Gość: barnaba
IP: *.lodz.msk.pl
13.10.08, 17:18
lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/908603.html
<<<<<<<<<<<<<<<
Rozmawiamy z dr hab. inż. arch. Jackiem Wesołowskim, pracownikiem naukowym
Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej, zajmującym się
m.in. infrastrukturą komunikacyjną dużych miast.
Łodzianie narzekają, że jeżdżenie po Łodzi nadal jest drogą przez mękę. Że jak
trzy miesiące temu, przed urlopami, jeździli w żółwim tempie, tak jeżdżą.?
<>Jacek Wesołowski:- To prawda. Nie twierdzę, że tak jest na wszystkich
ulicach, ale to, co się dzieje w mieście jest rzeczywiście wyjątkową szkołą
charakteru dla kierowców. Mówię to z perspektywy siodełka rowerowego, bo
samochodem nie poruszam się w ogóle. Nie dotyczą mnie więc problemy związane
ze staniem w korkach - zawsze się jakoś przecisnę...
Łódź jest rozkopana w ponad osiemdziesięciu miejscach z powodu remontów, m.in.
wodociągów i kanalizacji. Remonty nawierzchni ulic tak naprawdę dopiero się
zaczęły i potrwają jeszcze cztery lata. Co pan na to?
<>- Z jednej strony, to dobrze, że sporo się inwestuje w remonty, a kumulacja
tych prac zapewne wynika z terminów unijnego dofinansowania. Ale źle, że
władze miasta prowadzą jakąś niezrozumiałą grę. Przecież to nie było uczciwe,
że prawie pół roku nic nie robiono od chwili zamknięcia głównej trasy
tramwajowej biegnącej Piotrkowską i Kościuszki. Efekt tego opóźnienia jest
taki, że dojazdy stały się udręką, a o funkcjonującym nieźle układzie linii
tramwajowych z 2001 r. już dawno zapomnieliśmy. Problem jest jednak szerszy:
moim zdaniem nie wszystko, moim zdaniem, co się robi, jest dobrze przemyślane.
Obawiam się, że nie ma w tym wszystkim odpowiednio nowoczesnej wizji.
Chyba jakaś wizja jest, bo przecież przecięto wstęgę z okazji otwarcia
obiecanego Łódzkiego Tramwaju Regionalego?
<>- Właśnie ŁTR uprawnia mnie do poprzedniej uwagi. Obiecanego systemu
"inteligentnej" sygnalizacji na razie nie ma, ale może będzie. Wysepki
przystankowe są tak krótkie, że dłuższe składy się nie zmieszczą. Szczelina
między krawędzią peronu a podłogą nowoczesnej PESY jest taka, że wątpię, czy
osoba na wózku będzie mogła sama się wtoczyć do wagonu. Jakość
architektoniczna całej oprawy powinna być wysoka - a jest najwyżej bardzo
przeciętna. No i najważniejsze: tramwaj nie jest wcale "regionalny". O tym, że
Pabianice nie chcą tej inwestycji, wiadomo było od kilku lat. Gdyby nie
zamiatano tego pod dywan, to było dość czasu, by zaprojektować przyzwoity
przystanek przesiadkowy. Dzisiaj ze zgrozą patrzę, jak ludzie w Chocianowicach
niemal się tratują na wąskim przejściu skrajem ruchliwej jezdni między wagonem
podmiejskim a "jedenastką". Tam kończy się bajka o ŁTR. Jedno, co jest, to
równe tory. Ale czy Łódź tylko na to stać?
Czy istnieją w Europie jakieś strukturalne rozwiązania, które można by
wykorzystać w Łodzi?
<>- Wzory są gotowe. Najlepiej zorganizowane pod tym względem są kraje
germańskie ze Szwajcarią, a dogania je Francja. Tam przebudowuje się
infrastrukturę komunikacyjną, tak by sprzyjała zachowaniu i rewitalizacji
tradycyjnego miasta - co oznacza rozumne gospodarowanie przestrzenią dla
samochodu, modernizację transportu publicznego, dbałość o pieszego i
rowerzystę. Rozwiązania są na tyle przekonywające, że potrafią "wyciągnąć"
wielu ludzi z samochodów. Tego u nas się niestety nie robi. Bankier jadący
tramwajem jest w Polsce czymś absurdalnym - w Szwajcarii to norma.
Przecież drogi w mieście rzeczywiście są w fatalnym stanie i remonty są potrzebne.
<>- Nie powiedziałem, że nie są. Chodzi mi jedynie o to, że zanim zaczęto
przebudowę układu komunikacyjnego, trzeba było najpierw ustalić, które drogi
są naprawdę niezbędne, a które nie. Zasada jest taka: do śródmieścia powinno
jak najwięcej ludzi przychodzić, przyjeżdżać rowerem, tramwajem i autobusem
MPK, a tylko około 20 procent dojeżdżających mogłoby korzystać z samochodu.
Jak jest dzisiaj w Łodzi, trudno powiedzieć, bo ostatnie opublikowane
kompleksowe badanie ruchu odbyło się w 1994 r.! Dlaczego nie ma nowszych badań
albo dlaczego się ich nie publikuje, pozostaje tajemnicą zarządzania tym
miastem. Trzy lata temu nie było na przykład wiadomo, ile ruchu kołowego w
centrum ma charakter tranzytowy, a właśnie przejeżdżanie samochodem przez
centrum to pierwsza rzecz do eliminacji w dobrej polityce transportowej.
MPK nie zachęca ludzi do zostawiania aut w garażu. Łódzki tramwaj i autobus
jest nadal brudny, głośny, niepunktualny, jedzie strasznie wolno.
<>- Bo albo ma nadal rozsypujące się torowisko, albo tkwi w korku. To wszystko
znowu wynika z faktu, że długie lata inżynieria drogowa w Łodzi faworyzowała
samochody. A przecież kilkanaście lat temu niemal połowa łodzian wybierała
tramwaj lub autobus, a nie samochód! Kiedyś zaproponowaliśmy, żeby postawić
metalowe pachołki w połowie drogi między skrzyżowaniami pośrodku kwartału
objętego zakazem ruchu samochodowego, co natychmiast zlikwidowałoby przejazdy
tranzytowe tą ulicą. Dla najprostszych rozwiązań nie ma jednak zrozumienia.
Zgaduję, dlaczego: przecież Piotrkowska, nawet z czynną Zachodnią, służy
samochodom pędzącym na sygnale. Służy, służyła i pewnie będzie służyć, bo po
zakończeniu przebudowy Zachodniej korek będzie, jak był. Błędne koło...
Jak je przerwać?
<>- Trzeba postawić na otwieranie obwodnic łączących dzielnice bez potrzeby
przecinania centrum miasta. Najpilniejsza powinna biec od dworca Łódź
Fabryczna, z ominięciem nieczynnej zabytkowej elektrowni, i dalej ul. Targową.
Odciąży to skandalicznie zatłoczoną ul. Kilińskiego. Proponowaliśmy, żeby na
razie przez teren nieczynnej elektrowni ułożono jezdnię choćby ze zwykłych
płyt, ale nikt się tym nie zainteresował. Bodaj jeszcze pilniejsza jest
wewnętrzna obwodnica biegnąca ulicami: Karskiego, Żeligowskiego, Łąkową.
Znaczna część aut przestałaby się pchać na Zachodnią i al. Kościuszki. To
otworzyłoby możliwość "ucywilizowania" otoczenia ŁTR-u. Nie domagam się
wycofania samochodów ze śródmieścia. Chcę wyeliminować jedynie ruch tranzytowy
przez centrum, skończyć z dominacją samochodu w śródmiejskich ulicach, bo to
najgorsze, co mamy.
Jest jakiś sposób na rozładowanie korków bez oglądania się na wielkie
inwestycje drogowe?
<>- Bez tych większych inwestycji się nie obejdzie. Ale nie tylko w nich
ratunek. Metod jest wiele. Na przykład w Amsterdamie wymyślono sposób, który
ułatwiłby ruch autobusów na naszym rondzie Lotników Lwowskich - jadą tam one
po torze tramwajowym. Proste i stosunkowo tanie. Ile jest takich miejsc, gdzie
pozwoliłoby to pojazdom MPK ominąć korek, np. na Rzgowskiej czy Kilińskiego?
Niestety tego wszystkiego nie zrobiono. Zrobiono natomiast duży krok na
Piotrkowskiej, wprowadzając wyniesione platformy ułatwiające wsiadanie. Ale
jak zwykle zapomniano o rowerzystach, którzy nadal nie mają swoich pasów. A
właśnie rowery w mieście tak płaskim, jak Łódź, mogłyby przejąć znaczącą część
ruchu - niechby i 5-10 procent. Nimi najłatwiej poruszać się po śródmieściu, a
odkryli to już dawno w Kopenhadze czy Amsterdamie.
Namawiałbym nasze władze, żeby zaczęły przełamywać różne tabu. Na przykład w
Krakowie powstała pierwsza chyba w kraju ścieżka rowerowa pod prąd. W
śródmieściu jest dużo jednokierunkowych ulic, na przykład Jaracza,
Więckowskiego, rowerzyści jeżdżą po nich wąziutkimi chodnikami - a powinny być
pasy pod prąd. Ale to jest herezja w oczach niektórych łódzkich inżynierów
komunikacji.
/>>>>>>>>>>>>>>
Nic dodać, nic ująć.
Pozdrawiam Autora