Gość: mnia
IP: *.vline.pl / 172.16.12.*
08.08.03, 14:30
Jednej rzeczy nie rozumiem. Najpierw jest informacja, że kolega
załatwił im lepszą prace w Denver, a potem na koniec, że umowy o
pracę były fałszywe i nikt na nich na lotnisku nie czekał. To
kto w końcu załatwiał tę umowę: Almatur czy kolega? Poza tym
przecież należy się osobiście skontaktować z pracodawcą,
telefonicznie lub przez mail. Znam system szukania pracy podczas
takiego programu i albo są targi pracy (rozmawia się z
przedstawicielami różnych pracodawców, ewentualnie podpisuje sie
umowę, dostaje do łapki i fru z tą umową do biura, żeby można ją
było przesłać do partnera amerykańskiego, student dostaje
skserowaną kopię), albo szuka się pracodawcy na własną rękę,
Almatur ewentualnie pomaga. Moja konkluzja jest taka: albo
artykuł jest nierzetelny, albo studenci coś tutaj kręcą. Poza
tym w broszurze informacyjnej partnera amerykanskiego jest
informacja, że należy stawić się tam, gdzie mamy być
zatrudnieni, inaczej mogą być problemy. Współczuję bardzo tym
trzem osobom, ale na mój gust są tutaj jakieś nieścisłości. W
razie chęci kontaktu, dyskusji lub wyjaśnień podaję swój mail:
mnia@gazeta.pl