neochuan scyklu: myśli i bezmyślnoości neołochuana: 13.01.04, 15:41 przedłużanie marchewki w nieskończoność koniecznie spowoduje powstanie kija Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Zimowa Szprotka 13.01.04, 22:59 Zimowa Szprotka jest panią na Julianowskich włościach - ponoć pełna jest ciepłego majestatu - nosi dzianinki w norweskie wzorki i zajada się słodkim kisielkiem w kubeczku z Prosiackiem. Zimowa Szprotka bardziej dba o to, by ładnie pachnieć, a włosy splata w myszowatopoetycki warkocz. Zimowa Szprotka lubi się przytulać i mówić dobre rzeczy innym. Zimowa Szprotka przykrywa w nocy nosek polarem i pozwala Kocie spać w szafie. Zimowa Szprotka przepłasza mróz pomarańczową lampką i spaniem do późna. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota A tak serio, to... 13.01.04, 23:03 Skądinąd. Mam wrażenie nieodparte jak ściana w igloo, że łódzki surreal przeżywał swoje epoki. Tak na ten przykład a inny początek, że walka, by trwał, Aarda, Yavoriusa i Eyemakka a chwilowych PanówBoziów i Yaaów tudzież Zamków. Zaś potem epoka letnia (a pamiętamy, że historyczny post późnomarcowym był) z Aricem i Cruachem, każden inaczej, a obaj tak, że dotychczas sięgam i oczom wierzę, choć z trudem być może to i intelektualnym plateau, na pewno. Moją stałką jesień się zaczęła i nie tyle od swojego ogoniastego kadłubka kolejną epokę mierzę, co od ściągnięcia na surre Pijawa (nie kryję sentymentu do surrealisty, co choć chwilowo, ale na mymłonie i pojedynczej brodawce był karmion), a w zasadzie potrójnego desantu, bo ówczesnego DosMollendosa pominąć byłoby wtopą jak stąd do czterech kotków przez bajeczne uszy, Stasiu. Na zimę zaś, z burz forumowych i czasów niespokojnych podfornie niesfornie poszlimy do Rezerwatu, by w ciemnościach polarnych WNa nawiązać, co przyrasta, widać, że wolniej, nie chcąc wartościować dopowiem, że jednak treściwiej i gdy(by) Neochuan zasuponował Naukę o Mrówkach Neosurre, wybór byłby jak pomiędzy sikaniem na stojąco a wielokrotnym orgazmem: I want it all and I want it now!, co nie zmienia, a wręcz przeciwnie, uwypukla, mrau, fakt, że jest inaczej permanentnie. Zasiliły się wreszcie szeregi kobiet: Lavinka ze swoim czasem jak guma do żucia (aplauz), Ileana (aplauz), Hanya(aplauz) czy Maginiak (aplauz). Sporadycznie takoż Lea tudzież Keltoi (aplauz). Dziad Borowy i Med_Max wreszcie zaczęli pisać na wątku! Trudniej tu określić jakąś epokę, choć bezdyskusyjna jest nakreślona Aardowską ręką linia Maginiaka i mniej wyraźny powrót (a ponowne zniknięcie) Cruacha. Takoż i Lavinkowe rozważania jakąś cezurę stanowią. Niestetyż, również Yavorius nam znikł, a duch jego krążyć będzie, dopóki nie zarchiwizowany. Jest pisacieli WNowych więcej a różnorodniej i trudniej mówić o podziałach, jakie rok temu przed oczami nam stały, że co my to nie glazura, a kto nie schiz z nami, ten HuBrzeciwko nam. Tak nam Światak dopomóż, co piątek! Odpowiedz Link Zgłoś
ktul.shystalker A tak serio, to ser 14.01.04, 08:36 szprota napisała o: > intelektualnym plateau, na pewno i HuBardzo dobrze, że napisała, ale ja(za e-ncyklopedią Onetu) nie rozumiem: PLATEAU - rodzaj surra produkowanego z mleka krowiego, głównie w Belgii. Zaliczany do surrów dojrzewających, podpuszczkowych, półtwardych lub miękkich. Smak delikatnie pik-Antny. To dobrze czy źle? Czuję, że ktoś tu kogoś puszczka w malinki, półtwarde maliniaki, ten tego, plateau mi rośne, więc kończę (lecz ser trzymam, wszystkim się zdawało, że coś jeszcze opiszę, a tu, ech, opsało.) śmiejąc się (jak) głupi do surra, uzdrawiam serdecznie Sir Ktul Shystalker Odpowiedz Link Zgłoś
szprota WątHa!my ser? 14.01.04, 16:13 Ja lubię blogie zakamary:) Dziś w tramwaju opadła mnie wizja gór i powrotu knura (czy władcą gór była wilczyca? czy Vlana? od tamtej pory zaręczam się uroborosem) One! ta k ja nie skomentuję, czemu napisałam z utopią, a nie wpuścili posta, tak się konkurencji boją? a było lepsze forum założyć! Natenczas wydam odgłos z sukni plugawej. Odpowiedz Link Zgłoś
ktul.shystalker Słuchamy, słuchamy, plik midi, mini, mici 15.01.04, 08:44 szprota napisała: > Ja lubię blogie zakamary:) > Dziś w tramwaju opadła mnie wizja gór i powrotu knura (czy władcą gór była > wilczyca? czy Vlana? od tamtej pory zaręczam się uroborosem) > One! ta k ja nie skomentuję, czemu napisałam z utopią, a nie wpuścili posta, > tak się konkurencji boją? a było lepsze forum założyć! > Natenczas wydam odgłos z sukni plugawej. Powrót knura? 1. W pogrocie króla gór było echo, i szło to tak: papapapa papa-pam! papa-pam! papa-pam! papapapapapa-pam pa|papa papa-pam (dalej dopapa speckomandor Zamek :) 2. W krocie króla gór zawsze celował smok, bo smoki są łase na krocie. 3. W krocze króla gór nie zaglądałem, a wstyd, a wstyd. 4. Do wrotów króla knur zawsze łatwo się dostać. Ale gorzej toto wrotworzyć. Stukanie laską nic nie daje. "Powiedz przyjacielu i w Andź". W oryginale coś o mellonach było. Nie wiem dokładnie: bo nie czytałem. 4. A z Vlana najmilsza mi Plana dni, niezłudzona: bo nie czytałem. Ale jazz Vlan Borys godowy był tworzyć, owszem, Panu Godu nów a diabłu gównarek. 5. Oneta rymuje się ze słowem na mi, którego socjologowie nie, ale ja o encykli a nie o forum, nie zaprzeczy nikt że ser to ser (no co, Freudowi się wszystko z kozetą kojarzyło. kozety z czasu złudzeń: bo nie czytałem, taki ze mnie nędznik) 6. Jak ja mmmmlubię zakamary sukni...a plugawych zwłaszcza! Jak tak, to na tym się skummmpię :)) Podpisano: Seer Gynt Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Volga, Volga Jasnowidząca... 15.01.04, 11:42 ktul.shystalker między innymi równie dobrymi napisał: 4. A z Vlana najmilsza mi Plana dni, niezłudzona: bo nie czytałem. A nie wierzę! A bo wiem, że masz i to w tem wydaniu, com sama jak własny ogon! (czy Szprotka ma ogon, spytacie, ma, odpowiem, z niebieską kokardką) A jak masz, to jak to, że nie czytasz? PS OKi, a ja mam, to przeczytam, tych siedemnaście mgnień. Odpowiedz Link Zgłoś
ktul.shystalker Oka Oka Szyroka (ze zdumkinia) 15.01.04, 13:27 szprota napisała: > A jak masz, to jak to, że nie czytasz? A gdzieś Ty widziała Vlana u ktulogokolwiek mnie ?8-? Możeż toś Ty miała w sakwojażyku? Poza tym podejście u Ciebie kozackie: "widzę Lacha, to go zetnę!" Lecz niech sobie Lach pochodzi po świecie! Analogia: Książka niech sobie poleży. Na co ją od razu czytać? > PS OKi, a ja mam, to przeczytam, tych siedemnaście mgnień. Jejbohuny!! A skąd masz <a href="forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? f=63&w=1397610&a=2862907"> Czytaj, czytaj, książka niech nie leży!! ścinać Lacha natychmiast! co sę bedzie chodził!! Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Pust' mnie tak na Bracką, raz jeszcze pytam? 16.01.04, 23:33 > A gdzieś Ty widziała Vlana u ktulogokolwiek mnie ?8-? Tamoj hałdy powarkują, że nadmienię. Tam dąb w rów kimie chmurność w głąb flaszy a w kilcie równie mądry. Tam my słowice dyrdymały do późna, a tyś jeszcze dłużej. Dalej...? Dwojako: Vlana Władcą Gór, a pierścien zielony, z Uroborosem. Viana pianę dni wiadomą, wyd. 1993 (po lewej półka, stojąc od drzwi) >Jejbohuny!! A skąd masz ? Nie znaju, smatriu, stoit, widać ją tylko z mojego tapczana pod kątem Koty na półeczce. Odpowiedz Link Zgłoś
ktul.shystalker Aaah xplanations accepted, Captain Schproota :)) 17.01.04, 11:53 szprota napisała: > Viana pianę dni wiadomą, wyd. 1993 (po lewej półka, stojąc od drzwi) Po lewej półki należą do wyznawcy Jedi, czyli do Małej Mi. To ona ma Vlana. Ja mam lektury po prawej stronie, Sithowej, od drzwi. Gdzie np. Sztyrlic. A po środku jest barek :) (Tu wspominam o Aardzie i złoszczę się, że w TokFM nic nie słyszę, w temacie.) Docieniając cienną stronę Mocy (spirit vat 69), pozdrawiam Vlan Polownik Drankula Odpowiedz Link Zgłoś
zamek I nie usłyszysz, a pies jechał TokFM 17.01.04, 13:46 Byli szczególi na Utopii i tam stoi jako byk, że się TokFM nadął, wypiął i wydał odgłos, na który czekali wszyscy radiosłuchacze. W każdym razie relacji nie będzie z powodów zbliżonych do rabunkowego kataplazmu, pardon, kapilaryzmu. "Po podwórzu biegał pies I popuszczał H2S!" Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Ano właśnie! Właśnie! 17.01.04, 20:17 A co z ciebie za surrealist jeden, że Utopii nie czytasz? Zaległości nie nadrabiasz? No ninjajszym! Na <a href="https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=9919960&a=10040181">RU</a> marsz! PS No to jakże to tak? To Małej Mi knig nie czytasz?;) PS2 Gdybym miała wszystko, co w biblioteczce, nie 17 ani 27 by nie stało, ze względu na kolekcję z Tygrysem. Odpowiedz Link Zgłoś
ktul.shystalker Ano błaźnię! Błaźnię! 19.01.04, 09:06 szprota napisała: > A co z ciebie za surrealist jeden, że Utopii nie czytasz? A czytam, czytam bo inaczej jak bym wpadł, że akurat Tok FM a nie Pies FM? Że nieuważnie czytam, to wina kawy, co nie dość szeroko oczy otwiera. Pokutę za nieuważność odrobiłem wczoraj - słuchałem bite ileś tam, jak i co zastawiać i podstawiać i gdzie, żeby kot nie robił kaka, i czy jak się spiłuje pazury, to z którego piętra puszczony zdoła się obrócić, co mnie akurat ww. kaka interesuje. A potem jeszcze zapodali o Niemenie :( - i wtedy wyłączyłem. Aard, jak wróci, niech powie, co w piątek robił. Bo wtedy akurat w Katowicach rozwarto nową pubostaurację: Surrealistyczna ona jest w wystroju, i zamiarze, i ha, i ha! Fakty te (gdzie Aard, gdzie Surreastauracja) moga być mistycznie splątane. > PS No to jakże to tak? To Małej Mi knig nie czytasz?;) To się nazywa rozdzielność majątku umysłowego. A sz(cz)erzej: ja własnych nie czytam. Co do Viana zaś, pytam wczoraj Małą Mi, o czym to. A ona, że nie wie, bo chyba nudne. A ja: a coś Viana innego ma? A ona, że coś o Trawie. A ja: a o czym? A ona: że nie wiadomo. A ja: skoro takie nudne, to czemu ma? A ona: że nie wiadomo. A ja (rozpaczliwie): ale może jest co Viana ciekawego jednak? A Mała Mi, że owszem, ale nie jako Borys, ale pod pseudo, i szpera. I znajduje, i patrzę ja: Vernon Sullivan. Ale to nie pseudo, tylko autor, a Vian tłuamczył. A Sullivana to akurat ja Małej Mi podarowałem dawno. Ale o czym to, nie pamiętam też: momenty chyba były. Jednym zdaniem: krucho u nas z czasem, pamięcią i porcelaną. > PS2 Gdybym miała wszystko, co w biblioteczce, nie 17 ani 27 by nie stało, ze > względu na kolekcję z Tygrysem. Moja kolekcja z Tygrysem, w dwie skrzynie na ziemniaki pomierzona, wywieziona na kumalaturę została ileśnaście lat temu. Czego żal, ale jakoby nie żal. Tudzież na kumalaturę sto ileś komiksów PRL'owskich, wszystkie Zbiki, Podziemne fronty, specwydania - ale to bez mojej wiedzy wywiezione! Czego żal. Oraz ze trzysta winylianów wywiezione na śmietnik, bo jakem się przeprowadzał, to musiałem bagaż ograniczac. A wśród winylian były takie rzeczy że głuchy by się nawrócił.p. Niemena opolska oryginałka z auto, ten tego, grafem. Tego to dopiero żal :( Drugim zatem zdaniem: poza tym krucho z umem. Ale rokuję poprawę, twierdzą ci w białych kiltach. Podpisano: Głuszec rokujący Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Ano drzaźnię! drzaźnię! 19.01.04, 14:04 Zafufane fófniarstwo drzaźnię, siedzące obok w kafejce i używające, szywające szczwanych słów, co to ja w ich wieku miałam bezsenne noce z powody cholery, ech. Że nadmienię tylko, że Viana przyjemnie i nienudno, choć może nieznośnie lekko, ale za to surrealnie. Ale jeśli z czasem nie chce się ustać jak piszesz, nie nalegam, innym lekturom bardziej warto go poświęcać choćby i w drodze rezygnacji. ( z umem u cię defaultowo, czyli jak zwykle: Szprocia na palce klawiaturniane się wspina, by choc czubek buta obejrzeć. Ale Żbików szkoda, choć Polcha nie lubię) Odpowiedz Link Zgłoś
zsazsa Re: Volga Jasnowidząca... 24.03.04, 09:52 Czego trzeba w sobie, żeby błądzić. Órtógróficzne. Myślowo, myślę, też. Coś mnie naszło, femantycznie. --- Prawdziwy pas cnoty ślusarza się nie boi Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Re: A tak serio, to...ohoho! 14.01.04, 17:52 u-uggh! sztrt, a bżdźiźme krawieko! urompepompe kork. hra! chuan neochuan 8*-) Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Stan: 13.01.04, 23:07 Nie wiem: być może wszystko zaczęło się od bosej stopy na szkle. Czuję: wydmuszka. Mam: ciągłe poczucie daremności usiłowań. Wydaje mi się: ślady krwi są żenująco melodramatyczne niezależnie od ich faktycznej szczerości i nawet cicha śmierć dziecka z wyrazem zdziwienia w wyłupionych oczach sugeruje wyrachowany akt kreacji. Odpowiadam: nie ma gniewu przy poczuciu wyższości. Dodaję: histeryczna jest zmysłowość apriorycznie bolesna i żałosna w swej zdeterminowanej frustracji. Myślę: co we mnie kwili, skoro nie ma zgody nawet na zapach spoconych palców? Odnajduję: dziecko, co przywykło do pieszczot i spowszedniały gwiazdkowe prezenty. Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan nieRe: 14.01.04, 17:17 a ja słyszałem, że wszystkich pseudograficiarzy mają wtrącać do ciemnego loszku wraz z pędzlami i farbami. i oni w tej absolutnej ciemnicy za karę mają malować ściany, a efekty będą takie same Odpowiedz Link Zgłoś
szprota =========Szprota ogłasza dzień urodzin============ 15.01.04, 12:20 Zgadnijcie, kogo... Z tej okazji specjal gest star w postaci sygnaturki i pościg za przerażoną książką telefoniczną. Byle z dala od TV! Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Re: =========Szprota ogłasza dzień urodzin======= 16.01.04, 12:31 No nie wiem, może: Tego, Co Do Reyestru Zabytków Z Racyi Powagi I Wyeku Oraz Rzadkości A Oryginalności Architektury Swey? Hm, naprawdę nie wyem... Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan duma chuan, duma i wydumać njelźya 16.01.04, 12:40 Wyem! cóż za nyespostrzegawczość - to są urodziny aarda! nye, zaraz, on ma w gru dnyu po połe dnyu... to yuż nye wyem. zostaye chyba tylko WS... chyba nawet data syę zgadza... y yak yavorius a może yednak dziś yest dzyeń zamka? a może to właściwye wczoray? oy, no w końcu mamy rok przestępczy! Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Link dla Aarda, niech se leży 15.01.04, 23:55 RedNacz wróci, to poczyta;) forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=10178940&v=2&s=0 Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Jedźcie na A4 testować rowery! 16.01.04, 22:37 Najbardziej surrealne jest to, że czytam AutoMoto... forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20&w=10071897&a=10072368 Odpowiedz Link Zgłoś
the_borg Zwierzątka Borga: Tyrannozaury vs. Demokracjozaury 17.01.04, 00:17 Wyjaśnijmy od razu, że jest to potworomachia z gruntu rozstrzygnięta. Demokracjozaury muszą wygrać, bo są logicznym następstwem Tyrannozaurów. Ponadto są zdolnie sterowane i nikt nie wymyślił nic lepszego. A nawet gdyby wymyślił, to NIK by zakwestionował i zasekwestrował i już. Generalnie Demokracjozaury są przeciwieństwem Tyrannozaurów zarówno pod względem politycznym, jak i geometrycznym. Jedne i drugie są oparte na łuku, tyle że Demokracjozaury są wklęsłe, a te drugie (jest to zdecydowanie nadmiernie rozbudowana nazwa, abyśmy, na Borga i drony, mieli ją wpisywać jeszcze raz - wykluczone) odwrotnie. No i się łagodnie zaczynają, a brutalnie kulminują. Do najwybitniejszych przedstawicieli Demokracjozaurów należeli Telesfor i Teodor, których nie macie prawa pamiętać, bo jesteście za szczyle, a potem i tak przyszedł w piątek Pankracy i ich zjadł. Dzierżbórr Hubert Antoszewski zasymilowany w czwaardek szefski! Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Re: Zwierzątka Borga: Demokracjożarły 20.01.04, 11:22 asymilacja-asymilacją, a rozmnażać się trzeba. choćby po to, żeby mieć co asymilować. FUcKUYAMA - grota w japoniji, gdzie kulminują kończąc demokracjożarły. Odpowiedz Link Zgłoś
the_borg Było sobie trzech przyjaciół: 17.01.04, 00:44 Brak, Wpisz i Login. Pewnej nocy wszyscy zostali zasymilowani. Bo opór był za bezcelowy. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Było sobie trzech 17.01.04, 00:49 Dodałam ich do listy nieprzyjaciół w La Scali. I sprawiłam, by ich wątki były wygaszane. Generalnie to z tą trójką jakieś fatum i imperatyw chędożony. Nie dość, że wszystkiego mam po trzy, nawet dziurek w uszach, to jeszcze mam nieuleczalną skłonność do trójkątów mentalnych. IZAstanawiające to jest. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota 1600!!!! 17.01.04, 00:56 Rościłam sobie i ustrzeliłam. Miałam fory na tem forum, bo wszyscy spali w tę godzinę uśmiechniętą od ducha do chucha. Z tej okazji... forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=1397610&a=3684673 Mam wspomnieniową nockę, bo nawet nostalgia nie jest już tym, czym była kiedyś... Odpowiedz Link Zgłoś
aard Disclaimer 04.02.04, 10:23 szprota napisała: > Nie dość, że > wszystkiego mam po trzy, nawet dziurek w uszach, to jeszcze mam nieuleczalną > skłonność do trójkątów mentalnych. IZAstanawiające to jest. Na mnie nie patrz! Ja nie spraszałem! Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Było sobie dziewięciu przyjaciół: 20.01.04, 12:19 > Aj, pi........i Rus. > Aj, pi........i Sigma > Aj, Ja, Jaj. Odpowiedz Link Zgłoś
ktul.shystalker Była sobie pilsko-aneogielska tablica koniugacyjna 20.01.04, 12:43 czasownik JIĆ = (to) PE a jistem = aj em pi a jisteś = aj em pi, too ak jest = a jes ser a jesteś mu = aj behum a jesteś cię = aj bejum a jisteś są = aj bi em UWAGA: OBOCZENIE W TEMACIE: a jistam kto = pi pu pie a jes teście = ajb-in-law a juś-ci = aj (j)es-jum SUPINUM GERONTOVIUM (tryb pokracznie złożony szyboletniczo) a jistambul = noł noł a jistamby = aj pi pi aj pi pi = siur Odpowiedz Link Zgłoś
lea neosurrealizm wg lei cz kolejna 17.01.04, 17:30 w związku z tym, ze nie mam o czym pisac, pisze, ze nie mam o czym pisać Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Mam coś do pobiedzenia: 19.01.04, 11:43 Przespałam wuenowy geburtstag. Mało tego. Przespałam cały tydzień niemal. Z przerwami na wina w ilości kilku litrów z hakiem (to taki kapitan z dębową nogą). Moja wina, nie moje wina, hej! Chora byłam, a nawet jeszcze chorsza. Bo się zbiegło z świętem z okazji prawie nowej pracy, z niewłasnej wprawdzie woli ale nieprzymuszona wcale nie oponuję, bo po co. Tylko czasu żal. Zapominając o koniach, które również nierzadko przecież bywały pijane. Przespałam się – siebie samą. I w tym czasie przybyło z milion wuenowych postów, tak mniej więcej. Maginiaki absencjonalne sprzyjają jak widać spodziewanym powrotom, w których kierunku posyłam swój najsłodszy uśmiech, ten uśmiech wiszący na drzewie. Wycieńczona antybiotykowymi jazdami - antybiotyki to przecież nie narkotyki a ich zbieżność jest całkowicie przypadaczkowa - nie mam surrealistycznych nastrojów ni nawet surrealistycznych strojów. Ale borg mi światakiem, że chciałam nieraz zostać czerwonym kapturkiem, czyli Rotkäpchen – uroczo to brzmi. I miałam też być kopciuszkiem, czyli Aschenputtel - brzmi uroczo jeszcze bardziej. Ale to w wieku niewinności jeszcze było. Miałam też kilka spotkań, które mi dały do myślenia, a nawet do wiwatu. Hip hip! tymczasem (hipopotamy należą do najbardziej krwiożerczych afrykańskich krwiopijców – więc: umarł król niech żyje król!, a w tym kontekście szczególnie). Szczególnie narkotycznie, bo (jak już wspomniałam) gdyby handel w Brazylii był legalny Mały Ze już dawno zostałby człowiekiem roku. Antybiotyki nie uzależniają ale nie należy z nimi przesadzać bratków, a tym bardziej frezji, czego dowód widzimy na załączonym robocie kuchennym. Może kiedyś to zrozumiem, choć to wykluczone. Aha, dnia przestępczego 29.-go w warszawie będą Einstürzende Neubauten grało (was ist ist, was nicht ist ist möglich, jednak). Ktoś z Was mógłby Was zaprosić, bo mnie nie wypada. A jeśli nie wtedy, to kiedy indziej, bo się stęskniłam, co bez krygowania, przyznaję. Z pokuszeniem. Pozdławiam. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota To ja zaproszę! 19.01.04, 12:35 Może być trzeci czwartek tygodnia? Bo wtedy nam się weekend przedłuży na środę a nowozburzone budynki zamienią się w jasqłki z okiem opatrzności. Ten koncert nie będzie brzydki! - zaklną wniebogłosy wszystkie stelle maris, a ich epigoni przytakną trzeszcząc karimatą. PS Właśnie odkryłam, że słuchawki w kafejce są po to, by je powiesić na moherze na gablocie i emablować dżwiękami dobywającymi z nich (disco-anglo, blurp!) okoliczne dziewoje. Dzięki, nie mam dziś dziobatej pończoszki ani klamki od lanci w butonierce - widny przecie to znak, że jestem w nastroju nieprzysiadalnym. Podpisano: dzień piętnasty, tyleż do powrotu Odpowiedz Link Zgłoś
aard Jestem wzruszony... 04.02.04, 10:55 szprota napisała: > Podpisano: dzień piętnasty, tyleż do powrotu Mimo szwanqjącej arytmetyki. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Szprotka on-line = WN on-top! 19.01.04, 12:55 I tak ma być! Szprocia ostatnio, przyznaję, biega z małą, podręczną armatą i wypala chwilami na oślep. Efektem jest dyskusja z Zusmannem i głupia przepychanka z Keri - za to drugie surr przepraszam, bo chyba nawet zabawnie nie było:/ Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Nie ma za co! 19.01.04, 13:37 A czy nie było zabawnie? Może i nie było, ale przecież mogło być:-). Niemniej, ogólnie rzecz wziąwszy, w takich sytuacjach nie warto chyba strzępić nawet chusteczki do nosa, że o języku nie wspomnę. Co do języków zaś, to podobnie głupie gęsi podpadły już kiedyś jednemu rejowi i doprawdy źle na tym wyszły. Ciekawe, czy trzaskały wtedy drzwiami równie głośno... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: depresja_wąpierza Rej wachy nie wątHa!ł i to dlatego IP: 62.233.180.* 19.01.04, 14:14 Pamiętajmy jednak, że gęś to nic innego jak Eyemakk z długą szyją o prezencji niebieskiej żaby i twarzy ogólnomłodzieżowej w stylu trędy. W takich sytuacjach strzępić można co najwyżej koszulki i inne bieliźniane akcesoria (wyloguj!), bo jak wiadomo, na nierozładowany gniew seks jest najlepszy. -- Czarnym kotom w perły się stroić, nie w żelazo ciągnione z łoskotem. Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan iż rzymianie nie gęsi 20.01.04, 11:30 polotu nie mają. (z ulotki reklamowej linii Flash&HookAir) Odpowiedz Link Zgłoś
dwie_kobiety Przede wszystkim: mniamniuśny wątek Dzidki! 19.01.04, 14:31 <a href="https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=10257112>Coś bAARDzo Sur</a> A po piąte, dawno nas tu nie było, bo wbrew sygnaturce musiałyśmy pójść na epilację brwi do kosmetyczki. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Paniom się potaśtało i pokielbasiło! 19.01.04, 14:39 Tak się wstawia linki.... Polecam forum testowe. Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Poprzedniej nocy, a nawet już nad ranem 20.01.04, 08:57 Oddech rozchodzi się po kręgosłupie od dołu do góry, oddech łaskocze szyję, parzy. Stukot, pęd, pulsacja. Słyszał własny puls dzwoniący w jego własnych uszach. Jego własna krew nie chciała płynąć w jego własnych żyłach. Próbuję biec ale nogi jak zwykle pozostają gdzieś daleko za myślami o ucieczce. Choć sił nie staje to chęć jest chwalebna – wyszeptał do mnie mnich bhikkhu – a nawet jeśli tego nie zrobił to zrobiłby to na pewno, gdyby był blisko. Sądzisz, że słowa płyną same, pod prąd jak łososie, niegotowe jeszcze na ciepły uścisk łapy głodnego niedźwiedzia. Jeśli mają szczęście nie zostaną schrupane ze smakiem zbyt wcześnie. Próbując powłóczyć nieposłusznymi, rozwydrzonymi, kapryśnymi nogami próbujesz sięgnąć. W szyję wbija się niemodny już Vatermörder. Subtelna aluzja do oczywistej sprawy. Bądź poprawny, ale nie do bólu. Nie próbuj nic naprawiać, nic tłumaczyć, bo każdy jest mądry w swej głupocie i równie głupi w swej mądrości. Pozłacasz swoje myśli. Każda myśl błyszczy jak szalona, ale tylko do momentu gdy kubeł zimnej wody wsiąknie w rozgrzaną ziemię, nawet włosy będą jeszcze wilgotne i wciąż pachnące iluzją własnej doskonałości. Zatańcz z szablozębnym tygrysem, wtedy będziesz naprawdę wielki. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Zsazsacuczek & smutezcek 21.01.04, 16:28 Że ja, k...? tak = nie. Umiem. Umem zarządzam, gramotna jestem. Palce na medal, na wspinaczkę. Po to jestem. Waitig: rebirth. In the meantime: breathing. If it doesn't happen, I'll go asleep. Long sleep. Odpowiedz Link Zgłoś
mistrz_i_frateressa WspółSzprotoqł z Cytrusa 20.01.04, 20:26 Trzeba przenieść Łużyczan. Bez sensu mieszkają, na południowym zachodzie czegoś. Spakować się w węzełki i pomaszerować czwórkami w górę mapy szlakiem Dzikich Mrówek, Orlich-Gniazd i Wiecznego Deszczu. A pustynia na to: idę na Bracką. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Znowuż cisza... 21.01.04, 16:19 No_pyskietka_mode dziś jestem, więc przewidzian tekst pójdzie w zastępstwie urlopowym, a teraz luźne refluksje i dłonie zaciśnięte na poręczach stolca. W:skazać? L&M: skiwa. Głową naręczę. Konie: c naszymi łbami. Są też rzeczy inne, na przykład: karłom w bojówkach ślizgają się palce na czerwonych przyciskach nawigacyjnych w tramwaju, ale nie gasi to im łobuzerskiego błysku w oku. Lgnienie. Do rzeczy. Tutaj?! Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Szpromocja spamu 21.01.04, 16:46 AARD MA SPAM, JASIEK MA SPAM, MAM I JA! Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Dodam: 21.01.04, 16:33 Że podpisano. Czy? Tell: Nie! Dzień siedemnasty, trzynaście dni do powrotu. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Nechuan nołtekstuje... 21.01.04, 16:39 ...ale się nie wcinam. Mnie się podoba, jak odświerzbiam i widzę kolejne schódki wersy wyte, klawiaturą ryte. Podpisano: Kris de Walor Odpowiedz Link Zgłoś
zsazsa Off Thorgalopic 22.01.04, 09:42 szprota napisała: > Podpisano: Kris de Walor Ano właśnie! :) Skoro Kris to imię męskię, to Crufinnez doszedł był do wniosk, że imię żeńskie to będzie Krissa. Tedy jako Valkrissa produkował był, i był, i cierpiał, i jamusiał, tam nań go czekali, i skonał, i wrócił w realik. Cieszy mnie wspólnota lekturu. Martwi mnie wspamota kanguru. (Mam nadzieję, że nasz nowy narapek narybek z RU tego nie czyta, a nawet jeśli czta, to nie rozumie.) Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Aaryczęja! 22.01.04, 12:40 A postrzyżyny po studniówce nie mają wpływu na żadne komisje. Mnie nie martwi ani żywi. Jakieś pozitiw wajbrejszyn w tym widzę, a pewnie czyta, a pewniej rozumie, a nie pytam, kto pisał, choć czemuś przekonana jestem, że narybek starszy niż wygląda. Odpowiedz Link Zgłoś
ktul.shystalker Acz nie ma fondue, ani prondu, El Candur paasso 22.01.04, 12:30 dzisiaj kochane ptysie w aardomowym przedszkolu z inspiracji Mistrza Kluski Schlosskiej: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=10212325&a=10314274 przepis z ptyszka wal w dente chciaua zjeść ptyszka anakondua bo ptyszek straszny był ćwir i gadua wpeuzua więc na szczyt aconcagua (tuż pod stopami orangatua) (toto tak, potomac) ptaszka schwytaua i go przeżua (tusta oliwua) (odtąd ptyszek zachowywał się z wymownym milczeniem choć mógł choć jęknąć z rozkaszy) Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Opakowania wtórne 22.01.04, 12:47 Całkiem spora część mnie tkwi w słoiczkach, tubkach i aplikatorach, da się wyrazić długimi wzorami chemicznymi lub określonym, sfabrykowanym zapachem. Uważne śledzenie grymasu: główna kwatera pod lustrem. Zadanie: okiełznać rysy za pomocą baterii szminek i kredek. Ciągła obserwacja śladów drgnięć, gotowość do podejmowania natychmiastowych decyzji związanych z ingerencją korektora. Strategia lśniącej cery, długich rzęs, wypukłych ust. Logistyka przebarwień i krost. Rozplanowuję kolejności kremów i podkładów. Zatracam się w puszystej, nieważkiej konsystencji na czubku palca. Zapominam, chwilami zwyczajnie zapominam, że to nadal mój palec umożliwia tę całą kampanię. Że jestem także w drżeniu dłoni rysującej kreskę, wargach smakujących pomadkę, pulsowaniu tętnicy poznaczonej perfumami. Jestem nawet bardziej w złamanym paznokciu czy rozmazanym tuszu. Zapominam, że powinnam dać sobie do tego prawo, by nie przedręczyć się przed toaletką na wszystkie okazje temperatur i deszczy. Specyfcznie ambiwalentny jest mój stosunek do ciała. Koncentruję się na nim jak nigdy: chwilami jestem tylko tym, co widać w lustrze, poszarpanym na fragmenty, które koniecznie trzeba skorygować kolorem, fasonem, kosmetykiem, takim czy innym prefabrykatem z okładki. Rzęsa po rzęsie, paznokieć po paznokciu przekształcam je w doskonałe narzędzie manipulacji. Kompletnie nie słucham jego trajkotania o głodzie, senności, zimnie i seksie. Traktuję je jak małą, rozkapryszoną dziewczynkę, która popłakuje z nudów i usiłuje podważyć mój autorytet. A przecież wiem, że tak się nie da. Wystarcza jedna bezsenna noc, gdy jest się przykutym do łóżka, by to zrozumieć. Wystarcza przepić sobie wolność, by pozwolić tej małej dziewczynce dać się wypłakać Odpowiedz Link Zgłoś
dark.of.the.matinee Re: Opakowania wtórne 23.01.04, 15:36 szprota napisała: > Uważne śledzenie grymasu (...) A czemuż nie "uważne SZPROCENIE grymasu"? Cóż to za fluktuacje międzygatunkowe? Co tego przyczyną? By nie rzec - praprzyczyną? Pra-sednem (sedo sednem sederem, verbus vulgaris) wszechrzeczy? Ba! Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Rewtórne 24.01.04, 14:04 dark.of.the.matinee spytała: > A czemuż nie "uważne SZPROCENIE grymasu"? Śpieszę donieść, iż: Szprocenie jest szczególnym przypadkiem śledzenia. Impliqje nadnaturalną koncentrację nad tym, co partykularnie Szprocie przypisane, jak: pierwsze siwokoperkoworóżowe włosy na przedziałku wiekowym 81-77, pierwsze zmarszczyki mimostatystyczne, obwisy i fałdy z zagubionych przez Keltoi patelenek beztłuszczowych i zaduszki bez Boruty w Łęczycy. Dlategóż. Nie witam, bo się znamy z Utopii i - sprzed niej...? (tak mnie, cię mam, w skrzynkach baranka, w wężu słoń, słoniocy!) Odpowiedz Link Zgłoś
dark.of.the.matinee Popiątne przez pokątne 24.01.04, 23:56 Się (mnię) mam, iż żmirłaczenie (mylone częstokroć z agonią w atakach ośmiu; przyp. aut.) także pod przypadek alter-śledzenia podpada (dzięki czemu również poza mrocznym wieczerzaniem w rtęciowe odbicie zaglądać mogę się i ja nie lękać)? Ulgę (z ang. taks ridakszyn) w słupokręgu odczuwam przemożną... Za słowami wieszcza błądząc, rzekę: "dała nam przykład Bona (part E)", takoż i ja nie witam (choć kłaniam kłaniam - aż mi w steranych wiekiem minionym kościach strzyka), wzdragając się jednakoż przed zwierzożernymi odniesieniami: boa-bao-bab weganiniem wszak został i zakanszając barankową trawkę (której wszak moc) wersję kapeluszniczą (jak donosi konkubent ofiary, Marcowy Z., znany organom ścigania jako Zając M.) głosi w swych podróżach misyjnych - a skoro jesień w Pekinie, to czy zima u Migotki (jeszcze panny)? Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Sześciennie Borżę Dzierze 25.01.04, 00:20 Obie i cuję, i mam, i casem cytuję, a jakze. I przy wszystkim tak zzuję. Jeśli jednak zbyt długo wraz ze świecą się w zwierciadle szukasz, strażnika przyzwiesz, a wstyd to; cóż: siły nie masz, by magicznymi sposobami się chronić? jako dziecko we mgle się stajesz? to pakować się do drogi już czas. A niewiniątkom rzezi faktycznie nie nada, poręcz niech chropowatą będzie, nie zaś śliskoczerwienną z Macon. Odrzekłam (Szprota says): idą jelenie na rykowisko, jesień w Pekinie na rykowisku, jelenie rządzą, vivat Afryka. Zima w siedemnastu migotkach. A panna była wężem, co podłożon pod but wędrowca. Odpowiedz Link Zgłoś
dark.of.the.matinee Sześcienną dzierżę dzieżę 25.01.04, 20:01 szprota zasugerowała: > (...) wraz ze świecą się w zwierciadle szukasz (...) Dyć ja właśnie w tem celu wieczorową ciemnicę sobie upodobałam by ni krztyny promienia do swych alabastrowych lic nie dopuścić. Jeśli świca to gromnica! Ale tu już bardziej hrabiowskie konotacje wypływają, ciskając mię, niczym broczącą krwią mniszkę, na pastwę Tego-Który-Własną-Ręką-Ubit-Przy-Wystrzałowo-Usłużnej- Pomocy-Srebrnej-Gałki-Od-Cukiernicy... Siedemnaście migotnień zimy nie czyni wiosny ani tym bardziej latawca, ale problematyka ta (i jej para le-le) za bardzo sprowadza nas do kardynalno- riszeljalnej różnicy pomiędzy surrealistyczną sytuacją przedmiotu a sytuacją przedmiotu surrealistycznego, więc wstrzymam koń i na wyprzódy - ani kroku wprzód. Kończyć muszę, bo ze śpiewem na ustach nadchodzi właśnie jedenaście ślepych dziewczynek z sierocińca im. Juliusza Apostolskiego, a zobowiązałam się wyszykować im na drogę dziesięć kanapek (ta nadprogramowa do podziału) z pasztetem z rzepy. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota A mysz? A mysz? 25.01.04, 20:52 Pamiętaj, że gdyby nie ona, nijak nie dałoby się zwalczyć orchidei ani innych snów, czy to w świetle dnia czy świec. Może wazony, może dostały. Nie wiadomo, nie dziś, nie mnie, a ptaki budzą się w tych porach około piątej, wzlatują w niebo zadziwione swym zbyt późnym zmartwychwstaniem, choć śnieg spada dziś na bladoniebiesko. Aha, pozostaje jeszcze kwestia przystawek...? [prv] Widzę, że. I skoro, to tak. Odpowiedz Link Zgłoś
dark.of.the.matinee A kysz! 25.01.04, 22:16 Juszudynthewaskt! Dziewczynki wszak (wieszak?) przedefilowały po kocim ogonie (wyprostowanym jak wieszak?), więc sama dobrze wiesz co z myszą - zupełnie straciła głowę i wątpię (a propos, cuś mi burczy w wątpiach, chyba kuskusa przypichcić zaraz podrepczę...) by dało się z nią jeszcze rzeczowo pogadać (ale komu w dzisiejszych czasach na rzeczowości wypowiedzi może zależeć?!)... Choć kto wie, bo z myszami różnie bywa, jak mawia mój Monsieur Kocur (spluwający właśnie z niesmakiem, czując smak gumy do żucia dla myszy - sprzedawca znów się pomylił, sturba go suka malowana, dziamdzia go szać zaprzała!). Nader palącą kwestię przystawek zmuszone będziemy przedyskutować kolejną razą (w kolejny złudny dzień, gdy niebo krwawo zaściele się szatańskim pomarańczem?), bo na razie sam dźwięk rzeczonego słowa przyprawił mnie o ślinotok przy akompaniamencie kiszkowego marszo-mysza pomięszanego z myszo- marszem (podczas gdy w tle nagrany dziś z dwójkowego radyja Mykietyn brzdąka) wołający o pomstę do nieba lub o nakarmienie do lodówki (tabule cały dzień dziś za mną chodzi, kryjąc się po krzakach w swoim zielonkawym mundurze niczem leśniczy, podkręcając moją manię prześladowczą do granic możliwości; nie będę taka-owaka i ulegnę, niech ma coś od życia i parę oliwek na dokładkę), więc aż strach mi futerko na grzbiecie podnosi, gdy pomyślę, co by się tu fizjologicznie i akustycznie działo przy podjęciu głębszej dyskusji. post scribo: Z sennie rozmarzonego spojrzenia Herr Kocura wyczytałam, że mam "pozdrowić Szprotę" (albo "zaserwować szprotę" (w domyśle: na kolację) - nie mogłam rozczytać w tym półmroku...), co niniejszym czynię - tj. pozdrawianie, nie serwowanie (bo po pierwsze martwych zwierzątek u mnie nie ma na składzie, a żywej szprotki też by nie dostał w charakterze posiłku, gdybym takową gościła w domu, a po drugie - niedawno przecież jadł i niech nie myśli, że uda mu się mnie wykiwać!). Odpowiedz Link Zgłoś
szprota A krzyż? 26.01.04, 11:42 Że dziewczęca defilada, wiadomym jest, ot, sprawdzalna znajomość lekturu. Na dorzeczowości wypowiedzi nie dość, że nikomu nie zależy, to jeszcze myszy nawet surra nie wąchają. No, może to i lepcej. O myszach wszakże już było, choćby tu. (lubię ten tekst, bo mój) Kocurowi odrzeknij zdrowenia, a dodaj, że tak samo jak nie każda prostytutka ma orgazm całując w usta, tak i nie każdym kocurom szprotki smakują (moja Kota na ten przykład przedkłada ciasto drożdżowe). Za WąSy nie szarpać, mruczenia słuchać, opowiada Szprotka zimowa. Posti herbaciarne: Gdyby komuś było mało... (lubię ten tekst, bo Holly'ego) Odpowiedz Link Zgłoś
dark.of.the.matinee Krzyż tyż - tam gdzie šišmiš! 26.01.04, 18:29 Jak dziewczę do dziewczęcia, tak mysz do myszęcia - bez dwóch zdań (skoro w jednym się zmieściwszy). Zaś surr tylko surrikatki wąchają, a i to nie często ostatniemi czasy, bo i do Reykjaviku daleko, i nie po drodze z teatru, a nadrabiać drogi nikt nie lubi, nawet włodarz najbardziej puchatego futerka. A takiego kota to nie rozgryziesz, nawet najmocniejszymi siekaczami - Mr. Kocur esq. nigdy rybencją się nie jadłospisił (stąd zaskoczenie!), największym apetytem darząc wszelkiego rodzaju owocowo-warzywną zieleninę (z jabukami na czele peletonu), nawet zupełnie bezwonnej sałacie czy ogniście wonnej cebuli nie przepuszczając. Ale czasy się zmieniają, więc dlaczego i kot miałby się na klikanie nie napalić i krągłą fi(o)letową kuleczką zachodzącego słoneczka nie pobawić? I zrozum tu takiego! Jak ją sklei wśród pościeli - ani zipnie ciotka, nie potrzeba młotka. Dobranoc. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Czarnym kotom... 22.01.04, 12:49 czarnym kotom w perły się stroić nie żelazo ciągnione z łoskotem znaleźć moc w zwierzęcości strachu przed głodem umieć doszukać się władzy w swoim nieokiełznaniu pokochać adrenalinę krzyku rozedrgana lina - tyle mojego życia ile jej dygotu - dobyć siły z brzucha bez lęku przed nieodwracalnością przekroczenia tej linii Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: b00g13 dziś w dziennikó IP: *.net / *.pl 23.01.04, 18:20 co dzień nowe dzieńdobry, którego unikam jak ognia. bo ogień pali, jak zapali to (o!) dziwo - czasem na niebiesko, żółto, czerwono a nigdy na czarno. znaczy wesoły. a ja niewesoły. tak patrzę na ścianę, aż widzę własne odbicie i oczy niebieskie (bo ściana zielona). gdybym mignął choć raz czymś tak ciepłym że aż cierpkim, mącznym w smaku, żółtym lub złotym to bym został poetą i wymazał pszeniczne kłosy nad srebrnym strumykiem wśród wierzb - sępów. teraz jadę tramwajem i oglądam rynek starych ludzi, czuje świeży mocz i zimowe kartofle. starzy ludzie stoją z dala od przystanków chyląc się jak sportowcy czekający na znak startera. wtem nadchodzi. ciągnie się po szynach. starzy ludzie podnoszą szyje. podciąga się do przystanku. oni trucht biorą. drzwi otwiera - pędzą galopem. wpadają do środka, rzucają w koło błędnymi oczyma. żylaste ramiona dźwigają kurczowo siatkowe torby. z pomiędzy zębów, wśród dziąseł, tryskają pasemeczka śliny. plują wkoło jak jadem licząc na zastraszenie innych w biegu zawodników. wtem! ławeczka wolna - idą, biegną. koślawe ręce łapią za karki spychają pod nogi. warkoty i ciamkania, gwałtowne spazmy świstów, jęki orgazmu - rządzy dup: "oto jesteś krzesełko, mam cię kochanie". wytrzeszczone oczy i pazurzaste szpony, tępy zapach potu i daleka woń marchewki. jest on! zwyciezca! siada powoli z jękiem kościanego wroga. reszta zastyga w bezruchu. słysze już werble i fanfary, patrzę na ten maraton żywych trupów. uśmiecham się życzliwie - babciu, ustąpić babci miejsca? Odpowiedz Link Zgłoś
szprota dziś w Bógó 23.01.04, 20:35 Aleś mi/nam pan pojechał, że aż się cieszy klawikord całymi sześcioma czarnymi zębami różńej płci. Czy cokolwiek. Jestem dostępna nad tlenem i cudowności widzę, powtarzam! przy kawie;) Odpowiedz Link Zgłoś
b00g13 dziś w dziennikó 25.01.04, 00:15 wchodząc na schody natychmiast poczułem wyniosły zapach orgazmów. zapach miłości białej jak pleśń. nade mną nieduża sówka odchrząknęła i zapytała "czego tu szukasz patafianie". popatrzyłem na nią; zastanawia mnie jak daleko odejść trzeba od siebie, żeby własna głowa pokazała ci swój tył. wszedłem na schody, po lewej drzwi, po prawej drzwi, przede mną drzwi, schody z góry i z dołu. nade mną pan bóg a diabeł stopy niesie. metafizyka i relatywizm trąci spod drzwi lewych, spod prawych lekki swąd truizmów, te przede mną nie pachną. wyciągnąłem nos w przód, taką mackę z łapką mysią na końcu z niego kręcę i tą łapką macam klamkę, wpycham ją do dziurki od klucza, łapczywie wsuwam i wysuwam, oblizując przy tym wargi i zasłaniając ręką czoło by guzów nie nabić o ciężkie wywijasy zameczne i klameczne zdobienia. wtem usłyszałem cichy jęk. zamarłem na chwile, nos marszcząc (poniekąd śmiesznie, bo zwinięty w rulonik z łapką na końcu tkwił jeszcze w tej dziewiczej dziurce). nic więcej... cisza,,, ja na to dalej w drzwiach nosem kręce. kręce i wierce. wzrokiem je zgniatam, sam przed sobą udając jakbym je przenikał. i znowu ten dźwięk, palcem po szybie? odrzwiem w zawiasie?? jęk niejęk, pisk niepisk, zgrzyt niezgrzytliwy. raz grzeczny, raz wrzaskliwy, przymila się a czasem grozi. jak małe dziecko, jak stary człowiek. jak święty i jak uliczna kurwa. wtem czuję. wtem wiem! już mnie nic nieobchodzi. już za głowe się nie trzymam, guzy mam i klamki odciski. za to jestem szczęśliwy, bo znalazłem w tych drzwiach dziurkę do orgazmu. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Jutro już się stało 25.01.04, 00:43 To nie orgazmy pachną jak sen o katedrach i nie nasienie smakuje cierpkim młodym winem w nie dość spragnionych ustach. A w bieli miłości więcej kolorów niż w dreszczach zaciskanych pięści. Masz jednak rację, że dłoń na klamce jest dobrym początkiem. Tylko czemu mój nos zakleszczony w szelestach? Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan jutro zaś dziś będzie pojutrzem wczoraj (?) 26.01.04, 17:22 szprota napisała: > To nie orgazmy pachną jak sen o katedrach i nie nasienie smakuje cierpkim młody > m > winem w nie dość spragnionych ustach. na-wą z tym! ławą gromnice w alkierzu prosim! szły w rzędzie takie same, tylko ostatnia różniła się od pierwszej kolejnością. wracały zaś odwrotnie: ostatnia była pierwszą. szuranie kadzidła sprawia, że czujesz się niecodziennie. chyba, że bywasz tu codzień... Odpowiedz Link Zgłoś
b00g13 Re: Jutro już się stało 27.01.04, 01:40 nos zakleszczony by szukać po omacku Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Re: Jutro już się stało 27.01.04, 09:58 b00g13 napisał: > nos zakleszczony by szukać po omacku a nie przypadkiem: szukać po czesku? oczywiście omacki są niewykleszczone... Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Lecz... 27.01.04, 13:36 Czy to o to idzie? O nieprzerwane plateau miast spełnienia? Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Dziś jest pojutrze przedwczoraj 27.01.04, 09:17 Cudo. Pokój pachnący miłością przez klucz od dziurki do orgazmu. Zazdroszczę... Nawet jeśli to będzie dopiero przedpojutrze kwadrans po białej ścieżce lub było wcześniej niż wczoraj o szklanej przezroczystej butelce. Czas utonął w ciemnościach. Ważne że zmysł jest nie jeden tylko, a potęgowany jeszcze dwa czy trzy nawet razy do potęgi kuli lub zróżniczkowany zapachem snu po stokroć mniej przyniesie niż jedna myśl o tym, a po tysiąckroć mniej niż to, co będzie naprawdę. Odpowiedz Link Zgłoś
imaginarygirl a propos jutro, dziś itd..... 10.02.04, 00:52 szare niebo dziś to jutrzejsze łzy, więc czekać musisz na wczorajszy dzień Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Ja nic nie muszę :) 10.02.04, 01:25 Ale fakt, wczoraj bardziej musiałam niż będę musiała jutro, jeśli. Odpowiedz Link Zgłoś
imaginarygirl Re: Ja nic nie muszę :) 10.02.04, 15:24 zawsze można zaśpiewać: "niczego mi nie trzeba, ja niczego już nie muszę" :) (pomaga) + "wszystko samo za mnie się robi wszystko samo się dzieje" Odpowiedz Link Zgłoś
lea neosurrealizm wg Lei cz. egzaminacyjna 26.01.04, 12:33 Polska importuje szmergiel.... Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan *** 26.01.04, 16:51 podali, że na marsie jest woda zamrożona. wyglądam za okno: no rzeczywiście lawiniasto * podali, że na marsie jest woda zamrożona. a jaka ma być kurka zimą? * podali, że można kupić działkę na marsie: słodkie dragi. * -- chchucha chuchucha, a tu braki atmosfery Odpowiedz Link Zgłoś
zsazsa Re: Trzy gwiazdki 27.01.04, 08:36 towarzysz neo napisał, że na marsie jest woda ale nie zachowuje nic a nic z klasowej czujności. towarzysz neo daje w temat niby to niewinne trzy gwiazdki, ale wiadomo dobrze, towarzysze, do czego on pije i co. towarzysz propaguje niby martini, niby koniak, rozpijać chce młodzież naszą i kwiat. wstyd, towarzyszu, oraz wstyd! towarzysz nie zauważa istoty tudzież sedna, przed którym stoimy: w tej chwili woda przede jest wszystkim w benzynie. i w kolanie pierwszego sekretarza. i to są, towarzysze, respektywnie, problemy hierarchicznie pierwszy i drugi. i to z nimi trzeba się zmierzyć w jakże teraźniejszej dialektycznej rzeczywistości. bowiem woda w paliwie nasze unieruchamia traktiry, jak stonka uprawy. zaś kolano pierwszego sekretarza unieruchamia cały kraj, cały rad, w ręce nas, mas. a unieruchawka kraju, to w to mi graj wrogowi klasowemu. a co to jest, towarzysze, woda? jest to socjalistyczny związek dwóch republik wodoru i jednej republiki tlenu. a co to jest mars? czy jest to związek czegokolwiek? jaka nauka wypływa z marsa? bynajmnniej. szowimperializm kompromituje się ostatecznie, towarzysze, bo oto my, idei spadkobiercy szczytni, nie pytamy, czy da sie poleciec na marsa, ale czy da sie poleciec po marsa. i jak sie ma cena marsa w ogólnym koszyku batonów. i baton ów jak się ma do prorodzinnych skojarzeń. przecież wszyscy dobrze znamy reklamy, w których zgniła blond rubin reakcjonistka bierze marsa do ust i się rozpływa. nagą odsłońmy, rewolucyjną, towarzysze, prawdę! mars jest batonem z barwy i z przekonania mulackim a mulaci są w usa! nie dajmy się jednak zwieść pochopności wniosków! otóż kiedy kobieta ssa marsa, to jest, towarzysze, dobrze, bo nie dochodzi do burżuazyjnej koicji, przez co u wroga klasowego nie rodzi się więcej komórek społecznych. dlatego powinniśmy promować reklamy batonów - ale tylko tam! u nas - należy promowac jedynie ssanie kamazów, i gaz, i po plon w pole wyjeżdżać. chwila wymaga od nas obywateli, żołnierzy, towarzyszy, astronautów, w bajkę nurów. gdyż chciwa ręka reakcjonisty już sięga po drugi mars, mars nasz, mars czerwony! nie pozwolimy na to oraz stanowczo mówimy i z przytupem: nie! całe ssanie w usta usa! zaś cała kopulacja w ręce plenum! wytyczne na wtyczne! dragi: nie! drażki: tak! przebrała się miarka, w korzec! pud, siegda budiet ssące, dla ssącego, bowiem, towarzysze, nic trudnego! (burzliwe brawa.) Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan odpryski chułana (po szkle): 27.01.04, 13:06 i znów rankiem miałem nieskoordynowane ruszki. "za wszystko nam przyjdzie beknąć!" rzekł gastrolog o dźwięcznym imju: Pocałej Bendembrau. prośba skacowanego hydrologa: śpieszmy się kochać wody. tak szybko w ciąż odchodzą. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Mars marsz do wioski! 04.02.04, 13:46 Jeszcze Bolsem nie spłynęlim póki my go ssiemy co nam szwedzka swołocz wleli marsem zagryziemy! Mars marsz do wioski z bezwodnika w kaloszki gdy z twoim posmakiem nawet figę z makiem! Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Re: Mars marsz do wioski! 04.02.04, 13:54 schlę vistulę i chopina - będę pijawami! dał mi przykład aard zwycięzca jak pisać wierszami! Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Trzy gwiazdki z ziemi... 27.01.04, 09:47 Lub gwizdki z drewna. Lub pajac pinotio spity białym włoskim winem ścigany przez hordę nosów długich jak stąd do ameryki. Co za untershit... Tysiące schizoimionek, malutkich drobniutkich imioneczek, takich nibynicusiów. A może: Pozamieniajmy się hasłami do nicków. Wtedy każdy będzie mógł być każdym kiedy tylko mu chętka przyjdzie. A potem wrócimy na falstart, lub nie. I nikt się już nigdy nie dowie, czy ten, który jest, jest nim tym czy nim innym - tylko którym?. Taka mała zabawa, taka zabawusia niewinna a surrealna. Dzięki niej powstałby taki piękny chaos. Szkoda że surrrealność tego pomysłu jest zbyt nierealna. Podpisano: Konstanty Ildefons Witkiewicz oraz Jan Maria Jeziorański. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Komuna nicków:) 27.01.04, 14:14 W zasadzie z co najmniej dwóch surrealystów mogłabym pisać bez ich wiedzy; ciekawe, czy reszta czytelników rozpoznałaby zmianę? Z innej: mam wrażenie, że to już nastąpiło, ale mogę być w mylnym. Minęło czasu. Podpisano: dzień dwudziesty trzeci, sześć dni do powrotu. Odpowiedz Link Zgłoś
kangur.hip.hop ORMENS VÄG (dobry ormen, zły ormen) TAO NI SVENSKA 28.01.04, 10:14 Kto woła słoniocy, temu od-słonione będzie. 1: zapowiedział Isa: rozpuszczę na pustyni węże nikt nie umknie błogosławieństwu szybkiej śmierci DOLINA ISY, kompleta XI-1 2: Potęgą wzburzył Pramorze, roztrzaskał marzenia Rahaba swą mocą, wichurą oczyszcza strop nieba, Węża Zbiega niszczy swą ręką. KSIĘGA HIOBA 26: 12–13 3: W ów dzień Nieprzyjaciel złoży miecze twarde, wielkie i mocne z Lewiatanem, wężem płochliwym, Lewiatanem, wężem krętym; spróbuje się też z Potworem Morza. KSIĘGA IZAJASZA 27: 1 4: Lecz ojcowie nie zrozumieli takiej odpowiedzi, więc objaśnił ich Nemrod: Nie może być tak, aby siła wybierała prawa i zawiązywała kodeksy, bo wtedy wąż byłby prawem dla myszy, mysz byłaby prawem dla zboża, zboże byłoby prawem dla ziemi, ziemia byłaby prawem dla człowieka głodnego plonów, a ten przecież potrafi zabić węża, zadając prawo ostatniej chwili. PSALM DNIA ÓSMEGO, cz.XII, stos 3 5: Ciernie wyrosną w jego pałacach; pokrzywy i osty w jego warowniach; będzie to nora szakali, dziedziniec strusich samic. Zdziczałe psy spotkają się z hienami i kozły będą się przyzywać nad grobowcami dawnych czarów; i Lilith tam przycupnie i znajdzie zacisze. Tam wężyca gnieździ się i znosi jaja, wysiaduje młode i zgarnia je pod swój cień. Tam i sępy zlecą; nie będą patrzeć, szukając jeden drugiego. KSIĘGA IZAJASZA 34: 13–15 Zaprawdę, zaprawdę, dopowiadam : Belzebub, Belial, Beele? Lew, smok, wąż? Rybelial! Dopowiadam, rozpowiadam Wam: 1. Z Lindgrenów Astrid do głów wpuściliście. 2. A siedemnaście migotek ułudnego świata 3. A z Lindgrenów Torgny martwy pod butem waszym. 4. A cięcie po fallusie podłości nie skraca. 5. A nie wieńczy. A nie wiecie 6. Że Waż sam sobie winien. 7. Że ogon pożera. 8. tedy to Pytający o węża staje się Tańczącym z wężami. Kang Szaruro Burostary (Bez Pary Statku) Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Uważaj, to zaraźliwa maniera 29.01.04, 17:00 Przgarści kulków żelaznych, Kangurku?;) Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Re: Komuna nicków:) 06.02.04, 10:17 neochuan napisał: > czy to Ty pisałaś Schprtt? Raczej nie. Szprota nie buduje zdań niejednokrotnie niezłożonych. Ja osobiście podejrzewam Ciebie:-) Odpowiedz Link Zgłoś
imaginarygirl ??? 28.01.04, 02:03 Mózgomałżowina trzeszczy jak nigdy wcześniej. I kto zapewni o jej prawdziwości. – najbardziej zakłamane słowo wśród wszystkich pieczołowicie wymyślonych przez ludzkoród. I pewnie nie tylko jak dotąd. Ale, ale co z tym trzaskiem – może Trzaską? Bo Łoskot już się chyba nie za kapie, tfu: załapie. [i czy ktokolwiek się w tym (jeszcze) /po/łapie] Jeśli dżeżdży to pewnie... hmm może lepiej do czegoś to porównać. To prawie jak ten niepokój, który pojawił się od pewnego czasu podczas mycia zębów. Oczywiście nie tak po prostu - woda w kubku ma ten dziwny smak. Posmak jakiegoś płynu do czyszczenia albo proszku. Nie pomaga nawet opłukiwanie czystą wodą. Zawsze zostaje. Dziwne, prawda? No więc to niepokoi tak samo. Nawewt jeśli w pokoju. W bokoju - z boku. Może to ma coś wspólnego z fizjologią mózgu. Przecież ostatnio okazało się, że ludzka jest taka sama, jak ta bogów. A to jeszcze bardziej niepokojące. Czy to może s[o - ?] późniona somatyczna świadomość tego faktu? I czy ewentualnie dwustronna? Tylko, że wtedy każdemu człowiekowi musiałby być przypisany jakiś bóg. A to już pewnie herezja. Najwyraźniej fizjologia to nie wszystko. Jakaś różnica czai się za... Czaj, czaj się, ma differance. Odpowiedz Link Zgłoś
aard A dlaczego nie? 04.02.04, 14:53 imaginarygirl napisała: > [...] że wtedy każdemu człowiekowi musiałby być przypisany jakiś bóg. A to już pewnie herezja. Eee tam, to też już było. "Na każdego mieszkanca jeden szeryf przypadał/ jeden szeryf na jednego mieszkańca" > [...] Jakaś różnica czai się za... > Czaj, czaj się, ma differance. Sleep with one eye open, może ją dostrzeżesz. A rączki trzymaj na poduszce. Odpowiedz Link Zgłoś
imaginarygirl ad. boskości 05.02.04, 01:32 nie jestże to właśnie boskością, że są bogowie, a nie ma Boga? [Nietzsche] Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan zaprzeczam podwójnie: 05.02.04, 14:29 jeśli coś jest, to Niczego nie ma! monstruiki czas przeczyć! Odpowiedz Link Zgłoś
szprota ========Alkoholowie ogłaszają siódmy miesiąc====== 29.01.04, 17:13 Trzeźwej Szproty. Powiem krótko: jedni zdobywają Aconcaguę, inni pracę, a ja i tak podnoszę most zwodzony ruchem brwi i wyłączam jednym spazmem oświetlenie na całym osiedlu! Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Re: ========Alkoholowie ogłaszają siódmy miesiąc= 29.01.04, 17:28 siódmy miesiąc... no, no! wygląda na to, że donosisz :))) Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Ja też jestem w siódmym miesiącu 30.01.04, 16:33 Ale ja nie donoszę i sobie bynajmniej heja wypłaszam. To agencje donoszą! I można to sprawdzić, bałdzo płoszę: www.agencje.pl. A co do istoty: Miesiąc siódmy, dzień... który to? Ech, ten czas to psubrat (jakże ja nienawidzę gdy ktoś stoi za moimi plecami kiedy ja tak ciężko pracuję pracując). Leci ten czas szybciej niż żurawie, ba! szybciej nawet niż Boeing 747 (kto mi dał skrzydła)... Pamiętam takie wydarzenie z dzieciństwa, o którego prawdziwości jestem przekonana, choć wszystko co logiczne (wszyscy co logiczni) świadczy (świadczą) przeciw mnie, a nawet więcej: posądza się mnie o opowiadanie tak zwanych jawnych bredni. A było to tak: stałam przy kredensie w pokoju rodziców i pomyślałam, że chcę polecieć - no i poleciałam. Oczywiście na moment tylko, po krótkiej chwili wróciłam. A po co ja o tym? Chyba po to tylko, żeby się przekonać po raz kolejny, że surreal to nie jest dobre miejsce na prawdziwe historie. W siódmym miesiącu mogę już wiele. Na przykład mogę być z siebie dumna. Ale mogę też zapytać, czy mi się opłacało...No cóż, Marlboro znowu drożeją (i czy to nie jest pocieszające jak cholera?) Choćby wymierność korzyści pozwala mi wierzyć w sens moich dobrych postanowień. Ale o czym to ja chciałam... No cóż: chaos rulez! (i czy to nie jest aby piękne?). Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Dużo ognia 30.01.04, 23:27 Jeszcze rozpaczliwe wybory nieatrakcyjnych ciotek: szarość zaniechania, plamistość bezsenności, szorstkość obcowania. Księżycowy krajobraz o statecznym zapachu krochmalu. Wyzyskać Stachurę do opisania mitu bez azbestowych skarpetek; dobrze znów się ten tekst da napisać listem do pozostałych w zapieckowym pazurze drącym na strzępy wszelkie klamki. Został. Może po raz pierwszy chciał się zadomowić. Ileż można milcząco plusze kanapy czy parzące uszka filiżanek? Owszem, urzekająca jest gorąca obręcz warg lub miękki pomost żeber. Ale już jestem gotowa się obudzić. Nie pukaj, nie jesteś już gościem. Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan 1671 - był to dziwny post 31.01.04, 14:32 w którym wszystkie znaki (przystankowe) wskazywały na pojawienie się aarda rychłe, a wkótce! heniek. Odpowiedz Link Zgłoś