yavorius
15.11.02, 15:05
Przez trzy tygodnie w Fabryce czekałem na opublikowanie mojego surretonu.
Redakcja miała pięć tekstów do wyboru. Oto jeden z nich, proszę o jego
ocenę. Nie został zakwalifikowany, bo "zbyt smutny".
MÓWCA UMARŁYCH
Zebraliśmy się, aby uczcić Jego pamięć. Opowiem wam o nim. Urodzony jak
każdy z nas, w Mielcu, od was różnił się tym, że był bardziej wrażliwy i
czuł mocniej. Wiedzieliście o tym i postanowiliście uprzykrzyć mu życie
przez złośliwości i wytykanie palcami. Już wtedy coś w nim pękło.
Kiedy otrzymał przeniesienie, płakał ze szczęścia, a wy się dziwiliście.
Łódź? – pytaliście, pukając się w czoło – On nie podoła... Nieistotne, czy
podołam – mówił – Ważne, że opuszczam to przeklęte miejsce. W Łodzi znalazł
pracę, był pracownikiem nr 1603b. Praca była znośna, o ile nie pojawiali się
faceci w mundurach; wtedy on – nie wiedzieć czemu, stawał się celem ataku
innych. Ludzie pakowali mu w usta jakieś papiery. Co prawda wypluwał je od
razu, ale miał alergię i czuł się coraz gorzej. I tak było każdego dnia.
Zaprzyjaźnił się, a wkrótce zakochał w pracownicy nr 2711c. Opowiadał jej o
życiu w Mielcu, o tym, że z każdym dniem czuje się coraz gorzej, a ona
mówiła: „Słuchaj, ja cię kocham i nie mogę patrzeć na to, jak cierpisz”.
Oboje jednak wiedzieli, że nie mogą nic z tym zrobić.
I w końcu nadszedł ten dzień. Kilku kibiców zaczęło się nad nim znęcać. Nie
dość, że zapchali jego gardło vlepkami, to jeszcze zakleili usta kolejną
vlepką. Nie mogąc sobie poradzić, w końcu zwymiotował. To był koniec.
Pamiętajcie o tym, kiedy postanowicie podokuczać któremuś z was. Wasze
zachowanie zaowocowało jego przeniesieniem do Łodzi, a wszyscy wiecie, że
tam kasowniki mają bardzo ciężko...