim pubie




      Tomasz Ziemba 05-07-2004 , ostatnia aktualizacja 05-07-2004 18:35

      - Dwóch osiłków katowało mojego kolegę. Rzuciłem się na pomoc i wtedy poczułem
      dźgnięcie - wspomina 23-letni mężczyzna, który został pchnięty nożem w jednym z
      wrocławskich pubów

      czytaj dalej »
      r e k l a m a





      Łukasz jest sparaliżowany od pasa w dół. Do szpitala trafił w nocy z soboty na
      niedzielę prosto z pubu Vulevu przy ulicy Świdnickiej. Podczas weekendowej
      imprezy rozegrała się tam krwawa bijatyka.

      Było po godzinie trzeciej, chłopak bawił się w knajpie ze znajomymi. Zobaczył,
      że jednego z jego kolegów biją jacyś mężczyźni. - Leżał na ziemi, kopali go po
      głowie. Rzuciłem się na pomoc - wspomina.

      Łukasz od wielu lat trenuje dżudo. Pracował kiedyś jako ochroniarz. Mówi, że nie
      miał większych problemów z odciągnięciem napastników. - Ale po chwili ktoś
      uderzył mnie w twarz szklanką po whisky i wybił kilka zębów. Ludzie tłukli się
      krzesłami.

      Jeden z osiłków wyciągnął nóż i zadał Łukaszowi dwa ciosy w plecy. Chłopak
      osunął się na ziemię, stracił czucie w nogach. Leżał w kałuży krwi. Chociaż był
      bezbronny, sprawcy wciąż kopali go po twarzy.

      Świadkowie zdarzenia mówią, że napastnicy byli wyjątkowo agresywni. - Jeden z
      nich biegał z nożem po sali i uderzał w ściany. Według mnie był pod wpływem
      narkotyków - mówi jeden ze studentów, który widział całe zdarzenie.

      Na miejsce przyjechało kilkanaście radiowozów policji. Lokal został zamknięty. -
      Spisaliśmy 130 uczestników zabawy. Wszystkich po kolei przesłuchujemy - wyjaśnia
      Ryszard Zaremba, rzecznik dolnośląskiej policji.

      Od świadków dowiedzieliśmy się jednak, że wiele osób uciekło z pubu, zanim
      pojawiła się policja.

      Łukasz dostał jeden z ciosów w okolice kręgosłupa. Ma krwiaka przy rdzeniu
      kręgowym, dlatego nie czuje nóg. - Lekarze są jednak dobrej myśli. Mam nadzieję,
      że z tego wyjdę - mówi poszkodowany. Nie pamięta, jak wyglądali jego oprawcy. -
      Nawet gdybym zobaczył ich zdjęcie, pewnie bym nikogo nie rozpoznał.

      Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że pobity kolega Łukasza znał sprawców
      bijatyki. Miało pójść między nimi o dawne porachunki.

      - Możliwe, że wkrótce zatrzymamy sprawców. Rokowania są pomyślne - zapowiada
      Ryszard Zaremba.

      Imię rannego chłopaka zostało zmienione
      • krzykowal Jeszcze? 06.07.04, 08:36
        To tylko niusy z dzisiejszej rannej prasówki...

        ===

        Mord w melinie. Ponad cztery promile alkoholu wydmuchała kobieta podejrzewana o
        zabójstwo konkubenta w mieszkaniu na GDAŃSKIM Suchaninie. Zatrzymana twierdzi,
        że w sobotę przez cały dzień piła z zamordowanym wina owocowe. Kiedy w niedzielę
        się ocknęła, mężczyzna już nie żył. Zginął od pchnięcia nożem. Zanim Jarosława
        N. trafi przed oblicze prokuratora, musi wytrzeźwieć.

        ===

        Wujek podawał morfinę siostrzeńcowi




        piet 05-07-2004 , ostatnia aktualizacja 05-07-2004 22:52

        Chorzowska prokuratura przedstawiła w poniedziałek 23-letniemu mężczyźnie zarzut
        podawania morfiny ośmioletniemu siostrzeńcowi. Mężczyzna wykradał narkotyk
        chorej matce i wstrzykiwał go sobie w żyłę. Resztą dzielił się z chorym na
        padaczkę siostrzeńcem.

        Zatrzymany przez policję 23-letni mieszkaniec Świętochłowic przez cały
        wczorajszy dzień był przesłuchiwany w prokuraturze w Chorzowie. -
        Przedstawiliśmy mu zarzut podawania narkotyków dziecku i złożyliśmy wniosek o
        tymczasowe aresztowanie - mówiła wczoraj prokurator Marzanna Misiak, zastępczyni
        szefa Prokuratury Rejonowej w Chorzowie.

        Narkoman mieszkał na jednym ze świętochłowickich osiedli z ciężko chorą matką
        oraz ośmioletnim siostrzeńcem. Jak ustaliła policja, morfinę podkradał matce i w
        zaciszu swojego pokoju wstrzykiwał ją sobie w żyłę. Resztą dzielił się z
        siostrzeńcem, który prawie natychmiast zasypiał. - Babcia chorego na padaczkę
        chłopca początkowo myślała, że to efekt nowych leków, które zaaplikowali mu
        lekarze. Dopiero po paru dniach zauważyła, że ginie jej morfina - mówi jeden z
        policjantów.

        Wystraszona kobieta od razu powiadomiła policję, a ośmiolatek trafił do szpitala
        na obserwację, na szczęście nic mu nie grozi. - W tej sytuacji prawdopodobnie
        będziemy chcieli sprawdzić, czy wujek chłopca nie jest nosicielem HIV -
        zapowiada prokurator Misiak.
        • krzykowal No to jeszcze... 06.07.04, 08:41
          Akty wandalizmu w pociągach




          Fot.Tomasz Wiech / AG




          Małgorzata I. Niemczyńska 05-07-2004 , ostatnia aktualizacja 05-07-2004 21:55

          Wybite okna, stłuczone świetlówki, podłoga i siedzenia usiane odłamkami szkła -
          to obraz pociągu, którym w nocy z piątku na sobotę wracała pijana młodzież z
          dyskoteki w Przytkowicach.

          czytaj dalej »
          r e k l a m a





          Wczoraj kolejarze pokazywali go dziennikarzom na stacji Kraków-Płaszów. Szlak
          Kalwaria Zebrzydowska - Lanckorona jest już słynny w Małopolskim Zakładzie
          Przewozów Regionalnych. - Średnio raz na miesiąc zdarzały się na nim akty
          wandalizmu. Zwykle było to obrzucanie jadącego pociągu kamieniami i różnymi
          przedmiotami. Ale pierwszy raz spotkaliśmy się z tak poważną dewastacją wewnątrz
          pociągu - opowiada Katarzyna Dzierżak-Piotrowicz, rzecznik prasowy MZPR.
          Sprawcami prawie zawsze była pijana młodzież. Do incydentów dochodziło tak
          często, że przez jakiś czas pociągi na tej trasie były regularnie konwojowane
          przez SOK i policję. - Ale zaczęły się wakacje i konwoje zostały oddelegowane do
          pilnowania pociągów przewożących dzieci. Na efekty nie trzeba było długo czekać
          - wyjaśnia rzecznik. Po wydarzeniach ostatnich dni dyrektor MZPR Ryszard Rębilas
          podjął decyzję o przywróceniu konwojów. Kolei będzie się to bardziej opłacało
          niż usuwanie zniszczeń liczonych w tysiącach złotych.

          ===

          Matka znęcała się nad dzieckiem




          ire 05-07-2004 , ostatnia aktualizacja 05-07-2004 21:52

          Notoryczne bicie, a nie choroba - jak przekonuje matka ponadrocznego chłopca z
          Kalwarii Zebrzydowskiej - było przyczyną obrażeń, z którymi jej synek
          wielokrotnie trafiał do szpitala

          czytaj dalej »
          r e k l a m a





          Prokuratura oskarżyła 27-letnia kobietę o znęcanie się ze szczególnym
          okrucieństwem nad dzieckiem. To ona miała bić niemowlaka, a następnie sama lub z
          mężem zawozić go do szpitala. Lekarzom jako przyczynę licznych krwiaków u syna
          sugerowała skazę krwotoczną lub inne schorzenia. Pierwsze śledztwo wszczęto rok
          temu po zawiadomieniu Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. Chłopiec
          trafił tam po miesięcznym leczeniu szpitalnym w Wadowicach. Zlecona opinia
          Katedry Medycyny Sądowej Collegium Medicum UJ nie wskazała jednak jednoznacznie
          przyczyny i mechanizmu jego obrażeń. W konsekwencji prokuratura umorzyła
          postępowanie karne, a sąd zwrócił małego Adriana rodzicom.

          Losem dziecka zainteresowano się ponownie w marcu tego roku, gdy kolejny raz
          został przewieziony do krakowskiego szpitala. Było w poważnym stanie. Miało
          złamaną jedną z kości i krwiaki niemal na całym ciele. Nie mogło ruszać nogami.
          Podczas badania ujawniono zadawnione złamanie rączki. Analiza medycznej
          dokumentacji ujawniła, że Adrianek już miesiąc po urodzeniu w marcu 2002 r.
          został hospitalizowany z powodu krwawych wybroczyn. Decydujące dla śledztwa
          okazały się opinie Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie, Poradni Hematologicznej
          Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach oraz uzupełniającej
          opinii Katedry Medycyny Sądowej CM UJ w Krakowie. Tym razem biegli nie mieli
          wątpliwości: zmiany chorobowe nie wynikają ze złego krzepnięcia krwi, ale z
          urazów zadanych twardym, tępym przedmiotem. Niektóre rany zagrażały nawet życiu
          dziecka.

          Ostatnie obrażenia u synka matka tłumaczyła nieszczęśliwym wypadkiem. Dziecko
          miało się potłuc, gdy załamało się dno łóżeczka. Wersji oskarżonej kobiety nie
          potwierdziły badania kryminalistyczne, w tym eksperyment z łóżeczkiem.
          Przesłuchana nie przyznała się do winy. Odmówiła składania wyjaśnień.
          Prokuratura nie zebrała dowodów na to, że mąż pomagał lub krył żonę. Chłopiec
          przebywa obecnie w rodzinie zastępczej. Po odebraniu rodzicom cieszy się dobrym
          zdrowiem.

        • krzykowal Niusy z Warszawy też są miodzio... 06.07.04, 08:41
          Proces rodziców znęcających się nad córką




          Piotr Machajski 05-07-2004 , ostatnia aktualizacja 05-07-2004 20:36

          Za zamkniętymi drzwiami składali w poniedziałek przed sądem wyjaśnienia rodzice
          ośmioletniej Marty ze Starych Babic. Prokuratura oskarża ich o znęcanie się nad
          córką.

          - Wysoki sądzie, oskarżam - powiedziała prokurator Edyta Loranc i odczytała
          zarzuty, jakie prokuratura postawiła rodzicom upośledzonej dziewczynki. Zarzuty
          poważne, za które można w więzieniu spędzić nawet dziesięć lat.

          Według prokuratury Marek i Małgorzata M. znęcali się nad dzieckiem w ten sposób,
          że nie zapewnili mu opieki medycznej, nie stosowali koniecznej diety
          bezglutenowej, nie posłali do szkoły. Na koniec oskarżenie zostawiło najbardziej
          drastyczny zarzut: rodzice trzymali dziecko w zamkniętym pomieszczeniu bez
          okien, w drewnianej skrzyni, z której "nie mogła samoistnie się wydostać, a co
          za tym idzie, załatwiało tam swoje potrzeby fizjologiczne".

          Prokuratura twardo obstaje przy swoim, choć od czasu wstrząsającego odkrycia we
          wrześniu ub.r. sprawa nie wydaje się już tak jednoznaczna. Policja najpierw
          informowała, że rodzice trzymali najmłodsze z czworga dzieci w klatce pełnej
          odchodów. Później okazało się, że to skrzynia o wymiarach 120 na 80 na 100 cm
          pełniła funkcję łóżeczka. Ściany miały zabezpieczać dziecko przed upadkiem.

          Nie wiadomo, co rodzice powiedzieli wczoraj przed sądem, bo ich wyjaśnienia
          utajniono. Sami nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami, rąbka tajemnicy uchylił
          tylko ich adwokat. - Częściowo przyznali się do winy, jeżeli chodzi o
          zaniedbania lekarskie, bo tu dostrzegają pewne błędy. Co do innych kwestii
          uważają, że nie popełnili żadnego przestępstwa - relacjonuje mec. Tadeusz Kościółek.

          Dzięki zaangażowaniu mediów i polityków rodzice odpowiadają w procesie z wolnej
          stopy (w areszcie spędzili trzy miesiące). Od pół roku są w domu z całą rodziną.
          Ośmioletnia Marta jest pod opieką lekarzy. Powoli uczy się mówić.
          • barracuda7110 Re: Niusy z Warszawy też są miodzio... 06.07.04, 19:20
            Po co wrzucasz artykuły? Mamy się cieszyć, że u nas jeszcze tego nie ma?

            Równać należy do lepszych!
            • krzykowal Re: Niusy z Warszawy też są miodzio... 06.07.04, 23:41
              Napisałem na początku po co.

              pzdr
              Krzysiek
    • Gość: Ingo Re: Łódź pod pręgierz IP: 213.17.170.* 06.07.04, 08:37
      Dyskusja przybrała typowo polskie tony czyli zaklinanie się, że gdzie indziej
      też tak jest, a jak byłem tam to mnie ktoś itd. a nie chodzi o to żeby
      doszukiwac się stwierdzeń gdzie jest gorzej bo pewnie w wielu miejscach jest
      podobnie tylko jak z tym walczyć.
      a oto moje uwagi:
      1. widzisz coś niepokojącego to nie odwracaj głowy i nie udawaj, że wszystko
      jest ok. Nie mówię, że musisz zaraz interweniować tylko oceń sytuację jeśli
      widzisz, ze sam nie dasz rady to zadzwoń po Policję. Może ta nie zainterweniuje
      jak się tego spodziewasz ale niech będzie świadoma. Tymczasem zauważyłem, że
      większości ludzi nawet nie chce się wyciągnąć głupiego telefonu i zadzwonić
      jakby to kosztowało jakiś niesamowity wysiłek. A potem gadają, że ta Policja to
      jest do d..... nic nie robi itp. A co Policja ma robić skoro nie wie, że coś
      się dzieje.

      2. polityka nękania. W W-wie zauważyłem, że podejrzanie wygladający typ,
      żebracy itp.mają dużą szansę na to, że zostaną zatrzymani i wylegitymowani. W
      Łodzi nigdy nie widziałem, żeby Policja coś takiego robiła. Co więcej
      Policjanci potrafią obojętnie przejść koło agresywnie zachowujących sie gości
      tak jakby ich nie zauważali. Ponadto naszą złą łódzką tradycją stało się to, że
      policjant = samochód. Z mojej obserwacji wyglada na to, że w łodzi jest
      najmniej patroli pieszych ze wszystkich miast w Polsce. Na ulicach praktycznie
      ich nie widać. Goście w samochodzi przejeżdżają i nie czuja co się dzieje na
      ulicy a społeczeństwo nie czuje, że Policja jest w pobliżu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka