Gość: Maruda
IP: *.tvsat364.lodz.pl
13.07.03, 18:27
Rok temu w sezonie założylem wątek o zarobaczonych czereśniach, tym razem o malinach. Mam na tym punkcie fobię. Jeśli jem maliny prosto z krzaka, lub świeżo zerwane /nie przeze mnie/ to każdą dokładnie oglądam, nie włożę maliny do ust, zanim nie przekonam się, że jest bez robaka. A w malinach te dranie potrafią się naprawdę nieźle zakonspirować. Dziś rodzina przywiozła z działki mnóstwo malin. Piękne wielkie, słodkie. W takich chwilach chciałoby się nie myśleć o robakach, tylko jeść jak leci. Ale nie potrafię. A takie sprawdzanie każdego owocu jest bardzo hm... zniechęcające do dalszego jedzenia.
Nie ma to jak owocowe przetwory i wolność psychiczna ;-)