Gość: Asia
IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl
17.09.01, 01:09
Studiując (zaocznie) na Uniwersytecie Łódzkim (Wydział Ekonomiczno-
Socjologiczny), bez przerwy słyszę narzekania na permanentny brak pieniędzy na
wszystko. Jakiś czas temu wykładowcy opowiadali nam, że nakazano im oszczędzać
wszystko (łącznie z papierem do pisania i prądem). Zastanawialiśmy się nawet co
się dzieje z-niemałymi przecież-pieniędzmi, które na początku każdego semestru
wpłacamy do kasy uczelni. Sprawa się wyjaśniła. Uczelnia zafundowała sobie
pięęękny parking (ul. Rewolucji i POW) z bramą na pilota. Rzecz może byłaby do
przełknięcia, w końcu każdy wydaje swoje pieniądze jak chce. Problem tylko w
tym, że rzeczony parking to przybytek wyłącznie dla wykładowców. Pozbawiono nas-
studentów jedynego skrawka ziemi, gdzie można było zostawić samochód i naprawdę
trudno mi sobie wyobrazić co się będzie działo teraz w weekendy przed
zajęciami, gdy wszyscy ściągają pod uczelnię o jednej porze i gdzie już
dotychczas były ogromne problemy z upolowaniem jakiegoś wolnego miejsca. To
strasznie irytująca polityka władz Uniwersytetu, bo w końcu
gdyby nie studenci, to owi uprzywilejowani wykładowcy w ogóle nie mieliby po co
na uczelnię przyjeżdżać. Ale w końcu cóż to za argument? Mamy przecież piękny
parking a studenci niech sobie radzą.