leslaw_m
14.11.05, 00:30
każdemu wyborcy braci praworządnych i sprwaiedliwych,który jeszcze nie ma
ciężkiego kaca
2004-05-20
"Gazeta Polska": Samoobrona - tajna broń WSI
Chociaż szefem Wojskowych Służb Informacyjnych jest człowiek prezydenta
Aleksandra Kwaśniewskiego - Marek Dukaczewski, to niemal wszyscy nasi
rozmówcy, wywodzący się ze służb specjalnych III RP uważają, że ani
prezydent, ani rząd nie kontrolują tego, co dzieje się w WSI. Eksperci nie
mają wątpliwości: WSI wywierają wpływ na polityków, a ostatnio bardzo ważne
dla wojskowych służb stały się wpływy w Samoobronie.
Spośród partii, które mają szansę wygrać przyszłe wybory, tylko Samoobrona
opowiada się za pozostawieniem wojskowych służb w obecnej formie.
Wojskowe Służby Informacyjne powstały w 1991 r., z połączenia wywiadu i
kontrwywiadu wojskowego. Oficerów nie poddano nigdy żadnej weryfikacji. WSI
stanowią nietykalne państwo w państwie, choć przynajmniej trzy afery -
współudział w FOZZ, nielegalny handel bronią i wyłapanie w ich szeregach
kilku szpiegów Moskwy - kwalifikowały je do rozwiązania.
Były szef UOP Zbigniew Nowek uważa, że wszelkie zmiany w WSI to przetasowania
w rodzinie. W zależności od konstelacji politycznej na stanowiskach
wymieniali się ludzie blisko ze sobą współpracujący i mający podobne
interesy. Przed wyborami posłowie SLD zapewniali, że chcą połączyć wywiad
cywilny z wojskowym. Jednak w trakcie prac nad ustawą o WSI, Sojusz zmienił
zdanie.
Ogromny i niedoceniany przez obserwatorów udział w zachowaniu potęgi WSI
miała Samoobrona. Dwaj posłowie tego ugrupowania - Andrzej Grzesik i Zbigniew
Dziewulski, referując stanowisko klubu, wsparli rządową wersję ustawy o WSI,
która zachowywała obecną pozycję wojskowych służb. Poseł Andrzej Grzesik
argumentował: - Oceniamy, iż zaproponowana w projekcie ustawy instytucjonalna
jedność służb wywiadu i kontrwywiadu wojskowego jest rozwiązaniem optymalnym,
wynikającym z faktycznie realizowanych obecnie przez WSI zadań, w tym
sojuszniczych, oraz ich roli w systemie ochronnym państwa. (...)
Pod dyktando służb
Według naszych informatorów, współpraca SLD i Samoobrony we wspomnianej
sprawie nie była incydentem.
Były wysoko postawiony oficer UOP mówi wprost: - To oficerowie WSI
organizowali bezpośrednie spotkania szefa SLD, Leszka Millera z szefem
Samoobrony, Andrzejem Lepperem. Spotkania te miały miejsce jeszcze przed
objęciem władzy przez SLD.
Poseł Konstanty Miodowicz (PO), członek sejmowej komisji ds. służb
specjalnych uważa, że styl wystąpień parlamentarzystów Samoobrony zdradza coś
więcej niż tylko układ zawarty z SLD. Jego zdaniem opinia Samoobrony,
wygłoszona podczas debaty nad losami WSI sprawiała wręcz wrażenie "materiału
wytworzonego przez służby specjalne". Chodziło między innymi o specyficzny
żargon.
Doradcą Samoobrony w czasie prac nad ustawą był Marek Mackiewicz. W niedawnym
tekście w "Rzeczpospolitej" na temat WSI, Mackiewicz występuje jako były szef
kontrwywiadu wojskowego.
Konstanty Miodowicz tak wspomina udział Mackiewicza w powstawaniu ustawy o
WSI:
- Mackiewicz kilkakrotnie występował na forum sejmowej komisji służb
specjalnych. Nie ukrywał swoich związków z Samoobroną. Zdaniem Miodowicza,
Mackiewicz nie jest wyjątkiem w Samoobronie. Znalazło się tam sporo osób
związanych z PRL-owskimi służbami specjalnymi, w tym ze służbami wojskowymi.
Sprawa ustawy to nie jedyny przykład działań partii Leppera zbieżnych z
interesami WSI. Zbigniew Wassermann pamięta, jak Samoobrona próbowała
forsować na eksperta sejmowej komisji ds. służb specjalnych Kazimierza
Głowackiego - w połowie lat 90. szefa WSI.
O WSI rozmawialiśmy z Andrzejem Lepperem. Powiedział, że służb nie należy
likwidować - najwyżej zreformować. Przyznał, że Samoobrona korzysta z różnego
typu doradców, w tym również związanych z WSI: - Liczy się to, co potrafią, a
jeśli w przeszłości popełnili jakieś błędy, to należy ich rozliczyć z tego,
co robili, a nie z tego, gdzie byli.
Były wysoki oficer UOP: - Jeden z najbardziej znanych w Polsce biznesmenów o
inicjałach "KG", znajdujących się w otoczeniu Andrzeja Leppera, to były
współpracownik wojskowych służb specjalnych PRL. Lepper atakuje wrogów byłego
szefa WSI.
Wokół Leppera kręci się także Konstanty Malejczyk, w latach 1994-96 szef WSI,
zamieszany w aferę związaną z nielegalnym handlem bronią. Malejczyk w wojsku
związany był z generałem Tadeuszem Wileckim, który współpracował blisko z
Mieczysławem Wachowskim (dziś związany z Samoobroną) i prezydentem Lechem
Wałęsą. Wilecki i Malejczyk należeli w 1994 r. do inicjatorów tzw. "obiadu
drawskiego", podczas którego generałowie wypowiedzieli posłuszeństwo
ministrowi obrony narodowej, Piotrowi Kołodziejczykowi. Jednym z celów tej
grupy było wyjęcie WSI spod władzy ministra obrony narodowej i
podporządkowanie jej szefowi Sztabu Generalnego.
Po przemówieniu sejmowym, w którym Andrzej Lepper zarzucił korupcję wielu
politykom, tygodnik "Przegląd" zwrócił uwagę na fakt, że lider Samoobrony
atakuje przeciwników Wileckiego i Malejczyka. Obu wojskowych z funkcji
odwołał premier Włodzimierz Cimoszewicz.
Według "Przeglądu" w konflikcie z Wileckim i Malejczykiem był też Jerzy
Szmajdziński, wtedy szef komisji obrony narodowej, bo wbrew generałom
opowiedział się za cywilną kontrolą nad armią. Gdy w otoczeniu Leppera
pojawił się Malejczyk, Szmajdziński i Cimoszewicz stali się obiektem
najostrzejszych ataków Leppera.
W jego książce z 1993 r. odnaleźliśmy postulaty bliskie generałom: "Minister
obrony narodowej powinien mieć kwalifikacje wojskowe, natomiast powinien być
wspierany przez grono specjalistów cywilnych różnych dziedzin".
W 2000 r. Wilecki wraz z Samoobroną stworzył na wybory prezydenckie Blok
Ludowo-Narodowy. Sojusz się rozpadł, bo do wyborów wystartował zarówno były
szef sztabu, jak i szef Samoobrony.
Zielone mundurki
W Samoobronie - zarówno w jej warszawskiej centrali, jak i w terenie - roi
się od wojskowych. Były rzecznik partii Krzysztof Socha był oficerem
politycznym - pułkownikiem LWP. Generał Zenon Poznański, dziś jeden z
najbliższych doradców Andrzeja Leppera, opowiadał na
łamach "Rzeczpospolitej", jak to na polowaniu koledzy generałowie chwalili go
za związanie się z Samoobroną. Odszedł z armii na znak protestu przeciwko
zmianom wprowadzonym po "okrągłym stole". Gdy koalicja SLD-PSL rządziła w
latach 1993-97, został - mimo protestów opozycji - mianowany szefem Obrony
Cywilnej. W ostatnich latach doradzał SLD. W Rzeszowie radnym z listy
Samoobrony został Janusz Chara, były szef I Batalionu Strzelców
Podhalańskich, którego wojskowa kariera załamała się w 1996 roku. Prokuratura
wojskowa oskarżyła go wtedy o pobicie zastępcy. Sąd wojskowy uznał go winnym
i zakazał pełnienia funkcji dowódczych przez 10 miesięcy.
Samoobrona strzela do grubego zwierza
Oprócz wojskowych w Samoobronie roi się od myśliwych. Jak pisaliśmy, w
stworzeniu Samoobrony duży udział mieli ludzie z Polskiego Związku
Łowieckiego - organizacji, skupiającej w PRL głównie partyjnych prominentów.
PZŁ, według "Rzeczpospolitej", był w znacznym stopniu kontrolowany przez
wojskowe służby, które czerpały zyski z dewizowych polowań. Dziś w sejmie
działa Parlamentarny Zespół Myśliwych i Sympatyków Łowiectwa. Na 76 członków
zespołu, 52 to obecni i byli parlamentarzyści Samoobrony.
Polowania były nie tylko dogodnym miejscem spotkań oficerów i agentury, ale
także - werbunku.
Tymiński się wyprowadza, wprowadza się Lepper
Nasi informatorzy uważają, że pomysł WSI, by ugrać swoje przy pomocy
radykalnych partii populistycznych, takich jak Samoobrona, ma historię tak
starą jak III RP.
- Były szef MSW Andrzej Milczanowski mówił mi wprost, że Tymiński i partia X
to był pomysł WSI, wskazywał nawet konkretnych ludzi, którzy tę operację
organizowali - wspomina Jarosław K