maxxman
30.11.06, 14:51
LOT i Centralwings: Tanie loty bardzo drogie
Na biurku prezesa LOT wylądowało memorandum, w którym rozpisano scenariusze
dalszego funkcjonowania taniej linii
Mimo niezwykle sprzyjającej sytuacji na rynku lotniczym zarówno LOT, jak i
jego spółka zależna Centralwings borykają się z problemami. Główną przyczyną
są kłopoty finansowe i brak pomysłu na przyszłość. W memorandum na temat
sytuacji Centralwings, które kilka dni temu trafiło na biurko Tomasza
Dembskiego, p.o. prezes LOT, oraz członków rady nadzorczej Centralwings,
czytamy, że "obszarem niezgody są wyniki finansowe oraz panująca w pewnych
grupach związanych z PLL LOT niesłuszna diagnoza, że spółka córka wypiera z
rynku europejskiego narodowego przewoźnika, oferując znacznie niższe ceny".
Centralwings odpiera ten zarzut, twierdząc, że "to wypieranie postępowałoby
wskutek działalności innych przewoźników niskobudżetowych, a jednym z celów
strategicznych Centralwings było podjęcie walki w sektorze lowcostowym".
W dokumencie czytamy też, że powołując Centralwings do życia, PLL LOT musiały
się liczyć, że w okresie budowy spółki będą ponosić pewne obciążenia
finansowe lub też znaleźć finansowanie zewnętrzne.
"Mało jest bowiem na świecie biznesów, które mogą osiągnąć rentowność już w
okresie 1-2 lat" - czytamy w piśmie.
Plan strategiczny Centralwings zakłada możliwość osiągnięcia rentowności na
koniec 2008 r. Wartość samej spółki jeszcze w listopadzie 2005 r. szacowano
na blisko 300 mln zł.
"Dzisiaj zapomniane zostało, że Centralwings nadal znajduje się we wzrostowej
fazie inwestycyjnej i oczekuje się osiągnięcia niemożliwej na tym etapie
rentowności. Jego dalszy rozwój wymagać będzie dodatkowych nakładów
inwestycyjnych i kapitału obrotowego w latach 2007-08, co wymuszałoby na
spółce matce dodatkowe obciążenia finansowe" - czytamy w memorandum.
Co więcej, w dokumencie pada wprost stwierdzenie, że "5 mln kapitał spółki
osiągającej obroty 500 mln wzbudza zdziwienie i podejrzliwość".
Tymczasem odwlekanie decyzji pogłębia frustrację, a konkurencja nie śpi.
Fischer Air Polska, upadły przewoźnik czarterowy, z pomocą aż 16 inwestorów
dźwiga się, a w strategii podkreślił, że "szansą dla linii jest m.in.
ograniczenie działalności czarterowej przez Centralwings". Także resort
skarbu, właściciel 67,9 proc. udziałów w LOT, uważa, że zarząd spółki
powinien jasno określić rolę Centralwings.
Zdaniem Ireneusza Dąbrowskiego, wiceministra skarbu, tanie linie powinny
zostać oddzielone od czarterów, bo tylko wtedy można poznać wyniki segmentów.
Nie brakuje także zwolenników rezygnacji z tanich przewozów i skupienia się
na czarterach.
Ekspert: Zapomnijmy o taniej linii
Od początku miałem sceptyczny stosunek do tworzenia przez LOT spółki
czarterowo-niskokosztowej. LOT jako tradycyjny polski przewoźnik nie powinien
angażować się w tego typu przedsięwzięcia. Był to typowy przykład
poszukiwania pieniędzy nie tam, gdzie trzeba. Uznano jednak, że nie można
tracić klientów i wpływów. Tymczasem spółka przynosi duże straty. Udział w
rynku także maleje, bo rośnie on szybciej. Zaangażowanie w działalność
niskokosztową spowodowało wyraźne obniżenie aktywności w segmencie
czarterowym, który jest rozwojowy. Poprzedni prezes sugerował, by jak
najszybciej wycofać się z tanich przewozów. Szkoda, że nie zdążył tego
przeforsować.
Jedno jest pewne - nie wolno tracić ani marki, ani zaufania klientów, ani
obecności na rynku. LOT powinien jak najszybciej wycofać się z fałszywego
kroku, jakim były tanie linie, i na bazie wypracowanej marki i
administracyjnie wydzielonej części rozwijać czartery. To jest jego
przyszłość, bo w tym segmencie wciąż ma niedobory. O straconych pieniądzach
trzeba szybko zapomnieć.
Tomasz Dziedzic
ekspert ds. lotnictwa w Instytucie Turystyki
Źródło: gazeta.pl