Dodaj do ulubionych

Kryzys nadciąga...

IP: *.lodz.mm.pl 07.11.07, 08:57
A zacznie się w USA. Rząd federalny się zadłużył jak cholera, Amerykanie też
(ach te kredyty hipoteczne!), FED próbuje Keynesa z wiadomym skutkiem (dolar
tanieje, a obniżki stóp działają jak dawka heroiny na gorączkującego
ćpuna-przez chwilę jest dobrze!), czyli wszystko zmierza do katastrofy.
Oczywiście tąpnięcie na Zachodzie walnie w naszych eksporterów i emigrantów
(pierwsi do zwolnienia). A Polska gospodarka też jedzie na wspomaganiu (oj ten
deficyt i góra głupio udzielonych kredytów hipotecznych!) i jak braknie tego,
co zdrowe (eksport plus robota w Dublinie i Londynie), będziemy mieli Armagedon.
Może tak musi być-katastrofa nauczy nasz postchłopski naród ekonomii. Tak, czy
siak trzeba gotówkę wymienić na złoto (drożeje niezmiennie od paru lat) i
ziemię (Agencja Nieruchomości Rolnych ma jej ciągle sporo).
Drugiej Irlandii na pewno nie będzie. Chyba, że pojawi się rząd, który
wyzeruje deficyt, sprzeda co się da, i przestanie udawać, że ekonomia nie jest
nauką...
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • biennale Re: Kryzys nadciąga... 07.11.07, 11:36
      Kryzys już jest. Turbulencje rynków globalnych będą miały wielki wpływ na gospodarki lokalne.
      Rozpoczęte przedsięwzięcia na rynkach nieruchomości skończą się wielką klapą.
      • Gość: gość Re: Kryzys nadciąga... IP: *.adsl.inetia.pl 07.11.07, 12:25
        a cóż na to nasz lokalny ekspert- doktor ekonomii Jerzy Kropiwnicki ?
        • Gość: Augustyn Kropiwnicki to dziecko PRL-u IP: *.lodz.mm.pl 07.11.07, 15:02
          On wierzy w Keynesa, czyli gospodarkę na wiecznym dopalaczu!
          Ale jak przyjdzie kryzys, to nie raz usłyszymy jego "rady": dorzućta gotówki do
          systemu! Lepper jeszcze wróci-zobaczycie! Polacy to naród chłopski. Uwierzy i w
          druga Irlandię i kartoflandię. Jeszcze długo nic sie nie zmieni...
    • madox44 silna złotówka...i co z tego !? 07.11.07, 12:39
      Przez silną złotówkę Polska straciła 10 mld zł z unijnej puli

      W ciągu 3 miesięcy Polska straciła ponad 10 miliardów złotych z puli
      unijnych funduszy na lata 2007-2013 - obliczyła "Gazeta Prawna".
      Dziennik wyjaśnia, że winny jest umacniający się złoty. Przypomina,
      że w sierpniu 1 euro kosztowało 3 złote 80 groszy, obecnie zaś - o
      14-cie groszy mniej (3 złote 66 groszy).

      Ekonomiści przewidują dalszy wzrost wartości naszej waluty w
      stosunku do euro. Pod koniec 2008 roku może ono kosztować nawet 3
      złote 40 groszy. "Gazeta Prawna" zwraca uwagę, że to oznacza, iż za
      te same unijne pieniądze będziemy mogli zrealizować mniej inwestycji.
      (.....)
      www.bankier.pl/wiadomosc/Przez-silna-zlotowke-Polska-stracila-10-mld-zl-z-unijnej-puli-1663320.html

      • Gość: Augustyn Cena złotówki jest rynkowa! IP: *.lodz.mm.pl 07.11.07, 14:58
        Od jakiegoś czasu! Co znaczy Polska straciła? Nonsens. Zyskali np. importerzy.
        Eksporterzy też nie jęczą zresztą.
        Takie paplanie jest świadectwem nieuctwa.
        Fakty są takie, że Amerykanie przegięli z zadłużeniem. My dajemy radę do czasu
        (póki eksport, póki emigranci, póki unijna kasa-która absorbujemy wciąż w
        niewielkim procencie, więc jest bez znaczenia ile kosztuje euro).
        Budżet od lat (czy jest wzrost, czy go nie ma) leci na wspomaganiu. Banki
        udzielają kredytów hipotecznych na "ładne oczy" (kupującym radzę zaczekać, aż
        kredytobiorcy będą zmuszeni oddawać swe "M" bankom, a te zaczną je sprzedawać za
        psie pieniądze; rok/dwa i się zacznie; plus emigranci zaczną wracać z
        dotkniętych recesją gospodarczą Londynów i Dublinów, a że to m.in. oni nakręcili
        ceny nieruchomości... można będzie mieszkanko kupić tanio!).
        Za Gierka/Keynesa zawsze trzeba w końcu zapłacić; prędzej, czy później.
        Wszystko się rozsypie. Chyba, że Tusk sprzeda co sie da, wyzeruje deficyt,
        zablokuje podwyżki rent i emerytur (i płac w budżetówce), zmusi samorządy do
        prywatyzacji mienia komunalnego...
        Nie zrobi tego? Dlatego gromadźcie internauci zapasy na czas kryzysu!
    • biennale Re: Kryzys nadciąga... 09.11.07, 13:00
      To już nie jest prognoza. Powoli musimy oswajać się z faktem końca prosperity na
      rynkach finansowych, kreacją i wędrówką pustego pieniądza, a także radykalnymi
      różnicami pomiędzy wartością księgową i giełdową spółek kapitałowych. Czas
      wydmuszek dobiega końca. Balonik spekulacyjny pęka w wielu miejscach.
      Autorowi wątku należy złożyć gratulacje za ostrzeżenie.
      • Gość: Augustyn Fundusze tracą... IP: *.lodz.mm.pl 09.11.07, 19:12
        co mnie odrobinę martwi bo mam bardzo skromne oszczędności ulokowane w jednym z
        nich.
        Cóż. Z papierowym pieniądzem tak właśnie jest. Musi mieć pokrycie w
        Balcerowiczu! He,he. Jankesi o tym zapomnieli.
        A tak poważnie. Amerykańce pompują do gospodarki dziesiątki miliardów dolarów
        dziennie, czyli gaszą pożar benzyną. Chinole chcą gdzieś opchnąć swoje półtora
        biliona zielonych, pytanie, kto dziś kupi trefny towar? Ropa drożeje, bo dolar
        tanieje (a wiadomo, że pieniądz "neutralny" ma być, bo jak się z kimś wymieniam,
        to chcę być pewny...). Itd.
        Wszystko skończy sie niezłym bajzlem. W przyszłości pewno nie da się uniknąć
        przyjęcia jednolitych norm dotyczących polityki pieniężnej.
        Na pewno dolar nie będzie już tym, czym był.
        My się przesiądziemy na rowery.
        Ropę sie zastąpi węglem (bo o to chodzi na wolnym rynku; jak trzeba, to się
        zamienia jeden towar na drugi-ważne, żeby było na co). Ważne, żeby ten fakt
        wykorzystać do prywatyzacji kopalń.
        Nie ma tego złego. Jakoś (my ludzkość) z tego wybrniemy.
        Obyśmy się nauczyli, że nie wolno gospodarek zadłużać!
        Oczywiście ja nie jestem doktor Kropiwnicki; ten na pewno zna receptę! He,he...
        • Gość: future Re: Fundusze tracą... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.11.07, 11:36
          Hazard moralny dobiega już końca. Wkrótce zaczną się paniczne zlecenia i wycofywanie inwestorów z TFI.
          • Gość: Augustyn Re: Fundusze tracą... IP: *.lodz.mm.pl 13.11.07, 17:01
            No nie gadaj!
            Stracę, co mam?
            Mój Boże...
            • Gość: nuela Re: Fundusze tracą... IP: *.13.rev.vline.pl 13.11.07, 21:12
              Nie jest tak źle Augustynie - dziś giełda w górę :)
    • Gość: yo! Re: Kryzys nadciąga... IP: 91.86.22.* 16.11.07, 01:35
      Co do tematu dyskusji to cos moze w tym byc. Juz wieszcz Kazik
      spiewal o tym kilka lat temu:
      Hej, hej - Mars napada
      Dookoła ludzi gromada
      Hej, hej - Mars atakuje
      Żadnej litości nie czuje
      Hej, hej - Mars napada
      Owoce pracy naszej zjada
      Hej, hej - ludkowie biedni
      Kolejny zlew powszedni
      • Gość: gando Kryzys nadciąga... IP: *.toya.net.pl 12.12.07, 09:23
        choć wszyscy udają, że ich to nie dotyczy.
        • Gość: Augustyn A FED IP: *.gdynia.mm.pl 12.12.07, 14:14
          znowu ciachnął stopy... Czyli lecimy na dopalaczu raz jeszcze.
          Może wszyscy będą zapindalać jeszcze ciężej, efektywność wzrośnie i całość się
          dopnie.
          A jak nie... Biada!
          Tymczasem eks liberał Donald T. ucząc się od wuja Sama, "zmniejszył" deficycik o
          marne 1.5 miliarda (a i to na papierze!) i twierdzi, że jak podniesie (pensje
          budżetowym), przytnie (podatki-jakieś/kiedyś), przytaknie
          (związkowcom-wcześniejsze emeryturki), da (na "dziedziny prorozwojowe"-Bóg raczy
          wiedzieć co to takiego), to się budżetowi zwróci, a ludziom będzie się żyło
          dostatnio...
          Do kryzysu
          P.S. Kiedy spieniężać jednostki?
    • Gość: future Kryzys nadciąga... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.07, 15:25
      No i wykoleiła nam się lokomotywa wzrostu czyli eksport. Deficyt w ujęciu
      rocznym wywołuje refleksje.
      Co będzie jeśli popyt wewnętrzny napędzany kredytami hipotecznymi i
      konsumpcyjnymi zgaśnie?
      Michale, poruszyłeś niepokojący problem.
    • Gość: podlasiak Re: Kryzys nadciąga... IP: *.116.235.105.lapy235.tnp.pl 12.12.07, 19:56
      w polsce dzieja sie dziwne rzeczy bo oto glosuja wszyscy, ale jakims
      dziwnym trafem zawsze w rzadzie i parlamencie sa sami polscy semici,
      z autorytetami jak bartoszewski i haslami typu: "trzeba wreszcie
      skonczyc z ta polska". wniosek: ci prawdziwi polacy to idioci, bo
      jak inaczej nazwac czlowieka, ktory kieruje lufe swojego rewolweru w
      swoja skron?
      • Gość: Augustyn Lecz się Podlasiak! IP: *.lodz.mm.pl 13.12.07, 12:38
        Antysemicki cymbale-precz z mojego wątku!
        Ucz się kretynie ekonomii.
        Byle nie z Mojej Walki Adolfa H.
        Augustyn (Polak i katolik)
        • biennale Brawo, MIchale! 13.12.07, 19:19
          Cenię to w Tobie, że zawsze pozostajesz sobą, czasem sam na sam ze swoimi
          postawami i sądami. Pod prąd i na przekór.
          Kryzys dopadnie też Łodzi. Przy rosnącym zadłużeniu i minusowym "przyroście"
          demograficznym najlepsze ratingi na niewiele się zdadzą.
          • Gość: Augustyn Jak z tego wybrnąć? IP: *.gdynia.mm.pl 14.12.07, 12:35
            Dziękuję "biennale"!
            Nie mogę, jak jakiś debil wyjeżdża z "polskojęzycznymi" gazetami, polskimi
            semitami itd.
            A wracając do tematu.
            Dobrze by było gdyby się do wątku dołączył ktoś z dużą wiedzą.
            Choroba wie, może nie będzie aż tak źle (choć dane mówią, że będzie).
            Tusku mógłby przestać sprzedawać obligacje. To by (chyba) trochę osłabiło
            złotówkę i pomogło eksporterom.
            No ale wtedy by trza ciąć (realnie) wydatki.
            A tego już POpuliści nie zrobią (władza smakuje).
            Na poziomie samorządu się wiele nie da zrobić.
            Można by probować sprzedawać mieszkania komunalne (jeszcze taniej-radni PiS-u
            przepchnęli sprzedaż po niższych cenach, ale to i tak za dużo dla ludzi
            mieszkających w kamienicach). Mienie komunalne zasysa samorządową kasę (pisze
            się od czasu do czasu o rewitalizacji i... wystarczy spacer na Pietrynie, żeby
            zobaczyć co z tego pisania wynika) i jest "zamrożonym" kapitałem (nie pracuje,
            nie można go pomnażać, zaciągać kredytów hipotecznych itd.).
            W Radzie nikt jednak nie myśli, jak pomnażać łódzki majątek. Koledzy się
            skupiają na dzieleniu (to się nazywa: dyskusja budżetowa). Czasami im przychodzi
            do głowy Rubik za 100 tysięcy, czasami choinka za 60 parę...
            Szkoda mojej pisaniny.
            Hej
            • Gość: wiem Re: Jak z tego wybrnąć? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.07, 23:18
              A kto wybrał Kropę i jego ,,fachowców ,, na kolejną kadencję ?
              Podobno nigdy jeszcze nie było tylu nieważnych głosów ,ile w tych
              ostatnich wyborach na prezydenta Łodzi . Ciężko zgadnąć
              dlaczego ,prawda ? haha
              • Gość: skądinąd Re: Jak z tego wybrnąć? IP: *.toya.net.pl 15.12.07, 07:33
                Międzynarodowe Biuro Podróży, zwane dalej UMŁ mentalnie tkwi nadal w czasie
                przeszłym kiedy ożywienie gospodarcze, napływ funduszy unijnych i nowi
                inwestorzy napędzało koniunkturę. To już się skończyło, a nie widzimy planu "B"
                na wypadek recesji i depresji. Rezydent pałacu z Piotrkowskiej z pewnością wie
                co to jest cykl koniunkturalny?
              • Gość: ale gdzie? Re: Wiesz że dzwoni.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.07, 14:09
                nie wiesz że nie ważne kto jak głosuje, ale ważne jest kto liczy głosy.
    • biennale Re: Kryzys nadciąga... 19.12.07, 20:19
      Michał Augustyn trafnie to określił: kryzys nadciąga...
      Zdarzy się wiele:
      www.bankier.pl/wiadomosc/Saxo-Bank-W-2008-r-ropa-po-175-USD-spadki-na-gieldach-do-40-proc-1686827.html
      • Gość: z prasy Rynkom finansowym grozi katastrofa? IP: *.toya.net.pl 20.12.07, 07:30
        www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=2744f4d1-f68d-4184-90ce-d2ee51a42061&open=sec
        • Gość: Augustyn Co robić? IP: *.lodz.mm.pl 22.12.07, 16:37
          Jejku, może nie będzie aż tak źle.
          Banki pompują do systemu setki miliardów (pustego pieniądza).
          Czas jednak się zastanowić, co zrobić ze skromnymi oszczędnościami.
          Augustyn
          P.S. Czy Donald kuma, co się dzieje?
          • Gość: income Co robić? IP: *.toya.net.pl 25.12.07, 20:47
            Amerykański deficyt bilansu płatniczego jest tak ogromny i nieodwracalny, że
            musimy zaakceptować, iż w przyszłości nastąpi run przeciwko dolarowi.
            Prawdopodobnie taki, który poprzedzi globalny kryzys finansowy.
            Paul Samuelson
            • Gość: Augustyn Artykuł Gadomskiego... IP: *.gdynia.mm.pl 31.12.07, 19:19
              w Wybiórczej (dodatek "noworoczny") potwierdza tylko moje/nasze obawy.
              Po każdym kryzysie, przychodzi czas nadziei.
              Tego Wam i sobie życzę!
              Do zobaczenia i poczytania w 2008 roku!
    • wstronejasna Kryzys nadciąga... 03.01.08, 00:09
      Pomruki nadchodzącej burzy na rynkach finansowych słychać już coraz wyraźniej.
      • Gość: Augustyn Re: Kryzys nadciąga... IP: *.lodz.mm.pl 15.01.08, 11:25
        Złoto w górę, indeksy w dół, Fed chce (?) ciąć stopy... moje oszczędności
        (skromne) w f.i. topnieją...
        Przyszłość jest niepewna, a koniec zawsze bliski.
        Amen
        • Gość: irga Re: Kryzys nadciąga... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.09, 17:03
          a w teatrze jak w teatrze
      • Gość: gosc GPW: Oznaki przesilenia IP: *.gprs.plus.pl 15.01.08, 18:42
        Obłędna wyprzedaż akcji od początku stycznia to efekt skumulowanej
        reakcji posiadaczy jednostek funduszy inwestycyjnych. W pierwszej
        części poniedziałkowej sesji doszło do swoistego paradoksu.

        W czasie, gdy indeksy europejskie wybijały się w górę, w Warszawie
        masowa wyprzedaż ciągnęła wszystko w dół. Spadały już nie tylko małe
        i średnie spółki - WIG20 przekroczył 3200 pkt. i około 13-tej
        znalazł się przeszło 2 proc. pod kreską. Jednak marsz na południe
        wbrew nastrojom światowym nie mógł trwać zbyt długo.

        Około 14-tej popyt zaatakował śmielej. Za dużymi spółkami ruszył też
        mWIG40, który od 2 tygodni spadał właściwie bez korekt. Do końca
        sesji spora część strat została odrobiona. W efekcie na wielu
        wykresach zagościły świece o kształcie młota. Wynika z tego taki
        wniosek, że jeśli sesja w USA zakończy się pozytywnie, wtedy we
        wtorek nastąpi wyższe otwarcie. Będzie to potwierdzeniem formacji
        młota. Jeśli wtorek zakończy się na wyższych poziomach, to czekają
        nas większe wzrosty, o zasięgu co najmniej 200 pkt. Scenariuszowi
        temu nie przeczy wykonana już właściwie formacja RGR ze szczytem
        głowy 11 grudnia.

        Z drugiej strony wykresy w USA wiszą na przepaścią. Jeśli dojdzie do
        załamania nastrojów, to możemy być świadkami sesji ze spadkiem DIJA
        np. o 500 pkt. Napór wycofywanych środków z TFI nie wygaśnie z dnia
        na dzień. Tym bardziej, że umorzenia realizowane są z pewną zwłoką.
        Banki przeżyły w piątek wyjątkowy nawał klientów, którzy panicznie
        zareagowali widząc jak środki im maleją z dnia na dzień o kilka
        procent. Ten napór nie jest do utrzymania na dłuższą metę. Można go
        określić jeszcze na maksimum tydzień lub dwa.

        Widząc tak niskie ceny wielu fundamentalnie silnych spółek nie
        sposób się nie dziwić. Są wśród nich takie, które w przypadku
        likwidacji firmy po sprzedaży majątku, przyniosłyby znacznie większy
        zwrot na akcję niż aktualna cena giełdowa. Takie paradoksy powstają
        tylko wskutek emocji, bo przecież perspektywy naszej gospodarki nie
        są aż tak złe.

        www.money.pl/gielda/komentarze/artykul/gpw;oznaki;przesilenia,43,0,313387.html

        • Gość: Augustyn Cena akcji do realnej IP: *.gdynia.mm.pl 15.01.08, 19:01
          wartości firmy może oczywiście wyglądać tak jak piszesz, ale do czasu.
          Jeżeli łubudu w USA będzie na tyle duże, że przyjdzie recesja, to i wartości
          (realne) polskich firm polecą, bo im sprzedaż spadnie.
          Spirala recesji się nakręci i będzie pozamiatane.
          Ja w każdym razie przegapiłem moment na sprzedanie swoich jednostek.
          Może Fed ciachnie stopy i się trochę odkuję, ale bardziej prawdopodobne jest to,
          że dałem ciała i stracę swoje skromne oszczędności.
          Trudno za debilizm i wiarę w system oparty na kredycie trzeba zapłacić.
          Hej
          • biennale Stało się 15.01.08, 21:35
            Będzie to miało wpływ na giełdę, spowolnienie, recesję, podwyżki stóp
            procentowych, niewypłacalność firm, mniejsze przychody budżetowe. Zagrożone będą
            inwestycje i bezrobocie znów wzrośnie.
            Niestety, takie są koleje losy życia na krechę, hazardu moralnego i słabej
            edukacji ekonomicznej. Zawiniła też globalna nierównowaga i pogoń za wskaźnikami
            ekonomicznymi.
            Nie wzrost jest najważniejszy lecz rozwój we wszystkich dziedzinach.
            Jakość życia - Human Developepment Index.
            • Gość: Augustyn Re: Stało się IP: *.lodz.mm.pl 15.01.08, 23:06
              Jeszcze się nie stało biennale!
              Póki co recesji nie ma. System działa od dawna na wariackich papierach.
              Z edukacją masz rację. Przypomnę choćby fakt jak niewielu ludzi zdaje sobie
              sprawę, że pieniądze pożyczane od banku nie pochodzą z depozytów, ale są nowym
              pieniądzem dłużnym (stąd m.in. długi, które nigdy nie będą spłacone; nie
              pamiętam ile trylionów dolarów wisi wuj Sam).
              Jeżeli czarny scenariusz się sprawdzi (cięcia Fedu, bo będą na pewno, nie ruszą
              trupa do tanga), to rację mieli i mają anarchiści (libertarianie) opisujący
              współczesny system jako szyderstwo z wolnego rynku.
              Nie wiemy jednak jak wpłyną na rynki zapasy zgromadzone np. przez Chińczyków.
              W każdym razie tak, czy siak, bankierzy pokazali jak destrukcyjny wpływ na losy
              Kowalskich i Smithów mieć mogą.
              Cóż-w łeb sobie nie strzelę, jak stracę to, co mam.
              Jak przyjdzie wielkie jebudu to stracą wszyscy (marne to dla mnie
              pocieszenie-he,he).
              Do zrobaczenia
              • Gość: gru Re: Stało się IP: *.toya.net.pl 17.01.08, 23:54
                wuj Sam to jak wiesz drukuje dolary sam i wydaje na świecie !
                bo jest genialnie niematematyczny ale przy wielkości USA to nie ma recesji ,tam
                takie coś nie istnieje narazie to propaganda EU dla ochrony tzw.EURO opartego na
                ekonomii socjalizmu.
                i pamiętajmy że prowadzi sobie wojnę o cos tam ? z to kosztuje..
                • biennale Światową gospodarkę czeka pewny krach 18.01.08, 07:35
                  Nie ma się co oszukiwać,
                  "Polska będąc krajem rozwijającym się, podobnie jak inne rynki wschodzące, jedna
                  z pierwszych odczuje skutki kryzysu w postaci odpływu inwestycji zagranicznych -
                  pisze w DZIENNIKU amerykański ekonomista Joseph Stiglitz"
                  www.dziennik.pl/gospodarka/article110130/Swiatowa_gospodarke_czeka_pewny_krach.html
                  • Gość: gru urocze bełkoty profesorka .......strata czasu.... IP: *.toya.net.pl 18.01.08, 12:00
                    tak kryzys dotknie kraje rozwiniente
                    bo niemiec odczuje z 5-10% bo sprzeda do USA mniej BMW czy AUDI
                    a Polska? nic nie będzie czuła poza propagandą o "wielkim kryzysie"
                    jakby Joseph Stiglitz był ekonomistą apolitycznym to napisał by że w UE
                    n.p. w Polsce, dochodzi do niesamowitego kryzysu ! np. w polsce zarabia sie
                    równowartość 300 litrów ropy a w niemczech 1200 litrów przez pracownika
                    obsługującego identyczna maszynę ! i co jest to wynik ekonomicznego wyboru
                    polskiego pracownika ?
                    wymyslanie że wielki kryzys będzie odpowiedzialny za sytuacje w polsce jast
                    takim samym biadoleniem jakby plamy na słońcu miały wpływ na gospodarkę polski!

                    jak jesteśmy w kryzysie to kolejny jest tylko w propagandzie,
                    jak jest biedak co jest głodny bo nie pracuje w fabryce to jak zlikwiduja
                    febrykę to on nie odczuje więcej głodu, zacznaja go odczuwać byli pracownicy
                    fabryki! biedakowi jest to obojetne
                    • Gość: tak Stiglitz to legenda IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.08, 14:01
                      Jego uwagi są na czasie.
                  • Gość: Augustyn A jak Chinole zaczną kupować! IP: *.lodz.mm.pl 18.01.08, 23:01
                    Biennale, jak Chinole zaczną kupować, to może uratują sytuację. Rezerwy mają
                    (miliardy, setki miliardów zielonych). Citi bank będzie się nazywał Hi-ho-mici,
                    ale moje oszczędności ocaleją.
                    Napisz, że jest taka szansa.
                    • biennale Rynek azjatycki? 21.01.08, 08:46
                      To ryzykowna hipoteza. Chiński rynek finansowy choć oparty o dobre wskaźniki
                      zdradza oznaki przewartościowania. Ich nadwyżki oparte są o papiery
                      amerykańskie, a te jak wiadomo, staja się coraz słabsze.
                      Mity o niskich stopach procentowych jako remedium na rozwiązanie problemu jest
                      zjawiskiem sprawdzonym na gruncie gospodarki Japonii (0,5%) i niechęci
                      tamtejszych przedsiębiorców do ryzyka. Przeważa niepewność, zjawisko
                      niemierzalne i groźne.
                      Niski pułap stóp procentowych w USA doprowadził do uruchomienia zjawiska
                      mnożnikowej kreacji pieniądza i jego nadmiernej podaży na rynkach. Teraz ten
                      pieniądz nie mający pokrycia paruje, a góry wartości rynkowych akcji topnieją.
                      Przyjrzyj się dzisiejszym indeksom azjatyckich tygrysów: spadki pod 3,5%!
                      finance.yahoo.com/#market_summary_asiaP.S.
                      Znajdujemy się w ciekawym momencie gospodarki niepewności i znacznych
                      przewartościowań ekonomicznych.
                      • Gość: Augustyn Prawie się zgadzam Biennale. IP: *.gdynia.mm.pl 21.01.08, 17:12
                        To, co Azjaci trzymają w innych niż pieniądz papierach wartościowych jedzie w
                        dół.
                        Ale Singapur, Pekin itd. to również żywa gotówa.
                        Pytanie, jak odkupienie części własności pomoże rynkowi.
                        Ty piszesz o kreowaniu pustego pieniądza przez rząd i przyzwolenie na radosną
                        twórczość banków (przypominam tym, co jakoś przeoczyli ten fakt, ze większość
                        pieniądza to dług po prostu; za każdym razem, gdy bierzemy kredyt, bank kreuje
                        nowy pieniądz).
                        Pytanie, na ile pieniądz "realny" vel namacalny, może uratować sytuację. I czy
                        rzeczywiście jest realny (jest wartością, a nie długiem). Bo Jankesi go
                        drukowali bez opamiętania licząc, ze nie będzie użyty.
                        Amerykanie żyli bez oszczędności, ale Azjaci (i nie tylko-Norwegowie też) je
                        mają i mogą (chyba) użyć. Jak to się spotka z Keynesizmem Buszmena i Feda, to
                        efekt może być odwrotny do zamierzonego.
                        Prawdopodobnie wszystko się rozdupcy jednak.
                        System (monetarny) jest tak popierniczony, że konia z rzędem temu, kto z tego
                        wybrnie.
                        • biennale Re: Prawie się zgadzam Biennale. 22.01.08, 09:01
                          Problem w tym, że generalnie rynkom brakuje pieniędzy. Zwróć uwagę, że z rynków
                          azjatyckich w ciągu kilku dni wyparowało już ponad 5 bilionów dolarów. Podobno
                          krąży po świecie ponad 550 bilionów pustego pieniądza.
                          Największe skutki odczują ci, którzy pożyczyli pieniądze z banków aby
                          zainwestować na giełdzie. Skutki odczują także zadłużony system finansów
                          publicznych, w tym także samorządy.
                          Owczy pęd do życia na kredyt dał się zauważyć w Polsce, w Łodzi, w niemal
                          każdej rodzinie. A jak sam doskonale wiesz, wzrost oparty na popycie wewnętrznym
                          napędzanym kredytami szybko i boleśnie sie skończy. Bilans handlowy mamy
                          niekorzystny już od dłuższego czasu.
                          Na marginesie, czy zauważyłeś aby światły ekonomista rządzący Łodzią zwrócił się
                          do mieszkańców i zapewnił, że posiada plan awaryjny na wypadek kłopotów
                          gospodarczych? zamiast tego mamy tematy zastępcze: foliówki, Święto Trzech
                          Króli, etc.
                          • Gość: Augustyn Kropa to dziecko PRL-u IP: *.lodz.mm.pl 22.01.08, 12:42
                            Już to pisałem; dla Ciebie Biennale powtarzam.
                            Kropiwnicki jest wyznawcą Keynesa, czyli tego, co stało się przyczyną
                            katastrofy. Jerzy wierzy, że można żyć na kredyt, a jak są kłopoty, to nawet
                            trzeba. Zawsze nienawidził profesora Balcerowicza, Grabowskiego itd. Czego więc
                            się spodziewasz? Że przygotuje plan? Przecież teorie, za które dostawał kasę,
                            których bronił w dysertacjach, dzięki którym trwał w polityce (w ZChNowskim
                            antybalcerowiczowym szambie)... właśnie idą w ...
                            Pytanie jak dotrzeć z przekazem do ludzi? Armagedon (bo masz rację, że
                            najprawdopodobniej będzie dramat) obudzi w Polakach potwory (wylezą kompleksy,
                            chamstwo, ignorancja i homo sovieticus).
                            Kropa nie ma planu, Donek nie ma planu...
                            Mówisz, że pieniądz przetrzymywany przez banki centralne też jest pusty? Może...
                            A libertarianie (i nie tylko-bo austriacka szkoła ekonomii też) piszą o
                            zadłużonym pieniądzu od dziesiątek lat. U nas tylko chłopaki z UPR-u mieli
                            odwagę podważać "prawdy" głoszone przez wielkonakładowe media (wyjątkiem jest
                            bidul Gadomski).
                            Na pierwszych stronach okrągłe stoły, żądania podwyżek (w takich
                            okolicznościach!!!), relacje polsko-rosyjskie i rozpad związku jakiejś "gwiazdy".
                            Świat jest zaludniony kretynami Biennale. Zero wiedzy, zero zasad, zero...
                            Jeżeli będzie rzeczywiście wielkie jebudu, to znienawidzę demokrację i tzw. lud
                            do reszty.
                            Hej
    • Gość: wróżenie z fusów Kryzys nadciąga... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.08, 12:52
      Coraz szybszymi krokami. Ciekawy będzie miał przebieg dla polskiej gospodarki.
      • Gość: ostrożność sądu Kłopoty samorządów IP: *.toya.net.pl 04.02.08, 21:35
        Wzrosną długi samorządów?
        Pogorszenie koniunktury gospodarczej może w 2008 roku spowodować spadek dochodów
        podatkowych samorządów, a presja na wzrost wydatków może rosnąć ze względu na
        żądania płacowe w oświacie.
        Efektem może być pogorszenie wyników operacyjnych samorządów i wzrost zadłużenia
        - ocenia agencja ratingowa Fitch.
        - Samorządy lokalne mogą odnotować znacznie mniejszy wzrost dochodów podatkowych
        niż w latach ubiegłych, m.in. ze względu na pogorszenie się koniunktury
        gospodarczej. Fitch szacuje, że wzrost PKB wyniesie 5,5 proc., podczas gdy w
        latach 2006-2007 wynosił ponad 6 proc. rocznie - napisali analitycy Fitch w
        raporcie.
        - Dodatkowo wzrost dochodów z PIT, drugiego, co do wielkości źródła dochodów
        samorządów, może być niższy niż w latach ubiegłych w związku z wprowadzeniem
        przez państwo ulgi z tytułu wychowywania dzieci - dodaje Fitch.
        Agencja przypomina, że zgodnie z prognozami Ministerstwa Finansów w wyniku ulgi
        prorodzinnej samorządy stracą ok. 3,4 mld zł, co stanowi ok. 16,7 proc. ich
        wpływów z podatku PIT w 2006r.
        Częściowo strata ta może zostać zrekompensowana przez rosnące zatrudnienie oraz
        wyższe płace.
        Jednak wzrost wynagrodzeń - zwłaszcza w oświacie - może stanowić kolejny problem
        dla samorządów.
        - W 2008 roku może wzrosnąć presja na wydatki operacyjne samorządów w związku z
        planowanym wzrostem płac nauczycieli.
        Wydatki samorządów lokalnych na edukację są współfinansowane przez państwo z
        części oświatowej subwencji ogólnej. Jednak otrzymywane środki finansowe są
        niewystarczające nawet na sfinansowanie wydatków na wynagrodzenia. Różnica
        pomiędzy otrzymywaną subwencją oświatową, a faktycznymi wydatkami na edukację, z
        których ponad 80 proc. to wydatki na wynagrodzenia, powiększa się - ocenia Fitch.
        Analitycy agencji uważają, że presja na wydatki operacyjne oraz mniejszy wzrost
        dochodów podatkowych mogą spowodować pogorszenie się wyników operacyjnych
        samorządów.
        - Powyższe czynniki oraz wysokie wydatki inwestycyjne w latach
        2008-2013 wpłyną na wzrost zadłużenia samorządów. Pomimo tego, że co najmniej od
        czterech lat rozważana jest reforma finansów publicznych, rok 2008 nie
        przyniesie żadnych znaczących zmian w tej kwestii. Nowy rząd rozważa dalszą
        decentralizację zadań, ale żadne decyzje nie zostały jeszcze podjęte - piszą w
        raporcie.
        Według oceny Fitch w 2007 roku zadłużenie samorządów wzrosło o około 2 mld zł,
        ale nie powinno to mieć negatywnego wpływu na ich zdolność kredytową biorąc pod
        uwagę rosnące dochody oraz lepsze wyniki finansowe na poziomie operacyjnym.
        Agencja uważa, że mimo wzrostu zadłużenia związanego z większymi inwestycjami w
        kolejnych pięciu latach, dług w relacji do dochodów bieżących powinien pozostać
        na bezpiecznym poziomie.
        - Niezbędnym jest, aby samorządy generowały odpowiednie wyniki na poziomie
        operacyjnym, gdyż nadwyżka operacyjna powinna stanowić główne źródło spłaty
        zadłużenia - ocenia Fitch.
        • Gość: omen Same kłopoty IP: *.toya.net.pl 06.02.08, 07:31
          Na rynkach finansowych tsunami. Pieniądze na giełdach parują. Recesja murowana.
          • Gość: augustynowi Uwaga na fundusze IP: *.toya.net.pl 06.02.08, 08:26
            fundusze.wp.pl/POD,7,a,2,b,3,typ,3,wid,9632006,index.html?rfbawp=1202282467.284&ticaid=154f9
            • Gość: symptom Pomruki nadchodzącej burzy IP: *.toya.net.pl 12.02.08, 13:12
              Symptomy nadciągającego kryzysu

              *Amerykański rynek nieruchomości ma problemy: coraz mniejszy jest popyt na nowe
              domy, a ludzie mają problemy ze spłatą kredytów hipotecznych

              *Rośnie zadłużenie na amerykańskich kartach kredytowych

              *Ropa gwałtownie drożeje, co powoduje podwyżki cen towarów i usług

              *Wzrasta inflacja, co pociąga za sobą spadek konsumpcji i kłopoty w handlu i
              przemyśle

              * Spada amerykańskie PKB, co pociąga za sobą spowolnienie tempa wzrostu na całym
              świecie

              *Rozpowszechnienie giełdy spowodowało napływ inwestorów amatorów. Nerwowo
              reagują na spadki na Wall Street, co coraz bardziej destabilizuje rynki finansowe

              * Złoto idzie w górę. W sytuacjach kryzysowych jest pewniejsza lokatą niż dolar
              czy euro

              * Spadek wartości dolara prowadzi do recesji w USA
              • Gość: groźnie śmiesznie Pomruki nadchodzącej katastrofy IP: *.toya.net.pl 20.02.08, 11:59
                Etapy finansowej katastrofy według profesora Nouriela Roubiniego:
                1. To najgorsza recesja w historii amerykańskiego rynku nieruchomości. Ceny
                domów, jego zdaniem, spadną w porównaniu z punktem szczytowym o 20 do 30
                procent, co oznacza, że gospodarstwa domowe zubożeją o 4000-6000 miliardów
                dolarów. Dziesięć milionów gospodarstw domowych znajdzie się na minusie – to
                dość, by mnóstwo domów wystawiono na licytację, a liczne firmy budowlane
                zbankrutowały.
                2. Dalsze straty, przekraczające szacowane obecnie 250-300 miliardów dolarów z
                tytułu ryzykownych kredytów hipotecznych. Około 60 procent wszystkich kredytów
                hipotecznych udzielonych między rokiem 2005 i 2007 "zostało przyznanych w sposób
                szalony i szkodliwy", twierdzi profesor Roubini. Goldman Sachs szacuje straty z
                tytułu kredytów hipotecznych na 400 miliardów dolarów. Jeżeli jednak ceny domów
                spadną o więcej niż 20 procent, straty będą dotkliwsze. To jeszcze bardziej
                ograniczy zdolność banków do udzielania kredytu.
                3. Głębokie straty na niezabezpieczonych kredytach konsumenckich: kartach
                kredytowych, kredytach motoryzacyjnych, pożyczkach studenckich i tak dalej.
                "Kryzys kredytowy" przeniesie się z segmentu hipotecznego na cały obszar kredytu
                konsumenckiego.
                4. Obniżenie wiarygodności kredytowej dla ubezpieczycieli obligacji nie
                zasługujących na rating AAA, niezbędny by działać w tym biznesie. Konsekwencją
                będą dalsze odpisy na sumę 150 miliardów dolarów z tytułu inwestycji w papiery
                zabezpieczone aktywami.
                5. Krach na rynku nieruchomości komercyjnych.
                6. Bankructwo dużego regionalnego lub narodowego banku.
                7. Wielkie straty z tytułu lekkomyślnie przeprowadzanych operacji wykupów
                lewarowanych. Setki miliardów dolarów z pożyczek udzielanych na ten cel spoczywa
                dziś w bilansach instytucji finansowych.
                8. Fala korporacyjnych upadłości. Generalnie amerykańskie firmy są w niezłej
                kondycji, ale wiele z nich ma niską rentowność i jest potężnie zadłużona. Takie
                upadłości przyczynią się do dalszych strat w segmencie "swapów na wypadek
                niewypłacalności", które ubezpieczają tego rodzaju dług. Straty mogą sięgnąć 250
                miliardów dolarów i spowodować bankructwo niektórych ubezpieczycieli.
                9. Kryzys w "finansowej sferze cienia". Sytuacja funduszy hedgingowych i innych
                specjalnych wehikułów inwestycyjnych stanie się tym trudniejsza, że nie mają one
                bezpośredniego dostępu do pożyczek z banków centralnych.
                10. Wyprzedaż akcji na giełdzie. Upadek funduszy hedgingowych i kurczenie się
                marż oraz zakładanie krótkich pozycji może doprowadzić do lawinowego spadku cen.
                11. Radykalne ograniczenie płynności na licznych rynkach finansowych, w tym na
                rynku międzybankowym i pieniężnym. Oprócz tego wzrosną obawy o wypłacalność
                poszczególnych graczy.
                12. Błędne koło strat, wycofywania kapitału, utrudnień w dostępie do kredytu,
                wymuszonej likwidacji i panicznej wyprzedaży aktywów poniżej ich ceny
                fundamentalnej".
                • Gość: Augustyn A może jednak nie... IP: *.lodz.mm.pl 25.02.08, 13:50
                  Pytanie, czy to takie proste jest...
                  Widzisz system "dłużnego" pieniądza działa jednak od lat kilkudziesięciu. Banki
                  kreują nowy pieniądz (pieniądz jako dług, a nie wartość) nie od wczoraj.
                  Z kolei pieniądz oparty na złocie też swoje wady miał.
                  Dopóki wytwarzamy więcej i więcej towarów i usług, dopóty system ma szanse się
                  kręcić (choć sam przyrost dóbr nie musi nas uratować od katastrofy)
                  W Skandynawii już postuluje się konieczność podwyższenia bankowych zapasów
                  (czyli zasobów właściciela i depozytów bankowych) w relacji do ilości nowego
                  pieniądza (kreowanego każdorazowo wtedy gdy bank udziela Ci kredytu).
                  Efekt domina (motyla jak wolisz) może się pojawić, ale nie musi.
                  Jakoś na dniach rząd Kataru zaczął kupować po kawałku banki, które znalazły się
                  w kłopotach. Wschód pompuje więc w Zachód pieniądze, które zarobił i oszczędził.
                  Motyla można więc ukatrupić zanim zacznie merdać skrzydełkami.
                  Nikt nie wie, jak na tzw. światową gospodarkę mogą dziś wpłynąć Chiny i Indie.
                  Zamieszanie jest spore, system działa na wariackich papierach, katastrofa może
                  nadejść, ale nie musi.
                  • biennale jednak tak... 25.02.08, 15:54
                    Robert Kiyosaki świetny pisarz i ekonomista twierdzi, że przypadki Enronu,
                    WorldComu, a także nagłe spadki na rynku giełdowym zachwiały zaufanie
                    inwestorów. Jednak najgorsze dopiero nadejdzie; krach na giełdzie, a dla których
                    dla których fundusze inwestycyjne są jedynym instrumentem inwestycyjnym mającym
                    zapewnić im dochód na emeryturze to iluzje. Nieuchronnie zbliżamy się do
                    największego w historii krachu na rynku. Kryzys finansowy dotknie USA, a
                    następnie wszystkie rynki zachodnie, gdy na emeryturę zaczną przechodzić ludzie
                    urodzeni w czasie powojennego wyżu demograficznego. Tylko w USA ich liczba może
                    sięgnąć nawet 83 milionów. Gdy zaczną oni wypłacać swoje oszczędności, rynki
                    giełdowe załamią się, ponieważ odpłyną z niego ogromne ilości pieniędzy. A
                    prognozy te nawet nie uwzględniają i tak już niestabilnej bieżącej sytuacji na
                    giełdzie; duże spółki bankrutują, co sprawia, że indeks Dow Jonesa gwałtownie spada.
                    Może jednak czas przygotować się na taką ewentualność?
                    • Gość: leo jednak tak... Greenspan IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.08, 11:48
                      Greenspan znowu straszy recesją

                      - Obecne problemy finansowe są głębsze niż te, które występowały wcześniej, więc
                      nie byłbym zdziwiony, gdyby recesja była głębsza niż dwie poprzednie, płytkie –
                      powiedział wczoraj Alan Greenspan, były szef Fed. Zarówno w opinii Greenspana
                      jak i innych analityków w przeciągu ostatnich miesięcy prawdopodobieństwo
                      wystąpienia recesji w USA zwiększyło się do ok. 50 proc. Greenspan spodziewa się
                      ponadto dalszych wzrostów cen ropy oraz spadków transakcyjnych cen domów.
                      • Gość: leo Re: jednak tak... Stiglitz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.08, 11:54
                        Stiglitz: Gospodarka USA prawdopodobnie w recesji
                        DI, Bloomberg, PAP 26.02.2008 11:42

                        Gospodarka USA prawdopodobnie jest w recesji - ocenił we wtorek laureat nagrody
                        Nobla z ekonomii Joseph Stiglitz. Stwierdził, że w amerykańskiej gospodarce
                        widoczne jest bardzo znaczące spowolnienie.
                        Dodał, że były szef Fed Alan Greenspan w dużej mierze odpowiada za spowolnienie
                        w USA. "Greenspan ma rację, że obecne załamanie będzie najgorsze od 25 lat, ale
                        on w dużej mierze za nie odpowiada" - powiedział Stiglitz.

                        Według Stiglitza, Greenspan był "aktywnym promotorem" bańki na amerykańskim
                        rynku nieruchomości.

                        Stiglitz ocenił, że obecny szef Fed Ben S.Bernanke zbyt późno przystąpił do
                        obniżek stóp procentowych. Określił cięcia stóp przez Fed jako "paniczne" działanie.
                    • Gość: Augustyn A Wschód? IP: *.lodz.mm.pl 26.02.08, 16:36
                      Drogi Biennale!
                      Być może Armagedon nadchodzi. Mieliśmy rację, pisząc jesienią o zbliżającym się
                      kryzysie.
                      Warto jednak uwzględnić te zmienne (czynniki), które mogą złagodzić wstrząsy.
                      W odróżnieniu od końcówki lat 20tych XX wieku, mamy dziś dość mocne gospodarki
                      państw U.E. (nawet Polska, czy Rumunia, to nie to samo, co w międzywojniu). Mamy
                      Chiny i Indie. Arabów z ich nadwyżkami (góra zielonych) mamy.
                      Recesja (a może tylko takie "spowolnienie" bliskie zeru?) chyba w USA będzie (na
                      razie ujemnego wzrostu nie ma, co by noblista Józef Stiglitz nie pisał). W
                      Europie też tąpnie.
                      Ale czy nadchodzi katastrofa? Może tak.
                      A może z wiosną i dobre wieści z rynków płynąć zaczną? Kto wie?!
                      A przygotowywać się na katastrofę gospodarczą chyba nie warto. Bo niby jak?
                      • biennale Re: A Wschód? Jest to możliwe 27.02.08, 13:20
                        Gość portalu: Augustyn napisał(a):

                        W odróżnieniu od końcówki lat 20tych XX wieku, mamy dziś dość mocne gospodarki
                        państw U.E. (nawet Polska, czy Rumunia, to nie to samo, co w międzywojniu). Mamy
                        Chiny i Indie. Arabów z ich nadwyżkami (góra zielonych) mamy.
                        Recesja (a może tylko takie "spowolnienie" bliskie zeru?) chyba w USA będzie (na
                        razie ujemnego wzrostu nie ma, co by noblista Józef Stiglitz nie pisał)"

                        Zgadza się. Gospodarki mocne ale i segment wydatków sztywnych w budżecie coraz
                        większy.

                        Jednak jak twierdzi Roger Bootle, dyrektor zarządzający Capital Economics i
                        doradca komisji skarbu brytyjskiej Izby Gmin rośnie ryzyko kryzysu podobnego jak
                        w latach 30. – Jest możliwe, że będziemy mieli powtórkę z lat 30. Może być tak
                        poważnie, jak w 1929 roku. Dzięki temu iż władze monetarne wyciągnęły wnioski z
                        poprzednich kryzysów i nauczyły się przeciwdziałać pogłębianiu dekoniunktury,
                        prawdopodobieństwo znacznego spowolnienia gospodarczego jest bardziej
                        prawdopodobne niż globalnej depresji. Możliwe jest wykorzystanie instrumentów
                        fiskalnych i uruchomienie rezerw przez kraje, które w ostatnim czasie je
                        nagromadziły (Chiny i kraje arabskie).

                        Zmieni się przez to globalny system geopolityczny. Inaczej wyglądać może Europa.

                        • Gość: Augustyn Re: A Wschód? Jest to możliwe IP: *.lodz.mm.pl 28.02.08, 13:58
                          I od razu inaczej Biennale się poczułem. Szczypta optymizmu to żaden wstyd.
                          A to, że polski budżet ma syfiastą strukturę, to oczywiste.
                          Dopóki jednak jakoś się kręci, "lud ciemny" poprze każdego "cudotwórcę".
                          Nie wiem, czy czytałeś wywiad z Bonim (chyba w Polityce), ale lektura to smutna.
                          Z formacji (w deklaracjach) liberalnej PO przechodzi (zdaniem Boniego) na
                          pozycje skandynawskich socjaldemokracji; czyli redystrybucja jak najbardziej,
                          pomoc socjalna ma się zwrócić z nawiązką, "inwestycje" w edukację tez itd.
                          Oczywiście na to wszystko ma zarobić rynek, który spłaci też zaciągnięte
                          zobowiązania.
                          Co do nauki, jaką miały wynieść rządy i banki centralne z krachu lat 30tych, nie
                          zgadzam się z Tobą. Jeżeli jakiś bank udzielił wariackich kredytów, to powinien
                          sobie radzić sam z kłopotami. Teraz jest tak, że zyski mają bankierzy, a jak
                          przychodzą kłopoty, to płaci podatnik.
                          Za każdy obiad ktoś musi zapłacić (to ś.p. Milton). Za tzw. agresywną politykę
                          monetarną FEDu zapłacimy wszyscy.
                          A że system globalny sie zmieni? Jasne, że się zmieni.
                          Pozdrawiam.
                          • biennale Globalne tsunami 29.02.08, 08:15
                            Nie rozróżnia stron świata. Posiada ono tez swoją ozdrowieńczą rolę. Przywróci
                            właściwe proporcje skłonności do oszczędzania i konsumpcji. Nauczy szacunku do
                            pieniądza i przywróci zaufanie do rynków finansowych. Może skończy się budowanie
                            bizantyjskich obiektów, które z zderzeniu z nieodległą przyszłością staną
                            pomnikami niegospodarności.
                            Wchodzimy w nową epokę dostępu do wiedzy, dóbr intelektualnych, artystycznych
                            środków wyrazu. Jurny materializm przejdzie do lamusa wraz z reliktami
                            statycznego myślenia.
                            Pozdrawiam!
                            • Gość: Augustyn Jurny materializm jest o.k. IP: *.gdynia.mm.pl 29.02.08, 20:50
                              Biennale!
                              Skąpcy, chciwcy, materialiści nie są największą zakałą tego świata!
                              Chęć bogacenia się to znacznie bezpieczniejsze uzależnienie od np.
                              zaangażowanego rewolucjonizmu.
                              Niech więc ludziska się bogacą. To nie zbrodnia.
                              Ja myślę tak: USA wejdą teraz w stan "rozedrgania". Inflacja, stopy raz w dół
                              raz w górę (bo inflację trza będzie zdusić), bezrobocie tak koło 10%... Europa
                              też jęknie (u nas wzrost w przyszłym roku będzie między 1.5-2%, bezrobocie znowu
                              17-18%-kto się założy o 100 złotych?). Ale Wschód da czadu! I uratuje nasze
                              dupy... Ameryka Pd. tez ma się nieźle (nawet Argentyna!), bo popyt na surowce
                              jest ogromny. W każdym razie: zamiast głupiej tarczy, czas myśleć o tym, jak
                              zarobić kasę w Rosji, zamiast podniecać się Euro, trzeba myśleć o ukraińskich
                              czarnoziemach (Chińczycy chcą jeść!!!)itd. Dobrze będzie. Ale najpierw będzie źle...
                              • biennale Wieści z Azji i Australii 03.03.08, 07:11
                                nie są najlepsze. Spadki na tamtejszych rynkach potwierdzają kryzys globalny.
                                Nie przypadkowo Bernanke wieszczy bankructwo wielu banków, których strategia
                                polegała na ściganiu z innymi i walce o sprzedaż, a tym samym zyski. City Group,
                                Millenium są w wielkich opałach. Grupa AIG tak przyjaźnie reklamująca w mediach
                                swoje produkty przyznaje się do kilkunastu miliardów USD strat.
                                Zobacz, Augustynie rosnący w zawrotnym tempie wskaźnik WIGOR. On wyjaśnia naturę
                                trudnego pieniądza i rosnącą niepewność i nieufność sektora bankowego względem
                                siebie. Jeszcze parę miesięcy temu Twoje opinie traktowane były jako strachy na
                                lachy.
                                Jak myślisz, dlaczego prezydent miasta ekonomista jest taki smutny?
                                • Gość: Augustyn Kropa smutny? IP: *.lodz.mm.pl 03.03.08, 20:23
                                  A co mnie to obchodzi Drogi Biennale?! To jest ekonomista-keynesista i dziecko
                                  PRL-u (już to pisałem). Widzi (?) klęskę teoryj, w które wierzył (wiesz, że
                                  Kropa nienawidzi Balcerowicza, Grabowskiego, Bauca...).
                                  FED się miota (dzisiaj słyszałem asekuracyjna wypowiedź określającą działania
                                  banku jako "sprzeczne z większością teorii ekonomicznych"; coś tam przebąkiwał
                                  B. o możliwości podniesienia stóp i duszenia inflacji).
                                  W Azji tracą indeksy, ale to nie musi oznaczać katastrofy. Ważne jest, jak
                                  Azjaci wykorzystają rezerwy.
                                  W Rosji do gry wchodzi nowy car. Ciekawe jak wykorzysta kryzys Zachodu.
                                  Kilkanaście miliardów strat dla AIG jest do przełknięcia.
                                  WIGOR-u nie oglądałem. Zrobię to.
                                  Będzie źle, ale za dwa/trzy lata znowu ruszymy do boju.
                                  P.S. Szkoda Polaków w Anglii i Irlandii. Za dwa, góra trzy miesiące zaczną
                                  wracać. Bezrobocie jesienią znowu będzie koło 17%.
                                  Nie cieszę się, że miałem rację.
                                  Tym bardziej, że sam "tracę" swoje oszczędności.
                                  • biennale Dekompozycja systemu 04.03.08, 07:54
                                    Gość portalu: Augustyn napisał(a):

                                    > Kropa nienawidzi Balcerowicza, Grabowskiego, Bauca...).
                                    Nie stworzył przy okazji żadnej interesującej teorii. Na UŁ świecił światłem
                                    odbitym prof. Janusza Górskiego.

                                    > FED się miota (dzisiaj słyszałem asekuracyjna wypowiedź określającą działania
                                    > banku jako "sprzeczne z większością teorii ekonomicznych"; coś tam przebąkiwał
                                    B. o możliwości podniesienia stóp i duszenia inflacji).

                                    Niestety, ale Warren Buffett uważa, że amerykańska gospodarka jest już w
                                    recesji, nawet jeśli nie spełnia jeszcze przyjętej przez ekonomistów definicji.
                                    W dłuższej perspektywie amerykańska gospodarka znów będzie zdrowa.
                                    - Za jakiś czas moje dzieci będą żyć lepiej niż ja, chociaż w to nie wierzą –
                                    powiedział Buffett.

                                    > Będzie źle, ale za dwa/trzy lata znowu ruszymy do boju.

                                    Masz rację i dlatego należy o tym mówić już teraz, a nie tkwić w schematach
                                    skrojonych według nieaktualnych dziś schematów myślowych.
                                    > P.S. Szkoda Polaków w Anglii i Irlandii. Za dwa, góra trzy miesiące zaczną
                                    wracać. Bezrobocie jesienią znowu będzie koło 17%. Nie cieszę się, że miałem
                                    rację. Tym bardziej, że sam "tracę" swoje oszczędności.

                                    Wszyscy odczujemy skutki recesji. Zauważasz, że już sam fakt wysokiej inflacji
                                    oznacza okradanie obywateli z ich oszczędności (77% obywateli takowych nie
                                    posiada). Na dodatek zabawa w tzw. "koszyk inflacyjny, do którego wrzuca się to
                                    co wygodne dla statystyki jest mało eleganckim kreatywnym zabiegiem. Jestem Ci
                                    niebywale wdzięczny, że poruszyłeś problem o wiele bardziej istotny, a
                                    mianowicie edukację ekonomiczną, zdolność do wyciągania wniosków, formułowania
                                    strategii postępowania. Może w ten sposób potrafimy doszukiwać się istotnych
                                    przyczyn stanu rzeczy i oceniać rządzących według skuteczności ich oddziaływania
                                    na nasze bezpieczeństwo, wolność i odpowiedzialność.
                                    P.S. Określenia "jurny materializm" ożyłem celowo dla zdystansowania wobec
                                    zjawiska pompowania szeregu "baniek inwestycyjnych" i propagowania idei
                                    posiadania za każdą cenę, zamiast tworzenia warunków do poszerzania sfery
                                    dostępności, kreowania setek i tysięcy ścieżek dojścia do realizacji własnych
                                    oczekiwań.
                                    • Gość: Augustyn "Dekompozycja systemu"-za mocno! IP: *.lodz.mm.pl 04.03.08, 17:29
                                      Nie wiem, czyim światłem "świecił" Kropa; kiedyś mój przyjaciel opowiadał mi o
                                      spotkaniu, które zorganizowali przegrani AWS-owcy (Miller rządził). Kropa
                                      przyjechał na spotkanie spóźniony, wszedł na salę, rozejrzał się, zobaczył
                                      Grabowskiego i wykrzyknął, że jak albo on (cezar) albo "ten monetarysta".
                                      Nominacja Bauca na ministra finansów też była ciosem w jego narcyzm. To nie jest
                                      wątek poświęcony naszemu prezydentowi, napiszę tylko jeszcze, że uważam jego
                                      pierwszą kadencję za najlepsze czterolecie Łodzi w III RP (choć na Kropę nie
                                      głosowałem).
                                      Wracając do "dekompozycji" systemu. Mam wrażenie (dzisiaj też słuchałem jego
                                      konferencji), że B. się miota na maksa. Mister G. z kolei ocenia ryzyko recesji
                                      na fifty-fifty (oczywiście on nie zawinił). Żabojad zapowiada "interwencję" w
                                      celu osłabienia euro. Czyli znowu dosypie siana do systemu (niedawno to zrobił).
                                      Nie jest dobrze...
                                      U nas inflacja zżera lokaty, o giełdzie nie wspominam...
                                      Zobaczymy.
                                      Pozdrawiam Cię.
                                      • biennale Re: "Dekompozycja systemu"-za mocno! 06.03.08, 22:29
                                        Ja też pewne wspomnienie gdy po upadku rządu Jana Olszewskiego (4 czerwca 1992)
                                        w sali lustrzanej Pałacu Poznańskiego miało miejsce spotkanie z L.R. Moczulskim,
                                        ówczesnym szefem Konfederacji Polski Niepodległej. Przyszły prezydent Łodzi
                                        wszedł na salę mocno spóźniony, włosy zmierzwione, rozejrzał się po sali i
                                        dostrzegł wolne miejsce przy moim stoliku. Całe spotkanie miałem wypełnione
                                        opowieściami i parodiowaniem w wykonaniu spóźnionego polityka i ministra pracy,
                                        kogo? Braci bliźniaków, jakże wtedy przegranych polityków.
                                        Ale koniec opowieściom i wspominkom.
                                        To co dzieje się na rynkach finansowych świata potwierdza samospełniającą się
                                        przepowiednię. Zobacz indeksy giełdowe DJ, S&P, a także i giełd europejskich.
                                        Przypuszczam, że giełdy azjatyckie także zapłoną na czerwono.
                                        na naszej giełdzie dominuje niepewność, strach i dramatycznie mała podaż. Giełda
                                        bez finansowej kroplówki będzie wegetować. Odejście od podatku od zysku z lokat
                                        bankowych całkowicie rzuci rynek na kolana.
                                        Nie dziwni Cię, szlachetnie urodzony dyskutancie jak mało osób uczestniczy w
                                        dyskusji na temat tak ważny dla przyszłości naszej i przyszłych pokoleń. Ale to
                                        już temat na odrębne rozważania.
                                        Miło mi się z Tobą rozmawia, pomimo różnic w ocenie zdarzeń gospodarczych i
                                        postaw ideowych.
                                        Ściskam Cię!
                                        • Gość: Augustyn Nie różnimy się aż tak! IP: *.gdynia.mm.pl 07.03.08, 08:45
                                          W każdym razie nie w opisie tego, co się dzieje w gospodarce. Od jakiegoś czasu
                                          staram się szukać jasnych punktów, no nadziei jakiejś.
                                          Choć chłodna analiza skłania mnie do zgody na to, co piszesz: będzie źle.
                                          Szamotanina, sięganie po Keynesa, wreszcie obserwacja wskaźników gosp., wszystko
                                          to potwierdza wyrażane przez nas obawy (nasz rynek nieruchomości też jęknie;
                                          najpóźniej w maju).
                                          Co do różnic ideowych; one są bez znaczenia wtedy gdy rozmawiają ludzie o pewnym
                                          poziomie kultury i wykształcenia (lubię rozmawiać z socjaldemokratami, którzy
                                          wyzbyli się rewolucyjnych ciągot i szanują reguły wolnego rynku, chcąc je
                                          wykorzystać do realizacji stawianych sobie celów).
                                          Michał
                                          P.S. Szlachciura jestem jedynie po kądzieli. Od strony taty sami galicyjscy
                                          chłopi (dość zamożni, ale chłopi; obydwie odnogi rodu Augustynów mają się
                                          nieźle-wystarczy wklepać nazwisko do wyszukiwarki). Zresztą tato mojej mamy też
                                          ożenił się z chłopką.
                                          Tyle na temat "szlachetnego urodzenia".
                                          Dodam jeszcze tylko jedno: Rzeczpospolita szlachecka, a nie świat polskiego
                                          ludu, jest dla mnie punktem odniesienia. Czy mam do tego prawo? Moim zdaniem
                                          tak; każdy Polak ma prawo określić swoją tożsamość. Ważne, żeby wiedzieć do
                                          czego taki wybór zobowiązuje.
                                          • Gość: Augustyn Mądry wpis znalazłem... IP: *.gdynia.mm.pl 07.03.08, 23:28
                                            Z moich obserwacji wynika, że ceny transakcyjne na rynku
                                            nieruchomości są już obecnie niższe o 15-20% w porównaniu z tym co
                                            było na początku 2007 roku.
                                            Wrażenie stabilizacji pochodzi tylko z tego, że cały czas w
                                            internecie i agencjach wiszą oferty sprzedaży po starych zawyżonych
                                            cenach, które niestety wchodzą do tych wszystkich bzdurnych
                                            średnich, o których trąbią media.
                                            Tymczasem rynek (tj poziomy transakcyjne) jest już niżej, a będzie
                                            jeszcze dużo, dużo taniej (30-50%).

                                            Dlaczego ?
                                            To proste - załapaliśmy się na końcówkę globalnej hossy na
                                            nieruchomościach (trwała do 2006 roku), do tego ludzie podkręceni
                                            przez media po prostu dostali amoku i kupowali co popadnie i po
                                            każdej cenie, biorąc przy tym kolosalne kredyty. Znam młode osoby,
                                            bez żadnych oszczędności, za to z marnymi zarobkami rzędu 6-8k na
                                            rodzinę 2+1 czy 2+2, którzy brali po 500k kredytu !!.
                                            Efekt – mieliśmy hossę w pigułce, w dwa lata ceny wzrosły u nas
                                            tyle, ile na innych rynkach przez ponad 10lat. Przegoniliśmy przy
                                            tym wiele atrakcyjniejszych miast (m.in. Praga, Budapeszt, Berlin,
                                            Wiedeń, Bruksela!!), a w relacji do dochodów ceny nieruchomości w
                                            Polsce są dramatycznie drogie.

                                            Główne czynniki, które spowodują załamanie cen:

                                            1. Podaż nieruchomości w Polsce rośnie w szybkim tempie

                                            2. Trwa cykl podwyżek stóp procentowych, pod koniec roku
                                            oprocentowanie kredytów w pln zbliży się do 8%, wysokość rat
                                            kredytowych galopuje, przykład: kredyt 400k, na 30lat

                                            rata przy stopie 4,5% wynosiła ok.2600zł
                                            rata przy stopie 7,5% wynosi ok.3600zł
                                            Wzrost wysokości raty o 1000zł czyli prawe 40% !!
                                            Tego żaden wzrost wynagrodzeń nie zrekompensuje, tym bardziej,
                                            że...patrz pkt 3.

                                            3. Efekt wzrostu wynagrodzeń został całkowicie zniesiony przez
                                            skokowy wzrost kosztów utrzymania (ceny żywności, prądu, gazu,
                                            komunikacji, paliwa etc).

                                            Oficjalna inflacja wprawdzie wynosi ‘tylko’ 4.3% (dane za styczeń)
                                            ale to ma się nijak to wzrostu kosztów utrzymania, które w ciągu
                                            ostatniego roku skoczyły o jakieś 20-30%.
                                            Co ludzi obchodzi ile staniały plazmy, hotele czy żarcie w
                                            knajpach. Tego nikt nie musi kupować, a zwłaszcza ludzie, którzy
                                            wzięli kredyty ‘na styk’. Natomiast za czynsz, jedzenie, rachunki
                                            licznikowe, komunikację każdy MUSI płacić i tu jest prawdziwy ból.
                                            Opowiadanie, że wzrost wynagrodzeń o te 10-15% poprawił sytuację
                                            budżetów domowych to bzdura, bo ten wzrost nie nadąża za podwyżkami
                                            podstawowych towarów i usług !!

                                            4. Polskie banki zaraz ograniczą dostępność kredytów, bo się
                                            zorientują, jak mocno koniunktura siada
                                            www.biec.org/?display=show_me_news&id=226
                                            www.biec.org/?display=show_me_news&id=227
                                            Gros kredytów hipotecznych została zaciągnięta w jednym cyklu
                                            koniunkturalnym (ostatnie 2-3 lata), więc ryzyko dla banków jest
                                            gigantyczne. W momencie pogorszenia sytuacji gospodarczej w Polsce,
                                            a to już powoli się dzieje a przybierze na sile za parę kwartałów,
                                            jakość portfela kredytowego banków błyskawicznie się pogorszy.
                                            Zacznie się zakładanie rezerw i ograniczanie dostępności kredytów.

                                            Przecież wystarczy, że banki wprowadzą wymóg wkładu własnego na
                                            poziomie 10-20% (co jest logiczne w sytuacji spadających cen
                                            nieruchomości) i popyt kompletnie się załamanie.

                                            5. Spada liczba ludności w Polsce (a więc i rodzin) i w niektórych
                                            dużych miastach np. Warszawa ma ujemny przyrost mieszkańców (saldo
                                            przyrostu naturalnego + saldo migracji jest ujemne!!)

                                            6. Na świecie idzie recesja, jest ryzyko depresji stulecia!!

                                            7. Nominalny wzrost cen mieszkań w połączeniu z aprecjacją złotego,
                                            doprowadził do wyzerowania zagranicznego popytu inwestycyjnego na
                                            polskie nieruchomości.

                                            1k euro to już tylko niecałe 3600zł, więc 6k za m2 mieszkania to ok
                                            1700eur!! Tyle albo mniej kosztują mieszkania w wielu europejskich
                                            stolicach (m.in. Praga, Budapeszt, Berlin, Wiedeń, Bruksela) w
                                            przyzwoitych lokalizacjach .
                                            6k pln to naprawdę góra pieniędzy za m2 mieszkania w bloku w
                                            brzydkiej Warszawie z kiepską komunikacją i relatywnie niskimi
                                            zarobkami.
                                            Musicie, ludzie, uwierzyć, że są miasta na w Europie, gdzie jest
                                            dużo taniej i ładniej i gdzie zarabia się znacznie więcej.
                                            Tak więc 6k pln za m2 mieszkania w Warszawie to wciąż drogo i
                                            będzie taniej. Rynek nie rychliwy, ale sprawiedliwy.


                                            Proces przeceny nieruchomości w Polsce dopiero się rozkręca i nie
                                            jest to korekta, tylko odwrócenie trendu... czekają nas wieloletnie
                                            i głębokie spadki cen (bessa w pigułce, tym razem gorzkiej).
                                            Niestety mechanizmy rynkowe są bezwzględne i ukarzą wszystkich
                                            nieroztropnych.

                                            Oczekuję stabilizacji cen nowych mieszkań w dobrej lokalizacji na
                                            poziomie ok 1,5k euro, co oznacza mniej więcej następujące docelowe
                                            poziomy cenowe w pln:
                                            mieszkania w wielkiej płycie – 4k za m2 (to i tak grubo ponad 1k
                                            EUR, więc baaardzo dużo za taki syf)
                                            mieszkania nowe standardowe – 4-5k za m2
                                            dom z działką 1000m2 w odległości do 20km od centrum – 500k
                                            działki do 20km od centrum ok 150zł za m2

                                            Dla tych co uważają, że to niemożliwe załączam link do cen domów w
                                            UK:

                                            www.hbosplc.com/economy/latestregionalsummary.asp?region=london

                                            I od razu wyjaśniam, że Greater London to miasto Londyn wraz z
                                            najbliższymi przedmieściami (łącznie ok.8m ludzi), czyli taka
                                            Warszawa plus okolice typu Piaseczno/Pruszków/Stare
                                            Babice/Izabelin/etc. Poniżej link:
                                            en.wikipedia.org/wiki/Greater_London
                                            A więc w jednym z najdroższych i najbardziej prestiżowych miast
                                            świata, w momencie szczytu hossy nieruchomościowej, średnia cena
                                            domu wynosi obecnie ok. 300k GBP, czyli ok 1.4m pln !!

                                            Tymczasem u nas, gdzie średnia płaca w stolicy jest 4-5 razy
                                            mniejsza niż w Londynie, ceny domów osiągnęły zbliżone NOMINALNIE
                                            poziomy jak w Londynie!!!

                                            „Gratuluję” kupującym domy i działaczki w Polsce po londyńskich
                                            cenach, daliście się kosmicznie wkręcić kupując kilkukrotnie
                                            przewartościowane aktywa. Za rok-dwa wasze domy/działki nie będą
                                            nawet warte połowy tego co zapłaciliście.
                                            • biennale Re: Mądry wpis znalazłem... 08.03.08, 07:36
                                              Augustynie,
                                              Powyższym postem pokazałeś całe sztucznie kreowane i medialnie podkręcane
                                              oszustwo "boomu" na rynkach nieruchomości.
                                              Musisz zdawać sobie sprawę z tego, że wielu przedsiębiorców budowlanych i
                                              deweloperów nie będzie z tego zadowolonych, a wielu naganiaczy przystąpi do
                                              frontalnego ataku na przedstawione tezy.
                                              Natrafiłem na ekspertyzę szacownego Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową
                                              zalecającą trzymanie w ryzach cen nieruchomości z prostego powodu; ich załamanie
                                              spowoduje zachwianie sektora bankowego i instrumentów pochodnych. Stracą
                                              towarzystwa ubezpieczeniowe, a gospodarka niewątpliwie wyhamuje.
                                              Ceny na rynku były astralne niedostosowane do możliwości i zasobności portfeli
                                              gospodarstw domowych. Ich spadek o 30% i więcej jest normalną reakcją rynku,
                                              praw podaży, popytu i ceny.
                                              Miłego weekendu!
                                              • Gość: ad vocem Chyba giełda zaczyna się sypać IP: *.toya.net.pl 13.03.08, 09:49
                                                I tak realizuje się czarny scenariusz Nouriela Roubiniego.
                                                • Gość: Augustyn Idioci z tytułami naukowymi IP: *.lodz.mm.pl 13.03.08, 14:02
                                                  i tzw. eksperci ciągle paplają o obniżkach stóp procentowych.
                                                  Oglądam sobie TVN CNBC Biznes i tylko ple,ple o tym jak decyzje FEDu wpłyną na
                                                  gospodarkę USA (a co za tym idzie...).
                                                  Nawet jednego monetarysty nie zaprosili!
                                                  FED tnie stopy, dolar tanieje i nic z tego dobrego nie wynika. Inflacja podnosi
                                                  łeb, bezrobocie im rośnie, recesja jest już (chyba) faktem.
                                                  Masakra.
                                                  Idioci z tytułami (naukowymi) i eksperci od siedmiu boleści nie przewidzieli
                                                  tego, co dla marnego magistra historii było jasne pół roku temu. Dajcie spokój...
                                                  A u nas kłótnia o traktat. Żałosne. Gospodarka tąpnie to ani traktatu nie
                                                  będzie, ani unii europejskiej. Zwycięży strategia "ratuj się kto może".
                                                  Ale premier Tusk "broni nas przed wielkimi zamierzeniami/planami".
                                                  Hej
                                                  • Gość: Augustyn Krach dolara! IP: *.lodz.mm.pl 14.03.08, 17:56
                                                    Ale jazda z tymi Jankesami! Sam nie wierzę, w to, co się dzieje.
                                                    Wszyscy się pozbywają zielonych. Mimo (co było do przewidzenia) polityki Fedu,
                                                    czyli zwiększania podaży pieniądza (co się nazywa "zwiększaniem płynności"),
                                                    rynek się sypie.
                                                    Kurde, normalnie, nikt nie przewidywał takiej rozpierduchy!
                                                    Albo Fed się nawróci na Balcerowicza albo USA... sam nie wiem co!
                                                  • biennale Re: Krach systemu! 14.03.08, 21:49
                                                    USA w 1945 r. posiadały 80% światowych rezerw złota. W Bretton Woods w 1945 r.
                                                    narodził się system monetarny oznaczający dolara światową walutą rezerwową. W
                                                    ślad za tym inne państwa oparły swoje waluty na dolarze, same zaś zobowiązały
                                                    się do zagwarantowania jego wymienialności na złoto. W ten sposób powstała
                                                    międzynarodowa piramida finansowa, w której USA drukowały dolary, które z jednej
                                                    strony były wymienialne na złoto po ustalonym kursie i po ustalonym kursie były
                                                    wymienione na pozostałe waluty. Systemy bankowe pozwalały zwiększać podaż
                                                    pieniądza proporcjonalnie do posiadanych rezerw. Amerykański bank centralny
                                                    drukował pieniądze, wymieniał je po stałym kursie. Dolary miały podlegać
                                                    wymianie na złoto. USA miały tym sposobem wyraźny deficyt w handlu zagranicznym
                                                    – import przewyższał eksport. Pod koniec lat 60 zwiększyły się naciski, aby USA
                                                    spłaciły swoje wierzytelności wymieniając dolary na złoto. Ilość pieniędzy dawno
                                                    przerosła ilość kruszcu w Forcie Knox. W tej sytuacji prezydent Nixon zdecydował
                                                    się na „oddłużenie” Ameryki i 15 sierpnia 1971 r. ogłosił zawieszenie
                                                    wymienialności dolara na złoto. Kryzys naftowy związany z wojną Jom Kipur z 1973
                                                    r. i embargo nałożone przez państwa OPEC.
                                                    Potem nastały dni chwały rządów Ronalda Reagana okupione wielkim długiem
                                                    publicznym. Próbował temu zaradzić William Clinton ale zarzewie kryzysu tliły
                                                    się. W 2001 r. o mało nie doszło do recesji lecz spektakularna akcja Alaina
                                                    Greenspana polegająca na drastycznym cięciu stóp procentowych i pobudzeniu
                                                    popytu wewnętrznego na nieruchomości spowodowała odsunięcie groźby kryzysu.
                                                    "Domy uratowały Republikanów". Kto żyw podążał ku bankom i pączkującym
                                                    instytucjom kredytowym o podwyższonym ryzyku aby pożyczać, nieprzytomnie
                                                    zadłużać się i radować się złudnym luksusem.
                                                    Jest pewne, że system ten nie przetrwa próby czasu. Upadną niektóre banki, a
                                                    wiele instytucji rynków finansowych nie przeżyje zderzenia z ogromną falą.
                                                    Śmieszą mnie także dyrdymały wygłaszane przez ekonomistów i ekspertów rynków na
                                                    temat ożywczej roli kreacji pustego pieniądza i obniżania stóp procentowych w
                                                    celu ochrony potencjalnych bankrutów. Obniżanie stóp to okradanie ciułaczy,
                                                    ludzi roztropnych, oszczędnych, tych, którzy nie poddali się chciwości pseudo
                                                    rynku opartego o kredyty, pożyczki, nie regulowania zobowiązań na czas.
                                                    To ważny test dla celowości bezmyślnych inwestycji i efektów ścigania się na
                                                    wskaźniki, ilość pozyskanych klientów i przyrost masy pożyczonych pieniędzy. A
                                                    to, że upadnie Citibank, Millenium, Societe Generale, Credit Suisse, to już jest
                                                    problem menagamentu tych instytucji.
                                                    Prawda, jaka to piękna katastrofa?
                                                  • Gość: Augustyn Re: Krach systemu! IP: *.lodz.mm.pl 15.03.08, 17:40
                                                    Dokładnie tak Biennale!
                                                    Nic dodać, nic ująć.
                                                    Ostatnie miesiące, to bandycka polityka Fedu, który dosypując pieniądza, uderza
                                                    tych, co oszczędzali w dolarach. Kiedyś psucie pieniądza było casus belli. USA
                                                    psuje wprawdzie swój pieniądz, ale każdy wie, że jest on (był!) dobrem uznawanym
                                                    na całym świecie.
                                                    Kto może pozbywa się zielonych, nadchodzący tydzień przyniesie pewno katastrofę.
                                                    Chyba że B. się obudzi i podniesie stopy (znacząco). Wtedy (po okresie bankructw
                                                    i recesji-rzecz jasna) USA się podźwigną.
                                                    Jak nie, będzie katastrofa.
                                                  • biennale Krach systemu! MFW 17.03.08, 12:07
                                                    MFW: Kryzys finansowy będzie mieć znaczące skutki dla gospodarek
                                                    DI, PAP
                                                    Kryzys finansowy będzie mieć znaczące skutki dla wielu gospodarek na świecie -
                                                    ocenił w poniedziałek szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego Dominique
                                                    Strauss-Kahn na konferencji w Paryżu.

                                                    "Jesteśmy w połowie kryzysu kredytowego, który będzie mieć znaczące skutki dla
                                                    wielu krajów na świecie" - powiedział Strauss- Kahn.

                                                    "Obecnie jest dobry czas, aby porozmawiać o reformach strukturalnych, bo będzie
                                                    to mieć wpływ na to, jak wyglądać będzie Europa, kiedy wyjdzie z kryzysu
                                                    finansowego" - dodał szef MFW.

                                                    Strauss-Kahn ocenił, że żyjemy w gospodarce, gdzie potencjalnym problemem jest
                                                    zarówno inflacja, jak i recesja.
                                                  • Gość: Augustyn Reformy strukturalne? IP: *.lodz.mm.pl 17.03.08, 16:37
                                                    Biennale, reformy w Polsce zostały wprowadzone w arcy niedemokratyczny sposób!
                                                    Wziął profesor Balcerowicz usiadł i pomyślał, Mazowiecki mu pozwolił (jak 99%
                                                    ludzi styropianu na gospodarce się nie znał) i się dokonało.
                                                    Dzisiaj rządzą tabloidy i gwiazdy na lodzie. Żadnych reform nie będzie mój drogi.
                                                    Lud dostał wreszcie władzę i na zmiany się nie zgadza.
                                                    Chcesz odebrać przywileje emerytalne? A może w ogóle zlikwidować ZUS?
                                                    Chcesz prywatyzacji? A może Ci się marzy zerowy deficyt?
                                                    Kochany, Polacy to naród infantylny. Elity wyrżnęli Niemcy i Ruscy; tych, co
                                                    myślą jest garstka!
                                                    Żadnych reform nie będzie! Jak przyjdzie katastrofa to wróci Lepper i jego
                                                    klony, Donald się wystraszy i odejdzie w niebyt itd.
                                                    Rzeczpospolita była krajem dumy i honoru gdzieś tak do rozbiorów, później już
                                                    tylko bywała.
                                                    Rządzą nami dzieci cieciów, z dyplomami licencjatów zarządzania i marketingu
                                                    (zaocznie w Pcimiu Dolnym) i wielkimi ambicjami.
                                                    Zera!
                                                    Pozdrawiam Cię serdecznie.
                                                  • biennale Re: Reformy strukturalne? 17.03.08, 21:43
                                                    Dramatyczny post, brutalny i bolesny, a przede wszystkim zawiera dobrą diagnozę
                                                    stanu i perspektyw na przyszłość. Oglądałem dziś serwisy NYSE, fotografie
                                                    maklerów w mocno zaawansowanym wieku, którym wtłaczano w głosy reguły private
                                                    banking, banking equity i reguły wskaźników analiz ekonomicznych. Z perspektywy
                                                    2002 roku straty ENRON wynosiły 6 mld USD (nie zastosowano analizy Altmana).
                                                    Dzisiejsze zamiecione pod dywan straty banków i domów inwestycyjnych idą w setki
                                                    miliardów USD. Pozornie nie dzieje się nic, poza bezładnym przejęciem bankruta
                                                    za ułamkową wartość i z dopłatą FED. To czysta nacjonalizacja, choć współautor
                                                    reformy Balcerowicza, prof. Sachs wstydzi się dziś doradzania naszemu
                                                    wicepremierowi.
                                                    Nie chcę odbierać przywilejów emerytalnych, stanie się jednak inaczej; wkrótce
                                                    zabraknie środków na emerytury i świadczenia rentowe. przykre to i oby nie
                                                    przybrało to formy zbyt gwałtownej.
                                                    Zgadzam się z Tobą w diagnozie kondycji polskich elit. Jeśli odwaga zderza się z
                                                    brutalną reakcją, jeśli wolimy piękne mydlane opowieści i rosnących wskaźnikach
                                                    wzrostu (PKB i innych) to wybudzenie przyjdzie gwałtowne i przykre. Preferuję
                                                    gospodarkę wolną od megalomanii, gospodarkę małą a zdrową, opartą o produkcję i
                                                    usługi rodzinnego biznesu zgodnie z zasadą "Small Is Beautiful" ekonomisty E. F.
                                                    Schumachera. Marzy mi się zerowy deficyt na miarę zasobności Królestwa Norwegii.
                                                    Marzy mi się wyłonienie się dużej grupy wyedukowanych ludzi, którzy kultywować
                                                    będą cnoty gospodarowania, oszczędzania i rozsądnego inwestowania.
                                                    Marzy mi się idea "Open Society" i podejście pełne szacunku, dotrzymywania umów
                                                    i konkurowania tam gdzie jest to konieczne, integrowania się dla uzyskania
                                                    efektów pożądanych dla zbiorowości.
                                                    Cieszę się, że znajduję tu dobry klimat zrozumienia.
                                                    Pozdrawiam!
                                                  • Gość: Augustyn Większość się myli! IP: *.lodz.mm.pl 18.03.08, 13:08
                                                    Niestety. Konstytucję 3 maja uchwalono w drodze zamachu stanu (mniejszość ją
                                                    uchwalała; a mówimy o demokracji, której podmiotem było jakieś 10% społeczeństwa!).
                                                    Dziś jest Biennale tak samo. Zostawiając na chwilę krach dolara, przypatrz się
                                                    dyskusji o naszej Pietrynie.
                                                    Sto wpisów na forum i nikt nie zauważa, że problem Pietryny to nie Manufaktura,
                                                    czy Galeria, lenistwo urzędników itd.,ale struktura własności!
                                                    G.W. pisze o stu lokalach użytkowych (pustych), których właścicielem jest
                                                    Miasto! Nikt nie pyta po co Miastu do cholery lokale użytkowe?! Dlaczego tego
                                                    nie sprzeda?! Dlaczego nie wyprowadzi z Pietryny biednych i nie sprzeda lokali
                                                    komunalnych (kamienice będą prywatne; Miastu zostanie dbanie o oświetlenie i
                                                    kostkę/bruk)?!
                                                    Ręce opadają...
                                                    Wiesz dlaczego tak jest? Ja Ci jeszcze raz napiszę: pradziadek Iksa jeszcze był
                                                    parobkiem, dziadek już nie (wstąpił gdzie trzeba, a jak nie wstapił to biernie
                                                    zaakceptował realny socjalizm, w którym obowiązywały podobne reguły do tych z
                                                    "jego" folwarku: oszukiwać, kajać się i wegetować); dziadkowi powiedziano, że
                                                    jest "solą ziemi"; ojciec już nieźle kombinował (miał to "we krwi"), jeśli był w
                                                    PZPR, to nie dlatego, że wierzył w marksizm; ojciec Iksa był w partii, bo mu się
                                                    to opłacało; może się dorobił sklepiku (co samo w sobie jest pozytywne), a może
                                                    prześlizgnął do III RP zostając w strukturach administracyjno-urzędniczych. No i
                                                    spłodził Iksa. Starał się też, żeby Iks się kształcił (trzy, a najlepiej dwie
                                                    litery przed nazwiskiem skutecznie leczą kompleks pochodzenia). Nie ważne gdzie;
                                                    ważne, żeby był papier. Iks jest więc doktorem (jakaś prywatna uczelnia;
                                                    doktorat, który nic do nauki nie wnosi). Nie czyta literatury; może nawet nie
                                                    czyta gazet. Nikt go tego nie nauczył. Jeśli idzie do kina to na Jasia Fasolę (w
                                                    kinie chce się "dobrze bawić"). Jeśli do teatru, to dlatego, że jego kolega
                                                    urzędnik dał mu bilet albo jest premiera i są lokalne media (może jego fotka
                                                    pokaże się tu albo tam). Iks nauczył się języka, ale nie ma w nim nic ciekawego
                                                    do powiedzenia.
                                                    I nie byłoby w Iksie nic złego, gdyby nie żądza władzy!
                                                    Doktorat jest fajny, ale setki lat upokorzeń trzeba jakoś odreagować (wódy
                                                    szklankami Iks już nie pije; może już nawet nie potrafi!).
                                                    Jest więc Iks idealnym członkiem partii. Jak mu powiedzą 3 razy 15, to nie
                                                    zapyta dlaczego nie 14.5.
                                                    Wokół Iksa są inni, podobni do niego. Zawsze. Innych Iks nie toleruje.
                                                    Dziennikarze lokalnej gazety rozumieją Iksa. Rozumieją jego cynizm i brak
                                                    kręgosłupa. Rozumieją brak merytorycznego przygotowania. Dlaczego? Bo sami są
                                                    dziećmi robotników (ale nie takich, co zakładali RTS i Robotniczy Uniwersytet!)
                                                    i chłopów(ale nie takich, co to nieśli oświatę wśród swoich ziomków i czytali
                                                    Sienkiewicza dzieciom do poduszek). Dlatego się dobrze czują w ztabloizowanym
                                                    świecie. Potrafią przygotować newsa (zebrała się rada i radzi, co z Pietryną),
                                                    ale nie są w stanie zadać krytycznego pytania, bo nie są do zadawania takich
                                                    pytań przyzwyczajeni.
                                                    Dlatego ZUS musi paść. Bo do tej swołoczy tylko katastrofa jest w stanie przemówić.
                                                    Egoizm i ignorancja są dzisiaj dominującą cechą Polaka.
                                                    Kropka.
                                                  • Gość: jasiek Sprzedac kamienice... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.08, 13:29
                                                    Zeby sprzedac kamienice przy Piotrkowskiej musza byc one najpierw
                                                    skomunalizowane. Zeby byly skomunalizowane to musza wyjasnic sie
                                                    wszystkie kwestie zwiazne z restytucja mienia tych kamienic (czesto
                                                    wiadomo, ze kamienice maja jakis wlascicieli, ale nikt sie nie
                                                    zglasza). Dlaczego? Dlatego, ze nikogo nie mozna wyrzucic na bruk, a
                                                    miasto nie ma lokali, zeby ot tak po prostu "wyprowadzic
                                                    mieszkancow". Wiekszosc rzeczy, ktora wydaje ci sie niezmiernie
                                                    prosta do przeprowadzenia, przewaznie jest znacznie bardziej
                                                    skomplikowana niz ci sie wydaje.
                                                  • Gość: Augustyn Do Jaska! IP: *.lodz.mm.pl 19.03.08, 09:23
                                                    Nic mi się nie wydaje. Wiem, że kwestie uregulowania własności w Łodzi proste
                                                    nie są.
                                                    Ale...
                                                    Na Pietrynie są mieszkania komunalne (ile dokładnie, nie wiem; jeżeli masz
                                                    dokładne dane-podaj je proszę); z nich trzeba ludzi wyprowadzić (oczywiste jest,
                                                    że nie na bruk; można oczywiście dyskutować jak Miasto prowadzi politykę
                                                    zarządzania mieniem komunalnym, ale co roku do użytku oddaje się jakieś nowe
                                                    domy komunalne; krok po kroku trzeba do nich wyprowadzać mieszkańców Pietryny,
                                                    sprawdzając przy okazji, czy im się lokum komunalne należy).
                                                    Po drugie, nie odpowiedziałeś na moje pytanie: PO CO MIASTU NA PIETRYNIE LOKALE
                                                    UżYTKOWE?
                                                    Po trzecie i ostatnie: bez prywatyzacji mieszkań komunalnych, degradacja
                                                    substancji mieszkaniowej będzie postępowała. To jest opinia, z którą się pewno
                                                    zgodzisz?
                                                    Jesli tak, to nastepnym krokiem jest ustalenie priorytetow działania dla Miasta:
                                                    -wykorzystanie środków unijnych (całkiem nieźle Kropa sobie z tym radzi);
                                                    -objęcie całej powierzchni Miasta planem zagospodarowania przestrzennego;
                                                    -prywatyzacja mienia komunalnego i uregulowanie kwestii własnościowych.
                                                    Reszta, to jest właściwie bieżące zarządzanie, czyli robota urzędnicza (może
                                                    jeszcze trzeba by dodać do spraw ważnych to, co robi Michalik).
                                                    I tyle.
                                                  • Gość: hmmm Re: Do Jaska! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.08, 14:12
                                                    > Nic mi się nie wydaje. Wiem, że kwestie uregulowania własności w
                                                    Łodzi proste
                                                    > nie są.
                                                    [...]
                                                    > Po trzecie i ostatnie: bez prywatyzacji mieszkań komunalnych,
                                                    degradacja
                                                    > substancji mieszkaniowej będzie postępowała. To jest opinia, z
                                                    którą się pewno
                                                    > zgodzisz?

                                                    Jak to mówią. "Chłop swoje, a baba swoje"...
                                                  • Gość: saldo We are sink ! IP: *.adsl.inetia.pl 17.03.08, 21:06
                                                    Truizmem jest sądzić, że indeksy będą ostro rosły, naiwnych
                                                    wprowadzać w błąd. Tylko idiota zostaje na giełdzie z akcjami,
                                                    których los zależy już tylko "boldly" gestów finansistów. Sztuką
                                                    jest się wycofać nim to się stanie. A tych co tego nie zrobili i
                                                    teraz błagają na forach o nie panikowanie zupełnie mi nie żal. Jeśli
                                                    ktoś pakuje swoją kasę w giełdę w sytuacji, gdy jej poziom zależy
                                                    już w ogromnym stopniu od dozorców, hydraulików i listonoszy, to jak
                                                    może być nie szkoda takiego 'inwestora" ?
                                                  • Gość: Augustyn Nikt w tym wątku nie ma wątpliwości IP: *.lodz.mm.pl 17.03.08, 21:13
                                                    że czekają nas dalsze spadki.
                                                    Czy wycofywać kasę z giełdy? Może tak, może nie. Jeśli tak, to po to, żeby za
                                                    jakiś czas kupić. dopóki kapitalizm, dopóty giełda. a KAPITALIZM JUż FOR EVER!
                                                    P.S. Nie rozumiem Twojego wpisu.
                                                  • Gość: saldo FED amerykańskim Lepperem IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.08, 10:06
                                                    Pamiętacie Andrzeja Leppera? Chciał on kiedyś wpisać do konstytucji
                                                    zapis, że "NBP powinien dbać o wzrost gospodarczy kraju". "Eksperci"
                                                    grzmili wtedy krytykując (słusznie oczywiście) pomysł Leppera.
                                                    Mówili, że głównym i jedynym zadaniem NBP powinna być walka z
                                                    inflacją. Gdzie dzisiaj są ci "eksperci", gdy w buty Leppera wszedł
                                                    Fed? Obniżki stóp procentowych w USA mają się nijak do wskaźnika
                                                    inflacji; zaspokajają jedynie bieżące potrzeby rynków finansowych.
                                                    Na szczęście Rada Polityki Pieniężnej zmierza w dobrym kierunku.

                                                    luckyluke.bblog.pl/wpis,fed;amerykanskim;lepperem,10091.html
                                                    Fed stwierdził, że obniżka stóp w powiązaniu z wcześniej
                                                    przedsięwziętymi działaniami powinny zapewnić ,,umiarkowany wzrost
                                                    gospodarczy", ale w dalszym ciągu istnieje możliwość, że gospodarka
                                                    będzie zwalniała. Fed poinformował też, że napływające dane
                                                    pogarszają prognozy dla gospodarki USA, a ,,problemy rynków
                                                    finansowych, pogorszenie sytuacji na rynku kredytowym i pogłębienie
                                                    kryzysu na rynku nieruchomości będą ważyły na sytuacji gospodarczej
                                                    jeszcze przez kilka kwartałów". Inaczej mówić Fed widzi, że
                                                    gospodarka USA będzie jeszcze długo cierpiała z powodu kryzysu.

                                                    www.money.pl/gielda/komentarze/artykul/fed;ostrzega;ale;indeksy;rosna,10,0,329738.html
                                                  • Gość: Augustyn Artykuł Gadomskiego w G.W. IP: *.lodz.mm.pl 19.03.08, 14:00
                                                    Masz rację "saldo".
                                                    FED prowadzi głupią i bandycką politykę monetarną.
                                                    Keynes nie działa (u nas jego zwolennicy przeważają wśród ekonomistów; fanem
                                                    Keynesa jest m.in. J.E. Prezydent Jerzy Kropiwnicki). Ba, nie działa, a na
                                                    dodatek szkodzi!
                                                    FED okradł też w bezczelny sposób wszystkie instytucje, rządy, Kowalskich tego
                                                    świata,którzy oszczędności lokowali w dolarze.
                                                    W CNBC Biznes jedynie Kuczyński powiedział to, co dzisiaj pisze Gadomski (tylko
                                                    magister-dzięki Bogu!) w G.W.: nie ma odważnych, którzy by powiedzieli tak:
                                                    -jak Cię nie stać na dom, to go sprzedaj i kup mniejszy;
                                                    -jak nie dajesz rady, to bankrutuj.
                                                    Tylko tyle i aż tyle.
                                                    Słusznie zauważasz brak jakiejś wyraźnej reakcji polskich monetarystów.
                                                    Przedwczoraj próbowałem namówić do wystąpienia publicznego byłego min. finansów.
                                                    Nadął się i tyle z mojej prośby. Taki kraj.
                                                    Śmieszą mnie opinie o zdrowiu polskiej gospodarki.
                                                    Już za rok ZUS-owi zacznie brakować kasy na emerytury (w najbliższych latach ZUS
                                                    potrzebuje dodatkowych... 300 miliardów złotych!!!).
                                                    Itd.itp.
                                                    Tymczasem skończyły się obrady "bialego szczytu"... He,he,he.
                                                  • biennale Kim jest Joseph Stiglitz 19.03.08, 21:08
                                                    Stiglitz: Gospodarka USA w obliczu najgorszego kryzysu od 80 lat.

                                                    www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=d4f7cd14-c50d-4669-ac99-e351ff50ec1c&open=sec
                                                    Wyznawca ekonomii informacji, zajmujący się analizami rynków pracy, kapitału i
                                                    produktów, konstruktor modeli makroekonomicznych zapewniających lepszy wzgląd w
                                                    zagadnienie bezrobocia, modeli wyjaśniających fluktuacje, recesje i kryzysy,
                                                    którymi naznaczony był kapitalizm od początków swego istnienia.
                                                    Teorie te mają ważkie implikacje dla polityki, niektóre z nich są oczywiste
                                                    niemal dla każdego, kto ma kontakt z rzeczywistością.
                                                    Autor przejmującej rozprawy z mitem Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku
                                                    Światowego.
                                                    Dlaczego właśnie on? Ponieważ od ma odwagę głoszenia sądów wymykających się spod
                                                    sztancy poprawności.
                                                    Michał Augustyn, mgr historii widzi równie szerokokątnie, dalej i przejmująco
                                                    nazywa rzeczy po imieniu.
                                                  • Gość: Augustyn Stiglitz to fan Keynesa IP: *.lodz.mm.pl 24.03.08, 19:36
                                                    Drogi Biennale!
                                                    Stiglitz to wybitny ekonomista, ale jednak Keynesista.
                                                    Od lat go czytam (Wyborcza drukuje jego felietony od czasu do czasu) i jeśli (o
                                                    czym piszesz) S. krytykuje MFW to zawsze wtedy, gdy Fundusz zaleca jakiemuś
                                                    rządowi (bankowi centralnemu) restrykcyjną politykę monetarną, zmniejszanie
                                                    długu publicznego itd.
                                                    Dzisiaj krytykować FED jest dosyć łatwo, bo to, co robi, to masakra właściwie
                                                    dla każdego ekonomisty (może poza naszym J.E. dr Jerzym Kropiwnickim).
                                                    Michał
                                                    P.S. Drogi Biennale nie komplementuj mnie proszę; jestem człowiek skromny i
                                                    skręcam się jak mi kadzą. Wolę jak się ktoś ze mną nie zgadza i mnie na forum
                                                    sponiewiera.
                                                    Pozdrawiam serdecznie.
                                                  • Gość: skromny taaak IP: *.gdynia.mm.pl 24.03.08, 23:51
                                                    > jestem człowiek skromny

                                                    Skromnośc wprost bije z twoich postow.

                                                  • Gość: Augustyn Zgłoś się do mocodawcy, IP: *.lodz.mm.pl 25.03.08, 13:26
                                                    ze swojej partii, żeby Ci premię wypłacił za ten wpis. Pozdrów przy okazji moich
                                                    byłych kolegów.
                                                    I proszę, opuść ten wątek.
                                                  • Gość: fan Augustyna Re: Stiglitz to fan Keynesa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.08, 13:31
                                                    > jestem człowiek skromny i skręcam się jak mi kadzą

                                                    A ja sie skrecam ze smiechu jak czytam twoje mądre-inaczej
                                                    wywody "skromny czlowieku".
                                                  • Gość: refleksyjnie Re: Stiglitz to fan Keynesa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.03.08, 15:36
                                                    Dokopywanie Augustynowi w okresie Wielkiego Tygodnia i tuż po jakoś nieprzyjemne
                                                    wywołuje skojarzenia. Nienawidzimy proroków we własnym kraju...
                                                  • Gość: Augustyn Spierać się można, IP: *.lodz.mm.pl 25.03.08, 15:55
                                                    ale tolerować wpisów rodem z magla tolerował nie będę.
                                                    Jeżeli napisałem coś głupiego o kryzysie finansowym, to trzeba to napisać (można
                                                    mi dokopać-proszę bardzo).
                                                    Ale jak czytam wpisy Polactwa, to mi sie ciśnienie podnosi.
                                                    Grzejcie pacany wasze urzędniczo-partyjne stołki i "skorzystajcie z okazji, by
                                                    milczeć"! I do szkół swoloczy! Do szkół!
                                                  • Gość: gosc Re: Spierać się można, IP: *.adsl.inetia.pl 25.03.08, 20:06
                                                    Nie dziwi wzburzenie Augustyna .
                                                    Po fiasku referendum urzędniki miejskie poczuli znów grunt pod
                                                    stołkami
                                                  • Gość: Augustyn Precz z mojego wątku! IP: *.lodz.mm.pl 25.03.08, 15:50
                                                    Masz coś do napisania na temat, to pisz! Jak nie, to wracaj do lektury Szycia na
                                                    gorąco i oglądania Klanu.
                                                    Won mi stąd!
    • vladip panowie 20.03.08, 10:50
      a tak kierując waszą dyskusję na inne tory
      to jak zachowa się FED RPP i inne instytucje nie mamy wplywu , nie mamy również
      wpływu jak głęboki będzie kryzys jak długo potrwa itd. ale... na kryzysie nawet
      drobny ciułacz może troszkę zarobć... np taki dolar, co by nie mówić o
      gospodarce amerykańskiej to ma mocne podstawy, mają przemysł naszpikowany
      nowoczesnymi technologiami, mają surowce, mają wreszcie najsilniejszą armię
      świata. to wszystko w kilkuletniej perspektywie powinno sprawić, że znowu wejdą
      na ścieżkę wzrostu gospodarczego. jak myślicie kiedy warto zacząć kupować
      dolary? już teraz kiedy złoty jest jeszcze mocny bo kryzys do nas nie dotarł a
      dolar spadł na łeb czy jeszcze trochę poczekać na następne dno dolara?
      a co z giełdą? tutaj warto jeszcze poczekać na następne spadki bo to co jest w
      tej chwili to jeszcze nie koniec zapewne. a jakie jest wasze zdanie?
      • Gość: ha Brawo! IP: *.gdynia.mm.pl 24.03.08, 23:57
        W koncu cos rozsadnego przeczytalem w tej dyskusji. Zamiast
        pseudofilozoficznych rozwazan same konkrety. Kiedy zaczac kupowac
        dolary. Oto jest pytanie!

        Dla mnie tez jest calkiem jasne, ze kryzys musi sie skonczyc.
        • Gość: refleksyjnie Proszę o dyskusję, nie rynsztok IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.03.08, 16:01
          Panie ha!
          Więcej pokory, więcej szacunku. Dystans emocjonalny wielce wskazany. Zestaw
          lektur do polecenia. Trochę to wstyd, ale wiem, że i tak nie trafię do rozsądku.
        • Gość: Augustyn Tego nie wie nikt! IP: *.lodz.mm.pl 25.03.08, 20:12
          Nie wiadomo kiedy (kupować dolary i akcje). Każdy, kto ma jakieś pojęcie o
          ekonomii, tak odpowie. Nie wiemy jak "głęboki" będzie kryzys.
          Część instytucji pozbywa się dolarowych rezerw (m.in. nasz NBP).
          Nie wiemy jaki świat wyłoni się z tego zamieszania. Chińczycy kupują (przejmują
          część amerykańskiej własności), Arabowie kupują itd.
          Ty pytasz o spekulację. Nie długoterminowe inwestycje.
          Jeśli chcesz spekulować, rób to na swoje ryzyko.
          P.S. Nie było w tym wątku pseudofilozoficznych rozważań. Było/jest dużo
          konkretów. Zaczynając od tego, że razem z nieocenionym Biennale ostrzegaliśmy
          Forumowiczów jesienią, co się szykuje. Pisaliśmy też o spadku cen nieruchomości
          (jeśli ktoś z Was chciał kupować mieszkanie, mógł z tych rad skorzystać; dzisiaj
          w Łodzi można kupić nowe mieszkanie za 4.3 tys. za metr!). Jeżeli sobie
          pozwalałem na ogólne rozważania (o wykształciuchu polskim), to po to, żeby
          uświadomić Biennale, że zmiany w Polsce są mało prawdopodobne. I tyle.
          Pozdrawiam Wszystkich i przepraszam, że mnie poniosło.
          • biennale Re: Tego nie wie nikt! 25.03.08, 20:53
            Uff, multi gratiae, Michale za głos rozsądku. Twój wybuch był zupełnie
            niepotrzebny; dałeś się ponieść i pewnie tak właśnie miało być. Nie dyskutuj z
            kimś, kto zza węgła Cię prowokuje, obraża i miast dyskusji wnosi jałową nicość.
            Obecnie inwestycje to już nie jest gra, nie metoda zero-jedynkowa, to
            niepewność. Potwierdza ją wiele szacownych osób i wiarygodnych instytucji.
            Jestem w posiadaniu raportu Europejskiego Banku Centralnego nt. sytuacji rynków
            finansowych. Chłodna i rzeczowa analiza, polecam. Dominique Strauss Kahn, szef
            MFW także nie wypowiada słów na wiatr,kiedy wieszczy recesję.
            A co do rynków nieruchomości to jak żywo widać, że ruch już jest, w dół, ca 15%,
            przy malejącej stronie popytowej przy coraz ostrożniejszej polityce banków.
            Rzeczywiście, można narazić się lobby deweloperów, gdy doradza się klientom
            roztropność i wyczekiwanie z kupnem mieszkań na tzw. "górce". Skutki nie dadzą
            na siebie długo czekać. Wall Street dostał impulsu w związku z zasileniem w
            kolejne miliardy dolarów. Dług publiczny USA przekroczył już 11 bilionów USD,
            zaś brytyjski 1,4 biliona pounds. Nasz dług publiczny wynosi ponad 500 mld zł i
            niebawem zbliży się do progu ostrożnościowego. Niewesołe to perspektywy gdy żyje
            się z poczuciem życia na kredyt z tykającymi i świecącymi na czerwono indykatorami.
            Pozdr.
            • biennale Wielkie hamowanie się zaczęło! 02.04.08, 22:29
              Augustynie,
              miałeś rację!
              Dziś Ben Bernanke, a następnie agencja ratingowa Fitch zapowiedziała włączenie
              wstecznej największych gospodarek świata.
              P.S. To już ostatni mój post do tego wątku. Dziękuję Ci za świetny pomysł i
              zarazem daremne kasandryczne ostrzeganie. Dedykuję w tym tak pięknym i
              refleksyjnym dniu fragment "Invocatione dei Sancti":
              [...]
              Sancti Michael, Gabriel et Raphael, orate pro eo
              Omnes sancti Angeli, orate pro eo"
              [...]
              Życzę dużo spokoju!
              • Gość: Augustyn Bennale nie odchodź! IP: *.lodz.mm.pl 03.04.08, 10:57
                Nawet się nie waż spadać z tego wątku!
                Raz: Twoja wiedza budzi respekt i jest Forumowiczom (mnie też) potrzebna. Dwa:
                ja opuszczam forum na jakiś czas (jakieś 6 tygodni)i niby kto będzie pisał o
                tarapatach gospodarczych?
                P.S. Bandycka polityka FED jakiś tam skutek odnosi. Być może problem zostanie
                jedynie przesunięty w czasie; być może recesja będzie jednak głębsza i dłuższa
                niż "dwa kwartały-he,he".
                Ja ciągle liczę na "chińskie zakupy". Pekinowi zależy na tym, żeby Jankesi u
                nich kupowali, więc skorzystają z okazji i przejmą (już to robią) część
                własności (Zachodu!-he,he).
                Jak tak dalej pójdzie, to Chińczycy będą specyficzna autarkią.
                Niesamowite to wszystko jest.
                Masz rację: wątek trzeba zostawić na jakiś czas.
                Lud się musi przekonać na własnej skórze w co jest grane.
                U nas też powoli rynek kredytów hipotecznych zajęczy. Nie ma na to rady.
                I na koniec: "sztaby" tęgogłowych zajmujące się Pietryną mówią o wszystkim tylko
                nie prywatyzacji mienia komunalnego.
                Czasami się czuję jak 100% "obcy" wśród swoich ziomków. I żeby jeszcze ktoś z
                mych przodków był Żydem albo... czarnoskórym holenderskim mormonem. Gdzie tam:
                sami ziomale!
                Łódź jest masakrycznie plebejska. Masakrycznie. 700 tysięczne miasto
                prowincjonalne w środku Polski. Masakra.
                Do zobaczenia Biennale. Dziękuje za wszystko.
                • Gość: prowincjusz Bye, bye IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.08, 12:14
                  I nie wracaj więcej.
              • Gość: Augustyn Hej Biennale! IP: *.gdynia.mm.pl 05.09.08, 18:09
                Żyjesz Wodzu?
                Ale tąpnęło wczoraj w USA! Uff...
                "Eksperci" wróżą (z fusów-jak zwykle), że polska gospodarka się wywinie. Ba,
                nawet jest jeszcze atrakcyjniejsza dla spanikowanych inwestorów. He,he. W G.B.
                mają najgorszy syf od lat 70-tych (najbardziej mi szkoda naszych; bo niczym nie
                zawinili, a są pierwsi do zwolnienia). Wszyscy hamują, ale u nas będzie "git".
                Tymczasem złoty trochę poleciał, więc eksporterom będzie lepiej (zakładając, że
                walnięty recesją Zachód coś kupi...).
                Pozostaje nam wierzyć w Chińczyków.
                Pozdrawiam Cię.
                Michał
                P.S. Widziałeś raport NIK-u w sprawie systemu awansu zawodowego belfrów? Znowu
                mam satysfakcję; pisałem na tym forum (i nie tylko) dokładnie to samo. Niestety
                MEN jest zakładnikiem Boniego i o reformach można zapomnieć.
                • Gość: Augustyn W USA nacjonalizacja! IP: *.lodz.mm.pl 09.09.08, 08:28
                  Ło Matko Boska!
                  W USA nacjonalizują, a rynki finansowe reagują na to z euforią.
                  Zaczynam się bać...
                  P.S. Pierwszy polski deweloper oficjalnie obniżył ceny (nie, że garaż za darmo
                  albo balkon, tylko po prostu).
                  Możemy sobie Biennale pogratulować.
                  Jak ktoś chce kupić mieszkanie, to... czekamy kochani, czekamy!
                  Wielka płyta będzie duuuuużo taniej, a nowe trochę taniej (podobne ci cholerni
                  oszuści sprzedali tylko kilkanaście tysięcy z wybudowanych 8o-ciu paru, he,he,he).
                  • Gość: poławiacze pereł W USA tonie kolejny bank IP: *.toya.net.pl 09.09.08, 21:17
                    Podatnicy wszystkich krajów,
                    zrzućcie się na Amerykę!
                    A bankiem tym jest Lehman Brothers Holdings.
                    • Gość: odlliczanie i jeszcze kolejny... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.09.08, 11:50
                      Zobowiązania znacjonalizowanych instytucji wynoszą, bagatela 5,5 biliona USD.
                      Wczoraj LBH.
                      A dziś dołącza kolejny: Merrill Lynch. (spadek kursu o 10%)
                      • Gość: na bank The End IP: *.toya.net.pl 15.09.08, 08:39
                        Lehman Brothers Holdings ogłosił bankructwo. Spółka wystąpiła o ochronę przed
                        roszczeniami wierzycieli

                        Działający od 158 lat Lehman Bros. nie znalazł chętnego do przejęcia spółki.
                        Czwarty w USA bank inwestycyjny upadł pod ciężarem 60 mld USD nietrafionych
                        inwestycji w instrumenty rynku nieruchomości. Spółka ogłosiła w poniedziałek
                        rano, że rozmawia o sprzedaży aktywów.
                        • Gość: wall Re: The End IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.08, 16:58
                          Nadchodzi czas na kolejne instytucje finansowe. Także i w Polsce. Życie na
                          kredyt dobiega końca.
                          • Gość: Augustyn Re: The End-masakra. IP: *.gdynia.mm.pl 15.09.08, 17:35
                            Straciłem (zaraz stracę) swoje oszczędności.
                            Zapłaciłem za to, że inni chcieli żyć na kredyt. W sumie to jestem kretynem, bo
                            założyłem ten wątek i powinienem sobie zaufać (wycofać kasę z funduszu itd.).
                            W Polsce będzie strasznie. Armia korporacyjnych krawaciarzy, analityków z
                            doktoratami... ciągle paple o tym, że Polska się wywinie, ale to bzdura. Pomijam
                            już powiązania instytucjonalne; eksport siądzie, kasa od emigrantów (tych mi
                            szkoda najbardziej-nie zasłużyli sobie na los, który ich czeka) nie popłynie;
                            zostaną "środki unijne"-za mało. Dokładamy długi państwa, samorządów, no i
                            Polaków... Będzie strasznie. Zobaczycie. Jeżeli jesteście młodzi to spitalajcie
                            do Nowej Zelandii, Australii itd. Byle było ciepło (można pokimać na plaży).
                            Augustyn
                            P.S. Niesamowite, że krach wieszczony przez libertariańskie pisemka (kto je
                            czyta?) się ziścił. Nie mogę uwierzyć, że ludzie biorący milionowe pensje,
                            "środowiska naukowe" itd. nie zrobiły niczego, żeby powstrzymać Armagedon.
                            Ludzie to jednak wstrętne istoty.
                            • Gość: opus ornat... Re: The End-masakra. IP: *.toya.net.pl 15.09.08, 18:53
                              To grzech pychy, chciwości i oszustwa.
                              W atmosferze wykreowanego boomu dokonano kradzieży miliardów - aktywów ludzi
                              nabranych i ubranych w fundusze, akcje, futures, carre trade, etc.
                              Lekceważenie problemu i zaklinanie deszczu jest kolejnym zakłamywaniem
                              rzeczywistości.
                              Rozbuchane inwestycje łódzkie okażą się gorącym kartoflem, kością w gardle
                              podatników. Do tego dojdzie jeszcze problem GETIN Holding, zadłużonego na
                              wyspach brytyjskich banku obsługującego gminę Łódź.
                              • Gość: gosc bank i firma ubezpieczeniowa AIG ? IP: *.gprs.plus.pl 15.09.08, 21:28
                                to będą następne ofiary ?
                                • Gość: spod lady Re: bank i firma ubezpieczeniowa AIG ? IP: *.toya.net.pl 15.09.08, 21:36
                                  American International Group Inc.
                                  20 miliardów USD w plecy. Banda wyfraczonych durniów rządzi finansami świata.
                                  • Gość: gosc Citigroup - właściciel polskiego City Handlowy IP: *.gprs.plus.pl 15.09.08, 21:51
                                    Citigroup, który w trzech kolejnych kwartałach stracił już 17,4 mld
                                    $, a odpisy z powody złych kredytów przekroczyły w ubiegłym roku 55
                                    mld $.
                                    • Gość: Augustyn A co jak padną banki? IP: *.gdynia.mm.pl 16.09.08, 07:50

                                      15.09.2008 12:34
                                      Nikt nie spodziewał się krachu Krach Banku! Co stanie się z Twoimi pieniędzmi,
                                      gdy zbankrutuje bank

                                      * bankructwo
                                      * korporacje
                                      * bank
                                      * twoje pieniądze

                                      fot. johnnyberg / sxc.hu

                                      W USA to już codzienność. A gdyby zbankrutował polski bank? Co stałoby się z
                                      Twoimi pieniędzmi? Wyhacz opisuje burzliwą historię hipotetycznego Krach Banku.


                                      Wielkie inwestycje. Reklamy, promocje, coraz bardziej agresywne oferty, rzesze
                                      zdobytych klientów. Potem niespodziewane załamanie na odległych rynkach,
                                      bankructwo, miliony nieodzyskanych złotych, albo... niespodziewany ratunek.

                                      W nieodległej przyszłości w Polsce. Jest czwartkowy ranek. W sali konferencyjnej
                                      jednego z największych banków w Polsce jego prezes Piotr Plajta przemawia do
                                      zgromadzonych dziennikarzy.

                                      - Hm, Hm. Zarząd Krach Banku SA chciałby Państwa poinformować, że w związku z
                                      nagłymi zmianami w otoczeniu naszej spółki jest ona zmuszona opuścić sferę
                                      biznesu Piotr Plajta.
                                      - Czy to oznacza, że bank zbankrutował? - pyta dziennikarz czołowego portalu.
                                      Nikt nie odpowiada, ale i tak wszyscy znają odpowiedź. Dziennikarze zaczynają
                                      przekrzykiwać się w pytaniach, błyskają flesze...

                                      Bo właściciel wybrał Afrykę
                                      14 miesięcy wcześniej w tej samej sali nastroje były szampańskie. Uśmiechnięci
                                      menedżerowie wznosili toast, bo jeden z większych polskich banków - Krach Bank
                                      - został przejęty przez duży bank inwestycyjny z Europy Zachodniej.

                                      Plany były spektakularne. Ogromne inwestycje w nowe placówki, wzrost
                                      zatrudnienia, ekspansja na rynku bankowości prywatnej i przedsiębiorstw.

                                      Wszyscy znali na pamięć reklamę Krach Banku do znudzenia pokazywaną między
                                      "Sportem" a "Pogodą". To był pierwszy w historii klip, w którym kupieni z reklam
                                      konkurencji Marek Kondrat, Piotr Fronczewski i John Cleese spotkali się z Dodą.

                                      Krach Bank przedstawił "najlepszą ofertę kredytową na rynku". Pożyczkę od ręki
                                      mógł dostać każdy. "Pieniądze w 30 sekund" - brzmiał jeden ze sloganów.

                                      Nikt nie zauważył niepokojących wiadomości ukrytych gdzieś na giełdowych
                                      stronach portali. Kogo obchodziłyby kłopoty na afrykańskim rynku nieruchomości
                                      albo spadek cen domów w Indiach? Jak się wkrótce okazało, miały one decydujący
                                      wpływ na przyszłość milionów Polaków, którzy powierzyli swoje pieniądze Krach
                                      Bankowi. Gdy to zrozumieli, było już za późno.

                                      Zagraniczny właściciel Krach Banku ostro inwestował na wschodzących rynkach.
                                      Stał się właścicielem największych banków w Indiach i Nigerii. Gdy perły w
                                      koronie koncernu znalazły się w tarapatach, zarząd podjął decyzję, że to właśnie
                                      je trzeba ratować.

                                      Tymczasem w Polsce ceny mieszkań zaczęły gwałtownie spadać. Część z
                                      biedniejszych kredytobiorców nie miało za co spłacać kredytów. Szczególnie tych
                                      zaciągniętych we frankach, bo cena tej waluty wzrosła w ciągu kilkunastu
                                      miesięcy z 2 do 3 złotych. Razem z nią raty kredytu.

                                      Wzrosła liczba osób, które nie mogły, albo zwyczajnie nie chciały już płacić
                                      rat. Krach Bankowi zaczęło brakować gotówki. Wtedy, to była środa, w głównym
                                      wydaniu Wiadomości TVP pojawiła się plotka, że bank ma problemy z płynnością
                                      finansową.
                                      Pół godziny później strony internetowe banku padły z przeciążenia. Następnego
                                      dnia przed oddziałami ustawiły się kolejki przerażonych klientów. Niestety
                                      żadnej z placówek nie otwarto.

                                      W warszawskim parku wściekły tłum zlinczował biegacza, który w koszulce z logiem
                                      Krach Bank, przygotowywał się do maratonu...

                                      Nikt nie spodziewał się krachu Krach Banku.
                                      Gdzie są moje pieniądze?
                                      Oczywiście, że wiem. Że tysiące innych klientów w ten sposób straci swoje
                                      oszczędności? Trudno, dla mnie najważniejsze jest odzyskać swoje.
                                      Napisał na swoim blogu Jan Samolub, jeden z niewielu klientów Krach Banku,
                                      którym udało się wypłacić w środę wieczorem pieniądze z Krach Banku. Co stało
                                      się pamiętnej nocy z środy na czwartek?

                                      Gdy zarząd Krach Banku zgodnie z procedurą powiadomił Komisję Nadzoru
                                      Finansowego, ta natychmiast podjęła decyzję o zawieszeniu działalności spółki.
                                      Od tego momentu klienci nie mają już dostępu do swoich pieniędzy. Nie mogą
                                      przelać swoich środków na inne konto.

                                      Zgodnie z polskim prawem, jedyną transakcją, jaką mogą dokonać to... przelew na
                                      konto Urzędu Skarbowego. Co bardziej oczytani klienci Krach Banku przelewają
                                      wszystkie środki na konto fiskusa. Na zaś. Minister finansów jest wniebowzięty.
                                      Obiecuje, że nadwyżkę wpływów przeznaczy na rewaloryzację emerytur.

                                      W piątek nagłówki wszystkich gazet pytają:

                                      Czy klienci Krach Banku odzyskają swoje pieniądze?
                                      - Trzymałem w Krach Banku wszystkie oszczędności swojego życia. Odkładałem na
                                      emeryturę. Jak mam odzyskać stracone pieniądze? Czy mam szansę odzyskać
                                      wszystko? - piszą czytelnicy najpopularniejszego serwisu w kraju.
                                      Wyhacz.pl kieruje wszystkie te zapytania do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego,
                                      instytucji, której zadaniem jest wypłacanie pieniędzy klientom upadłego banku.
                                      Można liczyć na zwrot pieniędzy razem z odsetkami, ale... tylko do określonej
                                      kwoty. I tu zaczynają się schody.

                                      Pan Adam Stratny, emerytowany oficer Wojska Polskiego, miał łącznie w Krach
                                      Banku 500 tys. złotych oszczędności. Nigdy nie lubił grać na giełdzie.
                                      Szczególną satysfakcję miał kilkanaście miesięcy temu, gdy koledzy piloci,
                                      urodzeni gracze, utopili dziesiątki tysięcy podczas głębokiej dwuletniej bessy.
                                      A wcześniej śmiali się z niego i mówili: "Kto nie kupił akcji, przegrał życie".

                                      Pan Adam twardo mroził fundusze na lokatach i zarabiał (właściwie to oszczędzał,
                                      ale bez strat). W dniu bankructwa Krach Banku miał 480 tys. oszczędności na
                                      lokatach - na wnuki - i 20 tys. na ROR, na wakacje.

                                      Niestety, z tej kwoty dostanie tylko... 81,4 tys. złotych. Dlaczego tak mało? Bo
                                      BFG gwarantuje tylko zwrot kwoty nie przekraczającej równowartość 22,5 tys.
                                      euro. Klient bankrutującego banku może liczyć na 100 procent wkładu, ale tylko
                                      od depozytów nie większych niż 1000 euro, między 1 tys. a 22,5 tys. euro
                                      dostanie 90 proc. kwoty. Każda złotówka powyżej tej kwoty - przepada.

                                      Szczęście w nieszczęściu pana Adama i tysięcy innych klientów był fakt, że w
                                      dniu upadku Krach Banku złoty był wyjątkowo słaby - 1:4 w stosunku do euro.

                                      Dopiero, gdy sąd ogłosi upadłość banku, pan Adam będzie mógł starać się o swoje
                                      pieniądze, na podobnych zasadach, co każdy inny wierzyciel bankrutującego
                                      przedsiębiorstw.

                                      Przerażonym klientom innych banków Wyhacz.pl radzi: Trzymajcie mniejsze kwoty w
                                      różnych bankach, w ten sposób "kwota" gwarantowana obejmie większą część, albo
                                      wszystkie wasze oszczędności.
                                      Ostatnia deska ratunku
                                      Kiedy klienci szukają sposobu na odzyskanie pieniędzy utopionych w Krach Banku,
                                      premier wraz z prezesem NBP zastanawiając się, co zrobić z upadłą spółką.
                                      Poufnie kontaktują się z szefami innych największych banków. Trzeba za wszelką
                                      cenę zapobiec panice, tak by Krach Bank nie pociągnął za sobą wszystkich.

                                      Bo, chociaż prawo w każdym cywilizowanym kraju przewiduje upadłość banku, jak
                                      każdej innej spółki, wiadomo, że nie dotyczy to największych. Szczególnie
                                      największych banków.

                                      1. Northern Rock - piąty co do wielkości bank w Wielkiej Brytanii od połowy 2007
                                      roku miał poważne problemy finansowe. Gdy znalazł się na granicy bankructwa, 17
                                      lutego 2008 rząd ogłosił, że bank stanie się własnością Jej Królewskiej Mości,
                                      czyli zostanie znacjonalizowany.

                                      2. W piątek 14 marca amerykański bank Bear Stearns poinformował o problemach z
                                      płynnością finansową. W sobotę, okazało się, że praktycznie zbankrutował. W
                                      niedzielę większy konkurent JP Morgan, sam w ogromnych finansowych tarapatach,
                                      kupił za bezcen Bear Stearns. Pieniądze - 30 miliardów dolarów - dostał od Fed.

                                      3. Fannie Mae i Freddie Mac - spółki notowane na giełdzie, których zadaniem jest
                                      udzielanie gwarancji na rynku kredytów hipotecznych - od roku kuleją. W lipcu
                                      kurs ich akcji załamał się i znalazły się na krawędzi. Rząd i Fed dawna pomagają
                                      im jak mogą. Teraz rozważają nacjonalizaję spółek.

                                      4. 11 lipca rząd amer
                                      • Gość: Augustyn Re: A co jak padną banki? IP: *.gdynia.mm.pl 16.09.08, 07:58
                                        4. 11 lipca rząd amerykański przejął kontrolę nad kalifornijskim bankiem
                                        IndyMac. Spółka, która specjalizowała się w ryzykownych kredytach mieszkaniowych
                                        stała się niewypłacalna. Z dnia na dzień zamknięto oddziały oraz zablokowano
                                        bankomaty IndyMaca. Czy oznacza to, że bank splajtował? Prawie przed bankructwem
                                        uratował go rząd. Przejął wart 32 miliardy dolarów bank.
                                        Kryzys nadciąga z zachodu
                                        To tylko wizja przyszłości. Na razie w Polsce spokój, ale na Zachodzie już
                                        szykują się do Krachu. Sondaż opublikowany niedawno przez firmę badawczą Harris
                                        Interactive pokazuje, że Amerykanie i mieszkańcy Wielkiej Brytanii, Francji,
                                        Niemiec, i Hiszpanii przestali ufać bankom.

                                        Ponad jedna trzecia Włochów i Hiszpanów jest "bardzo zaniepokojona" tym, że może
                                        stracić swoje oszczędności w wyniku załamania się systemu finansowego w ich
                                        krajach.
                                        Mniej więcej połowa ankietowanych Niemców i Francuzów stwierdziła, że spodziewa
                                        się krachu. Najwięcej z nich twierdzi, że nastąpi on w ciągu pięciu najbliższych
                                        lat. Tylko od 10 do 20 procent respondentów uważa, że krach ich ominie.
                                        Chociaż polskie banki, dzięki temu, że wciąż pozostają w tyle za zachodnimi,
                                        uniknęły konsekwencji kryzysu sub-prime, nie są bezpieczne. Firma konsultingowa
                                        Ernst&Young ostrzegła je niedawno przed zbyt lekkomyślnym udzielaniem kredytów
                                        klientom.

                                        W sytuacji, gdy ich ilość kredytów wielokrotnie przewyższa ilość zdeponowanych
                                        w kasie banku oszczędności klientów, ryzyko niewypłacalności rośnie. Wszystko
                                        zależy od tego, czy kredytobiorcy będą chcieli i będą w stanie spłacać pożyczki.
                                        Jeśli okaże się, że mają z tym trudności, grozi nam katastrofa...
                                        Bartek Ciszewski
                                        • Gość: brick Azja Australia Oceania IP: *.toya.net.pl 16.09.08, 08:18
                                          Japoński indeks Nikkei obniżył się w połowie dnia o 5,06%.

                                          Na giełdzie w Hong Kongu spadek wyniósł 6,49%. a południowokoreański indeks
                                          Kospi obniżył się o 6,2%.

                                          Giełda tajwańska w Tajpej zanotowała spadek notowań o 3,88%. Spadki wystąpiły
                                          też na rynku finansowym w Szanghaju i Singapurze.

                                          Giełdy w Australii i Nowej Zelandii. Spadki wyniosły odpowiednio 2,4 i 2,7%.
                                          • Gość: Augustyn Ruscy i tak są the best IP: *.gdynia.mm.pl 16.09.08, 18:35
                                            bo tam giełda walnęła 16% i zawieszono handel...
                                            Uff
                                            • Gość: crisis Walnie dziś w USA IP: *.toya.net.pl 17.09.08, 16:12
                                              a także jutro w Polsce
                                              • Gość: non Witajcie w utopii IP: *.toya.net.pl 22.09.08, 10:20
                                                USA zamieniają się w "Socjalistyczne Stany Zjednoczone Ameryki" - uważa Nouriel
                                                Roubini, profesor ekonomii szkoły biznesu New York University.
                                                • Gość: non Re: Witajcie w utopii IP: *.toya.net.pl 22.09.08, 10:32
                                                  Etapy finansowej katastrofy

                                                  Nouriel Roubini ze Stern School of Business przy Uniwersytecie Nowojorskim –
                                                  założyciel monitora RGE.

                                                  Ostatnie scenariusze profesora Roubiniego były wystarczająco ponure, by
                                                  każdego przyprawić o gęsią skórkę. Jednak jego tok myślenia zasługuje na to, by
                                                  wziąć go poważnie. Jako pierwszy, w lipcu 2006 roku, przewidział recesję w USA.
                                                  W owym czasie był to pogląd wysoce kontrowersyjny. Teraz głosi, że istnieje
                                                  "rosnące prawdopodobieństwo ‘katastroficznych’ konsekwencji finansowych i
                                                  ekonomicznych". Charakteryzuje się: błędnym kołem, w którym głęboka recesja
                                                  powoduje, że straty finansowe robią się jeszcze dotkliwsze, a z kolei rosnące
                                                  straty finansowe i kryzys na tym rynku pogłębiają recesję".
                                                  1. To najgorsza recesja w historii amerykańskiego rynku nieruchomości. Ceny
                                                  domów, jego zdaniem, spadną w porównaniu z punktem szczytowym o 20 do 30
                                                  procent, co oznacza, że gospodarstwa domowe zubożeją o 4000-6000 miliardów
                                                  dolarów. Dziesięć milionów gospodarstw domowych znajdzie się na minusie – to
                                                  dość, by mnóstwo domów wystawiono na licytację, a liczne firmy budowlane
                                                  zbankrutowały.
                                                  2. Dalsze straty, przekraczające szacowane obecnie 250-300 miliardów dolarów z
                                                  tytułu ryzykownych kredytów hipotecznych. Około 60 procent wszystkich kredytów
                                                  hipotecznych udzielonych między rokiem 2005 i 2007 "zostało przyznanych w sposób
                                                  szalony i szkodliwy", twierdzi profesor Roubini. Goldman Sachs szacuje straty z
                                                  tytułu kredytów hipotecznych na 400 miliardów dolarów. Jeżeli jednak ceny domów
                                                  spadną o więcej niż 20 procent, straty będą dotkliwsze. To jeszcze bardziej
                                                  ograniczy zdolność banków do udzielania kredytu.
                                                  3. Głębokie straty na niezabezpieczonych kredytach konsumenckich: kartach
                                                  kredytowych, kredytach motoryzacyjnych, pożyczkach studenckich i tak dalej.
                                                  "Kryzys kredytowy" przeniesie się z segmentu hipotecznego na cały obszar kredytu
                                                  konsumenckiego.
                                                  4. Obniżenie wiarygodności kredytowej dla ubezpieczycieli obligacji nie
                                                  zasługujących na rating AAA, niezbędny by działać w tym biznesie. Konsekwencją
                                                  będą dalsze odpisy na sumę 150 miliardów dolarów z tytułu inwestycji w papiery
                                                  zabezpieczone aktywami.
                                                  5. Krach na rynku nieruchomości komercyjnych.
                                                  6. Bankructwo dużego regionalnego lub narodowego banku.
                                                  7. Wielkie straty z tytułu lekkomyślnie przeprowadzanych operacji wykupów
                                                  lewarowanych. Setki miliardów dolarów z pożyczek udzielanych na ten cel spoczywa
                                                  dziś w bilansach instytucji finansowych.
                                                  8. Fala korporacyjnych upadłości. Generalnie amerykańskie firmy są w niezłej
                                                  kondycji, ale wiele z nich ma niską rentowność i jest potężnie zadłużona. Takie
                                                  upadłości przyczynią się do dalszych strat w segmencie "swapów na wypadek
                                                  niewypłacalności", które ubezpieczają tego rodzaju dług. Straty mogą sięgnąć 250
                                                  miliardów dolarów i spowodować bankructwo niektórych ubezpieczycieli.
                                                  9. Kryzys w "finansowej sferze cienia". Sytuacja funduszy hedgingowych i innych
                                                  specjalnych wehikułów inwestycyjnych stanie się tym trudniejsza, że nie mają one
                                                  bezpośredniego dostępu do pożyczek z banków centralnych.
                                                  10. Wyprzedaż akcji na giełdzie. Upadek funduszy hedgingowych i kurczenie się
                                                  marż oraz zakładanie krótkich pozycji może doprowadzić do lawinowego spadku cen.
                                                  11. Radykalne ograniczenie płynności na licznych rynkach finansowych, w tym na
                                                  rynku międzybankowym i pieniężnym. Oprócz tego wzrosną obawy o wypłacalność
                                                  poszczególnych graczy.
                                                  12. Błędne koło strat, wycofywania kapitału, utrudnień w dostępie do kredytu,
                                                  wymuszonej likwidacji i panicznej wyprzedaży aktywów poniżej ich ceny
                                                  fundamentalnej".
                                                  Oto 12 kroków do krachu. W sumie, jak twierdzi profesor Roubini: "Łączne
                                                  straty w systemie finansowym przekroczą kilkaset bilionów dolarów, a recesja
                                                  gospodarcza będzie głębsza, dłuższa i dotkliwsza". Ten "koszmarny scenariusz"
                                                  spędza jego zdaniem sen z powiek Benowi Bernanke i jego kolegom z Rezerwy
                                                  Federalnej. To tłumaczy, dlaczego Fed, który tak długo nie chciał przyjąć tych
                                                  zagrożeń do wiadomości, obniżył w tym roku stopy procentowe o 200 punktów
                                                  bazowych. Ma to być rodzaj zabezpieczenia przed krachem finansowym.
                                                  Scenariusz jest prawdopodobny. Jeżeli dojdzie do skutku, utnie wszystkie
                                                  teorie na temat ”rozdzielenia”. Jeżeli recesja potrwa przez sześć kwartałów,
                                                  ostrzega Roubini, środki zaradcze podejmowane przez resztę świata okażą się
                                                  spóźnione i niewystarczające.
                                                  Roubini wymienia osiem powodów, dla których jest to niemożliwe. Możliwość
                                                  łagodzenia amerykańskiej polityki monetarnej jest ograniczona przez zagrożenia,
                                                  jakie sprawia słaby dolar i inflacja; agresywne cięcie stóp rozwiązuje jedynie
                                                  problem braku płynności, a nie niewypłacalności; ubezpieczyciele obligacji
                                                  stracą swoje ratingi kredytowe ze wszystkimi tego poważnymi konsekwencjami;
                                                  ogólne straty będą zbyt wielkie, by mogły sobie z nimi poradzić państwowe
                                                  fundusze inwestycyjne; interwencje organów publicznych są zbyt skromne, by
                                                  ustabilizować rynek nieruchomości; Fed nie jest w stanie rozwiązać problemów
                                                  "szarej" strefy rynku finansowego; organy nadzoru nie mogą znaleźć stosownej
                                                  równowagi miedzy jasnością co do strat i pewną wyrozumiałością, a oba te
                                                  czynniki są potrzebne; i wreszcie nastawiony na transakcje system finansowy sam
                                                  jest pogrążony w głębokim kryzysie.
                                                  Wszystko to nie oznacza, że nie ma drogi wyjścia z pułapki. Niestety,
                                                  wszystkie są szkodliwe. W ostateczności zawsze rządy mogą rozwiązać kryzysy
                                                  finansowe. To żelazna zasada. Wybawienie może przyjść poprzez przejęcie przez
                                                  państwo złych długów, zneutralizowanie inflacji, albo jedno i drugie. Japonia
                                                  wybrała to pierwsze, ku wielkiemu niezadowoleniu swojego ministerstwa finansów.
                                                  Jednak Japonia jest krajem wierzycieli, w którym oszczędzający pokładają
                                                  absolutną wiarę w wypłacalność swojego rządu. USA natomiast są dłużnikiem. Muszą
                                                  być wiarygodne przez zagranicznymi kredytodawcami. Jeżeli tego nie zrobią,
                                                  rozwiązanie inflacyjne stanie się prawdopodobne. To chyba tłumaczy, dlaczego
                                                  złoto kosztuje 920 dolarów za uncję.
                                                  Związek pomiędzy pęknięciem bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości, a
                                                  kruchością systemu finansowego powoduje wielkie zagrożenia, zarówno dla USA, jak
                                                  i dla reszty świata. Teraz z pomocą przybywa amerykański sektor publiczny pod
                                                  wodzą Fed. W końcu odniosą sukces, ale to będzie wyjątkowo niewygodna podróż.
                                                  • Gość: end Radość przed agonią IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.09.08, 15:47
                                                    "Dziennik" z dnia 22 września 2008 r.

                                                    Rozmowa Renaty Kim z Jeremym Rifkinem - amerykańskim ekonomistą, doradcą Unii
                                                    Europejskiej ds. gospodarczych i autorem m.in. "Europejskiego snu"


                                                    Renata Kim: Czy możemy już odetchnąć z ulgą po tym, jak przez ostatnie dwa dni
                                                    giełdy na całym świecie mocno poszybowały w górę? Czy to już jutrzenka nadziei?
                                                    Jeremy Rifkin: Jaka jutrzenka?! Czekają nas znacznie gorsze czasy. Te dwudniowe
                                                    gwałtowne wzrosty indeksów to po prostu efekt wykupywania długów na masową skalę
                                                    przez rząd USA. Stała się rzecz absolutnie niesłychana: władze Stanów
                                                    Zjednoczonych, ale także innych krajów wpompowały miliardy dolarów z kieszeni
                                                    swoich podatników, by ratować upadające instytucje finansowe. Myślę, że nie
                                                    skończą na tym, na ratowanie banków zmarnują biliony dolarów. Ale to nie pomoże.
                                                    Z podatków zapłacimy długi, a potem zaciągniemy kolejne i tak bez końca.

                                                    Więc nie podoba się panu najnowszy amerykański plan ratunkowy?
                                                    Oczywiście, że nie! Niech pani zadzwoni do mnie za rok, to pogadamy o tym, jakie
                                                    straszliwe szkody ten plan spowodował. Ameryka jest pogrążona w głębokim
                                                    kryzysie, jest bankrutem. I nic się nie poprawi, a wręcz przeciwnie - będzie
                                                    coraz gorzej. A wtedy amerykański kryzys ogarnie również Polskę i wszystkie inne
                                                    państwa świata. Przywódcy polityczni powinni się wreszcie ocknąć, podobnie
                                                    zresztą jak przedsiębiorcy - wszyscy muszą zrozumieć, że jedynym wyjściem jest
                                                    stworzenie zupełnie nowych podstaw gospodarki, bo obecna jest zupełnie niewydolna.

                                                    Zgadza się pan z byłym szefem Fed Alanem Greenspanem, który twierdzi, że właśnie
                                                    zaczął się kryzys gospodarczy porównywalny z tym lat 30. ubiegłego wieku?
                                                    Całkowicie. Tkwimy w głębokiej recesji. Ostrzegałem przed tym kryzysem od co
                                                    najmniej pięciu lat, powtarzałem do znudzenia przywódcom państw oraz szefom
                                                    największych przedsiębiorstw, że sytuacja jest naprawdę poważna. Obecny krach na
                                                    rynkach finansowych był łatwy do przewidzenia, szkoda tylko, że nikt nie chciał
                                                    mnie słuchać. Moja żona mówi, że ludzie nie słuchają, bo są idiotami, ale ja nie
                                                    wiem, czy to dobre wytłumaczenie. Większość po prostu nie chciała uwierzyć, że
                                                    stare, dobre czasy się skończą.

                                                    Co pana zdaniem zwiastowało ten kryzys?
                                                    Zaczęło się w roku 1991, gdy Ameryka zmagała się z potężną zapaścią na rynku
                                                    nieruchomości. Udało się z niego wyjść dzięki udzielanym na masową skalę
                                                    kredytom konsumenckim. Krótko mówiąc: pokonaliśmy ówczesne problemy nie dzięki
                                                    gruntownym reformom gospodarczym czy szczególnie innowacyjnym przedsięwzięciom,
                                                    ale dlatego, że lekką ręką wydawaliśmy miliony kart kredytowych. Ludzie kupowali
                                                    bez opamiętania, a ekonomia się rozwijała. Także światowe gospodarki, zwłaszcza
                                                    te rozwijające się, miały się dobrze dzięki amerykańskiej konsumpcji. Ale
                                                    zapłaciliśmy za to ogromną cenę - potwornym zadłużeniem. Amerykanie nie tylko
                                                    nie mają teraz żadnych oszczędności, ale są nawet winni ogromne pieniądze
                                                    bankom. Przeciętna rodzina w USA wydaje więcej, niż zarabia. Podobne problemy
                                                    mają też Brytyjczycy, myślę, że np. Polacy są w o wiele lepszej sytuacji.

                                                    Jak można było utrzymywać ten patologiczny stan przez tak wiele lat?
                                                    Pomogły nam kredyty hipoteczne. Banki hojnie rozdawały niskooprocentowane
                                                    kredyty, nie stawiały wygórowanych wymagań kredytobiorcom i tak powstała owa
                                                    słynna bańka na rynku hipotek. Ludzie sądzili, że stać ich na własny dom, ale
                                                    potem okazywało się, że nie są w stanie spłacać rat, a bankom, które udzieliły
                                                    złych kredytów, zaczęła grozić upadłość. A jakby tego było mało, ceny energii
                                                    zaczęły gwałtownie rosnąć. Dopóki były niskie, globalizacja rozwijała się
                                                    doskonale zgodnie z zasadą, że można produkować towary w krajach, gdzie jest
                                                    tania siła robocza, i transportować je po całym świecie. Gdy baryłka ropy
                                                    osiągnęła magiczną cenę prawie 150 dol., nastąpił kres obecnego etapu globalizacji.

                                                    Co to znaczy?
                                                    Proszę pamiętać o jednej fundamentalnej zasadzie: cała światowa gospodarka
                                                    zależy od ropy, gazu i węgla. Przemysł ciężki i lekki, budownictwo, wszystko
                                                    zależy od ropy, gazu i węgla. A my właśnie dochodzimy do ery zmierzchu tych
                                                    surowców, druga rewolucja przemysłowa dogorywa na naszych oczach. Więc kiedy
                                                    baryłka ropy osiągnęła cenę 147 dol., natychmiast zdrożała żywność, a globalna
                                                    gospodarka zaczęła ostro wyhamowywać. A potem nagle ceny energii zaczęły spadać.
                                                    Ale nie było w tym cudu, nie znaleźliśmy nagle nowych źródeł ropy czy gazu. My
                                                    po prostu zaczęliśmy energię gwałtownie oszczędzać.

                                                    Więc co nas teraz czeka? Trzecia rewolucja przemysłowa?
                                                    Dokładnie tak. Doszliśmy do punktu, który nazwałem "szczytowym stadium
                                                    globalizacji". Musimy natychmiast zmienić cały nasz sposób myślenia o
                                                    gospodarce, bo źródeł energii nie zacznie nam nagle przybywać. Potrzebna jest
                                                    prawdziwa rewolucja, inaczej będziemy ciągle miotać się od jednego do drugiego
                                                    kryzysu.

                                                    Brzmi bardzo wzniośle, ale jak miałaby wyglądać taka rewolucja?
                                                    Jestem doradcą Unii Europejskiej ds. gospodarczych i zaproponowałem waszym
                                                    przywódcom, by od tej pory stosować inny sposób myślenia o zagrożeniach
                                                    ekonomicznych. To konieczne, szczególnie w erze nawracających, coraz
                                                    silniejszych huraganów, topniejących lodowców oraz wiecznej suszy w Afryce. Nie
                                                    wolno nam już dłużej polegać na ropie czy gazie, musimy sięgnąć do odnawialnych
                                                    źródeł energii. Każda rewolucja zaczynała się od tego, że ludzie sięgali po nowe
                                                    źródła energii, a ludzie zmieniali sposób dogadywania się w tej sprawie. Tylko
                                                    tam można zmienić historię ludzkości. Inaczej czeka nas zażarta walka o dostępne
                                                    złoża gazu czy ropy.

                                                    Kto miałby przeprowadzić te zmiany?
                                                    Rządy wspólnie z przedsiębiorcami. Trzecia rewolucja będzie się opierała na
                                                    budownictwie, ale całkowicie zrewolucjonizowanym, takim, w którym każdy dom
                                                    mieszkalny, fabryka, sklep czy szkoła będzie swoistą elektrownią. Będą zbierać
                                                    energię słoneczną, wodną i wiatrową i przetwarzać ją na potrzeby ludzi. Tak
                                                    buduje się już m.in. w Hiszpanii. I powtórzę raz jeszcze: szukanie odnawialnych
                                                    źródeł energii to jedyna metoda, by wyrwać się z zaklętego kręgu kolejnych
                                                    kryzysów finansowych. Każde inne rozwiązanie przyniesie jedynie chwilową ulgę.

                                                    Czy amerykańscy przywódcy są gotowi na takie zmiany?
                                                    Nie! Ani obecni, ani przyszli. Z pewnością nie jest na nie gotowy John McCain,
                                                    być może uda się przekonać do nich Obamę, on wydaje się bardziej elastyczny.

                                                    Kilka lat temu twierdził pan, że kapitalizm jest nie do pobicia, jeśli chodzi o
                                                    kreatywność, innowacyjność, mobilność i przedsiębiorczość. Teraz wieszczy się
                                                    raczej koniec kapitalizmu.
                                                    To nie jest koniec kapitalizmu, ale z pewnością koniec obecnego stadium
                                                    globalizacji. Jeśli chcemy przejść do kolejnego stadium, musimy uwierzyć
                                                    wreszcie, że od tej pory każde gospodarcze przedsięwzięcie musi angażować
                                                    zarówno środki prywatne, jak i publiczne. Trzeba stworzyć miliony nowych miejsc
                                                    pracy, postawić na odnawialne źródła energii. I musimy skończyć z naiwną wiarą,
                                                    że wolny rynek załatwi za nas wszystko. To tylko ideologiczne frazesy powtarzane
                                                    przez neokonserwatystów.

                                                    Czy inwestował pan jakieś pieniądze na nowojorskiej giełdzie?
                                                    Ani jednego dolara. Przeczuwałem, co się stanie, i dlatego wiele lat temu
                                                    kupiłem obligacje skarbu państwa. Teraz wszyscy panikują, a ja śpię spokojnie.
                                                    Problemy będę miał wówczas, gdy padnie rząd USA i dolar. (śmiech)
                                                  • Gość: 5th Agonia na Wall Street IP: *.toya.net.pl 22.09.08, 23:44
                                                    Dow Jones
                                                    11,015.69 -372.75 -3.27%
                                                    Nasdaq
                                                    2,178.98 -94.92 -4.17%
                                                    S&P
                                                    500 1,207.09 -47.99 -3.82%
                                                  • Gość: cdn Re: Radość przed agonią IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.09.08, 15:50
                                                    www.tvn24.pl/12692,1565683,0,1,rifkin-kryzys-jeszcze-sie-poglebi,wiadomosc.html
                                                  • Gość: Augustyn 500 tysięcy do zwolnienia IP: *.lodz.mm.pl 23.09.08, 17:59
                                                    U nas też już się zaczyna... Spory procent firm już liczy straty.
                                                  • Gość: adrem Kolejny noblista o kryzysie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.08, 12:45
                                                    Muhammad Yunus, twórca systemu mikropożyczek, za który w 2006 r. otrzymał
                                                    Nagrodę Nobla, poradził zachodnim instytucjom finansowym, by uczyły się od
                                                    banków w biednych krajach.
                                                    Noblista założył swój Grameen Bank w Bangladeszu 30 lat temu i zaczął od
                                                    udzielenia pierwszej klientce pożyczki w wysokości 27 dolarów. Dziś Grameen to
                                                    jedna z największych instytucji finansowych obsługująca biednych, niemających
                                                    dostępu do tradycyjnych kredytów bankowych. 98 proc. udzielanych przezeń
                                                    pożyczek jest spłacana, podczas gdy giganci z Wall Street mają problem z
                                                    odzyskaniem pieniędzy od kredytobiorców.
                                                    - Dziś, gdybyśmy się postarali, moglibyśmy kupić kilka z tych upadających banków
                                                    w USA. Nie ma problemu, to możliwe - zadeklarował Yunus półżartem podczas
                                                    konferencji na temat filantropii zorganizowanej przez fundację Clinton Global
                                                    Initiative.
                                                    - Nie ignorujcie biednych... Pożyczamy im ponad miliard dolarów rocznie - dodał
                                                    Yunus.

                                                    źródło: "GW" z 29 września 2009 r.
                                                  • Gość: welcme Witamy w kryzysie! IP: *.toya.net.pl 29.09.08, 21:42
                                                    Teraz dopiero się zacznie!
                                                  • Gość: szczypta optymizmu Re: Witamy w kryzysie! IP: *.toya.net.pl 06.10.08, 11:21
                                                    Prezes banku UniCredit Alessandro Profumo wyraził opinię, że obecna sytuacja na
                                                    rynkach finansowych przypomina Wielki Kryzysu z 1929 r. i krachu.
                                                    "Jasne jest, że nie doceniliśmy warunków panujących na rynku".
                                                    Jan Krzysztof Bielecki prezes Pekao SA problemów nie dostrzega.
                                                  • Gość: pb Kryzys będzie najgłębszy od dziesięcioleci IP: *.toya.net.pl 08.10.08, 10:02
                                                    Cezary Mech: Kryzys będzie najgłębszy od dziesięcioleci
                                                    IAR 8.10.2008 09:28
                                                    Doradca prezesa NBP Cezary Mech uważa, że światowy kryzys finansowy
                                                    przekształcił się w kryzys gospodarczy. Ekonomista powiedział w Programie
                                                    Trzecim Polskiego Radia, że kryzys będzie prawdopodobnie głębszy niż w
                                                    poprzednich dziesięcioleciach i z pewnością wpłynie negatywnie na sytuację w Polsce.

                                                    Zdaniem gościa Salonu Politycznego Trójki, który zastrzegł, że wyraża tylko
                                                    osobiste poglądy, sytuacja wymaga skoordynowanych działań na światowych rynkach.
                                                    Za przyczyny kryzysu Mech uznał luźną politykę finansową Stanów Zjednoczonych i
                                                    brak nadzoru na rynkach finansowych.

                                                    Ekonomista dodał, że kryzys spowodował utratę wzajemnego zaufania w światowych
                                                    finansach, a jego odbudowa będzie długotrwała. Jako ewentualne środki zaradcze
                                                    Cezary Mech wymienił wzmocnienie nadzoru nad rynkami finansowymi i ich
                                                    dofinansowanie.

                                                    "W Polsce sytuacja wymaga elastycznych reakcji rządu. Szczególnie ważna rola
                                                    przypadnie też Komisji Nadzoru Finansowego" - powiedział Cezary Mech i dodał, że
                                                    projekt przyszłorocznego budżetu jest zbyt optymistyczny, szczególnie jeśli
                                                    chodzi o wzrost PKB i dochody.

                                                    Ekonomista dodał, że rząd nie powinien zacieśniać polityki fiskalnej w chwili,
                                                    gdy instytucje finansowe wprowadzają ograniczenia kredytowe.

                                                    Mówiąc o polskim systemie bankowym, ekonomista podkreślił, że jest on
                                                    stabilniejszy od amerykańskiego. Niepokojącym zjawiskiem było natomiast oddanie
                                                    prawie całego systemu bankowego firmom zagranicznym. W tej sytuacji rząd
                                                    powinien czuwać, aby nie dochodziło do transferu pieniędzy za granicę.
                                                  • Gość: memento Zaczyna się dramat! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.10.08, 15:17
                                                    Kryzys zmiecie z powierzchni wiele instytucji, pogrąży na długo przedsiębiorców,
                                                    doprowadzi do ruiny całe rodziny. Rozpoczęte inwestycje na kilka lat pozostaną
                                                    rozgrzebane bez szans ich sfinansowania kredytem bankowym.
                                                    To niesamowite w jakich czasach żyjemy!
                                                  • nefnef Re: Zaczyna się dramat! 18.10.08, 00:50
                                                    Ciekawe to czasy i w takich żyjemy. A zgotowali nam to ci, którzy – jak Augustyn
                                                    stwierdził – zarabiają miliony. Ciekawe czy nasi bankierzy zarabiają wciąż tyle
                                                    samo, czy dostali podwyżki?
                                                  • Gość: wtopa Re: Zaczyna się dramat! IP: *.toya.net.pl 19.10.08, 23:16
                                                    Szykują się duże problemy dwóch banków w Polsce.
                                                  • Gość: nadzieja Re: Zaczyna się dramat! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.10.08, 12:19
                                                    Holendrzy wsparli już ING 10 miliardami Euro.
                                                    Kto wspomoże Getin Bank?
                                                  • Gość: finanse Kryzys uderzy wkrótce w finanse Łodzi IP: *.toya.net.pl 21.10.08, 09:21
                                                    To już koniec atrakcyjnych sprzedaży nieruchomości komercyjnych zasilających
                                                    środki budżetu. Ślimaczą się prace współfinansowane środkami z UE. maleje także
                                                    kondycja podatników przytłoczonych wzrastającymi ciężarami z tytułu opłat i
                                                    podatków lokalnych, a także cen za media techniczne i konsumpcję.
                                                    Nadmierne zadłużenie także da znać o sobie większymi kosztami za obsługę długu
                                                    miejskiego.
                                                    Nie zazdroszczę służbom odpowiedzialnym za zarządzanie kryzysem, bo tylko tak
                                                    można nazwać obecnie zarządzanie miastem.
                                                  • Gość: uml Re: Kryzys uderzy wkrótce w finanse Łodzi IP: *.uml.lodz.pl 22.10.08, 11:09
                                                    Już wkrótce...
                                                  • Gość: gosc Re: Kryzys uderzy wkrótce w finanse Łodzi IP: *.toya.net.pl 25.10.08, 08:20
                                                    www.dziennik.pl/swiat/article256330/Greenspan_To_ja_jestem_sprawca_kryzysu.html
                                                  • Gość: Augustyn Parę zdań na temat winnych! IP: *.lodz.mm.pl 28.10.08, 21:45

                                                    Nefnefie(o)los zgotowali nam:
                                                    -Wuj Sam (ściśle paru wujków samów), który pozwolił Fed-owi na "miekką" politykę
                                                    monetarną i dopieszczał instytucje prywatne (bądź quasi prywatne) realizujące
                                                    jego (wuja sama) politykę socjalną (dom dla każdego Amerykanina itd.);
                                                    -komitet noblowski, który nagrodził fizyków piszących o popieprzonych
                                                    "instrumentach pochodnych" (dwóch fizyków zostało później managerami i
                                                    przepurtało pięć miliardów baksów-nikt nie zwrócił na to uwagi);
                                                    -biedni (nie ma populizmu bez "populi"/tzw. ludu, a egoizm ma również twarz
                                                    biedaka), którzy chętnie sięgnęli po karty kredytowe i kredyty na domy (bank
                                                    kredyt dawał, wuj sam popierał i się cieszył ze wzrostu, ale biedak kredyt wziął
                                                    bo: "mu się należało");
                                                    -wszyscy my, którzy coś tam o ekonomii wiedzą, ale za cicho gadali o iluzjach,
                                                    za które teraz płacimy;
                                                    -o.k. winni są też kolesie z Wall Street...
                                                    Pozdrawiam.
                                                    Augustyn
                                                  • Gość: dziewanna Re: Kryzys uderzy wkrótce w finanse Łodzi IP: *.toya.net.pl 11.11.08, 16:06
                                                    podobno kasy brakuje na odśnieżanie...
                                                  • Gość: Augustyn Re: Kryzys uderzy wkrótce w finanse Łodzi IP: *.wroclaw.mm.pl 13.11.08, 18:29
                                                    Nie tylko Łodzi.
                                                    Jeszce parę miesięcy temu "analitycy" i "eksperci" twierdzili, że wszystko
                                                    będzie cacy. RPP i NBP wróżyły "nieznaczny" spadek wzrostu PKB ("będziemy
                                                    rozwijać się wolniej, ale recesja to nie nasz problem").
                                                    Wczoraj w Wyborczej, Kawalec rzecze, że wzrost poniżej 1% PKB jest jak
                                                    najbardziej realny. Budżet Tuska jest więc już tylko chciejstwem. Zgodnie z tym,
                                                    co pisałem dziursko będziemy oglądać za rok o tej porze (przy takiej strukturze
                                                    wydatków, czyli udziale wydatków "sztywnych" ruch ma nasz premier niewielki; no
                                                    i ochoty chyba nie za wiele, bo zamiast pałować zwiunskowcóf, Donald gada z
                                                    Sarko o energetyce i środowisku...aż mi żal faceta, jak patrzę na tę jego
                                                    "ucieczkę od odpowiedzialności"); dziursko budżetowe-rzecz jasna.
                                                    Gminy mają kasę z centrali i udział w podatkach (m.in.), czyli w przyszłym roku
                                                    zakwękają aż miło. Pamiętać trzeba o zadłużeniu (luzu niewiele, a inwestycje
                                                    unijne trzeba dokończyć; dzięki Bogu Łódź omija Eurokopanina i nie trzeba
                                                    budować stadionów na jeden raz).
                                                    W każdym razie, nasi ynteligenci z Rady i prezydent (wierzący w interwencjonizm)
                                                    żadnego planu na nadciągające kłopoty nie mają.
                                                    A tymczasem trzeba będzie ciąć wydatki (zamknąć parę szkół, ze dwa teatry itd.)
                                                    i wrócić do postulatu (piszącego te słowa) prywatyzacji mienia komunalnego;
                                                    dobrze byłoby przycisnąć Palikota w kwestii automatycznego odrolnienia ziemi w
                                                    granicach miasta.
                                                    Czyli czas uruchomić zamrożony łódzki kapitał.
                                                    Ale kto by tam o tym myślał... Chłopaki się przyzwyczaili, że wpływy rosną
                                                    (emigranci słali, eksport szedł, unijne środki pozwalały na wstęg niekończące
                                                    się przecinanie) i myśleć nie trzeba.
                                                    Zawsze trzeba. Pytanie, czy wybrańcy ludu potrafią...
                                                  • 0u uderzy jak woda sodowa 14.11.08, 15:07
                                                    Wybrańcy ludu ciągną kasę z tego ludu i to taka, że aż miło. Władza rozdaje
                                                    premie za to, że prezesi łaskawie biorą olbrzymie pensje. Dziura nie będzie więc
                                                    niczym dziwnym. Nie związkowców prać a przyjrzeć się pensjom zarządzających i
                                                    efektom ich pracy. Bankierzy na pierwszy ogień!
                                                  • Gość: test Kryzys już uderza IP: *.toya.net.pl 19.11.08, 19:20
                                                    Znacząco spadną przychody budżetu. Biedniejący ludzie nie będą płacić swoich
                                                    zobowiązań. Miastu ż a d e n bank nie pożyczy potrzebnych pieniędzy na potrzeby
                                                    inwestycyjne. Budowa hali sportowej nie będzie finansowana. Rozpoczęte biurowce
                                                    zatrzymają się na etapie kilku kondygnacji.
                                                    Ech, Augustynie. Qurcze, facet, miałeś rację!
                                                  • Gość: Augustyn Pewno, że miałem IP: *.lodz.mm.pl 19.11.08, 23:51
                                                    rację. To nie jest znowu jakiś wielki wyczyn. Trochę wiedzy plus tzw.
                                                    ynteligencja/bystrość i już.
                                                    Wiesz, zastanawiam się, gdzie ta swołocz, co mnie rok temu notorycznie obrażała?
                                                    Żeby choć jeden przeprosił. Gdzie tam... Parobczański syn zawsze nienawidzić
                                                    mnie będzie...
                                                    Ciekawe też jest, że przewidziałem zachowanie rzundców naszego Miasta; czyli
                                                    totalne osłupienie, no brak jakichkolwiek oznak życia, w tym i wysiłku
                                                    intelektualnego. Nic, zero, null. Nie widać ich, nie słychać... Reagują tylko na
                                                    takie "fakty medialne", jak sondaż, w którym Kropa kiepsko wypadł (a i to na
                                                    krótko).
                                                    Czekają chłopskie dzieci w Radzie Miasta aż im ktoś powie, co mają myśleć. Kropy
                                                    ciągle nie ma, Donald zresztą też ostatnio podróżuje non stop (dzisiaj był u
                                                    Arabów-po co?). A chłopaki z POPiS-u dumają nad budżetem Łodzi (ma być pierwsze
                                                    czytanie, czytanie ze zrozumieniem i czytanie streszczenia z komentarzem)...
                                                    Tzw. lud jednak jest tak samo durny, jak oni, więc pewno dotrwają do końca
                                                    kadencji biorąc te 2500 zeta za "posiedzenia w komisjach" i "inne posiedzenia, w
                                                    trakcie przygotowań do posiedzeń".
                                                    Zbierze się też "sztab Piotrkowska", a łódzka G.W. o tym napisze. Takoż i o
                                                    przebudowie centrum oraz rewitalizacji (po raz tysiąc setny), które niechybnie
                                                    nastąpią, jak to od lat ma miejsce (to znaczy owo "następowanie").
                                                    A ja dalej będę o prywatyzacji mienia komunalnego i odrolnieniu gruntów.
                                                    Czyli ja będę miał rację, a uni będą rzundzić.
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                  • Gość: test Pustoszący kryzys u bram IP: *.toya.net.pl 02.12.08, 02:27
                                                    W USA zaczyna się panika.
                                                  • Gość: debt Kryzys uderza w finanse Łodzi IP: *.toya.net.pl 05.12.08, 08:21
                                                    Ujawniane są kolejne trupy ekonomiczne w szafie UMŁ.
                                                    Fala - Hala - MPK i inne. Za wszystko płacić ma podatnik. Odpowiedzialność
                                                    pierwszego urzędnika miasta Włodzimierza Tomaszewskiego bliska zeru.
                                                    Teraz wypada poczekać tylko na cud!
                                                  • Gość: gosc Re: Kryzys uderza w finanse Łodzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.08, 16:20
                                                    Cudu nie będzie ,bo firmy skarżą UMŁ o odszkodowanie za niewydanie w
                                                    terminie stosownych decyzji. Są to kilkunastomilionowe odszkodowania.
                                                  • Gość: augustyn Re: Kryzys uderza w finanse Łodzi IP: *.oke2-bras1.adsl.tele2.no 05.12.08, 19:39
                                                    z daleka,wiec bez polskich znakow...
                                                    Prezydent Kaczynski zawetowal ustawe o odrolnieniu gruntow. Nie ma
                                                    mnie w Lodzi, dostepu do internetu nie mam, lodzkiej G.W. nie
                                                    czytam, ergo nie wiem, czy ktos zareagowal... Do rzeczy jednak:
                                                    Kaczynski dowiodl, ze jest durniem, chodzacym na pasku swojego
                                                    pokreconego brata.
                                                    Odrolnienie gruntow w granicach miast to fundamentalna sprawa, dla
                                                    Lodzi szczegolnie. Nie raz o tym pisalem.
                                                    Kryzys juz puka do drzwi, jeszcze nie zaczeli zwalniac, ale zaczna.
                                                    Mozna budowac keynsistowskie durnowate plany naprawcze, ktore Europa
                                                    przerobila po wojnie z wiadomym skutkiem, a mozna zrobic cos
                                                    naprawde sensownego.
                                                    Odrolnienie gruntow i uwlaszczenie mieszkan komunalnych to
                                                    fundament, na ktorym mozna odbudowac potege Lodzi.
                                                    Czego jeszcze trzeba radnym i Kropiwnickiemu, zeby to zroumieli?
                                                    30% bezrobocia?
                                                    Zadne srodki unijne Wam panowie nie pomoga.
                                                    A PREZYDENT KACZYNSKI GWOZDZ W TRUMNE WBIJA...
                                                    Duren i tyle.
                                                    Augustyn
                                                  • Gość: fan_michala Re: Kryzys uderza w finanse Łodzi IP: *.toya.net.pl 05.12.08, 20:50
                                                    Michał Augustyn znów ma rację.
                                                    Odrolnienie gruntów w miastach:
                                                    - zbawienne dla rynku,
                                                    - nadzieja dla ludzi potrzebujących mieszkań,
                                                    - jest zabójcze dla spektryfikowanego układu sił;
                                                    MONOPOLU DEWELOPERóW, lobbującego na rzecz dotychczasowego status quo.
                                                    Mieszkania zamiast kosztować 2200 zł/m2, kosztować nadal będą 4 500 - 6 500 zł/m2.
                                                    Tyle tylko, że nikt ich nie kupi, a przeklęty problem mieszkaniowy wywoła
                                                    społeczną rewoltę i przepędzenie włodarzy z ich lukratywnych stołków.
                                                  • Gość: wnet Re: Kryzys uderza w finanse Łodzi IP: *.gprs.plus.pl 18.12.08, 16:24
                                                    Trupy w szafie UMŁ. Masa nietrafionych, przeinwestowanych przedsięwzięć uderzy z
                                                    całą mocą.
                                                  • Gość: Augustyn Wszystkiego dobrego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.08, 14:57
                                                    w nadchodzącym-trudnym 2009 roku, Wam życzę, Drodzy Forumowicze.
                                                    "Oby nam przyszło żyć w ciekawych czasach...", mawiaja
                                                    złaknieni "mocnych" podniet. Ja tam marzę o łodzianach-mieszczuchach
                                                    żyjących w czasach spokojnych i sytych. A ciekawe to niech będą
                                                    nasze wnętrza (i nie mam na myśli czterech pokoi i kuchni).
                                                    Będzie ciężko; jak ciężko-nie wiem. Amerykanie niszczą dolara,
                                                    zachodnia Europa nawraca się na egoizm (ile razy jeszcze uwierzymy,
                                                    że "Zachód" jest inny?), deficyty rosną, systemy monetarne się
                                                    chwieją (Chińczycy kupują złoto-macie gotówkę, to pomyślcie o
                                                    inwestycjach właśnie w ten kruszec; stawiam "połówkę",że za rok
                                                    cena będzie razy dwa), Łotwa i Ukraina już bankrutują, Rosja (mimo
                                                    szantażu Putina) zbankrutuje już za chwilę...
                                                    Tak się kończą "mocarstwa" budowane na gazie i ropie, tak się kończy
                                                    życie na szalonym deficycie i twórcza księgowość...
                                                    Życzę Wam Forumowicze-mądrości. Oddzielcie ziarno od plew, puste
                                                    obietnice od sensownych planów, inteligentów od parobczańskich
                                                    wykształciuchów itd. Dla samych siebie i Waszych Rodzin, bądźcie
                                                    mądrzy.
                                                    Pamiętajcie o Łodzi; wierzcie w jej szansę. Wywierajcie presję na
                                                    odblokowanie kapitału (dzięki Bogu, PO/PSL,SLD-też udało się
                                                    odrzucić weto w sprawie odrolnienia gruntów), na gospodarskie
                                                    traktowanie publicznego grosza itd.
                                                    Pozdrawiam serdecznie.
                                                    Michał Augustyn
                                                  • Gość: leslaw_m Re: Wszystkiego dobrego IP: *.lodz.msk.pl 25.12.08, 23:07
                                                    histeryzujesz niemiłosiernie.
                                                    jak dojdziemy do poziomu płac i bezrobocia z czasów millera, bedzie mozna mówic
                                                    o kryzysie.
                                                  • Gość: santa claus Re: Wszystkiego dobrego IP: *.toya.net.pl 26.12.08, 11:36
                                                    Posłańcom złych wiadomości mówimy nasze stanowcze "nie"!
                                                  • Gość: Augustyn O odwrocie od zdrowego rozsądku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.09, 22:12
                                                    Zadziwiające jest, jak wizja chaosu/kryzysu/świata żyjącego w
                                                    niepewności, determinuje naszą akceptację dla rozwiązań już nie
                                                    tylko ryzykownych, ale wręcz w oczywisty sposób niebezpiecznych; ba-
                                                    wydaje się ostatnio, że jesteśmy w stanie wspierać idee, które już
                                                    kilka razy nas zawiodły.
                                                    Trudno dzisiaj znaleźć ekonomistę (podobno jeden z republikanów
                                                    musiał dawać ogłoszenia do najbardziej poczytnych amerykańskich
                                                    gazet!), chcącego bronić klasycznych koncepcji, popartych
                                                    doświadczeniem XX-wiecznych kataklizmów.
                                                    Okazuje się, że popularność Smitha, Friedmana, czy Hayeka były
                                                    jedynie rodzajem „intelektualnej” mody, a nie rezultatem rzetelnej
                                                    analizy tego, o czym pisali i zgody na rezultaty ich pracy.
                                                    Chciałoby się zapytać o uczciwość tych, którzy dzisiaj piszą w tonie
                                                    oznajmująco-akceptującym o gigantycznym zwiększaniu deficytów
                                                    budżetowych, cięciach stóp procentowych do zera i zapowiedzi
                                                    dodrukowywania pustego pieniądza, rezygnacji z kryteriów polityki
                                                    fiskalnej i monetarnej do niedawna uważanej za przejaw zdrowia i
                                                    ekonomicznej racjonalności…. Z jakąś niesamowitą łatwością nasze
                                                    (globalne też) elity związane z gospodarką (naukowcy, dziennikarze,
                                                    ludzie biznesu) zgadzają się, by zasady, w które do niedawna zdawali
                                                    się wierzyć, zawiesić na keynesistowskim (oby tylko!) kołku,
                                                    przybiwszy uprzednio do niego tabliczkę z napisem: „sytuacja jest
                                                    wyjątkowa, dlatego prawo powszechnego ciążenia przestaje
                                                    obowiązywać”.
                                                    Czyżby?!
                                                    Być może warto byłoby przypomnieć, jak skończyło się odejście państw
                                                    europejskich od parytetu złota w czasie pierwszej wojny światowej i
                                                    próby przejścia od gospodarek wojennych do pokojowych, właśnie przy
                                                    pomocy „stymulacji” pustym pieniądzem (jednym ze skutków chaosu
                                                    monetarnego i hiperinflacji było dojście Hitlera do władzy). W
                                                    międzywojniu nie udało się, bowiem Europie wyjść z labiryntu
                                                    wzajemnych zobowiązań (wszyscy od siebie pożyczali, żeby móc się
                                                    przez cztery lata zabijać, a po wielkiej rzezi Niemcy zostały
                                                    dodatkowo obciążone reparacjami, na wypłatę, których musiały
                                                    pożyczać, od tych, co mieli być ich beneficjentami itd.).
                                                    Być może warto byłoby przypomnieć powojenną historię gospodarczą
                                                    Wielkiej Brytanii, która stosując środki wyniesione od kilku
                                                    miesięcy do rangi cudownych lekarstw, popadła w takie kłopoty
                                                    gospodarcze, że zasłużyła sobie na miano: „chorego człowieka
                                                    Europy”. Wszak doświadczalnie sprawdzono wówczas, jak działa teoria
                                                    popytowa Keynesa, która tolerując inflację, miała prowadzić do
                                                    zwiększenia produkcji i zatrudnienia (a zaowocowała permanentnie
                                                    wysokim bezrobociem, inflacją i deficytem, przy 80% stawce podatku
                                                    dochodowego, dokładaniem do wiecznie deficytowych dziedzin
                                                    gospodarki… itd.).
                                                    Można również odwołać się do doświadczeń epoki Gierka i przypomnieć
                                                    o „nawisie inflacyjnym”, który powalił w końcu i tak siermiężno-
                                                    księżycową gospodarkę PRL-u.
                                                    Można by, ale jakoś nie widać chętnych…
                                                    Nawet opis przyczyn obecnego kryzysu sprowadza się najczęściej do
                                                    stwierdzenia o: „końcu konserwatywno-liberalnych utopii
                                                    gloryfikujących samoregulację rynku”. Tymczasem wystarczy przyjrzeć
                                                    się faktom, żeby stwierdzić, że nasze teraźniejsze kłopoty są
                                                    konsekwencją: polityki rządu (wspierającej kredytomanię od
                                                    dziesięcioleci i nieliczącego się z gigantycznym deficytem), banku
                                                    centralnego (który w przypadku Stanów Zjednoczonych, jest zgodnie z
                                                    postulatem polskich oponentów Balcerowicza, zobowiązany do „dbania o
                                                    wzrost gospodarczy”), postawy uczestników globalnej gry „rynkowej”
                                                    (akceptujących amerykański deficyt, „sponsorowany” przez wszystkich
                                                    zmuszonych, bądź nie, do traktowania amerykańskiego dolara, jak
                                                    substytutu cennych kruszców itd.) i kilku innych czynników, z
                                                    których żaden nie był zbieżny z postulatami piewców klasycznej
                                                    ekonomii (oczywiście zawiniła też chciwość i oderwane od
                                                    rzeczywistości, a wsparte noblowskim autorytetem „instrumenty
                                                    pochodne”)!!!
                                                    Dzisiaj nikt nie chce słuchać o możliwości bankructwa tych, którzy
                                                    nie są w stanie spłacić swoich zobowiązań. Ich ewentualna upadłość
                                                    ma oznaczać katastrofę całej gospodarki. Dlatego podobno lepiej
                                                    odwołać się do koncepcji, które wprawdzie z racjonalnością nie mają
                                                    wiele wspólnego, ale pozwalają pokazać się w roli zbawców narodów.
                                                    Nie ma dziś chętnych, którzy przypomnieliby, że popyt każdego (z
                                                    osobna!) Kowalskiego/Smitha jest uzależniony od jego podaży (czyli
                                                    możliwości wytworzenia dóbr po określonej cenie) i jeżeli tenże
                                                    Kowalski bierze kredyt, to znaczy, że zobowiązuje się do zwiększenia
                                                    podaży (czyli pracy cięższej i bardziej efektywnej). Nie ma
                                                    chętnych, którzy by przypominali o takiej właśnie mikro ekonomii, w
                                                    której obowiązuje równowaga między popytem i podażą jednostek i z
                                                    której to skali mikro bierze się równowaga „makro”. Dzisiaj znowu
                                                    mają obowiązywać pomysły, w których możliwości popytowe biorą się
                                                    nie z wielkości i ceny podaży, ale odgórnie zadekretowanego dodruku
                                                    banknotów. Nieważne jest również, że psucie pieniądza uczyni wycenę
                                                    indywidualnej działalności Kowalskiego/Smitha i jego firmy
                                                    niemożliwą. Fabryki samochodów nie mogą upaść, tak samo jak huty,
                                                    kopalnie i Bóg raczy wiedzieć, co jeszcze (na pewno nie może już
                                                    upaść żaden bank!!!).
                                                    Zrzucajmy, więc pieniądze z helikoptera, rozgrzejmy prasę drukarską
                                                    do czerwoności, wyślijmy obywatelom bony i upusty podatkowe,
                                                    pożyczmy jeszcze więcej od następnych pokoleń! Prawo ciążenia
                                                    zostało wszak zawieszone na kołku; osikowym kołku wbitym w serce
                                                    skompromitowanego kapitalizmu!
                                                    I nie jest ważne, że rządy budują właśnie takie same jak Madoff
                                                    piramidy finansowe (nikt nie ukrywa, że kredyty nigdy nie zostaną
                                                    spłacone; nawet, jeśli do szkół wyślemy dwulatki, żeby w wieku lat
                                                    15-stu mogły zacząć spłacać zobowiązania swoich rodziców i dziadków).
                                                    I nie jest ważne, że burzymy właśnie ład
                                                    instytucjonalny/prawny/gospodarczy, bez którego nie byłoby
                                                    Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej i Unii Europejskiej (Jak bowiem
                                                    europejski bank centralny będzie prowadził politykę monetarną, jeśli
                                                    państwa członkowskie odejdą od określonej relacji między PKB i
                                                    deficytem? Jak powrócić w przyszłości do zasady wolnej konkurencji i
                                                    niesubsydiowania żadnej z dziedzin gospodarki i konkretnych firm,
                                                    kiedy tak mocno podkreśla się, że „przemysł samochodowy we Francji i
                                                    Niemczech nie może upaść”? etc.).
                                                    Wszelkie normy muszą dziś ustąpić przed „wyjątkowymi
                                                    okolicznościami”. Ile to razy w przeszłości już to słyszeliśmy…

                                                    Michał Augustyn 694477918

                                                    P.S. Trzeba też przeprosić Andrzeja Leppera. Właściwie to Lepper
                                                    powinien zostać ogłoszony nowym guru ekonomii; jego koncepcje są
                                                    przecież właśnie realizowane przez największe „autorytety” ekonomii
                                                    kryzysu.
                                                  • Gość: dari Kryzys nadciąga do Łodzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.09, 12:52
                                                    Coraz więcej miejsc pracy jest zagrozonych. Ostatni cała przemyslowa
                                                    Dabrowa nie mówi o niczym innym niż o przewidywanych zwolnieniach.
                                                    Na dodatek developerzy wstrzymują roboty budowlane. Planowany piekny
                                                    kompleks na Milionowej za Rydza Smiglego zupełnie wykreslono z
                                                    planow (a szkoda bo pisano o plana rewitalizacji w kilku gazetach,
                                                    także zachodnich). Za chwile grozi nam spore bezrobocie, bo dalej
                                                    jest u nas monokultura przemysłowa. Co prawda włókiennictwo
                                                    znikneło, ale większość zakładów do tzw. sprzęt gospodarstwa
                                                    domowego. A w kryzysie nie kupuje się pralek, lodówek, wyposażenia
                                                    mieszkań i samych mieszkań też. Czemu władze miasta o tym milczą
                                                  • Gość: debt Re: Kryzys nadciąga do Łodzi IP: *.gprs.plus.pl 21.01.09, 13:41
                                                    Dramatycznie spadnie wpływ do budżetu miasta dochodów z podatków PIT i CIT.
                                                    Projekt budżetu Łodzi nie przewiduje takiej okoliczności.
                                                  • Gość: gosc Re: Kryzys nadciąga do Łodzi IP: *.toya.net.pl 22.01.09, 09:35
                                                    Bauc: Jestem przerażony
                                                    TM 22.01.2009 08:50

                                                    Rządy wielu państwa pompują gigantyczne pieniądze, by stymulować gospodarkę. Nie
                                                    tędy droga – mówi były wiceminister finansów.

                                                    Na własnej skórze odczuł spadek dochodów do budżetu w 2001 r. Jego nazwiska
                                                    stało się synonimem dziury budżetowej. Dziś Jarosław Bauc w „The Wall Strreet
                                                    Journal Polska” pokusił się o prognozę sytuacji makroekonomicznej na świecie i w
                                                    Polsce. Jest przerażony pakietami stymulującymi gospodarki, które proponują
                                                    takie kraje jak USA, Niemcy czy Wielka Brytania.
                                                    - Przecież kryzys wziął się z gigantycznego zadłużania Stanów Zjednoczonych. One
                                                    żyły na kredyt, który był finansowany głównie przez Chiny i państwa arabskie.
                                                    Dzięki temu dochodziło do paradoksu – USA, najbardziej rozwinięta gospodarka,
                                                    odnotowywała bardzo wysoki wzrost PKB. To odbywało się kosztem gigantycznego
                                                    zadłużenia zarówno sektora publicznego jak i prywatnego. Ten kryzys to pęknięcie
                                                    spirali zadłużenia. Remedium na taki stan rzeczy nie może być więc potęgowanie
                                                    przyczyn kryzysu – ocenia Jarosław Bauc.

                                                    Jego zdaniem, receptą na kryzys jest powrót do płynnej gospodarki rynkowej.
                                                    - Kryzys bowiem nie jest bowiem kryzysem liberalnego kapitalizmu. Wręcz
                                                    odwrotnie. Został spowodowany odstąpieniem od jego reguł – twierdzi były
                                                    minister finansów.
                                                    Jarosław Bauc w wywiadzie dla „The Wall Street Journal Polska” odniósł się też
                                                    do sytuacji Polski. Twierdzi, że obecny spadek wpływów do budżetu będzie głębszy
                                                    niż się przewiduje.
                                                    - Wychodzenie z kryzysu nie będzie krótkie i potrwa dwa lata. Z punktu widzenia
                                                    finansów publicznych rok 2009 będzie bardzo trudny, ale w 2010 r. może być
                                                    jeszcze gorzej – uważa prezes Polkomtela.
                                                    Według niego, trudno będzie utrzymać obecne parametry budżetowe. Deficyt ma
                                                    wynieść tylko 18,2 mld zł. Prezes Bauc sugeruje jednak, że najlepiej jest ciąć
                                                    wydatki.
                                                    - Zwiększone potrzeby pożyczkowe budżetu będzie coraz trudniej sfinansować. W
                                                    tej chwili na rynku obligacji nie ma zagranicznych inwestorów. Do tej pory
                                                    dostarczali oni znaczące środki. Ewentualne problemy z płynnością zaowocują
                                                    wzrostem rentowności obligacji. Mam jednak nadzieję, że inwestorzy zagraniczni
                                                    dostrzegą lepsze fundamenty gospodarki i wrócą przynajmniej na rynek długu –
                                                    opowiada „The Wall Street Journal” Jarosław Bauc.
                                                    Były minister finansów niesie słowa otuchy.
                                                    - Po blisko 10 latach Polska znajduje się w lepszej sytuacji. Przede wszystkim
                                                    jest zdrowsza. Ma bardziej ustabilizowany sektor prywatny. Przedtem było to
                                                    zderzenie słabej gospodarki z załamaniem zewnętrznym. Obecnie gospodarka jest
                                                    mocniejsza, ale kryzys na świecie nieporównywalnie mocniejszy – zauważa Jarosław
                                                    Bauc.
                                                    Dodaje, że szczęśliwie udział eksportu w tworzeniu PKB jest niższy niż w innych
                                                    krajach.
                                                    - Dlatego dzięki naszemu swoistemu zacofaniu kryzys nie uderzy w nas tak silnie.
                                                    Niektóre branże ucierpią jednak bardzo mocno. Szczególnie branża samochodowa –
                                                    ocenia szef Polkomtela.
                                                  • Gość: Augustyn Baucu-dzięki! IP: *.lodz.mm.pl 24.01.09, 18:02
                                                    Od miesięcy błagam Bauca o głos, no i Baucu głos dał. Dzięki Bogu!
                                                    Im więcej nas, tym koniec szaleństwa bliższy!
                                                    Augustyn
                                                  • Gość: refkeksja Kryzys uderza w finanse Łodzi IP: *.toya.net.pl 06.02.09, 08:14
                                                    Kto przyjmie budżet Łodzi na 2009 rok?
                                                    1. Rada Miejska
                                                    2. RIO w Łodzi
                                                    W każdym bądź razie nie będzie to ten sam budżet zaproponowany wcześniej przez
                                                    prezydenta.
                                                  • Gość: Augustyn No pewno nie ten sam... IP: *.wroclaw.mm.pl 06.02.09, 15:08
                                                    Tylko jedno się nie zmiania: radni wciąż myślą, że ich obowiązkiem
                                                    jest dzielić. O tym, jak pomnożyć dobra (pomóc w ich pomnażaniu) nie
                                                    myśli nikt.
                                                    Do tego dochodzi zarażenie pozą cysorską w imię zasady: dziel i
                                                    rządź. Im więcej zagarnie sektor publiczny, tym więcej stołków dla
                                                    kolegów, przeciętych wstęg i okazji do pokazywania się w TVP3.
                                                    Ostatni przykład to Fala i zdanie wypowiedziane przez Mateusza
                                                    Walaska; "Miasto ma zapewnić łodzianom rozrywkę...". Esencja
                                                    kretynizmu i niegospodarności.
                                                    Wracając do kryzysu: jak jesienią 2007 roku zakładałem ten wątek, to
                                                    funkcjonarusze partyjni prawie mnie do psychiatryka odsyłali.
                                                    Zresztą łódzka G.W. też nie lepsza: nie dalej niż wczoraj
                                                    opublikowali, że w statystykach kryzysu nie ma. Dzisiaj nie ma. A
                                                    kto by sie tam Łodzią martwił za dzień,dwa...
                                                    Ceny nieruchomości lecą; szykują się bankructwa deweloperów (w
                                                    Krakowie już padają, a ludzie zostają z kredytami we frankach i bez
                                                    mieszkań...tragedia). Dołóżcie do tego kłopoty ze spłata kredytów,
                                                    spadek zamówień na laptopy, lodówki (Zelmer przerwał produkcję) itd.
                                                    Ale kryzysu nie będzie. Skund! Się zobaczy. Się myśli o wyborach do
                                                    europarlamentu (nie ma lepszej fuchy dla leni). Na bilbordach
                                                    Saryusz nam nie opowie jak sam sobie wypłacał sute wynagrodzenie
                                                    za "ekspertyzy" takie, czy inne. Itd.
                                                    Jedno jest pewne: każda bajka się kiedyś kończy. I ta też skończy
                                                    się.
                                                    P.S. Szkoda, że przykład jednak nie idzie z góry. Bo Donald a i
                                                    owszem bardzo sensownie (choć późno i niewystarczająco) kombinuje.
                                                    W odróżnieniu od Kaczyńskiego, który zatrudnił wczoraj dwóch
                                                    doktorów bełkoczących w duchu ś.p. Keynesa...
                                                  • lech.niedzielski [...] 10.02.09, 12:55
                                                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                                  • Gość: zamiast Finanse Łodzi nożyce debetowe IP: *.toya.net.pl 13.02.09, 07:17
                                                    Zamiast planowanych 280 milionów Łódź będzie zmuszona pozyczyć niemal 500 000
                                                    000 zł. Sprawi to gwałtowne zmniejszenie wpływów z podatków PIT i CIT oraz zanik
                                                    wpływów ze sprzedazy nieruchomości. Źródełka kredytowe wysychają, więc może
                                                    obligacje?
                                                  • Gość: Augustyn Obligacje nie! Prywatyzować! IP: *.lodz.mm.pl 13.02.09, 19:33
                                                    Absolutnie nie wolno zadłużać Miasta Łodzi!!!
                                                    Każdy ruch w stylu przejmowanie Fali, to sabotaż. Walasek i inni to
                                                    głąby.
                                                    Dzięki Bogu, Tusk, Grad i Roztowski trzymają się zasad. Nawet
                                                    pomysły Pawlaka nie są jakoś szczególnie odjechane.
                                                    Dzisiaj trzeba prywatyzować. Sprzedawać po ile się da. Polakom.
                                                    W Łodzi-łodzianom. Nieruchomości-sprzedać. Teatry-sprzedać (aktorom
                                                    w nich pracującym). Itd.
                                                    Miasto zrzuci garb własnościowy i odetchnie.
                                                    Szkół jest za dużo. 15 zamknąć się da szybko i bez bólu.
                                                    Szukać oszczędności gdzie się da.
                                                    Kasę ładować w infrastrukturę.
                                                    Takie twory jak np. MOSiR-sprywatyzować.
                                                    Kropę odwołać.
                                                    Platforma niech słucha Tuska i przechodzi do opozycji. Walasek-do
                                                    opozycji głąbie! Reszta też. Stołki oddać i nie płakać. Wyborcy
                                                    docenią-za jakiś czas stołki dostaniecie z powrotem.
                                                    Czasy idą ciężkie o czym piszę od jesieni 2007 roku.
                                                    Myśleć Panowie, myśleć, bo za rok dwa nie będzie Was w polityce.
                                                  • Gość: zamiast Re: Obligacje nie! Pożyczać! IP: *.toya.net.pl 14.02.09, 06:30
                                                    Planowane kredyty:
                                                    150 000 000 zł (GETIN lub PKO BP SA)
                                                    110 000 000 zł (EIB lub CEDB) - Europejski Bank Inwestycyjny, Bank Rozwoju Rady
                                                    Europy.
                                                  • Gość: Augustyn Krach systemu możliwy! IP: *.lodz.mm.pl 17.02.09, 09:10
                                                    Złoty leci, bo kapitał ucieka z Europy wschodniej, eksport siada,
                                                    emigranci tracą pracę i wracają, opcje pogrążają firmy, długi we
                                                    frankach bolą coraz bardziej, zrolować długu publicznego się może
                                                    nie uda, koszty obsługi długu rosną, deficyt zamienia się w
                                                    otchłań... Krach systemu, czyli niewypłacalność państwa i
                                                    przewartościowanie złotówki jest dzisiaj możliwe.
                                                    Forumowicze, zapamiętajcie tę lekcję. Zasady wolnego rynku i mądrej
                                                    polityki pieniężnej zostały złamane. Efekty widać. Nie wolno
                                                    wybierać matołów; nie wolno oddawać władzy w ręce tłumu. Rację mają
                                                    zawsze nieliczni. Większość zawsze się myli (można ją do prawdy
                                                    przekonań, ale nigdy nie wolno jej schlebiać).
                                                    W Łodzi nasi kacykowie mylą się dzień po dniu w ocenie sytuacji i
                                                    kalekich próbach rozwiązania problemów. Ani Polska, ani Łódź nie
                                                    została przygotowana na kiepskie czasy. Nawet przy 6-7% wzroście
                                                    jechaliśmy na wspomaganiu. Kwestie własności są nieuregulowane.
                                                    Przerosty biurokracji koszmarne. Praca to w dużym stopniu montaż
                                                    części do pralek i komputerów. Dzisiaj tu, jutro w Pernambuko.
                                                    I ciągłe pokusy, żeby zagarnąć dla władzy więcej (Fala) i wiara, że
                                                    władza będzie zarządzać lepiej (Fala) i niemożność samoograniczenia
                                                    (stołki i diety, diety i stołki).
                                                    Krach nadciąga, bo władza jest w rękach większości. A większość jest
                                                    durna.
                                                    Amen
                                                  • Gość: doom Krach systemu możliwy! IP: *.toya.net.pl 17.02.09, 17:48
                                                    To tylko dezintegracja pozytywna.
                                                  • Gość: Augustyn Re: Krach systemu możliwy! IP: *.lodz.mm.pl 17.02.09, 19:18
                                                    Jasne!
                                                    Ale:
                                                    primo: można było tego uniknąć;
                                                    secundo: cierpienia ludzi, którzy tracą oszczędności i pracy są
                                                    realne.
                                                    Ergo: ktos ponosi za to odpowiedzialność. Ktoś musi zaprojektować
                                                    nowy ład.
                                                    Tymczasem: kasę bierzcie z banków bo te parę procent rocznie nie
                                                    jest warte waszych łez...
                                                  • Gość: summa Kryzys już tu jest IP: *.toya.net.pl 20.02.09, 20:59
                                                    W Łodzi o kryzysie pisze dyżurna redaktor W. Gnacikowska. Tak oględnie i ciepło
                                                    i z troską.
                                                  • Gość: white-black Re: Kryzys już tu jest IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.09, 09:15
                                                    Kryzys to już jest niestety. Doklada się Pan prezydent, ktory nie
                                                    ustabilizował budżetu (bo obraził się na radnych). Dzieki temu
                                                    miasto "stoi". ZDiT nie ogłasza przetargów. Nie są rozpoczynane
                                                    inwestycje. Wszyscy czekają. Tylko potem na wykonanie zostanie tylko
                                                    9 miesięcy.
                • Gość: arras Re: Hej Biennale! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.09, 17:04
                  teatr, normalnie teatr
                  • Gość: debt Re: Hej Biennale! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.09, 18:10
                    Jesli teatr, to grecka tragedia
                    • Gość: gosc zaczynamy IP: *.toya.net.pl 12.10.09, 06:51
                      www.pb.pl/2/a/2009/10/12/Polska_juz_psuje_sie_po_wegiersku
                      • Gość: z prasy Re: zaczynamy IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.10.09, 12:05
                        Budżetowa bomba nad Wisłą ?

                        Czy Polsce bliżej do bananowej republiki położonej nad Wisłą czy może jesteśmy
                        normalnym krajem który sam dba o swoją gospodarkę ? Spróbujmy sobie odpowiedzieć
                        na to pytanie analizując kilka pozycji z budżetu.
                        Ostatni rząd tego - wydaje się - zacofanego kraju nad Wisłą nie mógł znaleźć w
                        prawie 40-milionowym kraju żadnego kompetentnego człowieka który mógłby pełnić
                        funkcje Ministra Finansów i premier zaimportował wynalazek z Londynu. Premier
                        nie chciał byle kogo więc szukał długo gdyż podobno obiecał swoim rządzonym
                        prawdziwe cuda. Miał być tzw. cud irlandzki ale niektórzy złośliwi twierdzą, że
                        to było zwykłe przejęzyczenie gdyż podobno chodziło o Islandię.
                        Wreszcie, po długich poszukiwaniach, premier znalazł godnego współpracownika.
                        Niejaki Wincent Rostowski zwany lokalnie „huragan Wincent” prezentowany był jako
                        właściwy człowiek na trudne czasy. Kiedy na świecie szalał kryzys niezłomny
                        Wincent odpowiedzialny za budżet twierdził, że Polsce kryzys nie grozi i nie
                        będzie żadnej budżetowej dziury. Wielu rodzimych specjalistów z tego zacofanego
                        kraju twierdziło wprawdzie inaczej ale propaganda Wincenta właściwie zagłuszała
                        głosy rozsądku. Wreszcie Wincent pękł. Ogłosił, że w przyszłym roku Polskę czeka
                        duża dziura budżetowa mogąca sięgnąć okolic 52 mld zł.

                        www.amerbroker.pl/?go=content&action=show&id=308
                        • Gość: debt zobacz koniecznie! IP: *.toya.net.pl 16.10.09, 08:15
                          www.zegardlugu.pl/
    • Gość: gosc Kogo to piekło pochłonie ? IP: *.gprs.plus.pl 23.02.09, 08:21
      Kogo to piekło pochłonie?
      Michał Kobosko
      22 lutego 2009 19:04, ostatnia aktualizacja 20:48

      Kilka dni temu w dolnośląskiej Świdnicy brałem udział w spotkaniu 15
      prezydentów miast, którzy znaleźli się w czołówce
      rankingu „Newsweeka” na najlepszego prezydenta w Polsce.
      Spodziewałem się usłyszeć, jak w dobie kryzysu miasta szykują się na
      najgorsze, co robią, by ekonomicznie przetrwać. A dowiedziałem się,
      że właściwie nie robią nic nadzwyczajnego.

      Duże i średnie miasta ani myślą ograniczać inwestycje, nie czują
      żadnego kryzysu, nie widzą problemu. To oczywiście elita
      samorządności, najlepsi menedżerowie regionów. Skąd u nich taka
      wiara w cuda?

      W dużym stopniu z braku wiedzy i z kiepskiego przepływu informacji.
      Miasta, konstruując tegoroczne budżety, musiały się opierać na
      prognozach Ministerstwa Finansów, czyli m.in. na dawno już
      nieaktualnej, hurraoptymistycznej prognozie wzrostu gospodarki o 4,8
      proc. (obecnie rząd mówi o 1,7 proc.).

      Za kilka miesięcy dojdzie do zderzenia z rzeczywistością. Budżet
      państwa poczuje drastyczny spadek wpływów podatkowych, skurczą się
      więc fundusze przekazywane samorządom. Mniej będzie też inwestycji
      lokalnych finansowanych centralnie. Tego deficytu miasta nijak nie
      pokryją – banki także samorządom pożyczają niechętnie (nawet na
      inwestycje współfinansowane z Brukseli). Wrocław, który z przyczyn
      politycznych nie jest ulubieńcem Warszawy, może sobie nie poradzić z
      budową stadionu na Euro, Świnoujście nie dostanie tak potrzebnego
      tunelu między Wolinem i Uznamem itd.

      W tym „Newsweeku” pokazujemy dwa miejsca już ogarnięte kryzysem.
      Zamykane zakłady, kurcząca się produkcja i handel, skokowy wzrost
      bezrobocia. Właściwie brak nadziei. Mielec, widziany oczami Zofii
      Wojtkowskiej, niegdyś był perełką polskiej transformacji. Dziś
      kładzie się jak tytułowy domek z kart.

      Drugie miasto też jest polskie, bo nasi przez ostatnie kilka lat
      znajdowali tam ziemię obiecaną. Irlandzkie Limerick traci
      największego chlebodawcę, koncern komputerowy Dell. Dla nas to niby
      korzyść, bo Dell przenosi się do tańszej Łodzi, ale tysiące Polaków
      wrócą z Limerick i innych irlandzkich miast do domu. Wrócą, jak
      zauważa Joanna Kowalska-Iszkowska, głównie po zasiłek.

      Ten kryzys robi coś strasznego z miastami. A co zrobi z naszą
      rozkołysaną sceną polityczną? Marek Migalski pisze w tym numerze, że
      PiS w ostatecznym rozrachunku na kłopotach rządu sporo zyska. Piotr
      Śmiłowicz i Andrzej Stankiewicz idą jeszcze dalej – stawiają tezę,
      że całej elicie politycznej grozi zmiecenie przez tsunami
      społecznego niezadowolenia. I tak być może.

      Na razie jednak wypada pozytywnie odnotować sejmowe wystąpienie
      Donalda Tuska. Jeszcze przedstawiony plan antykryzysowy nie nabrał
      konkretnych kształtów, jeszcze premierowi zdarza się złożyć
      deklaracje w stylu „nikt wam nie da tyle, ile ja mogę obiecać”. Ale
      widać, że Tusk zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji.

      Rząd jest mocno krytykowany, nawet przez tak bliskie sobie postaci,
      jak Andrzej Olechowski. Za to, że od strony ekonomicznej zmarnował
      okres ponadrocznych rządów. Skoro premier nie sprawdził się w
      czasach dobrych, za wszelką cenę musi próbować stawić czoła
      kryzysowi. Trzeciej szansy nie będzie. Teraz to już naprawdę „Tusku
      musisz”.


      • Gość: Augustyn Re: Kogo to piekło pochłonie ? IP: *.wroclaw.mm.pl 23.02.09, 10:04
        Nie wiem, czy nasze "elity" mają świadomość powagi sytuacji. Na
        pewno na jakiejś skali, Tusk jest świadomy bardziej niż Kaczyński.
        Chociażby dlatego, że Tusku czytał Hayeka itd. w młodości
        (środowisko trójmiejskich liberałów). Ale...to Tusku w swoim expose
        zapowiadał zwiększenie wydatków, zmniejszenie deficytu i obniżanie
        podatków (jednocześnie!!!).
        To Tusku w wywiadach z początku swoich rządów twierdził, że Polakom
        nie są potrzebne radykalne reformy na wzór balcerowiczowy.
        Rok rządów PO, to rok de facto stracony.
        Polska to wielka piramida Madoffa (ZUS dokładnie tak działa).
        Dzisiaj płacz, że euroland chce emitować euroobligacje, że złoty
        jest narażony na ataki "spekulantów" itd. Nie byłoby zmartwienia o
        rolowanie długu (trzeba pożyczyć 150 miliardów złotych!!!), gdyby
        nie życie na kredyt.
        Cały system oparty na długu się zawali. Wielkie "bum" nadciąga.
        Nie będziemy ani wyjątkiem, ani "prymusem".
        Bankrutować tym razem będą i ci, którzy produkują telewizory,
        komputery i fajne auta.
        Ale jak się system zawali, to ludzie zmądrzeją i postawią na
        klasyczne wzorce: mocny pieniądz, pracę i oszczędne życie (najpierw
        do władzy dorwą się oczywiście lewicowi kretyni: Żakowski,
        Sierakowski, Leszczyński... itd. już się ślinią widząc "kryzys
        kapitalizma").
        A w Łodzi jest do odblokowania gigantyczny kapitał. Polityczna
        decyzją możemy powiększyć łódzki produkt brutto o setki milionów
        złotych.
        Ergo: prywatyzować, co się da i mądrze gospodarzyć.
        No i za półtora roku mądrze wybierać.
        Augustyn
        • Gość: z otchłani Społeczna dystrofia IP: *.toya.net.pl 23.02.09, 12:56
          Nastąpi kres politycznego bytu dotychczasowych elit politycznych i samorządowych.
          • Gość: Augustyn Re: Społeczna dystrofia IP: *.wroclaw.mm.pl 23.02.09, 14:19
            Chciałbym w to wierzyć; również i w to, że nowe elity będą lepsze.
            W każdym razie cos się zmienic musi. Ci, którzy myślą jedynie o tym,
            jak wydawać publiczne środki, a nie jak je pomnażać (pomóc w ich
            pomnażąniu), muszą odejść w niebyt.
            Samorządowcy to są u nas święte krowy. Tymczasem Polska jak długa i
            szeroka, pełna jest lokalnych cysorzy (panów na włościach).
            Prezydent, burmistrz, wójt to często wcielenie narcyzmu i
            megalomanii. Nasz Kropa ma ambicje wręcz "globalne". Najchętniej by
            ustanowił ambasadorów łódzkich w każdym państwie do którego dotarł.
            Jego ChRS to partia niemalże prywatna. W urzędach nepotyzm aż
            strach. Itd. Czyli udzielne księstwo łódzkie.
            A że rzeczywistość skrzeczy-tym gorzej dla niej.
            Z drugiej strony jest tłum, czyli tak zwany lud. Niedoceniający
            wiedzy, wielbiący proste prawdy/jedynie słuszne drogi,
            rozhisteryzowany, głupkowaty po prostu.
            Partie to biura pośrednictwa pracy. Nikogo nie dziwi, że
            w "akceleratorach" przedsiębiorczości pracują ludzie, którzy nigdy
            nie prowadzili biznesu; nikogo nie szokuje fakt, że
            cała "wierchuszka" niby liberalnej PO pracuje na państwowym i
            samorządowym etacie. Nikt nie pyta o program i instrumenty do jego
            realizacji. Niewielu dopytuje o kompetencje i się dziwi, że radnymi
            (za 2500 złotych miesięcznie, czyli więcej niż pensja nauczyciela
            dyplomowanego z 10 letnim stażem!!!) zostają nastolatki. Nikt nie
            pyta co robi czterdziestu paru radnych... Długo bym tak mógł, ale po
            co.
            Nie wierzę w zmianę.
            Jaki naród, taki Tusk. Tyle.
            • Gość: kobo Przedsionek piekła - Newsweek IP: *.toya.net.pl 24.02.09, 08:59
              Prezydenci o kryzysie (2009-02-23)

              Prezydenci 15 polskich miast uzgodnili 20 lutego oficjalne wystąpienie, kończące
              szczyt N15. Spotkanie 15 najlepszych prezydentów polskich miast wg rankingu
              „Newsweeka”, zorganizowano w Świdnicy we wtorek, 17 lutego.

              Na zaproszenie prezydenta miasta Wojciecha Murdzka do Świdnicy przyjechało 12
              włodarzy. Ostateczne stanowisko zaakceptowała cała „piętnastka” i zostanie ono
              przekazane władzom centralnym.

              – Chcemy, by głos samorządu był bardziej słyszalny, niezależnie od barw
              politycznych. Chcemy walczyć z absurdami urzędniczymi i prawnymi, które
              komplikują życie, a są pomysłami płynącymi z Warszawy. Generują one dodatkowe
              koszty, a w obliczu kryzysu powinniśmy raczej liczyć się z oszczędnościami i
              lepszym gospodarowaniem – tłumaczy prezydent Świdnicy, Wojciech Murdzek.

              Debatę w Świdnicy o kryzysie poprowadził Michał Kobosko, redaktor naczelny
              tygodnika „Newsweek Polska”. Zapis debaty dostępny jest na www.um.swidnica.pl.

              Wzięli w niej udział: Piotr Przytocki, Krosno; Rafał Dutkiewicz, Wrocław; Janusz
              Żmurkiewicz, Świnoujście; Adam Fudali, Rybnik; Marek Obrębalski, Jelenia Góra;
              Wojciech Murdzek, Świdnica; Andrzej Dziuba, Tychy; Konstanty Dombrowicz,
              Bydgoszcz; Jerzy Kropiwnicki, Łódź; Mirosław Milewski, Płock; W zastępstwie
              prezydenta Szczecina Piotra Krzystka, w debacie wziął udział wiceprezydent
              Krzysztof Nowak; w zastępstwie prezydenta Rzeszowa, Tadeusza Ferenca –
              wiceprezydent Stanisław Sienko, w zastępstwie prezydenta Elbląga, Henryka
              Słoniny – wiceprezydent Witold Wróblewski.

              Samorządowcy zapowiadają kolejne spotkanie. Wśród gości mają się znaleźć m.in.
              współtwórcy ustawy samorządowej, profesorowie: Michał Kulesza i Jerzy Regulski.

              ***

              Ranking prezydentów polskich miast wg „Newsweeka”:
              1. Krosno, Piotr Przytocki
              2. Wrocław, Rafał Dutkiewicz
              3. Rzeszów, Tadeusz Ferenc
              4. Świnoujście, Janusz Żmurkiewicz
              5. Gorzów, Tadeusz Jędrzejczak
              6. Elbląg, Henryk Słonina
              7. Rybnik, Adam Fudali
              8. Gdynia, Wojciech Szczurek
              9. Jelenia Góra, Marek Obrębalski
              10. Świdnica, Wojciech Murdzek
              11. Tychy, Andrzej Dziuba
              12. Bydgoszcz, Konstanty Dombrowicz
              13. Szczecin, Piotr Krzystek
              14. Łódź, Jerzy Kropiwnicki
              15. Płock, Mirosław Milewski.

              Stefan Augustyn - rzecznik prasowy UM w Świdnicy
            • nefnef Re: Społeczna dystrofia 01.03.09, 00:05
              Poważne problemy gospodarcze na świecie rozwiązuje się wojnami. No to zobaczymy,
              czy.
              • Gość: taksobie finansuję Kłopoty, kłopoty coraz większe IP: *.toya.net.pl 03.03.09, 23:01
                Pieniędzy brakuje niemal na wszystko. Nawet na fundusz płac. Pośpieszne narady
                Prezydenta z podległymi służbami niewiele dają.
                • Gość: z Polski Bankructwa miast IP: *.gprs.plus.pl 06.03.09, 10:01
                  Informacje o zadłużeniu dużych miast polskich znajdziecie w "Dzienniku". Warto
                  wyobrazić sobie skutki niewypłacalności miast dla ich mieszkańców i wszystkich
                  podatników.
                  • Gość: Augustyn Deficyt, ach deficyt... IP: *.wroclaw.mm.pl 08.05.09, 09:22
                    Zgodnie z przewidywaniami (logiką po prostu) dziura w budżecie
                    zamiania się w dziursko (Zyta nas straszy z Pałacu, którego zresztą
                    Gospodarz jest fanem teorii, w których zwiększanie deficytu równa
                    się pomnożeniu dóbr przez stymulację i inną keynesizaję; to jest
                    sprzeczne samo w sobie, ale żyjemy w Polsce, więc nie szkodzi...).
                    Sytuację ratują emigranci, których kasa jest pompowana w gospodarkę
                    z pominięciem "akceleratorów przedsiębiorczości" i wszelkich
                    programó/projektów unijnych oporzadzanych przez urzędy gminne,
                    marszałkowskie, centralne oraz instytuty i fundacje (wyżywiwszy
                    najpierw tam zatrudnionych, ich przyjaciół i rodziny).
                    Pomaga też wyklęta przez euromasturbantów, złotówka, która pozwala
                    zwiększyć eksport tam, gdzie on jest jeszcze w ogóle możliwy.
                    A jakoś tak w międzyczasie przyszła wiosna i Polacy, dość głupkowaci
                    w większości (choć serca raczej dobre, to we łbach taniec na lodzie
                    i mydlana opera), zajęli się pieleniem i generalnie obrabianiem
                    swoich działek, ogródków itd. (40% Polaków wciąż mieszka na wsi,
                    drugie tyle za nią mniej lub bardziej skrycie za nią tęskni).
                    Kryzys odkładamy na potem.
                    Michał
                    P.S. Saryusz obrotny prowadzi jakąs kampanię? Oczywiście nikt go nie
                    zapytał o kasę co sobie sam wypłacił parę lat temu i inne profity
                    europejskie? Pytam, bo mnie nie było i może mnie coś ominęło. Np.
                    Saryusza ruszyło sumienie i zrezygnował z kandydowania, a ja nic o
                    tym nie wiem?
                    • Gość: infi Re: Deficyt, ach deficyt... IP: *.toya.net.pl 08.05.09, 11:15
                      Zadłużanie się to zmierzanie ku katastrofie.
                      • Gość: Augustyn Lechu dodrukuje skrzypków IP: *.wroclaw.mm.pl 09.05.09, 12:17
                        i się budżet domknie, równowaga wróci na rynek, a pis do władzi.
                        Niesamowite komu płacimy za tzw. sprawowanie rządów!
                        • Gość: gosc Re: Lechu dodrukuje skrzypków IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 09.05.09, 22:49
                          Deprecjacja to kradzież. Tym samym wyciągnie się ludziom kasę z
                          kieszeni.
                          • Gość: mrp Rozpaczliwie brakuje pieniędzy w kasie miasta IP: *.toya.net.pl 11.05.09, 23:48
                            przegrzanie koniunktury i rozrzutność w wydawaniu publicznego grosza przynosi
                            wymierne rezultaty.
                            • Gość: Augustyn Re: Rozpaczliwie brakuje pieniędzy w kasie miasta? IP: *.gdynia.mm.pl 13.05.09, 08:44
                              A na co brakuje kasy? I: ile?
                              Fajnie by było gdybyś napisał coś więcej.
                              Polecam wszystkim wywiad z naszym Wincentem (Vincentem?) w F.T.
                              Nawet Wyborcza się oburza, że u nas minister z Donaldem ostro
                              ściemniają, a "na zewnątrz" minister przyznaje, że ani euro nie
                              przyjmiemy, ani wzrostu mieć nie będziemy. Śmieszny i straszny ten
                              nasz kraj.
                              Michał
                              P.S. Forumowicze: nie głosujcie na Saryusza. Jak macie ochotę na PO-
                              proszę bardzo, ale nie na niego. Błagam! O jakiś okruch
                              normalności...
                              • Gość: gosc Re: Rozpaczliwie brakuje pieniędzy w kasie miasta IP: *.toya.net.pl 14.05.09, 09:48
                                www.pdfdownload.org/pdf2html/pdf2html.php?url=http%3A%2F%2Fbip.uml.lodz.pl%2F_plik.php%3Fid%3D17711&images=yes
                                • Gość: gość Re: Rozpaczliwie brakuje pieniędzy w kasie miasta IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 15.06.09, 08:06
                                  Konieczna jest nowela uchwały budżetowej. W kasie miasta brakuje już 100 mln zł,
                                  a do końca roku daleko.
                                  • Gość: debt Re: Rozpaczliwie brakuje pieniędzy w kasie miasta IP: *.toya.net.pl 18.06.09, 07:24
                                    biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/325571,samorzady_tna_wydatki_na_inwestycje.html
                                    • Gość: anno Wrocław wrze IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 18.06.09, 15:35
                                      miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,6729185,Radni_PO_chca_nadzwyczajnej_sesji_budzetowej.html
                                      • Gość: debt i Gdańsk! IP: *.toya.net.pl 18.06.09, 22:13
                                        gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6730303,Mamy_kryzys__Gdansk_musi_oszczedzac.html
                                        • Gość: przegląd prasy Poznań IP: *.toya.net.pl 19.06.09, 06:25
                                          Dziurawe budżety samorządów. Na bieżące i majątkowe wydatki może
                                          zabraknąć nawet 5,8 mld zł

                                          Prezydent Poznania Ryszard Grobleny w swoim blogu wystosował do
                                          mieszkańców emocjonalny apel o wyrozumiałość. Poinformował, że w tym
                                          roku w kasie miasta zabraknąć może w wariancie optymistycznym 100
                                          mln zł, a pesymistycznym – 250 mln zł. Przez pięć kolejnych lat luka
                                          sięgnie 500 – 600 mln zł. Prezydent ostrzega, że trzeba zacisnąć
                                          pasa, co nie obędzie się bez bólu.

                                          www.rp.pl/artykul/2,322176_Miasta_ogranicza_zlecenia_dla_firm_.html
                                          • Gość: AUGUSTYN Prywatyzowac IP: *.89-10-122.nextgentel.com 21.06.09, 09:16
                                            jezeli budzety miast sie wala, to trzeba wreszcie zaczac
                                            prywatyzowac i przestac zyc ponad stan. wszak na rynku lodzkim jest
                                            zamrozony gigantyczny kapital! gdyby niruchomosci komunalne zostaly
                                            sprzedane, kazdy wlasciciel moglby nie tylko odsprzedac je po kilku
                                            latach z dziesieciokrotnym zyskiem, ale takze wziac pod nie kredyt
                                            np.na dzialalnosc gospodarcza. co by w kazdym razie nie zrobil, to
                                            na lodzkim rynku po prywatyzacji mieszkan komunalnych moglaby sie
                                            pojawic masa zdrowego pieniadza!
                                            plus do konca roku mozna przygotowac plan likwidacji wiekszosci
                                            teatrow, kilkunastu szkol itd.
                                            trudne czasy moglyby byc dla lodzi poczatkiem nowego lodzkiego bumu.
                                            hej\hade
                                            • Gość: Augustyn Jeszcze kilka zdań... IP: *.gdynia.mm.pl 22.06.09, 20:53
                                              Już z polskimi znakami.
                                              Dzisiaj giełda ostro w dół, premier się niby zastanawia, co zrobić z
                                              dziurskiem budżetowym, a prognozy Banku Światowego
                                              zostały "skorygowane" (w dół).

                                              Kochani-nie ma cudów. Nigdy. Ilość pieniądza (w 90 ponad procentach
                                              wirtualnego) do dóbr, które jeden Smith mógł sprzedać drugiemu
                                              (wymienić się nimi/na nie), ma się jak chęci ipotenta do jego
                                              możliwości.
                                              Korekta jest konieczna, bo na rynek musi wrócić równowaga. Czyli
                                              złotówka zostanie przeceniona (komuniści robili tzw. wymianę
                                              pieniądza), rząd Tuska padnie do końca roku, a na początku
                                              następnego budżetówka nie dostanie wypłat w całości.
                                              Nie ma to tamto.
                                              A w Łodzi bez prywatyzacji mienia komunalnego nie będzie lepiej.
                                              Albo kapitalizm albo castracja.

                                              Miałem rację dwa lata temu zakładając ten wątek? Miałem.
                                              I teraz też mam.
                                              Nie będzie żadnych cudów.

                                              Michał
                                              • citoyen Historycznie rzecz biorąc, nikt nie lubi proroków 22.06.09, 21:48
                                                Michale,
                                                chylę czoła przed Tobą. Mieć rację i na dodatek iść pod prąd wbrew
                                                powszechnym trendom jest odwagą cywilną. Witaj w społeczeństwie
                                                przyszłości. Nic już nie będzie jak dawniej.

                                                Pozdrawiam serdecznie
                                                Twój sojusznik,
                                                citoyen
                                                • Gość: Augustyn E tam Cito... IP: *.gdynia.mm.pl 23.06.09, 13:28
                                                  Ty wiedziałeś wcześniej.
                                                  A że pod prąd?
                                                  Mając lat szesnaście (wieku temu to było mój Boże) wziąłem sobie do
                                                  serca tekst Dezertera: "Anarchia w samym środku twojej głowy; Twój
                                                  mózg pracuje niezależnie i nikt nie może zakazać myślenia. Anarchia
                                                  w tobie to początek wyzwolenia".
                                                  Czułem wówczas dość mocny związek z czarna flagą.
                                                  Bo libertarianie zawsze mówili: dojrzyj rzeczywistość taką jaka
                                                  jest, bez lukrowania, ideologicznego bełkotu, z jej paradoksami itd.
                                                  I tego się trzymam.
                                                  Pozdrawiam Cię serdecznie.
                                                  W poniedziałek jadę, ale może w niedzielę mała kawa? Ja zapraszam.
                                                  Za rok wybory. Może by tak jesienią założyć partię, zebrać jeszcze
                                                  paru chłopaków z kilku stowarzyszeń i spróbować zmienić Łódź? Ha!
                                                  P.S. Coś tak w okolicy tzw. Dnia Kobiet, założyłem wątek poświęcony
                                                  niedopieszczeniu połowy Polek (a może to walentynki były?). W każdym
                                                  razie głosów oburzenia było, że ho, ho. A tymczasem jestem sobie tu
                                                  i tam (bardziej tam) i co widzę? Oto jakis fajny mnich, zyskawszy
                                                  pozwolenie biskupa, głosi, że nie tylko dobrze jest żonie wypieścić
                                                  waginkę ustami, ale nawet, że jak mąż nie dba o orgazm żony, to jest
                                                  grzech!!!
                                                  I trzeba było spalić tyle fajnych dziwczyn, głupio się upierać przy
                                                  kultywowaniu czystości (co wiadomo,że w opozycji jest do brudu),
                                                  dziewictwa (choć wiadomo, że jedynie Miriam zaszła w ciążę "za
                                                  sprawą Ducha Św.", reszta musi liczyćna zwykłego faceta) itd., żeby
                                                  się zgodzić po dwóch tysiącach lat (uff), że orgazm się każdej Polce
                                                  należy?
                                                  A przyczyna jest zawsze ta sama: ideologia zastępuje mózg w jego
                                                  najważniejszym zadaniu.

                                                  Ile jeszcze razy trzeba napisać, że bez prywatyzacji mienia
                                                  komunalnego, Pietryna dalej będzie umierać itd., żeby to dotarło tam
                                                  gdzie powinno?

                                                  It.itp.
                                                  • Gość: Augustyn Druga fala IP: *.lodz.mm.pl 26.08.09, 19:23
                                                    kryzysu nadciąga. Jeżeli kupiliście w styczniu akcje etc. (bardzo
                                                    mądrze-ja nie miałem kasy i nie kupiłem-bardzo głupio), to
                                                    sprzedawajcie. Kroplówki się kończą, zadłużenie zostaje.
                                                    Zobaczycie-Tusk nawet nie wystartuje w jesiennych wyborach. 20%
                                                    bezrobocie i zapaść w finansach publicznych odeślą go na emeryturę.
                                                    Stawiam pięć stów. Kto się zakłada?
                                                    Augustyn
                                                  • Gość: do skutku Wzrost PKB okupiony długiem IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 05.09.09, 12:55
                                                    Wiara we wskaźniki wzrostu legła w gruzach. Niebawem zaczną świecić na
                                                    czerwono lampki progów ostrożnościowych. Lepiej aby notować recesję; ta
                                                    może wywrzeć ozdrowieńczy skutek - większą dbałość o środki publiczne.
                                                  • Gość: spoglądając nań Greenspan znów straszy IP: *.angora.pl 09.09.09, 14:25
                                                    Na dodatek w USA ukazała się ta książka: Animal Spirits: How Human
                                                    Psychology Drives the Economy, and Why It Matters for Global
                                                    Capitalism. George A. Akerlof and Robert J. Shiller
                                                  • Gość: spoglądając nań Lęki powracają IP: *.angora.pl 10.09.09, 15:54
                                                    Nierównowaga i globalizacja pogłębiają się. W ślad za nimi rośnie
                                                    niepokój i narasta niepewność - złowroga i niemierzalna.
                                                    Dwóch ekonomistów amerykańskich odwołuje się do teorii instynktów w
                                                    kreowaniu polityki gospodarczej.
                                                    Akerlof i Shiller lansują konieczność aktywnej roli rządu w polityce
                                                    ekonomicznej przez zwrócenie się do instynktu i ducha przyzwoitości,
                                                    Obecne czasy to powrót do okresu, który John Maynard Keynes opisał
                                                    jako mrok i niepewność, lęk i stadne zachowania. prowadzące do
                                                    Wielkiej Depresji lat 30-tych ub. wieku. Podobnie jak Keynes, Akerlof
                                                    i Shiller wiedzą, że zarządzanie emocjami i niepewnością wymaga
                                                    mocnej ręki rządu. Paraliżuje są efekty instynktów pierwotnych we
                                                    współczesnym ekonomicznym życiu - brak zaufania, lęk, zła wiara,
                                                    korupcja, fascynacja władzą, upiory przeszłości. Reaganomika,
                                                    Thatcheryzm modne i skuteczne były w krótkim okresie. Oferta mapy
                                                    drogowej dla odwrócenia finansowych nieszczęść dręczących nas
                                                    dzisiaj, może uruchomić potężne siły ludzkiej determinacji,
                                                    psychologii i motywacji. Konwencjonalne makroekonomiczne analizy
                                                    wskaźnikowe często zawodzą, ponieważ pomijają nie tylko dostrzegalne
                                                    fakty jak bezrobocie, słabość rynków kredytowych, rozziew
                                                    stratyfikacji społecznej. Nadwyrężone zaufanie, huśtawki nastrojów od
                                                    optymizmu do niepokoju lub nawet lęku wymaga szybkiej reakcji.
                                                    Standardy ekonomiczne zmienią się bo muszą się zmienić. Inaczej wciąż
                                                    pogrążać się będziemy w kolejnych kryzysach.
                                                  • Gość: debt A politycy majstrują IP: *.toya.net.pl 11.09.09, 09:48
                                                    Podnoszą się głosy aby podwyższyć ustawowy próg długu publicznego ponad 60% PKB.
                                                    Ok, zadłużajmy się, po nas choćby potop. Wystawiajmy nieustannie rachunki w
                                                    ciężar zadłużenia i na poczet przyszłych pokoleń. Problem w tym jak nauczać
                                                    później młodzież ekonomii, zasad zrównoważonego rozwoju, istoty "małe jest
                                                    piękne" i innych durnych pięknie brzmiących idei.
                                                  • Gość: augustyn zadne tam instynkty IP: *.bb.online.no 12.09.09, 20:30
                                                    z gory przepraszam za brak polskich znakow.
                                                    pisanie o instynktach jako przyczynie mozliwe zawalu gospodarek, to
                                                    delikatnie mowiac bzdura.
                                                    tak zamo jak odmienianie przez przypadki slowa chciwosc (ze niby tez
                                                    jest przyczyna). to tak jak by napisac, ze przyczyna gwaltu jest
                                                    seks.
                                                    ludzie sie daja nabrac na takie banialuki, bo wiekszosc ludzi to
                                                    kompletne matolki. do tego jeszcze trzeba pokazac madoffa (tak sie
                                                    chyba nazywa ten dupek) i wszystko jasne (a najjasniejsze dla
                                                    antysemitow i zwolennikow spiskowych teorii).
                                                    otoz nie ma zadnego ale to zadnego zwiazku przyczynowo skutkowego
                                                    miedzy chciwoscia a swiatowym kryzysem (bo chciwi jestesmy wszyscy,
                                                    w roznych rzecz jasna stopniu). i nie maja tu nic do rzeczy stadne
                                                    zachowania, ktore, jakoby, nalezalo powstrzymac silna reka
                                                    pieprzonego rzadu!
                                                    przyczyna obecnego kryzysu sa intrumenty finansowe, wymyslone i
                                                    opisane przez kilku matematykow i fizykow, a poparte autorytetem
                                                    nagrody nobla. tych paru facetow sie po prostu pomylilo i mamy
                                                    wszyscy niezly pasztet. kazdy, kto choc troche kuma, jak wyglada
                                                    system oparty na tzw. paierowym i elektronicznym pieniadzu, wie, jak
                                                    trudno jest kontrolowac jego (pieniadza) podaz. jak trudno jest
                                                    obliczyc ryzyko zwiazane z kredytem, a jeszcze trudniej jego
                                                    sprzedaza, kupnem itd.
                                                    tylko do cholery niewielu w ogole kuma cokolwiek. i na tym zarabiaja
                                                    kaznodzieje latwych odpowiedzi, czyli banda skurczybykow, czesto z
                                                    profesorskimi tytulami.
                                                    jeszcze w sprawie tzw. instynktow. jak ktos zainwestowal kase, cos
                                                    tam kuma z ekonomii i widzi, ze rzundy, pieprzone bataliony wujkow
                                                    samow, zaciagaja dlugi, jakich swiat w swojej historii nie widzial,
                                                    to ma ma prawo sie niepokoic i nawet panikowac.
                                                    zbliza sie kolejna odslona dramatu. dolar tanieje. dlug jes
                                                    monstrualny. rynek musi wrocic do rownowagi.
                                                    przewiduje, ze wielkie jebudu nastapi jeszcze na przelomie tego i
                                                    nastepnego roku.
                                                    chinczykom puszcza nerwy i przestana kupowac trefne papiery wuja
                                                    sama.
                                                    u nas zadluzenie tez jest cholerne. jak dodac do tego durnote
                                                    rodakow i strukture budzetu (sztywno, sztywno, bardzo sztywno) to
                                                    pasztet mamy gotowy.
                                                    system sie musi rozsypac.
                                                    i powstaniemy jak feniks z pieprzonych popiolow.
                                                    ale juz w zupelnie innym swiecie
                                                    amen
                                                  • Gość: debt "Użyteczni idioci", a realia ekonomiczne IP: *.toya.net.pl 13.09.09, 19:36
                                                    Dyżurni redaktorzy z "Gazety", a także Monika Pawlak z "DŁ" do znudzenia
                                                    powtarzają idiotyzmy, w ślad za wypowiedziami łódzkich ekonomistów stanowiących
                                                    cudowną receptę na kryzys - antidotum na wszelkie bolączki budżetu i sytuację
                                                    gospodarstw domowych. Jednym słowem zalecają - pożyczać, pożyczać i pożyczać.
                                                    Nic bardziej zgubnego. Tymczasem "Gazeta Wyborcza" zamieszcza taki oto ciekawy
                                                    tekst, swoisty kontrapunkt bliższy normalności. Na marginesie, wspomniani
                                                    ekonomiści czują mdłości gdy ich wypowiedzi są obecnie instrumentalnie
                                                    wykorzystywane przez rządzącego Łodzią ekonomisty - ucznia ś.p. prof. Janusza
                                                    Górskiego.

                                                    wyborcza.biz/biznes/1,101716,7007767,Gromadz_oszczednosci_jak_zapasy_na_zime.html
                                                  • Gość: infi Re: "Użyteczni idioci", a realia ekonomiczne IP: *.toya.net.pl 21.09.09, 10:27
                                                    Jest coraz gorzej.
                                                    Warto zobaczyć najnowszą prognozę "Fitch".
                                                  • Gość: AUGUSTYN Ekonomia kryzysu. Pięć zaleceń na trudne czasy IP: *.oke2-bras11.adsl.tele2.no 27.09.09, 09:50
                                                    Gadomski w wyborczej w prosty sposb opisal to, z czym sie tu zmagamy.
                                                    obama i inni prowadza szalona polityke. szalona!
                                                    dwa tygodnie temu sluchalem w bbc news (program pod tytulem chyba: rok po upadku
                                                    l.b.) paru madrych facetow, ktorzy w odroznieniu od naszych orlowskich i jemu
                                                    podobnych, pytali: jaki problem zostal rzeczywiscie rozwiazany przez
                                                    stymulacyjne pakiety rzadowe i pozyczki nie majace odpowiednika w historii?
                                                    dla mnie to wariatkowo. troche jak 1938 kiedy sie wydawalo tzw. wiekszosci, ze
                                                    starczy dac hitlerowi przyzwolenie na austrie i sudety i gosciu odpusci. w
                                                    brytyjskim parlamencie byl wtedy tylko jeden, jedyny, wiecznie zapijaczony
                                                    facio, ktoremu juz dawno proponowano emeryturke. na imie mial winston i tylko on
                                                    widzial, co jest grane. i w przerwach na kolejna szklaneczke lyskacza,
                                                    konsekwentnie i z uporem o tym mowil, pisal...
                                                    dzisiaj jest tak samo.
                                                    system sie zalamie.
                                                    musi.
                                                    pierwszy sygnal: patrzcie na cene dolara. do kiedy nasz nbp bedzie sprzedawal
                                                    zloto mierzac jego wartosc, jak wszyscy, zielonym szitem? jak cena zlota
                                                    przestanie byc mierzona dolarem-wtedy mozecie byc pewni, armagedon nadciagnal...
                                                  • Gość: debt Łódź na skraju finansowej katastrofy IP: *.toya.net.pl 29.09.09, 22:46
                                                    Krótka, pobieżna analiza sytuacji ekonomicznej polskich metropolii skłania do
                                                    wniosku, że w miastach o znacznie większych budżetach zauważa się powagę
                                                    sytuacji, lęk przed nieznanym i powolne odzieranie ze złudzeń związanych z
                                                    rozbuchanymi inwestycjami. Proszę o wskazanie, która z lokalnych inwestycji w
                                                    Łodzi z założenia ma aspekty mnożnikowo-dochodowe, które podmioty komunalne są
                                                    lokomotywami wzrostu wykazującymi progresywny zysk? Przecież to nic innego jak
                                                    narastający drenaż kieszeni łódzkiego podatnika i nieustająca pogoń za kolejnymi
                                                    zobowiązaniami, które spłacać będą (pluć krwią, gryźć trawę i spłacać) następne
                                                    pokolenia.
                                                    Jakim autorytetem ekonomicznym jest prof. Marek Belka bohater reportażu
                                                    zamieszczonego w aktualnym numerze "Machiny", prof. Stefan Krajewski, któremu
                                                    prezydent załatwia funkcje w spółce miejskiej, prof. Stanisław Rudolf, którego
                                                    syn dziwnym zrządzeniem losu został powołany wolą prezydenta do spółki
                                                    komunalnej. Czy w świetle tych zdarzeń głos autorytetów może zabrzmieć wiarygodnie?
                                                    Zmierzamy ku finansowej katastrofie o czym zdają się zapominać ludzie z
                                                    dorobkiem naukowych i wcale nie jest to kasandryczenie.
                                                  • Gość: z prasy Takiego roku miasta jeszcze nie przeżyły IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 30.09.09, 12:07
                                                    Alarmuje "Puls Biznesu" - "dług samorządów rośnie w niebezpiecznym dla państwa
                                                    tempie".
                                                    Załamanie w dochodach, cięcia wydatków i szukanie ratunku w kredytach. Tak
                                                    władze miast walczą z kryzysem.
                                                    "Ostrożnie z długiem", przestrzega "Puls Biznesu". Dług samorządów to część
                                                    długu publicznego. Na dodatek, o kondycji podatników świadczy ogrom zobowiązań
                                                    wobec budżetu gmin. W Łodzi skala jest dramatyczna i nic nie wskazuje na to aby
                                                    gmina te należności wyegzekwowała.

                                                    Szykuje nam się finansowe tsunami w przyszłym roku wyborczym. Jerzy Kropiwnicki
                                                    będzie miał niewiele powododów do optymizmu na zakończenie kadencji.
                                                  • Gość: z prasy Re: Takiego roku miasta jeszcze nie przeżyły IP: *.angora.pl 30.09.09, 13:19
                                                    finansowaniesamorzadow.pb.pl/1983408,46794,takiego-roku-miasta-jeszcze-nie-przezyly?ref=
                                                  • Gość: debt Re: Takiego roku miasta jeszcze nie przeżyły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.09, 12:00
                                                    Łódź jest już pogrążona w krachu finansowym. Wystarczy prześledzić
                                                    korespondencję wychodzącą z Wydziału Budżetu oraz od skarbnika
                                                    miasta. Ale ta bańka pęlnie dopiero po wyborach. Tearz wszystko jest
                                                    pudrowane przez ludzi Jurka Wędrowniczka
                                                  • Gość: debt "Nasz Dziennik" ostrzega IP: *.toya.net.pl 05.10.09, 07:35
                                                    Bliski władzom miasta tytuł "Nasz Dziennik" także przynosi sensacyjne wieści:
                                                    Dług rośnie bardzo szybko
                                                    W cieniu rekordowego deficytu budżetu centralnego rosną długi samorządów
                                                    wszystkich szczebli, które w tym roku przekroczą na pewno 30 mld złotych.
                                                    www.naszdziennik.pl/
                                                    Długi samorządów gminnych przekroczą 30 mld zł
                                                    5 października 2009

                                                    Nasze państwo coraz bardziej się zadłuża, pisze "Nasz Dziennik". Deficyt budżetu
                                                    centralnego w przyszłym roku ma przekroczyć 52 mld zł. Mało mówi się w tym
                                                    kontekście o długach samorządów gminnych, powiatowych i wojewódzkich, które w
                                                    tym roku przekroczą na pewno 30 mld zł.

                                                    Oficjalne dane Ministerstwa Finansów na temat budżetów samorządów są
                                                    niepokojące. W 1999 r. długi samorządowe przekraczały 6 mld zł. Ubiegły rok
                                                    zamknął się zobowiązaniami na kwotę blisko 29 mld zł.

                                                    Samorządowcy tłumaczą to przede wszystkim rosnącymi potrzebami inwestycyjnymi. W
                                                    2007 r. na inwestycje we wszystkich samorządach wydano ponad 26 mld zł, a w ub.
                                                    roku blisko 31 mld zł. W tym roku ma to być kwota o kilka miliardów wyższa.

                                                    W tej chwili zobowiązania samorządów stanowią około 20 proc. ich dochodów
                                                    budżetowych i daleko im jeszcze do ustawowego pułapu 60 procent. Ale - jak
                                                    pokazuje przykład ostatnich dwóch lat - to zadłużenie w przyszłych latach będzie
                                                    na pewno szybko narastać, zwłaszcza w dużych miastach.
                                                  • Gość: z prasy "Rzeczpospolita" także IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 06.10.09, 11:53
                                                    Według oficjalnych statystyk dług publiczny w przeliczeniu na jednego obywatela
                                                    Polski wynosi około 17 tys. złotych. Jednak tak naprawdę jest on znacznie
                                                    wyższy. Oficjalne dane na temat zadłużenia sektora publicznego, czyli tak
                                                    naprawdę nas, podatników, są niejasne i nierzetelne, bo ujmują tylko małą część
                                                    istniejącego zadłużenia. Głównym brakującym elementem w statystyce zadłużenia
                                                    publicznego są dopłaty z budżetu, czyli z naszych podatków, do emerytury oraz
                                                    zakup usług leczenia, które są płatne później niż w bieżącym roku budżetowym.
                                                    Taki nierzetelny sposób księgowania jest wygodny dla polityków. Pozwala im
                                                    chwalić się bieżącymi wydatkami bez ukazywania ich długoterminowych
                                                    konsekwencji. Gdy na przykład kilka lat temu Sejm uchwalił wcześniejsze
                                                    emerytury górnicze warte 70 mld zł, to oficjalny dług państwa nie wzrósł ani o
                                                    złotówkę. A przecież posłowie skutecznie zobowiązali nas do wypłaty tej sumy w
                                                    przyszłości.

                                                    Ostrożne uwzględnienie samych kosztów dotychczasowych obietnic emerytalnych bez
                                                    uwzględnienia wszakże kosztu darmowego leczenia oznacza, że dług publiczny na
                                                    głowę każdego obywatela sięga ponad 70 tys. złotych.
                                                    Tak więc dług publiczny Polski wynosi nie około 47 proc. PKB, jak twierdzi się
                                                    oficjalnie, lecz ponad 200 proc. PKB!

                                                    Wyższe ukryte zadłużenie dziś oznacza większe podatki oraz redukcję świadczeń w
                                                    przyszłości, gdy trzeba będzie spłacić całe, zarówno to ujawnione, jak i
                                                    nieujawnione w oficjalnych danych, zadłużenie. Na takiej zasadzie zadziałała
                                                    reforma emerytalna. Przejście od systemu pokoleniowego, w którym dzieci i wnuki
                                                    płaciły za emerytury rodziców i dziadków, do systemu składkowego, w którym każdy
                                                    oszczędza na swoją emeryturę, polega na tym, że obecni młodzi zapłacą za
                                                    emerytury dwa razy. Najpierw zapłacą za emerytury swoich dziadków i rodziców, a
                                                    potem jeszcze raz zapłacą za własne niższe emerytury. Podobnie trzeba będzie
                                                    zrobić z emeryturami mundurowymi, sędziów, prokuratorów, rolników oraz kosztami
                                                    leczenia wszystkich Polaków.

                                                    Ukrywając przed nami skalę rzeczywistego zadłużenia, rządzący ze wszystkich
                                                    obozów politycznych chcą ukryć, że w przyszłości czekają nas podwyżki podatków
                                                    oraz niższe, niż obiecano świadczenia. Rzetelnym sposobem prezentowania
                                                    zadłużenia sektora publicznego jest ukazanie całego zadłużenia niezależnie od
                                                    terminu jego zapłaty i tego, komu winni jesteśmy pieniądze.

                                                    pełen tekst na stronach "Rzepy" bądź tu:
                                                    7dni.wordpress.com/2009/10/06/kiedy-splacisz-70000-zl-tuskowego-dlugu/
                                                  • Gość: z prasy link "Rzeczpospolita" IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 06.10.09, 11:55
                                                    www.rp.pl/artykul/132582,373008.html
                                                  • Gość: debt Re: link "Rzeczpospolita" IP: *.toya.net.pl 06.10.09, 23:28
                                                    To wszystko jest prawdą. Czeka nas niezła jazda.
                                                  • Gość: ND Re: "Nasz Dziennik" ostrzega IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.09, 05:43
                                                    Kolejne sesje RM będą poświęcone cięciom łódzkiego budżetu. A
                                                    jeszcze tak niedawno (do sesji absolutoryjnej) było tak pieknie.
                                                    Łódzcy radni znów dale się "uwieść" Panu Prezydentowi
                                                  • Gość: debt Re: "Nasz Dziennik" ostrzega IP: *.toya.net.pl 07.10.09, 07:31
                                                    Radni zdają się nie rozumieć istoty przychodów i wydatków budżetu. Celuje w tym
                                                    niejaki Worach ale i Walasek nie pozostaje mu dłużny. Należy przypomnieć o roli
                                                    listu Władysława Bartoszewskiego do radnych i zachwyt nad budżetem prezesa RIO w
                                                    Łodzi. Ale uczeni łódzki mają jedną receptę: pożyczać, oddadzą inni.
                                                  • Gość: Augustyn "Kłopoty" z dolarem... IP: *.lodz.mm.pl 19.10.09, 10:39
                                                    Zgodnie z tym, o czym nie raz już w tym wątku pisałem, media donoszą
                                                    (ach ten poślizg...)o kłpotach z "zielonym" i tajnych schadzkach
                                                    tych, co mają jego wielkie zapasy (liczone w bilionach-to Chiny).
                                                    Otóż wszyscy się boją, że dolar przestaje być właśnie powszechnie
                                                    uznanym miernikiem wartości i międzynarodowym środkiem wymiany.
                                                    Nie bardzo jednak wiadomo (biedni Chińczycy), jak się dolara pozbyć.
                                                    Ewentualna szybka wyprzedaż grozi bowiem znaczna obniżką wartości
                                                    dolara(i tak dołującego). A Jankesi drukują "obamy" na potęgę.
                                                    Co tu robić? Tak się kończy monetarny monopol USA.
                                                    U nas oczywiście debata o roli CBA, czy CBŚ, czy Czeguś Na Kształt
                                                    Służb Tajnych Nikomu Nie Potrzebnych i też o hazardzie się mówi w
                                                    Warto Rozmawiać...
                                                    Kto by się tam głowił nad zawiłościami polityki monetarnej! Wsi
                                                    spokojna, wsi wesoła...
                                                    Niech tam Putin się spotyka z następcami Mao i kombinuje co, jeśli
                                                    nie dolar. Co nas to obchodzi... Trza się zadłużyć jeszcze bardziej.
                                                    Na ZUS, na KRUS, na samorządy i na szpitale. Reformować będziemy po
                                                    katastrofie. Długą mamy tradycję w byciu mądrym po szkodzie.
                                                    Augustyn
                                                    P.S. Podobno w Łodzi referendum jest? Bardzo dobrze! Łódź potrzebuje
                                                    długiej debaty wyborczej. Komisarz i tak zrobi mniej więcej tyle co
                                                    Kropa, czyli ograniczy się do administrowania, więc odwołać
                                                    Kropiwnickiego warto! Jak się referendum nie uda, to kampanii prawie
                                                    nie będzie. A jest o czym pogadać i to niekoniecznie z panami z PO I
                                                    SLD, którzy ciemnemu ludowi by chcieli wmówić, że ich brak pomysłów
                                                    na Łódź jest alternatywą dla antypolityki Kropiwnickiego. Odwołać
                                                    więc jak najbardziej. Nie jest ważne kto to zaczął. Ważne jak to się
                                                    skończy.
                                                  • Gość: debt Tykająca bomba IP: *.toya.net.pl 21.10.09, 08:10
                                                    www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/panstwo;zadluza;sie;coraz;bardziej,140,0,548492.html
                                                  • Gość: Augustyn Re: Tykająca bomba IP: *.lodz.mm.pl 21.10.09, 12:23
                                                    Jeżeli za sprawą nicnierobienia Tuska, dojdzie do przewartościowania
                                                    złotówki i ci Polacy, którzy próbowali żyć zgodnie z zasadą mrówki,
                                                    a nie konika polnego, stracą część swoich oszczędności albo
                                                    wszystki, to znaczy, jeżeli dojdzie do krachu budżetu i system
                                                    bankowy padnie, będę jednym z pierwszych, którzy ruszą na gmachy
                                                    rządowe.
                                                    Za taką głupotę-zero litości.
                                                    Amen
                                                  • Gość: Augustyn Dług rośnie, pętla się zaciska... IP: *.lodz.mm.pl 24.10.09, 07:42
                                                    Za rządów PiS-u, Tusk dał głos w Wyborczej, w wywiadzie z Olejnikową
                                                    i tam powiedział, że Polakom nie trzeba fundować radyklanych reform.
                                                    Słowa dotrzymał: nie tylko radykalnych, ale żadnych reform nie
                                                    przeprowadził.
                                                    Kiedy każdy choć trochę kumający ekonomię już wiedział, że świat
                                                    zaliczy ostre hamowanie, Tusk i Rostowski wróżyli ponad 3%-wy wzrost
                                                    PKB. Plus premir deklarował konkretne daty przystapienia do euro.
                                                    Jaki mamy wzrost każdy widzi.
                                                    Dług rośnie w tempie niewiarygodnym i przystapienie do euro jest
                                                    mrzonką na nastepnych wiele lat.
                                                    Co więcej, zapisane w konstytucji, progi ostrożnościowe mamy już w
                                                    zasięgu... urzędników MF.
                                                    Wróżyłem na tym forum, że Tusk nie będzie kandydował na prezydenta.
                                                    Powtarzam tę prognozę.
                                                    Schlebianie "ludowi", promowanie miernot, programowy brak programu
                                                    itd., który wytykałem PO od jej powstania (byłem członkiem półtora
                                                    roku) daje teraz owoce.
                                                    Które my, a nie oni, jeść będziemy.
                                                    Amen
                                                  • Gość: gosc Re: Dług rośnie, pętla się zaciska... IP: *.toya.net.pl 11.11.09, 10:49
                                                    wyborcza.biz/biznes/1,101716,7234532,Nasze_dzieci_nie_udzwigna_tego_dlugu.html?as=2&ias=2&startsz=x
                                                  • Gość: kent Re: Dług rośnie, pętla się zaciska... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.09, 18:33
                                                    Rok 2010 będzie dla Polski decydujący. Niestety są wybory, więc
                                                    wszyscy zaczną rzucać kielbasa wyborczą. Już się zaczyna:
                                                    lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,7290563,Kolejny_dzien_wolny_od_pracy__Swieto_Trzech_Kroli.html
                                                    A podobno (wg PO) Polski nie bylo (do niedawna) stać na nowe święto.
                                                    Następne obietnice za chwilę
                                                  • Gość: debt Re: Dług rośnie, pętla się zaciska... IP: *.toya.net.pl 28.11.09, 16:57
                                                    biznes.onet.pl/kroes-to-bomba-zegarowa,18491,3062534,1,news-detal
                                                  • Gość: Augustyn Grecja, Hiszpania IP: *.gdynia.mm.pl 10.12.09, 08:43
                                                    już zmierzają do piekła. Strefa euro jest zagrożona, bo nijak nie da
                                                    się zakazać zadłużania tym, co do niej należą. Koniec ogłosi rynek;
                                                    nikt po prostu już nie kupi greckich i hiszpańskich paierów
                                                    dłużnych. I co wtedy?
                                                    Szykuje się gorąca zima (i nie ma tu nic wspólnego z łociepleniem
                                                    klimatu).
                                                    Dzięki Bogu (albo dzięki długom-he,he) wciąż mamy złotego. Na
                                                    dłuższą metę to będzie nasz atut.
                                                    U nas ziomy Tuska zapowiadają jakąś "konsolidację" finansów
                                                    publicznych i chcą sprzedać resztki za 20 miliardów, żeby nie
                                                    przejść drugiego progu. Nie uda im się.
                                                    Tusk zgodnie z tym, co juz w tym wątku pisałem nie zostanie
                                                    prezydentem.
                                                    Życie na kredyt jest straszne. Lekcja też będzie bolesna.
                                                    Amen
                                                  • Gość: bratz Polska... przedsionek piekła IP: *.toya.net.pl 16.12.09, 08:18
                                                    wyborcza.biz/biznes/1,100896,7367552,Robmy_cos__bo_ten_dlug_nas_pograzy.html
                                                  • Gość: Augustyn Ano pogrąży, pogrąży... IP: *.wroclaw.mm.pl 16.12.09, 08:55
                                                    A żeby było smieszniej, ostatnio w opiniotwórczych mediach brylują
                                                    fani pomnażania przez wydawanie.
                                                    Na przykład w Wyborczej Leszczyński cytuje i pjeje z zachwytem,
                                                    zdanie Keynesa, że jak rzund wyda dolara na cokolwiek (!!!), to z
                                                    tego dolara zrobią się cztery dolary (o tyle sie powiekszy PKB;
                                                    dlaczego nie pięć dolarów? albo dwa i pół?).
                                                    Żakowski okupuje Politykę, Wyborczą, Krytykę Polityczną i co tam
                                                    jeszcze i się też masturbuje efektem mnożnikowym.

                                                    Niezła jazda: idee z programu Samoobrony (żywcem!!!) urosłu do
                                                    obowiązujących w najważniejszych mediach.

                                                    Czyli: za mało pożyczamy! Pozyczmy sto miliardów juz dziś, wydajmy
                                                    na roboty publiczne (obama nam podrzuci know how) i za parę miesięcy
                                                    nasz PKB się zwiekszy o 300 milardów!!! Proste? no proste jak
                                                    Leszczyński, Żakowski i Kaczyński razem wzięci...

                                                    Amen

                                                    P.s. Eurostat (czy jakoś tak) pisze dzisiaj, że biedniejsi od nas w
                                                    Unii są tylko Rumuni (średnią im Cyganie zaniżają) i Bułgarzy.
                                                    Ufff....
                                                  • Gość: debt Re: Ano pogrąży, pogrąży... IP: *.toya.net.pl 28.12.09, 19:16
                                                    Ekonomiczni głupcy!
                                                    A pospolitość skrzeczy...

                                                    www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/dramatyczne;dane;gospodarcze;z;hiszpanii,13,0,571149.html
                                                  • Gość: zen Re: Ano pogrąży, pogrąży... IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 29.12.09, 14:59
                                                    web.me.com/dwaplusdwa/DPD/Blog/Wpisy/2009/12/28_Micha%C5%82_S%C5%82ysz_-_Prawdziwe_zad%C5%82u%C5%BCenie_USA.html
                                                  • Gość: Augustyn USA bankrutem? Artykuł Gadomskiego w G.W. IP: *.lodz.mm.pl 04.01.10, 08:58
                                                    Polecam artykuł Gadomskiego w dzisiejszej G.W.
                                                    Kilkanaście przykładów historycznych bankructw państw, plus pytanie,
                                                    czy USA też pójdą w ślady...
                                                    Naprawdę polecam; Gadomski zresztą to głos rozsądku wśród
                                                    Leszczyskich, Żakowskich itede.
                                                    Warto!
                                                  • Gość: przegląd mediów Re: USA bankrutem? Artykuł Gadomskiego w G.W. IP: *.toya.net.pl 04.01.10, 14:05
                                                    Przeczytane.
                                                    Porażające i realne zarazem.
                                                  • Gość: przegląd mediów USA bankrutem IP: *.toya.net.pl 04.01.10, 21:32
                                                    wyborcza.pl/1,76842,7416236,A_jesli_Stany_przestana_byc_wyplacalne.html?as=1&ias=2&startsz=x
                                                  • Gość: Augustyn Czytajcie, czytajcie, drodzy internauci IP: *.lodz.mm.pl 05.01.10, 08:50
                                                    Dziękuję "przeglądzie mediów" za link.
                                                    Mnie "osłabia" jedno.
                                                    Jak bardzo polska polityka jest intelektualnie jałowa (przepraszam
                                                    za eufemizm).

                                                    Kto przygotował wariant na możliwość p.t. zjazd dolara, rozpad
                                                    strefu euro, zapaść finasów publicznych itede, kto o tym w ogóle
                                                    rozmawia.
                                                    Jesienią 2008 świat był na krawędzi katastrofy (finansowej). Gdyby
                                                    AIG pozwolono upaść, mielibyśmy tornado o sile jak w produkcyjniaku
                                                    2012.
                                                    AIG przetrwało za cenę gigantycznego zadłużenia, nie tylko USA,
                                                    zresztą.
                                                    Prawdopodobieństwo katastrofy jest wciąż ogromne. Nie duże, ogromne!
                                                    A u nas cicho sza, zielona wyspa i inne brednie.
                                                    Przy takich kłopotach budżetu, uzależnieniu od eksportu (co z tego,
                                                    że w mniejszym stopniu niż np. Czesi), pieniędzy emigrantów itd.
                                                    (słowo uzależnienie ma tu wydźwięk pozytywny; jesteśmy po prostu
                                                    częścią wielkiej machiny), każde tąpnięcie na Zachodzie (Wschodzie
                                                    zreszta też) wywoła u nas katastrofę!
                                                    Jeynym środowiskiem, które systematyczne o tym gada jest to skupione
                                                    wokół K.P. Czyli gadają o kryzysie, bez zrozumienia przyczyn, z
                                                    ideologicznymi klapakami na oczach, lewacy.
                                                    Scenariusz jest więc taki: jak tapnie, to jedynie Che Sierakowski
                                                    jest przygotowany na przejęcie władzy.
                                                    Czyli: masakra!
                                                    Augustyn
                                                  • Gość: zen Rafała Ziemkierwicza przemyślenia IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 05.01.10, 17:44
                                                    Przywołany w artykule król Francji złupił najpierw Żydów, którym co i
                                                    raz urządzano wówczas w zachodniej Europie małe holokauściki (dziś
                                                    uczy się tam dzieci, że to było w Polsce), a potem Templariuszy.
                                                    Jednych i drugich obrano z pieniędzy i spalono publicznie. Za każdym
                                                    razem operacja ta wzbudzała entuzjazm ludu (któż by lubił tak
                                                    obrzydliwych bogaczy, jak Żydzi i Templariusze?) oraz napełniała
                                                    kasę. Ale miała wielką wadę - jednorazowość. Po jakimś czasie
                                                    entuzjazm opadał, a kasa znowu się opróżniała, co gorsza -
                                                    wymordowanie bankierów i kupców odbijało się fatalnie na gospodarce.
                                                    No i, rzecz zasadnicza, nie było już więcej Żydów ani Templariuszy,
                                                    na których można by zarobić urządzając zarazem igrzyska ludowi. Ze
                                                    znienawidzonych bogaczy - bankierów zostali we Francji już tylko
                                                    osiedleni tam Lombardowie, którzy dzięki zniszczeniu konkurencji
                                                    szybko zmonopolizowali francuski rynek kapitałowy. Wytłuc także i ich
                                                    znaczyło wtrącić kraj w wieloletni kryzys, a także pozbawić się
                                                    źródła kredytów samemu.

                                                    Filip zrobił więc inaczej. Po pierwsze, obłożył Lombardów ogromnymi
                                                    podatkami od każdej przeprowadzanej transakcji. Po drugie zaś, od
                                                    czasu do czasu, zamiast palić na stosach, odbierał im wszystkim prawo
                                                    pobytu we Francji i kazał je wykupywać jeszcze raz za odgórnie
                                                    ustaloną sumę. Lud to naturalnie cieszyło, może mnie aż tak jak
                                                    wcześniejsze egzekucje, ale zawsze - trudno było nie cieszyć się, że
                                                    król, zamiast porządnych poddanych, obdziera ze skóry tak
                                                    obrzydliwych bogaczy jak Lombardowie. Na dodatek dzięki pieniądzom
                                                    zdzieranym z Lombardów król odpuścił nieco podatki innym stanom, a
                                                    nawet więcej - część z owych pieniędzy przeznaczał na jałmużny dla
                                                    głodujących. Ludowi zbytnio nie pomógł, a Lombardowie wyszli z tego
                                                    jeszcze bogatsi.
                                                  • Gość: Augustyn Rafała Ziemkiewicza przemyślenia IP: *.lodz.mm.pl 06.01.10, 11:04
                                                    Różnica jest dzisiaj taka, że zapłacą za gigantyczne zadłużenie USA
                                                    wszyscy. Od Meksyku po Pcim Dolny.
                                                    A najbardziej mi szkoda Chińczyków, Bogu ducha winnych, bo
                                                    sponsorowali Jankesów i maja teraz biliony zielonych, które wujek
                                                    sam zaraz zacznie dewaluować, żeby mu było łatwiej spłacić kredyt.
                                                    Dziwny jest ten świat...
                                                  • Gość: stan równowagi Instytut Sobieskiego IP: *.toya.net.pl 06.01.10, 17:18
                                                    szacuje dług publiczny na 240% PKB.
                                                  • Gość: z giełdy zero złudzeń IP: *.toya.net.pl 06.01.10, 18:01
                                                    gielda.onet.pl/koncert-zyczen-na-2010-r-i-jego-kruche-podstawy,18731,1592643,1,analizy-detal
                                                  • Gość: akcja zrzuta te długi będą spłacać jeszcze nasze dzieci IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 07.01.10, 13:59
                                                    Dr Ireneusz Jabłoński

                                                    Dwie kadencje Jerzego Kropiwnickiego na fotelu prezydenta Łodzi
                                                    bardzo istotnie zadłużyły miasto (niespełna 500 mln zł długu na
                                                    początku pierwszej kadencji do ponad 1,3 mld zł planowanego na koniec
                                                    2010 r. - red.) i trudno w Łodzi odnotować istotne oraz trwałe
                                                    przedsięwzięcia infrastrukturalne, które by tę kwotę zadłużenia
                                                    uzasadniały.

                                                    Należy zatem domniemywać, że te pożyczone pieniądze poszły na
                                                    finansowanie lub współfinansowanie przedsięwzięć, które w znacznej
                                                    części i przy lepszym zarządzaniu powinny być opłacone z dochodów
                                                    bieżących miejskiego budżetu. Drugi ważny element jest taki, że dla
                                                    prostego zadłużania się samorządu, które ogranicza możliwości
                                                    przyszłych budżetów, a zatem i przyszłych władz miasta oraz skutkuje
                                                    obowiązkiem spłacania odsetek przez nasze dzieci lub nawet wnuki,
                                                    alternatywą jest sprzedaż mienia komunalnego, które zresztą w Łodzi
                                                    jest fatalnie zarządzane. Do tego komunalnego majątku należą przede
                                                    wszystkim nieruchomości, głównie mieszkalne i użytkowe, oraz wiele
                                                    terenów poprzemysłowych. Prezydent Kropiwnicki powiada, że podwoił
                                                    budżet Łodzi w ciągu siedmiu lat swego urzędowania? (z 1,5 mld zł w
                                                    2002 r. do 3 mld zł w 2010 r. - red.) To zawsze i wszędzie należy
                                                    oceniać w kategorii dochodów własnych budżetu, bo znaczna jego część
                                                    to przecież dotacje i subwencje, na których wysokość władze miasta
                                                    wpływu nie mają, lub mają w bardzo niewielkim stopniu. Znaczna część
                                                    wzrostu dochodów własnych miasta, a one pochodzą przecież z odpisów
                                                    od podatków bezpośrednich, jest związana ze wzrostem gospodarczym i
                                                    bardzo dobrą koniunkturą ostatnich kilku lat - z wyjątkiem
                                                    poprzedniego roku - która podniosła naszą bazę podatkową, a zatem i
                                                    bazę przychodów własnych miasta. Poza tym, co jest mniej przyjemne i
                                                    na co bardzo duża część mieszkańców Łodzi zgrzytała zębami, to
                                                    drastyczne podniesienie opłat komunalnych, choćby za wodę i dzierżawę
                                                    wieczystą, które - zresztą "Polska Dziennik Łódzki" o tym informował
                                                    - można wyliczać w setkach procent wzrostu. Cieszenie się z faktu, że
                                                    zwiększyło się stawki podatkowe najbardziej aktywnej grupie
                                                    mieszkańców, czyli przedsiębiorcom i właścicielom nieruchomości,
                                                    powinno być raczej dla prezydenta elementem wstydliwym, a nie
                                                    przynoszącym chwałę. Jeśli prezydent Jerzy Kropiwnicki zachwyca się
                                                    faktem, że Łódź ma o połowę mniejsze zadłużenie w przeliczeniu na
                                                    jednego mieszkańca niż Warszawa, Kraków czy Wrocław (według
                                                    prezydenta Kropiwnickiego zadłużenie przypadające na każdego
                                                    łodzianina to 1,4 tys. zł, a w wymienionych wyżej miastach to suma
                                                    dwa razy wyższa niż w Łodzi - red.) przypomina mi retorykę
                                                    nieocenionego Jerzego Urbana, rzecznika peerelowskich rządów lat 80.
                                                    minionego stulecia. On na pytanie zachodniego dziennikarza, dlaczego
                                                    w socjalistycznym państwie, jakim wtedy była Polska, bije się pałami
                                                    robotników za to, że próbują dochodzić swoich praw, miał tylko jedną,
                                                    ale bardzo interesującą odpowiedź: "A w Ameryce bije się Murzynów". A
                                                    tak już zupełnie poważnie... Usprawiedliwianie swoich nieudanych
                                                    przedsięwzięć czy posunięć tym, że inni to robią jeszcze gorzej, jest
                                                    w mojej opinii niewystarczającym i bardzo wątpliwym uzasadnieniem
                                                    własnych poczynań.
                                                  • michal19755 Kryteria z Maastricht już nie istnieją!!!! 11.01.10, 13:11
                                                    Ludzie!
                                                    Kuniec się dzieje.
                                                    "Kryteria z Maastricht zobowiązujące do nieprzekraczania 3-
                                                    procentowego deficytu budżetowego już nie istnieją, nikt już ich nie
                                                    respektuje.
                                                    Nie ma więc sensu ich przestrzegać"
                                                    Mówi Aleksander Law szef pracowni analiz ekonomicznych XERFI.

                                                    Plus nie wiadomo co z Grecją. Bankructwo?

                                                    Strefa euro trzeszczy w posadach.
                                                    Na pierwszych stronach naszych gazet jednak pani Justyna, co dobrze
                                                    biega na nartach (szacuneczek oczywiście) i Kempa z Wassermanem.

                                                    Boże jacy my jednak durni jesteśmy...
                                                  • Gość: bratz Kryteria z Maastricht już nie istnieją!!!! IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 11.01.10, 13:52
                                                    Dołóżmy do tego jeszcze dopuszczalny poziom długu publicznego.
                                                    Najwięksi płatnicy netto budżetu UE zbliżają się niemal do 100%
                                                    poziomu swoich PKB. Nie zdajemy sobie sprawy, że licząc na dotacje z
                                                    Unii w istocie przyjmujemy kasę od bankrutujących powoli krajów
                                                    europejskich. Polska zbliża się do 55% poziomu, a według danych
                                                    Instytutu Sobieskiego dług publiczny wynosi 240% PKB. Dług Łodzi
                                                    faktycznie dochodzi do 2 mld zł (sekurytyzacja kłania się nisko). Po
                                                    zafundowaniu centrum Camerimage masa upadłościowa miasta zostanie
                                                    wyceniona na 1 USD, upss, 1 EUR.
                                                    Jacek Saryusz Wolski oszczędza nam tej wiedzy, a Marek Belka
                                                    zapomniał jak pisał krytyczną rozprawę o Miltonie Friedmanie.
                                                  • Gość: IP Re: Kryteria z Maastricht już nie istnieją!!!! IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.01.10, 18:27
                                                    Guru naszej ekonomii prof. Balcerowicz kasandrycznie wieszczy na łamach prasy o
                                                    przyszłości naszej gospodarki.
                                                  • Gość: debt Re: Kryteria z Maastricht już nie istnieją!!!! IP: *.toya.net.pl 13.01.10, 20:11
                                                    biznes.onet.pl/plan-fiskalny-dla-polski-ma-dac-rzadowi-czas-opozn,18543,3110544,1,news-detal
                                                  • Gość: ostrzeżenie Re: Kryteria z Maastricht już nie istnieją!!!! IP: *.toya.net.pl 19.01.10, 08:36
                                                    www.pb.pl/2/a/2010/01/18/Nadchodzi_kryzys_zadluzenia_panstw
                                                  • Gość: Augustyn Sytuacja jest kurde... dramatyczna IP: *.oke2-bras11.adsl.tele2.no 27.01.10, 21:03
                                                    wyborcza.biz/biznes/1,101716,7485302,UE__czyli_Unia_Ekstrazadluzonych.html
                                                    Nie ma to tamto. Jest strasznie.
                                                    Unia padnie. Nie ma to tamto.
                                                  • Gość: debt Sytuacja jest dramatyczna! IP: *.toya.net.pl 30.01.10, 10:52
                                                    www.bankier.pl/wiadomosc/Schiff-kryzys-powroci-Dolar-i-gieldy-w-USA-upadna-2085829.html
                                                  • Gość: akcja zrzuta Re: Sytuacja jest dramatyczna! IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 02.02.10, 15:38
                                                    Samorządy choćby w wojewódzkie kujawsko-pomorskim są zadłużone po uszy.
                                                    Suma zobowiązań przekracza już dopuszczalne progi ostrożnościowe, a
                                                    koszt obsługi zaciągniętych kredytów odbiera miastom możliwość
                                                    rozsądnego inwestowania. Szalone zadłużanie się samorządów zablokuje
                                                    szansę rozwoju i przerzuci na podatników faktyczny koszt spłaty
                                                    zobowiązań.
                                                  • Gość: debt Rozpoczynamy spadanie! IP: *.toya.net.pl 04.02.10, 21:01
                                                    Panika na giełdach nie wróży nic dobrego.
                                                  • Gość: akcja zrzuta Re: Rozpoczynamy spadanie! IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 05.02.10, 17:11
                                                    Spadanie, popłoch i panika, tak w wielkim skrócie można określić
                                                    nastroje na rynkach finansowych. Ktoś niedawno odtrąbił zakończenie
                                                    recesji, co tam, kryzysu nawet.
                                                  • Gość: debt Tango argentyńskie na bis!!! IP: *.toya.net.pl 07.02.10, 17:50
                                                    www.rp.pl/artykul/430544_Pani_prezydent_postawila_na_swoim.html
                                                    Teraz zacznie się jazda!
                                                  • Gość: debt Kto pierwszy do bankructwa? IP: *.toya.net.pl 09.02.10, 07:36
                                                    blog.rp.pl/morawski/2010/02/09/anatomia-strachu-finansowego/
                                                  • Gość: ostrzeżenie Re: Kto pierwszy do bankructwa? IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 24.02.10, 12:53
                                                    USA, Japonia, RFN, o Grecji, Hiszpanii, Italii i Irlandii nie
                                                    zapominając.

                                                    wyborcza.biz/biznes/1,100896,7596166,Kenneth_Rogoff__Wiele_panstw_bedzie_niewyplacalnych.html
                                                  • Gość: ostrzeżenie Re: Kto pierwszy do bankructwa? IP: *.toya.net.pl 26.02.10, 20:56
                                                    forsal.pl/artykuly/401929,panstwowe_bankructwa_to_niekonczaca_sie_opowiesc.html
                                                  • debt2010 A może jednak Argentyna? 02.03.10, 08:53
                                                    news.money.pl/artykul/argentyna;splaca;dlug;publiczny;rezerwami,7,0,594439.html
                                                  • Gość: akcja zrzuta Re: A może jednak Argentyna? IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 04.03.10, 16:34
                                                    Apel ekonomistów łódzkich został wysłuchany. Polacy dla ratowania
                                                    gospodarki i popytu wewnętrznego zaczęli się zadłużać na potęgę. Łódzka
                                                    szkoła ekonomii znów górą.

                                                    www.dziennik.pl/gospodarka/article562579/Oto_najbardziej_zadluzeni_Polacy.html
    • madox44 Polski dług groźnie wzrasta 18.03.10, 07:43
      Dług publiczny na koniec ubiegłego roku przekroczył 51 procent PKB -
      wynika z wyliczeń "Rzeczpospolitej".

      Gazeta przyjęła metodę liczenia stosowaną przez Komisję Europejską
      do obliczania zobowiązań poszczególnych krajów. Polski dług - według
      tych obliczeń - zbliżył się na koniec ubiegłego roku do 52 procent
      PKB. Nawet przyjmując krajowe metody jest on na poziomie 51, 3
      procent PKB - zauważa dziennik.
      Jeśli szacunki "Rzeczpospolitej" się potwierdzą i dług przekroczy
      tak zwany pierwszy próg ostrożnościowy z ustawy o finansach
      publicznych (50 procent PKB) - rząd zmuszony będzie do zaplanowania
      na przyszły rok budżetu z deficytem, który nie może być wyższy niż
      52,2 miliardy złotych z 2010 roku.

      Oficjalne dane będą znane 30 marca.

      biznes.onet.pl/polski-dlug-groznie-wzrasta,18543,3193420,1,prasa-detal


      • presse123 Re: Polski dług groźnie wzrasta 19.03.10, 20:07
        Arcyciekawy wpis na blogu "Rzepy", polecam!

        Paweł Czuryło: Ryzykowna gra samorządów
        Kryzys gospodarczy, który w ubiegłym roku przyczynił się do
        mniejszych dochodów budżetu państwa, odcisnął też swoje piętno na
        finansach polskich samorządów. Wiele z nich co chwilę skreślało z
        list inwestycji kolejne pozycje. Większość jednak zaciągała długi.
        Oficjalnie chodziło o to, aby nie stracić funduszy z Unii
        Europejskiej – bo Bruksela dopłaca tylko tym, którzy sami
        sfinansują część inwestycji. Dzięki kredytom mogą więc powstawać
        nowe drogi, boiska, baseny. Unijne dotacje nie zostaną stracone.
        Ale jest też druga strona medalu. Jesienią zdecydowana większość z
        kilkudziesięciotysięcznej armii samorządowców będzie się starała o
        reelekcję. Trudno więc nie dojść do wniosku, że za hasłami rozwoju
        miast kryje się interes wyborczy. Tym bardziej że są miejscowości,
        w których już teraz ustalono, że rozpoczęte inwestycje muszą się
        zakończyć przed wyborczą niedzielą.
        Samorządowcy liczą zapewne, że wszystko skończy się dobrze – oni
        zostaną ponownie wybrani, a poprawa sytuacji gospodarczej
        przyniesie większe wpływy do lokalnych budżetów i pozwoli na
        spłacenie należności. Jeśli tak się jednak nie stanie, problem
        radnych, burmistrzów, wójtów i prezydentów miast stanie się naszym
        wspólnym problemem. Bo samorządowe kredyty trzeba będzie doliczyć
        do długu polskiego państwa.
        Podaję link na wszelki wypadek bo brite potem się piekli.

        blog.rp.pl/blog/2010/03/18/pawel-czurylo-ryzykowna-gra-samorzadow/
        • presse123 Re: Polski dług groźnie wzrasta 19.03.10, 20:10
          www.zegardlugu.pl/
          a zegar długów sobie tyka spokojnie. Marek Żydowicz kasy nie
          dostanie, a spółka "Ernesta" topi swoich akcjonariuszy (LCCorp).
          • debt2010 Re: Polski dług groźnie wzrasta 23.03.10, 20:30
            www.rp.pl/artykul/9211,451163_Dlug_jednak_powyzej_50_proc__PKB.html
            • Gość: przegląd mediów Re: Polski dług groźnie wzrasta IP: *.toya.net.pl 24.03.10, 09:16
              www.dziennik.pl/opinie/article574094/Po_2012_roku_bedzie_zylo_sie_gorzej.html
              • Gość: Augustyn A lud wielbi Tuska! IP: *.oke2-bras11.adsl.tele2.no 24.03.10, 17:48
                Jak niegdyś Gierka Edwarda.
                System inny, ale mechanizm ten sam.
                Wokół już trzeszczy bardzo. Do końca roku będzie pozamiatane. Żadne tam po
                2012-tym.
                Pozdrawiam Cię JO Debt!
                • Gość: przegląd mediów Portugalia tonie! IP: *.toya.net.pl 25.03.10, 09:13
                  www.dziennik.pl/gospodarka/article574949/Kolejny_kraj_Unii_tonie_Kurs_euro_fatalny.html
                  • debt2010 Polska zmierza w tym samym kierunku 08.04.10, 18:17
                    finanse.wp.pl/kat,102634,title,Polski-dlug-publiczny-siegnie-564-proc-PKB,wid,12151806,wiadomosc.html?ticaid=19f42
                    • Gość: ostrzeżenie Grecja tragedia grana na wielu scenach IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 05.05.10, 17:16
                      Hiszpania, Portugalia i inne
    • Gość: gosc Cena gszenia pożaru IP: *.adsl.inetia.pl 13.05.10, 08:17
      januszjankowiak.bblog.pl/wpis,cena;gaszenia;pozaru,42927.html#komentarze
      • Gość: ostrzeżenie Mazowsze na skraju bankructwa IP: *.toya.net.pl 14.05.10, 10:32
        wyborcza.biz/biznes/1,100896,7879505,Wojewodztwo_mazowieckie_na_skraju_bankructwa_.html
        • Gość: Augustyn A u nas meta język, mistyczny amok, permanentna IP: *.oke2-bras11.adsl.tele2.no 10.06.10, 22:26
          autohipnoza narodowa.
          Świat finansów się wali, ład/nieład monetarny, ale co nas to!
          Jakieś plany awaryjne?
          Jakieś pomysły, a co jak strefa euro pójdzie w cholerę?
          A może, czy aby na pewno tak różnimy się od Grecji?
          Po co myśleć.
          Augustyn trzy lata temu założył wątek, przyjął na klatę stertę forumowych obelg,
          a jak się okazuje, że miał rację, to... widocznie tak musiało być.
          Wszystko się dzieje obok Polski. Obok Polaków.
          Naród dzieci.
          Amen
          P.s. Dziekuję Ci debt za wsparcie i Tobie akcjo zrzuta.
          • Gość: opinia Krach na miarę lat 30-tych IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 17.06.10, 15:21
            www.pb.pl/2/a/2010/06/17/Nadchodzi_deflacja_i_krach_na_miare_lat_30-tych
            • Gość: opinia Re: Krach na miarę lat 30-tych IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 17.06.10, 15:24
              www.marketwatch.com/story/elliot-wave-predicts-triple-digit-dow-2010-06-17
              • debt2010 Re: Krach na miarę lat 30-tych 17.06.10, 20:51
                Gość portalu: opinia napisał(a):

                > www.marketwatch.com/story/elliot-wave-predicts-triple-digit-dow-2010-06-17

                Źle to wygląda.
                • Gość: w obliczu Re: Krach na miarę lat 30-tych IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 26.06.10, 08:39
                  www.rp.pl/artykul/2,499369_Rosnie_dlug_Polakow.html
                  • Gość: w obliczu Re: Krach na miarę lat 30-tych IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 29.06.10, 22:03
                    www.pb.pl/a/2010/06/28/Rozpoczyna_sie_globalna_depresja
                    • debt2010 220% PKB 07.07.10, 12:34
                      www.pb.pl/2/a/2010/07/07/Calkowity_dlug_Polski_moze_przekraczac_220_proc__PKB
                      • Gość: ostrzeżenie Re: 220% PKB. To straszne! IP: *.toya.net.pl 08.07.10, 08:54
                        gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,8114220,_Puls_Biznesu___Mamy_3_000_000_000_000_zl_dlugu.html
                        • debt2010 Re: 220% PKB. To straszne! 09.07.10, 14:45
                          www.pb.pl/2/a/2010/07/09/Jak_zmierzyc_polski_dlug
                          Jak zmierzyć polski dług?
                          Jacek Kowalczyk
                          Puls Biznesu, pb.pl,09.07.2010 10:09

                          Tekst o 220 proc. PKB zobowiązań państwa wywołał zaskoczenie. Wiemy
                          jak to zmienić. Wiemy też, jak wypadamy pod tym względem na tle
                          innych państw.
                          Powołajmy instytucję aktuariusza krajowego — kogoś, kto będzie liczył
                          prawdziwy dług publiczny Polski, czyli nie tylko ten oficjalny, ale
                          też ten ukryty. Z takim apelem zwraca się do rządu Marek Góra,
                          współtwórca reformy emerytalnej z 1999 r. Jego apel to pokłosie
                          dyskusji na temat ukrytych zobowiązań państwa, która odżyła po naszym
                          środowym artykule "Mamy 3 000 000 000 000 zł długu". Według obliczeń
                          Janusza Jabłonowskiego, pracownika departamentu statystyki Narodowego
                          Banku Polskiego, całkowity dług publiczny Polski (łącznie ze
                          sfinansowaniem przyszłych emerytur czy kosztów opieki zdrowotnej, do
                          czego Polacy nabyli już prawo) wynosi prawie 230 proc. PKB. Oficjalne
                          statystyki — zarówno polskie, jak i unijne — mówią jednak tylko o
                          około 50-procentowym długu.
                          — Analiza Janusza Jabłonowskiego jest bardzo rzetelna i ciekawa.
                          Jednak takie obliczenia powinna na bieżąco prowadzić też
                          administracja publiczna, według jednej, spójnej, ogólnodostępnej
                          metodologii. Rząd powinien znać wielkość zobowiązań i wiedzieć, jak
                          się zmieniają — tłumaczy Marek Góra.

                          Całkowity dług publiczny* (w proc. PKB)
                          Hiszpania 80,8
                          Polska 228,0**
                          Austria 247,4
                          Norwegia 291,3
                          Niemcy 315,1
                          Francja 315,3
                          Wielka Brytania 567,2
                          Stany Zjednoczone 624,5
                          * Obliczenia z 2009 r. na podstawie danych z 2004 r.
                          ** Obliczenia z 2010 r. na podstawie danych z 2007 r.
                          Źródło: Research Centre for Generational Contracts we Fryburgu
                          ---------
                          Obliczeniami miałby się zająć tzw. aktuariusz krajowy — analogicznie
                          do aktuariuszy w firmach ubezpieczeniowych (ich zadaniem jest
                          prognozowanie, jakie są i będą wszystkie zobowiązania ubezpieczyciela
                          w długim okresie).
                          — To nie jest nowa propozycja. Konkretny projekt ustawy powołujący
                          taką instytucję jest gotowy — został przygotowany w ramach całego
                          pakietu składającego się na reformę emerytalną. Wystarczy do niego
                          sięgnąć. Żaden dotychczasowy rząd tego nie zrobił — ubolewa Marek
                          Góra.
                          Podobne rozwiązania funkcjonują już w Stanach Zjednoczonych i
                          Wielkiej Brytanii. Właśnie na brytyjskim pomyśle opracowany jest
                          polski projekt.
                          • Gość: przegląd mediów Polska na skraju bankructwa finansowego (1) IP: *.toya.net.pl 28.07.10, 20:29
                            Rząd ogranicza kwotę długu do zaległych i niezapłaconych zobowiązań ze
                            strony instytucji publicznych. Pomija zobowiązania w dłuższym horyzoncie
                            czasowym. Kryzys w Grecji rozpoczął się właśnie od nadmiernego
                            ukrywanego długu publicznego.

                            Polska na skraju bankructwa finansowego. Prof. Artur Śliwiński

                            Poprzednio rzadko się zdarzało, aby ważne, lecz niewygodne dla rządu
                            problemy społeczno-ekonomiczne przebijały się do opinii publicznej.
                            Informacje były zamiatane pod dywan: przemilczane lub bagatelizowane.
                            Tym razem w sprawie zadłużenia publicznego Polski jest inaczej. Fakt
                            istnienia gigantycznego długu publicznego jest dostrzegany oraz szeroko
                            komentowany przez media krajowe i zagraniczne, a to za sprawą
                            opracowania naukowego Janusza Jabłonowskiego z departamentu statystyki
                            NBP oraz Christopha Müllera i Bernda Raffelhüschena z Uniwersytetu we
                            Fryburgu. Problem jest nadzwyczaj poważny. Oszacowany dług publiczny
                            stawia Polskę na krawędzi bankructwa.
                            Opracowanie wspomnianych autorów jest całkowicie wiarygodne, chociaż
                            autorzy zastrzegają się, iż jest ono pomyślane jako materiał do
                            dyskusji.
                            Rozdźwięk między rzeczywistością a obrazem Polski jako "oazą
                            pomyślności", kształtowanym przez rząd Donalda Tuska, międzynarodowe
                            organizacje finansowe oraz większość mediów, nie może pogłębiać się w
                            nieskończoność. Wreszcie nadszedł moment, że wizerunek ten rozsypuje się
                            jak stłuczone lustro. Zadłużenie publiczne (czyli instytucji publicznych
                            - od rządu poczynając, a na samorządach kończąc) wynosi ok. 3 bilionów
                            złotych, co oznacza, że na jedną polską rodzinę przypada 285 tys.
                            złotych. To zaś przy obecnej kondycji materialnej rodzin, praktycznie
                            pozbawionych dochodów kapitałowych, obciążonych utrzymaniem osób
                            bezrobotnych i posiadających niskie oszczędności, jest nie do
                            udźwignięcia. Nie może być pocieszeniem, że podane kwoty są jedynie
                            szacunkami statystycznymi. Za nimi kryją się realne, obecne i przyszłe
                            ciężary finansowe, od których nikt nas nie uwolni.
                            Ze wspomnianego opracowania wynika, że zadłużenie to ma charakter
                            obciążenia wielopokoleniowego, a więc niejako obecne pokolenie "funduje"
                            następnemu pokoleniu ciężary nie do pozazdroszczenia.
                            Opracowanie koncentruje się na wydatkach i dochodach o charakterze
                            socjalnym, w tym zwłaszcza systemu emerytalnego i służby zdrowia. W tym
                            głównie zakresie jego autorzy formułują wnioski i postulaty, które
                            powinny zostać uwzględnione w polityce finansowej rządu. Jawne
                            (oficjalnie publikowane) dane o zadłużeniu Polski to tylko wierzchołek
                            góry lodowej. To zadłużenie rzędu 45 proc. PKB, podczas gdy zadłużenie
                            ukryte wynosi aż 183 proc. PKB, czyli czterokrotnie więcej.
                            Przypomnijmy, że na ogół przyjmuje się, iż górny pułap bezpiecznego
                            długu publicznego wynosi ok. 60 proc. PKB (co zostało uwzględnione w
                            Konstytucji RP, która nie zezwala na zaciąganie długu publicznego
                            powyżej 3/5 PKB). Jednak z ekonomicznego punktu widzenia sprawy nie są
                            proste. Taki pułap bezpiecznego zadłużenia budzi poważne wątpliwości,
                            gdy odnosi się do krajów słabych gospodarczo, a ściślej - ubogich w
                            kapitał narodowy. Niektórzy obniżają więc poprzeczkę do 20-30 proc. PKB.
                            Czy gospodarka polska po dwudziestu latach "prywatyzacji" jest bogata w
                            kapitał narodowy, który mógłby posłużyć do zniwelowania (konwersji)
                            części zadłużenia? Na pewno nie. Do tego dochodzą poważne wątpliwości,
                            czy w świetle obecnego kryzysu ekonomicznego pogląd o bezpiecznym 60-
                            procentowym pułapie zadłużenia jest w ogóle do utrzymania. Wiele krajów
                            przekonuje się, jak łatwo wpaść w kryzys finansowy mimo takiego zaworu
                            bezpieczeństwa.
                            Opracowanie ma jednak pewne mankamenty, związane z przyjętym
                            świadomie założeniem utrzymywania w dłuższej perspektywie obecnych
                            warunków społeczno-gospodarczych i politycznych w Polsce. Założenie to
                            zostało bowiem sformułowane z myślą: "co będzie, jeśli nic się nie
                            zmieni pod tym względem?" (z wyjątkiem "prywatyzacji", bo niby co można
                            później prywatyzować). Dlatego pełni ono znakomicie rolę prognozy
                            ostrzegawczej. Jednak z drugiej strony nie bierze pod uwagę
                            "pozasocjalnych", a zwłaszcza zewnętrznych uwarunkowań kreacji
                            zadłużenia publicznego. Warto poświęcić im kilka zdań, gdyż nie są to
                            uwarunkowania nasycone optymizmem. Nie należy się temu dziwić, zważywszy
                            na najpotężniejszy w czasach nowożytnych światowy kryzys ekonomiczny.
                            Chodzi przede wszystkim o zjawisko określane mianem "efektu kuli
                            śniegowej". Polega ono na sprzęgnięciu się trzech czynników: wzrostu
                            zadłużenia publicznego, braku wzrostu gospodarczego oraz wysokich stóp
                            procentowych. Sprzężenie to prowadzi do przyspieszonego (i niejako
                            samoczynnego) wzrostu zadłużenia. Obsługa zadłużenia pochłania wówczas
                            coraz większą część wpływów budżetowych, przypominając tykanie bomby
                            zegarowej. Nawet pobieżny przegląd danych statystycznych pozwala
                            zorientować się, że Polska jest w zasięgu sygnalizowanego "efektu kuli
                            śniegowej".
                            Ważnym czynnikiem, który należy brać pod uwagę, jest mechanizm
                            kryzysu finansowego. Współczesne kryzysy finansowe (z lat 90. ubiegłego
                            wieku, a także kryzys w Grecji) mają z reguły dwie początkowe fazy:
                            wzrostu zadłużenia publicznego oraz ataku spekulacyjnego ze strony
                            międzynarodowych grup finansowych. Wzrost zadłużenia spełnia rolę farby
                            podkładowej, na którą kładzie się czarny kolor drenażu spowodowanego
                            atakiem spekulacyjnym. Choć jest to kwestia dyskusyjna, atak
                            spekulacyjny na Polskę nie jest obecnie czymś niemożliwym.
                            Konsekwencje pozorowanej polityki
                            Określenie "polityka śmieciowa" służy do ukazania fenomenu działania
                            rządów poprzez aktywność pozorowaną, nie dążących do rozwiązywania
                            problemów społecznych i gospodarczych, nie podejmujących merytorycznej
                            dyskusji, lecz nastawionych populistycznie (schlebiających płytkim
                            gustom i skłonnościom elektoratu politycznego). Nie jest to fenomen
                            wyłącznie polski, choć od kilku lat dominujący w polityce rządu w Polsce
                            i w związanych z nim mediach. Chociaż polityce tej przypisuje się czasem
                            głębsze treści liberalne, w praktyce sprowadzają się one do zaniechania
                            poszukiwania i rozwiązywania problemów społeczno-ekonomicznych. Jest to
                            polityka krótkowzroczna i niebezpieczna.
                            Ważnym elementem tak uprawianej polityki jest brak dialogu
                            społecznego i wypełnianie próżni sieczką propagandową. Autorzy
                            opracowania analizującego dług publiczny sformułowali jednoznaczne oceny
                            i postulaty pod adresem rządu. Co więcej, wskazali na obszary i grupy
                            społeczne, gdzie problemy zadłużenia mają zasadnicze znaczenie (słusznie
                            uznając, że ewentualna lub raczej konieczna reforma musi opierać się na
                            identyfikacji najbardziej wrażliwych obszarów i grup społecznych).
                            Dlatego warto postawić pytanie, jakie były obecne rządowe reakcje na
                            przebicie się informacji o gigantycznym zadłużeniu Polski.
                            Odpowiedź na to pytanie jest niestety bardzo nieprzyjemna, choć
                            niezaskakująca. Rząd konsekwentnie trzyma się dotychczasowego stylu
                            sprawowania władzy poprzez niepodejmowanie wyzwań. Opracowanie
                            Jabłonowskiego, Müllera i Raffelhüschena stara się "przeoczyć" lub
                            zbagatelizować. Premier nadal mówi o Polsce jako oazie sukcesu, chociaż
                            w świetle tego opracowania jest to oczywisty absurd. Minister finansów,
                            na którym spoczywa obowiązek zarządzania długiem publicznym, się nie
                            wychyla.
                            Rząd dobrze wie o dramatycznej sytuacji. Już we wrześniu ubiegłego
                            roku ukazał się (przemilczany) raport Pawła Dobrowolskiego z Instytutu
                            Sobieskiego "Wysokość długu publicznego Polski", w którym na uwagę
                            zasługiwały dwa elementy. Pierwszy - iż oficjalnie uznawany dług
                            publiczny w Polsce jest mocno zaniżony wskutek manipulacji
                            statystycznych. Drugi - że dług ten wynosi ok. 220 proc. PKB (czyli o 8
                            proc. mniej niż według szacunków przedstawionych we wspomnianym wyżej
                            opracowaniu).
                            • Gość: przegląd mediów Re: Polska na skraju bankructwa finansowego (2) IP: *.toya.net.pl 28.07.10, 20:30
                              Raport Dobrowolskiego skłonił panią poseł Annę Sobecką do
                              interpelacji poselskiej, na którą otrzymała nie tylko wymijającą, lecz
                              wręcz arogancką odpowiedź. W odpowiedzi podsekretarz stanu w
                              Ministerstwie Finansów Dominik Radziwiłł stwierdził, że "Przedmiotowy
                              raport zakłada kwalifikowanie do PDP [państwowy dług publiczny - przyp.
                              red.] również przyszłych, w pewnej mierze potencjalnych zobowiązań,
                              które ciążyć będą na budżecie centralnym, w szczególności z tytułu
                              przyszłych wydatków na renty i emerytury, opiekę zdrowotną czy oświatę,
                              a które nie stanowią tytułu dłużnego". Głównym punktem tego wyjaśnienia
                              jest sprzeciw wobec zaliczania do zadłużenia publicznego "przyszłych, w
                              pewnej mierze potencjalnych, zobowiązań". Radziwiłł stwierdził w imieniu
                              Ministerstwa Finansów, że wszystko jest w porządku, gdyż do tego
                              zadłużenia należy wliczyć jedynie zobowiązania bieżące i wymagalne
                              (czyli niewykonane). Dla osób słabo poruszających się w tej materii ta
                              wypowiedź może wydawać się przekonywająca. A więc warto zatrzymać się
                              nad jej sensem. Przytoczone stwierdzenie ogranicza kwotę długu do
                              zaległych i niezapłaconych zobowiązań ze strony rządowej (i pozostałych
                              instytucji publicznych). Pomija zobowiązania w dłuższym horyzoncie
                              czasowym. Zarządzanie długiem publicznym musi koniecznie opierać się na
                              ocenach tych zobowiązań w dalszej perspektywie; musi sięgać po
                              przewidywania dotyczące narastania długu publicznego i jego
                              konsekwencji. W przeciwnym przypadku zarządzanie długiem jest absolutnie
                              niemożliwe. Wychodzi na to, że rząd (lub minister finansów) nie zarządza
                              długiem publicznym Polski (lub czynią to pokątnie, czego raczej nie
                              można traktować poważnie). Jednak w ramach "polityki śmieciowej" wydaje
                              się to całkiem logiczne.
                              Co to oznacza? Koncentrowanie uwagi na obecnym stanie zadłużenia
                              publicznego i "obcinanie" długu obciążającego następne lata prowadzi
                              do... silnego wzrostu zadłużenia. Czyli przyczynia się do pogłębienia
                              zapaści finansowej państwa. Chodzi o tzw. grzech fiskalizmu polegający
                              na tym, że taka krótkowzroczność powoduje, iż obciążenia budżetowe rosną
                              w latach dobrej koniunktury, zaś pod presją wysokich kosztów są
                              ograniczane w latach dekoniunktury, czyli przebiegają procyklicznie. To
                              zaś tworzy pułapkę zadłużenia, w którą wpada nie tyle rząd, ile całe
                              społeczeństwo. Pośrednio dłużnikiem jest bowiem nie rząd, lecz
                              społeczeństwo.
                              Dlatego wypada przypomnieć, że obecne standardy zarządzania
                              zadłużeniem publicznym wyraźnie zakładają konieczność ujmowania tego
                              zadłużenia w dłuższym horyzoncie czasowym. Tutaj ograniczę się jedynie
                              do przypomnienia zalecenia MFW i Banku Światowego, iż "głównym celem
                              zarządzania długiem publicznym jest zapewnienie, że potrzeby finansowe
                              rządu i jego zobowiązania płatnicze są spełnione przy najniższych
                              możliwych kosztach w perspektywie średnio- i długoterminowej, zgodnie z
                              zasadą ostrożnego ryzyka". Trzeba wyraźnie podkreślić: "w perspektywie
                              średnio- i długoterminowej", a nie doraźnie.
                              Manipulacje statystyczne
                              Radziwiłł w cytowanej odpowiedzi na interpelację poseł Sobeckiej
                              uspokaja, że stosowana przez rząd definicja długu publicznego "jest
                              zbieżna z definicją stosowaną przez Komisję Europejską w ramach
                              procedury nadmiernego deficytu". Definicja - tak, ale metody liczenia -
                              nie.
                              Metody liczenia zadłużenia publicznego w Polsce zdecydowanie
                              naruszają unijną metodologię oceny długu publicznego, a ponadto są to
                              naruszenia tendencyjne. Unijna metodologia opiera się na metodzie
                              memoriałowej (czyli ewidencji faktycznych zobowiązań), w Polsce zaś
                              przyjęto dla liczenia zadłużenia metodę kasową znacznie zmniejszającą
                              kwotę tych zobowiązań (polegającą na pomijaniu odroczonych w czasie
                              płatności). To zresztą było właśnie zasadniczym punktem sprzeciwu w
                              raporcie Dobrowolskiego, który przypomina, że "realistyczne opisanie
                              pozycji finansowej bardziej skomplikowanych podmiotów wymaga księgowości
                              memoriałowej".
                              Czy mamy do czynienia w tym przypadku z "kreatywną księgowością"?
                              Raczej z zalegalizowaniem "kreatywnej księgowości" i wykorzystaniem jej
                              do upiększenia rzeczywistości.
                              W Polsce od dłuższego czasu płyną sygnały o dokonywanych
                              manipulacjach statystycznych. Odpowiedzią rządu na podejrzenia i zarzuty
                              jest odgórne milczenie. Po ujawnieniu tendencyjnego zaniżania długu
                              publicznego Grecji Komisja Europejska (ściślej - Eurostat) zamierza
                              bardziej rygorystycznie przyglądać się rozlicznym manipulacjom
                              statystyczno-księgowym. Jak dotąd rząd Donalda Tuska nic sobie z tego
                              nie robi. A sprawa jest poważna. Bez rzetelnej bazy informacyjnej rząd
                              nie może realizować podstawowych funkcji w zakresie ochrony interesu
                              publicznego. I nie realizuje.
                              Niepokojące wydaje się również to, że także NBP udzielił wyjaśnień
                              dotyczących opracowania Jabłonowskiego, Müllera i Raffelhüschena w
                              podobnym duchu (chociaż nie ciążą na nim zarzuty manipulacji). W
                              niepodpisanym piśmie z 8 lipca br. czytamy, że ich opracowanie dotyczy
                              "obliczenia potencjalnych zobowiązań, które mogą stanowić obciążenie
                              budżetu w przyszłych okresach" (co jest oczywiste). Ale jednocześnie
                              pada stwierdzenie, że to nic nadzwyczajnego, gdyż "podobne obliczenia
                              przeprowadzone dla innych krajów wykazywały wyższy lub podobny poziom
                              luki stabilności". Czyżby fakt, iż gdzieniegdzie wybuchają pożary, miał
                              posłużyć za usprawiedliwienie zaniechania gaszenia pożaru własnego domu?
                              Czy to coś zmieni?
                              Zdaniem uważnych obserwatorów, ujawnienie rzeczywistej skali
                              zadłużenia publicznego Polski powoduje, że obecny rząd jest już
                              skończony. Jeśli się jeszcze trzyma, to wskutek słabej lub opóźnionej
                              reakcji społeczeństwa. Społeczeństwo dało się poznać jako bardzo słabe
                              pod względem wykształcenia i świadomości ekonomicznej. Wielu ludzi
                              uwiodły neoliberalne hasła, w myśl których o sukcesie decydują wyłącznie
                              indywidualne chęci i ambicje, niezależnie od sytuacji społecznej i
                              ekonomicznej kraju. Ci ludzie stali się, choć najczęściej bezwiednie,
                              sojusznikami pasożytów żerujących na majątku publicznym; zagranicznych i
                              krajowych. Teraz ci ludzie będą płacić za swoją lekkomyślność i brak
                              zrozumienia dobra wspólnego.
                              Chociaż może być jak w Grecji, w której kryzys rozpoczął się właśnie
                              od nadmiernego (ukrywanego) długu publicznego. Rządy Konstantinosa
                              Karamanlisa (przewodniczącego liberalnej Nowej Demokracji w latach 2004-
                              2009, partii podobnej do Platformy Obywatelskiej) doprowadziły do
                              niewypłacalności w sektorze publicznym, wystawiając Greków na atak
                              spekulacyjny ze strony międzynarodowego kapitału finansowego. Teraz
                              Antonio Samaras (nowy przewodniczący Nowej Demokracji) pierwszy zażądał
                              postawienia odpowiedzialnych za kryzys przed Trybunałem Stanu,
                              oskarżając ich o zdradę narodową.
                              W kręgach mających dobre rozeznanie w sytuacji społecznej i
                              ekonomicznej Polski zaskoczenia nie widać. Z jednej strony miały one
                              nadzwyczaj łatwe zadanie, gdyż fakty same wskakiwały im do ręki.
                              Wystarczyła elementarna wiedza metodologiczna z zakresu ekonomii i
                              historii gospodarczej, aby uchwycić rzeczywisty stan gospodarki. Ale z
                              drugiej strony stało przed nimi nadzwyczaj trudne zadanie: skruszyć mur
                              milczenia i arogancji rządu oraz mediów. To drugie przychodziło z
                              trudem. Do czasu kiedy sprawy osiągnęły - niestety - skalę katastrofy.
                              Czyli do dzisiaj.
                              Autor jest profesorem doktorem habilitowanym nauk ekonomicznych,
                              pracownikiem naukowym Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych
                              im. Jana Pawła II w Zielonej Górze, wieloletnim wykładowcą analizy
                              koniunktury gospodarczej na Uniwersytecie Warszawskim.
                              • Gość: gosc Re: Polska na skraju bankructwa finansowego (2) IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 13.09.10, 10:40
                                Ministerstwo Finansów: zadłużenie sektora finansów publicznych w II kwartale
                                wzrosło o 4,7%, a kwotowo o 32,7 mld zł i wynosi 721.2 mld zł, z czego ponad
                                40,8 mld zł to zadłużenie sektora samorządowego. Zadłużenie krajowe stanowi 72,1%,
                                natomiast pozostałe 27,9% to zadłużenie zagraniczne. Od początku roku przyrost
                                zadłużenia wyniósł 7,7%. ( 51,5% PKB).
    • Gość: edu Za parę lat Polska znajdzie się z ręką w nocniku IP: 194.150.250.* 20.09.10, 10:09
      www.rmf24.pl/opinie/wywiady/kontrwywiad/news-krzysztof-rybinski-za-pare-lat-polska-znajdzie-sie-z,nId,298326
      • Gość: Augustyn Euro w stronę nicości IP: *.wroclaw.mm.pl 21.12.10, 10:00
        zmierza, choć rok temu "znawcy", "analitycy", "autorytety z tytułami" itede. plus masa forumowych głupków i frustratów, zdawali/ła się na serio wierzyć, że dolar jest do dupy, a waluta UE fajna i "ma przyszłość" (dolar jest do dupy, a euro też jest do dupy).
        Zdecydowana większość naroda wierzy wciąż, że fundusze unijne są "kołem zamachowym" i "zapewnią nam awans cywilizacyjny", dług nie taki straszny, bo wszak to dzięki niemu dziać się może "efekt mnożnikowy" i dlatego rośnie zaufanie do "obozu rządzącego", a nawet i opozycji (która krytykuje rząd nie dlatego, że się zadłuża, ale raczej, bo się zadłuża za mało i "niesuwerennie").
        W każdym razie jak nigdy, jestem przekonany, że otacza mnie masa idiotów, paranoików i ludzi po prostu złych (co samo w sobie zbliża mnie pewno do tej drugiej kategorii bardziej, niż chciałbym przyznać); no i chociaż "poprawnie politycznie" jest wszystkich kochać, bo idą Święta i wszystkie polskie gwiazdy vel celebryci nas przekonują o dobroczynnej ich aurze, to ja się jednak wyłamię i w wątku przez siebie założonym napiszę:
        Nie życzę wam sfrustrowane matoły niczego dobrego w Nowym Roku i mam gdzieś, czy zeżrecie karpia w Wigilię za swoje, czy też musieliście pożyczać w Providencie!
        Wiem, że zamiast na książkę wydacie te trzy dychy na zero koma siedem gorzały, że zamiast myśleć będziecie woleli się uchlać i napchać pierogami, że zamiast porozmawiać będziecie wygłaszać głupkowate przystolne komunałki wszystko jedno, czy jesteście z sekty smoleńskiej, czy platformianego powszechnego chama ruszenia; i mi się nie chce wam życzyć niczego dobrego, bo wy i tak sami się zażyczycie na śmierć dzieląc opłatkiem.
        A tym kilku osobom, które trzy lata temu włączyły się do rozmowy o kryzysie mądrze i po bożemu: dziękuję.
        To będzie ciekawy rok kochani. Ba, i ten i następny też.
        Michał Augustyn
        • debt2010 Pozostaje nicość 21.12.10, 22:07
          Nic dodać, nic ująć.
          Michał Augustyn ma w pełni rację.
    • madox44 "The Economist" o Polsce za różową fasadą 07.01.11, 11:31
      finanse.wp.pl/kat,102634,title,Polska-jest-jak-gmach-co-peka-za-rozowa-fasada,wid,13010119,wiadomosc.html?ticaid=1b8ec
      "Ministrowie w rządzie Tuska wykazują niepokojącą tendencję do taplania się w drugoplanowych sprawach takich jak rozprawa z dopalaczami czy perspektywa nowego publicznego święta", zamiast skoncentrować się na poważnych reformach potrzebnych w administracji państwowej, finansach publicznych i na rynku pracy" - uważa "The Economist".

    • Gość: gosc Re: Kryzys nadciąga... IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 17.01.11, 23:05
      www.money.pl/archiwum/felieton/artykul/drozdziel;moze;nastapic;katastrofa;bo;tusk;byl;malostkowy,186,0,754618.html
      • Gość: Augustyn PO jak PiS IP: *.lodz.mm.pl 01.02.11, 10:52
        Do tej pory podział był jasny:
        PO nic nie robi, ale jest "obliczalna", PiS jest partią nieobliczalnego i lepiej, żeby nic nie robiło (nie dostało władzy).
        Tusku z Rostowskim zdecydowali się jednak łgać " w żywe oczy" i podział przestał obowiązywać.
        Vincent twierdzi, że kasa inwestowana w akcje i obligacje to jest to samo, co obietnica wypłaty większego świadczenia przez ZUS, który żadnych pieniędzy nie gromadzi (wypłaca emerytom, co do niego wpłacimy na zasadzie: z rączki podatnika do rączki emeryta).
        Powtórzmy: z jednej strony mamy realne pieniądze, które na przykład na wypadek naszej śmierci dostanie ktoś z naszych bliskich; pieniądze, które poprzez giełdę zasilają polską gospodarkę i pomagają rządowi wiązać koniec z końcem (również wyłożyć kasę na tzw. środki unijne), z drugiej instytucję działającą jak łańcuszek św. Antoniego-czyli ZUS.
        Ba, OFE zostały "oskarżone" o kupowanie obligacji i już wiadomo, że za długi w Polsce nie odpowiada ten, co się zadłuża, ale ten, co mu pożycza (jako razy wiele prawił Lepper)!
        Vincent postawił też znak równości między długiem publicznym, a systemem emerytalnym; tak jakby za długi państwa nie odpowiadali: górnicy, mundurówka, rolnicy, ponad możliwości państwa zarabiający nauczyciele, lekarze itede. Nikt nie wspomina również o tzw. inwestycjach unijnych, czyli basenach, stadionach itepe., na które trzeba wyłożyć kasę, zanim dostanie się unijne dotacje i które to "inwestycje" (manipulacja językiem trwa w najlepsze) dosyć łatwo realizować za pożyczone pieniądze i które to trzeba będzie utrzymać już za pieniądze zarobione (właśnie utrzymać, bo to nie są żadne inwestycje, które z definicji mają przynieść zwrot zainwestowanych środków i zysk).
        Reasumując: do tej pory mniej więcej było wiadomo, czym różni się Tusk od Kaczyńskiego, a teraz to już chyba wiadomo mniej albo w ogóle.
        Michał Augustyn
        • Gość: turecki Re: PO jak PiS IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.11, 14:50
          A gdzie przeczytałeś, że środki zgromadzone w OFE można dziedziczyć? Nie jest to prawdą. Środki z OFE będą wypłacane tylko emerytowi, który żyje. Żadnego dziedziczenia nie ma.

          OFE kupuje na giełdzie obligacje i to wszystko. Jeśli to jest inwestowanie pieniędzy to ja jestem święty turecki.
          • Gość: Augustyn Nie tylko przeczytałem IP: *.lodz.mm.pl 01.02.11, 19:08
            ale i doświadczyłem.
            Kiedy mój tato zmarł, mama dostała pieniądze.
            Amen
            Kupowanie obligacji to jest rodzaj inwestowania; na pewno jeden ze sposobów oszczędzania.
            OFE MUSIAŁY/MUSZĄ kupować obligacje. Tak stanowi prawo, które określa procentowo jaką część powierzonych im pieniędzy OFE lokują w obligacjach, a jaką moga zainwestować w akcje.
            Tusk mógł zmienić prawo i umożliwić OFE inwestowanie nawet i wszystkich środków na giełdzie.
            To by było na tyle
            • Gość: napisz wiecej Re: Nie tylko przeczytałem IP: *.wroclaw.mm.pl 02.02.11, 01:36
              A możesz napisac blizej jak to wygladalo w praktyce? Dostala zywe pieniadze? Bo wedlug ustawy, srodki zgromadzone w OFE sa po śmierci osoby posiadającej konto przelewane na osobiste konto OFE współmałżonka. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z 2009 roku jeśli współmałżonek nie posiada konta OFE to dziedziczenie pierwszej połowy kwoty wiąże się z koniecznością założenia takiego konta.

              Co więcej "Należy zaznaczyć, że przekazaniu bądź dziedziczeniu podlegają środki wyłącznie w okresie gromadzenia ich na rachunku OFE. Po zakończeniu okresu składkowego środki te przekazywane są do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i w przypadku śmierci danej osoby stanowią własność skarbu państwa, niepodlegającą jakiemukolwiek dziedziczeniu."
              • Gość: Augustyn Ok tato zmarł 4 lata temu IP: *.lodz.mm.pl 02.02.11, 09:06
                więc jeszcze przed orzeczeniem, które przytaczasz.
                Mama nie była w OFE (wybrała tylko ZUS), więc dostała do ręki całą kasę.
                I tak powinno być.
                Nawet jeśli jest od 2009 roku, tak jak piszesz, to znaczy śmierć po okresie składkowym równa się kradziejstwu zgromadzonych w OFE środków, to i tak wolę taką opcję od powrotu w 100% do ZUS-u. Zakładając, że nie dożyję emerytury, zawsze "skapnie" żonie.
                Muszę się przyjrzeć orzecznictwu.
                Hej
            • Gość: krzys Re: Nie tylko przeczytałem IP: *.wroclaw.mm.pl 02.02.11, 01:45
              I jeszcze pare slow o OFE:

              "Od początku istnienia OFE w Polsce do końca 2008 wpłyneło do nich około 120 mld zł, z tytułu prowizji od składek t i tzw. opłaty za zarządzanie pobrały one około 10,6 miliardów złotych tj. prawie 9 proc. przelanych do funduszy składek przyszłych emerytów. Opłata jest procentem od aktywów funduszu a więc zależna od zysków funduszu, ale tylko pośrednio. W 2008 roku fundusze straciły łącznie 22 mld zł, zaś suma opłat za zarządzanie wyniosła łącznie 1,8 mld zł, czyli połowę kosztów ZUS."
    • Gość: lonia Re: Kryzys nadciąga... IP: *.ssp.dialog.net.pl 21.02.11, 13:02
      świeta prawda
      • Gość: Augustyn Ojojoj! IP: *.dialup.ice.net 12.07.11, 11:24
        Obama chce dodrukować więcej zielonych, Grecy już właściwie kaput, Hiszpania poprosi o pomoc (dostanie elastyczną linię w dodrukowywanym zielonym-no, no-surrealizm w cenie), Portugalia też kwiczy, Włosi...
        I biedaczkowie, co wzięli kredyty we franku, czyli walucie bogatej i monetarnie niezależnej Szwajcarii. He, he, jak mi was szkoda niebożątka. Bo stopy procentowe niskie były i są, i ktoś wam doradził żeby się zabawić w spekulanta walutą... Doprawdy, jakże mi przykro...
        Tymczasem Donald przewodniczy i PO nie jest już li tylko siłą przewodnią naszego naroda, ale i instytucji, która choć nie ma uprawnień żadnych prawie, to jednak budzi szacun rodaków głuptaków.
        Donald wygłosi mowę: Jak naprawić łełro i dlaczego się nie da. poda jednocześnie datę naszego wstąpienia. Żeby było jeszcze głupiej, a co mu tam. ważne, żeby powtarzać słowo Europa i pochodne. Słupki będą rosły proporcjonalnie do długu (spoko spoko i na nas czeka elastyczna linia kredytowa w drukowanym przez Obamę zielonym).
        Zanim to wszystko pie... ęknie się skończy, to mafia się musi nachapać. W łódzkich wodociągach można zarobić dysię na rękę, czyli pięć razy tyle, ile ma przeciętny łodzianin, i to nie na stołku prezesa; starczy być "specjalistą". Kurcze, 4600 można dostać za bycie specjalistą od deszczówki i zbiorników na nią! Ha, a jak chcą człowieka zdegradować do takiej właśnie roli "deszczowego chłoptasia", to koledzy radni mówią: ło nie, nas taka hańba dotknąć może kiedyś, nie pozwolimy, no pasaram, ni ch...a po naszemu.
        I dlatego Miasto Łódź rośnie w siłę i łodzianom żyje się dostatnio. I polakom w ogóle. I niech żyje Europa i euro i piłka nożna też.
        Michał Augustyn
        fra Hvaller
        • Gość: Augustyn Obniżka raitingu-dlaczego tak późno? IP: *.gdynia.mm.pl 10.08.11, 14:30
          Obniżony raiting- dlaczego tak późno?

          W niezliczonych komentarzach dotyczących globalnych kłopotów gospodarczych, dominuje
          usilne poszukiwanie takich opisów rzeczywistości (przyczyny kryzysu, propozycje jego opanowania itd.), w których głównym winowajcą jest: rynek, neoliberalni dogmatycy, spekulanci, a ostatnio agencje raitingowe.
          Obniżka rajtingu S.Z do AA+, to zdaniem jednego z noblistów „hucpa”; a reakcje rynków to nic innego, jak panika; w ogóle rynki reagują histerycznie powodowane nie racjonalną analizą posiadanych informacji (od teorii o rynkach doskonale poinformowanych, doszliśmy do kontr teorii o rynkach notorycznie niedoinformowanych, wprowadzanych w błąd itd., itp.), ale stadnym instynktem bezmyślnych zwierzątek (cokolwiek by to miało znaczyć, bo ucieczka np. stada owiec przed wilkiem, choć wygląda na chaotyczną, ma wszak spory element racjonalności; jej celem jest utrudnienie wilkowi realizacji celu i minimalizacja strat).
          Niewielu komentatorów ekonomicznych chce pytać, czy istnieją fundamentalne powody, dla których powołane do tego agencje, wysyłają rynkom i zadłużonym rządom ostrzegawcze sygnały. Nieliczni chcą pytać, posiadających jakikolwiek kapitał o przyczyny ich „irracjonalnych” zachowań.
          Znacznie prościej jest zwalić winę na kapitał spekulacyjny, który przecież w sytuacji zbilansowanych budżetów ma nikłą szansę, by „zachwiać” kursem jakiejś waluty. Bardzo łatwo jest stawiać tezę o tym, że Stany Zjednoczone nie mogą zbankrutować (nie i już!), bo jakby co, to Fed dodrukuje zielonych po raz kolejny. Dużo trudniej jest zrozumieć, że np. ciężko pracujący i wciąż relatywnie biedni Chińczycy, którzy od 20 lat sponsorują nadmierną konsumpcję Amerykanów, chcieliby mieć pewność, że siła nabywcza dolara będzie co najmniej taka jak w momencie zakupu jankeskich obligacji. Kto by się tam przejmował Chińczykami i ich narzekaniem na amerykańską nieodpowiedzialność. Kto by się wysilał pytać o globalny system rezerw oparty o jedną walutę, która już nawet nie udaje, że jest czymś więcej niż tombak.
          Żądanie, by pieniądz znowu coś znaczył, by wyceniał wartość towarów i usług, obsługiwał transakcje, służył gromadzeniu dóbr i co za tym idzie, zachowywał stabilną wartość, jest dzisiaj żądaniem obrazoburczym.
          Podaż pieniądza i jej kontrola sprawowana przez banki centralne, rządy i parlamenty (stanowiące prawo, w ramach którego można było handlować bez opamiętania instrumentami pochodnymi), nie stanowi dzisiaj żadnego problemu. Naczelnymi hasłami ekonomii doby kryzysu, ekonomii post i anty neoliberalnej, są: stymulacja, luzowanie polityki pieniężnej i efekt mnożnikowy (każdy wydany przez rząd złoty, przyniesie cztery złote więcej PKB; kto nie wierzy niech pojedzie do Zimbabwe).
          Nieważne jest historyczne doświadczenie, które mówi (o fakty się trudno spierać), że teorie świętej pamięci J.M. Keynesa już raz wepchnęły Zachodnią Europę w rzeczywistość inflacji, wysokiego bezrobocia, niskiej efektywności pracy i takiej właśnie konkurencyjności.
          Nieważne są doświadczenia przedwojenne, które pokazują jak wyzbycie się rezerw złota (wojna jest zawsze bardzo kosztowana i nigdy nie stymuluje gospodarki dłużej niż trwa) i chaos monetarny spowodowany fikcyjną spłatą wzajemnych reparacji (mający je spłacać pożyczali na ich spłatę u wierzycieli, a kiedy już pożyczać i obsługiwać długu nie mogli, to drukowali papierowy pieniądz- vide: hiperinflacja w Niemczech), doprowadziły do największej tragedii w dziejach ludzkości-czyli II wojny światowej (w każdym razie wydatnie się do wybuchu wojny przyczyniły).
          A już najmniej ważni są ci, co jak Chińczycy zamiast wydawać wszystko, co udaje im się zarobić i dodatkowo zapożyczać się jak bardzo i na ile się da, potrafią oszczędzać, dając tym samym gospodarce i rządom możliwość kredytowania ich przedsięwzięć (w przypadku banków owe przedsięwzięcia mają pomnożyć kapitał; w przypadku rządów pożyczone pieniądze służą najczęściej realizacji programów uszczęśliwiających; przy czym obdarowani przez rządy np. dopłatami do domów, które im się po prostu należą, nigdy nie widzą skąd wujek Sam bierze środki na realizacje idei równości i sprawiedliwości).
          Jeżeli dziesiątki milionów oszczędnych obywateli świata stracą swoje oszczędności ulokowane w rządowych papierach wartościowych, winni będą spekulanci i rynkowy chaos.
          I jedno jest tylko antidotum, które zaradzi podobnym nieszczęściom w przyszłości: odgórnie przyjęty plan, kontrolowany przez być może mega komputer, który nie pozwoli na „zmienność nastrojów”, „chaos”, „spekulacje”, „bańki”, zaplanuje popyt i podaż, a może nawet jak marzył „wielki romantyk” Che, zniesie pieniądz.
          Już dzisiaj możemy ogłosić konkurs na imię dla tej maszyny:
          „Fidel The Boss”, Che No Krisis”, a może „Mao The Dream”...
          Tak, czy siak powinniśmy w imię anty neoliberalnego buntu apelować do wszystkich mających jakiekolwiek aktywa i pasywa: nie spieniężajcie ich, nie pozwólcie się manipulować agencjom raitingowym i skompromitowanym neoliberałom! Wasze pieniądze przepadną, ale jakaż to będzie piękna katastrofa...

          Michał Augustyn
          • Gość: jan ek U kogo są zadłużeni ? IP: *.toya.net.pl 17.08.11, 22:02
            Bo ten, który u mnie jest zadłużony, ma to za nic - nic jemu to nie przeszkadza, bo nie zamierza oddać a słusznie (?) liczy, że mu ryja nie obiję. I jako zadłużony żyje dobrze, natomiast ja również żyję dobrze, bo stać mnie było na to, żeby u mnie się zadłużył.
            Bo tak jest w przyrodzie - jak wyparuje z jeziora to będzie w chmurach, a jak spadnie z chmur to może trafi w morze.
            • Gość: Augustyn Dwa rodzaje pieniądza IP: 90.149.22.* 30.08.11, 23:37
              Dwa rodzaje pieniądza, czyli masz wybór czytelniku.

              Są dwa rodzaje pieniądza: pieniądz Friedmana/Balcerowicza i „pieniądz” Keynesa/Krugmana.

              Pierwszy pieniądz służy wymianie, wycenie (towarów, usług-wszystkiego, co jest przedmiotem wymiany na rynku) i gromadzeniu.
              Drugi „pieniądz” służy stymulacji (popytu).
              Pierwszy odnosi się przede wszystkim do skali mikro: jakiś Kowalski produkuje towar X, którego potrzebuje Nowak; ten z kolei wytwarza dobro Y (albo dostarcza usługi), którego łaknie Kowalski. Obydwaj panowie mogą się wymienić, bo obydwaj posiadają coś na wymianę. A posiadają ów towar na wymianę, bo go wypracowali. Pieniądz zwany przez nas pierwszym, taką wymianę im ułatwia. Jest on jednak zawsze wtórny wobec ich pracy. Popyt Kowalskiego i Nowaka określa ich „zdolność” podaży (innymi słowy: tyle kupią, ile wytworzą/wypracują).
              „Pieniądz” drugi ma za nic możliwości wytwórcze Kowalskiego i Nowaka („pieniądz” drugi kocha skalę makro i świat idei). Nie przejmuje się też, co za niego zostanie kupione. Najczęściej kupowane za „pieniądz” drugi są roboty publiczne. Albo też modernizacja tego, co stanowi własność państwa. Może to być na przykład modernizacja szkół. Zauważmy, że o ile pieniądz pierwszy służy wymianie konkretnych dóbr, między bardzo konkretnymi podmiotami na rynku (najczęściej po prostu ludźmi); o tyle „pieniądz” drugi nie służy wymianie, a kupowaniu czegoś, co ma się przydać wszystkim. Można też powiedzieć, że „pieniądz” drugi służy najpierw kupowaniu idei (bo „modernizacja szkoły” nie ma przecież desygnatu). I tu pojawia się najważniejszy problem z „pieniądzem” drugim.
              Otóż ideę pt. „modernizacja szkoły” trzeba czymś wypełnić. Załóżmy, że w ramach modernizacji, do szkoły zostają zakupione komputery i inne „pomoce naukowe”. Wszystko, na co wydano „pieniądz” drugi zostało przez kogoś wyprodukowane. Ten ktoś dostał do ręki (na konto) tak samo wyglądający papier wartościowy (zapis elektroniczny) jak pieniądz pierwszy. Z pozoru bowiem, mający stymulować „pieniądz” drugi, nie różni się niczym od pieniądza pierwszego.
              Jeżeli więc ów „pieniądz” drugi wygląda tak samo, to Kowalski będzie go używał jak pierwszego; na przykład zechce go wymienić na inny towar. Ale przecież za „pieniądzem”, który Kowalski otrzymał, nie stoi żadna praca! Żaden inny towar, czy usługa nie została dostarczona na rynek. Innymi słowy, Kowalski za swoją pracę dostał kawałek papieru z drukarni. I tyle. Oczywiście Kowalski na razie nie wie, że ma do czynienia z „pieniądzem”, który różni się od tego, do którego przywykł.
              Przecież „pieniądz” drugi wypuszcza do obiegu ten sam monopolista, który odpowiadał za pieniądz pierwszy. Ten sam rząd i bank centralny, który obiecywał stać na straży wartości pieniądza, czyli dostarczać go rynkowi w miarę przybywania pochodzących z pracy dóbr i usług, teraz wypuszcza identycznie wyglądający „pieniądz” drugi.
              Po jakimś czasie staje się jasne, że za „pieniądze”, które otrzymuje Kowalski dostarczający towarów i usług do sektora publicznego, nie można kupić towarów produkowanych przez Nowaka, albo też można ich kupić relatywnie mniej. Kowalski w sposób nader dla siebie przykry zapoznaje się ze zjawiskiem inflacji (jedyna pociecha, że zmodernizował szkołę, do której być może uczęszcza jego dziecko).
              Rośnie góra „drugiego” pieniądza, który miał stymulować i chronić przed recesją, czyli największym złem z jakim może się zetknąć człowiek współczesny.
              Z pojęciem stymulacji wiążą się bezpośrednio kłopoty Nowaka.
              Otóż Nowak wprawdzie nie jest leniem i wytwarza towary potrzebne Kowalskiemu, ale władował się w tarapaty, bo założył, że na jego produkt będzie znacznie więcej chętnych niż się w rzeczywistości okazało. To przekonanie Nowaka było na tyle wiarygodne dla innych, że instytucja zwana bankiem udzieliła mu pożyczki na zwiększenie produkcji. Dostarczono więc na rynek w dobrej wierze, jakąś ilość nowego pieniądza (za który to Nowak miał kupić maszyny, dzięki którym z kolei zwiększył produkcję, na którą to miało być zapotrzebowanie). Nowak tak mocno uwierzył w szanse powodzenia, że pożyczył dodatkowe pieniądze na zakup luksusowego jachtu, który miał zamiar spłacić ze sprzedaży zwiększonej produkcji… itd. (konsumpcja wyprzedziła dochód).
              Takie zachowanie Nowaka sprawiło, że wszystkie wskaźniki gospodarcze poszły w górę (od PKB, po „nastroje konsumentów”).
              Bank miał dodatkowe zabezpieczenie (obok sensownego biznesplanu): Nowak posiadał dom, a jak wiadomo „ceny domów musiały rosnąć”. Ceny domów po prostu już tak mają.
              Rzeczywistość stanęła jednak w poprzek planów Nowaka (rzeczywistość w odróżnieniu od cen nieruchomości, naprawdę tak ma). Okazało się, że przeszacował on zapotrzebowanie na swoje towary. Co więcej, cena domu, w którym mieszkał, nagle spadła, bo zaciągający kredyty hipoteczne zauważyli wreszcie, że dom jest takim samym towarem jak inne i nie ma powodu, żeby zgadzać się na jego kupno za każdą cenę; tylko dlatego, że w chwili zakupu nie trzeba mieć pieniędzy odłożonych, tylko pożyczone (no i dlatego, że: „cena domu po prostu…” itd.). Te pożyczone na dom pieniądze trzeba przecież oddać, wykonując jakąś pracę (wycenianą w pieniądzu); pracę, której inni mogą potrzebować raz mniej, a raz bardziej i za którą mogą raz chcieć zapłacić więcej, a raz mniej.
              Nowak zaczął mieć kłopoty ze spłatą zobowiązań. Podkreślmy tu pojęcie zobowiązania; Nowak przecież obiecał oddać z odsetkami pieniądze, za które ci, którzy mu je pożyczyli, mieli nadzieję kupić jakieś towary. Innymi słowy mieli określone wyobrażenie o sile nabywczej pieniądza, który Nowak im odda.
              Nowak jednak nie jest po prostu w stanie tego zrobić. No i nie tylko on ma kłopot. Kłopot ma też bank, który obiecał strzec powierzonych mu oszczędności, a „władował” je w przedsięwzięcie Nowaka. Kłopoty mają ci, co kooperują z Nowakiem dostarczając mu półproduktów i surowców potrzebnych do wytwarzania towaru, który Nowak miał nadzieję… itd. Ba, ci współpracujący z Nowakiem też uwierzyli, że jego wizja się ziści tak bardzo mocno, że kupili na kredyt samochody, a nawet lodówki wytwarzające różno smakowe i kolorowe kostki lodu… Nowak nie płaci, bo nie z czego, kooperujący też nie, bo Nowak nie płaci… Tworzą się „zatory płatnicze”, które zapowiadają najstraszniejsze zjawisko w dziejach ludzkości… tak właśnie: recesję!
              I tu pojawia się zbawcza ręka „pieniądza” drugiego, czyli stymulacja.
              Żeby uniknąć przeceny siły nabywczej Nowaka (i tysięcy takich jak on, którzy przeszacowali swoje możliwości) i straszliwego zjawiska zwanego recesją (Nowak straci fabrykę i jakiś czas będzie musiał obejść się bez jachtu; ba, może nawet nie będzie go stać na obiad składający się z dwóch dań), należy Nowakowi jak najszybciej dać do ręki „pieniądz” drugi. Jest to lekarstwo, które można przyrównać tylko do perpetum mobile. Nic tak nie kręciło wszelkiej maści hochsztaplerów, jak machina działająca sama z siebie, bez przerwy, bez utraty energii i bez jej źródła. Perpetum mobile istnieje. I już. Kto nie wierzy, niech patrzy, co wyprawiają banki centralne od Fed-u po EBC.
              Co „pieniądz” drugi zmieni w życiu Nowaka? Czy Nowak na powrót zyska możliwość wytwarzania takich i tylu towarów, których potrzebuje Kowalski? Czy Nowak „pieniądzem” drugim będzie miał możność, spłacenia swoich zobowiązań?
              Twórcy pomysłu, że na kłopoty Nowaka najlepsze są rozgrzane do czerwoności prasy drukarskie mennic banków centralnych, powiedzą: najważniejsze, że Nowak będzie mógł kupować.
              A Ty jak uważasz Forumowiczu?
              Który z dwóch rodzajów pieniądza wybierasz: ten Friedmana/ Balcerowicza, czy Keynesa/Krugmana?
              Bo ja wybrałem kiedyś ten pierw

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka