lea
11.07.03, 12:59
dzień zaczął się całkiem przyjemnie. torcik pyszny, zabawa świetn. a potem
już wszystko zaczęło się paprać. pan taksókarz dziwny, łóźko nie za zbytnio
wygodne, trzy godziny snu przerwane o 3:10:50 smsem (tylko towarzystwo było
miłe). prysznic, który wcale nie obudził. potem cebulka spadająca z kanapki
śniadaniowej, bilet w ostatniej chwili skasowany, bo mi się przypomniało, że
migawka wygasła. rozlana kawa na ważne papierki, bo mi się kubek łokciem
zahaczył i konekwencje tego czynu, czyli czarne plamy na dywanie.(mama zawsze
twierdziła, że jestem ofiarą losu); no i o mało co nie udławiłam się
słonecznikiem, i palce w kolorze czereśni, wargi jagodowe i zielony język, bo
kolorka jadłam. dobrze, że maliny nie brudzą
a tu się dzień jeszcze nie skończył...
poza tym jest 11, o czym pamiętały 3 osoby z rodziny + 2 przyjaciół co się =
0,5 % znajomych
fatalne są te imieniny...