Gość: mch
IP: *.pai.net.pl
15.04.02, 16:32
Za górami, za lasami,
Szedłem sobie z klamotami.
Wędrowałem drogą polną,
lub przez pole - bo mi wolno.
Dnia pewnego o poranku,
Dotarłem do jakiegoś zamku.
Całe szczęście - mówię sobie,
bo zmęczony byłem srodze.
Drzwi znienacka się roztwarły,
i na drogę tłumy parły.
Nikt się mną zaś nie przejmował.
Depcząc po mnie ktoś mnie skopał.
Gdy już motłoch w dal odpłynął,
jam myślał, żem zginął.
Jednak patrzę, nogą ruszam,
pewnie zaraz się rozruszam.
Wstaję chwiejnie, we łbie huczy,
a może to krowa muczy?
Patrzę dookoła siebie,
i widzę, że jestem w chlewie.
Głowa boli, wizje jakieś,
coś mi w głowie się kołacze.
No i nagle rozum wraca.
Przecież ku... ja mam kaca!
Morał z tego taki krótki,
abyś nie pił tyle wódki!
Jeśli nadal będziesz pił,
we śnie tłum po łbie będzie Cię bił!