blenda
13.12.04, 00:26
Mam nadzieje że są w śród nas jeszcze tacy, którzy inaczej odbierają świeta
niż autor tego tekstu...
dostałam mailem:
"NIe wiem dlaczego wydaje mi się to strasznie prawdziwe...
Święta:
Najpierw trzeba, ku.., kupić prezenty.
Oznacza to, że będę latał po sklepach, przepychał się przez
spoconych ludzi z obłędem w oczach, żeby wydać mnóstwo kasy na
jakieś pierdoły. Co gorsza, wszystko już kiedyś komuś kupiłem.
Wujek Edek dostał w zeszłym roku flaszkę, a przecież nie kupię
mu w tym roku książki, bo ten facet nigdy nie przeczytał nic
ponad tekst na etykiecie półlitrówki.
Ciocia Jadzia rok temu ukontentowała się kremem
nawilżającym,co go kupiłem z przeceny, bo za tydzień kończył
się termin ważności.W tym roku jedynym kosmetykiem dla tej
lampucery byłby krem przeciwzmarszczkowy, ale po pierwsze,
takich zmarszczek żaden krem nie wygładzi, a po drugie,
przecież nie wydam na kosmetyki całej kasy na Boże Narodzenie.
I tak ze wszystkimi.
Dziecko drze się o jakiś nowy program komputerowy, choć i
tak wiadomo, że przestanie się nim zajmować po 2 godzinach, bo
każda gra jest dla tego półmózga za trudna.
Żona będzie miała jak zwykle pretensje, że Kowalska z jej
biura dostanie coś ładniejszego. W rezultacie kupię byle co,
jak co roku. Potem śledzik w pracy z ludźmi, których mordy są
mi nienawistne i patrzenie na męki szefa, który życzy nam "dużo
pieniędzy", choć wszyscy wiedzą, że dopiero wtedy byłby
szczęśliwy, gdybym pracował za miskę zupy z brukwi przykuty
łańcuchem do komputera. Krwiopijca.
Potem wszyscy się nawalą jak szpaki, a pan Henio obślini
biust pani Bożeny z księgowości, zamkną się oboje w archiwum,
bo oni zawsze walą się jak króliki, kiedy są naprani.
Następnego dnia kac,w dodatku żona będzie robić wymówki.
Jeszcze tylko trzeba je$&&% w baniak karpia, bo małżonka
uważacie - wrażliwa jest i na męki zwierzątka nie może patrzeć,
choć mnie męczy od 15 lat bez zmrużenia oka. Garbata owca.
A jeszcze przynieść i przystroić choinkę. Z dzieckiem, "żeby
miało ciepłe wspomnienia z dzieciństwa", a ono w dupie ma
choinkę, mnie, Boże Narodzenie i wszystko. Jak taki glon
emocjonalny może mieć jakiekolwiek wspomnienia?
No i kolacyjka wigilijna. Rodzinna, mać ich w tę i z
powrotem. Jedna wielka męka. Co za idiota wymyślił ten łzawy
termin "rodzinna wieczerza"? Przyjdą wszyscy ci, od których na
co dzień trzymam się z daleka z dobrym skutkiem. Usiądziemy za
stołem...
A nie, pardon, najpierw prezenty! Trzeba będzie się kłamliwie
ucieszyć, choć z góry wiem, że ten ch..owy krawat kupiony na
bazarze od Wietnamczyków dopełniłby liczną kolekcję podobnych
gówien,gdybym oczywiście zawalił szafę takim badziewiem, a nie
zaraz następnego dnia wyrzucił wszystko do śmietnika. Dostanę
też najtańszy koniak i jakieś kosmetyki. Jakie - będę wiedział
ostatniego dnia przed Wigilią, kiedy w pobliskim supermarkecie
zaczną wyprzedawać to, czego nie udało się upchnąć ludziom do
wigilii.
Po prezentach się zacznie. Te same kretyńskie dowcipy wuja
Bronka, zwłaszcza, kurna, ten o gąsce Balbince. Wszyscy będą
dokarmiać mojego psa po to, żeby narzygał w nocy na mnie i
pościel bo przecież wiadomo, że śpię z psem.
Ciotka załzawi się po dwóch godzinach żucia żarcia z
wytrwałością tapira i zacznie płakać, "jak to dobrze, że
trzymamy się razem". Gó.. prawda akurat, co wykażą następne
dwie godziny, kiedy to nawaliwszy się już, zacznie wyzywać
swojego ślubnego od złamanych ch*&^%. To oczywiście prawda.
Jedyna nadzieja, że akurat w tym roku 6- letnia latorośl
kuzynostwa nie nawali w gacie w połowie kolacji i nie
zakomunikuje o tym radośnie jeszcze przed deserem. Bo to, że
coś wywali sobie na łeb ze stołu, to pewne jak w banku.
Jeszcze tylko muszę przeżyć debilne gadki o polityce, przy
których wszyscy oczywiście skoczą sobie do gardeł i na siebie
się poobrażają.
Na koniec ciotula Jadzia puści maleńkiego pawika na ścianę
koło swojego fotela i można będzie odtrąbić koniec męczarni.
A nie, byłbym zapomniał. Kolejną rozrywką będzie wyprawa na
pasterkę, bo to religijna rodzina. No to pójdę, choć nikt nigdy
nie wyjaśnił, po nagłą cholerę tłuc się po nocy,żeby stać na
mrozie w bezruchu przez godzinę czy więcej. Ciekawe,czy moja
małżonka znowu wywinie orła na ryj na schodkach kościółka - jak
to robi od kilku lat z uporem godnym lepszej sprawy?
W kościele, jeśli tam się dopcham, będzie cuchnąć jak w
gorzelni, bo wierni tylko dlatego stoją na własnych nogach, bo
za duży tłok, żeby upaść. Czasem tylko ktoś beknie albo puści
głośno bąka, ale i tak nikt na to nie zwróci uwagi, bo wszyscy
drzemi ą na stojąco.
Wracając trzeba tylko będzie uważać na chłopców z osiedla, bo
w Wigilię katolicka młodzież szczególnie lubi wpie..ć
bliźniemu. Rok temu zglanowali wujka Edka, ale on chyba tego
nie zauważył, bo był zalany w płaskorzeźbę.
Wreszcie wychodzą z chałupy, wory jedne. Moment zamykania
drzwi za ostatnim z tych troglodytów jest najszczęśliwszą
chwilą w moim świątecznym życiu.Kilka dni odpoczynku.
Ale mijają jak z bata strzelił, bo wielkimi krokami zbliża
się kolejny kretyński wynalazek - sylwester. Ludzie! Kto to
wymyślił ?! Już od listopada ślubna wydala z siebie
idiotyczne pomysły, żeby pójść na "jakiś bal". Jakbyśmy srali
pieniędzmi... Albo żeby gdzieś wyjechać,gdzie gorąco. A niech
se włączy farelkę pod fikusem, będzie miała tropiki w chałupie.
I tak przecież skończy się na balandze u Witka. Jasne, trzeba
ładnie się ubrać, bo wszystkim się wydaje, że to jakiś
uroczysty dzien. Czyli żona najpierw puści w trąbę pół budżetu
domowego na jakąś kieckę, w której wygląda jak zwykle, czyli
jak w worku po nawozach sztucznych. Ale cena taka,że za to
można by żywić jeden powiat w Somalii przez kwartał. Ja się
wbijam w garnitur, bo europejska cywilizacja wymyśliła, że
mężczyzna wygląda dobrze, gdy wdzieje na siebie marynarę, co
pije pod pachami. Pod szyją zawiążę sobie kolorowy postronek.
I tak mam przewagę, bo prysnę na dziób jakąś wodę kolońską i
jazda, a małżonka kładzie sobie tapety tyle, że palec w to
wchodzi do pierwszego stawu, a daje rezultat mumii Tutenchamona
zaraz przed konserwacją. I zajmuje ze trzy godziny. Łazienka,
oczywiście, zajęta i wszyscy pozostali domownicy muszą siusiac
do zlewu. Wiadomo mamusia się szykuje na sylwestra.
U Witka ten sam zestaw ludzki, ale czasem trafia się coś
nowego, na czym można by oko zawiesić. Jak zwykle nic z tego
nie wyjdzie, bo chociaż Wituś ma dużą chałupę, to ryzyko za
duże. Zresztą każda kobitka jeszcze przed północą doprowadza
się do stanu, w którym wygląda tragicznie.
W tym dniu trzeba być radosnym jak młody pies, szczerzyć zęby
w uśmiechu i ruszać w tany, nawet jeśli ni pyty nie mam o tym
pojęcia. Zresztą nikt nie ma, za to wszyscy miotają się w
konwulsjach i po krótkim czasie cuchną, jak gdyby nie myli się
z tydzień. Baby w szczególności. Z facetami jest prostsza
sprawa, bo już koło jedenastej są pijani w sztok i bełkoczą
albo chcą przeleciec wszystko, na co trafią.
O północy trzeba obcałować wszystkie te oślinione i
śmierdzące wódą geby, obłudnie życząc wszystkiego najlepszego,
choć jedyne, o czym wtedy myślę, to żeby ich szlag trafił czym
prędzej. Potem sylwestrowa noc, banalna do bólu - rozmazane
makijaże kobitek (najlepszy tusz nie wytrzyma, gdy właścicielka
walnie buzia w sałatkę), śpiący pokotem faceci, jacyś zarzygani
klienci w kiblu. Norma.
Ja, oczywiście, nawalę się już przed północą, żeby uniknąć
konieczności potańcówek i dialogów z własną żoną, bo co jej
można nowego powiedzieć po 15 latach małżeństwa?
Trzeba tylko doczekać do rana,kiedy ruszą pierwsze autobusy,
bo zamówienie taksówki graniczy z cudem. Pijany i śmierdzący
autobus dowiezie nas jakoś do domu.
Można spać.
Przeżyłem.
Do siego roku."
optymistyczne nie ma co :/