Gość: Baker IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.01.09, 21:48 "Są powody do radości! ... W Limerick pracę straci 1,9 tysięcy osób." No naprawdę ... cios poniżej pasa - cieszyć się z czyjegoś nieszczęścia Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: obserwer Re: Dell z Irlandii idzie do Łodzi IP: 195.69.83.* 08.01.09, 22:04 a czytać ze zrozumieniem w szkole nie uczyli ? wg. mnie możemy sie cieszyć (i jest do tego powód)ze w Łodzi oddział nie zostanie zamknięty (tu pracę straciło by więcej osób). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tgv Re: Dell z Irlandii idzie do Łodzi IP: *.4web.pl 09.01.09, 00:56 "a czytać ze zrozumieniem w szkole nie uczyli ?" widac w twojej nie uczyli. ekonomika jest "zmienna kochanka" i kto wie co sie wydarzy w Lodzi w przyszłym roku. tu radosc nie jest wskazana. [tym bardziej jak wyzej napisano z czyjegos nieszczescia] to nie zarzad Łodzi zdecydował o przeniesieniu sie Della do Polski i nie on bedzie go tu zatrzymywał. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Elwisz Czosnek Re: Dell z Irlandii idzie do Łodzi IP: *.toya.net.pl 09.01.09, 08:56 Gość portalu: obserwer napisał(a): > a czytać ze zrozumieniem w szkole nie uczyli ? > wg. mnie możemy sie cieszyć (i jest do tego powód)ze w Łodzi oddział nie > zostanie zamknięty (tu pracę straciło by więcej osób). No właśnie nie uczyli? „Dziś zatrudnia 1,8 tys. osób. ” - to o zakładzie w Łodzi. „W Limerick pracę straci 1,9 tysięcy osób.” Do autora artykułu - zestawienie delikatnie pisząc - niefortunne. Powód do radości z powodu czyjegoś zwolnienia. Przecież to można było inaczej napisać. W innym wierszu choćby. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxx Dell z Irlandii idzie do Łodzi IP: *.toya.net.pl 08.01.09, 22:56 nie ma z czego się cieszyć, to oznacza tylko, ze za rok dell może zwinac interes w lodzi taką sama lekka reka jak zwija w Iralandii Odpowiedz Link Zgłoś
ptr0 Re: Dell z Irlandii idzie do Łodzi 09.01.09, 12:45 Noo i przeniosą się na Białoruś, bo tam jeszcze mniejsze ochłapy można płacić pracownikom... Odpowiedz Link Zgłoś
zalobanarodowa Dell z Irlandii przenosi się do Łodzi 09.01.09, 09:47 Przenoszą do Łodzi bo tu mogą płacić ludziom ochłapy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: derwyt Dell z Irlandii przenosi się do Łodzi IP: *.chello.pl 09.01.09, 10:55 ktoś to kiedyś zaczął i sprowadził tego DELLa do Łodzi teraz też pewnie sami nie przyfrunęli ... Oby sie udało ! brawo Łodź Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Goście Dell z Irlandii idzie do Łodzi IP: *.mnc.pl 09.01.09, 15:05 Dobra wiadomość ale dlaczego to zrobili? Ano dlatego, że tu płaci się tyle ile się płaci. Gdyby nie to w życiu Dell nie podjął by takiej decyzji. Tak to czytam i porównuję z artykułem Młodzi w Łodzi bezkonkurencyjni. Właśnie kto tam pracuje? Zapewne nie absolwenci uczelni państwowych i to dobrych kierunków bo taki w życiu się nie zgodzi na stanie przy taśmie za 1500. Tak właśnie Łódź dba o absolwentów!!! Ale cieszę się, że inni znajdą tam pracę i zasilą i tak swoje nędzne budżety domowe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robotnik Czy nie dręczyło Cię pytanie, dlaczego Chińczyk IP: 217.76.112.* 09.01.09, 16:11 Czy nie dręczyło Cię pytanie, dlaczego Chińczyk pracuje za "miskę ryżu”? Dlaczego ci ludzie nie protestują mówiąc, że to niesprawiedliwe? Od wielu lat w Polsce da się słyszeć narzekanie, że pracujemy za zbyt małe wynagrodzenie. Problem jest stary jak Świat. Jest chyba bardzo niewielu ludzi na świecie, którzy mogliby orzec, że pracują za "godziwe wynagrodzenia", zapewne jest wśród nich tatuś Paris Hilton i Bill Gates. Ktoś w komentarzu do jednego z moich artykułów wspomniał coś o sile nabywczej pieniądza, a także o magicznym pojęciu "wydajności pracy". Ponoć w "Europie" mamy większą "wydajność pracy" i "większą siłę nabywczą euro w stosunku do złotówki", stąd wyższe zarobki europejskie i zarazem "można nabyć więcej dóbr za podobną liczbę euro, co złotych". Tak w tym zdaniu jest sprzeczność, osoby pisujące komentarze zdaje się tego nie zauważają. Banał Kurs euro to przeciętnie 3,7 PLN, czyli gdy zarabiamy około 800 zł mamy niecałe 220 euro. Przeżycie w Polsce za 800 zł jest nie lada wyczynem, ale spróbujcie zrobić to za 220 euro w Niemczech. Także 800 euro to bardzo skromny zapas gotówki. Zarabiając "tam" 800 euro i żyjąc "tu" mamy około 1700 złotych. Dziwne prawda? Czyżby w "Europie" wszystko było droższe, dlatego "tam" zarabia się więcej? Nie sądzę, Paliwa trzymają się na podobnym poziomie, komputery i elektronika też... Mit wydajności Rozmawiałem z ludźmi, którzy pracowali w budowlance w Danii, wiecie jak wygląda wymiana okien w Danii? Przyjeżdża kontener, instaluje się generator prądu i czajniki na herbatę. Następnego dnia ekipa stawia rusztowanie. Trzeciego wreszcie, wymiana okien; pracują tak, aby się nie zmęczyć, jedno okno - jeden dzień. Każdy polski szef zwolniłby taką ekipę po pierwszej godzinie pracy. To pewne. Jednakże tamtejszy robotnik zarabia od 2000 do 3000 euro minimum. Czary? Nie, presja związków. Dodam tylko, że Polak w Polsce wstawi to samo okno w 6 godzin. Bez herbaty, wspomagany lokalnym browarem. A, i za max. 50 euro (~200pln). Co z tego? Nic, poza tym, że chińczyk zrobi to za 10 euro i przyniesie własną herbatę i kanapki. Jak to więc się stało, że większą wydajność pracy w Polsce ceni się znacznie mniej? Otóż przyzwyczajenie, "socjalistyczne" przyzwyczajenie do "ustalonej stawki". Dysproporcja między ceną miski ryżu w Europie, a ceną w Chinach, powoduje, że robotnik z Pekinu za np. podwójną stawkę (dwie miski ryżu) pracuje z maksymalną wydajnością. W dodatku wydaje mu się, że złapał "Buddę za nogi". Niech zatem chiński pracownik, odwiedzi Berlin. Zapewne stać go będzie na miskę ryżu i zapałki (nie wspominając o kosztach przejazdu). Chiński zbieracz jabłek "wyciąga" 25 centów za godz. (Na podstawie Good Fruit Grower, 15.01.2005) Zapewne wszyscy pamiętacie jak jeszcze 4-5 lat temu najtańszy notebook w popularnych marketach kosztował okrągłe: 4999,99 PLN; dziś laptop "wyrwiemy" za 1999 PLN. Technologia staniała? Nie! Tajwan wcielono do Chin, producenci dogadali się z rządem ChRL i ustalono stawki. To co wieszczono jako zagładę "demokracji" okazało się zbawieniem. Ma to swoje ponure zalety Druga Wojna światowa spowodowała pewne katastrofalne dla krajów tzw. "imperialistycznych" skutki. Mianowicie do końca lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku wszystkie te kraje straciły swoje główne kolonie, a za tym możliwość bogacenia się kosztem pracy niewolników lub pracowników opłacanych kuponami do tzw. "company store" - sklepach prowadzonych i zaopatrywanych przez firmę. Naturalną konsekwencją jest, że firmy szukają obniżenia kosztów. Najprościej obniżyć koszty pracownicze. Zamiast budować fabryki i zatrudniać rodzimych robotników, można zlecać wykonawstwo krajom, które mają dużą rozbieżność w wymienialności swojej waluty na obcą, (najprostszy przykład - złoto kupowano od Indian za "paciorki" i lusterka). Podobnie uważam jest z Chinami. Chiny mają do zaproponowania tanią siłę roboczą, stabilną, gdyż podaż rąk do pracy jest ogromna, więc płace rosnąć będą wolno. Tak naprawdę "świat" guzik obchodzi, czy w Chinach przestrzega się praw pracowniczych, czy prawa człowieka. Jeśli naprawdę zaczną przestrzegać owych praw, koszty produkcji poszybują w niebo. Można by stwierdzić, że dla kapitalistów istnienie krajów socjalistycznych to niesłychane dobrodziejstwo. Dlaczego tak uważam? Pamiętacie skecz Smolenia i Laskowika, gdzie diabeł odwiedza niebo? W tym arcyzabawnym skeczu uchwycono genialnie istotę handlu z tzw. innym obszarem walutowym. Waluta wewnętrzna kraju "realnego socjalizmu" odpowiada mniej lub bardziej ilości dóbr produkowanych w kraju, więc stawki płacowe są temu podporządkowane i co ważne, są odgórnie ustalone. Czyli mówiąc oględnie, jeśli Chiny produkują miliard miseczek ryżu dziennie, to należy się miska ryżu dziennie dla jednego z miliarda ludzi. I tu dopiero widać ironię losu "sprawiedliwego wynagradzania", bo w stanach ta miseczka ryżu kosztuje 0,55$ (w przybliżeniu). Chiny rozbudowują się, oczywiście importują, stal, cement i technologie; płacąc stawki "świata kapitalistycznego". Uśmiecham się pisząc te słowa, bo odczuwam deja vu odnoszę nieodparte wrażenie, że znam to z dziejów naszego kraju. Chyba niejaki towarzysz Gierek miał coś z tym wspólnego. Czy ktoś policzył proporcje jakie rządzą produkcją, eksportem i importem, Świata z Chinami? Chiny skorzystają zapewne z "pomocy" Banku Światowego, aby rozwijać przemysł, poprzez import nowych technologii, które jednak kosztują. Zapewne zadłużą się. Na szczęście dla naszych skośnookich przyjaciół, jest ich dużo i w tamtejszych obszarach tkwi niesamowity potencjał. Jestem czarnowidzem jednak, bo wiem, że "socjalizm" i "marnotrawstwo" to synonimy. Skarb narodowy "republiki" z jednej strony jest obciążony kosztami importu i zamówień (jak mawiają media, Pekin jest placem budowy), z drugiej zasilany jest dochodem pochodzącym z produkcji dla firm obcych (taki outsourcing). Czy w kasie będzie zawsze rezerwa? Dopóki koszty produkcji będą niskie, Chiny będą atrakcyjne dla zlecających Aby kusić inwestorów, musza także inwestować w infrastrukturę. "Chlewikowe rękodzieło" tu nie wystarczy. Produkcja musi być masowa i innowacyjna, a to wiąże się z drogami, transportem, i ogólnie z zapleczem logistycznym kraju. Nie mogą sobie pozwolić na przysłowiowy brak sznurka do snopowiązałek. Dlatego są zmuszeni do zamówień. Małe błędne kółeczko. Amerykanie są niemądrzy. Zamiast walczyć z kubańskimi imigrantami, powinni pielęgnować Castro i utrzymać na Kubie socjalizm. Z tym, że powinni tam coś produkować. Cukier, odkurzacze czy cokolwiek da się tam produkować. Tak samo Meksyk, Wenezuela, Panama, Chile i całą Południową Amerykę powinni zarazić socjalizmem dla własnego dobra. Zawsze przecież mogą wkroczyć z "radą wzajemną i pomocą gospodarczą", jako dobry Wuj Sam. Tak więc myślę, że socjalizm jest dla świata "wolnego rynku" zbawienną ideą, byleby nie panował na "rynkowym" podwórku. Jest czymś w rodzaju "podbojów kolonialnych", bo do tego prowadzi sztuczne ustalenie wartości w środowisku kapitalistycznego sąsiedztwa. Zaprzeczenie regule, że coś jest tyle warte, ile ktoś w danej chwili chce za to zapłacić; jest bodaj kokieterią ze strony wyznawców Marksa-Lenina. Niby nic złego nikomu się nie dzieje, gdyż Chińczyk ma swoją miskę ryżu i jest szczęśliwy, kapitalista ma swój produkt po konkurencyjnej cenie, a rząd ChRL ma na inwestycje. Tylko gdzie tu do cholery moralność? Odpowiedz Link Zgłoś