booloo
24.01.05, 08:00
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2508154.html
Tomasz Michałowicz, Zgierz, współpraca Sławomir Kalwinek (TV Toya) 24-01-
2005, ostatnia aktualizacja 23-01-2005 18:58
Hektolitry toksycznych ścieków płyną z fabryki "króla żelatyny" Kazimierza
Grabka nielegalną rurą do lasu. Zakład Grabka powstał za pieniądze wyłudzone
z ... funduszu ochrony środowiska
Z hali produkcyjnej wychodzi kilkudziesięciometrowa rura. Kończy się w
pobliskim lesie, gdzie jak okiem sięgnąć rozlewa się ściek przykryty warstwą
białego tłuszczu. Oddychanie utrudniają opary kwasu solnego. Tak wygląda
otoczenie fabryki rodziny Grabków w podłódzkim Zgierzu.
Mówi Andrzej Jędrzejewski, były pracownik zakładu: - Odprowadzaliśmy ścieki
do lasu od marca 2004 r. W ściółkę poszło co najmniej kilkadziesiąt tysięcy
metrów sześciennych.
Rozpuszczanie kości zwierząt w kwasie solnym to część procesu wytwarzania
żelatyny. Według byłych pracowników Grabka próby uzyskania półproduktu
odpowiedniej jakości nie udawały się. Osiem gigantycznych zbiorników, każdy o
pojemności 80 tys. m sześc., błyskawicznie wypełniło się śmierdzącym i
zbędnym odpadem. - Gdy Grabek miał jeszcze pieniądze, wywoził ten ściek
cysternami. Gdy ich zabrakło, kazał nam zrobić rurę do lasu - zdradza
Krzysztof Pęczak, również były pracownik fabryki.
Leśnicy są przerażeni. - Ten las nie odrodzi się przez długi czas. Kwas solny
spali wszystkie elementy gleby. Warstwa tłuszczu uniemożliwi jej oddychanie.
Zginą potrzebne leśnym ekosystemie bakterie, grzyby i mchy - mówi dr Grażyna
Szołtyk z Instytutu Badawczego Leśnictwa w Warszawie.
Fabryka Grabka - formalnie zarejestrowana na jego córkę Annę, której jest
pełnomocnikiem - powstała za pieniądze Wojewódzkiego Funduszu Ochrony
Środowiska w Łodzi. W 2000 r. fundusz kierowany przez polityków SLD i PSL
przyznał Grabkowi 10 mln zł pożyczki. Ponieważ nie mogli dać pieniędzy na
prywatny biznes, jakim jest fabryka żelatyny, inwestycję nazwano "zakładem
utylizacji odpadów poubojowych". Po ujawnieniu afery przez media, w
tym "Gazetę", biznesmen nie dostał całej kwoty. Ostatecznie pożyczył 8,5 mln
zł. Pieniędzy nie oddał do dziś.
Jak to możliwe, że fabryka zbudowana za pieniądze funduszu ochrony środowiska
truje je?
- Przyznanie tej pożyczki od początku było błędem - przyznaje Robert Kozubal,
rzecznik WFOŚ. I dodaje: - Nasz zarząd podjął właśnie decyzję o rozpoczęciu
windykacji długu. Z odsetkami to już 13 mln zł.
Łódzka prokuratura postawiła byłym członkom zarządu funduszu zarzut karalnej
niegospodarności. - Chcemy wkrótce skierować do sądu akt oskarżenia -
informuje Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Zarzutów
nie ma ani Grabek, ani jego córka. Bo nie można pociągnąć ich do
odpowiedzialności za to, że dostali pożyczkę niezgodną ze statutem WFOŚ.
Zarzut polecenia niezgodnej z prawem inwestycji ma za to usunięty z SLD poseł
Andrzej Pęczak (obecnie w areszcie przy ul. Smutnej w Łodzi).
Próbowaliśmy porozmawiać z Anną Grabek i jej ojcem-pełnomocnikiem Kazimierzem
Grabkiem. W zgierskiej fabryce nie zastaliśmy "nikogo z szefów". Telefon w
sekretariacie nie odpowiadał; włączyła się automatyczna sekretarka.
Nagraliśmy pytania. Nikt nie oddzwonił.
Kariera Kazimierza Grabka
Kazimierz Grabek swoje żelatynowe imperium stworzył dzięki niezwykłej
przychylności kolejnych rządów. Najpierw gabinet Waldemara Pawlaka obłożył
import żelatyny specjalnymi opłatami. - Grabek był wszędzie i ciągle
opowiadał o swej żelatynie - pisał "Sztandar Młodych" w 1995 r. - Premiera
Pawlaka zagadywał w toalecie. Chodził za nim jak cień. Do wicepremiera
Kołodki podchodził kilka razy. Leszkowi Millerowi wręcz groził: "Jeżeli nie
wprowadzimy opłat, to 4 tys. ludzi w Puławach znajdzie się na bruku".
W 1998 r. rząd Jerzego Buzka zakazał importu żelatyny. Tłumaczył to chorobą
szalonych krów, choć żelatyna drobiowa czy wieprzowa nie zawiera zabójczych
prionów. Jak pisała "Gazeta", kiedy rząd uchwalał zakaz, ktoś podsunął
ministrom kartkę, że sprawę żelatyny należy rozpatrzyć na życzenie... Mariana
Krzaklewskiego.
54-letni Grabek budowę swojego imperium rozpoczął na początku lat 90. Założył
wtedy konsorcjum obejmujące fermy drobiu, zakład materiałów budowlanych,
fabrykę kleju i żelatyny koło Grójca oraz wytwórnię żelatyny w Puławach,
którą przeniósł do Zgierza.