Dodaj do ulubionych

czy warto brać ślub?

IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.01, 23:50
Mam taką trapiacą mnie kwestię: czy w dzisiejszych czasach warto brać ślub? Ja
właściwie chciałabym, ale mój chłopak twierdzi, że przed żadną instytucją nie
będzie nic przyrzekał. Powiedział, że może żyć ze mną na "kocią łapę", a przed
ołtarz w żadnym wypadku. Proszę o wasze zdanie: czy bez slubu jest tak samo jak
z ?
Obserwuj wątek
    • Gość: flip Re: czy warto brać ślub? IP: *.p.lodz.pl 01.11.01, 23:53
      Od kiedy skasuja wspolne opodatkowanie - to tak samo. :-)
    • Gość: baja Re: czy warto brać ślub? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.01, 00:33
      jeszcze jeden papier, który wala się po mieszkaniu
      ale skoro ty chcesz go mieć to powinnaś znaleźć takiego gościa, który go z tobą
      podpisze
      powodzenia
    • Gość: kuba Re: czy warto brać ślub? IP: *.interkam.pl 02.11.01, 09:16
      Oczywiscie,ze warto z wielu wzgledow.Przede wszystkim prawnych,
      • Gość: NINNA Re: czy warto brać ślub? IP: 138.227.189.* 02.11.01, 11:19
        Gość portalu: kuba napisał(a):

        > Oczywiscie,ze warto z wielu wzgledow.Przede wszystkim prawnych,

        Tez tak uwazam. Ja mieszkam z moim Mezczyzna bez slubu, ale w Szwecji to jest
        opisane w prawie i wiem ze on nie bedzie mnie mogl z niczego wycyganic i oszukac
        w ramach rozejscia sie. Ja i moj Mezczyzna jestesmy zareczeni (na czas
        nieokreslony).

        Jesli chcesz prawnie, to sie zen. Prawo w Szwecji powstalo dlatego, ze
        dostatecznie duzo osob przestalo sie pobierac i musiano miec to w prawie, bo za
        duzo ludzi ciagalo sie po sadach.

        A co do twojego chlopaka, to mi sie wydaje, ze on chcialby zjesc owce i ja miec
        cala. Czyli chce miec ciebie jak zone, ale chce miec drzwi otwarte na zwianie.

        To jest powod dlaczego ja zyje w zwiasku nie malzenskim. Bo gdy ja wyjde za maz,
        to bede widziala za kogo. Czyzli mozez sie zgodzic z nim mieszkac na czas probny,
        ale musi ci obiecac ze sie z toba w przyszlosci ozeni. Kto wie, moze to ty
        stwierdzisz, ze on nie byl az taki wspanialy na jakiego wygladal i bedziesz
        zadowolona ze nie bedziesz musiala go do sadu ciagac po rozwod.

        Rozwod jest przeciez zlamaniem przyzeczenia, ktore sie zlozylo przed Bogiem, ze
        sie bedzie malzenstwem do smierci jednego malzonka. Zlamanie takiego przyzeczenia
        jest brane zbyt latwo w tych czasach. Jesli sie nie jest pewnym na 100% to nie
        powinno sie pobierac.

        Do tego duzo ludzi pobiera sie tylko dlatego ze tak jest w zwyczaju i ze
        spoleczenstwo tego oczakuje, jesli sie jest w odpowiednim wieku i spotyka sie z
        facetem. Moim zdaniem, to jest glupota.

        Znam pary co sie nie pobraly i mieszkaja na "kocia reke" juz od dawna i nie
        planuja sie pobierac. Sa pary co sie pobieraja gdy chrzcza swoje dzieci, jako
        niespodzianka dla rodziny, ktora jest zaproszona na chrzciny. Sa pary, ktore
        nawet nie moga mieszkac razem pod tym samym dachem, bo tak sie roznia od siebie
        ze by sie pozabijali. A ze sie kochaja to sa dalej z soba.

        Ktora forme sie wybiera, zalezy od sytuacji.

        A co do slubu, to moj Mezczyzna wczoraj powiedzial mi cos najbardziej
        romantycznego, co kiedykolwiek slyszalam. On mi powiedzial, ze nie chce
        przyzekac, ze bedziemy malzenstwem do smierci. On chce przyzec na zawsze. Czyli
        ze mamy byc malzenstwem po smierci. Wtedy malzenstwo staje sie jeszcze bardziej
        drastycznym krokiem. Nie?

        //NINNA

        ps. Teraz dopiero bedziesz miec duzo do myslenia. :o)
        • Gość: zolka Re: czy warto brać ślub? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.01, 11:56
          no tak NINNO, tylko czy kiedykolwiek mozna byc pewnym na 100%, ze to ten? To
          chyba raczej opiera sie na poczuciu pewnej wspolnoty, bezpieczenstwa i
          przekonania, ze jest dobrze. Ale tak naprawde to mozna byc pewnym na 100%, ze
          chce sie brac slub wlasnie z tym partnerem tylko przez pierwsze dwa miesiace
          znajomosci - nie zna sie jeszcze jego wad, zna sie juz jego zalety, mysli sie o
          nim ciagle, stale i bez przerwy, nie je nic czlowiek, i tylko marzy, marzy cale
          dnie, zeby sie spotkac z ukochanym... A przeciez w kazdym chyba zwiazku, nawet
          najszczesliwszym, pojawiaja sie chwile zwatpienia, po klotni lub jakims innym
          smutnym incydencie. I wlasnie w tych momentach nadchodzi taka refleksja,
          pewnie, ze w zlosci, ale jednak, czy to ten? Albo takie kryzysy, albo po prostu
          nagle sie czlowiekowi odechciewa, a potem nagle zachciewa ze zdwojona sila. A
          zeby brac slub, to chyba trzeba byc zakochanym, a zakochanie mozna przeciez
          zmierzyc - trwa ok 1-2 lata, a potem przemienia sie w milosc, ktora co prawda
          jest spokojniejsza i bardziej stabilna, ale brak w niej niestety tych porywow,
          emocji i szalenstwa, jest za to duzo rutyny.
          pozdrawiam.
          • kropka. Re: czy warto brać ślub? 02.11.01, 15:41
            Jest taki niezwykle mądry dowcip, który juz na forum chyba cytowałam, kończący
            się konkluzją: "dla każdego jego życie to całe 100%".
            I to jest jedyne PEWNE 100%.
            Ktoś ci się podoba na 80%. Twoim zdaniem ma 70% zalet, 20% wad do ewentualnego
            zaakceptowania, 10% wad nie do wytrzymania. Ale dla twojej przyjaciółki ma
            tylko 60% zalet, a 40% wad. To ile facet ma procent?
            Alkomatem zmierzyć?
            Albo chcesz być z kimś razem, albo nie za bardzo.
            Ale razem = codzienność = zalety i wady, radości, kłopoty, choroby, uśmiechy,
            spory, ciche dni, zmęczenie, bałagan, kłótnie i przeprosiny.
            Stań przed lustrem, spójrz sobie w oczy i odpowiedz:
            czy chcę być z nim mimo że... i leć po wadach.
            I co? Chcesz?
            To bierz. A kwit? Zawsze można dorobić.
            Ale gwarancji na szczęśliwe życie nikt nie daje. Ani ksiądz, ani urzędnik, ani
            nawet współmałżonkowie. Po prostu - ten towar nie podlega gwarancji. I już.
            Pozdrawiam

    • Gość: agulha Re: czy warto brać ślub? IP: 10.131.128.* 05.11.01, 02:44
      Moim zdaniem warto, oczywiście pod warunkiem, że to decyzja przemyślana (tzn.:
      z kim). Znałam dwie dziewczyny, cudzoziemki (Niemka i Francuzka), które żyły w
      związkach nieformalnych i z przejęciem mnie zapewniały, że im papierek
      niepotrzebny, oni się z X kochają, są ze sobą, bo tak chcą itp. bzdury, że
      wszystkie sprawy, które małżeństwo załatwia jednym podpisem (typu wspólnota
      majątkowa, dziedziczenie, nazwisko dla dzieci...) można załatwiać oddzielnie.
      Miały o tyle rację, że w tamtych krajach jest to znacznie łatwiejsze, niż u
      nas. Efekt? Każdą z nich facet rzucił, każda poznała innego i bardzo szybko
      tradycyjnie wyszła za mąż!!
      Pamiętaj, że w dzisiejszych czasach recesji ślub to na przykład darmowe
      ubezpieczenie zdrowotne dla żony. Automatyczne ojcostwo i nazwisko dla dziecka
      (czyli ew. alimenty). Wspólnota majątkowa (a nie: to wszystko moje, bo ja to
      kupiłem - po ślubie). Poza tym ślub oczywiście nie gwarantuje, że facet będzie
      z Tobą na zawsze, ale przynajmniej musi brać pod uwagę taką możliwość i wie,
      że będzie cokolwiek kłopotliwe, żeby sobie pójść w nieznane. Mało tego - jeśli
      zacznie zarabiać znakomicie lepiej od Ciebie i rozejdzie się z Tobą, możesz go
      (chyba w przypadku jego winy) pozwać o alimenty dla siebie (na jakiś czas - nie
      wiem - 1? 2 lata?). A na pozór normalnym facetom potrafi znienacka odbić,
      zwłaszcza w okolicach 40-tki, i zakochują się do szaleństwa, zwykle w siksach
      18-letnich (mam kilka przykładów wśród bliskich znajomych; jeden zresztą
      wykonał ten numer nawet przed 30-tką).
      Ale rób, co chcesz; jeśli aż tak Ci na nim zależy...
      • Gość: NINNA Re: czy warto brać ślub? IP: 138.227.189.* 05.11.01, 10:31
        Gość portalu: agulha napisał(a):

        A na pozór normalnym facetom potrafi znienacka odbić,
        > zwłaszcza w okolicach 40-tki, i zakochują się do szaleństwa, zwykle w siksach
        > 18-letnich (mam kilka przykładów wśród bliskich znajomych; jeden zresztą
        > wykonał ten numer nawet przed 30-tką).

        Tak piszesz, jakbysmy to my, kobiety, byly ofiarami. Jak ja wiem, to w wiekszosci
        wypadkow kobiety rzucaja facetow, a nie odwrotnie. A jak mnie juz facet nie chce,
        to lepiej zepy zp....lal szybko, niz zebym musiala go po sadach ciagac. Dlatego
        uwazam, ze najlepiej sie pobrac gdy sie jest pewnym ze to jest odpowiednia osoba.

        //NINNA

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka