Nie widzę już innego sposobu dla siebie

.
Ematka pochłania mi dużo czasu, zdecydowanie za dużo, a nic z tego dla mnie nie wynika. Wręcz przeciwnie, niektóre wątki i wypowiedzi bardzo mnie triggerują albo rozdrapują moje rany (i nie myślę tu o wątkach, które sama zakładam albo uczestniczę, bo to jakby przyjmuję na klatę).
Nie chcę pojawiać się w wątkach "poszukujących", we wpisach typu "lily się nie odzywa, bo...".
Mówię na razie pas.
Zamierzam zająć się bardziej intensywnie sobą, moim zdrowiem, psychiką, przebrnięciem przez kolejne semestry studiów, pracą - myślę, że nie wchodząc na ematkę zaoszczędzę na to wszystko sporo czasu

.
Pojawię się w przyszłym roku po maturach - młoda ma wreszcie JAKIEŚ plany, bardzo przyjemne i pożyteczne moim zdaniem (kosmetologia), jestem ciekawa, czy się zmobilizuje, czy jej stałe wdupiemanie ją pokona, bo musi przerobić biologię, której prawie wcale nie miała. A na kurs ani na korki nie chce, bo po co.
Mam nadzieję, że cokolwiek by się w przyszłym roku działo, to przynajmniej ja będę szczęśliwsza i będę umiała lepiej się odciąć od różnych g...nianych klimatów i sytuacji, które są mi fundowane, że pozwolę dorosłej osobie samej zbierać bęcki za jej własne decyzje, że złapię dystans, lepsze samopoczucie i jakiś sensowny kurs. Bo do cholery zasługuję na to nie mniej niż reszta świata.
Na razie bardzo dziękuję wam i do zobaczenia!
Powiedziałam, że nie wchodzę, to nie wchodzę!
Trudno będzie!