vladip
16.10.08, 20:10
po kilkudniowym spektaklu można dziś zrobić pewne podsumowanie, otóż
Prezydent poleciał gdzie chciał polecieć, wszedł gdzie chciał, po czym wyszedł
bo dyskusja była zapewne nudna i techniczna.
potem zjadł uroczystą kolację, udzielił płomiennego wywiadu Krwawej Monice,
spóźnił się (choć biegł) na 2 minutową dyskusję o Gruzji, po której tak wiele
sobie wszak obiecywał i wrócił do kraju. prawdopodobnie w czasie kiedy nie był
na sali spotkał się z tymi, którzy też z różnych względów na sali nie byli.
no i wypadało by teraz zapytać po co to wszystko? i czy było warto?
bo przecież Prezydent nie jechał na szczyt po to, żeby blokować kandydaturę
Wałęsy.
nie wierzę też że w Brukseli dają lepsze żarcie...
ani nie jechał nawet po to, żeby poćwiczyć sprint...
otóż moim zdaniem prezydent pojechał tam bo został dopieszczony przez innego
faceta.
został dopieszczony przez swojego dobrego kamrata francuza. a został
dopieszczony, bo dobry kamrat francuz potrzebuje od naszego prezydenta
jednego małego podpisu, po który wybierze się w odwiedziny w okolicy grudnia.
i jeżeli ten plan się powiedzie to obecne szczytowanie znajdzie swoje
szczęśliwe rozwiązanie.