Gość: Garucha
IP: 213.76.11.*
11.02.03, 22:11
Zapraszam wyłącznie TE OSOBY, które są w stanie podjąć merytoryczną dyskusję.
Oto artykuł prasowy, który daje wiele do myślenia.
W tym artykule poszukaj odpowiedzi na pytanie:
"Czy dobrze zrobiłem, że oddałem głos na Prezydenta Jerzego Kropiwnickiego"
"Zadłużona Łódź" - Kultura i Biznes, styczeń 2003
W Nowym Roku, na początku kadencji prezydenta Łodzi dr Jerzego Kropiwnickiego
nikogo nie nastroiła optymistycznie wiadmość, że potencjalne zadłużenie Łodzi
może przekroczyć 600 mln zł, co stanowi poważne zagrożenie budżetu,
wynoszącego
1,532 mld zł. Wynik ten napawa grozą i stawia pod znakiem zapytania
stabilność
finansową miasta, które może stać się niewypłacalne i pozbawione możliwości
podejmowania nowych zobowiązań finansowych. Dokładne analizy sytuacji
finansowej stawiają nowego prezydenta przed nie lada zadaniem.
Dla zniwelowania długu musiałby dokonać dzieła porównywalnego z osiągnięciami
Grzegorza Palki 12 lat temu. Palka, podobnie jak Kropiwnicki, wywodził się z
ZChn. Ów pierwszy prazydent, wybrany w wolnych i prawdziwie demokratycznych
wyborach samorządowych 27 V 1990 r. przejął "w spadku" po rządach
komunistycznych zadłużenie wynoszące 144 mld starych zł, czyli 15% ówczesnego
budżetu miejskiego (jak wynika z danych przedstawionych przez Włodzimierza
Tomaszewskiego w "Księdze pamiątkowej" poświęconej G. Palce). Było ono
konsekwencją utrwalonej monostruktury łódzkiego przemysłu oraz marnotrawienia
finansów publicznych przeznaczonych na społeczne inwestycje i świadczenia.
Problemy, z jakimi zmagał się Palka, wiązały się z jego próbami
uniezależnienia
władz samorządowych od administracji rządowej, która, pomimo że dysponowała
84%
środków publicznych, pozostawiała wiele ze swych obowiązków płatniczych
gminom.
Dbałość Palki o dobro mieszkańców spowodowała, że przynajmniej połowę
jednorocznego budżetu miasta poświęcono na zadania, z których rozliczać
powinien się rząd. Jako prezes Unii Metropolii Polskich, Palka zabezpieczył
miasto przed zobowiązaniami, jakie wziął na siebie Skarb Państwa przed 27 V
1990 r. w zakresie m. in. nakładów na uzbrojenie terenów pod budownictwo.
Zaoszczędziło to budżetowi gminy kilkadziesiąt mld zł. Przeciwstawiał się
zjawiskom takim jak rozgrabianie majątku gmin w trybie uprzywilejowanego
uwłaszczenia (prywatyzacji dla nomenklatury partyjnej).
Kadencję rozpoczął w atmosferze ostrych rygorów w zakresie wydatków
administracyjnych. Dobierał urzędników spośród fachowców (do tej pory funkcje
te pełnili funkcjonariusze partyjni). Sam zarabiał niewiele (prawie na równi
z
pracownikami administracji) - w VI 1994 r. brutto 22.898.000 starych zł,
czyli
2.289 PLN. Pracownicy UMŁ zarabiali w czasie prezydentury Palki najwięcej na
przestrzeni 13 lat istnienia samorządu terytorialnego. Wówczas były
stosunkowo
niewielkie rozbieżności pomiędzy pensjami kierownictwa a pracowników UMŁ.
Zostało to zmienione przez następnych prezydentów z Unii Wolności i SLD,
którzy
otrzymywali kilkakrotnie większe pobory niż pierwszy prezydent (w stosunku do
średniej krajowej) i bardzo zróżnicowano zarobki pracowników urzędu.
Palka przyczynił się do tego, by gmina zarabiała sama na siebie (w 1993 r.
15%
dochodu pochodziło z majątku gminy). Dbał, by majątek nie
został "przejedzony",
lecz spożytkowany na inwestycje, w 1994 r wynosiły one 34% budżetu
(nadrabiano
zaległości cywilizacyjne - szczególnie kanalizację). Propagował program
oszczędności zużycia wody i energii. Regulował stan prawny nieruchomości, co
ułatwiało urynkowienie gospodarki lokalami użytkowymi. Sprzedawał na
korzystnych warunkach mieszkania komunalne ich najemcom, zabiegał o efektywne
wykorzystanie majątku poprzez szukanie aktywnych właścicieli - zarządców.
M. in. dzięki tym działaniom majątek gminy wzrastał bardzo dynamicznie.
Wypracowywano nadwyżki budżetowe: w 1991 r. - 7,9 mln zł, w 1992r. - 7,2 mln
zł, w 1993 r. - 6,7 mln zł.
Po odejściu Palki i przejęciu rządów przez UW i SLD sytuacja znów się
pogorszyła. W 1995 r. deficyt wynosił już 8,3 mln zł, zaś w 1996 r. 28 mln
zł.
Nakłady na inwestycje zmalały do ok. 20%, zaś dochody własne stanowiły tylko
5,6% majątku gminy. W 1997 r. administracja w UMŁ zwiększyła się o 400
etatów,
przy czym tylko 100 znajdowało uzasadnienie w nowych zadaniach podejmowanych
przez gminę. Następca Palki ze swoim "menedżerskim sposobem sprawowania
władzy"
doprowadził do pogłębiającego się zadłużenia.
Stan finansów miasta nie uległ poprawie także za prezydentury kolejnych, SLD -
owskich prezydentów. Stan zadłużenia w ostatnich latach kształtował się
następująco: w 1999 r. na poziomie 115 mln zł, w 2000 r. - 140 mln zł, w 2001
r. - 250 mln zł. O zadłużeniu, jakie wykazano ostatnio (600 mln zł!!!),
wspominaliśmy na początku. 15 I 2003 r. radni łódzcy przyjęli wypracowany
przez
poprzednią ekipę budżet na 2003 rok, w którym dochody mają wynosić ok. 1,5
mld
zł, a wydatki 1,6 mld zł. Powstałą "dziurę" łatać muszą kolejne kredyty.
Podobnie beznadziejna sytuacja jest w Warszawie. Poprzednia ekipa rządząca
(SLD
i Platforma Obywatelska) oddała nowemu prezydentowi Lechowi
Kaczyńskiemu "miasto w długach" - 1,6 mld. Wydatki Warszawy na 2003 r.
zaplanowano na 6,007 mld. zł, zaś dochody tegoż budżetu 5,079 mld zł. Deficyt
przedstawia się na poziomie ok. 928 mln zł. Prezydent Kaczyński nazywa
bezczelnością żądanie radnych SLD, by brał udział w debacie na temat finansów
miasta. - Nie kto inny, jak SLD i poprzednie władze miasta przygotowały ten
budżet, z którym teraz musimy się borykać - powiedział.
Łódź nie jest więc osamotniona.