p8
19.07.02, 18:58
Bywa nazywane alpagą, kwasem, kilerem, patykowym, mózgotrzepem lub wręcz
chateau de jabol. Jak by jednak poetycko tego specjału nie nazwać, na zawsze
zostanie tanim winem, ukochaną alternatywą dla tych, którzy nade wszystko
przedkładają zdumiewającą proporcje procentów alkoholu w napoju do jego
ceny. A wyznawców zasady;a ja wolę dwa jabole...; nadal nie brak...
Chociaż słabszy od wódki zaledwie dwa i pół raza, kosztuje niemal siedem
razy taniej niż najpodlejsza berbelucha. Nawet półlitrowe bywa droższe od
trzech czwartych litra patykiem pisanego, które kupić można w Łodzi już za
2,90 (najtańsze na jakie natrafiliśmy), 3 lub 3,40 zł.
16-woltowy Dziadunio
Stukniesz takie dwa i masz już humor jak po ćwiartce gorzały przekonuje
osobnik przedstawiający się jako Kazik. Choć dopiero popołudnie raczą się z
kolegą Winkiem dziadunia na ławce w śródmiejskim parku. Smak ma, aromat też
niczego, a zresztą co za różnica? Tanie jest, to się pije.
Przy sklepowej ladzie mózgi koneserów alpagi pracują jak kalkulatory.
Mocny browar ma najwyżej jakieś 8 procent, a kosztuje tak koło 3 złotych.
Dziadunio za 3,40 zł ma do 16 woltów, to nad czym się zastanawiać?; peroruje
Kazik. Ano, nie ma nad czym.
Wszystko co mocne i tanie ma wzięcie. Ostatnio winka przegrywają trochę z
nalewkami robionymi na spirytusie. Klienci mówią, że mocniejsze, a różnica w
cenie niewielka 1,50 zł mówi sprzedawczyni ze sklepu na głośnej z
alkoholowych tradycji ul. Wschodniej. Zresztą, co tam wina... U mnie nadal
denaturat dobrze się sprzedaje. Flaszka jagodzianki na kościach i butelka
wody mineralnej mam stałych klientów na taki zestaw.
Kilkadziesiąt metrów dalej, w sklepie sprzedającym alkohol przez okrągłą
dobę, najtańsze wina i nalewki zajmują kilka półek.
W piątek i sobotę schodzi tego najwięcej. Ruch zaczyna się po osiemnastej i
trwa przez całą noc. O czwartej, piątej nad ranem też kupują mówi Wielisława
Sęk ze sklepu na rogu ul. Wschodniej i Pomorskiej.Teraz i tak sprzedajemy
najwyżej 2 - 3 skrzynki dziennie. Jeszcze dwa lata temu bywało, że na dobę
szło nawet po 30! W każdej 12 butelek.
Kto to pije?
Nietrudno się domyślić, że głównie ci, których na bardziej wykwintne trunki
nie stać, a cenią sobie ten pałer(czyli moc) drzemiący w jabolach. Tacy, co
to widać na pierwszy rzut oka, że już niejedną flaszkę w życiu opróżnili.
Mają jednak alpagi także grono młodszych wielbicieli.
Szczególnie na prowincji, gdzie spożycie najtańszych win wciąż jeszcze ma
się dobrze. Wystarczy wspomnieć Arizonę; wino i głośny film dokumentalny o
tym tytule, ukazujący popegeerowską wieś, gdzie trunek o tej szlachetnej
nazwie spożywano w ilościach wręcz hurtowych. Arizona stała się dzięki niemu
tak sławna, że weszła do potocznego słownika jako synonim taniego wina.
Na wszystkich etykietach win prostych można znaleźć oznaczenie PN z serią
następujących po nim cyferek. Oznacza to, iż trunek wyprodukowano w zgodzie
z odpowiednią Polską Normą (a przynajmniej tak oświadcza producent), co ma
być gwarancją jakości. Teoretycznie przeciętny jabol zagrożenia dla zdrowia
nie stanowi, o ile użycie tego sformułowania w odniesieniu do alkoholu ma w
ogóle rację bytu... Jak jest naprawdę? Do końca nie wiadomo.
Łódzka Państwowa Inspekcja Handlowa badała niegdyś wina, ale nie były to
takie najpospolitsze; jak mówi Barbara Banasiak, zastępca kierownika działu
kontroli jakości.
Producenci ze swej strony zapewniają, że nawet w najtańszym winku nic
trującego nie ma. Nietrudno się jednak domyślić, że by alpaga; mogła
kosztować zaledwie 3 - 3,40 zł, składniki użyte do jej produkcji muszą być
najtańsze, a zatem co najwyżej lichej jakości.
Dłuższe rozwodzenie się nad tym tematem jest i tak zresztą pozbawione sensu,
bo z pewnością nie jakości, smaku czy aromatu poszukują koneserzy win a la
patique. Potoczne nazwy mózgotłuk i gleborzut najlepiej oddają oczekiwania
konsumentów.
Bełt o stu imionach
Osobnym zagadnieniem na marginesie tematu tanich win jest... przaśny humor
ich etykiet. Jeszcze niedawno wytwórcy wręcz prześcigali się w obmyślaniu
naklejek na butelki, które przyciągnęłyby oko nabywców. Stąd właśnie tak
wiele skąpo ubranych pań zdobiło niegdyś flaszki z kwasami. W niektórych
regionach Polski sławne było (a może i wciąż jest) wino Maryś, na którego
etykiecie króluje obfity biust jakiejś brunetki. Inni poszli w atrakcyjne
dla swoich konsumentów skojarzenia.
Tak zrodziła się alpaga o nazwie... Alpaga (i to nawet w dwóch odmianach:
bramowa i parkowa) i patykiem pisane wino Patyk. Znane są również: Odlot,
Rambo, Paloma, Byk, Tur, Granat, Sen sołtysa, Kochanica dziedzica i Duma
PGR. Nie tak dawno głośno było też o jabłkowym winie Lenin produkowanym w
okolicach Łodzi.
Ostatnio jednak o oryginalność trudno. Na półkach łódzkich sklepów królują:
Cherry, Wiśniówka i Orzech mocny&.
Coraz popularniejsze nalewki nazwy mają bardziej niż niewymyślne:Czarna
porzeczka kujawska, Cytrynówka& itp. Ponad tę przeciętność wybijają się co
najwyżej wspomniane Winko dziadunia oraz Goliat, Serenada i Etiuda.
Jako ciekawostkę należy odnotować również fakt istnienia w Internecie całych
portali tematycznych poświęconych tanim winom. Są tam katalogi co
pikantniejszych etykietek, recenzje trunków(!) a nawet poradniki traktujące
o różnych metodach spożycia napoju...
Kultura picia alkoholu ponoć w Polsce rośnie. Dane statystyczne dowodzą, że
spożycie czystych alkoholi spada na korzyść chociażby piwa, które w
społeczeństwie coraz częściej kojarzy się z pubem niż z menelami pod budką.
Statystyka ponoć nie kłamie, ale... Faktem jest też, że tanie wina i
landrynkowate nalewki wciąż mają duże grono wielbicieli, którzy generalnie
wizję zamroczenia alkoholowego przedkładają nad wszelkie pogadanki o
szkodliwości spożywania alkoholu.
Tańsze niż niektóre piwa, a prawie dwa razy więcej i co najmniej dwa razy
mocniejsze dla konsumentów tanich win to ich główne atuty.
żródło - "Express Ilustrowany"