Gość: jothagie Czytam więc jestem… IP: *.olsztyn.mm.pl 20.11.09, 11:52 zamknięty Już nie muszę, a robię to. Czytam. Wiele czytam, choć wstydzę się do tego przyznać. Jakoś tak nie wypada, żeby poważny facet zamiast wędki czy strzelby trzymał w ręku książkę i pokazywał się z tym publicznie. W rodzinie miałem taką tradycję, że czytali wszyscy, ale przyznawali się do tego tylko dziadkowie. Dziadek robił prasówkę po niedzielnym obiedzie. Ale w grę wchodziły tylko poważne gazety i wiadomości z nasłuchu. Babcia natomiast streszczała popularne romansidła i przedwojenne filmy. Cudownie opowiadała bajki. Czasem zasypiała w trakcie, to ją budziłem. Generalnie czytało się w zaciszu i w miejscach „odosobnienia”, przykładowo nad rzeką, w lesie. Dlatego tak bardzo lubię atmosferę starych bibliotek (UJ, Ossolineum, itp.) i ich czytelni. W moim życiu trzy tematy zawładnęły moją wyobraźnią bardziej, niż realna rzeczywistość. Była to książka i jej magiczna wyobraźnia, dalej religia i jej ceremonia oraz polityka na podłożu założonego zła. Zawsze widziałem ją jako szatańską umiejętność, nawet wtedy, gdy pojęcie szatana wypadło z mojego zasobu pojęciowego. Fakt, że dzisiaj też nie mogę tego zobaczyć inaczej. Widzę w tym jakiś brud i fałsz. A tak w ogóle, to nie cierpię wyobraźni zła i takich wątków we wszelkiej literaturze. Dlatego nie oglądam telewizji w tym gatunku. A kryminałów wprost nie cierpię. Już w szkole średniej obok beletrystyki i lektur pojawiły się w moim spisie ksiązki o tematyce religijno-filozoficznej. Powoli jedne tematy wypychały inne, a pewne zainteresowania „przejadały się”. Najpierw „przystawiło mi” w sferze literackiej wyobraźni. W którymś memencie zauważyłem, że cokolwiek czytałem czy oglądałem narzucało mi inne wyobrażenie niż moje własne. Niby rozumiałem autora, ale w niczym mi to nie pomagało. Nie potrafiłem drugi raz przeczytać tej samej ksiązki, obejrzeć tego samego filmu, bo drażniła mnie ta różnica „didaskaliów” – moich i autora. I w ten sposób doszedłem do ostatniej w moim życiu ksiązki z gatunku literackiego. Był to Ulisses Jamesa Joycea. Później były tylko recenzje i okruchy poezji. W drugim okresie czytałem literaturę religijno filozoficzną wymieniając z czasem religijność na rzecz filozofii. Religią przestałem się interesować po szoku, jaki przeżyłem na pewnej uroczystości religijnej w znamienitej obsadzie duchownych i we wspaniałej świątyni. Rozejrzałem się i zapytałem siebie: Co ja tu robię? Przecież to jest królestwo menopauzy. To pytanie zawiodło mnie do agnostycyzmu i utraty zainteresowań. Zmuszałem się wielokrotnie do czytania czegoś w tym stylu, ale nadaremnie. Nawet „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna nie zrobił na mnie właściwego wrażenia. Lektura filozoficzna towarzyszy mi stale, ale czytam w porcjach, w zależności od potrzeby, pogody i różnych innych irracjonalnych potrzeb. I tak jest do dziś. Dziwię się filozofom, którzy czytają to zawodowo. Ale po roku 1989 zacząłem poszukiwać czegoś w temacie wnikliwego studium mechanizmów sprawowania władzy. To była i jest potrzeba odreagowania tego okresu, kiedy do władzy dochodzili i będą dochodzić typowi oszuści (także intelektualni!). Nie cierpię polityki, bo to ona po każdym wyborze pokazuje mi, jak jestem beznadziejny. Żałuję, że w polityce na dłuższą metę nie liczą się ludzie mądrzy, tylko na krótko ci, co zagłosują. Politykę muszę jednak jakoś oswoić i wolę zrobić to mądrze. I na tym się zatrzymałem, chociaż mam potrzebę wrócenia do lektur z okresu dzieciństwa i wieku młodzieńczego. Próbuję… P.S. Pierwszą bibliotekę w Rzymie założył Azyniusz w Atrium Libertatis, czyli w Atrium Wolności. Link Zgłoś
Gość: jothagie Tylko mi ciebie brak… IP: *.olsztyn.mm.pl 21.11.09, 09:45 zamknięty Mam do opisania jeden dzień Jerzego B. w którym to opisie Aleksander Sołżenicyn absolutnie nie maczał swego pióra. Skąd ja to wiem? Otóż matka Jerzego opowiedziała wszystko mojej żonie, a ta ma przyzwyczajenia poprzedniego ustroju i w mojej obecności szczerze się tym przejęła. Jerzy B. ma 26 lat, a z wykształcenia jest prawnikiem. Skończył studia dzięki sporym wyrzeczeniom rodziców i dzięki swojej pracowitości. Przyjemnie było spojrzeć w jego indeks. Nie popadł w jakieś nałogi ani nie poczynił nierozsądnych kroków. Niestety, karierę musiał zacząć od zera, bo jego rodzice nie wnieśli mu żadnych ułatwień, typu partia, religia, znajomości, pochodzenie, itp. W obronie przed bezrobociem przyjął pracę taką, jak była. W prywatnej firmie. Pracę zaczyna o 7 rano a mimo to już od 5 spać nie może. Stres mu nie pozwala. Nadto boi się dnia, a raczej tego, co pracodawca nakaże zrobić niezgodnie z prawem. A pracodawca to zwykły cham po technikum. Ale wie, co chce, a przecież ma prawnika więc nie musi wiedzieć, co można, a co nie. Jerzy B. buduje więc ten realny kapitalizm od godziny 4 do 18 tej, łącznie z sobotami. W niedziele może wyłączyć służbowy telefon, ale nie może się zdziwić, gdy samochód po niego przyjedzie. Zarabia tak gdzieś 3,5 tyś. na rękę i to go trzyma. Ostro oszczędza na mieszkanie, ale kredytu nie bierze, bo pracodawca to wariat i może mu w każdej chwili podziękować. Nie pije nawet piwa, bo boi się uzależnienia a nadto szkoda mu pieniędzy. Mieszka więc u rodziców. Po przyjściu z pracy coś zjada (wygląda jak top modelka – 180cm/63kg) i odreagowuje stres grając jak dziecko na konsoli. Podobno wie, że to głupie, ale tylko to pozwala mu zapomnieć. Późno kładzie się spać, a rano j.w. U Sołżenicyna Szuchow był jednym z tysięcy radzieckich żołnierzy, którzy podczas wojny dostali się do niemieckiej niewoli. Gdy z niewoli został zwolniony, wpadł w ręce radzieckich oficerów śledczych. Zmusili go do przyznania się do winy. Siedem lat wyroku Szuchow spędził w obozie w Ust-Iżmie. Jest zima, początek roku 1952. Sołżenicyn opisuje jeden dzień więźnia Sz-854, toczka w toczkę podobny do innych. Pobudka o godzinie piątej rano…Szuchow należy do tzw. porządnych ludzi. Z potrzeby sytuacji szybko uczy się (i przestrzega) reguł przetrwania, lecz jednocześnie ma swoje zasady, których nie łamie. Robi wszystko by nie podpaść strażnikom i wykorzystać każdą nadarzającą się okazję by poprawić swój los. U Sołżenicyna obóz i społeczność więźniów jest miniaturą państwa radzieckiego. Ludzie pozbawieni wolności i praw mogą jednak być zadowoleni: "Wiele mi się tego dnia udało: nie poszedłem do karceru … brygadzista dobrze załatwił normę, dobrze mi się murowało, nie podpadłem na kipiszu ze swoim kawałkiem stali, wieczorem zarobiłem u Cezara, kupiłem tytoń. I nie zachorowałem, przetrzymałem". Tylko brak konsoli do gier… Link Zgłoś
Gość: jothagie Najlepiej nic nie rozumieć… IP: *.olsztyn.mm.pl 22.11.09, 10:21 zamknięty Najpierw uwaga wynikająca z lektury. Bardzo przypadła mi do gustu historia ładu ekonomicznego przedstawiona przez Wallersteina. Pierwszą fazę - "Koniec marzeń czyli Raj utracony" rzeczywiście mamy za sobą, a społeczeństwo polskie nie zdążyło jej nawet popróbować. Ten rodzaj porządku wyczerpał się dzięki swoim błędom i nieuczciwości elit zarządzających, że tak to określę. Zarządzających pod dyktando lobbystów. Tylko ich interesy wzięto pod uwagę a porządek ten dobiło pominięte społeczeństwo. Teraz mamy "Trudny okres przejściowy czyli Piekło na Ziemi". Możemy się spodziewać wszystkiego najgorszego. Dla siebie i społeczeństwa. Obawiam się, że czeka nas okres mafijny, tak uznanych jak i nieuznanych mafii. Władza zawsze da sobie radę, dlatego patrzmy, komu udzielamy tego przywileju, żeby przeciwko nam go nie obrócił. Przed nami, dokładnie: naszymi potomkami, albo utopia, czyli nieistniejący świat, albo eutopia, czyli "Materialnie racjonalny świat czyli czy można odzyskać raj?" Ten etap musi być poprzedzony powstaniem nowej myśli. Dotychczasowa ideologia skompromitowała się, osłabła, straciła moc jednoczenia ludzi i podrywania do walki o swoje prawa. Jej dotychczasowi beneficjenci nie są zainteresowani zmianą. Dlatego oczekuje się, że ruchy przegranych stworzą coś nowego. I to przed czym przestrzegam: Nie dobijać tych przegranych, żeby zmiana nie była okrutną rewolucją. Dzisiejszy, młody, wykształcony człowiek nic nie wie i nie chce wiedzieć o ideach socjalizmu, ale zacznie najpierw marzyć a potem szukać. Popełniłem parę wpisów opisujących to piekło i w tym „ostrzegającym” stylu . Mnie nie interesuje cudzy raj. Mnie interesuje moje piekło. Ale dosyć mam tego grzebania się w sprawach piekielnych, zgodnie z zapowiedzią, dobijam dwusetnego wpisu i dam szanse tym, co to raj nam proponują… P.S. A propos piekła. Bertrand Russell zauważył, że demokracja jest ustrojem, w którym poseł nigdy nie może być głupszy od swego wyborcy. Im głupszy jest bowiem poseł, tym głupszy jest wyborca, który na niego głosuje. Mam wrażenie, że wkroczyliśmy w taki moment, w którym ten mechanizm sam się nakręca i nic więcej już nie musimy rozumieć. Stworzyliśmy też system społeczno polityczny, który z braku określenia warunków minimalnych, z braku konkurencji i tym podobnych braków, będzie się doskonalił negatywnie, np. w biedzie, głupocie, mściwości, korupcji, kłamstwie, itp. I nic tu da rozumienie czegokolwiek, gdy mechanizmy są ustalone i zaakceptowane w majestacie prawa. Nic też nie da pisanie o mechanizmach i opisywanie patologii, wynaturzeń – nikt z decydentów nie jest zainteresowany poprawą czegokolwiek. Nie ma motywacji, by zło usunąć a system doskonalić. Najlepiej nic nie rozumieć i przyzwolić na to, co jest. Zasadą jest wynieść głowę i średnio napełniony żołądek. Reszta nie ma znaczenia. A jeśli dla kogoś jednak ma, to znaczy, że musi zmienić lekturę lub dostawcę informacji. Jeśli ktoś, nie daj boże, myśli, to nie ma przyszłości w tym kraju. Musi więc uwzględnić podziemie…ale ponieważ rządzą specjaliści od podziemia, to raczej wyjazd. Zaszywam się w lektury. I oby do wiosny! Dam znać jeśli grypę przeżyję. Link Zgłoś
Gość: jothagie Nie przerywam lektury - piętnuję absurd! IP: *.olsztyn.mm.pl 29.11.09, 20:23 zamknięty Wiadomość jakobym przebywał na rekolekcjach jest grubo przesadzona. Na grypę też jeszcze nie zachorowałem. wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title,SLD-ma-plan-deklerykalizacji-Polski,wid,11730359,wiadomosc.html?ticaid=19313 Podstawą wszelkiego zła jest konkordat. I to w tej materii należy coś zmienić. Inne obietnice deklerykalizacji państwa, np pomysły SLD, choć w istocie swej słuszne, to jednak mają charakter kiełbasy wyborczej. Ja im już nie wierzę. Już wolę, żeby oszukiwał mnie wrogi neoliberalizm, bo tego się po nim spodziewam, niż bliska memu myśleniu lewica. Wystarczy tego dobrego…Poszli won! W początkowej fazie naszej niezależności życzliwie przyjąłem dowartościowanie Kościoła. Sądziłem, że musi się pojawić jakaś inteligentna siła, która będzie mówić w imieniu tych, którzy nie mają głosu. Sądziłem, że to będzie lewica lub Kościół. Kościół stracił taką szansę stając po stronie bogatych. Dogadał się z żydostwem dopuszczając ich (fachowców) zarówno do władzy, jak i do majątku narodowego. Sobie natomiast zapewnił dostatni „garnuszek” ze strony władz i dostęp do pieniędzy wiernych. Nie potrafi już nic poza awanturą i awanturami trzyma wszystkich w szachu. Dialog prowadzi tylko na szczeblu chrześcijańsko-żydowskim. I z nikim nie musi się już liczyć. Lewica zaś zauroczona siłą własnych pieniędzy nie widzi żadnej misji społecznej. Judym był jeden. Rosiek też jest jedna. Sądzę, że ze trzy pokolenia muszą się wychować w nędzy. Coś się urodzi, bo natura nie znosi pustki. Lewica może zyskać dopiero, kiedy analizy egzystencjalne trafią pod strzechy. Wtedy normą stanie się prawda, że przeznaczeniem człowieka jest twórcza walka z poczuciem absurdu życia. Z deklerykalizacji i neutralności światopoglądowej nie należy robić ideologii, czyli używać jej do czegoś innego, niż dla niej samej. Walka z ze zniewoleniem światopoglądowym jest czymś szczytnym, ale w tym wypadku, jest koniecznością, ponieważ religia zagraża demokracji. P.S. W środowiskach neoliberalnych twierdzi się, że polski Kościół utrzymuje się nie tyle siłą ludzi wierzących, co gorliwością neofitów. To jest jakaś prawda, ale nie do końca, bo jeśli tak miałoby być, to by znaczyło, że to, co jest jego siłą dziś, byłoby klęską w przyszłości (tu rzeczywiście widoczna jest menopauza). Zważywszy zaś fakt, kto wymyślił neoliberalizm, powiedzmy, że polski Kościół utrzymuje się siłą starszego wyznania, które dla władzy i pieniędzy gotowe jest ukryć swoje wyznanie i gotowe jest opłacać się „bratniemu” wyznaniu. Link Zgłoś
Gość: pablo Re: Nie przerywam lektury - piętnuję absurd! IP: 199.71.213.* 29.11.09, 20:39 zamknięty zgadzam się Link Zgłoś
Gość: jothagie Spóźnione refleksje… IP: *.olsztyn.mm.pl 05.12.09, 10:51 zamknięty Zacząłem to pisać na dwudziestolecie naszej niezależności, samorządności i solidarności…, ale zacząłem podejrzewać, że to faktycznie idzie w tym kierunku, by te wartości, które na chwilę „potrzymaliśmy sobie” odebrać nam definitywnie. I robi się to pod byle jakim pretekstem, a to walki z terroryzmem, a to anarchii, przestępczości, itp. ale okazuje się, że i z każdego innego powodu. Czekam, choć mam wątpliwości, czy doczekam, kiedy będzie można porównać, że w stanie wojennym było więcej demokracji, niż akurat w tej, wybranej, dziejowej chwili. A zaczęło się tak pięknie, że państwowo to efekt umowy społecznej (T.Hobbes) a doszło do tego, że państwo jest aparatem ucisku (K.Marks). Świadczy o tym fakt, że tworzy się je pod potrzeby ludzi bogatych za którymi opowiedział się Kościół a potem władza. Czyli pojawiają się „uciskający” wzmocnieni przez autorytet moralny i przez system prawa i „uciskani”, którym ową rolę wyznaczono w świetle moralności i prawa. I na tej osi wyznaczono nam najbliższą przyszłość. Wszystko to jest podane w formie politycznej, co znaczy, że przekierowano niezadowolenie na ludzi, a nie na założenia i pryncypia. Do czego to doprowadziło? A no do tego, że powszechnie funkcjonuje taki stan umysłów, że zamiast świadomych obywateli i wyborców, mamy albo gwałtownie zobojetniałych, albo kiboli politycznych. Nawet nie kibiców, że o uczestnictwie nie odważę się wspomnieć. Osobiście nawet nie oglądam TV, żeby żaden Replay nie przypomniał mi tego zniewolenia umysłu, a na wszelki wypadek zamiast szalików używam swetrów z wysokim kołnierzem, golfów, żeby nie być szalikowcem tej władzy. Wolę już zobojętnienie a nawet całkowite wyziębienie do zlodowacenia włącznie. A tak się cieszyłem, że „Rok 1984” już mam za sobą… Jakich odruchów można się spodziewać ze strony społeczeństwa? Najpierw lekceważenia aparatu ucisku, z czym mamy już dziś do czynienia w postaci lekceważenia przedstawicieli i tworzonego przez nich prawa. Następnie zacznie się agresja uciskanych, czyli najpierw ślepa a potem ukierunkowana, pojedyncza i zorganizowana. Widzę już wchodzenie etapu ślepej agresji. Najpierw wobec siebie w postaci samobójstw (tendencja rosnąca) a następnie niezrozumiała agresja wobec otoczenia - niszczenie mienia, skazywanie jeszcze słabszych i nieszczęśliwszych na przypadkową śmierć. P.S. Centrum im. Adama Smitha do rejestru swoich celów dołożyło walkę o wolność słowa w Polsce. Mimo obowiązującej od lat dwudziestu "demokracji". Ale jaja mamy w kraju raju… Aż mam ochotę kogoś zacytować: "Są takie dni w życiu żółwia, ze musi komuś dać w mordę" Link Zgłoś
Gość: jothagie Prawda na końcu…a diabeł w szczegółach IP: *.olsztyn.mm.pl 12.12.09, 06:57 zamknięty Pewnie nie ma żadnych powodów, by dyskutować z kimś, kto publicznie ogłasza, że „jest osobą, która uważa, że homoseksualizm jest takim samym zboczeniem jak czerpanie seksualnej przyjemności z kontaktu z moczem i kałem partnera, popularne lizanie rowów czy seks z drzewem (jeśli ma wystarczająco dużo dziur)”. Zostawiam to, bo nie znam się aż tak dobrze na niuansach życia erotycznego, chociaż nie wiem, czy lizanie tyłka duchownym nie jest w jakimś stopniu porównywalne. Dalej jednak mówi coś, co mnie pobudza do myślenia: „Sprawa seksu powinna być sprawą intymną”. Coś w tym jest, chociaż bez przesady, bo seks w pojedynkę nie jest ciekawy… A im więcej osób, tym czyn jest bardziej publiczny… Niestety, nie ma katalogu spraw intymnych, prywatnych, osobistych, publicznych. Jeśli już ktoś go tworzy, to raczej dla innych niż dla siebie. A może warto stworzyć coś takiego w sposób demokratyczny? Ja, przykładowo uważam, że religia powinna się znaleźć w katalogu spraw prywatnych, równie niedemonstrowalnych jak seks. Uniknęlibyśmy problemu sporu o symbole religijne, obrażania uczuć religijnych, i tym podobnych durnot, którymi terroryzuje się mieszkańców tego kraju pogrążając przy okazji wszystkich w pseudoreligijnym jadzie. Ale jak znam życie, to ktoś zawsze dorobi ideologię typu: „Jeśli ludzie się kochają, to czemu ich karcić, że to miejsce publiczne”, albo że „bez krzyża nie ma moralności”. Co z tego, że jesteśmy homofobiczni, że ukrzyżowaliśmy naszą teraźniejszość? Czy jesteśmy chociaż trochę lepsi? Czy dobro zwycięża choćby tylko w jednej Koziej Wólce? A gdyby tak inaczej. W pewnych sprawach odbierzmy decyzję pojedynczym osobom. Stwórzmy poprzez referendum katalog spraw intymnych, prywatnych. Przy okazji wyborów parlamentarnych zróbmy referendum z przykładowych pytań: Czy jesteś za aborcją? (dla osób w kreślonym wieku); Czy jesteś za in vitro? (dla osób w określonym wieku); Czy jesteś za religią w szkole (dla wszystkich). Itp. pytania. Ale niechże wyniki obowiązują wszystkich. Teraz wszystkich coś paraliżuje. Prawica nie porusza tematu, bo wisi na klamce u kościelnych. Lewica porusza, bo słabnie jej poparcie. A kościół jątrzy…i terroryzuje jak każdy porządny muezin. Ten temat trzeba zdjąć „z ramion” obłędnych polityków i „z głowy” propagandzistom religijnym. Decyzja należy (powinna należeć!) do nas P.S. Podziwiam Szwajcarię, która wbrew interesem państwa uszanuje wolę obywateli w sprawie minaretów, chociaż moim zdaniem, referendum byłoby o wiele ciekawsze, gdyby dodać kościelne dzwonnice…, ale nakaz zachowania ciszy chyba to jakoś załatwia. U nas załatwia to Kodeks Cywilny, ale między godz. 6 a 22 – hulaj duszo! A teraz prawda: Wielu moich znajomych w latach 80tych chodziło do kościoła, żeby dać do zrozumienia, że chcą rozwalić ten komunistyczny system. Teraz widuję ich na paradzie równości, z intencją, żeby rozwalić to państwo kościelne. Czyli, pijemy za zboczonych, czy za zboczenia!? Plurimos annos! Link Zgłoś
Gość: jothagie Współczesna Puszka Pandory IP: *.olsztyn.mm.pl 19.12.09, 08:53 zamknięty Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekając, że wieszanie krzyży w klasach to naruszenie prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz wolności religijnej uczniów, otworzył przysłowiową Puszkę Pandory, czyli zapoczątkował proces nieprzewidzianych trudności i niekończących się kłopotów. Jedno, co dobre w tej całej sprawie to pobudził aktywność ludzi, niestety, jak to w naszym kraju bywa, nie tylko intelektualną, ale zupełnie niepotrzebnie, także uczuciową i wolitywną. Przejazdem byłem w wielkim mieście i z młodą krewniaczką wybrałem się na taką dyskusję do jej LO. Byłem zaskoczony i to w wielu sensach… Po pierwsze, upada pojęcie religii jako tabu. Ja, agnostyk, mam religię w większym poszanowaniu niż współczesna młodzież z kręgu „niezależnych od religii” (to dobre określenie). To dobrze, jeśli światopogląd młodego człowieka kształtuje się bez strachu i bez jakiegokolwiek przymusu. Dobrze byłoby jednak, gdyby wyrastał z tradycji, a nie z pustki. Dlatego widziałbym w szkole bądź etykę, bądź religioznawstwo. Po drugie, upada pojęcie KK jako autorytetu. Jest to jakiś symbol rodzącej się demokracji, jeśli tego wszystkiego ktoś nie spisuje w zaciszu i później nie wykorzysta do łamania karier. W moich czasach nikt nie odważyłby się powiedzieć czegoś w tym stylu o autorytecie moralnym PZPR. Dzisiejsza młodzież bezwzględnie ma większe możliwości rozwoju intelektualnego. Z niczego wprawdzie nie robi ołtarza, co ma dobre i złe strony, ale ja to widzę korzystnie. Po trzecie, są różne stanowiska. I to dobrze. Martwi mnie tylko obserwacja, że beton i dogmatyzm jest po stronie większości. To nie wróży dobrze, tym bardziej, że KK (jego przedstawiciele) nie jest zainteresowany „kruszeniem” betonu. Ba! Nawet kładą swój autorytet jak gwarant atrakcyjności takich postaw. Po czwarte, jestem zdumiony, do czego mogą posunąć się przedstawiciele KK. We wspomnianej dyskusji brało udział (stół prezydialny) również ciało pedagogiczne, czyli jeden dziarski i nadzwyczaj inteligentny nauczyciel i sześciu duchownych, z czego jeden inteligentny. Tezą duchownych, było stwierdzenie, że to krzyżowi zawdzięczamy całą naszą cywilizację. Ktoś z młodych słusznie wytknął, że jeśli to kulturę, ale nie zostało to zrozumiane. To fakt, że duchowni nauczyli nas, jako naród, pisać i czytać, co było dużym osiągnięciem. I tyle, bo dalej to byli główni hamulcowi (w wielu sprawach). Po piąte, KK posiada własne rozumienie tolerancji. Powiedzenie „tak, ale na warunkach krzyża” zrobiło dużo niepotrzebnej zaciętości. KK nie rozumie praw mniejszości, że zamiast nękać mniejszość, lepiej z czegoś zrezygnować, tym bardziej, że to w niczym nie szkodzi niczyjemu rozwojowi duchowemu i jest bardziej ludzkie. Pojęcie państwa laickiego kojarzy im się tylko z końcem ich misji. Nie do pomyślenia jest dla nich to, że Polska może być krajem misyjnym. Ogólnie przedstawiciele KK wypadli na tym spotkaniu tak żałośnie, że ich poplecznicy musieli się posiłkować okrzykami, gwizdami i wyklaskiwaniem. Byli w większości, co nie wystawiło dobrej oceny ich wyczuciu demokracji. Ale mimo wszystko, długi marsz do państwa świeckiego został rozpoczęty. P.S. Coś a propos. www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=743:islam-moe-by-naszym-sojusznikiem&catid=63:ukasz-adamski&Itemid=97 To już nie Żydzi? Od kiedy taka zmiana partnera w obskubywaniu naiwnych ludzi? Czyżby islam stawał się potężniejszy niż judaizm? Wiadomo, że Kościół trzyma z silnymi i bogatymi, ale żeby aż tak…? Link Zgłoś
Gość: jothagie Grudniowa historia sans-geene (cz.I) IP: *.olsztyn.mm.pl 20.12.09, 10:23 zamknięty „Ci, którzy starają się zachwiać rządem państwa najczęściej padają pod jego ruiną”. M. Montaigne. W sierpniu roku 80-tego nie czułem jakiegoś nadzwyczajnego entuzjazmu. Byłem święcie przekonany, że ten ruch spełni ważną rolę w naszym życiu społecznym, ale na zasadzie drążącej kropli. Podejrzewałem jednak, że stosownie do naszego charakteru, powtórzymy tylko Grunwald, czyli zapewnimy wzniosłe wspomnienia dla potomnych. Nic jednak więcej. Inaczej rzecz się miała z grudniem 81. Wówczas dałbym sobie obciąć głowę, że jest to początek końca tego ustroju. W grudniu ruszyła machina, której nie udałoby się już nikomu zatrzymać. Sprawy potoczyły się same, chociaż ani przeszłości ani przyszłości nikt z rąk nie wypuszczał. Szkoda tylko, że po 89 roku zwyciężyła podpowiedź klasyka rewolucji, że „przeszłości nie należy puszczać na żywioł”. Utonęliśmy w sporach o przeszłość. A o ileż dalej bylibyśmy dzisiaj gdyby nie to. Rewolucję solidarnościową przeprowadzili ludzie świadomi swoich założeń. Było to możliwe z dwóch powodów. Pierwszy streszcza się w klasycznym powiedzeniu, że rządzący nie potrafili inaczej rządzić, drugi natomiast jest pierwszego konsekwencją, że rządzeni nie mogli (raczej nie chcieli) tak dalej żyć. Rewolucja chwilowo wszystkim była na rękę. Z tych „pierwszych” większość „poległa”, ale sporo przenicowało się i odnaleźli się w nowej rzeczywistości jako jej budowniczy. I to był ten właściwy sens „przyzwolenia” na rewolucję. „Drudzy” w większości padli ofiarą swej naiwności. Stali się niestety „nawozem historii”. Fortuny i kariery tylko częściowo łagodzą rozczarowanie między założeniami a efektem. Co zostało się do dziś? Pozostał mit. Czas mityczny przesunął się do okresu walki podziemnej. Tam było jasne, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Wówczas działania destrukcyjne z definicji były pozytywne. Lata biegną a nawyki pozostają… Czas polityczny nadal lokuje się w IV RP, bo z III pozostaje tylko rozpacz żony, która „za długi męża nie chce odpowiadać”. Polityków z tego pnia (IV RP) spotka dosyć powszechny los, że z życia rozumieją mniej, niż obierające ich społeczeństwo. Bohaterów zaś dopadają kłopoty zarówno z pamięcią jak i tożsamością. Organizacja, która ideowo i faktycznie przyczyniła się do tego, co stało się, szuka sposobu zdystansowania się od własnego „dzieła”. Zatraciła się solidarność jako element więzi społecznej. I to jest najważniejszy czynnik projektu, „dobity” przez zaprojektowane zmiany. Polskie drogi polityczne wybrukowane są przykładami ludzi, którzy przesadzili w „miłości” do jednej ze stron, w tym, celowo spolaryzowanym świecie. Co nie pozostało do dziś? W latach 80. wydawało się, że pojawia się nowe pokolenie ludzi, którzy dobitnie zapiszą się w naszej historii. Pokolenie ludzi, którzy urodzili się w połowie lat 60. i u progu dojrzewania przeżyli doświadczenie „Solidarności” a potem rozczarowanie stanu wojennego. Niestety nie wyłoniła się taka wspólnota pokoleniowa. Ludzi nie połączyły wspólne przeżycia. Nie powstał też wspólny język, którym przeżycia te byłyby opisywane. Nie ma pokolenia „Solidarności” tak samo, jak nie istnieje pokolenie stanu wojennego. Nawet tzw. „pokolenie emigracji”, gdy wraca, to wraca inne i do innego kraju. Ma kłopoty z własną tożsamością. Wbrew wydarzeniom powstała wspólnota tożsamości nie tego, co wydarzyło się kiedyś, ale tego, co dzieje dziś. I bez wątpienia jest to kulawe pokolenie, które tak niewiele pozytywnych narzędzi zdobyło na swoje dojrzałe życie. Dlaczego kulawe? Otóż język, w którym opisuje swoje obecne losy zawiera tylko kategorię „ja”. Nie zawiera zaś kategorii „my”. Dlatego dzisiaj niektórzy chcieliby wrócić do „początków”, inni do roku 1989 a inni poszukują nowego początku. A ponieważ nie jest to możliwe, znów przebąkują o IV Rzeczypospolitej. Problem, niestety jak dawniej, wraca w postaci farsy – kto wyrazi zgodę na lokalizację…? Co mnie martwi dziś, w grudniu 2009 roku? Zamieniono frustrację kilku tysięcy „winnych” inteligentów na frustrację milionów niewinnych ludzi. I można by to uznać za normalne gdyby skutecznie rozwiązywano problemy sfrustrowanych milionów. Ja zaś widzę, że łatwiej rozwiązywać problemy sfrustrowanych tysięcy, których jakby z każdą wymianą ekip rządzących przybywa. Niekiedy mam wrażenie, że cierń, który tkwi w ludziach nie jest już operacyjny. Jakie więc na to przepisać piguły? P.S. Są to refleksje powtarzające się co rok, bo nie zaszło nic, co mogłoby je zmienić… Link Zgłoś
Gość: jothagie Grudniowa historia sans-geene (cz.II) IP: *.olsztyn.mm.pl 21.12.09, 10:55 zamknięty „Ci, którzy starają się zachwiać rządem państwa najczęściej padają pod jego ruiną”. M. Montaigne. Streszczając cz. I naszej „historii najnowszej”, trudno jest o wzniosłe wspomnienia, bo obecna praktyka czyni je mało wiarygodnymi. Jedna z pieśni chóru z „Antygony” Sofoklesa głosi, że człowiek przyswoił sobie astynomous orgas . Jest to “pasja ustanawiania” czegoś na nowo. Bez wątpienia miało to miejsce zarówno w początkach „Solidarności”, w stanie wojennym, a potem w kompromisie roku 89. Dziś jakby nie było w nas skłonności do czegoś takiego. Może rzeczywiście nie ma takiej potrzeby…A może społeczeństwo jest wygaszone na kształt wulkanu, który wybuchnie nie wiadomo kiedy, ale wiadomo dlaczego? Wydaje mi się, że, mimo iż mit o Prometeuszu stał się jednym z filarów naszej cywilizacji, to dziś objawia się w najsłabszym elemencie. Ludzie poprzez zabiegi ekonomiczne stają się równi bogom i zapominają, że trzeba być człowiekiem dla człowieka. W konsekwencji walec ekonomiczny poraził relatywizmem moralnym nośne idee, np. służby społecznej, służebnej roli państwa, opiekuństwa społecznego, itp., dlatego pilnie trzeba chronić ludzką kondycję a w niej pewien wzorzec bycia człowiekiem dla drugiego człowieka. Z tych pozycji widać, jak dochodzimy do granicy, gdzie już nie możemy przyzwalać na to, co nieludzkie. Milczenie jest zgodą na ciche wyprowadzanie elementów ludzkich z naszej społeczności. Co dalej? Homo homini lupus? Dalsze konsekwencje już znamy z historii… Jeśli w naszych stosunkach społecznych konsekwentnie przyjąć miarę kapitalizmu, to uczciwie trzeba przyjąć również i jej ograniczenia, a mianowicie stawiania ludzi w sytuacji bez wyjścia. W tym wypadku bezpieczniej jest przyjąć ograniczenia. Tak to widać z pozycji emeryta, bezrobotnego, bezdomnego, a dlaczego tak nie widać z gabinetu ministra, to ja nie chcę dociekać. W tym wszystkim, co powiedziałem jest pewna pułapka. Otóż ja wolę, kiedy aktor gra rolę, a nie wciela się w sumienie narodu. Podobnie może ktoś powiedzieć: Wolę cię, kiedy tylko żyjesz, niż publicznie rozmyślasz i „masz zdanie”. Tłumaczę to sobie tak – myślenie jest obowiązkiem wszystkich. Jeśli zaś wszyscy nie mają na to ochoty, bo to boli, to myśleć muszą przynajmniej niektórzy. Należę do tych, których tematy dopadają, a potem długo noszą się z nimi. Właśnie z okazji kolejnej rocznicy grudniowej chciałem powiedzieć tylko tyle, że historia nie ma skrupułów, jest jak madamme sans-geene. A ja mam i dlatego czasem mam poczucie dyskomfortu. I wcale nie myślę o generale, a raczej o naszej kondycji ze względna to, że przecież coś popieraliśmy, za czymś lub przeciw czemuś opowiadaliśmy się... P.S. 1.Przez przypadek odkryłem, dlaczego straszenie mnie w szpitalu ogniem piekielnym przez kapelana nie jest groźba karalną. Dlatego, że ja się kompletnie tego nie boję… 2.Spotkał mnie zarzut, że piszę źle „P.S.”. Dawna szkoła pisała właśnie tak – P.S., co znaczyło „post scriptum”; Obecnie rzeczywiście piszę się PS – co znaczy „postscriptum”. Prawie to samo, ale „prawie” robi dużą różnicę. 3.Refleksje cudze i własne zebrałem pod wpływem wiadomości o zamarzniętych… Co innego, że się o czymś myśli, a zupełnie coś innego, gdy czuje się imperatyw powiedzenia tego. Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Grudniowa historia sans-geene (cz.II) IP: *.olsztyn.mm.pl 21.12.09, 11:15 zamknięty Nie bylo zadnej rewolucji, nie bylo zadnej zmiany rzadzacych. Nawet ustroj gospodarczy po kilku latach zaczal wracac na stare zlodziejskie socjalistyczne tory. Jeszcze nigdy grupa ludzi nie oddala wladzy od tak bez walki. Nie bez przyczyny tzw. "rewolucje" (hehehe) w bylych krajach UW przebiegly spokojnie akurat tam gdzie wplywy komunistow byly najwieksze. To tylko w mediach, dla ludu mowi sie ze obalono komune. Komuny nikt nie obalil, ona obalila sie sama a wlasciwie przepoczwarzyla w cos co ja nazywam polska republika bananowa. Jedyna szansa na prawdziwie wolna Polske bylo powsadzanie komunistow na dozywocie w roku 81. Niestety sowiecki wasal wprowadzajc stan wojenny skutecznie zablokowal jakakolwiek mozliwosc rozliczenia sie z czerwonymi bandytami. Link Zgłoś
Gość: jothagie Dżentelmeni wobec kobiet i zwierząt (wg tradycji) IP: *.olsztyn.mm.pl 24.12.09, 10:24 zamknięty Teoretycznie rzecz biorąc, to jesteśmy dżentelmenami. Szczególnie wobec kobiet, a już bardzo humanitarni wobec zwierząt. W praktyce wygląda to dosyć marnie. Telewizja okresowo nawiązuje do tych problemów pokazując raczej okrutną praktykę. W sprawie kobiet, to niewiele mam do powiedzenia, bo odpowiedzialnie mogę opisać tylko moją kobietę, która aktualnie rozwiązuje krzyżówki i jest cała happy, że święta biedne, ale już ma przygotowane. W telewizjach naoglądałem się ostatnio tak sporo negatywnych przykładów, że bez problemów do jednego worka wrzuciłem i kobiety i zwierzęta i najchętniej tych, co ich tak traktują. Pozostawiam kobiety, bo będzie o nich słychać w okolicach 8 marca, albo jakiegoś innego parytetu. Teraz raczej panuje Pan Karp w foliowej torbie i głodny pies na łańcuchu trzęsący się na mrozie. Bardzo mi ich żal, ale nie bardziej od bitych i wyrzucanych z domu kobiet. Coś mi się jednak wydaje, że to jest zakodowane w naszej kulturze – lekceważenie słabszych. Przypadek z Indii spowodował, że zastanowiłem się nad różnicami kulturowymi buddyzmu i chrześcijaństwa. W Indiach dwaj panowie, którzy znęcali się nad krokodylicą otrzymali po dwa lata bezwzględnej odsiadki. Był świadek, który to widział i doniósł, komu trzeba. W Indiach w przeciwieństwie do naszej kultury prawnej, oskarżony ma obowiązek mówić prawdę. Przyznali się więc i bez udziału świadka zasądzono im to, co zasądzono. Gdyby skłamali, wezwano by świadka i dostaliby pięć lat bezwzględnej odsiadki. Jak byłoby to u nas? Sięgnijmy więc do źródeł (kulturowych): Święty Tomasz z Akwinu (XIII wiek) głosił, ze zwierzęta nie mają życia po śmierci ani wrodzonych praw, oraz że "przez nieodwołalny nakaz Stwórcy ich życie i śmierć należą do nas". Jesteśmy panami ich życia i śmierci. Święty Klemens z Aleksandrii (II wiek n.e.) pisał: "Każda kobieta powinna być przepełniona wstydem przez samo tylko myślenie, że jest kobietą". Chrześcijański filozof Boethius (VI wiek n.e.) pisał: "Kobieta jest świątynią zbudowaną na bagnie". W VI wieku na soborze w Macon biskupi głosowali nad problemem, czy kobiety mają duszę. W X wieku święty Odo z Cluny głosił, że "Obejmować kobietę to tak jak obejmować wór gnoju". W okresie polowania na czarownice (1450-1750) straszliwymi torturami zamęczono setki tysięcy kobiet posądzanych o czary. Papież Innocenty VIII (1484 r.) oficjalnie nakazał palenie na stosach kotów domowych razem z czarownicami. P.S. Pamiętam o świętym Franciszku z Asyżu i jego braciach mniejszych, ale ta jaskółka wiosny nie uczyniła. Dla mnie symboliczny jest raczej sprzeciw Kościoła wobec Konstytucji Stanów Zjednoczonych (1885 r.). Kościół głosił iż "wolność to bluźnierstwo, wolność to odwodzenie innych od prawdziwego Boga. Wolność to mówienie kłamstw w imię Boga". Wcześniej, do Kongresu Stanów Zjednoczonych Kościół wniósł projekt ustawy zabraniającej wydobywania z ziemi ropy naftowej, którą Bóg tam umieścił, aby czarci w piekle mieli czym pod kotłami palić. Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Dżentelmeni wobec kobiet i zwierząt (wg trady IP: *.olsztyn.mm.pl 24.12.09, 14:30 zamknięty Nie setki tysiecy Panie "belkotliwy" tylko ok 80 tys. w przeciagu 300 lat. Taka ilosc, Panie "belkotliwy" to umierala w I polowie XX w ciagu miesiaca w najcudowniejszym ustroju "rownosci i sprawiedliwosci spolecznej". Swoja droga zastanawiam sie czy Pan "belkotliwy" ma w domu choinke i daje dzieciom prezenty czyli czy bierze udzial w tej masowej akcji "oszukanczej" sterowanej przez Kosciol Katolicki co to (mordowal setki tysiecy kobiet) a nazwanej przez takich jak ja Swietami Bozego Narodzenia. Link Zgłoś
Gość: robvu Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t (wg trady IP: 62.149.141.* 24.12.09, 16:53 zamknięty Bardzo „upierdliwy” fanie! Wielebny niedoceniony Narcyzie! Uprzejmie proszę te same tabletki, które Ty dzisiaj brałeś. Bardzo wątpię, żeby to Cię dopadło po opłatku…lub po mszalnym… Link Zgłoś
Gość: fanfana Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t (wg trady IP: *.webazilla.com 25.12.09, 11:13 zamknięty Fan(ie)sld! Widzę, że oszczędnie liczyłeś na swoich paluszkach. Dlatego podrzucam Ci jeszcze dwa fakty, które liczb dopełnią: 1492 rok. Kolumb odkrył Amerykę. Inkwizycja szybko postępuje śladami odkrywców. Tubylców, którzy nie chcieli nawrócić się na wiarę chrześcijańską, palono na stosach. 1493 rok. Bulla papieska uprawomocniła deklarację wojny przeciwko wszystkim narodom w Ameryce Południowej, które odmówiły przyjęcia chrześcijaństwa. Link Zgłoś
Gość: fansld Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.09, 21:44 zamknięty eee, nie.. ja tylko napisalem, ze JHG czyli zwolennik ustroju w ktorym pracujacy utrzymuja niepracujacych, jak zwykle bredzi, bo w tzw polowaniach na czarownice nie zginely setki tysiace kobiet ale 80 tys. Oczywiscie nie jest to proba tlumaczenia zbrodni katolickiej czarnej mafii tylko przedstawienie oszustow parszywych lewakow pokroju jothagie. Link Zgłoś
Gość: brat123 Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t IP: *.lebarts.com 26.12.09, 10:45 zamknięty Widzę problem. Chyba problem jakieś złośliwości. Jestem lewakiem, tym parszywym lewakiem. Mam 32 lata. Należę do jednej z małych partii. Poglądy mam jeszcze bardziej skrajne, niż ma moja partia, ale już nie ma nic bardziej na lewo w sensie organizacyjnym. Poglądy mam wynikające z mego upokorzenia na rynku pracy. Nie będę ich przedstawiał, ale szczerze powiem, że z jothagie nie miałbym wspólnego tematu. Jaki z niego lewak. To felietonista, jakich tysiące. Pisze o nędzy wszelakiej, bo o niej dobrze się pisze. Widać, że czegoś doświadczył więc ma łatwość opisu. I tyle tylko, choć to dużo, jako inteligencka przecietna. Tak więc fansld ma jakieś inne uprzedzenia, wynikające, podobnie jak u mnie, z wykoślawionych doświadczeń lub niechęci osobistej. To widać, że fansld czymś niezdrowym zionie. Nie jest to tylko ogień piekielny, a wszystko inne jest możliwe. Link Zgłoś
Gość: fansld Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.09, 11:03 zamknięty heh no widzisz, moje poglady dokladnie jak u Ciebie sa zwiazane z rozczarowaniem panujaca sytuacja. Mysle zreszta ze kazdy tak ma bo gdyby wszyscy byliby zadowoleni nikt nie tracilby czasu na zajmowanie sie brudna poltyka. Roznimy sie tylko ocena przyczyn tego co sie u nas dzieje. Ja uwazam ze przyczyna panujacego zla jest socjalizm ktory u nas panuje, Ty i JHG uwazacie ze jest dokladnie odwrotnie. Zdaniem JGH ja bredze i jestem nieuleczalny, moim zdaniem bredzi JHG i stad cale zamieszanie :D Pozdrawiam Link Zgłoś
Gość: brat123 Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t IP: *.olsztyn.mm.pl 26.12.09, 12:22 zamknięty Pożera mnie ciekawość Twojej odpowiedzi. Czy każdy z nas ma prawo do bredzenia? Przypomnę Ci "odkrycie" Izaaka Berlina, który powiedział, że świat jest niedoskonały i wszystkie wartości można pogodzić jedynie w nierealnych utopiach. Twoje i moje - dodam od siebie... Link Zgłoś
Gość: jothagie Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t IP: *.olsztyn.mm.pl 26.12.09, 12:25 zamknięty bracie123! Przepraszam Cie za przypadkowe użycie Twego nicka. Zamyśliłem się... Link Zgłoś
Gość: fansld Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.09, 14:55 zamknięty Osoboscie uwazam ze zycie bez bredzenia byloby nudne :-) Link Zgłoś
Gość: jothagie Zamykam stary, kiepski rok IP: *.olsztyn.mm.pl 31.12.09, 10:00 zamknięty 31 grudnia 2009 rok. Jothagie w drodze do sklepu. Osiedlowa dróżka, wschodzące słońce i niepokojące refleksje: Jeśli w sprawach religii jestem agnostykiem, to w sprawach demokracji jestem ateistą. Zupełnie w to nie wierzę. Aktualnie mamy kontrolowaną demokrację, wymiennie z demokracja sondażową - najlepszy ustrój... dla handlarzy dymem i zadymionych kretynów. Człowiek dojrzały w tych „nałogach” mógłby powiedzieć: Nie psuje się smaku kawy cukrem, smaku herbaty cytryną, smaku miłości małżeństwem a demokracji przymiotnikami. I jeszcze jedno: Właściciele agencji towarzyskiej różnią się od owych zadymiarzy tym, że posiadają umiejętność ogarnięcia burdelu, który sami stworzyli. P.S. 19 października 1836 rok. Słowacki w drodze do Aleksandrii. Statek, zachód słońca i niepokojące refleksje. ”Kazano w kraju niewinnej dziecinie Modlić się za mnie co dzień... a ja przecie Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie, Płynąc po świecie... Więc, że modlitwa dziecka nic nie może, Smutno mi, Boże!” Link Zgłoś
Gość: jothagie Paryż (czasem) wart jest mszy… IP: *.olsztyn.mm.pl 02.01.10, 10:11 zamknięty Od kiedy Henryk z Nawarry oświadczył, że „Paryż wart jest mszy”, za co zyskał panowanie we Francji, popularna staje się postawa zmiany poglądów w zamian za coś wartościowego. Przykładowo, w partiach dosyć powszechna jest zasada: dostaniesz pracę dobrze płatną, ale 10% zarobków oddasz partii, w postaci składek czy darowizn. Przeanalizowałem kilkanaście znanych mi przypadków potwierdzających i doszedłem do wniosku, że to się opłaca dwu stronom, a nawet bardzo. O zastosowaniach tego procederu słychać również wśród polityków, którzy z korzyścią zmienili nie tylko partie ale i poglądy. Pociągają ich bardziej stanowiska, pieniądze, niż własne poglądy. A może ich nie mają tylko skłonni są reprezentować dowolne? Ostatnio ubawiłem się historią przejścia z konkubinatu do chrześcijańskiego małżeństwa, gdy to stało się warunkiem, żeby kapelan pewnej instytucji załatwił młodym pracę. Przyznam, pomysłowy sposób na ewangelizację… W takich sytuacjach, których już wiele zgromadziłem w mojej pamięci, towarzyszy mi dziwna refleksja. Wspomnienie lat młodości i poszukiwanie pełnej niezależności. Jakby oazą tej niezależności wydawała się przynależność do społeczności ludzi wierzących. W przypadku mojej rodziny zarówno katolicyzm, jak i protestantyzm dawał poczucie, że jesteśmy razem, a poza nami tylko „oni”, czyli partia, władza i ich służalcy. Z czasem jednak ta pierwotna więź nie wystarczała. Jako młodzi ludzie zaczęliśmy się sprzedawać za różne dobra, przez nas pożądane – szkoła, zawód, praca, kariera. Niektórzy poszli dalej i mają teraz kłopoty z IPNem. Wchodziło się w to dosyć „miękko” , a wyrzuty sumienia były zagłuszane otrzymywaniem choćby namiastki tego, czego się oczekiwało. Najpierw było usprawiedliwienie, że jedną wolność zamieniło się na inną, potem w zdziwienie, że jedno ograniczenie zmieniło się na inne ograniczenie, a potem już tylko świadomość, że wolność to rozumienie konieczności. W III RP zrobiliśmy ustrojowy krok do przodu, ale okazuje się, że procesy są powielane. Trzeba sobie powiedzieć, że nasi rządzący (czymkolwiek), nie są na tyle twórczy, by zaproponować nam inny schemat myślenia o życiu. Mechanizmy są te same a ich autorstwem nikt się nie przejmuje. Liczy się zakreślony cel, a metody to te, które jako skuteczne dobrze poznaliśmy. Łatwe zwycięstwo po ‘89 nie wymusza wymyślania nowych mechanizmów. Różnica jest tylko taka, że dzisiaj wolność to gorliwe i pokorne rozumienie konieczności. Jakich? A no, w tym utrwalaniu się swoistego status quo – „my” i „oni”, „oni” oraz „oni”. I jeszcze raz „oni”… Kiedyś za podwyżkę kilka procent usiłowano obalać rządy, a teraz podwyżka kilkadziesiąt procent jest przyjmowana na kolanach i ze zrozumieniem konieczności. P.S. 1.Ostatnio naoglądałem się publicznej TV – chciałem zrozumieć, czemu ludzie nie chcą płacić abonamentu. I przez przypadek doszedłem do ciekawych wniosków. Jeden z nich: Za Gierka oglądając Dziennik można było zdobyć kwalifikacje górnika, spawacza, hutnika, itp. Obecnie po dwóch tygodniach oglądania publicznej TV śmiało mógłbym przyjąć niższe święcenia kapłańskie…Wreszcie zrozumiałem, co znaczy misja telewizji – co któraś audycja, to jakiś misjonarz. 2.Powiedzenie „Paryż wart jest mszy” jest istotnie związane z moja młodością. Wielokrotnie słyszałem jego trawestację, że „Kraków (zawsze) wart jest tych dzwonów, które budzą już od piątej rano”. 3.Niestety, Olsztyn nie wart jest ani jutrzni, ani nieszporów… 4. wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title,Kard.-Dziwisz-nikomu-nie-chcemy-narzucac-naszych-symboli,wid,11820400,wiadomosc.html?ticaid=19624 A jednak narzucamy! Jeśli „nie chcemy…” to wycofajmy je do sfery prywatnej. Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Paryż (czasem) wart jest mszy… IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.10, 12:22 zamknięty Latwe zwyciestwo w 89r.??????????? Ciekawe czy JHG zauwazyl kto zwyciezyl? :D :D Chociaz cholera go wie, pewnie tez jest otumaniony :D i mysli ze w 89 komuchy oddaly wladze i ze mamy oczywiscie kapitalizm :D www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1075 :D :D Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Paryż (czasem) wart jest mszy… IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.10, 17:47 zamknięty z Blogu Zmiekiewicza: blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/01/02/kompas-na-rok-2010-i-tego-trzymac-sie-trzeba/ Polecam. Link Zgłoś
Gość: jothagie Nie lubie takich dyskusji, ale IP: *.olsztyn.mm.pl 05.01.10, 20:07 zamknięty za moment coś odpiszę.Może wypada zachować umiar... we wszystkim. Link Zgłoś
Gość: jothagie Kośćcem jest wspólnota wstydu… IP: *.olsztyn.mm.pl 05.01.10, 20:42 zamknięty W takiej dyskusji warto sobie zadać pytanie jako autosprawdzian – czy spieramy się o fakty, czy o świadomość tych faktów. Nie ulega wątpliwości, że fakty są oczywiste. Opowiadam się tu za twierdzeniem Joanny Szczepkowskiej. Faktycznie komuna upadła. Świadomościowo, nie. Zupełnie inna to sprawa, że nasza świadomość postrzega to inaczej. Ale za tym kryje się groźne acz subtelne niebezpieczeństwo, bo albo oceniamy to z punktu widzenia jakiejś ideologii, która z natury jest fałszowaniem zdarzeń (niesłuszne założenia albo uogólnienia), albo jest wynikiem naszych uogólnionych ale indywidualnych doświadczeń. Człowiek ma prawo i do jednego i do drugiego, ale powinien być świadom ograniczeń wypowiadanych twierdzeń. Moja interpretacja jest inna. Komuny rodem z przedwojennej KPP nigdy w Polsce nie było. Był wynaturzony socjalizm. Wynaturzony przez Lenina (to skrót myślowy) i wynaturzony w praktyce konkurencyjnej do silnego PPSu. Dziś problem polega na tym, żeby „dobić” te pozostałości, a skierować ludzi na zachodni socjalizm. To jest warunek demokracji, gdzie konieczny jest przynajmniej sposób takiego myślenia. Niczego na siłę nie można realizować, ani liberalizmu ani socjalizmu, ale ten sposób myślenia powinien być ludziom dostępny także w wyborach politycznych. Żałuję bardzo, że SLD tego nie rozumie… W ’89 roku zdający władzę dokonali trzech „genialnych” posunięć: 1.Odrzucili partyjny beton (zaczęło się od stanu wojennego). 2.Odrzucili radykalne skrzydło służb (m.in. moczarowców, którzy mogli nam wypowiedzieć jeszcze niejedną wojnę. 3.Oparli się na współpracownikach służb (w wielu wypadkach). To nie musiało być błędem, ale stało się, ze względu na jakość ludzi – nie stworzyli nowych mechanizmów. Byli wierni, ale mierni. Stąd nawet Balcerowicz, który mógł się stać reformatorem, stał się a-sekretarzem KC. Manipulowanie na granicach sprzeczności, nie jest dobrym wyjściem. Rezultaty tego reformowania w myśl zasady „każdy ch… na swój strój”, docierają do naszej świadomości i nic dziwnego, że mamy już tego dosyć i że nagle „porządniejemy”, czyli nie chcemy mieć z tym nic wspólnego, a jako patrioci dostajemy biegunki myśli i pomysłów. Rzecz w tym, że w ’89 roku „dobre” wyjście nie było realne. Ani władza, ani opozycja (czy nawet pseudo-opozycja, jak np. Kościół) nie chciały o nim słyszeć. To mógłby być wilczy bilet (świadectwo moralności jak u pastora Gaucka) dla wszelkich byłych: sekretarzy PZPR, służb OMO, ZOMO, UB, SB i tzw. „siepaczy”. Emerytury i żadnej pracy. Taki pomysł miał Jacek Kuroń, ale nie wiadomo czemu, dał spokój. Teraz, po latach, odbieranie im emerytur jest żałosne. Spójrzcie tylko na agencje ochrony – ile złego robią tam pracownicy wymienionych służb… Oprócz pracy operacyjnej (głównie zmuszanie do donoszenia), omijania prawa, dezinformacji, napuszczaniu jednych na drugich, nic nie potrafią. I tu widać, jak na dłoni braki nowych mechanizmów. Słynne powiedzenie: „I gdzie ja teraz robotę znajdę, jeśli tylko przesłuchiwać umiem” dalej robi menadżerska karierę. P.S. Cóż tu daleko szukać… Spójrzmy na „olsztyński układ” którego kośćcem jest wspólnota wstydu rodem z PRL. Znam jej odmianę: urzędniczą, służby zdrowia, uczelnianą, kościelną, narodowościową. Przyznam, że od „wewnątrz” jest to efektywne (trzyma się dobrze!), ale z punktu widzenia mieszkańca, żałosne. Ale tak jest to zaplanowane, by jednym było dobrze, a innym by ustawicznie zbierało się na wymioty. Link Zgłoś
Gość: jothagie Polnische Wirtschaft IP: *.olsztyn.mm.pl 09.01.10, 11:17 zamknięty Dawno, dawno temu, za kilkoma górami, za dwiema granicami, pierwszy raz spotkałem inny świat. Spotkałem innych ludzi z innym, na szczęście, znanym mi językiem i diametralnie różnym sposobem myślenia. Gdy już pokonaliśmy pierwsze uprzedzenia zaczęliśmy rozmawiać, jak człowiek z człowiekiem. Wprawdzie raz mnie przytkało, gdy zobaczyłem rodowe srebra rodziców mego kolegi, które zabrano im w czasie wojny, ale dałem sobie na spokój, bo ten, który zabierał, już nie żył… Gdy rozmawialiśmy o statusie materialnym często potykałem się o określenie "polnische Wirtschaft", które oznaczało skrajną niegospodarność, brud, brak planowania oraz manier gospodarczych. Po latach przypomniałem sobie to określenie właśnie w sensie braku manier, a powodem do tego była zasłyszana „spowiedź” przy kieliszku byłego biznesmena. Facet skończył technologię żywności na ART w Olsztynie. Gdy nadarzyła się okazja wziął sprawy w swoje ręce. Wziął kredyt i zainwestował w zakład przetwórczy a resztę przeznaczył po połowie na sadzonki dla rolników i pierwsze wypłaty. Podpisał odpowiednie umowy z rolnikami i z optymizmem czekał na rozruch. Pięć lat było trudnych, ale stanął na czysto, czyli zero. Spłacił kredyty i z wszystkimi instytucjami był rozliczony. Szósty rok miał przynieść zysk, ale się przeliczył. Chłopi zaczęli produktem handlować na własną rękę, bo cena im nie odpowiadała. Resztki, dalekie już od świeżości, przywozili wieczorem, co dezorganizowało produkcję. Ale przysłowiowy gwóźdź do trumny wbili braciszkowie funkcjonującego w okolicy klasztoru. Jak mafia, chcieli się podłączyć do cudzych pieniędzy. Podobno przez trzy najbliższe lata nie było to możliwe – tak twierdził właściciel. Podbuntowali więc chłopów i biznes upadł. Dziś panuje tam nędza i proszą, by ktoś im pomógł. Z taką misją wysłali najmądrzejszego ze wsi, by z byłym dobroczyńcą pertraktował przy kieliszku. Część pertraktacji właśnie słyszałem, ale rezultat był negatywny. Zerwane rynki zbytu nie wracają… Smaczku dodaje fakt, że „bohater” opowieści, po studiach wrócił do swoich stron i swoim chciał zafundować lepsze życie. Pomogli jemu i pomogli sobie… Niestety, nikt nie może być dobrodziejem we własnych stronach, szczególnie gdy obowiązuje tam „polnische Wirtschaft”, cokolwiek by to miało dziś znaczyć. P.S. Ostatnio byłem na ul. Grabowskiego i przyjrzałem się domowi byłego I Sekretarza KW PZPR. Zbudował go (dla siebie i chyba kierowcy) z wybrakowanej wielkiej płyty, płacąc jakieś tam niewielkie pieniądze. Oj, co to się działo w latach Solidarności… Żal półdupki ściska, jak się to porówna z powszechnym dziś złodziejstwem. Link Zgłoś
Gość: jothagie Wyborco! Współczuję Ci! IP: *.olsztyn.mm.pl 16.01.10, 09:50 zamknięty Zbliżają się wybory. Prezydenckie i samorządowe. Już nas ponosi wyborcza galopka. Najpierw biegunka w sprawie zmian w Konstytucji. To Cię dostatecznie ogłupi. Potem będziesz zmuszany do marzeń… Następnie ubezwłasnowolnią Cię brutalną walką polityczną. Ostatecznie uwierzysz, jak samica w przyrodzie, że najbrutalniejszy ma najwartościowsze nasienie… Wyborco! Nie idź ta drogą! Do wyborów samorządowych musisz się przyłożyć, bo, po pierwsze, widzisz, co zrobiłeś głosując źle lub nie głosując w ogóle; po drugie jest to Twój realny i jedynie możliwy wkład w to, żeby w Twoim miejscu zamieszkania było lepiej. Ze wszystkich reform udała nam się tylko samorządowa a jadąc przez Polskę możesz na swoje oczy zobaczyć, gdzie głosowali właściwie. W wyborach samorządowych masz większe szanse wyboru. Trochę znasz ludzi i możesz poczuć siłę sprawczą swojego głosu, a przede wszystkim, znasz potrzeby swojej małej ojczyzny. Dobrze Ci w związku z tym radzę: zwracaj uwagę na inteligencję ludzi, wybieraj ludzi większego formatu i wielu racji. Nie kieruj się światopoglądem wybieranych ludzi, wznieś się ponad wyznawana przez Ciebie religię, ponad Twoją narodowość i ponad Twoją płeć. Żądaj wielkiej kultury wybieranych, ale Ty także okaż ją w pełni. Tu stajesz przed ważnym wyborem i nie zlekceważ go. Zupełnie inaczej ma się sprawa z wyborami prezydenckimi. Na dzień dzisiejszy człowiek inteligentny nie ma dobrego wyboru – może wybrać mniejsze zło. I w tym aspekcie jeśli wybierzesz kogoś innego, niż obecny prezydent, to wypełnisz zadanie. Właśnie wybierzesz mniejsze zło. W takiej sytuacji, szczególnie jeśli zrobisz to wbrew sobie, ale dla dobra Polski, to ran Twoich niegodnym całować. Ale tu Ci współczuję, bo jeśli pójdziesz na wybory, to znaczy, że wart jesteś szansy dobrego wyboru. A co proponują Ci partie polityczne? Spójrz: PO, PiS, SLD, PSL - kilka liter, a tyle lichej treści. Wszystkie zgrały się niezależnie od stopnia udziału w aferze hazardowej. Przy okazji tragicznego trzęsienia Ziemi na Haiti, masz okazje przyjrzeć się, w jakim kierunku ciągną nas nasze obecne partie polityczne – obce interesy przede wszystkim, lokalna religia - nieracjonalna do bólu, lokalne mafie stwarzające jedyne szanse gospodarcze, skorumpowana władza i ogólny chaos. Trudno z czegoś takiego wybrać przyszłość, tym bardziej, że wszyscy w tym garncu mieszają, a przy okazji wyborów, mieszają również Tobie w głowie. Co mogę Ci poradzić? Daj władzy prztyczka w nos! Jeden już dostała w postaci Kononowicza – głosowali na niego ludzie z poczuciem humoru, a nie głupki. Tego już nie można powtórzyć, bo tragedia może się zdarzyć. Trzeba zagłosować na człowieka najmniejszych szans, ale takiego, którego w razie czego…nie będziemy się wstydzić. Nie zmarnujemy głosu. Casus Wałęsy powinien nas powstrzymać przed fałszywym krokiem. P.S. Niniejszym wpisem odwaliłem kawał nikomu niepotrzebnej dobrej roboty, ale żadnych pieniędzy za to nie brałem. Po prostu, wzniosłem się ponad chęć dania komuś w mordę… Wyborco! Trochę Cię pocieszę: Nasze irracjonalne wybory (irracjonalne z braku wyboru) na długo jeszcze będą kształtować nasz byt polityczny, szczególnie w sferze świadomościowej. Dlaczego? Bo zamiast sensownie poszukiwać lekarstwa na zwykłe draństwo, to z wygodnictwa wybierasz tych, co utwierdzają nasz brak wyboru, a potem jak Piłat umywasz ręce. Niestety, tracimy na tym wszyscy… Link Zgłoś
Gość: jothagie Głos w trudnej sprawie IP: *.olsztyn.mm.pl 19.01.10, 15:31 zamknięty Najpierw Państwo przeczytajcie to: wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7467913,Macie_emeryture__To_tniemy_wasze_etaty.html?skad=rss Jestem emerytem i jestem szczęśliwy. Żyję bez stresów, konfliktów i bez kpin z wieku, pamięci, poglądów, światopoglądu i wykształcenia. Ale nie ulega wątpliwości, że obniżyłem sobie poziom życia. Nie miałem z czego zrobić oszczędności, a moja uczciwość była w tym zasadniczą przeszkodą. Teraz chętnie popracowałbym w niepełnym wymiarze na tzw. opłaty luksusu: pełny pakiet TV kablowej, szybszy internet, owoce na każdy dzień, wzmagające odporność suplementy diety, raz na miesiąc jakiś drobiazg dla żony, dobre oprogramowania, parę gadżetów, itp. Istnieje jednak problem sumienia społecznego. Ci młodzi też muszą zarobić na swoje plany życiowe i swoje emerytury. Wiem, jak to jest pilne, bo miałem dzieci bezrobotne a obecnie jedno z nich nadal jest bez pracy i zasiłku. Tak długo, że nie wiem, czy psychicznie nadaje się do podjęcia pracy – nie umie walczyć. Żałuję, że go tak dobrze wychowałem… Przy tej okazji zawsze rozważam problem młodych ludzi, którzy często szantażują nas wysiłkiem wykształcenia i w związku z tym „należnym” im prawem do pracy. Chyba czas już ten problem rozwiązać ostatecznie. Co mianowicie? Znieść darmowe studia. Są tu dwa dobre wyjścia. Darmowe „granty” rządowe, czyli darmowe studia dla niezbędnych dla kraju kierunków. I tam przyjmować najlepszych wg obiektywnych kryteriów „przesiewu”. Pozostali, w myśl zasady, że państwo powinno wspierać wykształcenie obywateli, powinni mieć dostęp do kredytu z niskim oprocentowaniem i bonusami z tytułu wyników czy późniejszych efektów pracy. A podstawowa sprawa to zasada prywatności studiów. Wykształcenie ponad średnie powinno być prywatną sprawą obywatela. A więc żądanie pracy po studiach nie może być niczym uzasadnione, choć źle to świadczy o państwie, ale nie aż tak źle w świetle prac podejmowanych na Wyspach przez absolwentów naszych uczelni. To samo odnosi się, moim zdaniem, do roszczeń z tytułu posiadania dzieci. To również prywatna sprawa obywatela – ślepy niech się nie bierze do gry w pokera. W tym rozwiązaniu widzę pewne niebezpieczeństwo, które generują uczelnie pozostawione wolnemu rynkowi. Kiedyś tzw. „komuna” raczyła udzielać prawa do studiów, płaciła za nie, ustalała program i wymagania. Przesadzała tylko w „wychowaniu” Boże pożal się! Światopoglądowym. Jeśli teraz płacić będzie student, to i on będzie wymagał. Najczęściej wymaga odpowiednich wpisów do indeksu… I uczelnie ulegają i będą ulegać temu, bo to ich żywotny interes. I jeszcze jedno, na studia „poza grantowe” znieść konkursy świadectw, egzaminy wstępne, lub wprowadzić wieloletnią ważność zdanych egzaminów. Trzeba docenić sporą grupę ludzi, która od młodych lat pracuje, nabiera doświadczenia i zarabia na studia. Nie wolno im zamknąć szansy. Powinno się również zrewidować podejście do emerytur (na miarę gospodarczej sytuacji Polski i bismarckowskiego założenia, od którego trudno jest odejść). Przy tym założeniu systemowym emerytura powinna mieć związek z aktywnością zawodową, ale pewne granice też winny być uwzględnione. Załóżmy, że w ramach solidarności społecznej wymagane byłoby 30 lat pracy dla wszystkich, co uprawniałoby do emerytury w jakimś procencie. Każdy następny rok zwiększałby ten procent do ustalonego wieku, lub obowiązkowo zwiększałby zgromadzone wcześniej pieniądze w OFE, które można odebrać po osiągnięciu ustawowego wieku emerytalnego. W Kodeksie Pracy powinno się chronić ludzi ze względu na prawa emerytalne a nie ze względu na wiek. Jeśli pracodawca nie chce pracować ze starą babą, która ma nogi od stopy do kostek, bo ma młodszą, której nogi kończą się przy szyi, to już ich zbójeckie prawo. Trzeba to tylko obwarować odpowiednimi odprawami. W ten czy inny sposób i tak doprowadzą do swego, a zdrowiem przepłaci to stara baba. To jest również kwestia honoru, nie upierać się przy pracy tam, gdzie mnie nie chcą. Zachciało się kapitalizmu, to trzeba konsekwencje ponosić… P.S. 25 minut czekałem dziś na Jakubowie na autobus MPK. Autobus był, ale młody kierowca urządził sobie dyskotekę w ciepłym. Wiem, że nie ma obowiązku podjeżdżania wcześniej, ale mógłby okazać trochę solidarności ze zmarzniętymi. Pewnie bardziej mu przemawia do wyobraźni tragedia na Haiti , niż los współobywatela miasta. A może nic mu już nie przemawia, bo właśnie wygryzł dorabiającego emeryta… Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Głos w trudnej sprawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.10, 16:12 zamknięty Male sprostowanie: Mlodzi musza obecnie zapracowac na Twoja emeryture a takze dzieci tych mlodych beda musialy zapracowac na Twoja emeryture bo zebys Ty ja dostal juz teraz rzad obecenie sie zapozycza na poczet tzw. przyszlych pokolen. Taka jest wlasnie cena za "socjalizm" i "sprawiedliwosc spoleczna". Link Zgłoś
Gość: jothagie Re: Głos w trudnej sprawie IP: *.olsztyn.mm.pl 19.01.10, 16:24 zamknięty Nie powtarzaj się, bo już to mam nagrane... Od samego mieszania herbata nie robi się słodsza. Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Głos w trudnej sprawie IP: *.olsztyn.mm.pl 25.01.10, 15:32 zamknięty Wzajemnie... Link Zgłoś
Gość: jothagie Re: Głos w trudnej sprawie IP: *.olsztyn.mm.pl 26.01.10, 10:23 zamknięty Nie zwiedzie mnie kilka sloganów rodem z UPR. Wyczuwam zaciekłość eselowskiej młodzieżówki, skrajności zresztą, są bliskie. To wcale nie jest wstyd, bo dalej obowiązuje powiedzenie Bismarcka: "Kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość będzie świnią", a z tego wyrasta się tylko intelektem – emocje są powiązane z doświadczeniami i opóźniają się, podobnie zresztą jak chęci (wola). Trzeba się więc kontrolować, by na starość nie pozostać… Link Zgłoś
Gość: jothagie Rozwiązanie rzymskie - jdsgslb IP: *.olsztyn.mm.pl 23.01.10, 10:26 zamknięty Powodowany nieśmiałymi pomrukami wyborczymi, z różnych stron generowanymi, proponuję klarowne wypowiedzenie zawoalowanych propozycji (LB musi kandydować na prezydenta – ostatnia wersja). Nie ma się co wstydzić – V kolumna istnieje i też ma swoje prawa. Nie należę do niej, ale pomogę jej być czytelną ofertą. A odczytana przeze mnie intencja jest następująca: Najlepszy będzie Triumwirat - Jeffrey David Sachs, George Soros, Leszek Balcerowicz. Przy okazji wyborów warto zmienić godło na Gwiazdę Dawida i NBP na Bank Światowy. Zmian, zresztą byłoby więcej. Definicja bezrobotnego uległaby zmianie: bezrobotny to człowiek, który utracił pracę, a nie przyjęto go do Seminarium Duchownego, a w przypadku kobiety, nie przyjęto jej do Agencji Towarzyskiej. I tylko takim zasiłek się należy. Rencista też otrzyma nowe znaczenie: nie ma rąk, nie ma nóg i jest kaleką, bo jeśli nie jest kaleką, to nie łapie się – przecież może się załapać na płatny seks. Jako GRUPENFURER JDSGSLB zawetuje wiele ustaw w tym ustawę o bezpłatnej terapii depresji bezrobocia. Przy okazji szczególne odium wyrazi do tych długotrwale bezrobotnych, bo to są albo niepełnosprytni, albo nie umieją pisać CV, albo nie wiedzą, gdzie jest UP, albo nie potrafią przypodobać się ewentualnemu pracodawcy. Pod jego wpływem wycofa się pomysł samego LB, żeby pomoc trafiała do potrzebujących – „to nie jest komuna, żeby każdy otrzymywał wg potrzeb”. Pieniądze odda się Kościołowi a tam Bóg rozstrzygnie, kto ma słuszne, a szczególnie wymodlone potrzeby. Ze środków kancelarii prezydenckiej nakręci się film pod hasłem: „Bóg. Honor. Ojczyzna”. Jeszcze toczą się pertraktacje nad czwartą częścią hasła: „ i Maryja zawsze dziewica”. Ustalono już, że Pana Boga zagra Piotr Adamczyk. Zaczęły się castingi do roli „…zawsze dziewicy”. Może Dorota Rabczewska, chociaż Jola Rutowicz może zapewnić oglądalność. Nie obsadzono jeszcze „Honoru”, bo nikt z otoczenia nie wie, co to jest, a „Ojczyzna” jest pilnie poszukiwana. Ostatnio ktoś widział Ją w okolicach Irlandii…(Czasami wystarczy politykom nie przeszkadzać i poczekać aż sami z siebie zrobią idiotów, ale w wymiarze edukacji społecznej to trwa zbyt długo). To są niezbędne elementy szczęścia narodu. Wystarczy tylko, żeby hierarchowie otrzymali obietnice potężnych profitów i sprawę widzę jako zaklepaną. Potem szczęście przesunie się do drugiego życia – wiecznego i wszyscy będą zadowoleni. Z czasem przejdziemy na buddyzm, a następne wcielenia będą dostępne za małą opłatą. Progi między wcieleniami będziemy przekraczać z prezydenckim: „A niech Was Nirwana trafi!” . „Spieprzaj Dziadu” – będzie zakazane konstytucyjnie. P.S. Czym różni się aborcja od ekonomicznej eksterminacji narodu? Parę różnic widzę, ale zasadnicza to ta, że pierwsza jest zakazana… wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Leszek-Balcerowicz-na-prezydenta-zamiast-Tuska,wid,11864565,wiadomosc_prasa.html?ticaid=197a8 Credo Nowego Cudu Gospodarczego: „Przyspieszmy prywatyzację, zlikwidujmy przywileje emerytalne, nie próbujmy na siłę tworzyć miejsc pracy w Polsce B.”. Grabski à rebours, czy co! Panie! Miej w opiece „Polskę B”! Olsztyn podwójnie, bo lokalne zapędy też są niezłym zagrożeniem. Link Zgłoś
Gość: jothagie Mis wiecznie żywy, ale jakby inaczej IP: *.olsztyn.mm.pl 25.01.10, 10:54 zamknięty Bardzo poruszyła mnie intelektualnie i uczuciowo historia opisana w „rzepie”: www.rp.pl/artykul/423705_Miala_zginac_inna_Malgorzata_.html Mord polityczny istniał, istnieje i będzie istniał. Ocenia się, że skala tego zjawiska na świecie sięga dziesiątków tysięcy ofiar rocznie. I to jest fakt niezależnie od tego, czy potrafi się o tym mówić na zimno czy nie. I nie miałbym nic przeciwko temu, żeby IPN mając swoich śledczych dokonywał wykryć. Żeby stawiał przed sądy a sądy skazywały w oparciu o dowody. Ale mord polityczny ma to do siebie, że jest niemal doskonały. I pomimo, że służby PRLu z buty i pewności specjalnie nie zacierały śladów, to nawet IPN staje przed niemożnością. I tu zaczyna się głupota IPN, bo łatwiej jest wykryć małego donosiciela, którego dokumentów nawet nikt nie starał się ukryć, niż sprawców mordu politycznego. Nawet gotów jestem przyjąć taką gó...arską opcję, ale pod warunkiem, że będą wyciągać współpracę tych, co dziś mają jakiś wpływ na życie publiczne. Nawet rozpasany pod tym względem PIS zatoczył jakieś granice. Szerokie i niezwykle naciągane, ale były, a IPN dalej miesza w „płotkach”. Nie mówmy o zmarłych, nie mówmy o tych, co są na emeryturach lub odśnieżają podwórka. Jeśli chcemy zmiany, to ujawnijmy tych, co dalej maja wpływy i to wszystkich, bo nie może być tak, że jednych się ujawnia a innych akta trzymają albo służby, albo IPN i nikt z rąk ich nie wypuszcza. Stać nas tylko na zwykłe podwórkowe gó...arstwo, a żadnej pozytywnej roboty nie widać. Jak zwykle w naszym kraju – pieprzone cwaniactwo… P.S. Temat doczekał się również wpisu na naszym Forum: forum.gazeta.pl/forum/w,64,106143569,106143569,Niesamowite_historie_z_esbecja_w_tle_.html Też jakieś przesłanie zawiera. Ważne są wszystkie poglądy, ale dzisiejsze elity (służby szczególnie) nawet do łba tego nie biorą. Dziś skuteczność również niejedno ma imię. Link Zgłoś
Gość: jothagie Wasz biznes na mój rachunek IP: *.olsztyn.mm.pl 30.01.10, 10:06 zamknięty Od 37 lat mam konto w PKO a potem PKO BP. Kiedyś była to jedna z niewielu możliwości, a dziś możliwość anachroniczna. Płacę za konto, płacę za internetowe powiadamianie o saldzie. I dostaję wydruk – tony papieru gromadzę od lat i nie wiem, po co. I to ostatnie wydało mi się anachronizmem, gdy zobaczyłem sposoby obsługi klienta w innych bankach. Wybrałem się więc na rozmowę z propozycją obniżenia opłaty w zamian za rezygnację z wydruku. Okazało się to niemożliwe. Mogę jedynie zrezygnować z salda internetowego. Albo z banku, bo tak będzie prościej. Multimedia dostarczają mi TV i internet. Oprócz faktury, która jest ważna przy rozliczeniu z fiskusem dostaję sporo makulatury reklamowej. Za czyje to pieniądze? Oczywista, że za moje także. Lubię to uszczęśliwianie mnie na mój koszt. Staram się nie kupować produktów reklamowanych, bo reklama zawsze jest w cenie tego produktu, ale tu wyjścia nie mam. A ponieważ nie jestem głąb więc wracam do marksistowskiej tezy, że wolność to tylko uświadomiona konieczność. Teraz jednak nie pomaga to tak, jak za czasów komuny. Od pewnego czasu mam na pieńku z telewizją publiczną. Pomijam fakt, że telewizja komercyjna jest kłamliwa z powodu właściciela, który prezentuje to, co mu się opłaci, a publiczna jest zakłamana misyjnie, bo jest opłacana niezależnie od właściciela. Szczególnie denerwuje mnie konkurs SMSowy, w którym nagrodą jest samochód i biały laptop. Trzeba jednak dać się naciągnąć na SMS za 3 z czymś złotego. Znawcy obliczają, że trzy godziny po reklamie mają zwrot wszystkiego. I dalej naciągają… Wydaje się, że są jakieś granice śmieszności. Mam ochotę na ten biały laptop, ale za 30 parę lat płaconego abonamentu, to oni powinni mi go dać za darmo. Co do abonamentu, to w świetle tego konkursu, mam taką uwagę: czasem jest to ważne, za jakie pieniądze człowiek robi z siebie kretyna. Za darmo nie warto. Jeśli natomiast dobrze płacą, a to przepraszam! Ten biały laptop, to kretyństwo choć częściowo by usprawiedliwił. P.S. Obywatelu! Czuj się jak u siebie w sławojce – rób swoje, ale raczej nie rozglądaj się w poszukiwaniu szczęścia. Link Zgłoś
ot48 Re: Zrozumieć politykę naszych elit 30.01.10, 21:52 zamknięty A jak to się dzieje że w USA potrafią się dogadać? Stany to zbiorowisko różnych narodowości, różnych religii, wyznań. Rodowitych amerykanów jak na lekarstwo,a u władzy jeszcze mniej. Państwo to jest mocarstwem, przoduje w technologii, wzorem dla innych. Czy byśmy byli narodem wybranym????? Link Zgłoś
Gość: jothagie U mnie koniec kalendarza… IP: *.olsztyn.mm.pl 31.01.10, 10:54 zamknięty A nowego nie ma…Wiedziałem, że coś się wydarzy. I wydarzyło się: Plusy ujemne i dodatnie noblisty. Nie zapowiada to jeszcze końca świata, jak kalendarz Majów, ale kto wie… wiadomosci.onet.pl/2120796,12,walesa_polacy_powinni_wspierac_kandydatow_polskiego_pochodzenia,item.html W ten sposób pan Wałęsa potwierdził jedno z „Praw Murphy'ego”, że zepsuty zegar dwa razy na dobę wskazuje prawidłowy czas. Wydaje się jednak, że były prezydent jest typowym znakiem drogowym, który nie chadza tymi drogami, które wskazuje. Wydaje się także, że pan Wałęsa wyprzedził kampanię religijną Radio Maryja i naukową prof. Nowaka przed nadchodzącymi wyborami. Może pojawić się taki problem w postaci wyboru „rodziny niepolskiej”, co zaogni uczucia a jednocześnie otworzy szanse kandydatowi, który w sporze się nie pojawi. To trudno zresztą przewidzieć konsekwencje poruszonego kamyka z serii „lawina”, bo nie znane są wyroki opatrzności zarówno spod znaku Horusa jak i wolnomularzy. Trzeba więc czytać wszelkie znaki na „Niebie i Ziemi”, jeśli kogoś to interesuje, bo wyborcza polka galopka zaczęła się, po której Polacy znów obudzą się z ręką w nocniku, a może nawet bez ręki. Trudno przecież w codziennym życiu być Sauronem z powieści J.R.R. Tolkiena, który posiada wszystkowidzące oko. Osobiście odnoszę wrażenie, że temu panu kończą się pieniądze („miałeś chamie złoty róg”) i chce wejść do obrotu przez drobną piramidkę finansową. Żeby tylko zachował umiar, bo jak przesadzi, to wyjdzie z tego szantaż, a tego nikt nie lubi, nawet sam szantażysta („nie chcem, ale muszem). A tak w ogóle, jeśli już tak wchodzimy Ameryce gdzieś tam, że mówią o nas jako o dodatkowym stanie, to wybierzmy Murzyna, wychowanego w wierze i obyczajach białego człowieka. Problem w tym, że kolorowi mają żyłkę do uprawiania wsobnego interesu (nie tak dawno zaczęli robić interesy), a Żydzi, nawet niewierzący, maja ogromny szacunek do młodszych braci w wierze – władzą się nie podzielą, ale pieniędzmi owszem. I nie z wszystkimi, tylko z pasterzami. I to może być decydujące w niejawnej kampanii wyborczej. P.S. Prawdę mówiąc, miedzy nami nierasistami i nieksenofobami, Armagedon to całkiem realna perspektywa. Link Zgłoś
Gość: jothagie Świat chce być oszukiwanym… IP: *.olsztyn.mm.pl 06.02.10, 09:40 zamknięty Na co dzień jestem przeciętnym biorcą informacji. Poszukuję jej w sprawach politycznych, społecznych, lokalnych, a czasem, w zależności od nastroju i potrzeb, jeszcze innych. Przeważnie zadowalam się tym, co płynie z popularnych informatorów. Czasem jednak zachciewa mi się prawdy (informacji prawdziwych) i wtedy, jak ten leszcz, muszę przeczesywać metry dna i mułu, żeby coś wartościowego wyłowić. Poszukujący nie jest tu bez szans, nawet wtedy, kiedy dziennikarz mija się z faktami. Trudniej jest w tzw. sprawach politycznych, lub uczynionych takimi, w których pewni dziennikarze są wymowni jeszcze przed faktem napisania czy wypowiedzenia czegokolwiek. Tego nie da się postrzegać w kategoriach błędu zawodowców. To nie jest dziennikarstwo – to jest narracja polityczna. W tym kontekście przypomina mi się pogląd starożytnych, że moralność to sprawa prywatna, ale przyzwoitość to rzecz publiczna. To jednak nie działa. Rozumiem wolność prasy. Rozumiem, chociaż nie mogę pojąć, jak można być niezależnym od faktów na rzecz jakiejś „lojalki”. Przykłady lokalne są obrzydliwe… Czytając naszą prasę odniosłem wrażenie, że niektórzy dziennikarze upiłowali gałąź, na której wszyscy siedzieliśmy. Dopóki jeszcze siedzieliśmy to mieliśmy zaufanie, przynajmniej na poziomie tej gałęzi. Kiedy zaś upadliśmy z takim hukiem i bólem, to zaufanie jakby się zmniejszyło z tendencją do zaniku. Mam wrażenie, że, mimo iż na sztandarach wypisaliśmy „Zachód”, to jednak w praktyce wciskamy się na „Wschód”. To tam obowiązuje zasada przypomniana Gorbaczowowi przez Regana „wierz, ale sprawdzaj”. Czy jednak zwykły obywatel ma na swych usługach prokuratora, by powziąć prawdę w dowolnej sprawie? Czy obywatel hoduje sobie w domu specjalistę, który mu podpowie, jak odróżnić informację od komentarza? Czy zwykły konsument prasy brukowej może wychwycić fałsz w generalizacji przypadku? A jeśli nawet, to czy to dobrze dla spraw publicznych, gdy obywatele zaczną śledzić dziennikarzy nie z powodu prawdy, ale z powodu kłamstw? Czy koniecznie musimy doprowadzić do sytuacji, że po kolejnej dezinformacji obywatelom przestanie zależeć na czymkolwiek w zakresie spraw publicznych? A swoją drogą, dziwna to misja tej czwartej władzy, jeśli działa na podstawie klasycznej formuły oszustów: Mundus vult decipi, ergo decipiatur – świat chce być oszukiwanym, więc go oszukujmy. Dziwna, jeśli obywatel musi się przed nią bronić na własną rękę. Jeśli kupię wadliwe buty, to mam wrażenie, że po mojej stronie stoi jakaś organizacja konsumencka i choćby resztka sumienia sprzedawcy, gdy zaś kupuję gazetę, oglądam telewizję, słucham radia, to mam wrażenie, że wystawiam swój intelekt na niebezpieczeństwo i to na własne ryzyko. Czy nie czas, by w życiu społecznym oddzielić ziarno od plew? P.S. Spóźnione życzenia na Nowy Rok składam: Bądźcie zdrowi! Bądźcie zdrowi przed wypiciem kolejnego i dowolnego ohydztwa podanego do publicznego obiegu, bo rehabilitacja po nim będzie długa i ze złymi rokowaniami. Refleksja powyższa jest wynikiem mojego dociekania na temat: „Czym jest afera hazardowa?”. Nie wiem, mimo resztek bystrości mego umysłu. Nie wiem dzięki temu, co czytam oglądam i słyszę. Wniosek? Posłużę się wnioskiem z blogu kataryny: ”Czytanie gazet będzie niedługo bardziej pracochłonne niż ich tworzenie”. Link Zgłoś
kecawa Re: Zrozumieć politykę naszych elit 06.02.10, 10:53 zamknięty Zrozumieć nastroje wyborców - to jest dopiero wyzwanie Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.10, 19:51 zamknięty No prosze zaczynam widziec jakis progres u JHG. :D Moze w koncu inteligencja JHG dojrzy do tego zeby przestac zastanawiac sie nad tym jaka jest polityka naszych "elit" :D :D Link Zgłoś
ot48 Re: Zrozumieć politykę naszych elit 11.02.10, 22:41 zamknięty Proszę posłuchać co ma do powiedzenia niedoszły prezydent III RP !!!!!!!!!!!!!!!!!! www.youtube.com/watch?v=o4Ma4V-hxW8 Link Zgłoś
ot48 Re: Zrozumieć politykę naszych elit 11.02.10, 23:15 zamknięty No i mamy winnego, świńską grypę wywołał Palikot z PO. !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! www.youtube.com/watch?v=RSuQRf0zzUY Link Zgłoś