Dodaj do ulubionych

Konowały "Pod koniem"

IP: *.uml.lodz.pl 04.12.03, 13:23
Co się dzieje z "Lecznicą pod koniem"? Czy ci weterynarze to lekarze, czy
jakieś konowały? W ubiegłym tygodniu załatwili mi psa, bo nie umieli postawić
właściwej diagnozy. Dali mu zastrzyk w tyłek i do domu. Po trzech dniach pies
był wykrwawiony, odwodniony, nerki nie działały, wątroba też, płuca ledwo,
ledwo. To co trzeba było zrobić (m.in. podstawowe badania krwi), zrobił
dopiero lekarz z Cieszyńskiej. Ale było już za późno.
Okazuje się, że to nie pierwszy taki przypadek. Weterynarze z "konia"
notorycznie wykańczają jakieś zwierzę. Znajomi, którzy skorzystali z
tamtejszych usług stracili psy, króliki, koty.
Dlatego dajcie sobie spokój z lecznicą "Pod koniem", a jeśli znacie jeszcze
kilka takich przypadków, opiszcie.
Obserwuj wątek
    • kapuhy44 Re: Konowały "Pod koniem" 04.12.03, 14:54
      Ja miałem chorego (jak się później okazało - na zwykłe, acz dość poważne wzdęcie) jamnika. Diagnoza "elity łódzkich weterynarzy" - zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa, decyzja - przepisanie serii kosztownych naświetlań laserem. Dzięki wizycie u innego lekarza jamnik nadal żyje (ale z powodu "fachowości" lekarza lecznicy przez kilk dni bardzo się wycierpiał). A kręgosłup ma w świetnym stanie (mimo braku naświetlań).
    • Gość: miles Re: Konowały "Pod koniem" IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.03, 04:13
      Dlatego jeżeli kochacie swoje psy szczerze radzę. Grochowska, Warszawa.
      Mój Chako pewnie by nie nie żył 3 lata temu. Żyje już 14 lat i nadzieję że
      będziei żył do pełnoletności.
    • Gość: zoe04 Re: Konowały "Pod koniem" IP: *.lodz.dialog.net.pl 07.12.03, 16:13
      lecznica "pod koniem" jest najstarsza i cieszaca sie najwyzszym prestizem
      placowka kynologiczna w tym miescie. nie oznacza to wcale ze najlepsza!!! ja
      nie mialem /na szczescie/ okazji przekonac sie o blednych diagnozach lekarzy,
      poniewaz odwiedzilem lecznice z moja kotką tylko raz i byl to, nie tak jak w
      waszym przypadku, zastrzyk przeciw rujce :(
    • Gość: Brutus Re: Konowały "Pod koniem" IP: *.toya.net.pl 07.12.03, 21:42
      Jestem jamnikiem szorstkowłosym /po przejściach/, to że żyję 11 lat zawdzięczam
      mojemu wspaniałemu doktorowi Korczakowi z Lecznicy "Pod koniem", który potrafi
      pomóc mi zawsze w chwilach słabosci. Mam nadzieję, że bedę jszcze długo
      przykladem jego kompetencji i wlasciwego stosunku do nas zwierząt. Pozdrawiam i
      dziekuję.
      • Gość: temp Re: Konowały "Pod koniem" IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 08.12.03, 16:26
        W imieniu jamnika pisalem to ja-dr Korczak (weterynarz 3 kategorii)
        • Gość: Brutus Re: Konowały "Pod koniem" IP: *.toya.net.pl 08.12.03, 21:50
          Bardzo mi przykro, że zostałem uznany za nieistniejącego psa - jeżeli mi nie
          wierzycie, proszę możemy się spotkać i osobiscie "niedowiarka" ugryzę w 4-
          litery. Jeszcze raz pozdrawiam - szczególnie serdecznie moich przyjaciół z "Pod
          Konia". Pies Brutus z lekko obolałym kręgosłupem /chyba znowu będę musiał udać
          się do mojego ulubionego doktora/.
          • Gość: Klara Re: Konowały "Pod koniem" IP: *.toya.net.pl 08.12.03, 22:08
            Doktor Korczak jest swietnym fachowcem. Zawdzieczam mu zycie mojego psa. Pare
            razy mowil mi przez telefon, co powinnam mu podac, co robic, kiedy nie moglam
            przyjechac, a bylo naprawde zle. Kiedys zadzwonilam wieczorem do lecznicy, ze
            moj pies - za przeproszeniem - rzyga i slania sie na nogach. Kazal nam
            natychmiast jechac do lecznicy i sam przyjechal specjalnie z domu.
            Siedzielismy do pozniej nocy dopoki nie zeszly kroplowki i pies nie odzyl.
            Polecilam dra Korczaka znajomiej. Traf chcial, ze jej pies zezarl jakas
            trutke. Dr Korczak przyjechal do niej do domu poza Łodz, trzy godziny spedzil
            na kleczkach przy psie i uratowal mu zycie.
            Przepraszam, moze to wyglada na reklame, ale naprawde kocham mojego psa i
            dziekuje doktorowi, ze moj pies zyje, choc tak naprawde od kilku lat moglo go
            nie byc w naszym domu.
            (Imienia psa nie wymieniam celowo).
    • dollores1 Re: Konowały "Pod koniem" 09.12.03, 18:24
      Ja też mam kiepską opinię na temat tej lecznicy. Raz jakiś pies pogryzł mojego
      kota i późnym wieczorem pojechałam do tej lecznicy. Pani która nas przyjęła
      była mocno "sfochowana" i cały czas opieprzała swojego pomocnika (chyba
      stażystę) który biedny robił co mógł żeby przytrzymać mojego kota - kot
      dostawał wścieklizny jak pani weterynarz ciągnęła go za bolącą łapę. Kot dostał
      zastrzyk i na tym się skończyła wizyta. W tydzień później okazało się że w
      miejscu ugryzienia zrobiła mu się rana wielkości pięciozłotówki - dziura w
      skórze przez którą było widać mięśnie. Leczenie rany zajęło następne 2 tygodnie.

      Znam jeszcze kilka takich przypadków braku kompetencji ze strony weterynarzy
      tej lecznicy. Choć pewnie pracują tam również fachowcy. Ale nie wiadomo na kogo
      się trafi ...
    • Gość: Dagmara Wolf Re: Konowały "Pod koniem" IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 10.07.23, 07:23
      Poszlam do lecznicy "pod koniem" z pieskiem z powodu duzego oslabienia...
      Przyjal nas lekarza Oginskiego ktory wykonal badanie krwi.
      Morfologia wykazala niedokrwistosc, lekarz jednak calkowicie to zlekceważył...
      W wywiadzie mowilam, ze pies bardzo duzo sika i pije wode co jest wyjatkiem u niego bo sika w domu mimo czestych spacerów na ktorych ledwo co chodzi...
      Juz przy pobieraniu krwi byl problem bo zyly zapadnięte...
      Brzuch byl jak dla lekarza lekko wzdety ale tez nic z tym nie zrobiono..
      Pies dostal kroplowke z jakimis sterydami, ktore nie bardzo pomogly, lecz piesek raz byl w lepszym stanie, a raz ledwo wstawal.
      Po 2óch dniach udalam sie do lekarza jednak innego. Zrobiono ponownie morfologie, lekarz sie zdziwil i powiedzial ze ta 1wsza byla zla-niedokrwistosc a ta z teraz jest fatalna.
      Diagnoza taka ze pies moze miec krwawienie wewnetrzne, ale usg jutro..
      Piws dostal kroplowke ktora postawila go na nogi, pies sam szedl.
      Na szczescie bylismy juz tak wystraszeni ze pojechalismy natychmiast do KLINIKI BRACI MNIEJSZYCH..
      ZROBIONO NATYCHMIAST USG, W JAMIE BRZUSZNEJ KREW, GUZ NA SLEDZIONEJ...
      NASZ UKOCHANY PIES W CIAGU 15 MIN NA STOLE OPERACYJNYM...
      W BRZUCHU 2 LITRY KRWI!!! SKĄD ANEMIA, BLADE WARGI, UCISK NA PĘCHERZ, ZAPADNIĘTE ŻYŁY, OSOWIAŁOŚĆ...
      PIESEK STRACIL 2/3 KRWI!!!!!!
      PODCZAS OPERACJI STABILNY, WYBUDZONYNZ NARKOZY ZOSTAWIONY W SZPITALU NA OBSERWACJI...
      Teraz czekamy na wiadomosc jak sie czuje i na wyniki guza-czy to nie rak itp...
      Mam zal do lekarza Oginskiego ze kompletnie nie wyciągnął wniosku z wyniku badań...
      Jakaś masakra
      Gdybysmy czekali z usg do jutra (weterynarz z lecznicy pid koniem powiedzial, ze to nie musi byc nic groznego) to pies bylby prawdopodobnie martwy...
      Naprawde nie polecam.. Czytalam komentarze i myslalam ze ludzie narzekaja wyjatkami, ale dla mnie jest to zupelny brak profesjanolizmu....
      Jesli w badaniach wychodzi zla morfoloja gdzie piec plytek czerwonych ma 46 a powinien miec od 160 i nic zvtym na cito nie zrobienie to powazny błąd lekarski........

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka