trypel
12.06.26, 22:52
Od 2 msc jeżdżę nowym autem. Z uwagi na urlop jakos km wolniej przybywały wiec dopiero dzisiaj minęło 4000 km.
GLC 220d mHEV, tak sam sie nabijałem z tej mild hybrid a to dziala i to zajiebiscie.
Wreszcie mam duzy bak i zasieg powyżej 1000 km na autostradzie.
To jest mutant i wciaz nie wiem jak to mozliwe.
Spore auto. 4x4. Wysokie. A pali tyle co nic. Na autostradzie jakies 2 l mniej od poprzedniej PHEV. W miescie pol litra mniej. Na trasach krajowych juz kompletna abstrakcja bo przy 90-100 na tempomacie mam wg komputera miedzy 2.8 a 3 l. Przy 120 4-4.2 i przy 140 okolice 6.
Jest zupełnie inny niz poprzednia generacja. W sumie wszystko robi sam, jest nadopiekuńczy, daje mniejsze wyczucie drogi. Ale jest większy, wygodniejszy i cichy jak elektryk. To mild w mHEV to niby tylko 20KM ale az 200NM wiec podczas ruszania zero turbodziury. Co ciekawe również w trasie co jakis czas dorzuca z pradu co widac na spadającym chwilowym zużyciu.
Ma najlepsze swiatla jakie mialem i super patent z pokazywaniem świateł na skrzyżowaniu na ekranie.
Brakuje mi "jebniecia" 300 koni ale za to w dlugiej trasie bierze na siebie większość tematów a ja sie relaksuje. Pesel woli to rozwiązanie. Ma wielki bagaznik i koło zapasowe (!). Stosunkowo słaba ładowarkę indukcyjna i malo miejsca na przydasie na konsoli. Scyzoryk mi się nie mieści. Ale za to duzo wieksze boczne schowki. Idealny pożeracz autostrad ale fajny w miescie. No i na specjalne zamówienie (bo w tym pakiecie upierali sie na 19 albo 20) wziąłem 18tki z masakryczna ilością gumy. 235/65. Fantastyczne rozwiązanie :)
Dla zainteresowanych- obie generację GLC roznia sie od siebie bardziej niz sie wydaje patrząc na wyglad. 10 lat temu wolałbym tamten. Teraz chyba juz wole ten.