Gość: Tomasz.bu
IP: 81.168.184.*
31.07.07, 22:14
Zakładam ten wątek, aby zbierać genialne osiągnięcia ZDiT w kwestii układania
rozkładów jazdy, twory tak ulotne, gdy rozkład zmienia się co tydzień, a
przecież tak warte odnotowania. No to zaczynamy.
Jak wszyscy wiemy ideą reformy komunikacji z 2001 roku było unikanie stad
tramwajów przez wytaktowanie poszczególnych linii. I tak np. w
zeszłotygodniowym rozkładzie dla dni wolnych 3 linie jakie pozostały na
Karolewie, jeżdżące co 15 minut tj. 3 10 i 12 przyjeżdżały... dokładnie w tej
samej minucie, w przeciwnym kierunku 10 i 12 jechały w odstępie 3 minut po
czym następowało 12 minut przerwy.
Obecnie ZDiT po raz kolejny udowadnia mieszkańcom Retkinii, że na pewno dwie
linie z powodzeniem zastąpią im trzy. Przez tydzień 10 jeździła ze zwiększoną
częstotliwością, ale zrezygnowano z tego nadzwyczajnego luksusu.
Zanim zaczęły się objazdy związane z robotami na Mickiewicza/Kościuszki w
ciągu 3 minut z Karolewa odjeżdżały tramwaje 4 linii: najpierw 14, 2 minuty
później 12 i 3, minutę później - 10. Po raz pierwszy zobaczyłem m.in. korek
tramwajowy składający się z 3 składów na skrzyżowaniu Wróblewskiego i
Bratysławskiej. W drugą stronę nie było lepiej, jako, że 10,12 i 14 jechały w
odstępach jednominutowych.
Jeśli się nie mylę kolejnym genialnym wynalazkiem była częstotliwość w soboty
i niedzielę - 10 i 12 jechały co 15, zaś 14 co 20 minut. Przyniosło to
zapewne miliardowe oszczędności dzięki temu, że przez trzy weekendy na miasto
wyjechała jedna brygada 14tki mniej.
Odstęp miedzy 8 i 10 na Widzewie zarówno w szczycie jak i po godzinach
szczytu wynosił 2 lub 3 minuty - później następowało odpowiednio 7 i
kilkanaście minut przerwy.
Warto by się także przyjrzeć skomunikowaniu linii Z4, która
zastępuje "jedynkę" tam, gdzie nie prowadzi się żadnych robót. Nie dość, że
mieszkańców uszczęśliwiono przesiadką w autobus, to jeszcze nikt nie
pomyślał, by autobus skomunikować z tramwajami na Przybyszewskiego -
pasażerowie częstokroć mogą pocałować odjeżdżający skład w tylną szybę.
W soboty i niedzielę dorobiliśmy się także taktu... półgodzinnego w godzinach
porannych. niestety niektórzy mieli okazję przekonać się o tym w bardzo
niemiły sposób. Oczywiście usłyszymy zapewne, że rano nikt nie jeździ.
Ciekawe czy ktoś kto tak powie jechał kiedyś poranną 12tką o 5.12 z Retkinii.
Jeśli nie to podpowiem, że już 4 przystanki za krańcówką w tramwaju brakuje
miejsc siedzących. HALO, ZDiT, POBUDKA!!! Mamy lato, ludzie jeżdżą na
wakacje, a między 5.00 a 7.00 z łódzkich dworców wyjeżdża (jak na Łódź)
bardzo dużo pociągów i autobusów. Ludzie chcieliby do nich dojechać. Daleki
spacer z walizą, przesiadki i ponadgodzinna podróż to nie jest wymarzony
dojazd na dworzec po wczesnym wstawaniu!
BTW. nie wiem jak w tymczasowym rozkładzie jazdy, ale w normalnym w soboty
pierwszy tramwaj z Retkinii jedzie o takiej godzinie, aby właśnie wbiec na
peron kaliskiego w momencie, kiedy poranny pociąg do Poznania mija semafor
wyjazdowy ze stacji. wystarczyłoby zmienić godzinę odjazdu o... 2, może 3
minuty!!!
Podsumowując: podróżowanie po Łodzi stało się koszmarem nie dlatego, że
tramwaje są stare, czy tory krzywe, ale dlatego, ze pasażerom funduje się
kilkunastominutowe sterczenie na przystankach w imię groszowych oszczędności,
lenistwa układających rozkłady i zupełnie bezinteresownej głupoty. Czy
doczekamy czasów, kiedy się to zmieni?