zamek
07.12.02, 00:03
Przeciwnicy surrealu niech... czytają dalej, bo to nie
surreal ;)
Był sobie dzisiaj u nas na uczelni koncert muzyki
klawesynowej. Koncert odbywał się w niewielkiej salce
na parterze, której okna wychodzą na al. 1 Maja. Za
oknem jest parkan, który właśnie przechodzi gruntowny
remont.
Klawesyn - jak wiecie - to brzękadełko dość cichutkie.
Tymczasem zza okna dochodziło dojmujące WRRRRR....,
ŁUP! ŁUP! ŁUP!, ŁUBUDU!! czyli wszystkie odgłosy
demontażu płotu, niekiedy głośniejsze niż same utwory.
Publiczność trochę się podśmiewała, trochę wierciła na
miejscach; wykonawcy nawet usiłowali odczekać, aby
utrafić w pauzę robotników. Najbardziej wkurzał się
dźwiękowiec, który ma z pewnością skopane nagranie.
Postanowiliśmy tedy z szefem katedry, że w przerwie
między utworami trzeba salę nieco wyciszyć. Mamy w
oknach ciężkie drewniane rolety na parcianych taśmach,
pamiętające jeszcze chyba Poznańskiego. Przy którychś
tam oklaskach zahaczyłem tedy technicznego, który stał
pod salą, aby pomógł mi spuścić rolety. Poszliśmy razem
- on do jednego okna, ja do drugiego. Odwiązałem supeł
i... zanim uświadomiełm sobie co się dzieje, roleta
zjechała już prawie do dołu okna z zaskakującą
prędkością. Piekący ból w ręce, bąbel, obrzęk tudzież
wszelkie inne przyjemności w efekcie...
Oparzyłem się taśmą od rolety ;)
Macie podobne doświadczenia?
Pozdrawiam :)