Gość: Igor
IP: *.uml.lodz.pl
04.12.03, 13:23
Co się dzieje z "Lecznicą pod koniem"? Czy ci weterynarze to lekarze, czy
jakieś konowały? W ubiegłym tygodniu załatwili mi psa, bo nie umieli postawić
właściwej diagnozy. Dali mu zastrzyk w tyłek i do domu. Po trzech dniach pies
był wykrwawiony, odwodniony, nerki nie działały, wątroba też, płuca ledwo,
ledwo. To co trzeba było zrobić (m.in. podstawowe badania krwi), zrobił
dopiero lekarz z Cieszyńskiej. Ale było już za późno.
Okazuje się, że to nie pierwszy taki przypadek. Weterynarze z "konia"
notorycznie wykańczają jakieś zwierzę. Znajomi, którzy skorzystali z
tamtejszych usług stracili psy, króliki, koty.
Dlatego dajcie sobie spokój z lecznicą "Pod koniem", a jeśli znacie jeszcze
kilka takich przypadków, opiszcie.