Dodaj do ulubionych

Zrozumieć politykę naszych elit

    • Gość: jothagie Czytam więc jestem… IP: *.olsztyn.mm.pl 20.11.09, 11:52
      zamknięty
      Już nie muszę, a robię to. Czytam. Wiele czytam, choć wstydzę się do tego
      przyznać. Jakoś tak nie wypada, żeby poważny facet zamiast wędki czy strzelby
      trzymał w ręku książkę i pokazywał się z tym publicznie. W rodzinie miałem taką
      tradycję, że czytali wszyscy, ale przyznawali się do tego tylko dziadkowie.
      Dziadek robił prasówkę po niedzielnym obiedzie. Ale w grę wchodziły tylko
      poważne gazety i wiadomości z nasłuchu. Babcia natomiast streszczała popularne
      romansidła i przedwojenne filmy. Cudownie opowiadała bajki. Czasem zasypiała w
      trakcie, to ją budziłem. Generalnie czytało się w zaciszu i w miejscach
      „odosobnienia”, przykładowo nad rzeką, w lesie. Dlatego tak bardzo lubię
      atmosferę starych bibliotek (UJ, Ossolineum, itp.) i ich czytelni.
      W moim życiu trzy tematy zawładnęły moją wyobraźnią bardziej, niż realna
      rzeczywistość. Była to książka i jej magiczna wyobraźnia, dalej religia i jej
      ceremonia oraz polityka na podłożu założonego zła. Zawsze widziałem ją jako
      szatańską umiejętność, nawet wtedy, gdy pojęcie szatana wypadło z mojego zasobu
      pojęciowego. Fakt, że dzisiaj też nie mogę tego zobaczyć inaczej. Widzę w tym
      jakiś brud i fałsz. A tak w ogóle, to nie cierpię wyobraźni zła i takich wątków
      we wszelkiej literaturze. Dlatego nie oglądam telewizji w tym gatunku. A
      kryminałów wprost nie cierpię.
      Już w szkole średniej obok beletrystyki i lektur pojawiły się w moim spisie
      ksiązki o tematyce religijno-filozoficznej. Powoli jedne tematy wypychały inne,
      a pewne zainteresowania „przejadały się”. Najpierw „przystawiło mi” w sferze
      literackiej wyobraźni. W którymś memencie zauważyłem, że cokolwiek czytałem czy
      oglądałem narzucało mi inne wyobrażenie niż moje własne. Niby rozumiałem autora,
      ale w niczym mi to nie pomagało. Nie potrafiłem drugi raz przeczytać tej samej
      ksiązki, obejrzeć tego samego filmu, bo drażniła mnie ta różnica „didaskaliów” –
      moich i autora. I w ten sposób doszedłem do ostatniej w moim życiu ksiązki z
      gatunku literackiego. Był to Ulisses Jamesa Joycea. Później były tylko recenzje
      i okruchy poezji.
      W drugim okresie czytałem literaturę religijno filozoficzną wymieniając z czasem
      religijność na rzecz filozofii. Religią przestałem się interesować po szoku,
      jaki przeżyłem na pewnej uroczystości religijnej w znamienitej obsadzie
      duchownych i we wspaniałej świątyni. Rozejrzałem się i zapytałem siebie: Co ja
      tu robię? Przecież to jest królestwo menopauzy. To pytanie zawiodło mnie do
      agnostycyzmu i utraty zainteresowań. Zmuszałem się wielokrotnie do czytania
      czegoś w tym stylu, ale nadaremnie. Nawet „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna
      nie zrobił na mnie właściwego wrażenia.
      Lektura filozoficzna towarzyszy mi stale, ale czytam w porcjach, w zależności od
      potrzeby, pogody i różnych innych irracjonalnych potrzeb. I tak jest do dziś.
      Dziwię się filozofom, którzy czytają to zawodowo. Ale po roku 1989 zacząłem
      poszukiwać czegoś w temacie wnikliwego studium mechanizmów sprawowania władzy.
      To była i jest potrzeba odreagowania tego okresu, kiedy do władzy dochodzili i
      będą dochodzić typowi oszuści (także intelektualni!). Nie cierpię polityki, bo
      to ona po każdym wyborze pokazuje mi, jak jestem beznadziejny. Żałuję, że w
      polityce na dłuższą metę nie liczą się ludzie mądrzy, tylko na krótko ci, co
      zagłosują. Politykę muszę jednak jakoś oswoić i wolę zrobić to mądrze. I na tym
      się zatrzymałem, chociaż mam potrzebę wrócenia do lektur z okresu dzieciństwa i
      wieku młodzieńczego. Próbuję…
      P.S. Pierwszą bibliotekę w Rzymie założył Azyniusz w Atrium Libertatis, czyli w
      Atrium Wolności.
    • Gość: jothagie Tylko mi ciebie brak… IP: *.olsztyn.mm.pl 21.11.09, 09:45
      zamknięty
      Mam do opisania jeden dzień Jerzego B. w którym to opisie Aleksander Sołżenicyn
      absolutnie nie maczał swego pióra. Skąd ja to wiem? Otóż matka Jerzego
      opowiedziała wszystko mojej żonie, a ta ma przyzwyczajenia poprzedniego ustroju
      i w mojej obecności szczerze się tym przejęła.
      Jerzy B. ma 26 lat, a z wykształcenia jest prawnikiem. Skończył studia dzięki
      sporym wyrzeczeniom rodziców i dzięki swojej pracowitości. Przyjemnie było
      spojrzeć w jego indeks. Nie popadł w jakieś nałogi ani nie poczynił
      nierozsądnych kroków. Niestety, karierę musiał zacząć od zera, bo jego rodzice
      nie wnieśli mu żadnych ułatwień, typu partia, religia, znajomości, pochodzenie,
      itp. W obronie przed bezrobociem przyjął pracę taką, jak była. W prywatnej firmie.
      Pracę zaczyna o 7 rano a mimo to już od 5 spać nie może. Stres mu nie pozwala.
      Nadto boi się dnia, a raczej tego, co pracodawca nakaże zrobić niezgodnie z
      prawem. A pracodawca to zwykły cham po technikum. Ale wie, co chce, a przecież
      ma prawnika więc nie musi wiedzieć, co można, a co nie. Jerzy B. buduje więc ten
      realny kapitalizm od godziny 4 do 18 tej, łącznie z sobotami. W niedziele może
      wyłączyć służbowy telefon, ale nie może się zdziwić, gdy samochód po niego
      przyjedzie. Zarabia tak gdzieś 3,5 tyś. na rękę i to go trzyma. Ostro oszczędza
      na mieszkanie, ale kredytu nie bierze, bo pracodawca to wariat i może mu w
      każdej chwili podziękować. Nie pije nawet piwa, bo boi się uzależnienia a nadto
      szkoda mu pieniędzy. Mieszka więc u rodziców. Po przyjściu z pracy coś zjada
      (wygląda jak top modelka – 180cm/63kg) i odreagowuje stres grając jak dziecko na
      konsoli. Podobno wie, że to głupie, ale tylko to pozwala mu zapomnieć. Późno
      kładzie się spać, a rano j.w.
      U Sołżenicyna Szuchow był jednym z tysięcy radzieckich żołnierzy, którzy podczas
      wojny dostali się do niemieckiej niewoli. Gdy z niewoli został zwolniony, wpadł
      w ręce radzieckich oficerów śledczych. Zmusili go do przyznania się do winy.
      Siedem lat wyroku Szuchow spędził w obozie w Ust-Iżmie. Jest zima, początek roku
      1952. Sołżenicyn opisuje jeden dzień więźnia Sz-854, toczka w toczkę podobny do
      innych. Pobudka o godzinie piątej rano…Szuchow należy do tzw. porządnych ludzi.
      Z potrzeby sytuacji szybko uczy się (i przestrzega) reguł przetrwania, lecz
      jednocześnie ma swoje zasady, których nie łamie. Robi wszystko by nie podpaść
      strażnikom i wykorzystać każdą nadarzającą się okazję by poprawić swój los. U
      Sołżenicyna obóz i społeczność więźniów jest miniaturą państwa radzieckiego.
      Ludzie pozbawieni wolności i praw mogą jednak być zadowoleni: "Wiele mi się tego
      dnia udało: nie poszedłem do karceru … brygadzista dobrze załatwił normę, dobrze
      mi się murowało, nie podpadłem na kipiszu ze swoim kawałkiem stali, wieczorem
      zarobiłem u Cezara, kupiłem tytoń. I nie zachorowałem, przetrzymałem". Tylko
      brak konsoli do gier…
    • Gość: jothagie Najlepiej nic nie rozumieć… IP: *.olsztyn.mm.pl 22.11.09, 10:21
      zamknięty
      Najpierw uwaga wynikająca z lektury. Bardzo przypadła mi do gustu historia ładu
      ekonomicznego przedstawiona przez Wallersteina. Pierwszą fazę - "Koniec marzeń
      czyli Raj utracony" rzeczywiście mamy za sobą, a społeczeństwo polskie nie
      zdążyło jej nawet popróbować. Ten rodzaj porządku wyczerpał się dzięki swoim
      błędom i nieuczciwości elit zarządzających, że tak to określę. Zarządzających
      pod dyktando lobbystów. Tylko ich interesy wzięto pod uwagę a porządek ten
      dobiło pominięte społeczeństwo. Teraz mamy "Trudny okres przejściowy czyli
      Piekło na Ziemi". Możemy się spodziewać wszystkiego najgorszego. Dla siebie i
      społeczeństwa. Obawiam się, że czeka nas okres mafijny, tak uznanych jak i
      nieuznanych mafii. Władza zawsze da sobie radę, dlatego patrzmy, komu udzielamy
      tego przywileju, żeby przeciwko nam go nie obrócił. Przed nami, dokładnie:
      naszymi potomkami, albo utopia, czyli nieistniejący świat, albo eutopia, czyli
      "Materialnie racjonalny świat czyli czy można odzyskać raj?"
      Ten etap musi być poprzedzony powstaniem nowej myśli. Dotychczasowa ideologia
      skompromitowała się, osłabła, straciła moc jednoczenia ludzi i podrywania do
      walki o swoje prawa. Jej dotychczasowi beneficjenci nie są zainteresowani
      zmianą. Dlatego oczekuje się, że ruchy przegranych stworzą coś nowego. I to
      przed czym przestrzegam: Nie dobijać tych przegranych, żeby zmiana nie była
      okrutną rewolucją. Dzisiejszy, młody, wykształcony człowiek nic nie wie i nie
      chce wiedzieć o ideach socjalizmu, ale zacznie najpierw marzyć a potem szukać.
      Popełniłem parę wpisów opisujących to piekło i w tym „ostrzegającym” stylu .
      Mnie nie interesuje cudzy raj. Mnie interesuje moje piekło. Ale dosyć mam tego
      grzebania się w sprawach piekielnych, zgodnie z zapowiedzią, dobijam dwusetnego
      wpisu i dam szanse tym, co to raj nam proponują…
      P.S. A propos piekła. Bertrand Russell zauważył, że demokracja jest ustrojem, w
      którym poseł nigdy nie może być głupszy od swego wyborcy. Im głupszy jest bowiem
      poseł, tym głupszy jest wyborca, który na niego głosuje. Mam wrażenie, że
      wkroczyliśmy w taki moment, w którym ten mechanizm sam się nakręca i nic więcej
      już nie musimy rozumieć. Stworzyliśmy też system społeczno polityczny, który z
      braku określenia warunków minimalnych, z braku konkurencji i tym podobnych
      braków, będzie się doskonalił negatywnie, np. w biedzie, głupocie, mściwości,
      korupcji, kłamstwie, itp. I nic tu da rozumienie czegokolwiek, gdy mechanizmy są
      ustalone i zaakceptowane w majestacie prawa. Nic też nie da pisanie o
      mechanizmach i opisywanie patologii, wynaturzeń – nikt z decydentów nie jest
      zainteresowany poprawą czegokolwiek. Nie ma motywacji, by zło usunąć a system
      doskonalić. Najlepiej nic nie rozumieć i przyzwolić na to, co jest. Zasadą jest
      wynieść głowę i średnio napełniony żołądek. Reszta nie ma znaczenia. A jeśli dla
      kogoś jednak ma, to znaczy, że musi zmienić lekturę lub dostawcę informacji.
      Jeśli ktoś, nie daj boże, myśli, to nie ma przyszłości w tym kraju. Musi więc
      uwzględnić podziemie…ale ponieważ rządzą specjaliści od podziemia, to raczej wyjazd.
      Zaszywam się w lektury. I oby do wiosny! Dam znać jeśli grypę przeżyję.
    • Gość: jothagie Nie przerywam lektury - piętnuję absurd! IP: *.olsztyn.mm.pl 29.11.09, 20:23
      zamknięty
      Wiadomość jakobym przebywał na rekolekcjach jest grubo przesadzona. Na grypę też
      jeszcze nie zachorowałem.
      wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title,SLD-ma-plan-deklerykalizacji-Polski,wid,11730359,wiadomosc.html?ticaid=19313
      Podstawą wszelkiego zła jest konkordat. I to w tej materii należy coś zmienić.
      Inne obietnice deklerykalizacji państwa, np pomysły SLD, choć w istocie swej
      słuszne, to jednak mają charakter kiełbasy wyborczej. Ja im już nie wierzę. Już
      wolę, żeby oszukiwał mnie wrogi neoliberalizm, bo tego się po nim spodziewam,
      niż bliska memu myśleniu lewica. Wystarczy tego dobrego…Poszli won!
      W początkowej fazie naszej niezależności życzliwie przyjąłem dowartościowanie
      Kościoła. Sądziłem, że musi się pojawić jakaś inteligentna siła, która będzie
      mówić w imieniu tych, którzy nie mają głosu. Sądziłem, że to będzie lewica lub
      Kościół. Kościół stracił taką szansę stając po stronie bogatych. Dogadał się z
      żydostwem dopuszczając ich (fachowców) zarówno do władzy, jak i do majątku
      narodowego. Sobie natomiast zapewnił dostatni „garnuszek” ze strony władz i
      dostęp do pieniędzy wiernych. Nie potrafi już nic poza awanturą i awanturami
      trzyma wszystkich w szachu. Dialog prowadzi tylko na szczeblu
      chrześcijańsko-żydowskim. I z nikim nie musi się już liczyć. Lewica zaś
      zauroczona siłą własnych pieniędzy nie widzi żadnej misji społecznej. Judym był
      jeden. Rosiek też jest jedna. Sądzę, że ze trzy pokolenia muszą się wychować w
      nędzy. Coś się urodzi, bo natura nie znosi pustki. Lewica może zyskać dopiero,
      kiedy analizy egzystencjalne trafią pod strzechy. Wtedy normą stanie się prawda,
      że przeznaczeniem człowieka jest twórcza walka z poczuciem absurdu życia.
      Z deklerykalizacji i neutralności światopoglądowej nie należy robić ideologii,
      czyli używać jej do czegoś innego, niż dla niej samej. Walka z ze zniewoleniem
      światopoglądowym jest czymś szczytnym, ale w tym wypadku, jest koniecznością,
      ponieważ religia zagraża demokracji.
      P.S. W środowiskach neoliberalnych twierdzi się, że polski Kościół utrzymuje się
      nie tyle siłą ludzi wierzących, co gorliwością neofitów. To jest jakaś prawda,
      ale nie do końca, bo jeśli tak miałoby być, to by znaczyło, że to, co jest jego
      siłą dziś, byłoby klęską w przyszłości (tu rzeczywiście widoczna jest
      menopauza). Zważywszy zaś fakt, kto wymyślił neoliberalizm, powiedzmy, że polski
      Kościół utrzymuje się siłą starszego wyznania, które dla władzy i pieniędzy
      gotowe jest ukryć swoje wyznanie i gotowe jest opłacać się „bratniemu” wyznaniu.
      • Gość: pablo Re: Nie przerywam lektury - piętnuję absurd! IP: 199.71.213.* 29.11.09, 20:39
        zamknięty
        zgadzam się
    • Gość: jothagie Spóźnione refleksje… IP: *.olsztyn.mm.pl 05.12.09, 10:51
      zamknięty
      Zacząłem to pisać na dwudziestolecie naszej niezależności, samorządności i
      solidarności…, ale zacząłem podejrzewać, że to faktycznie idzie w tym kierunku,
      by te wartości, które na chwilę „potrzymaliśmy sobie” odebrać nam definitywnie.
      I robi się to pod byle jakim pretekstem, a to walki z terroryzmem, a to
      anarchii, przestępczości, itp. ale okazuje się, że i z każdego innego powodu.
      Czekam, choć mam wątpliwości, czy doczekam, kiedy będzie można porównać, że w
      stanie wojennym było więcej demokracji, niż akurat w tej, wybranej, dziejowej
      chwili.
      A zaczęło się tak pięknie, że państwowo to efekt umowy społecznej (T.Hobbes) a
      doszło do tego, że państwo jest aparatem ucisku (K.Marks). Świadczy o tym fakt,
      że tworzy się je pod potrzeby ludzi bogatych za którymi opowiedział się Kościół
      a potem władza. Czyli pojawiają się „uciskający” wzmocnieni przez autorytet
      moralny i przez system prawa i „uciskani”, którym ową rolę wyznaczono w świetle
      moralności i prawa. I na tej osi wyznaczono nam najbliższą przyszłość. Wszystko
      to jest podane w formie politycznej, co znaczy, że przekierowano niezadowolenie
      na ludzi, a nie na założenia i pryncypia.
      Do czego to doprowadziło? A no do tego, że powszechnie funkcjonuje taki stan
      umysłów, że zamiast świadomych obywateli i wyborców, mamy albo gwałtownie
      zobojetniałych, albo kiboli politycznych. Nawet nie kibiców, że o uczestnictwie
      nie odważę się wspomnieć. Osobiście nawet nie oglądam TV, żeby żaden Replay nie
      przypomniał mi tego zniewolenia umysłu, a na wszelki wypadek zamiast szalików
      używam swetrów z wysokim kołnierzem, golfów, żeby nie być szalikowcem tej
      władzy. Wolę już zobojętnienie a nawet całkowite wyziębienie do zlodowacenia
      włącznie. A tak się cieszyłem, że „Rok 1984” już mam za sobą…
      Jakich odruchów można się spodziewać ze strony społeczeństwa? Najpierw
      lekceważenia aparatu ucisku, z czym mamy już dziś do czynienia w postaci
      lekceważenia przedstawicieli i tworzonego przez nich prawa. Następnie zacznie
      się agresja uciskanych, czyli najpierw ślepa a potem ukierunkowana, pojedyncza i
      zorganizowana. Widzę już wchodzenie etapu ślepej agresji. Najpierw wobec siebie
      w postaci samobójstw (tendencja rosnąca) a następnie niezrozumiała agresja wobec
      otoczenia - niszczenie mienia, skazywanie jeszcze słabszych i nieszczęśliwszych
      na przypadkową śmierć.
      P.S. Centrum im. Adama Smitha do rejestru swoich celów dołożyło walkę o wolność
      słowa w Polsce. Mimo obowiązującej od lat dwudziestu "demokracji". Ale jaja mamy
      w kraju raju… Aż mam ochotę kogoś zacytować: "Są takie dni w życiu żółwia, ze
      musi komuś dać w mordę"
    • Gość: jothagie Prawda na końcu…a diabeł w szczegółach IP: *.olsztyn.mm.pl 12.12.09, 06:57
      zamknięty
      Pewnie nie ma żadnych powodów, by dyskutować z kimś, kto publicznie ogłasza, że
      „jest osobą, która uważa, że homoseksualizm jest takim samym zboczeniem jak
      czerpanie seksualnej przyjemności z kontaktu z moczem i kałem partnera,
      popularne lizanie rowów czy seks z drzewem (jeśli ma wystarczająco dużo dziur)”.
      Zostawiam to, bo nie znam się aż tak dobrze na niuansach życia erotycznego,
      chociaż nie wiem, czy lizanie tyłka duchownym nie jest w jakimś stopniu
      porównywalne. Dalej jednak mówi coś, co mnie pobudza do myślenia: „Sprawa seksu
      powinna być sprawą intymną”. Coś w tym jest, chociaż bez przesady, bo seks w
      pojedynkę nie jest ciekawy… A im więcej osób, tym czyn jest bardziej publiczny…
      Niestety, nie ma katalogu spraw intymnych, prywatnych, osobistych, publicznych.
      Jeśli już ktoś go tworzy, to raczej dla innych niż dla siebie. A może warto
      stworzyć coś takiego w sposób demokratyczny? Ja, przykładowo uważam, że religia
      powinna się znaleźć w katalogu spraw prywatnych, równie niedemonstrowalnych jak
      seks. Uniknęlibyśmy problemu sporu o symbole religijne, obrażania uczuć
      religijnych, i tym podobnych durnot, którymi terroryzuje się mieszkańców tego
      kraju pogrążając przy okazji wszystkich w pseudoreligijnym jadzie. Ale jak znam
      życie, to ktoś zawsze dorobi ideologię typu: „Jeśli ludzie się kochają, to czemu
      ich karcić, że to miejsce publiczne”, albo że „bez krzyża nie ma moralności”. Co
      z tego, że jesteśmy homofobiczni, że ukrzyżowaliśmy naszą teraźniejszość? Czy
      jesteśmy chociaż trochę lepsi? Czy dobro zwycięża choćby tylko w jednej Koziej
      Wólce?
      A gdyby tak inaczej. W pewnych sprawach odbierzmy decyzję pojedynczym osobom.
      Stwórzmy poprzez referendum katalog spraw intymnych, prywatnych. Przy okazji
      wyborów parlamentarnych zróbmy referendum z przykładowych pytań: Czy jesteś za
      aborcją? (dla osób w kreślonym wieku); Czy jesteś za in vitro? (dla osób w
      określonym wieku); Czy jesteś za religią w szkole (dla wszystkich). Itp.
      pytania. Ale niechże wyniki obowiązują wszystkich. Teraz wszystkich coś
      paraliżuje. Prawica nie porusza tematu, bo wisi na klamce u kościelnych. Lewica
      porusza, bo słabnie jej poparcie. A kościół jątrzy…i terroryzuje jak każdy
      porządny muezin. Ten temat trzeba zdjąć „z ramion” obłędnych polityków i „z
      głowy” propagandzistom religijnym. Decyzja należy (powinna należeć!) do nas
      P.S. Podziwiam Szwajcarię, która wbrew interesem państwa uszanuje wolę obywateli
      w sprawie minaretów, chociaż moim zdaniem, referendum byłoby o wiele ciekawsze,
      gdyby dodać kościelne dzwonnice…, ale nakaz zachowania ciszy chyba to jakoś
      załatwia. U nas załatwia to Kodeks Cywilny, ale między godz. 6 a 22 – hulaj duszo!
      A teraz prawda: Wielu moich znajomych w latach 80tych chodziło do kościoła, żeby
      dać do zrozumienia, że chcą rozwalić ten komunistyczny system. Teraz widuję ich
      na paradzie równości, z intencją, żeby rozwalić to państwo kościelne. Czyli,
      pijemy za zboczonych, czy za zboczenia!? Plurimos annos!
    • Gość: jothagie Współczesna Puszka Pandory IP: *.olsztyn.mm.pl 19.12.09, 08:53
      zamknięty
      Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekając, że wieszanie krzyży w
      klasach to naruszenie prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi
      przekonaniami oraz wolności religijnej uczniów, otworzył przysłowiową Puszkę
      Pandory, czyli zapoczątkował proces nieprzewidzianych trudności i niekończących
      się kłopotów. Jedno, co dobre w tej całej sprawie to pobudził aktywność ludzi,
      niestety, jak to w naszym kraju bywa, nie tylko intelektualną, ale zupełnie
      niepotrzebnie, także uczuciową i wolitywną.
      Przejazdem byłem w wielkim mieście i z młodą krewniaczką wybrałem się na taką
      dyskusję do jej LO. Byłem zaskoczony i to w wielu sensach…
      Po pierwsze, upada pojęcie religii jako tabu. Ja, agnostyk, mam religię w
      większym poszanowaniu niż współczesna młodzież z kręgu „niezależnych od religii”
      (to dobre określenie). To dobrze, jeśli światopogląd młodego człowieka
      kształtuje się bez strachu i bez jakiegokolwiek przymusu. Dobrze byłoby jednak,
      gdyby wyrastał z tradycji, a nie z pustki. Dlatego widziałbym w szkole bądź
      etykę, bądź religioznawstwo.
      Po drugie, upada pojęcie KK jako autorytetu. Jest to jakiś symbol rodzącej się
      demokracji, jeśli tego wszystkiego ktoś nie spisuje w zaciszu i później nie
      wykorzysta do łamania karier. W moich czasach nikt nie odważyłby się powiedzieć
      czegoś w tym stylu o autorytecie moralnym PZPR. Dzisiejsza młodzież bezwzględnie
      ma większe możliwości rozwoju intelektualnego. Z niczego wprawdzie nie robi
      ołtarza, co ma dobre i złe strony, ale ja to widzę korzystnie.
      Po trzecie, są różne stanowiska. I to dobrze. Martwi mnie tylko obserwacja, że
      beton i dogmatyzm jest po stronie większości. To nie wróży dobrze, tym bardziej,
      że KK (jego przedstawiciele) nie jest zainteresowany „kruszeniem” betonu. Ba!
      Nawet kładą swój autorytet jak gwarant atrakcyjności takich postaw.
      Po czwarte, jestem zdumiony, do czego mogą posunąć się przedstawiciele KK. We
      wspomnianej dyskusji brało udział (stół prezydialny) również ciało
      pedagogiczne, czyli jeden dziarski i nadzwyczaj inteligentny nauczyciel i
      sześciu duchownych, z czego jeden inteligentny. Tezą duchownych, było
      stwierdzenie, że to krzyżowi zawdzięczamy całą naszą cywilizację. Ktoś z młodych
      słusznie wytknął, że jeśli to kulturę, ale nie zostało to zrozumiane. To fakt,
      że duchowni nauczyli nas, jako naród, pisać i czytać, co było dużym
      osiągnięciem. I tyle, bo dalej to byli główni hamulcowi (w wielu sprawach).
      Po piąte, KK posiada własne rozumienie tolerancji. Powiedzenie „tak, ale na
      warunkach krzyża” zrobiło dużo niepotrzebnej zaciętości. KK nie rozumie praw
      mniejszości, że zamiast nękać mniejszość, lepiej z czegoś zrezygnować, tym
      bardziej, że to w niczym nie szkodzi niczyjemu rozwojowi duchowemu i jest
      bardziej ludzkie. Pojęcie państwa laickiego kojarzy im się tylko z końcem ich
      misji. Nie do pomyślenia jest dla nich to, że Polska może być krajem misyjnym.
      Ogólnie przedstawiciele KK wypadli na tym spotkaniu tak żałośnie, że ich
      poplecznicy musieli się posiłkować okrzykami, gwizdami i wyklaskiwaniem. Byli w
      większości, co nie wystawiło dobrej oceny ich wyczuciu demokracji. Ale mimo
      wszystko, długi marsz do państwa świeckiego został rozpoczęty.
      P.S. Coś a propos.
      www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=743:islam-moe-by-naszym-sojusznikiem&catid=63:ukasz-adamski&Itemid=97
      To już nie Żydzi? Od kiedy taka zmiana partnera w obskubywaniu naiwnych ludzi?
      Czyżby islam stawał się potężniejszy niż judaizm? Wiadomo, że Kościół trzyma z
      silnymi i bogatymi, ale żeby aż tak…?
    • Gość: jothagie Grudniowa historia sans-geene (cz.I) IP: *.olsztyn.mm.pl 20.12.09, 10:23
      zamknięty
      „Ci, którzy starają się zachwiać rządem państwa najczęściej padają pod jego
      ruiną”. M. Montaigne.
      W sierpniu roku 80-tego nie czułem jakiegoś nadzwyczajnego entuzjazmu. Byłem
      święcie przekonany, że ten ruch spełni ważną rolę w naszym życiu społecznym, ale
      na zasadzie drążącej kropli. Podejrzewałem jednak, że stosownie do naszego
      charakteru, powtórzymy tylko Grunwald, czyli zapewnimy wzniosłe wspomnienia dla
      potomnych. Nic jednak więcej.
      Inaczej rzecz się miała z grudniem 81. Wówczas dałbym sobie obciąć głowę, że
      jest to początek końca tego ustroju. W grudniu ruszyła machina, której nie
      udałoby się już nikomu zatrzymać. Sprawy potoczyły się same, chociaż ani
      przeszłości ani przyszłości nikt z rąk nie wypuszczał. Szkoda tylko, że po 89
      roku zwyciężyła podpowiedź klasyka rewolucji, że „przeszłości nie należy
      puszczać na żywioł”. Utonęliśmy w sporach o przeszłość. A o ileż dalej bylibyśmy
      dzisiaj gdyby nie to.
      Rewolucję solidarnościową przeprowadzili ludzie świadomi swoich założeń. Było to
      możliwe z dwóch powodów. Pierwszy streszcza się w klasycznym powiedzeniu, że
      rządzący nie potrafili inaczej rządzić, drugi natomiast jest pierwszego
      konsekwencją, że rządzeni nie mogli (raczej nie chcieli) tak dalej żyć.
      Rewolucja chwilowo wszystkim była na rękę. Z tych „pierwszych” większość
      „poległa”, ale sporo przenicowało się i odnaleźli się w nowej rzeczywistości
      jako jej budowniczy. I to był ten właściwy sens „przyzwolenia” na rewolucję.
      „Drudzy” w większości padli ofiarą swej naiwności. Stali się niestety „nawozem
      historii”. Fortuny i kariery tylko częściowo łagodzą rozczarowanie między
      założeniami a efektem.
      Co zostało się do dziś? Pozostał mit. Czas mityczny przesunął się do okresu
      walki podziemnej. Tam było jasne, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Wówczas
      działania destrukcyjne z definicji były pozytywne. Lata biegną a nawyki
      pozostają… Czas polityczny nadal lokuje się w IV RP, bo z III pozostaje tylko
      rozpacz żony, która „za długi męża nie chce odpowiadać”. Polityków z tego pnia
      (IV RP) spotka dosyć powszechny los, że z życia rozumieją mniej, niż obierające
      ich społeczeństwo. Bohaterów zaś dopadają kłopoty zarówno z pamięcią jak i
      tożsamością. Organizacja, która ideowo i faktycznie przyczyniła się do tego, co
      stało się, szuka sposobu zdystansowania się od własnego „dzieła”. Zatraciła się
      solidarność jako element więzi społecznej. I to jest najważniejszy czynnik
      projektu, „dobity” przez zaprojektowane zmiany. Polskie drogi polityczne
      wybrukowane są przykładami ludzi, którzy przesadzili w „miłości” do jednej ze
      stron, w tym, celowo spolaryzowanym świecie.
      Co nie pozostało do dziś? W latach 80. wydawało się, że pojawia się nowe
      pokolenie ludzi, którzy dobitnie zapiszą się w naszej historii. Pokolenie ludzi,
      którzy urodzili się w połowie lat 60. i u progu dojrzewania przeżyli
      doświadczenie „Solidarności” a potem rozczarowanie stanu wojennego. Niestety nie
      wyłoniła się taka wspólnota pokoleniowa. Ludzi nie połączyły wspólne przeżycia.
      Nie powstał też wspólny język, którym przeżycia te byłyby opisywane. Nie ma
      pokolenia „Solidarności” tak samo, jak nie istnieje pokolenie stanu wojennego.
      Nawet tzw. „pokolenie emigracji”, gdy wraca, to wraca inne i do innego kraju. Ma
      kłopoty z własną tożsamością. Wbrew wydarzeniom powstała wspólnota tożsamości
      nie tego, co wydarzyło się kiedyś, ale tego, co dzieje dziś. I bez wątpienia
      jest to kulawe pokolenie, które tak niewiele pozytywnych narzędzi zdobyło na
      swoje dojrzałe życie. Dlaczego kulawe? Otóż język, w którym opisuje swoje obecne
      losy zawiera tylko kategorię „ja”. Nie zawiera zaś kategorii „my”. Dlatego
      dzisiaj niektórzy chcieliby wrócić do „początków”, inni do roku 1989 a inni
      poszukują nowego początku. A ponieważ nie jest to możliwe, znów przebąkują o IV
      Rzeczypospolitej. Problem, niestety jak dawniej, wraca w postaci farsy – kto
      wyrazi zgodę na lokalizację…?
      Co mnie martwi dziś, w grudniu 2009 roku? Zamieniono frustrację kilku tysięcy
      „winnych” inteligentów na frustrację milionów niewinnych ludzi. I można by to
      uznać za normalne gdyby skutecznie rozwiązywano problemy sfrustrowanych
      milionów. Ja zaś widzę, że łatwiej rozwiązywać problemy sfrustrowanych tysięcy,
      których jakby z każdą wymianą ekip rządzących przybywa. Niekiedy mam wrażenie,
      że cierń, który tkwi w ludziach nie jest już operacyjny. Jakie więc na to
      przepisać piguły?
      P.S. Są to refleksje powtarzające się co rok, bo nie zaszło nic, co mogłoby je
      zmienić…
    • Gość: jothagie Grudniowa historia sans-geene (cz.II) IP: *.olsztyn.mm.pl 21.12.09, 10:55
      zamknięty
      „Ci, którzy starają się zachwiać rządem państwa najczęściej padają pod jego
      ruiną”. M. Montaigne.
      Streszczając cz. I naszej „historii najnowszej”, trudno jest o wzniosłe
      wspomnienia, bo obecna praktyka czyni je mało wiarygodnymi. Jedna z pieśni chóru
      z „Antygony” Sofoklesa głosi, że człowiek przyswoił sobie astynomous orgas .
      Jest to “pasja ustanawiania” czegoś na nowo. Bez wątpienia miało to miejsce
      zarówno w początkach „Solidarności”, w stanie wojennym, a potem w kompromisie
      roku 89. Dziś jakby nie było w nas skłonności do czegoś takiego. Może
      rzeczywiście nie ma takiej potrzeby…A może społeczeństwo jest wygaszone na
      kształt wulkanu, który wybuchnie nie wiadomo kiedy, ale wiadomo dlaczego?
      Wydaje mi się, że, mimo iż mit o Prometeuszu stał się jednym z filarów naszej
      cywilizacji, to dziś objawia się w najsłabszym elemencie. Ludzie poprzez zabiegi
      ekonomiczne stają się równi bogom i zapominają, że trzeba być człowiekiem dla
      człowieka. W konsekwencji walec ekonomiczny poraził relatywizmem moralnym nośne
      idee, np. służby społecznej, służebnej roli państwa, opiekuństwa społecznego,
      itp., dlatego pilnie trzeba chronić ludzką kondycję a w niej pewien wzorzec
      bycia człowiekiem dla drugiego człowieka. Z tych pozycji widać, jak dochodzimy
      do granicy, gdzie już nie możemy przyzwalać na to, co nieludzkie. Milczenie jest
      zgodą na ciche wyprowadzanie elementów ludzkich z naszej społeczności. Co dalej?
      Homo homini lupus? Dalsze konsekwencje już znamy z historii…
      Jeśli w naszych stosunkach społecznych konsekwentnie przyjąć miarę kapitalizmu,
      to uczciwie trzeba przyjąć również i jej ograniczenia, a mianowicie stawiania
      ludzi w sytuacji bez wyjścia. W tym wypadku bezpieczniej jest przyjąć
      ograniczenia. Tak to widać z pozycji emeryta, bezrobotnego, bezdomnego, a
      dlaczego tak nie widać z gabinetu ministra, to ja nie chcę dociekać.
      W tym wszystkim, co powiedziałem jest pewna pułapka. Otóż ja wolę, kiedy aktor
      gra rolę, a nie wciela się w sumienie narodu. Podobnie może ktoś powiedzieć:
      Wolę cię, kiedy tylko żyjesz, niż publicznie rozmyślasz i „masz zdanie”.
      Tłumaczę to sobie tak – myślenie jest obowiązkiem wszystkich. Jeśli zaś wszyscy
      nie mają na to ochoty, bo to boli, to myśleć muszą przynajmniej niektórzy.
      Należę do tych, których tematy dopadają, a potem długo noszą się z nimi. Właśnie
      z okazji kolejnej rocznicy grudniowej chciałem powiedzieć tylko tyle, że
      historia nie ma skrupułów, jest jak madamme sans-geene. A ja mam i dlatego
      czasem mam poczucie dyskomfortu. I wcale nie myślę o generale, a raczej o naszej
      kondycji ze względna to, że przecież coś popieraliśmy, za czymś lub przeciw
      czemuś opowiadaliśmy się...
      P.S.
      1.Przez przypadek odkryłem, dlaczego straszenie mnie w szpitalu ogniem
      piekielnym przez kapelana nie jest groźba karalną. Dlatego, że ja się kompletnie
      tego nie boję…
      2.Spotkał mnie zarzut, że piszę źle „P.S.”. Dawna szkoła pisała właśnie tak –
      P.S., co znaczyło „post scriptum”; Obecnie rzeczywiście piszę się PS – co znaczy
      „postscriptum”. Prawie to samo, ale „prawie” robi dużą różnicę.
      3.Refleksje cudze i własne zebrałem pod wpływem wiadomości o zamarzniętych… Co
      innego, że się o czymś myśli, a zupełnie coś innego, gdy czuje się imperatyw
      powiedzenia tego.
      • Gość: fansld Re: Grudniowa historia sans-geene (cz.II) IP: *.olsztyn.mm.pl 21.12.09, 11:15
        zamknięty
        Nie bylo zadnej rewolucji, nie bylo zadnej zmiany rzadzacych.
        Nawet ustroj gospodarczy po kilku latach zaczal wracac na stare zlodziejskie
        socjalistyczne tory.
        Jeszcze nigdy grupa ludzi nie oddala wladzy od tak bez walki. Nie bez przyczyny
        tzw. "rewolucje" (hehehe) w bylych krajach UW przebiegly spokojnie akurat tam
        gdzie wplywy komunistow byly najwieksze.

        To tylko w mediach, dla ludu mowi sie ze obalono komune. Komuny nikt nie obalil,
        ona obalila sie sama a wlasciwie przepoczwarzyla w cos co ja nazywam polska
        republika bananowa.
        Jedyna szansa na prawdziwie wolna Polske bylo powsadzanie komunistow na
        dozywocie w roku 81. Niestety sowiecki wasal wprowadzajc stan wojenny skutecznie
        zablokowal jakakolwiek mozliwosc rozliczenia sie z czerwonymi bandytami.


    • Gość: jothagie Dżentelmeni wobec kobiet i zwierząt (wg tradycji) IP: *.olsztyn.mm.pl 24.12.09, 10:24
      zamknięty
      Teoretycznie rzecz biorąc, to jesteśmy dżentelmenami. Szczególnie wobec kobiet,
      a już bardzo humanitarni wobec zwierząt. W praktyce wygląda to dosyć marnie.
      Telewizja okresowo nawiązuje do tych problemów pokazując raczej okrutną
      praktykę. W sprawie kobiet, to niewiele mam do powiedzenia, bo odpowiedzialnie
      mogę opisać tylko moją kobietę, która aktualnie rozwiązuje krzyżówki i jest cała
      happy, że święta biedne, ale już ma przygotowane. W telewizjach naoglądałem się
      ostatnio tak sporo negatywnych przykładów, że bez problemów do jednego worka
      wrzuciłem i kobiety i zwierzęta i najchętniej tych, co ich tak traktują.
      Pozostawiam kobiety, bo będzie o nich słychać w okolicach 8 marca, albo jakiegoś
      innego parytetu. Teraz raczej panuje Pan Karp w foliowej torbie i głodny pies na
      łańcuchu trzęsący się na mrozie. Bardzo mi ich żal, ale nie bardziej od bitych i
      wyrzucanych z domu kobiet. Coś mi się jednak wydaje, że to jest zakodowane w
      naszej kulturze – lekceważenie słabszych.
      Przypadek z Indii spowodował, że zastanowiłem się nad różnicami kulturowymi
      buddyzmu i chrześcijaństwa. W Indiach dwaj panowie, którzy znęcali się nad
      krokodylicą otrzymali po dwa lata bezwzględnej odsiadki. Był świadek, który to
      widział i doniósł, komu trzeba. W Indiach w przeciwieństwie do naszej kultury
      prawnej, oskarżony ma obowiązek mówić prawdę. Przyznali się więc i bez udziału
      świadka zasądzono im to, co zasądzono. Gdyby skłamali, wezwano by świadka i
      dostaliby pięć lat bezwzględnej odsiadki. Jak byłoby to u nas?
      Sięgnijmy więc do źródeł (kulturowych):
      Święty Tomasz z Akwinu (XIII wiek) głosił, ze zwierzęta nie mają życia po
      śmierci ani wrodzonych praw, oraz że "przez nieodwołalny nakaz Stwórcy ich życie
      i śmierć należą do nas". Jesteśmy panami ich życia i śmierci.
      Święty Klemens z Aleksandrii (II wiek n.e.) pisał: "Każda kobieta powinna być
      przepełniona wstydem przez samo tylko myślenie, że jest kobietą".
      Chrześcijański filozof Boethius (VI wiek n.e.) pisał: "Kobieta jest świątynią
      zbudowaną na bagnie".
      W VI wieku na soborze w Macon biskupi głosowali nad problemem, czy kobiety mają
      duszę.
      W X wieku święty Odo z Cluny głosił, że "Obejmować kobietę to tak jak obejmować
      wór gnoju".
      W okresie polowania na czarownice (1450-1750) straszliwymi torturami zamęczono
      setki tysięcy kobiet posądzanych o czary. Papież Innocenty VIII (1484 r.)
      oficjalnie nakazał palenie na stosach kotów domowych razem z czarownicami.
      P.S. Pamiętam o świętym Franciszku z Asyżu i jego braciach mniejszych, ale ta
      jaskółka wiosny nie uczyniła. Dla mnie symboliczny jest raczej sprzeciw Kościoła
      wobec Konstytucji Stanów Zjednoczonych (1885 r.). Kościół głosił iż "wolność to
      bluźnierstwo, wolność to odwodzenie innych od prawdziwego Boga. Wolność to
      mówienie kłamstw w imię Boga". Wcześniej, do Kongresu Stanów Zjednoczonych
      Kościół wniósł projekt ustawy zabraniającej wydobywania z ziemi ropy naftowej,
      którą Bóg tam umieścił, aby czarci w piekle mieli czym pod kotłami palić.
      • Gość: fansld Re: Dżentelmeni wobec kobiet i zwierząt (wg trady IP: *.olsztyn.mm.pl 24.12.09, 14:30
        zamknięty
        Nie setki tysiecy Panie "belkotliwy" tylko ok 80 tys. w przeciagu 300 lat.
        Taka ilosc, Panie "belkotliwy" to umierala w I polowie XX w ciagu miesiaca w
        najcudowniejszym ustroju "rownosci i sprawiedliwosci spolecznej".

        Swoja droga zastanawiam sie czy Pan "belkotliwy" ma w domu choinke i daje
        dzieciom prezenty czyli czy bierze udzial w tej masowej akcji "oszukanczej"
        sterowanej przez Kosciol Katolicki co to (mordowal setki tysiecy kobiet) a
        nazwanej przez takich jak ja Swietami Bozego Narodzenia.
        • Gość: robvu Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t (wg trady IP: 62.149.141.* 24.12.09, 16:53
          zamknięty
          Bardzo „upierdliwy” fanie! Wielebny niedoceniony Narcyzie! Uprzejmie proszę te
          same tabletki, które Ty dzisiaj brałeś. Bardzo wątpię, żeby to Cię dopadło po
          opłatku…lub po mszalnym…
        • Gość: fanfana Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t (wg trady IP: *.webazilla.com 25.12.09, 11:13
          zamknięty
          Fan(ie)sld! Widzę, że oszczędnie liczyłeś na swoich paluszkach. Dlatego
          podrzucam Ci jeszcze dwa fakty, które liczb dopełnią:
          1492 rok. Kolumb odkrył Amerykę. Inkwizycja szybko postępuje śladami odkrywców.
          Tubylców, którzy nie chcieli nawrócić się na wiarę chrześcijańską, palono na
          stosach.
          1493 rok. Bulla papieska uprawomocniła deklarację wojny przeciwko wszystkim
          narodom w Ameryce Południowej, które odmówiły przyjęcia chrześcijaństwa.
          • Gość: fansld Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.09, 21:44
            zamknięty
            eee, nie.. ja tylko napisalem, ze JHG czyli zwolennik ustroju w ktorym pracujacy
            utrzymuja niepracujacych, jak zwykle bredzi, bo w tzw polowaniach na czarownice
            nie zginely setki tysiace kobiet ale 80 tys.
            Oczywiscie nie jest to proba tlumaczenia zbrodni katolickiej czarnej mafii tylko
            przedstawienie oszustow parszywych lewakow pokroju jothagie.
            • Gość: brat123 Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t IP: *.lebarts.com 26.12.09, 10:45
              zamknięty
              Widzę problem. Chyba problem jakieś złośliwości. Jestem lewakiem, tym parszywym
              lewakiem. Mam 32 lata. Należę do jednej z małych partii. Poglądy mam jeszcze
              bardziej skrajne, niż ma moja partia, ale już nie ma nic bardziej na lewo w
              sensie organizacyjnym. Poglądy mam wynikające z mego upokorzenia na rynku pracy.
              Nie będę ich przedstawiał, ale szczerze powiem, że z jothagie nie miałbym
              wspólnego tematu. Jaki z niego lewak. To felietonista, jakich tysiące. Pisze o
              nędzy wszelakiej, bo o niej dobrze się pisze. Widać, że czegoś doświadczył więc
              ma łatwość opisu. I tyle tylko, choć to dużo, jako inteligencka przecietna. Tak
              więc fansld ma jakieś inne uprzedzenia, wynikające, podobnie jak u mnie, z
              wykoślawionych doświadczeń lub niechęci osobistej. To widać, że fansld czymś
              niezdrowym zionie. Nie jest to tylko ogień piekielny, a wszystko inne jest możliwe.
              • Gość: fansld Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.09, 11:03
                zamknięty
                heh no widzisz, moje poglady dokladnie jak u Ciebie sa zwiazane z rozczarowaniem
                panujaca sytuacja.
                Mysle zreszta ze kazdy tak ma bo gdyby wszyscy byliby zadowoleni nikt nie
                tracilby czasu na zajmowanie sie brudna poltyka.
                Roznimy sie tylko ocena przyczyn tego co sie u nas dzieje.
                Ja uwazam ze przyczyna panujacego zla jest socjalizm ktory u nas panuje, Ty i
                JHG uwazacie ze jest dokladnie odwrotnie.
                Zdaniem JGH ja bredze i jestem nieuleczalny, moim zdaniem bredzi JHG i stad cale
                zamieszanie :D


                Pozdrawiam
                • Gość: brat123 Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t IP: *.olsztyn.mm.pl 26.12.09, 12:22
                  zamknięty
                  Pożera mnie ciekawość Twojej odpowiedzi. Czy każdy z nas ma prawo do bredzenia?
                  Przypomnę Ci "odkrycie" Izaaka Berlina, który powiedział, że świat jest
                  niedoskonały i wszystkie wartości można pogodzić jedynie w nierealnych utopiach.
                  Twoje i moje - dodam od siebie...
                  • Gość: jothagie Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t IP: *.olsztyn.mm.pl 26.12.09, 12:25
                    zamknięty
                    bracie123! Przepraszam Cie za przypadkowe użycie Twego nicka. Zamyśliłem się...
                  • Gość: fansld Re: D¿entelmeni wobec kobiet i zwierz±t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.09, 14:55
                    zamknięty
                    Osoboscie uwazam ze zycie bez bredzenia byloby nudne :-)
    • Gość: jothagie Zamykam stary, kiepski rok IP: *.olsztyn.mm.pl 31.12.09, 10:00
      zamknięty
      31 grudnia 2009 rok. Jothagie w drodze do sklepu. Osiedlowa dróżka, wschodzące
      słońce i niepokojące refleksje:
      Jeśli w sprawach religii jestem agnostykiem, to w sprawach demokracji jestem
      ateistą. Zupełnie w to nie wierzę. Aktualnie mamy kontrolowaną demokrację,
      wymiennie z demokracja sondażową - najlepszy ustrój... dla handlarzy dymem i
      zadymionych kretynów. Człowiek dojrzały w tych „nałogach” mógłby powiedzieć: Nie
      psuje się smaku kawy cukrem, smaku herbaty cytryną, smaku miłości małżeństwem a
      demokracji przymiotnikami. I jeszcze jedno: Właściciele agencji towarzyskiej
      różnią się od owych zadymiarzy tym, że posiadają umiejętność ogarnięcia burdelu,
      który sami stworzyli.
      P.S. 19 października 1836 rok. Słowacki w drodze do Aleksandrii. Statek, zachód
      słońca i niepokojące refleksje.
      ”Kazano w kraju niewinnej dziecinie
      Modlić się za mnie co dzień... a ja przecie
      Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie,
      Płynąc po świecie...
      Więc, że modlitwa dziecka nic nie może,
      Smutno mi, Boże!”
    • Gość: jothagie Paryż (czasem) wart jest mszy… IP: *.olsztyn.mm.pl 02.01.10, 10:11
      zamknięty
      Od kiedy Henryk z Nawarry oświadczył, że „Paryż wart jest mszy”, za co zyskał
      panowanie we Francji,
      popularna staje się postawa zmiany poglądów w zamian za coś wartościowego.
      Przykładowo, w partiach dosyć powszechna jest zasada: dostaniesz pracę dobrze
      płatną, ale 10% zarobków oddasz partii, w postaci składek czy darowizn.
      Przeanalizowałem kilkanaście znanych mi przypadków potwierdzających i doszedłem
      do wniosku, że to się opłaca dwu stronom, a nawet bardzo. O zastosowaniach tego
      procederu słychać również wśród polityków, którzy z korzyścią zmienili nie tylko
      partie ale i poglądy. Pociągają ich bardziej stanowiska, pieniądze, niż własne
      poglądy. A może ich nie mają tylko skłonni są reprezentować dowolne? Ostatnio
      ubawiłem się historią przejścia z konkubinatu do chrześcijańskiego małżeństwa,
      gdy to stało się warunkiem, żeby kapelan pewnej instytucji załatwił młodym
      pracę. Przyznam, pomysłowy sposób na ewangelizację…
      W takich sytuacjach, których już wiele zgromadziłem w mojej pamięci, towarzyszy
      mi dziwna refleksja. Wspomnienie lat młodości i poszukiwanie pełnej
      niezależności. Jakby oazą tej niezależności wydawała się przynależność do
      społeczności ludzi wierzących. W przypadku mojej rodziny zarówno katolicyzm, jak
      i protestantyzm dawał poczucie, że jesteśmy razem, a poza nami tylko „oni”,
      czyli partia, władza i ich służalcy. Z czasem jednak ta pierwotna więź nie
      wystarczała. Jako młodzi ludzie zaczęliśmy się sprzedawać za różne dobra, przez
      nas pożądane – szkoła, zawód, praca, kariera. Niektórzy poszli dalej i mają
      teraz kłopoty z IPNem. Wchodziło się w to dosyć „miękko” , a wyrzuty sumienia
      były zagłuszane otrzymywaniem choćby namiastki tego, czego się oczekiwało.
      Najpierw było usprawiedliwienie, że jedną wolność zamieniło się na inną, potem w
      zdziwienie, że jedno ograniczenie zmieniło się na inne ograniczenie, a potem już
      tylko świadomość, że wolność to rozumienie konieczności.
      W III RP zrobiliśmy ustrojowy krok do przodu, ale okazuje się, że procesy są
      powielane. Trzeba sobie powiedzieć, że nasi rządzący (czymkolwiek), nie są na
      tyle twórczy, by zaproponować nam inny schemat myślenia o życiu. Mechanizmy są
      te same a ich autorstwem nikt się nie przejmuje. Liczy się zakreślony cel, a
      metody to te, które jako skuteczne dobrze poznaliśmy. Łatwe zwycięstwo po ‘89
      nie wymusza wymyślania nowych mechanizmów. Różnica jest tylko taka, że dzisiaj
      wolność to gorliwe i pokorne rozumienie konieczności. Jakich? A no, w tym
      utrwalaniu się swoistego status quo – „my” i „oni”, „oni” oraz „oni”. I jeszcze
      raz „oni”… Kiedyś za podwyżkę kilka procent usiłowano obalać rządy, a teraz
      podwyżka kilkadziesiąt procent jest przyjmowana na kolanach i ze zrozumieniem
      konieczności.
      P.S.
      1.Ostatnio naoglądałem się publicznej TV – chciałem zrozumieć, czemu ludzie nie
      chcą płacić abonamentu. I przez przypadek doszedłem do ciekawych wniosków. Jeden
      z nich: Za Gierka oglądając Dziennik można było zdobyć kwalifikacje górnika,
      spawacza, hutnika, itp. Obecnie po dwóch tygodniach oglądania publicznej TV
      śmiało mógłbym przyjąć niższe święcenia kapłańskie…Wreszcie zrozumiałem, co
      znaczy misja telewizji – co któraś audycja, to jakiś misjonarz.
      2.Powiedzenie „Paryż wart jest mszy” jest istotnie związane z moja młodością.
      Wielokrotnie słyszałem jego trawestację, że „Kraków (zawsze) wart jest tych
      dzwonów, które budzą już od piątej rano”.
      3.Niestety, Olsztyn nie wart jest ani jutrzni, ani nieszporów…
      4.
      wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title,Kard.-Dziwisz-nikomu-nie-chcemy-narzucac-naszych-symboli,wid,11820400,wiadomosc.html?ticaid=19624
      A jednak narzucamy! Jeśli „nie chcemy…” to wycofajmy je do sfery prywatnej.
      • Gość: fansld Re: Paryż (czasem) wart jest mszy… IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.10, 12:22
        zamknięty
        Latwe zwyciestwo w 89r.???????????
        Ciekawe czy JHG zauwazyl kto zwyciezyl? :D :D
        Chociaz cholera go wie, pewnie tez jest otumaniony :D i mysli ze w 89 komuchy
        oddaly wladze i ze mamy oczywiscie kapitalizm :D

        www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1075 :D :D
        • Gość: fansld Re: Paryż (czasem) wart jest mszy… IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.10, 17:47
          zamknięty
          z Blogu Zmiekiewicza:

          blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/01/02/kompas-na-rok-2010-i-tego-trzymac-sie-trzeba/
          Polecam.
          • Gość: jothagie Nie lubie takich dyskusji, ale IP: *.olsztyn.mm.pl 05.01.10, 20:07
            zamknięty
            za moment coś odpiszę.Może wypada zachować umiar... we wszystkim.
    • Gość: jothagie Kośćcem jest wspólnota wstydu… IP: *.olsztyn.mm.pl 05.01.10, 20:42
      zamknięty
      W takiej dyskusji warto sobie zadać pytanie jako autosprawdzian – czy spieramy
      się o fakty, czy o świadomość tych faktów. Nie ulega wątpliwości, że fakty są
      oczywiste. Opowiadam się tu za twierdzeniem Joanny Szczepkowskiej. Faktycznie
      komuna upadła. Świadomościowo, nie. Zupełnie inna to sprawa, że nasza świadomość
      postrzega to inaczej. Ale za tym kryje się groźne acz subtelne
      niebezpieczeństwo, bo albo oceniamy to z punktu widzenia jakiejś ideologii,
      która z natury jest fałszowaniem zdarzeń (niesłuszne założenia albo
      uogólnienia), albo jest wynikiem naszych uogólnionych ale indywidualnych
      doświadczeń. Człowiek ma prawo i do jednego i do drugiego, ale powinien być
      świadom ograniczeń wypowiadanych twierdzeń.
      Moja interpretacja jest inna. Komuny rodem z przedwojennej KPP nigdy w Polsce
      nie było. Był wynaturzony socjalizm. Wynaturzony przez Lenina (to skrót myślowy)
      i wynaturzony w praktyce konkurencyjnej do silnego PPSu. Dziś problem polega na
      tym, żeby „dobić” te pozostałości, a skierować ludzi na zachodni socjalizm. To
      jest warunek demokracji, gdzie konieczny jest przynajmniej sposób takiego
      myślenia. Niczego na siłę nie można realizować, ani liberalizmu ani socjalizmu,
      ale ten sposób myślenia powinien być ludziom dostępny także w wyborach
      politycznych. Żałuję bardzo, że SLD tego nie rozumie…
      W ’89 roku zdający władzę dokonali trzech „genialnych” posunięć: 1.Odrzucili
      partyjny beton (zaczęło się od stanu wojennego). 2.Odrzucili radykalne skrzydło
      służb (m.in. moczarowców, którzy mogli nam wypowiedzieć jeszcze niejedną wojnę.
      3.Oparli się na współpracownikach służb (w wielu wypadkach). To nie musiało być
      błędem, ale stało się, ze względu na jakość ludzi – nie stworzyli nowych
      mechanizmów. Byli wierni, ale mierni. Stąd nawet Balcerowicz, który mógł się
      stać reformatorem, stał się a-sekretarzem KC. Manipulowanie na granicach
      sprzeczności, nie jest dobrym wyjściem. Rezultaty tego reformowania w myśl
      zasady „każdy ch… na swój strój”, docierają do naszej świadomości i nic
      dziwnego, że mamy już tego dosyć i że nagle „porządniejemy”, czyli nie chcemy
      mieć z tym nic wspólnego, a jako patrioci dostajemy biegunki myśli i pomysłów.
      Rzecz w tym, że w ’89 roku „dobre” wyjście nie było realne. Ani władza, ani
      opozycja (czy nawet pseudo-opozycja, jak np. Kościół) nie chciały o nim słyszeć.
      To mógłby być wilczy bilet (świadectwo moralności jak u pastora Gaucka) dla
      wszelkich byłych: sekretarzy PZPR, służb OMO, ZOMO, UB, SB i tzw. „siepaczy”.
      Emerytury i żadnej pracy. Taki pomysł miał Jacek Kuroń, ale nie wiadomo czemu,
      dał spokój. Teraz, po latach, odbieranie im emerytur jest żałosne. Spójrzcie
      tylko na agencje ochrony – ile złego robią tam pracownicy wymienionych służb…
      Oprócz pracy operacyjnej (głównie zmuszanie do donoszenia), omijania prawa,
      dezinformacji, napuszczaniu jednych na drugich, nic nie potrafią. I tu widać,
      jak na dłoni braki nowych mechanizmów. Słynne powiedzenie: „I gdzie ja teraz
      robotę znajdę, jeśli tylko przesłuchiwać umiem” dalej robi menadżerska karierę.
      P.S. Cóż tu daleko szukać… Spójrzmy na „olsztyński układ” którego kośćcem jest
      wspólnota wstydu rodem z PRL. Znam jej odmianę: urzędniczą, służby zdrowia,
      uczelnianą, kościelną, narodowościową. Przyznam, że od „wewnątrz” jest to
      efektywne (trzyma się dobrze!), ale z punktu widzenia mieszkańca, żałosne. Ale
      tak jest to zaplanowane, by jednym było dobrze, a innym by ustawicznie zbierało
      się na wymioty.
    • Gość: jothagie Polnische Wirtschaft IP: *.olsztyn.mm.pl 09.01.10, 11:17
      zamknięty
      Dawno, dawno temu, za kilkoma górami, za dwiema granicami, pierwszy raz
      spotkałem inny świat. Spotkałem innych ludzi z innym, na szczęście, znanym mi
      językiem i diametralnie różnym sposobem myślenia. Gdy już pokonaliśmy pierwsze
      uprzedzenia zaczęliśmy rozmawiać, jak człowiek z człowiekiem. Wprawdzie raz mnie
      przytkało, gdy zobaczyłem rodowe srebra rodziców mego kolegi, które zabrano im w
      czasie wojny, ale dałem sobie na spokój, bo ten, który zabierał, już nie żył…
      Gdy rozmawialiśmy o statusie materialnym często potykałem się o określenie
      "polnische Wirtschaft", które oznaczało skrajną niegospodarność, brud, brak
      planowania oraz manier gospodarczych.
      Po latach przypomniałem sobie to określenie właśnie w sensie braku manier, a
      powodem do tego była zasłyszana „spowiedź” przy kieliszku byłego biznesmena.
      Facet skończył technologię żywności na ART w Olsztynie. Gdy nadarzyła się okazja
      wziął sprawy w swoje ręce. Wziął kredyt i zainwestował w zakład przetwórczy a
      resztę przeznaczył po połowie na sadzonki dla rolników i pierwsze wypłaty.
      Podpisał odpowiednie umowy z rolnikami i z optymizmem czekał na rozruch. Pięć
      lat było trudnych, ale stanął na czysto, czyli zero. Spłacił kredyty i z
      wszystkimi instytucjami był rozliczony. Szósty rok miał przynieść zysk, ale się
      przeliczył. Chłopi zaczęli produktem handlować na własną rękę, bo cena im nie
      odpowiadała. Resztki, dalekie już od świeżości, przywozili wieczorem, co
      dezorganizowało produkcję. Ale przysłowiowy gwóźdź do trumny wbili braciszkowie
      funkcjonującego w okolicy klasztoru. Jak mafia, chcieli się podłączyć do cudzych
      pieniędzy. Podobno przez trzy najbliższe lata nie było to możliwe – tak
      twierdził właściciel. Podbuntowali więc chłopów i biznes upadł. Dziś panuje tam
      nędza i proszą, by ktoś im pomógł. Z taką misją wysłali najmądrzejszego ze wsi,
      by z byłym dobroczyńcą pertraktował przy kieliszku. Część pertraktacji właśnie
      słyszałem, ale rezultat był negatywny. Zerwane rynki zbytu nie wracają… Smaczku
      dodaje fakt, że „bohater” opowieści, po studiach wrócił do swoich stron i swoim
      chciał zafundować lepsze życie. Pomogli jemu i pomogli sobie… Niestety, nikt nie
      może być dobrodziejem we własnych stronach, szczególnie gdy obowiązuje tam
      „polnische Wirtschaft”, cokolwiek by to miało dziś znaczyć.
      P.S. Ostatnio byłem na ul. Grabowskiego i przyjrzałem się domowi byłego I
      Sekretarza KW PZPR. Zbudował go (dla siebie i chyba kierowcy) z wybrakowanej
      wielkiej płyty, płacąc jakieś tam niewielkie pieniądze. Oj, co to się działo w
      latach Solidarności… Żal półdupki ściska, jak się to porówna z powszechnym dziś
      złodziejstwem.

    • Gość: jothagie Wyborco! Współczuję Ci! IP: *.olsztyn.mm.pl 16.01.10, 09:50
      zamknięty
      Zbliżają się wybory. Prezydenckie i samorządowe. Już nas ponosi wyborcza
      galopka. Najpierw biegunka w sprawie zmian w Konstytucji. To Cię dostatecznie
      ogłupi. Potem będziesz zmuszany do marzeń… Następnie ubezwłasnowolnią Cię
      brutalną walką polityczną. Ostatecznie uwierzysz, jak samica w przyrodzie, że
      najbrutalniejszy ma najwartościowsze nasienie… Wyborco! Nie idź ta drogą!
      Do wyborów samorządowych musisz się przyłożyć, bo, po pierwsze, widzisz, co
      zrobiłeś głosując źle lub nie głosując w ogóle; po drugie jest to Twój realny i
      jedynie możliwy wkład w to, żeby w Twoim miejscu zamieszkania było lepiej. Ze
      wszystkich reform udała nam się tylko samorządowa a jadąc przez Polskę możesz na
      swoje oczy zobaczyć, gdzie głosowali właściwie. W wyborach samorządowych masz
      większe szanse wyboru. Trochę znasz ludzi i możesz poczuć siłę sprawczą swojego
      głosu, a przede wszystkim, znasz potrzeby swojej małej ojczyzny. Dobrze Ci w
      związku z tym radzę: zwracaj uwagę na inteligencję ludzi, wybieraj ludzi
      większego formatu i wielu racji. Nie kieruj się światopoglądem wybieranych
      ludzi, wznieś się ponad wyznawana przez Ciebie religię, ponad Twoją narodowość i
      ponad Twoją płeć. Żądaj wielkiej kultury wybieranych, ale Ty także okaż ją w
      pełni. Tu stajesz przed ważnym wyborem i nie zlekceważ go.
      Zupełnie inaczej ma się sprawa z wyborami prezydenckimi. Na dzień dzisiejszy
      człowiek inteligentny nie ma dobrego wyboru – może wybrać mniejsze zło. I w tym
      aspekcie jeśli wybierzesz kogoś innego, niż obecny prezydent, to wypełnisz
      zadanie. Właśnie wybierzesz mniejsze zło. W takiej sytuacji, szczególnie jeśli
      zrobisz to wbrew sobie, ale dla dobra Polski, to ran Twoich niegodnym całować.
      Ale tu Ci współczuję, bo jeśli pójdziesz na wybory, to znaczy, że wart jesteś
      szansy dobrego wyboru. A co proponują Ci partie polityczne? Spójrz: PO, PiS,
      SLD, PSL - kilka liter, a tyle lichej treści. Wszystkie zgrały się niezależnie
      od stopnia udziału w aferze hazardowej. Przy okazji tragicznego trzęsienia Ziemi
      na Haiti, masz okazje przyjrzeć się, w jakim kierunku ciągną nas nasze obecne
      partie polityczne – obce interesy przede wszystkim, lokalna religia -
      nieracjonalna do bólu, lokalne mafie stwarzające jedyne szanse gospodarcze,
      skorumpowana władza i ogólny chaos. Trudno z czegoś takiego wybrać przyszłość,
      tym bardziej, że wszyscy w tym garncu mieszają, a przy okazji wyborów, mieszają
      również Tobie w głowie. Co mogę Ci poradzić? Daj władzy prztyczka w nos! Jeden
      już dostała w postaci Kononowicza – głosowali na niego ludzie z poczuciem
      humoru, a nie głupki. Tego już nie można powtórzyć, bo tragedia może się
      zdarzyć. Trzeba zagłosować na człowieka najmniejszych szans, ale takiego,
      którego w razie czego…nie będziemy się wstydzić. Nie zmarnujemy głosu. Casus
      Wałęsy powinien nas powstrzymać przed fałszywym krokiem.
      P.S. Niniejszym wpisem odwaliłem kawał nikomu niepotrzebnej dobrej roboty, ale
      żadnych pieniędzy za to nie brałem. Po prostu, wzniosłem się ponad chęć dania
      komuś w mordę…
      Wyborco! Trochę Cię pocieszę: Nasze irracjonalne wybory (irracjonalne z braku
      wyboru) na długo jeszcze będą kształtować nasz byt polityczny, szczególnie w
      sferze świadomościowej. Dlaczego? Bo zamiast sensownie poszukiwać lekarstwa na
      zwykłe draństwo, to z wygodnictwa wybierasz tych, co utwierdzają nasz brak
      wyboru, a potem jak Piłat umywasz ręce. Niestety, tracimy na tym wszyscy…
    • Gość: jothagie Głos w trudnej sprawie IP: *.olsztyn.mm.pl 19.01.10, 15:31
      zamknięty
      Najpierw Państwo przeczytajcie to:
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7467913,Macie_emeryture__To_tniemy_wasze_etaty.html?skad=rss
      Jestem emerytem i jestem szczęśliwy. Żyję bez stresów, konfliktów i bez kpin z
      wieku, pamięci, poglądów, światopoglądu i wykształcenia. Ale nie ulega
      wątpliwości, że obniżyłem sobie poziom życia. Nie miałem z czego zrobić
      oszczędności, a moja uczciwość była w tym zasadniczą przeszkodą. Teraz chętnie
      popracowałbym w niepełnym wymiarze na tzw. opłaty luksusu: pełny pakiet TV
      kablowej, szybszy internet, owoce na każdy dzień, wzmagające odporność
      suplementy diety, raz na miesiąc jakiś drobiazg dla żony, dobre oprogramowania,
      parę gadżetów, itp.
      Istnieje jednak problem sumienia społecznego. Ci młodzi też muszą zarobić na
      swoje plany życiowe i swoje emerytury. Wiem, jak to jest pilne, bo miałem dzieci
      bezrobotne a obecnie jedno z nich nadal jest bez pracy i zasiłku. Tak długo, że
      nie wiem, czy psychicznie nadaje się do podjęcia pracy – nie umie walczyć.
      Żałuję, że go tak dobrze wychowałem…
      Przy tej okazji zawsze rozważam problem młodych ludzi, którzy często szantażują
      nas wysiłkiem wykształcenia i w związku z tym „należnym” im prawem do pracy.
      Chyba czas już ten problem rozwiązać ostatecznie. Co mianowicie? Znieść darmowe
      studia. Są tu dwa dobre wyjścia. Darmowe „granty” rządowe, czyli darmowe studia
      dla niezbędnych dla kraju kierunków. I tam przyjmować najlepszych wg
      obiektywnych kryteriów „przesiewu”. Pozostali, w myśl zasady, że państwo powinno
      wspierać wykształcenie obywateli, powinni mieć dostęp do kredytu z niskim
      oprocentowaniem i bonusami z tytułu wyników czy późniejszych efektów pracy. A
      podstawowa sprawa to zasada prywatności studiów. Wykształcenie ponad średnie
      powinno być prywatną sprawą obywatela. A więc żądanie pracy po studiach nie może
      być niczym uzasadnione, choć źle to świadczy o państwie, ale nie aż tak źle w
      świetle prac podejmowanych na Wyspach przez absolwentów naszych uczelni. To samo
      odnosi się, moim zdaniem, do roszczeń z tytułu posiadania dzieci. To również
      prywatna sprawa obywatela – ślepy niech się nie bierze do gry w pokera.
      W tym rozwiązaniu widzę pewne niebezpieczeństwo, które generują uczelnie
      pozostawione wolnemu rynkowi. Kiedyś tzw. „komuna” raczyła udzielać prawa do
      studiów, płaciła za nie, ustalała program i wymagania. Przesadzała tylko w
      „wychowaniu” Boże pożal się! Światopoglądowym. Jeśli teraz płacić będzie
      student, to i on będzie wymagał. Najczęściej wymaga odpowiednich wpisów do
      indeksu… I uczelnie ulegają i będą ulegać temu, bo to ich żywotny interes.
      I jeszcze jedno, na studia „poza grantowe” znieść konkursy świadectw, egzaminy
      wstępne, lub wprowadzić wieloletnią ważność zdanych egzaminów. Trzeba docenić
      sporą grupę ludzi, która od młodych lat pracuje, nabiera doświadczenia i zarabia
      na studia. Nie wolno im zamknąć szansy.
      Powinno się również zrewidować podejście do emerytur (na miarę gospodarczej
      sytuacji Polski i bismarckowskiego założenia, od którego trudno jest odejść).
      Przy tym założeniu systemowym emerytura powinna mieć związek z aktywnością
      zawodową, ale pewne granice też winny być uwzględnione. Załóżmy, że w ramach
      solidarności społecznej wymagane byłoby 30 lat pracy dla wszystkich, co
      uprawniałoby do emerytury w jakimś procencie. Każdy następny rok zwiększałby ten
      procent do ustalonego wieku, lub obowiązkowo zwiększałby zgromadzone wcześniej
      pieniądze w OFE, które można odebrać po osiągnięciu ustawowego wieku
      emerytalnego. W Kodeksie Pracy powinno się chronić ludzi ze względu na prawa
      emerytalne a nie ze względu na wiek. Jeśli pracodawca nie chce pracować ze starą
      babą, która ma nogi od stopy do kostek, bo ma młodszą, której nogi kończą się
      przy szyi, to już ich zbójeckie prawo. Trzeba to tylko obwarować odpowiednimi
      odprawami. W ten czy inny sposób i tak doprowadzą do swego, a zdrowiem przepłaci
      to stara baba. To jest również kwestia honoru, nie upierać się przy pracy tam,
      gdzie mnie nie chcą. Zachciało się kapitalizmu, to trzeba konsekwencje ponosić…
      P.S. 25 minut czekałem dziś na Jakubowie na autobus MPK. Autobus był, ale młody
      kierowca urządził sobie dyskotekę w ciepłym. Wiem, że nie ma obowiązku
      podjeżdżania wcześniej, ale mógłby okazać trochę solidarności ze zmarzniętymi.
      Pewnie bardziej mu przemawia do wyobraźni tragedia na Haiti , niż los
      współobywatela miasta. A może nic mu już nie przemawia, bo właśnie wygryzł
      dorabiającego emeryta…
      • Gość: fansld Re: Głos w trudnej sprawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.10, 16:12
        zamknięty
        Male sprostowanie:
        Mlodzi musza obecnie zapracowac na Twoja emeryture a takze dzieci tych mlodych
        beda musialy zapracowac na Twoja emeryture bo zebys Ty ja dostal juz teraz rzad
        obecenie sie zapozycza na poczet tzw. przyszlych pokolen.
        Taka jest wlasnie cena za "socjalizm" i "sprawiedliwosc spoleczna".
        • Gość: jothagie Re: Głos w trudnej sprawie IP: *.olsztyn.mm.pl 19.01.10, 16:24
          zamknięty
          Nie powtarzaj się, bo już to mam nagrane... Od samego mieszania herbata nie robi
          się słodsza.
          • Gość: fansld Re: Głos w trudnej sprawie IP: *.olsztyn.mm.pl 25.01.10, 15:32
            zamknięty
            Wzajemnie...
            • Gość: jothagie Re: Głos w trudnej sprawie IP: *.olsztyn.mm.pl 26.01.10, 10:23
              zamknięty
              Nie zwiedzie mnie kilka sloganów rodem z UPR. Wyczuwam zaciekłość eselowskiej
              młodzieżówki, skrajności zresztą, są bliskie. To wcale nie jest wstyd, bo dalej
              obowiązuje powiedzenie Bismarcka: "Kto za młodu nie był socjalistą, ten na
              starość będzie świnią", a z tego wyrasta się tylko intelektem – emocje są
              powiązane z doświadczeniami i opóźniają się, podobnie zresztą jak chęci (wola).
              Trzeba się więc kontrolować, by na starość nie pozostać…
    • Gość: jothagie Rozwiązanie rzymskie - jdsgslb IP: *.olsztyn.mm.pl 23.01.10, 10:26
      zamknięty
      Powodowany nieśmiałymi pomrukami wyborczymi, z różnych stron generowanymi,
      proponuję klarowne wypowiedzenie zawoalowanych propozycji (LB musi kandydować na
      prezydenta – ostatnia wersja). Nie ma się co wstydzić – V kolumna istnieje i też
      ma swoje prawa. Nie należę do niej, ale pomogę jej być czytelną ofertą. A
      odczytana przeze mnie intencja jest następująca:
      Najlepszy będzie Triumwirat - Jeffrey David Sachs, George Soros, Leszek Balcerowicz.
      Przy okazji wyborów warto zmienić godło na Gwiazdę Dawida i NBP na Bank
      Światowy. Zmian, zresztą byłoby więcej. Definicja bezrobotnego uległaby zmianie:
      bezrobotny to człowiek, który utracił pracę, a nie przyjęto go do Seminarium
      Duchownego, a w przypadku kobiety, nie przyjęto jej do Agencji Towarzyskiej. I
      tylko takim zasiłek się należy. Rencista też otrzyma nowe znaczenie: nie ma rąk,
      nie ma nóg i jest kaleką, bo jeśli nie jest kaleką, to nie łapie się – przecież
      może się załapać na płatny seks.
      Jako GRUPENFURER JDSGSLB zawetuje wiele ustaw w tym ustawę o bezpłatnej terapii
      depresji bezrobocia. Przy okazji szczególne odium wyrazi do tych długotrwale
      bezrobotnych, bo to są albo niepełnosprytni, albo nie umieją pisać CV, albo nie
      wiedzą, gdzie jest UP, albo nie potrafią przypodobać się ewentualnemu
      pracodawcy. Pod jego wpływem wycofa się pomysł samego LB, żeby pomoc trafiała do
      potrzebujących – „to nie jest komuna, żeby każdy otrzymywał wg potrzeb”.
      Pieniądze odda się Kościołowi a tam Bóg rozstrzygnie, kto ma słuszne, a
      szczególnie wymodlone potrzeby.
      Ze środków kancelarii prezydenckiej nakręci się film pod hasłem: „Bóg. Honor.
      Ojczyzna”. Jeszcze toczą się pertraktacje nad czwartą częścią hasła: „ i Maryja
      zawsze dziewica”. Ustalono już, że Pana Boga zagra Piotr Adamczyk. Zaczęły się
      castingi do roli „…zawsze dziewicy”. Może Dorota Rabczewska, chociaż Jola
      Rutowicz może zapewnić oglądalność. Nie obsadzono jeszcze „Honoru”, bo nikt z
      otoczenia nie wie, co to jest, a „Ojczyzna” jest pilnie poszukiwana. Ostatnio
      ktoś widział Ją w okolicach Irlandii…(Czasami wystarczy politykom nie
      przeszkadzać i poczekać aż sami z siebie zrobią idiotów, ale w wymiarze
      edukacji społecznej to trwa zbyt długo).
      To są niezbędne elementy szczęścia narodu. Wystarczy tylko, żeby hierarchowie
      otrzymali obietnice potężnych profitów i sprawę widzę jako zaklepaną. Potem
      szczęście przesunie się do drugiego życia – wiecznego i wszyscy będą zadowoleni.
      Z czasem przejdziemy na buddyzm, a następne wcielenia będą dostępne za małą
      opłatą. Progi między wcieleniami będziemy przekraczać z prezydenckim: „A niech
      Was Nirwana trafi!” . „Spieprzaj Dziadu” – będzie zakazane konstytucyjnie.
      P.S. Czym różni się aborcja od ekonomicznej eksterminacji narodu? Parę różnic
      widzę, ale zasadnicza to ta, że pierwsza jest zakazana…
      wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Leszek-Balcerowicz-na-prezydenta-zamiast-Tuska,wid,11864565,wiadomosc_prasa.html?ticaid=197a8
      Credo Nowego Cudu Gospodarczego: „Przyspieszmy prywatyzację, zlikwidujmy
      przywileje emerytalne, nie próbujmy na siłę tworzyć miejsc pracy w Polsce B.”.
      Grabski à rebours, czy co! Panie! Miej w opiece „Polskę B”! Olsztyn podwójnie,
      bo lokalne zapędy też są niezłym zagrożeniem.
    • Gość: jothagie Mis wiecznie żywy, ale jakby inaczej IP: *.olsztyn.mm.pl 25.01.10, 10:54
      zamknięty
      Bardzo poruszyła mnie intelektualnie i uczuciowo historia opisana w „rzepie”:
      www.rp.pl/artykul/423705_Miala_zginac_inna_Malgorzata_.html
      Mord polityczny istniał, istnieje i będzie istniał. Ocenia się, że skala tego
      zjawiska na świecie sięga dziesiątków tysięcy ofiar rocznie. I to jest fakt
      niezależnie od tego, czy potrafi się o tym mówić na zimno czy nie. I nie miałbym
      nic przeciwko temu, żeby IPN mając swoich śledczych dokonywał wykryć. Żeby
      stawiał przed sądy a sądy skazywały w oparciu o dowody. Ale mord polityczny ma
      to do siebie, że jest niemal doskonały. I pomimo, że służby PRLu z buty i
      pewności specjalnie nie zacierały śladów, to nawet IPN staje przed niemożnością.
      I tu zaczyna się głupota IPN, bo łatwiej jest wykryć małego donosiciela, którego
      dokumentów nawet nikt nie starał się ukryć, niż sprawców mordu politycznego.
      Nawet gotów jestem przyjąć taką gó...arską opcję, ale pod warunkiem, że będą
      wyciągać współpracę tych, co dziś mają jakiś wpływ na życie publiczne. Nawet
      rozpasany pod tym względem PIS zatoczył jakieś granice. Szerokie i niezwykle
      naciągane, ale były, a IPN dalej miesza w „płotkach”. Nie mówmy o zmarłych, nie
      mówmy o tych, co są na emeryturach lub odśnieżają podwórka. Jeśli chcemy zmiany,
      to ujawnijmy tych, co dalej maja wpływy i to wszystkich, bo nie może być tak, że
      jednych się ujawnia a innych akta trzymają albo służby, albo IPN i nikt z rąk
      ich nie wypuszcza. Stać nas tylko na zwykłe podwórkowe gó...arstwo, a żadnej
      pozytywnej roboty nie widać. Jak zwykle w naszym kraju – pieprzone cwaniactwo…
      P.S. Temat doczekał się również wpisu na naszym Forum:
      forum.gazeta.pl/forum/w,64,106143569,106143569,Niesamowite_historie_z_esbecja_w_tle_.html
      Też jakieś przesłanie zawiera. Ważne są wszystkie poglądy, ale dzisiejsze elity
      (służby szczególnie) nawet do łba tego nie biorą. Dziś skuteczność również
      niejedno ma imię.
    • Gość: jothagie Wasz biznes na mój rachunek IP: *.olsztyn.mm.pl 30.01.10, 10:06
      zamknięty
      Od 37 lat mam konto w PKO a potem PKO BP. Kiedyś była to jedna z niewielu
      możliwości, a dziś możliwość anachroniczna. Płacę za konto, płacę za internetowe
      powiadamianie o saldzie. I dostaję wydruk – tony papieru gromadzę od lat i nie
      wiem, po co. I to ostatnie wydało mi się anachronizmem, gdy zobaczyłem sposoby
      obsługi klienta w innych bankach. Wybrałem się więc na rozmowę z propozycją
      obniżenia opłaty w zamian za rezygnację z wydruku. Okazało się to niemożliwe.
      Mogę jedynie zrezygnować z salda internetowego. Albo z banku, bo tak będzie
      prościej.
      Multimedia dostarczają mi TV i internet. Oprócz faktury, która jest ważna przy
      rozliczeniu z fiskusem dostaję sporo makulatury reklamowej. Za czyje to
      pieniądze? Oczywista, że za moje także. Lubię to uszczęśliwianie mnie na mój
      koszt. Staram się nie kupować produktów reklamowanych, bo reklama zawsze jest w
      cenie tego produktu, ale tu wyjścia nie mam. A ponieważ nie jestem głąb więc
      wracam do marksistowskiej tezy, że wolność to tylko uświadomiona konieczność.
      Teraz jednak nie pomaga to tak, jak za czasów komuny.
      Od pewnego czasu mam na pieńku z telewizją publiczną. Pomijam fakt, że telewizja
      komercyjna jest kłamliwa z powodu właściciela, który prezentuje to, co mu się
      opłaci, a publiczna jest zakłamana misyjnie, bo jest opłacana niezależnie od
      właściciela. Szczególnie denerwuje mnie konkurs SMSowy, w którym nagrodą jest
      samochód i biały laptop. Trzeba jednak dać się naciągnąć na SMS za 3 z czymś
      złotego. Znawcy obliczają, że trzy godziny po reklamie mają zwrot wszystkiego. I
      dalej naciągają… Wydaje się, że są jakieś granice śmieszności. Mam ochotę na ten
      biały laptop, ale za 30 parę lat płaconego abonamentu, to oni powinni mi go dać
      za darmo. Co do abonamentu, to w świetle tego konkursu, mam taką uwagę: czasem
      jest to ważne, za jakie pieniądze człowiek robi z siebie kretyna. Za darmo nie
      warto. Jeśli natomiast dobrze płacą, a to przepraszam! Ten biały laptop, to
      kretyństwo choć częściowo by usprawiedliwił.
      P.S. Obywatelu! Czuj się jak u siebie w sławojce – rób swoje, ale raczej nie
      rozglądaj się w poszukiwaniu szczęścia.
    • ot48 Re: Zrozumieć politykę naszych elit 30.01.10, 21:52
      zamknięty
      A jak to się dzieje że w USA potrafią się dogadać? Stany to zbiorowisko różnych narodowości, różnych religii, wyznań. Rodowitych amerykanów jak na lekarstwo,a u władzy jeszcze mniej. Państwo to jest mocarstwem, przoduje w technologii, wzorem dla innych. Czy byśmy byli narodem wybranym?????
    • Gość: jothagie U mnie koniec kalendarza… IP: *.olsztyn.mm.pl 31.01.10, 10:54
      zamknięty
      A nowego nie ma…Wiedziałem, że coś się wydarzy. I wydarzyło się: Plusy ujemne i
      dodatnie noblisty. Nie zapowiada to jeszcze końca świata, jak kalendarz Majów,
      ale kto wie…
      wiadomosci.onet.pl/2120796,12,walesa_polacy_powinni_wspierac_kandydatow_polskiego_pochodzenia,item.html
      W ten sposób pan Wałęsa potwierdził jedno z „Praw Murphy'ego”, że zepsuty zegar
      dwa razy na dobę wskazuje prawidłowy czas. Wydaje się jednak, że były prezydent
      jest typowym znakiem drogowym, który nie chadza tymi drogami, które wskazuje.
      Wydaje się także, że pan Wałęsa wyprzedził kampanię religijną Radio Maryja i
      naukową prof. Nowaka przed nadchodzącymi wyborami. Może pojawić się taki problem
      w postaci wyboru „rodziny niepolskiej”, co zaogni uczucia a jednocześnie otworzy
      szanse kandydatowi, który w sporze się nie pojawi. To trudno zresztą przewidzieć
      konsekwencje poruszonego kamyka z serii „lawina”, bo nie znane są wyroki
      opatrzności zarówno spod znaku Horusa jak i wolnomularzy.
      Trzeba więc czytać wszelkie znaki na „Niebie i Ziemi”, jeśli kogoś to
      interesuje, bo wyborcza polka galopka zaczęła się, po której Polacy znów obudzą
      się z ręką w nocniku, a może nawet bez ręki. Trudno przecież w codziennym życiu
      być Sauronem z powieści J.R.R. Tolkiena, który posiada wszystkowidzące oko.
      Osobiście odnoszę wrażenie, że temu panu kończą się pieniądze („miałeś chamie
      złoty róg”) i chce wejść do obrotu przez drobną piramidkę finansową. Żeby tylko
      zachował umiar, bo jak przesadzi, to wyjdzie z tego szantaż, a tego nikt nie
      lubi, nawet sam szantażysta („nie chcem, ale muszem).
      A tak w ogóle, jeśli już tak wchodzimy Ameryce gdzieś tam, że mówią o nas jako o
      dodatkowym stanie, to wybierzmy Murzyna, wychowanego w wierze i obyczajach
      białego człowieka. Problem w tym, że kolorowi mają żyłkę do uprawiania wsobnego
      interesu (nie tak dawno zaczęli robić interesy), a Żydzi, nawet niewierzący,
      maja ogromny szacunek do młodszych braci w wierze – władzą się nie podzielą, ale
      pieniędzmi owszem. I nie z wszystkimi, tylko z pasterzami. I to może być
      decydujące w niejawnej kampanii wyborczej.
      P.S. Prawdę mówiąc, miedzy nami nierasistami i nieksenofobami, Armagedon to
      całkiem realna perspektywa.
    • Gość: jothagie Świat chce być oszukiwanym… IP: *.olsztyn.mm.pl 06.02.10, 09:40
      zamknięty
      Na co dzień jestem przeciętnym biorcą informacji. Poszukuję jej w sprawach
      politycznych, społecznych, lokalnych, a czasem, w zależności od nastroju i
      potrzeb, jeszcze innych. Przeważnie zadowalam się tym, co płynie z popularnych
      informatorów. Czasem jednak zachciewa mi się prawdy (informacji prawdziwych) i
      wtedy, jak ten leszcz, muszę przeczesywać metry dna i mułu, żeby coś
      wartościowego wyłowić. Poszukujący nie jest tu bez szans, nawet wtedy, kiedy
      dziennikarz mija się z faktami. Trudniej jest w tzw. sprawach politycznych, lub
      uczynionych takimi, w których pewni dziennikarze są wymowni jeszcze przed faktem
      napisania czy wypowiedzenia czegokolwiek. Tego nie da się postrzegać w
      kategoriach błędu zawodowców. To nie jest dziennikarstwo – to jest narracja
      polityczna. W tym kontekście przypomina mi się pogląd starożytnych, że moralność
      to sprawa prywatna, ale przyzwoitość to rzecz publiczna. To jednak nie działa.
      Rozumiem wolność prasy. Rozumiem, chociaż nie mogę pojąć, jak można być
      niezależnym od faktów na rzecz jakiejś „lojalki”. Przykłady lokalne są obrzydliwe…
      Czytając naszą prasę odniosłem wrażenie, że niektórzy dziennikarze upiłowali
      gałąź, na której wszyscy siedzieliśmy. Dopóki jeszcze siedzieliśmy to mieliśmy
      zaufanie, przynajmniej na poziomie tej gałęzi. Kiedy zaś upadliśmy z takim
      hukiem i bólem, to zaufanie jakby się zmniejszyło z tendencją do zaniku. Mam
      wrażenie, że, mimo iż na sztandarach wypisaliśmy „Zachód”, to jednak w praktyce
      wciskamy się na „Wschód”. To tam obowiązuje zasada przypomniana Gorbaczowowi
      przez Regana „wierz, ale sprawdzaj”. Czy jednak zwykły obywatel ma na swych
      usługach prokuratora, by powziąć prawdę w dowolnej sprawie? Czy obywatel hoduje
      sobie w domu specjalistę, który mu podpowie, jak odróżnić informację od
      komentarza? Czy zwykły konsument prasy brukowej może wychwycić fałsz w
      generalizacji przypadku? A jeśli nawet, to czy to dobrze dla spraw publicznych,
      gdy obywatele zaczną śledzić dziennikarzy nie z powodu prawdy, ale z powodu
      kłamstw? Czy koniecznie musimy doprowadzić do sytuacji, że po kolejnej
      dezinformacji obywatelom przestanie zależeć na czymkolwiek w zakresie spraw
      publicznych?
      A swoją drogą, dziwna to misja tej czwartej władzy, jeśli działa na podstawie
      klasycznej formuły oszustów: Mundus vult decipi, ergo decipiatur – świat chce
      być oszukiwanym, więc go oszukujmy. Dziwna, jeśli obywatel musi się przed nią
      bronić na własną rękę. Jeśli kupię wadliwe buty, to mam wrażenie, że po mojej
      stronie stoi jakaś organizacja konsumencka i choćby resztka sumienia sprzedawcy,
      gdy zaś kupuję gazetę, oglądam telewizję, słucham radia, to mam wrażenie, że
      wystawiam swój intelekt na niebezpieczeństwo i to na własne ryzyko. Czy nie
      czas, by w życiu społecznym oddzielić ziarno od plew?
      P.S. Spóźnione życzenia na Nowy Rok składam: Bądźcie zdrowi! Bądźcie zdrowi
      przed wypiciem kolejnego i dowolnego ohydztwa podanego do publicznego obiegu, bo
      rehabilitacja po nim będzie długa i ze złymi rokowaniami. Refleksja powyższa
      jest wynikiem mojego dociekania na temat: „Czym jest afera hazardowa?”. Nie
      wiem, mimo resztek bystrości mego umysłu. Nie wiem dzięki temu, co czytam
      oglądam i słyszę. Wniosek? Posłużę się wnioskiem z blogu kataryny: ”Czytanie
      gazet będzie niedługo bardziej pracochłonne niż ich tworzenie”.
    • kecawa Re: Zrozumieć politykę naszych elit 06.02.10, 10:53
      zamknięty
      Zrozumieć nastroje wyborców - to jest dopiero wyzwanie
      • Gość: fansld Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.10, 19:51
        zamknięty
        No prosze zaczynam widziec jakis progres u JHG. :D
        Moze w koncu inteligencja JHG dojrzy do tego zeby przestac zastanawiac sie nad
        tym jaka jest polityka naszych "elit" :D :D
    • ot48 Re: Zrozumieć politykę naszych elit 11.02.10, 22:41
      zamknięty
      Proszę posłuchać co ma do powiedzenia niedoszły prezydent III RP !!!!!!!!!!!!!!!!!!

      www.youtube.com/watch?v=o4Ma4V-hxW8
    • ot48 Re: Zrozumieć politykę naszych elit 11.02.10, 23:15
      zamknięty
      No i mamy winnego, świńską grypę wywołał Palikot z PO. !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      www.youtube.com/watch?v=RSuQRf0zzUY
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka