Dodaj do ulubionych

Zrozumieć politykę naszych elit

    • Gość: jothagie Jest różnica - zadawać cierpienia a cierpieć IP: *.olsztyn.mm.pl 13.02.10, 09:30
      zamknięty
      Kościół katolicki podaje, że około 100 milionów chrześcijan na świecie jest
      prześladowanych ze względu na
      fakty.interia.pl/religia/news/najwieksze-w-historii-przesladowanie-chrzescijan,1429125swoją
      wiarę. Obserwuję problem od dawna, a nawet od bardzo dawna, bo “Quo vadis”
      zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Chciałbym więc wnieść pewną poprawkę. To nie
      ze względu na wiarę, ale ze względu na osobowość ludzi wierzących, którzy
      wytwarzają swoistą nietolerancję wobec inaczej myślących. To jest
      charakterystyczne dla niektórych wielkich religii (przykładowo III Sura
      koraniczna), ale religia to również kultura, w której ważna jest także kultura
      poszczególnych ludzi.
      Problem ten znamy dziś z zagranicznych gazet, ale w niedługim czasie dotknie i
      nas. Innowiercy i niewierzący jeszcze na uwięzi trzymają to, co myślą o
      zachowaniu wielu katolików w naszym kraju. Ale zaczną mówić, a może to być
      lawina śnieżna. Może to być, w skrajnych przypadkach, również czyn. Warto się
      nad tym zastanowić i nie wystawiać ani swojej wiary, ani swoich symboli, ani
      swojej zaciekłości na niewiernych pokuszenie. I widzę to bardzo źle, bo nie mamy
      szczęścia ani do przywódców religijnych, ani do przewodzonych religijnie. Sądzę,
      że kiedyś przyjdzie odebrać zapłatę…Sprawa jest prosta. Fundamentalistyczny
      katolicyzm prowadzi dziś do przeludnienia, rozwarstwienia społecznego, skrajnej
      biedy i wynikających z nich patologii a także skrajnej nietolerancji. Dodatkowo
      opowiada się po stronie bogatych a widocznym fundamentem swego istnienia uczynił
      ściąganie mafijnego haraczu z biednego ludu.
      P.S. Piszę to ku przestrodze, bo ja pozostając poza Kk mam do niego niewiele
      pretensji. Przykładowo jedna: W roku 391, czyli 78 lat po uznaniu przez cesarza
      Konstantyna Wielkiego chrześcijaństwa za religię uprzywilejowaną, chrześcijanie
      podburzeni przez biskupa Aleksandrii, Teofila, spalili miejscową największą na
      świecie bibliotekę, gromadzącą 600 - 700 tysięcy zwojów - bezcennych skarbów
      starożytnej literatury grecko – rzymskiej*. Zamknięto starożytne akademie.
      Nauczanie przeniesiono do kościołów. Było mało, więc rozeszło się wszędzie. Po
      wiekach powinno do kościołów powrócić, by nie wzbudzać nietolerancji u inaczej
      myślących. Duchowni tez powinni zawrócić do otoczenia świątyń.
      Stanowisko naszego Senatu jest anachroniczne
      wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Senat-podjal-uchwale-ws.-poszanowania-krzyza,wid,11927342,wiadomosc.htmlI
      w ten sposób krzyż, w założeniu symbol miłości, stał się narzędziem okazywania
      siły. Zmiany dokonuje się od wieków zupełnie świadomie. Senat staje się rycerzem
      w tej krucjacie. Dlaczego więc w kościołach nie funkcjonuje flaga biało-czerwona
      i godło – symbole Polski wg Konstytucji RP? W kościele nie ma miejsca na
      dwuwładzę; duchowną i świecką. Na taki burdel Kościół sobie nie pozwoli. A
      państwo sobie pozwala...
      *Wersja o kalifie (Omar I), jest bajeczką z dobrą myślą przewodnią: "Albo te
      księgi zawierają to samo co Koran, więc są niepotrzebne, albo coś innego, więc
      są szkodliwe". Bardziej pasuje: "Albo te księgi zawierają to samo co Biblia,
      więc są niepotrzebne, albo coś innego, więc są szkodliwe".
      • Gość: Stan-sław Re: Jest różnica - zadawać cierpienia a cierpieć IP: *.nthweb.net 16.02.10, 11:59
        zamknięty
        W tym, co piszesz, pewnie coś jest. Na potwierdzenie mam maleńki przykład.
        Od wielu lat przyjaźnię się z rodziną zamieszkałą na wsi. Wiążą nas podobno
        stare, patriotyczne dzieje, które pielęgnujemy, omawiamy, opijamy i jesteśmy z
        tego dumni. Rodziny nasze są wielopokoleniowe i każdy może z kimś znaleźć
        kontakt. Ja należę do średniego pokolenia, które ma dziadków, rodziców i własne
        dzieci. W zaprzyjaźnionej rodzinie było sześcioro dzieci w przybliżonym do mego
        wieku. Przepadaliśmy za sobą i do dziś tak bywa, poza jednym wyjątkiem. Jeden z
        chłopaków, po skończonej szkole średniej wybrał seminarium duchowne. Wtedy
        cieszyliśmy się z tego, bo wszyscy jakoś czuliśmy się przynależni do tej samej
        religii. Wszyscy ceniliśmy sobie te cechy ludzkie, na które religia szczególnie
        zwraca uwagę – pokorę, skromność, poszanowanie drugiego, sprawiedliwość,
        umiarkowanie i inne, wynikające z nich. Dlatego cieszyliśmy się, że ktoś z nas
        chce sięgnąć po ideał. Ale wszystko poszło w innym kierunku. Alumn już w drugim
        roku stał się dziwny. Po pierwsze zaczął nas wszystkich pouczać, stał się
        nieomylny, lekceważył cudze poglądy, stał się materialistą, wytyczał sobie cele,
        w których zupełnie nie uwzględniał Pana Boga, a za nic miał te cnoty, które
        ceniliśmy do tej pory. Otrzymał święcenia kapłańskie, ale co zapamiętam długo,
        po mszy prymicyjnej jego własny ojciec powiedział, że jeśli Bóg chce kogoś
        pokarać, to mu rozum odbiera. I tak nasz duchowny oddalił się od rodziny i
        przyjaciół, a część rodziny i przyjaciół oddalił od Boga. Teraz widzę, że w
        parafianach też nie znalazł popleczników. W sprawach religii jest pryncypialny,
        ale jest to postawa na wynos. Jego matka wstydzi się i mimo starszego wieku woli
        podjechać do kościoła w mieście, niż iść do własnej parafii, gdzie docierają
        wieści z parafii jej syna. Nasz duchowny prawdopodobnie pójdzie do kurii, bo
        kończy doktorat, choć gdzieś tam wylazło, że prawdziwym autorem pracy jest ktoś
        inny. A my już nawet nie przyglądamy się temu, od momentu, kiedy nie pomógł
        własnej siostrze, gdy była w kłopotach. Nawet nie odwiedził jej w szpitalu.
        Złożyliśmy się wszyscy pozostali, co nam powoli oddaje. Ostatnia ratę zamierzamy
        jej podarować. Staramy się kultywować swoją przyjaźń z pominięciem tego, o czym
        w swoim gronie milczymy.
        Taki obrońca krzyża (a jest takim) rzeczywiście nie budzi we mnie pewności, że
        obstaje za symbolem miłości.
    • Gość: jothagie Każdemu według jego beznadziei. IP: *.olsztyn.mm.pl 19.02.10, 08:02
      zamknięty
      Było już: każdemu wg potrzeb (chociaż tylko w książkach – teraz realizuje się w
      strefach kapitału), każdemu wg pracy (choć w praktyce było różnie – obecnie jest
      jeszcze dziwniej), ale za to, teraz jest prawdziwie: każdemu wg jego beznadziei.
      wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Polska-nie-radzi-sobie-z-falasamobojstw,wid,11977300,wiadomosc_prasa.html
      Z ostatniej chwili: „Każdemu wg naiwności, każdemu wobec chciwości”. (Joseph
      Andrew Stack).
      A ja się pytam, gdzie jest Pan Bóg, gdzie jest Kościół, gdzie jest Państwo? No
      gdzie Oni są? Pomijam dwie pierwsze siły „sprawcze”, bo siły wirtualne i
      egoistyczne są „usprawiedliwione”. Poza tym własna taca odwraca uwagę od cudzych
      problemów. Mam pretensje do Państwa, które pręży się jak Rambo przykrywając tym
      umiejętności Szwejka i nie są to wcale powikłania po św. grypie, ale założona
      próżniaczość przedstawicielstwa władzy, która nadal opiera się na niewidzialnej
      ręce rynku z elementami selekcji naturalnej. To ściema nie państwo. A ta
      (niewidzialna ręka) szaleje i zbiera żniwo w strefach celowo niechronionych.
      Jeśli jest nas zbyt dużo, to wprowadźcie aborcję – przynajmniej wyreguluje się
      ilość dzieci niechcianych. Znieście kodeks drogowy – bogaci będą latać, a
      biedni, gdzie jest nadstan, niech się pozabijają w nadmiarze adrenaliny. A wy
      dopuszczacie amatorską eutanazję, gdzie i straszno i głupio. I to jest jedyny
      kraj, który w ten sposób chroni się przed permanentnym kryzysem. To jest
      niestety element samozachowawczy kapitalizmu ze średniowiecznymi jądrami i
      fiutem w postaci interesu międzynarodowego kapitału.
      Powiem więcej, w Polsce stosuje się tortury psychiczne na wzór broni
      psychotronicznej. To jest tortura, kiedy na wystawie widzi się, jakby
      ewentualnie można żyć, a za plecami rzeczywistość, której przeskoczyć się nie
      da. Może więc powiedzmy oficjalnie, ilu musi sobie odebrać życie, żeby żyć mógł
      Ktoś. Może w każdym mieście postawimy tablice pamiątkowe, na których wyryjemy
      nazwiska tych, co odebrali sobie życie, żeby pokonać własną beznadzieję i tym
      samym innym zwiększyć szanse. Wspomniany J.A.Stack, żyjąc wiele lat w idealnej
      demokracji „przekonał się, że prawo jest interpretowane w dwóch wersjach – dla
      biednych i dla bogatych”. „Ci, którzy tworzą prawo i je egzekwują to potwory.
      Inkwizycja żyje i ma się dobrze w tym kraju” - napisał przed wykonaniem
      szaleńczego czynu.
      wiadomosci.onet.pl/2130594,441,podano_powod_zamachu_w_usa_wez_sobie_kawal_mojego_miesa,item.html
      Przypomnę warunek pod jakim Szwecja zgodziła się na nasze wejście do UE:
      Zabezpieczenia socjalne. Przyjęliśmy po wojskowemu - nie pro forma tylko dla
      picu. „Nie stać nas na to” - mówi się po wstąpieniu. Przyjęliśmy (pod naciskiem
      UE), przykładowo prawo o mobbingu (polskie a nie angielskie). Kto widział
      skazanego za mobbing? A pracodawcy na potęgę ru...ą swoje pracownice, wymuszają
      bezprawne działania na pracownikach, wywalają wg widzimisię, traktują jak bydło
      tych którzy tworzą ich prosperity. I co? Wyru...i popełniają samobójstwa... Ale
      pamiętajmy: Samobójstwa to przedostatni rozdział walki o sens życia – ostatni to
      walka z władzą. Czy władza jest przygotowana na rewolucję? („Przemoc to jedyna
      odpowiedź” - Stack). Militarnie tak, ale żeby zdziwienia nie było, że ktoś
      zechce rozliczyć tą zbrodnię na narodzie. Wtedy okaże się, że Jaruzelski to
      Piętaszek... Piotrowski to dobrodziej dla Kościoła, a Popiełuszko to naiwniak.
      Oczywista, w porównaniu z obecnymi...
      P.S. Szanowny, zapomniany przez Boga i ludzi Obywatelu! Jeśli doszedłeś do końca
      sznura i nie wiesz co zrobić - zawiązać pętle i powieś się, czy rozglądać się,
      czy ktoś rzuci ci inną linę, to pamiętaj, że najlepiej, kiedy ściągniesz
      bieliznę, wystawisz pupę na możnych – niech Cie pocałują. Nie daj im
      satysfakcji. Przy okazji możesz olać tą kochaną Ojczyznę i jej władców... Naucz
      się żyć wbrew oszustom. Sądzisz, że zaszczytnie jest umrzeć za obce interesy? Tu
      nie obowiązuje rzymska zasada, że laude et decorum est pro patria mori. Cóż, „o
      takie Polskie walczyliśmy” - lepiej być świadomym kloszardem, niż martwym
      ideowcem. A nade wszystko, nie daj się zwieźć trzem podstawowym hasłom:
      wiadomosci.onet.pl/2129171,11,sto_tysiecy_sztuk_broni_w_rekach_polakow_nowa_ustawa_w_sejmie,item.html
      „Róbta, co chceta”, „oby żyło się łatwiej tym, co pozostaną” i „co nas nie
      zabije, to nas wzmocni”.
      "Wielki Bracie Polityku: Weź sobie kawał mojego mięsa i śpij dobrze" – mógłby
      dodać Stack – ale to już koniec karnawału...
      • Gość: fansld Re: Każdemu według jego beznadziei. IP: *.olsztyn.mm.pl 19.02.10, 10:33
        zamknięty
        Czyzby do JHG dotarlo w koncu ze jak sie o siebie nie zatroszczy to nikt, ani
        Pan Bog, ani "Panstwo" sie nie zaopiekuje?
        Czyzby JHG pojal ze placenie podatkow na tzw. opieke panstwa to zwykle wyludzanie???

        .. watpie.. dalej bedzie bredzil swoje o socjalizmie :D
    • privus Re: Zrozumieć można 19.02.10, 10:39
      zamknięty
      Ale tolerować już nie. Czas na wymianę.
    • Gość: jothagie Zupa Romana… IP: *.olsztyn.mm.pl 21.02.10, 20:16
      zamknięty
      Ze sporym zdziwieniem przyjąłem rewelacje R.G., byłego ministra edukacji, na
      temat polityki „zbiórki haków” przez J.K. w czasach, gdy ten ostatni dysponował
      usługami państwowych zbieraczy. Jestem w stanie w to uwierzyć, bo to taka
      poskręcana osobowość w tej kaczoobsesji. Nie mogę jednak pojąć intencji tego,
      kto mi to podaje do wierzenia i kto na tym korzysta. Czy ja nie pamiętam, co ten
      człowiek wyprawiał, gdy był ministrem edukacji i szefem rachitycznej partii w
      narodowo - chrześcijańskim amoku? Czy uczciwy człowiek mógł dowiedzieć się
      czegoś takiego i jednocześnie wspierać cel, który zamierza się osiągnąć takimi
      metodami. A przecież był wiernym pretorianinem i byłby takim do dziś, gdyby go
      nie zjedzono. Czy człowiek deklarujący katolicyzm jako motyw działania zezwala
      na rozlewanie się zła w ewidentnie nieprzyzwoitej formie? Oczywiście, ja wiem,
      że jest to polityka, w której takie tam ideały nie mają mocy sprawczej, ale żeby
      wciskać się obywatelom do domów poprzez takie świństwa... Wiem również, że mnie
      to dziwi też tylko na płaszczyźnie moralnej, bo w płaszczyźnie politycznej
      „wszystko jest OK!”. Założono jakiś cel, który uświęca środki. To stare, jak
      świat, chociaż wypowiedział to dopiero Machiavelli. Czy jednak ktoś taki może
      być dla mnie korektą w sprawach moralności, wzorem jakiejś idei? W żadnym
      wypadku! Odsłuchałem, przemyślałem i odrzuciłem. Nie oddam swego umysłu do
      obróbki tak tępymi narzędziami i w dodatku ubrudzonymi łapskami. Skutkiem tak
      fatalnego ujawnienia może być tylko gmatwanina moralna w stylu: „Bezpruderyjnej,
      seksownej, bez zahamowań do wspólnego odmawiania różańca – poszukuję”. Bardziej,
      choć jako mniej zdrowe, diskopolowo polecam Big Dance:
      “Przygrzewają, odgrzewają/Potem wody dolewają/To zupa Romana”
      Może być w oryginale:
      Maccheroni cannelloni peperoni eccola per me zuppa romana bella donna mamma mia
      alimenti ciao roma roma napoli amore miomozzarella mortadella tarantella...
      P.S. 1.Roman sporządniej, bo Jarosław to już recydywa... 2.Panowie Politycy! Te
      olbrzymie jaja, które ostatnio znosicie, to Wam kiedyś d. rozerwą. I oby tak się
      stało, bo żaden „uspokajacz” już na Was nie działa. A swoją drogą, J.K. jest jak
      Piłsudski – ma wszystkich w d... tylko nogi R.G. mu wystają. I to będzie jedyny
      uzysk kampanii R.G. - te wystające nogi jako dowód, że przystawka nie została do
      końca strawiona... (po łacinie: non omnis moriar). Może jeszcze PO przygarnie,
      po wymyciu nóg w wielkim poście. Przecież
      wiadomosci.wp.pl/kat,90354,title,Platforma-nie-wstydzi-sie-Giertycha,wid,12000339,wiadomosc_video.html?ticaid=19af5
      Ergo: deklaracja w dłoń i na koń!
      A niech tam! Rzucę te perły przed polityków...:
      „Dokąd to, dokąd tak na oślep gnacie, zbrodniarze/Czemu w prawicach nagie
      miecze?” (Horacy)
      fakty.interia.pl/polska/news/pojedynek-sadowy-kaczynskiego-i-giertycha,1440683
    • Gość: jothagie Bezspornie – pozornie i... wyrzut sumienia. IP: *.olsztyn.mm.pl 23.02.10, 09:07
      zamknięty
      Lawina likwidacji miejsc pracy i lawina reklamowa nowych szkoleń to w naszej
      sytuacji tworzenie pozornej rzeczywistości, czemu sprzyjają instytucje państwowe
      typu Urzędy Pracy. Jest to sytuacja, w której nawet szkoda przysłowiowych słów,
      bo jest to naigrawanie się z nieszczęścia innych. Nie dotyczy to mnie
      osobiście, ale chodzę po tej samej ziemi, co upokarzający i upokorzeni
      bezrobociem. I jakby z boku proroczo widzę kierunek rozwoju tej sytuacji: Bieda,
      przemoc, wyzysk, brak perspektyw i ciągły strach o własne życie. Już to gdzieś
      widziałem i to nie jest wirtualny świat... Z reguły następuje to jako koniec
      kolonizacji, czyli wycofanie się obcego kapitału, nacisk do powszechnej
      prywatyzacji i pełnego wolnego rynku.
      Z bezrobociem trzeba walczyć przy pomocy wielu czynników, ale we wszystkich
      zestawach środków zaradczych musi być tworzenie nowych miejsc pracy. Samo
      szkolenie (np. dostatecznie ośmieszone pisanie CV, czy umiejętność prezentacji
      przed pracodawcą) jest pozorną działalnością Urzędów Pracy.
      W Niemczech widziałem coś takiego. Ogłoszono nabór do nowo powstającej
      instytucji. Nabrano 86 osób z 903 chętnych bezrobotnych. Wybranych wywieziono do
      ośrodka szkoleniowego. Szkolenie odbywało się na tych samych urządzeniach i
      programach, które spotkać mieli po powrocie. W dzień przyjazdu do miejsca pracy
      ostatni technicy instalatorzy opuszczali nowy zakład pracy. W następnym dniu
      praca rozpoczęła się od przysłowiowego wciśnięcia guziczka. Bez awarii. Bez
      strat. Dwa tygodnie szkolenia były pełnopłatne. Zapłacił za nie samorząd.
      Samorząd na spółkę z nowym zakładem pracy zapłacił także za szkolenie drugiej
      grupy 86 osób rezerwowych, które wprawdzie miały inną pracę, ale chciały ją
      zmienić. Były w rezerwie pracowniczej zakładu pracy i w ogólnodostępnej
      informacji. Jeśli jakiś inny zakład pracy potrzebował takiego pracownika, to
      mógł go zatrudnić zwracając firmie patronackiej ową połówkę kosztów szkolenia.
      Certyfikaty były ważne w całej UE.
      Można?
      I jeszcze jedno. Nabór do szkolenia pierwszego (bezrobotni) i drugiego (chcący
      zmienić pracę) powierzono firmie zewnętrznej z zupełnie innego miasta. Żadnych
      pleców, znajomości i posądzeń korupcyjnych. To już zupełny Matrix. Prawda?
      Bezsporny Matrix.
    • Gość: jothagie Ammann przeleciał Małysza... IP: *.olsztyn.mm.pl 25.02.10, 16:15
      zamknięty
      a Marit Bioergen Justynę Kowalczyk. Czy to jest w porządku? Ammann miał
      niedozwolone wiązania a Bioergen dozwoloną astmę. I tyle z tej olimpiady
      zapamiętałem. Jakoś nie było atmosfery, choć był czas wolny, by tym się
      interesować. O Sikorze słyszę już od lat i gdy widzę, jak pudłuje, to przypomina
      mi się, że kiedyś z 25 metrów nie trafiłem do dzika i jeszcze dziś mnie coś
      trafia... Justyna jest fajna, ale ten sport jest mało widowiskowy. Obserwując ją
      w akcji przypomniałem sobie moje późno dziecięce lata i moją nagrodę za dobrą
      naukę - dostałem miejsce na trybunie honorowej, by zobaczyć jak przez moją
      miejscowość przejeżdża Wyścig Pokoju. Kolarze jechali zwartym peletonem i może
      trwało to ze 2 minuty. Nawet nie udawałem, że się cieszę, bo za drugie miejsce
      kolega dostał komplet podręczników do siódmej klasy. Od tej pory nie dowierzałem
      tzw, wartościom duchowym... Lubię łyżwiarstwo. Łyżwy założyłem dopiero na
      studiach, bo liczyłem, że pasja zbliży mnie do pewnej zgrabnej łyżwiarki, ale
      uprawianie łyżwiarstwa w nocy (wstęp wolny na lodowisko) to tak, jak teraz
      oglądać transmisje do rana wbrew nadziei na jakąś chętną łyżwiarkę... Chyba
      tylko zamiast...albo jeśli się przyśni. Już na starcie podłamała mnie śmierć
      gruzińskiego saneczkarza. Nigdy w takiej sytuacji nie mogę sobie poradzić z
      problemem, czy śmierć młodego człowieka jest zapłatą za grzech, czy jest nagrodą
      za cnotę.
      Denerwuje mnie wszędobylski, dobrze widoczny biznes. Jego brutalność zabija
      wszelką idee i ewentualne emocje w związku z ludzkim wysiłkiem. A kontrolerzy
      antydopingowi zohydzają samą walkę o czystość sportu (przypadek Sikory,
      przypadek Magdaleny Neuner - "sportowcy są traktowani gorzej niż świnie idące na
      rzeź").
      Będę oczywiście nudny jeśli powiem, że niewiele pozostało z idei olimpizmu pod
      hasłem szlachetnego współzawodnictwa i braterstwa wszystkich narodów. Pomijam
      już fakt, że w starożytnej Grecji termin olimpiada oznaczał czteroletni okres
      między następnymi igrzyskami. Lecz gdzie ten "święty rozejm" i wstrzymanie
      wojen? Gdzie przysięga, że nie dopuści się żadnego oszustwa na zawodach? Gdzie
      kary Kallioposa (ale oszust, jak dzisiejszy polityk) za złamanie przysięgi? I
      cóż dziś wart jest tytuł olimpionika? I wreszcie, gdzie ten Zeus, na cześć
      którego całe to zamieszanie, nieprzespane noce a jednocześnie zaniedbania wobec
      Afrodyty, że o utracie ramówki telewizyjnej tylko wspomnę? Na szczęście jest i
      atrakcja:
      niewiarygodne.pl/kat,1017181,title,Potwor-morski-znaleziony-na-kanadyjskiej-plazy,wid,12015317,wiadomosc.html
      P.S. Bliska mi osoba, z nakazu medycyny, bierze wziewne sterydy. Mimo że zdanie
      poprzednie nie zawiera słowa „prawie”, to stwierdzam, że robi to kolosalną
      różnicę. Rozumiem więc panią Justynę Kowalczyk w sporze z Marit Bioergen.
    • Gość: Karol_z_okolic Sprawiedliwość to mocna rzecz IP: 213.229.83.* 01.03.10, 15:16
      zamknięty
      Witaj jothagie! Lubię Twój styl pisania. Rozpracowałem go nawet co do kolejności
      najczęściej używanych wyrazów. Pozwól, że coś napiszę w Twoim stylu. Może coś
      więcej jeszcze rozpoznasz…
      Rzecz dotyczy sprawiedliwości. Nie wypowiadam się o sprawiedliwości ostatecznej,
      na którą trzeba zasłużyć życiem zgodnym z zasadami jakiejś religii. Mowa o
      sprawiedliwości, która podobno mieszka w sądach. Najbardziej myli się ten, kto
      idzie tam, żeby pożalić się, jak kiedyś u dowolnego szczebla sekretarza PZPR. To
      nie to miejsce, bo naiwnego złupią z ostatnich pieniędzy. Nie jest to miejsce, z
      którego mogliby skorzystać ludzie biedni, chyba, że ma się mocne dowody, ale i
      tu trzeba się liczyć z tym, że prawnicy należą do najstarszych zawodów świata i
      za pieniądze dokonują cudów. Dzięki nim łamiący normy prawne ma prawo do
      uczciwej obrony i do uczciwego procesu. Gorzej jest z uczciwym pokrzywdzonym.
      Szczególnie w praktyce, bo o ideałach nikt nie mówi.
      Wiem, że lubisz przykłady, więc przytaczam.
      Człowiek poddany mobbingowi, dyskryminacji, zlekceważony gdy zgłosił wypadek w
      pracy, ostatecznie zdrowotnie pokrzywdzony przez całą sytuację, dodatkowo
      oszukany na ustnej umowie, wyciśnięty jak cytryna, któremu nawet nie wypłacono
      odprawy emerytalnej po przejściu na emeryturę - zapragnął sprawiedliwości.
      Poprosił o przydzielenie prawnika z urzędu, ale odmówiono, bo jakąś emeryturę
      ma. Sam więc postanowił przedstawić problem, bo sądził, że wystarczy mówić
      prawdę. Sąd najpierw temat podzielił na kilka spraw (każda ewentualnie płatna, o
      czym nie poinformował bo nie ma takiego obowiązku), a potem wziął się do rzeczy.
      Sprawiedliwość to nie jest dar boży dla porządnych – to jest produkt, który
      wypracowują ludzie. Druga strona to wiedziała i obstawiła się kancelarią
      adwokacką. Świadkowie chcieli utrzymać pracę, więc wiedzieli, co mówić i wcale
      nie mówili tego, co wiedzieli. Pierwszą więc sprawę (mobbing) przegrał z
      zasądzonymi kosztami wysokości jego emerytury. Rozprawa trwała kilka godzin więc
      naiwniak popadł w kłopoty zdrowotne, ciągnące się kilka dni. Widziano go w
      przychodniach, zmienionego nie do poznania. To przecież żaden Miro ani Zbycho,
      żeby godzinami przekonywać, czy być przekonywanym. Nie wiem, czy sam zbystrzał,
      czy ktoś mu podpowiedział, czy ktoś mu pomógł argumentem nie do odrzucenia
      (takie plotki chodzą!), żeby sobie „darował” sprawiedliwość. I zrezygnował, bo
      mógł z tego nie wyjść żywy. I dobrze! Już sobie i tak skrócił życie tym swoim
      naiwniactwem a dodatkowo, za naukę, czym jest sprawiedliwość, będzie płacił jak
      za zboże.
      No i taka jest ta iustitia - po łacinie „sprawiedliwość”. U Rzymian uosobienie
      (personifikacja) sprawiedliwości, a u Polaków Stowarzyszenie Sędziów Polskich.
      My to jesteśmy konkretni… Kto więc tworzy ideologię, że sprawiedliwość jest
      treścią marzeń ludzi skrzywdzonych. Czy to jakiś temat zastępczy, czy wiecznie
      mamy kampanie wyborczą? Moim zdaniem przed wejściem do Sądów Pracy powinien
      wisieć cennik i napis podobny, jak u Dantego, tym razem z Ludzkiej Komedii:
      Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate (porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy
      tu wchodzicie) - ostrzegawczo. Albo gorzko – „śmierć chyba większe zna gorycze”.
      PS. Młodzi mogą nie wiedzieć, co to znaczy „jak za zboże”, więc tłumaczę. W
      okresie międzywojennym demokratycznej Polski, na wsiach panowała ogromna bieda.
      Niedługo i u nas tak będzie, bo demokrację już podobno mamy. Ale byli i bogaci.
      Biedni na przednówku szli do bogatych i pożyczali worek zboża. Trzeba było to
      odpracować, na czym wychodzili gorzej niż Zabłocki na mydle. Tego to pewnie nie
      trzeba tłumaczyć.
      Przyznam i ja, jak to Ty zwykłeś czynić, że tekst napisałem pod wpływem
      „wyczynu” J.A.Stack, i jego oceny sytuacji demokracji: „prawo jest
      interpretowane w dwóch wersjach – dla biednych i dla bogatych”. „Ci, którzy
      tworzą prawo i je egzekwują to potwory”.
      wiadomosci.onet.pl/2130594,441,podano_powod_zamachu_w_usa_wez_sobie_kawal_mojego_miesa,item.html
      Cytat to wziąłem od Ciebie, ale przykład opowiedział mi VIP, tak go nazwijmy.
      Czy wiesz coś na ten temat?

      • Gość: jothagie Temida Galopująca za Pędzącym Królikiem IP: *.olsztyn.mm.pl 03.03.10, 10:01
        zamknięty
        Panie Karolu! Mniej - więcej, tak to leciało.
        W rewanżu opowiem Ci inną historię, przedwojennego mądrego górala. Jego sąsiad
        corocznie pozbawiał go dwóch skib gruntu. Pokrzywdzony mógł iść z tym do sądu,
        ale wiadomo, że któraś ze stron zostałby żebrakiem i musiałaby za pożyczone
        pieniądze z Gdyni wyruszyć do USA, co wielu górali spotkało. Po wojnie komuna
        robiła pomiary i 4 ary wróciły do mądrego górala. Zachłanny góral rozpił się i
        marnie skończył. Wszyscy mówili, że Bóg go pokarał.
        Dziś na komunę raczej nie ma co liczyć… Pan Bóg też jakby przysnął…
        Wracając do sprawy, też uważam, że w opisywanym przez Ciebie przypadku powodem
        rezygnacji była depresja moralna, rozczarowanie sposobem dochodzenia do prawdy,
        wyczerpanie fizyczne a nawet zimna kalkulacja liczona w milimetrach. Dziewięciu
        milimetrach... A może ktoś już nie miał ochoty na przebywanie w tym
        towarzystwie. To wszystko trudno byłoby wymyślić za biurkiem, ale od czego mamy
        życie. W życiu, jak w filmie, szantaż jest sposobem rozwiązywania problemów.
        Prawo jest częścią polityki, bo ustanawiają je politycy. Nic więc dziwnego, że
        bardziej zakłada się skuteczność, niż moralność. Skuteczność zaś dopuszcza
        wszelkie środki. Wykorzystują to oskarżeni przedsiębiorcy per fas et nefas.
        W sprawie nie dorabiajmy jednak ideologii na własną rękę, bo na wszystko trzeba
        mieć dowody. Nie zapisano PESELu „argumentującego”, ani numeru strachu. Nie są
        też znane przypadki, żeby prasa o tym pisała, telewizja rozpatrywała, czy radio
        rozmawiało na ten temat, Media to też jest władza tylko sama dla siebie. Ale
        jeśli tam nic nie było, to znaczy, że sprawa nie miała miejsca. I tak ją
        traktujmy, bo ośmieszyć się łatwo, tym bardziej, że ze względu na dowód sprawa
        dorsza Pitery jest poważniejsza. Inna to rzecz, że zabawy niegrzecznych chłopców
        zdarzają się w różnych formach. Na takie wypadki trzeba mieć pod ręka
        powiedzenie biblijne, że łatwiej jest wielbłądowi przejść przez Ucho Igielne,
        niż biednemu udowodnić, że przedsiębiorca go zgnoił.
        Opłat i kosztów też ostatecznie zaniechano ze względu na trudną sytuację życiową
        biednego skarżącego. Ze Skarbu Państwa zapłacono także świadkowi koszt przejazdu
        samochodem z miejsca zameldowania do miejsca składania … zeznań, co jak wiadomo
        z miejscem zamieszkania i pracy nie musi mieć wiele wspólnego. Ot, można być
        biednym, ale nie trzeba być „małym”, zachłannym i mściwym.
        P.S. Utrzymam się w konwencji ludowej i zacytuję Ci mądrość tego typu: „Jak się
        nie obrócisz to i tak d… z tyłu”. Z tą justicją to jest coś podobnego jak z
        paksem. „Pax” to po łacinie „pokój”, a furorę zrobiło u nas Stowarzyszenie PAX –
        świecka organizacja katolicka utworzona w 1947 r. przez Bolesława Piaseckiego i
        innych działaczy przedwojennej Falangi, którzy gotowi byli walczyć o pokój tak
        gorliwie, żeby kamień na kamieniu nie pozostał. Na szczęście kontrolowali ich
        komuniści. Ostatni w tym stylu, co tak pokojem wodził, to były szef CBA. Tego
        tylko prezes kontrolował. I znamienne jest to, ze Kk tak opluwał dawny „Pax”,
        ale majątek wziął... To również jest skuteczność, różna od moralności.
        Nic to! Żyjemy i dajmy sobie na luz...Jak ci dziś dadzą z liścia, to jutro
        udawaj, że wiatr wieje.
        Też odradzam korzystanie z fasadowych instytucji. Niekiedy jest to kpina z tego,
        czego oczekujemy. Dlaczego więc zaostrzać sobie apetyt na wielkie, w skali
        społecznej, wartości? Niech i tak będzie:„Błogosławieni, którzy cierpią
        prześladowanie z powodu (pragnienia) sprawiedliwości, albowiem ich jest (będzie)
        królestwo niebieskie” (Mt. 5,10).
      • Gość: Pieprz zielony ...ale gdzie z tego kraju spie… IP: *.com 05.03.10, 16:45
        zamknięty
        Jeszcze 21 lat temu był to kraj socjalistycznej demokracji, co w języku
        społecznym znaczyło m. in., że na biednych nie napadano, nie wymuszano na nich
        niczego – raczej łupiono nielicznych bogatych, choć tylko częściowo łup
        rozdawano biednym. Teraz łupi się biednych. Bogaci są dopieszczani – to jest sól
        tej ziemi. (Chyba coś jednak znalazłem pisanego na ten temat: „Sitwo, ojczyzno
        moja!”. To Rafał Ziemkiewicz coś o naszej ojczyźnie). Inaczej mówiąc, panuje
        zmowa na poziomie wszystkich władz plus media, że interes kraju zaczyna się
        dopiero od poziomu właściciela przedsiębiorstwa.
        ...ale gdzie z tego kraju spie… jeśli nie jest się szyfrantem?
        • Gość: fansld Re: ...ale gdzie z tego kraju spie… IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.10, 16:50
          zamknięty
          Przeciez nic sie nie zmienilo, wtedy zylo sie na plecach biednych teraz tak samo.
          Wtedy byla elitka dopieszczonych, teraz tez jest sitwa, wtedy tepiono motor
          kazdego spoleczenstwa czyli tzw. klase srednia, teraz jest dokladnie to samo.
          Widzisz roznice? Ja zadnej.

    • ot48 Re: Zrozumieć politykę naszych elit 03.03.10, 17:17
      zamknięty
      To jest nie do pojęcia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Nawet nie chce mi się tego czytać, a co tu mówić o rozumieniu.........
    • Gość: jothagie Ósmy marca to dzień kumulacji w grze wstępnej? IP: *.olsztyn.mm.pl 06.03.10, 09:42
      zamknięty
      Rok 2010 dla kobiet zaczął się fatalnie, wręcz groteskowo, jeśli takie jest
      stopniowanie nieszczęść. Buntuję się, że za ową groteskę nikt nie czuje się
      odpowiedzialny. Ot tak, dzieje się sama z głupoty własnej.
      Najpierw poczyniono myślowe ustępstwa na rzecz parytetu, co dla wielbicieli
      kobiet, wbrew pozorom, jest fatalnym posunięciem. Wyróżnianie kogoś ze względu
      na płeć jest jakąś protezą, w wielu wypadkach ubliżającą kobiecie. A jeśli nawet
      jest to jakoś uzasadnione (a mam taką nadzieję), to czynienie z tego sprawy
      publicznej, przyczynia się do wzmacniania postaw seksistowskich. Jestem przeciw,
      bo jest to tak siermiężne jak obowiązkowe „rąsia, buzia, goździk” ze słusznie
      minionego okresu. Ale na polityków można liczyć:
      wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Radziszewska-parytety-sprzeczne-z-konstytucja,wid,11975241,wiadomosc.html?ticaid=19a5f
      Następnie, w świetle badań, odebrano kobietom punkt G. Lekką ręką, w latach
      50tych dał go kobietom dr Ernst Gräfenberg, a odebrała dr A. B. Złośliwi
      twierdzą, że w życiu nie przeżyła orgazmu i dlatego zaczęła mieć wątpliwości.
      Zawiedzeni mężczyźni wydali nawet list gończy za mężem tej pani – Wanted: Dead
      or Alive, za świadome fałszowanie ważnej dziedziny życia. Mężczyźni natomiast, w
      promieniu 10 km od pani doktor, otrzymują naganę za brak dbałości o wyniki
      nauki. A przecież tyle było twórczej dyskusji, czy jest wielkości grochu,
      grosza, 10ciu, czy nawet 20stu groszy. Już widzę jak z męskiej społeczności
      wyłania nowe zboczenie – G-filia jako poszukiwanie kobiet z punktem G (forum
      tematyczne pokazuję, że są, a różnią się odległością – 3,5,8 cm…), a ewolucja
      usankcjonuje to nową odmianą mężczyzny -„homo vagina explorer”.
      Miłe Panie! Cóż, w powyższych sprawach zastosujemy starą żydowską zasadę:
      "Chwilowa strata idzie w przyszły zysk". Bo jakże można tak bezkarnie sprowadzić
      bogaty sex appeal do maleńkiego sex point.
      Jak co roku, tak i w tym, obowiązuje powiedzenie francuskiej pisarki Simone de
      Beauvoir. "Nie rodzimy się kobietą, lecz się nią stajemy przez wychowanie". A
      wychowanie ma swoją tradycję: „Wartość kobiety polega na jej zdolnościach
      rozrodczych i możliwości wykorzystania jej do prac domowych” (autorytet żyjący
      gdzieś między 1225 a 1275 r. n.e.). Współcześnie mówi się inaczej: „Jakie cztery
      przyciski ma kobieta na czole? – Pranie, gotowanie, odkurzanie i off”. Łaskawcy!
      Pominęli rodzenie… Tym warto przypomnieć twierdzenia świętego: „Zarodek płci
      męskiej staje się człowiekiem po 40 dniach, zarodek żeński po 80. Dziewczynki
      powstają z uszkodzonego nasienia lub też w następstwie wilgotnych wiatrów”. I
      pewnie dlatego, kobieta, jak wiatr, zmienną jest…
      Jak co roku, tak i w tym, kobiety mogą liczyć na sporo oficjalnej obłudy, np. że
      wypada jakoś ulżyć tym kobietom, ale nie ma jak, co tylko pogłębia historię
      równoupośledzenia kobiet. Media nawet na chwilę nie powstrzymają się od
      wytknięcia zaniedbań tym, które nie opanowały techniki zamiany kolorowego
      obrazka w realne życie. Nikt też nie zatrze przykrego wrażenia, że na pracę mają
      szanse kobiety młode, że istnieje granica wieku, do której działa nawet
      najlepszy krem na zmarszczki… Itd., itp.
      Ciekaw jestem, czy ktoś pamięta pierwszy „8 marca” w III RP. Jeśli zmiany w
      kraju mierzyć obchodzeniem „Dnia Kobiet”, to rzeczywiście wówczas zaczęliśmy żyć
      w innym świecie. Oficjalnie cisza. W telewizji nadano film przyrodniczy o rolach
      osobników męskich i żeńskich w świecie przyrodniczym. Publicznie uzasadniano w
      nim pogląd, że ważniejsze funkcje przypadają osobnikom żeńskim. Zasadnie
      postawiono też pytanie, jakie warunki są niezbędne, by owe funkcje mogły być
      spełnione. I dopiero w tym kontekście uzasadniono bogactwo ról osobników
      męskich. To jest postęp w postaci hipokryzji...
      P.S. Dziś, jeśli „Dzień Kobiet” nadal chcemy utrzymać w zbiorowym obyczaju, to
      powinien on dotyczyć bardziej tego, kim jesteśmy mocując się z życiem ramię w
      ramię – mężczyźni z kobietami, niż tego, co mężczyźni mają w obowiązkach wobec
      kobiet, szczególnie w dniu 8 marca. Taka jest moja perspektywa, kiedy widzę
      ogromny wzajemny szacunek ludzi starszych, po równo nękanych chorobami. Są takie
      okresy w życiu człowieka, że kondycja ludzka nie wyraża się już płciowo.
      Pozostaje szacunek do spełnionych ról, wdzięczność za przyjaźń i wzajemna
      życzliwość do wyrażanej chęci życia.
      Szanowne Panie! Wróćmy jednak do poetyki dnia: Ustalono, że w tym roku dzień
      mężczyzn będzie się obchodzić pod hasłem krążącym po MSZ - „Może być mały ale
      musi być zgrywus”.
    • Gość: et Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: 188.33.123.* 07.03.10, 00:03
      zamknięty
      rybitzky.salon24.pl/
    • Gość: jothagie Ani wstrząśnięty, ani zmieszany... IP: *.olsztyn.mm.pl 12.03.10, 08:35
      zamknięty
      A po przeczytaniu następującego tekstu powinienem być przynajmniej wstrząśnięty:
      wiadomosci.wp.pl/kat,1347,title,Zonaty-ojciec-pracowity-i-strzal-w-glowe---czemu,wid,12059684,wiadomosc.html?ticaid=19c9e
      Przez wiele lat byłem w posiadaniu broni (myśliwskiej), ale nigdy nie zdarzyło
      mi się spoglądać na nią jako na sposób dostępnej eutanazji. Nie było takiej
      potrzeby. Uznawałem zasadę, że nic nie rozwiąże moich problemów poza mną samym.
      I rozwiązywałem, bez użycia czegokolwiek, np. broni, alkoholu, psychotropów,
      itp. Inna to sprawa, że od dziecka byłem zaprawiony w sytuacjach trudnych.
      Zniosłem przejściowy głód, niepotrzebne upokorzenia, wady własnego charakteru i
      niedoskonałości najbliższych. Zniosłem pustkę i beznadzieję odrzucenia.
      Połknąłem wreszcie krzywdę i bezprawie. Żaden „prozac” nie był mi potrzebny, a
      tym bardziej rozwiązania ostateczne. Teraz jest inaczej i niezbyt rozumiem, co
      ludziom każe myśleć, że ostateczne rozwiązanie takich problemów jest możliwe.
      Przecież zawsze ktoś dziedziczy nierozwiązany, lub tak rozwiązany problem.
      Rozumiem i popieram rozwiązania zachodnie, typu eutanazja dla nieuleczalnie
      chorych (cierpienie to straszna sprawa) lub dla ludzi starych po 70tce
      (niedołężność jest upokarzająca). Jestem za akceptacją takiego wyboru i takiej
      możliwości. Sprawie mogę asystować mentalnie. Również przy aborcji celem
      uniknięcia dzieci niechcianych.
      Jeśli dobrze rozumiem sytuacje, w których ludzie popełniają samobójstwa z bronią
      w ręku, to znaczy, że kilka proroczych wniosków można wyciągnąć. Ilość takich
      samobójstw zwiększy się wraz z możliwością powszechnego dostępu do broni. I to
      trzeba zaakceptować. Dziś popełniają je ci, co pracują i jakieś warunki życia
      mają zapewnione. Ale nic człowiekowi nie jest dane na stałe – można stracić
      najbliższych, pracę , perspektywy i nadzieję. Mimo, że to nieludzkie, to
      ostatnio takie nasze. I tu nie pomoże żadne badanie psychologiczne. To są
      zresztą badania świadomościowe odrzucające przypadki „mataczenia w zeznaniach”.
      Nie wynika z tego żadna pewność, jak człowiek zachowa się w sytuacji, w której
      myślenie, emocje mogą działać wzmacniająco na rzecz wielu rozwiązań. Odrzucając
      kandydata dmucha się na zimne. Tak samo jak stawiając ocenę ”dostateczny” dla
      dopuszczonych – nie przewidzi się wszystkiego. Nie pozna się ich odporności na
      sytuacje nowe. Zawsze opiera się to na posądzeniach o skłonność do działań
      racjonalnych. Nic bardziej trafnego tak samo, jak nic bardziej mylnego, choć
      głęboko ludzkiego.
      Bardziej jednak interesuje mnie to, o czym nikt nie chce mówić, mianowicie o
      granicy subtelności i draństwa, którą w pewnych zawodach trzeba przekroczyć
      wcześnie. Uświadomił mi to były legionista (LC), który mawiał, że jest (w
      odpowiednim czasie stał się) draniem a maskę człowieka zakłada tylko na
      spotkanie z ludźmi. To pasuje do służb mundurowych, które nie dzwonią, nie
      ściągają butów a wpadają do niewłaściwego mieszkania i w d.. to mają. Ale czasem
      ktoś inny tak wkroczy w ich życie i wtedy jest problem. Czy bycie „panem” nie
      wchodzi w nałóg, z którego nie ma odwrotu? A i teraz byle dupek może nam
      przystawić broń do głowy, do której (głowy) w tej beznadziei to my mamy
      pierwszeństwo. Sobie czy jemu odpuścić? Zauważmy, że draństwo raczej strzela do
      cudzej głowy a nie do własnej... To subtelni strzelają do własnej głowy...I tu
      się wyjaśnia problem, po co subtelny policjant ma głowę.
      Sprawę uważam za wartą przemyślenia..., nawet jeśli nie jest to nasz problem.
      P.S. A gdzie był policyjny kapelan? Nie wyczuł szatana w pobliżu? Okazuje się,
      że tylko Bóg jeden wie, ile jest szatana w policjancie...
    • Gość: jothagie Alicja Tysiąc wygrała. I co z tego? IP: *.olsztyn.mm.pl 13.03.10, 21:42
      zamknięty
      Czytam wypowiedzi internautów
      forum.gazeta.pl/forum/w,64,108264592,108264592,alicja_tysiac_wygrala.html
      i też mam własne refleksje, chociaż takiemu maglowi poglądów nie poddam się.
      Mam wrażenie, że jest to pyrrusowe zwycięstwo, bo nikt nie zmienił swojego
      sposobu myślenia. GN z Kk (proszę wybaczyć, że szacunku wystarcza mi tylko na
      jedno „K”) będą mataczyć, rozwijać swoje doktryny i świat się nie dowie, że
      przegrali. Co najwyżej to zostali skrzywdzeni za obronę zasad moralności...
      Jeśli zaś wyrok zostanie utrzymany, to metodą Ziobry z ekspiacji zrobią
      pośmiewisko. Nam natomiast jest potrzebny zmieniony Kościół. W wielu aspektach,
      czego próżno oczekiwać od dogmatycznych umysłów (przepraszam: głów).
      Jaki jest Kk to wszyscy widzą i spodziewać się wyjścia z okopów na spotkanie
      realnego świata nie należy oczekiwać. Kościół ma teraz więcej problemów ze swoją
      pedofilią, chytrością, zapalczywością, materializmem i brakiem wiary w
      kardynalne zasady swojej religii. Działają tylko metody zarządzania światem
      materialnym i grabienia go dostatecznie skutecznie i to trzeba obronić, a inne
      rzeczy tylko jeśli zagrażają tej zasadniczej. A szkoda, bo „katolikos” znaczy
      powszechny i taka wspólnota ducha mogłaby być utrzymana. Kościół jest świadom
      spustoszenia, jakie pozostawia jego działalność, ale jest jak PiS (a może
      odwrotnie) – wszyscy mówią, że potrzeba zmian, a prezes swoje... „To niech inni
      odwołują krytykę” - tako rzecze prezes. To niech tonie – mówią wyborcy i tak też
      mówią wierzący. Jakie są skutki takiej polityki duchowej widać w Zachodniej
      Europie, tyle tylko, że nam jakieś dwadzieścia lat brakuje... i jeszcze GN może
      powieżgać Spadek po równi pochyłej został jednak uruchomiony. Na własne życzenie.
      • Gość: jothagie Autopoprawka! IP: *.olsztyn.mm.pl 13.03.10, 21:55
        zamknięty
        "Powierzgać" od słowa "wierzgać" pisze się przez "rz". Przepraszam!
    • Gość: jothagie Autodonos IP: *.olsztyn.mm.pl 15.03.10, 15:19
      zamknięty
      781 lat po zakazie czytania Biblii pod sankcja kar inkwizycyjnych (papież
      GrzegorzIX, 1229 r.), zasiadłem do lektury chcąc sprawdzić, czy to jeszcze
      działa. Nie zadziałało, więc donoszę… Czytałem księgi pełne sprzeczności i
      niedorzeczności. Tłumacz w postaci urzędu nauczycielskiego Kościoła nie był mi
      wcale potrzebny i może dlatego... Zobaczyłem mściwego i okrutnego Boga.
      Zamyśliłem się i zacząłem wyobrażać sobie epizody chrześcijańskiej Europy.
      Słabo aczkolwiek sięgam wiedzą do roku 312. Bitwa pod mostem mulwijskim -
      chrześcijaństwo staje się jedną z religii państwowych pogańskiego Rzymu.
      Powstaje instytucja Kościoła Katolickiego. Początek prześladowania i mordowania
      niechrześcijan. Powszechnie rządzi zemsta za pierwsze wieki chrześcijaństwa.
      Ludzie jak to ludzie, a Duch święty nie przeszkadzał…
      I nastąpił ten rok -1095. Papież Urban II wezwał rycerzy Europy do zjednoczenia
      i marszu na Jerozolimę. Zainicjował w ten sposób pierwsza wyprawę krzyżową.
      Kościół odkrył swoje intencje.
      Konsekwentnie rok 1099. Masakra Muzułmanów i Żydów w Jerozolimie. Kronikarz
      napisał: "Na ulicach leżały sterty głów, rąk i stóp. Jedni zginęli od strzał lub
      zrzucono ich z wież, inni torturowani przez kilka dni zostali w końcu żywcem
      spaleni. To był prawdziwy, zdumiewający wyrok Boga nakazujący, aby miejsce to
      wypełnione było krwią niewiernych."
      Jest rok 1377. Robert z Genewy wynajął bandę najemników, którzy po zdobyciu
      Bolonii ruszyli na Cesenę. Przez trzy dni i noce, począwszy od 3 lutego 1377
      roku, przy zamkniętych bramach miasta, żołnierze dokonali rzezi jego
      mieszkańców. W 1378 roku, Robert z Genewy został papieżem i przyjął imię
      Klemensa VII. Historia dopisała mu miano „InClemens” (okrutny).
      Oczyma wyobraźni widzę wydarzenia roku 1572. We Francji 24 sierpnia w masakrze
      znanej pod nazwą Dnia Świętego Bartłomieja zamordowano 10 000 protestantów.
      Papież Grzegorz XIII napisał potem do króla Francji Karola IX: "Cieszymy się
      razem z tobą, że z Boską pomocą uwolniłeś świat od tych podłych heretyków".
      Niestety, dziś interesowanie się historią (wszelką!) oznacza zgodę na jedną
      wersję. Czasem okrojoną, przemilczaną, czasami zakłamaną, a najczęściej
      upolitycznioną lub „uduchowioną”. Za żadną natomiast nie kryje się jakiś Demiurg
      a tylko konkretny interes grupy „ideowej” lub pragmatycznej.
      Dzisiejsze wypasanie owieczek ma w swoich „genach” wszystkie te doświadczenia i
      tylko jedną wersję uprawiania historii – Urząd Nauczycielski Kościoła, który jak
      to mówił Grzegorz IX „musi wszystko prostemu ludowi wytłumaczyć”. Na Haiti
      trzęsienie Ziemi, a Kościół się modli… Nie mogliby obsztorcować Szefa za to że
      ostatnio jest zbyt Gromowładny lub coś przysypia w tym czuwaniu (Tajlandia, Haiti).
      P.S. Donoszę, aczkolwiek z obrzydzeniem, że jeszcze mierzę się z historią i
      kulturą. Jestem jej biorcą jako trudny, chociaż myślący uczeń. Bo z czego tu
      korzystać, jeśli wszystko zostało pokropione, wytłumaczone? Papka kulturowa nie
      jest dla ludzi myślących. Czy da się jednak pominąć myśl Demiurga historii w tak
      okrutnej wersji? Niestety, na owieczkę się nie nadaję…
      A swoją drogą, już któryś raz proszę, aby nie brać mnie pod uwagę przy wizytach
      duszpasterskich. To już nawet Świadkowie Jehowy zrozumieli i od pewnego czasu
      mam spokój, ale ksiądz nie daruje. Czyżby cuda z cyklu „Ecclesia Software”
      zawieszały się z nadmiaru parafian? Program „Parafia”, podobnie jak (mój?)
      proboszcz, nie chodzi lecz kroczy… A prywatnie to zachowuje się jak diler
      placebo-opium. Osobno sprzedałby Ojca, Syna i Ducha św.
      wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title,Szok-Ksieza-wiedza-o-nas-wszystko,wid,11938869,wiadomosc.html
      Tak więc z wszystkich duchownych tylko ten z Archiwum X - David William
      Duchowny. Niniejszy tekst napisałem w dniu „wizyty duszpasterskiej”, której
      udało się uniknąć, mówiąc grzecznie „nie, dziękuję”. I jeszcze coś ku
      pokrzepieniu serc:
      www.se.pl/wydarzenia/kraj/bartoszyce-proboszcz-szantazuje-parafian_130038.html.
      I pewnikiem coś jeszcze: W sprawie Alicji Tysiąc vs GN to sąd musiał duchownym
      przypomnieć, że żadna religia nie może posługiwać się językiem nienawiści, ale
      nieomylny Kk ustami abp Zimonia już się zabezpiecza, że "żadne prawo stanowione
      nie może podważyć przykazania Bożego i nakazu Chrystusa". To ja się pytam, kto
      tu k... rządzi? Nie odpowiadam na to pytanie, ale stwierdzam, że Kk ma wpływ
      tylko na władze i starszą część społeczeństwa. Ale ta pierwsza daje mu pewność,
      że może wszystkiego zażądać.
      Doznałem „oświecenia”, czy przypadkowo nie jest tak, że w świetle Bożych
      przykazań i nakazu Chrystusa”, o których mówi abp Zimoń, pedofilia duchownych
      mieści się w pojęciu chrześcijańskiej Agape?
      • Gość: fansld Re: Autodonos IP: *.olsztyn.mm.pl 15.03.10, 16:30
        zamknięty
        Typowe podejscia falszywego lewaka.
        Rzadzi Kosciol choc nie stanowi prawa.
        A ideal lewaka to.... sprawiedliwe spolecznie panstwo.
        Schiza na maxa
    • Gość: jothagie Włatcy Móch, Marionetek i wszelakiego Qórestwa IP: *.olsztyn.mm.pl 16.03.10, 10:33
      zamknięty
      Nie umiem powiedzieć, co mogło się stać, że koncern ITI porzucił dotychczasowe
      uczucia do polityków. Nie od dziś przecież wiadomo, ze politycy zachowują się
      tak jak się zachowują i jeszcze gorzej, bo wszystkiego nie da się sfilmować,
      zapisać, zobaczyć. Do tej pory przeszkadzało to tylko maluczkim, bo tu jeszcze
      trochę uczciwości obowiązuje. Telewizje natomiast prześcigały się w
      „poklepywaniu” Włatców i na ich potrzebę tworzyły nowe kłamstwa. Co więc stało
      się teraz? Może zmiana sympatii i obcy kapitał jako pierwszy sygnalizuje
      posunięcia? Może zwykły szantaż? Nie wiadomo, bo maluczkim zarysowano problem,
      ale uzasadnienia nie.
      Program TVN (Władcy Marionetek) jest przesączony inteligentną złośliwością,
      wyolbrzymionymi ambicjami autorów, tanim populizmem, ale swego dokonał. Moje
      obrzydzenie do polityków wzmogło się, ale do moich dotychczasowych obrzydzeń
      dorzucono tylko to, że opowiedziano to publicznie. To nie była żadna tajemnica i
      ktoś, kto rejestrował dzianie się polityki i był obdarzony dobrą pamięcią
      wiedział to i jeszcze więcej. Dla mnie jedynym newsem była sprawa spicia
      Kwaśniewskiego przez Flaszkę-Głódzia. Powiem więcej, jest mnóstwo spraw, które w
      filmie nie znalazły się, a które nadają się do telewizji. Trzeba wreszcie
      narodem wstrząsnąć i przetasować tak, żeby nie zdarzyło się już więcej, że
      głosujemy na PiS, bo jesteśmy wierzący, na PO bo jesteśmy przeciwko PiSowi, na
      SLD bo byliśmy członkami PZPR, a na PSL bo mieszkamy na wsi, a na Konfiturantów,
      bo załapaliśmy się na konfitury. Za każdym razem głosujemy na bandę
      współczesnych Hunów. I to trzeba zmienić, ale aby tak się stało, to trzeba
      przeorać psyche społeczeństwa. Zal, że orzą to Agora, ITI, Kościół i inne w myśl
      potrzeby, że każdy orze, jak mu staje... i wszystko inne ma gdzieś.
      Obawiam się, że jedyny namacalny skutek takiej propagandy odbije się na
      frekwencji wyborczej, co przysłuży się tylko PiSowi. A to zupełnie nie o to
      chodzi. „Nie palcie ich komitetów – zakładajcie swoje” jak mawiał Jacek Kuroń.
      Społeczeństwo musi się zorganizować przeciwko tej bandzie. To jest trudna
      sprawa, bo tylko maluczcy nie są zorganizowani, a inni już do jakiejś części
      bandy należą i trudno to rozbić. I wierzcie mi, wcale nie chodzi o wielkie idee,
      czy o rewolucję, bo idei już mamy dosyć, a każda rewolucja kończy się mniejszym
      lub większym terrorem. Chodzi o normalność. Człowieku normalniej, bo zrobi Ci
      się ciasno w tym kraju, a na zmywak wszyscy nie wyjadą.
      • Gość: Sąsiadka Re: Włatcy Móch, Marionetek i wszelakiego Qórestw IP: *.warszawa.mm.pl 16.03.10, 10:58
        zamknięty
        A co tu rozumieć - to bardzo proste!

        Motloch czyli my, obywatele, mamy kolejny raz zagłosować na byle
        dupkow, wybrać ich na kolejne kadencje i w ogóle nie interesować
        się, co robią wybrane przez nas elity.
        I tak w kółko.
    • Gość: jothagie Piękny umysł na zrewaloryzowanej emeryturze IP: *.olsztyn.mm.pl 18.03.10, 12:01
      zamknięty
      Często czytam blogera: (jajakobyly.bloog.pl/). Fakt, że mogę tego nie
      robić, ale jest coś, co mnie frapuje. Podstawowa refleksja. Bloger okazuje się
      być niezwykle błyskotliwym intelektem. Oczywiście, po latach, bo w tamtym
      okresie uprawiał zwyczajny WUMLowy dyskurs, a w działaniach przestrzegał
      partyjnej wizji porządku publicznego (odrobina profesjonalizmu, sporo
      propagandy, a dla wypełnienia partyjna nowomowa). Dziś wygląda to jednak inaczej
      i nie sądzę, żeby miało tu zastosowanie powiedzenie, iż „tylko krowa nie zmienia
      poglądów”. Znam tak dobrze rozwinięte umysły, które dopiero w nowej Polsce
      ujawniły swoje możliwości. I dobrze to rozumiem. Jest pewien plus tej Polski
      właśnie, że wszyscy możemy z tego skorzystać, choć w porównaniu z poprzednim
      ustrojem jest to zupełnie pozbawione siły nośnej. Dziś to już nie ma znaczenia,
      bo dziś ewentualnie liczy się tylko to, co się mówi na znaczących stanowiskach.
      Nawet Jaruzelski nie jest słuchany mimo że w wielu przypadkach należałoby mu
      przyznać rację. Dziś ważne jest to, co mówi Kurtyka, choć intelektem nie
      załapuje się na miss Krakowa, ani Olsztyna, a cóż dopiero na miss Polonia. A
      taką rolę mu się dorabia i tylko czekam, kiedy zacznie gotować w telewizji
      śniadaniowej. Ale nie to mnie frapuje. Zaskoczeniem są dla mnie komentarze do
      tego blogu. Fakt, że bloger nie ma na to wpływu, tak samo i na to, że pisze się
      tam złośliwości i niezasłużone anatemy. Zaskoczeniem są dla mnie „pozytywne
      komentarze”, które bloger ściąga tematyką jak muchy do padliny. I właśnie to
      mnie zaskakuje, że taki „Piękny umysł” (nawiązanie do filmu) przyciąga muchy w
      celu zniesienia jaj, a w konsekwencji zarobaczenia go...
      Widzę tu jednak pewne niebezpieczeństwo brązowienia minionej rzeczywistości
      przez pryzmat tego umysłu. A taka ta rzeczywistość nie była. Nie widzę
      konieczności podsrywania jej metodami współcześnie cenionej propagandy, a
      szczególnie metodami polityki historycznej, ale obawiam się, że nasrywanie innym
      do czaszki też nie jest wykwintnym zajęciem. Nie grozi mi to jako biorcy słowa
      mówionego, pisanego, a nawet objawianego. Nawet gówna cenzuruję przed
      dopuszczeniem ich do siebie, ale obawiam się, że ci, co to szukają nowej legendy
      dla własnego życia „łapią to” i jak ich znam, twórczo to rozwiną. Dlatego
      blogowanie tego typu oceniam jako wykrawanie miejsca dla skansenu, gdzie będzie
      można otoczyć się gęstym płotem i myśleć sobie tak właśnie... nawet wbrew
      intencji autora. Przepraszam, jeśli niezbyt dokładnie zrozumiałem intencje.
      Rozumiem również problematykę – od dawien dawna tak było, że po zmianie ustroju
      (tak to nazwijmy) zatrzymywało się pewną ilość „starych” służb, ale nikt z nich
      nie budował nowego porządku. Jako "czasowi" byli co najwyżej doradcami. Może
      tylko emerytury mieli lepiej waloryzowane w postaci dóbr i pracujących na nich
      niewolników... Ale poczucie sprawiedliwości społecznej nie pozwoliłoby Wam tego
      przyjąć...
    • Gość: jothagie Lot nad orlim gniazdem IP: *.olsztyn.mm.pl 20.03.10, 09:54
      zamknięty
      Znów miałem okazję oderwać się od Ziemi, z lotu stalowego ptaka porozglądać się
      i emocjonalnie odnieść się do tego, co pode mną. Nie ukrywam, że ten rachunek
      emocji nie wygląda najlepiej. Jestem dotknięty zgorzknieniem i to nie z własnej
      winy. Tak nam jakoś wspólnie z tą ojczyzną wyszło. Gdy tak patrzę sobie z góry,
      to nie mogę się wyzbyć specyficznego widzenia podstawowych ról odgrywanych w tym
      państwie: A to Wielki Brat, Wielka Oddziałowa, Pielęgniarka Ewa, Wielki Łowczy,
      Wielki Egzorcysta, Wielka Opatrzność... Wreszcie Wielki IPN, który jest
      gwarantem prawdziwej historii, bo przewrót z roku 89 na pewno nie wyglądał tak,
      jak przedstawiają to niektórzy uczestnicy tych wydarzeń. Niestety prawda tych
      czasów występuje w racjach dziennych i jest rozdawana przez Mentalność Absolutną
      – świecką i duchowną. Wielki Sejm RP usiłuje trochę przyciąć skrzydełka
      Wielkiemu IPN, ale w tym tez jest Wielki Plan.
      A przecież ja nie jestem ani Kenem Keseyem, ani Milos(z)em Formanem. No może
      ciut McMurphy'm, który nieuchronne ograniczenie wolności świadomie zamienił na
      inną nienormalność. Dobre wyjście, ale nie wszystkich stać na taki luksus. A
      niektórzy muszą być normalni, a jak w takim świecie być normalnym, kiedy nie o
      takie normalne walczyliśmy... Ja oczywiście nie walczyłem, bo w normalność nigdy
      nie wierzyłem. Jak zboczeni ludzie mogą wprowadzić normalność. To od początku
      wydawało mi się wyświrowane do granic absurdu. Teraz krzyczę z góry, ale to
      wszystko jakby nafaszerowane psychotropami. Wieża Babel na oddziale dzienno –
      nocnym tego kompleksu Błotko – Polska - Zdrój.
      Z tym państwem wiążą mnie dwie powinności. Emerytura z ZUS, której oczekuję
      każdego pierwszego dnia miesiąca i podatki, które państwo ode mnie pobiera a ja
      muszę tylko wyrazić zgodę przez podpisanie rozliczenia z US. I to traktuję jako
      wynik dżentelmeńskiej umowy dwustronnej. Jest realizowana i dzięki temu nie
      przeklinam do końca tego miejsca. Ale nie mam o nim dobrego zdania. Reszta, w
      tym niezbędna mi służba zdrowia, działa na mnie przygnębiająco, upokarzająco i
      depresyjnie. Ale tak to jest. Dobrze być zdrowym, pięknym i młodym i być
      właściwie ustawionym w życiu.
      Boleję na tym, że nie mogę znaleźć się w polityce mimo, że zawsze miałem jakiś
      poglądy, a ich zmiany (bez żalu i po przemyśleniach) dokonałem tylko raz i to w
      latach 68 - 72. Wyczuwam, że po 89 roku, zabiegami czysto propagandowymi odcięto
      nas od przeszłości, czym zabrano nam metodologie widzenia teraźniejszości.
      Niestety, uczyniono nas narodem bez pamięci bieżącej. Stąd gapimy się na
      politykę, raz po raz wprowadzani w błąd, i nic nie widzimy, przy czym widzieć
      to jedno, a rozumieć to drugie. Ale żeby widzieć i rozumieć potrzebna jest
      swoista metodologia (najlepiej punkt odniesienia) i sporo osobistego trudu. I
      często pytam się, po cóż to, jeśli dysponujemy mieszaniną kłamstwa, półprawd i
      prawd nieistotnych? Komu to potrzebne, jeśli nie ma to najmniejszego wpływu na
      dożycie.
      Nie mogę się polubić z polityką kulturalną państwa i kulturą jako procesem
      niezależnym od państwa, a to ze względu na kurczowe trzymanie się mitów. Państwo
      (powiedzmy prawdę – partia rządząca) nie powinno tak wiele narzucać – powinno
      być bezinteresownym mecenasem. Najlepiej, by było, gdyby Ministerstwo Kultury
      itd. składało się z kilku księgowych z wyobraźnią. Dobrze gdyby byli
      protestantami w wielu znaczeniach tego słowa. Mogliby doceniać bunt, opór
      materiału społecznego i nie obstawiać jednej opcji światopoglądowej. Jeszcze
      gdyby dla posad nie dobijali instytucji kulturalnych (w PRL telewizja
      prezentowała wyższy poziom artystyczny, niż dzisiejsza mimo że możliwości
      przekroczyły „wieki”).
      Odrzuca mnie działalność Kk ze względu na wiele objawów działalności mafijnej,
      na nieprzejrzystość interesów, na niezgodność teorii i praktyki oraz ze względu
      na pazerność, co w okresie biedy dobija wszelkie ideały. Kk w oddziaływaniach
      społecznych oceniam jako czrnościemę. Z tej wysokości, to trochę kojarzy się
      trawestacja „Monachomachii” - ileś tam kościołów i gdzieniegdzie domki. W
      socjalizmie władza należała do ludu pracującego miast i wsi, a w kapitalizmie
      władza należy do Narodu. Jaka jest różnica? Pewnie jest, ale z pewnością diabeł
      tkwi dopiero w szczegółach, bo miejsca na Pana Boga to ja tu nie widzę (jak ten
      Gagarin – z zachowaniem proporcji), chyba, że przyjąć, iż w kapitalizmie jest
      więcej możliwości dla Sług Pana B. A to widać dobrze...z każdej wysokości.
      P.S. Naukowcy mogą swobodnie uprawiać swoje dziedziny naukowe, szczególnie
      teologiczne, dlatego nie zdziwiłbym się gdyby się okazało, że to Jan Chrzciciel
      maczał palce przy naszym przyjęciu chrześcijaństwa... Szkoda mi tylko Mieszka I,
      bo pójdzie w zapomnienie a jego trud pojmania żony z zagranicznego plemienia -
      Dobrawy, słusznie zwanej Przemyślidką, nie znajdzie zrozumienia u ksenofobów.
      media.wp.pl/kat,1022945,wid,12018586,wiadomosc.html?ticaid=19b63
    • ot48 Re: Zrozumieć politykę naszych elit 20.03.10, 21:01
      zamknięty
      Dajcie sobie spokój z tym wątkiem. To jest spór wieczny i nie da się go rozwiązać.
      • Gość: chudy58 Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: 91.194.84.* 21.03.10, 08:25
        zamknięty
        To jest rodzaj dziennikarstwa obywatelskiego i dobrze to się czyta. Niech idzie,
        jeśli autorzy mają siłę podejmować taki wachlarz tematyczny.
        Można tego nie czytać. W czym problem?
        • ot48 Re: Zrozumieć politykę naszych elit 21.03.10, 17:12
          zamknięty
          Gość portalu: chudy58 napisał(a):

          > To jest rodzaj dziennikarstwa obywatelskiego i dobrze to się czyta. Niech idzie
          > ,
          > jeśli autorzy mają siłę podejmować taki wachlarz tematyczny.
          > Można tego nie czytać. W czym problem?
          =======================================================================
          I to jest prawda. Ja totalnie olewam polityków i od kilkunastu lat nie chodzę na wybory parlamentarne. Szansa, że trafię dobrze jest taka jak w totolotku trafienie szóstki.
    • Gość: jothagie Wybory, gdy na wybiegu obowiązuje rozmiar XXL IP: *.olsztyn.mm.pl 21.03.10, 10:19
      zamknięty
      Zastanawiam się, jaki jest sens wyborów, poza połechtaniem próżności naszych elit?
      Tak na dobrą sprawę, to jest jeden wspólny rodowód: PZPR (komunizm, którego
      faktycznie nie było, co niestety latami będzie rzutować na ludzką wyobraźnię),
      SdRP (socjalizm ze wskazaniem na kapitalizm), SLD (liberalizm z pełnymi ustami
      socjalistycznych haseł). Przy czym SLD swój wasalny stosunek na trwale przeniósł
      z Moskwy do Brukseli, czego żaden poważny ruch polityczny nie zakwestionował, a
      jeśli nawet to przenosząc na USA, czyniąc tym zamierzoną niezręczność wobec
      Brukseli. Ten element rzutuje do dziś, bo nie będzie wolnego społeczeństwa,
      jeśli jego władze są czyimiś wasalami, że o pieczeniarstwie, czy włazidupstwie
      zaledwie wspomnę.
      I teraz seria ruchów a rebours: PiS (z poprzedniczkami) – anty PZPR,SdRP i SLD z
      przyjęciem ich haseł społecznych, nawet bez powołania się na źródła. PO –
      antyPiS z przyjęciem metod walki politycznej. Nie trzeba więc wielkiej
      wyobraźni, by wszystko, co „nowe i liczące się” sprowadzić do wspólnego
      „korzenia”, który najchętniej wyprowadzilibyśmy z naszej narodowej genetyki.
      Niestety, nie umiemy inaczej.
      I na to wszystko nakłada się podszept Spółki z o. o. – L.B et consortes. Jedni
      widzą w niej obcą narodowość i odrzucają na pniu. Inni widzą w nich myśl nowych
      kolonizatorów i również odrzucają. A jeszcze inni dostrzegają nowinki
      gospodarcze, które są przyczyną światowego kryzysu. I wreszcie, podkupieni przez
      „niewidzialną rękę rynku” są „za”, czym dostatecznie przykro narażają się
      potocznej opinii publicznej o „genach” wybitnie proletariackich.
      W tej sytuacji można by zasadnie zapytać, czy brak nam innych koncepcji, czy
      musimy się trzymać tych? A może, po nagłym dorobieniu się elit, świadomie
      wprowadza się nas w jakiś powszechny ruch antykoncepcyjny, jedyny, na jaki Kk
      pozwala? A może liczy się jeszcze ktoś spoza „kamiennego kręgu” tej politycznej
      telenoweli. Może liczy się jeszcze Kościół, ale do kogo się udać po śmierci
      Wyszyńskiego? Przecież na dzień dzisiejszy to miernoty tego samego kręgu...
      które znają tylko drogę do złotego cielca.
      Zupełnie nie rozumiem kroku Premiera Tuska, po tym jak zrezygnował z
      kandydowania. Do tego momentu wszystko było jasne i poprawne. Po rezygnacji
      Platforma utrzymuje a chwilami nawet zwiększa poparcie dla siebie. Wynika z
      tego, że wystarczy nic nie robić i wygra się wybory parlamentarne. Przy takim
      poparciu można pokusić się o przedstawienie członkom partii swego kandydata.
      Partia i wyborcy zaakceptowaliby wybór przywódcy... a nawet wzrósłby stopień
      identyfikacji z partią. Prawybory natomiast to dzielenie i partii i elektoratu.
      Jaki jest cel? Czy Platforma jako całość w czymś zagraża pozycji Tuska? Jeśli
      jest to zamiar wydumany, to znaczy, że rodzi się dyktator. Tak nakazuje myśleć
      historia. Tych kilka tysięcy lat w ewolucji człowieka to bardzo mały okres, żeby
      te same zachowania nie oznaczały tych samych intencji.
      I tyle, bo wszystko to może doprowadzić do białej gorączki kogoś, kto nie jest
      cynikiem.
      Zatem zastanawiam się, jaki jest sens wyborów, poza połechtaniem ambicji
      (nadziei) wyborców? No to łechtajcie: „Gdy nas wybierzecie, bułkę z szynką jeść
      będziecie”. Grill już nagrzany - wystarczy rzucić kiełbasę robotniczą, szynkę
      miejską, kaszankę wiejską lub bezrobotną słoninę. Jakie to proste! Wracamy do
      korzeni... To już może lepiej wróćmy do XV plenum i tez na IV Zjazd partii. Może
      jeszcze uda się czemuś zapobiec.
      I jeszcze jedna myśl, której nie zamierzam rozwijać, bo jest „niebezpieczna”.
      Warto ją jednak przemyśleć. Kiedy Al Gore (konkurent George'a W. Busha do fotela
      prezydenckiego w 2000 roku) zobaczył, że źle wypada w sondażach, to wziął Żyda
      na zastępcę. Pomogło mu to. A u nas?
      P.S. Od lat poluję na spotkanie z Lechem Wałęsą, żeby zadać mu jedno pytanie (o
      czym już pisałem). Mianowicie, gdy przegrał z Kwaśniewskim, publicznie, przed
      kamerami TVP zdziwił się: „Jak to, przecież obiecano mi dwie kadencje?” Panie
      Prezydencie! Kto Panu obiecał? Galerianka z Biedronki?
      Panowie kandydaci (szczególnie kandydaci na kandydatów)! Czy nie macie wrażenia,
      że jakiś Galernik Wadzy (sic!) bawi się z Wami w ciuciubabkę, że o leceniu w
      ch.... nie powiem, bo ostatnio jakoś brzydkie słowa mi towarzyszą, za które
      serdecznie przepraszam. Tak to jest, jak się pisze na gorąco, nie czyta swoich
      wypowiedzi, nie poprawia błędów i nie patrzy, co komputer „poprawił”. A na
      „gorąco” to prawie każdy ma ochotę rzucić brzydkim słowem, szczególnie gdy są ku
      temu powody... Niestety, na „gorąco” nie da się niczego wypipać.
    • Gość: jothagie Odpowiadam ot48 IP: *.olsztyn.mm.pl 22.03.10, 20:45
      zamknięty
      forum.gazeta.pl/forum/w,64,97209648,108995593,Re_Zrozumiec_polityke_naszych_elit.html
      Od momentu, kiedy przeszedłem na emeryturę zaprzestałem pisania pamiętnika (coś
      w rodzaju diariusza) a zaangażowałem się w debatę publiczną. Czynie to w różnych
      miejscach, bo człowiek nie tylko polityką żyje. Mam swoje hobby, mam zawód
      wyuczony i wykonywany (kiedyś). A wszystkie w jakimś stopniu opisują
      funkcjonowanie społeczeństwa. Robię tak z wielu powodów. Również z nudów, bo
      kurczą mi się możliwości wypełniania czasu wolnego. Popracowałbym jeszcze, ale
      nikt nie potrzebuje moich umiejętności, a d... dać nie mogę i nie chcę. W tym,
      ze powinienem uprawiać dziennikarstwo obywatelskie, jak to ktoś dobrze nazwał,
      utwierdziła mnie debata przedwyborcza w niedzielne popołudnie. Otóż elity zrobią
      wszystko, żeby nas przekonać, iż tylko one mają prawo i monopol prowadzenia
      debaty publicznej. A wierzcie mi, że od momentu wlepienia mózgu w telewizor
      tracimy szansę zmiany rzeczywistości. Nawet jeśli się trochę poniezgadzamy z
      nimi. To zbyt mało, żeby oczekiwać jakiejś zmiany. Zważ, że u nas nie istnieje
      coś takiego, jak debata publiczna. To wszystko jest namiastką, sierotą z dawnych
      czasów, kiedy nauczono nas słuchać. A teraz proponuje nam się ersatz debaty,
      demokracji, wolności i tych wszystkich wartości, dla których zezwoliliśmy elitom
      na zmianę ustroju.
      Dla mnie, mimo pełnego krytycyzmu, Polska to zbyt poważna sprawa, żeby ją
      zostawić w rekach polityków. Trzeba ich traktować jak dzieci i nawet na chwilę
      nie spuszczać z oczu. Nadto trzeba ich zmuszać do myślenia. Państwo (rząd) to
      management, który inwestuje w przyszłość. Wymaga to dwóch rzeczy – zasadniczej,
      czyli antycypowania przyszłości, coś w rodzaju bycia prorokiem i drugiej, czyli
      instynktu państwowego – umieć wycenić, co opłaci się społeczeństwu. Teraz
      państwo inwestuje w grupy społeczne, które zjadają prosperity przyszłych
      pokoleń. W tym właśnie nurcie urządziła się Solidarność, a po niej choćby
      potop. Można było kiedyś odwołać się do obywateli, którzy posiadają te dwie
      niezbędne cech. Trzeba było stworzyć im normalne warunki inwestowania w
      działalność rodzącą tzw. klasę średnią, ale wybrano system korporacyjny.
      Przykład: był przepis, który zezwalał magistrowi farmacji mieć jedną aptekę.
      Minister Zdrowia (nieszczęsny Łapiński – SLD) pod wpływem koncernów
      farmaceutycznych zniósł go i nawet zezwolił, że właściciel nie musi być
      magistrem farmacji – wystarczy, że takiego zatrudni. Koncerny podzieliły się
      wpływami, apteki padają i nie ma klasy średniej „aptekarzy”. Na naszych oczach
      umarła klasa średnia – ten bandytyzm zatrąca to Kantorem, choć przy sztuce nawet
      nie leżało. Przykładów mam na cały wieczór i na dwie butelczyny dobrego
      alkoholu. A propos, przysłowiowy szlag mnie trafia, gdy sobie uzmysławiam, że
      oddać musieliśmy również to, co robiliśmy dobrze. Tak obcy kapitał kazał...
      Ja rozumiem, że żaden z nich nie czyta moich wypowiedzi, ale cieszę się, że Ty
      czytasz i masz własne zdanie na ten temat. Może będziesz miał na coś wpływ i
      akurat weźmiesz pod uwagę to, co przeczytałeś w moich czy innych autorów
      zapiskach. Nie piszę traktatów dlatego możesz poświęcić 5 minut człowiekowi,
      który coś w życiu widział, coś przeżył, choć wiadomo, że wszystkich rozumów nie
      pozjadał. A więc, dopóki zdrowia wystarczy, jeszcze coś napiszę. Przeczytasz,
      ocenisz, będzie mi miło. Nie przeczytasz, będę żałował, bo wygląda na to, że
      prawidłowo używasz swego mózgu.
      • Gość: fansld Zrozumiec tepote jhg IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.10, 21:12
        zamknięty
        Z jednej strony od poczatku tego zalosnego wypisywania bzdur krytykuje politykow
        ktorzy rozdzielaja kase z podatkow tzn z koryta, a z drugiej strony otwarcie
        glosi potrzebe skladania sie wszystkich Polakow na jedno wielkie koryto z
        ktorego czerpac maja przede wszystkim slabi biedni i chorzy. Jednym slowem
        kwadratura kola.
        Wypada zadac tylko jedno pytanie jhg to idiota czy idiote tylko udaje doskonale
        zdajac sobie sprawe ze nie da sie uczciwie dzielic kasy z koryta?
        Ja jednak zdecydowanie stawiam na pierwsza ewentualnosc.

      • ot48 Re: Odpowiadam ot48 22.03.10, 22:01
        zamknięty
        Bardzo dziękuję. Ciekawie i interesująco Pan pisze. Z poglądami Pana się zgadzam.
      • Gość: jothagie Uzupełniam odpowiedź dla ot48 IP: *.olsztyn.mm.pl 22.03.10, 22:05
        zamknięty
        Nie idź ta drogą, co fansld – to egzemplarz absolutnie nieprzydatny w rozwoju
        czegokolwiek. Polska jest pełna kurdupli wszelkiego rodzaju, w tym
        intelektualnych przede wszystkim i nie widzę podstaw, byś do nich dołączał.
        • Gość: fansld Re: Uzupełniam odpowiedź dla ot48 IP: *.olsztyn.mm.pl 23.03.10, 08:08
          zamknięty
          Idz droga taka jak JHG. Dzieki takiej postawie "myslowej" (hehehe) bedziesz mial
          praktycznie niekonczacy sie pretekst do wieloakapitowych rozwazan w temacie
          zepsucia elit politycznych, utraty wartosci lewicowych, fatalnego lostu biednych
          i chorych itd. itd. :D :D

    • Gość: jothagie Historia konfliktu z fansld(em) IP: *.olsztyn.mm.pl 23.03.10, 10:48
      zamknięty
      W internecie nie jesteśmy anonimowi. Ktoś może wiedzieć o nas wiele, a jeśli
      jesteśmy nieostrożni, to może wszystko o nas wiedzieć. I taka sytuacja zachodzi
      w konflikcie (nazwijmy go „intelektualnym”) między fansld(em) a mną. W druga
      stronę zachodzi totalna obojętność, ale warto wyjaśnić mechanizm, bo takie będą
      elity, jakie ich narybku chowanie.
      Za chwilę do tego wrócę, ale najpierw o sytuacji prawnej, która będzie mnie
      trzymać w ryzach. Choć w internecie nie jesteśmy anonimowi, to mamy prawo do
      ochrony danych osobowych oraz prywatności i powinniśmy o nie walczyć. Ustawa o
      ochronie danych osobowych nakłada w zakresie ochrony danych szereg obowiązków na
      dostawców usług internetowych i administratorów baz danych. Muszą np. informować
      użytkowników kto, w jakim celu i w jakim zakresie zbiera ich dane osobowe oraz
      czy ma zamiar je komuś przekazać. I gdyby nie to, to pokusiłbym się o całkowite
      wyjaśnienie konfliktu między fansld(em) a mną, a tak, tylko strzępy.
      Otóż od dawien dawna, a mianowicie od momentu wezwania mnie na komendę i
      wymuszenia na mnie określonych działań zawodowych (nie chodzi o współpracę)
      jestem w konflikcie z pewnym SB-manem (określenie SB-man nie obraża byłego
      esbeka – tak orzekł SN). Było między nami lepiej czy gorzej, ale zawsze było
      źle. To po prostu zaciążyło. Tenże SB-man jest członkiem SLD i upodobał sobie
      opiekę nad młodzieżówką. Kilku z nich zatrudnił w firmach, w których posiada
      jeszcze wpływy przez byłych TW. Jeden z zatrudnionych, właśnie fansld, to
      szczególnie wdzięczny egzemplarz. Podjął się niszczenia przeciwników SB-mana.
      Wpadłem i ja w te „sidła”. Fansld ma kilka nicków w internecie. Ten jest
      wyjątkowo perfidny, bo podszywa się pod zbitkę poglądów UPRu. Robi to
      prymitywnie, bo serce przecież ma po innej stronie.
      To wszystko nie jest jednak ważne. Po prostu, polityka w dawnym stylu.
      Najważniejsze są tu wnioski:
      1. Jest to nie najlepszy obraz absolwenta nauk politycznych naszego uniwersytetu
      (żałosne!).
      2. Takie kiedyś będą elity SLD i trzymajcie się od tego z dala.
      3. „Dla chleba Panie dla chleba”. I ja Cie rozumiem młody człowieku. Wpadłeś w
      sidła i na refleksje jest już zbyt późno. Jak znów padnie hasło: „Synu, prać”,
      to nie oszczędzaj. Mnie już krzywdy nie zrobisz. Zmień tylko nicka na fanjan.
      Będzie to odpowiedź na niedorozwiniętą potrzebę rymu i odda istotę rzeczy.
      A moja refleksja? Na początku przemian ustrojowych potrzebna była dezubekizacja.
      To błąd, że wpuszczono ich w szkodę. Wychodzi to nawet w sprawach tak błahych i
      humorystycznych, jak ta.
      • Gość: fansld Re: Historia konfliktu z fansld(em) IP: *.olsztyn.mm.pl 24.03.10, 13:15
        zamknięty
        Gdybys naprawde znal fana SLD wiedzialbys po ktorej stronie ma serce :D
    • Gość: jothagie Lekcja stylu w starym drylu (lub odwrotnie) IP: *.olsztyn.mm.pl 24.03.10, 12:46
      zamknięty
      Znam JCM od wielu lat. Jesteśmy na „Ty” choć nigdy nic z tego nie wynikło. Nie
      dał mi pracy, bo nie byłem członkiem SLD, czego niezwykle skrupulatnie
      przestrzegał. Nadszedł czas na rozliczenie znajomości, choć w ostatnim czasie to
      jemu kibicowałem, a nie jego wrogom. Parę wniosków na początek.
      Olsztyńskie środowisko SLD od momentu zawiązania SdRP, później komitetu
      wyborczego SLD i partii SLD, to wyjątkowo wredne środowisko. Składało się z
      ludzi PZPR (wielu funkcyjnych), których utrata władzy zaskoczyła, bo nigdy nie
      dopuszczali możliwości realizacji takiego scenariusza – władze oddano bez ich
      zgody. Weszli do niego również byli pracownicy SB i ich TW, którzy chcieli
      jeszcze na coś mieć wpływ, lub „nie dopuścić”. Pewna grupa osób weszła w szeregi
      z powodu działań Solidarności, która „obiecywała”, że „na drzewach zamiast
      liści...”. Nie przypominam sobie, by ktoś tam był człowiekiem ideowym, co na tym
      ugrupowaniu istotnie ciąży do dziś. JCM mieścił się w tym środowisku i
      dostosował się do niego w sposób idealny. Wygrzebywał się z piwnicy na wzór
      Wokulskiego (czerwone odmrożone ręce – kto to pamięta?). Kto pamięta – mały
      fiacik i sweterek? Wyszedł na szczyt, ale metodami znanymi w tym środowisku –
      niezbyt eleganckimi, ale pod tym względem był lepszy od innych. I jak mało
      elegancko wszedł na szczyt, tak mało elegancko z niego spadł.
      Teraz moja ocena JCM jako prezydenta. Jako olsztynianin mam do tego prawo. To
      był dobry prezydent. Fakt, że dawał pracę swoim, że gnoił wrogów, że był
      bezwzględny, że kupił sobie środki masowego przekazu, że do polityki włączył
      pazerny Kościół i słabość tą wykorzystał, że miał przerośnięte libido... itd.
      Ale to nic dziwnego – to są powszechne „zalety” dobrych przywódców we wschodnim
      stylu. Faktem jest także, że jako prezydent był wszędzie tam, gdzie powinien być
      i jeszcze ponadto, co nie wszyscy docenili. Podstawą początku jego klęski jako
      prezydenta byli nieudacznicy, których zatrudniał, a co narzucało mu SLD.
      Doprowadziło to zresztą do spektakularnego rozejścia się z SLD. Tak naprawdę to
      był pic na wodę..., ale wzmocniło to jego pozycję w reelekcji. Toczył się jednak
      proces deprawowania władzy (urzędników), bo JCM, wobec słabości urzędników i
      bezpłciowości radnych, usiłował znać się na wszystkim, czym trochę ratował
      sytuację, ale jednocześnie psuł ją znacząco, bo zesłanie Ducha św. nie
      powtórzyło się, nawet przy takich kontaktach z Kościołem. Nie mógł znać się na
      wszystkim. Poza tym jakieś tam lody pewnie kręcił...
      Natura nie znosi pustki, dlatego odcinając się od SLD, musiał zbudować sobie
      nowe poparcie. Oparł się na kontaktach z duchownymi, ale ten „różaniec” był
      bardzo kosztowny. Poparciem Kk był brak sprzeciwu, a w którymś momencie to
      obalili nawet swego (J.S.). Oni wolą brać od wrogów (szczególnie nawróconych
      neofitów) niż od przyjaciół - vota od grzeszników zawsze były bogatsze. To
      jednak nie wystarczyło, by zbudować nowe imperium. Potrzebni byli zasobni
      przedsiębiorcy. JCM mając pojęcie o pracy operacyjnej przestraszył się Rady
      Starszych Biznesu i zaczął pertraktować z każdym oddzielnie. I tu był początek
      końca, bo dlaczego ci a nie ci? Dlaczego jednego załatwia się na cacy, a
      drugiego nie? Tu solidarność „odrzuconych” była karząca. Wiadomo, że jak się ma
      pieniądze, to się takich rzeczy nie wybacza. I nie wybaczono...
      Chodzę wprawdzie na spacer do pewnego marketu, ale nie wiem, czy uda mi się
      kiedyś spotkać JCM. Dla mnie nic się nie zmieniło i rękę mogę mu podać, a to, co
      o nim sądzę jest kontynuacją, tego, co mu mówiłem. Nie słuchał, jego problem.
      Więcej rad nie będę udzielał, bo ta kariera powinna się na tym zakończyć. Nie
      wątpię, że czas, szczególnie doświadczenia z nowymi prezydentami, trochę
      dobrązowią postać, ale pomnika ozłocić się nie da. Teoretycznie rzecz biorąc,
      jest to model seminaryjny, jakie u władzy będąc, można popełnić błędy i czego z
      tego można się nauczyć (lekcja stylu). Nie należy jednak zapominać, że „naukowo”
      jest to keks, z którego da się parę rodzynek wyciągnąć, chociaż w praktyce jest
      to już zakalec.
      P.S. Ktoś może zapytać, a gdzie afera seksualna? Jest, ale w sensie
      ogólniejszym. Spójrzcie, jak z rąk do rąk przechodzą pewne instytucje – prasa,
      telewizja, radio, itp. Czy to nie jest objaw prostytucji (wokół władzy)? Czy nie
      powinno się posadzić tych, co ciągną z tego korzyści? Czy to nie jest karygodne,
      że podstarzali ojcowie miasta doprowadzają do czynności seksualnych naszą młodą
      wolność?
      • Gość: fansld Re: Lekcja stylu w starym drylu (lub odwrotnie) IP: *.olsztyn.mm.pl 24.03.10, 13:19
        zamknięty
        Dobry prezydent? Zobacz sobie jak wzroslo zadluzenie miasta pod rzadami Czesia.
        Takim "dobrym prezydentem" to kazdy przecietnie inteligenty czlowiek byc moze.

        Kazdy glupi potrafi zyc i budowac na kredyt. Madry zainwestuje.


    • Gość: jothagie Zamiatania pod dywan ciąg dalszy... IP: *.olsztyn.mm.pl 25.03.10, 15:21
      zamknięty
      wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Gorycz-i-surowosc-Benedykta-XVI-przypomina-zaginiony-list-sw.-Pawla,wid,12094820,opinie.html
      wiadomosci.hoga.pl/news/7006/Papiez--przerazenie-i-poczucie-zdrady-po-skandalu-pedofilii.html
      Wystarczy parę takich tekstów przeczytać, by zrozumieć, gdzie jesteśmy. Na pewno
      jesteśmy dalej, niż w 2005 roku kiedy kardynał Joseph Ratzinger rzucił hasło o
      "brudach w Kościele", dając do zrozumienia, że wiele wie. Okazuje się, że o
      problemie wiedziano jeszcze wcześniej
      wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Papiez-wiedzial-o-ksiedzu-pedofilu-ale-nic-nie-zrobil,wid,12107726,wiadomosc.html?ticaid=19deb
      ale sprawę zamieciono pod dywan. Pewne brudy, wyłącznie pod naciskiem opinii
      publicznej, udało się ustalić. Do ustalenia jest jeszcze więcej, ale proces
      będzie postępował, bo społeczności wiernych i świeckich są bardziej odważne.
      Sądzę jednak, że w Kościele panuje dosyć mętna sytuacja i mówi się o kilku
      różnych rzeczach zamiennie. Warto sprawę wyostrzyć przez odpowiednie
      definiowanie terminów.
      Pedofilia oznacza pociąg seksualny do dzieci przed okresem pokwitania. To bardzo
      ważne, żeby nie mylić z „normalnością” czyli pociągiem do nieletnich dojrzałych
      płciowo, których chroni prawo. Molestowanie nastolatki czy nastolatka z
      wykształconymi cechami płciowymi nie jest pedofilią (casus Polańskiego).
      Molestowanie nastolatki fachowo nazywa się hebefilią. Molestowanie nastolatka
      nazywamy efebofilią. Dla uzmysłowienia problemu powiedzmy, że pedofilią jest
      także molestowanie pełnoletnich, ale nierozwiniętych cieleśnie i psychicznie pod
      względem seksualności. Mieliśmy z tym do czynienia (relacje TV) i odebraliśmy to
      z odrazą. Duchowni najczęściej, jeśli nie są zdecydowanymi gejami, mają zwykłe
      potrzeby seksualne, a zaspokajają je (jeśli) z tymi, z którymi mają najmniej
      kłopotów, czyli z ministrantami, uczniami szkół kościelnych. Za młodych lat
      byłem parafianinem parafii zakonnej i obserwowałem wyczyny nie młodego już
      księdza, który ministrantom płacił za usługi seksualne, do momentu, kiedy
      opłacona przez parafian d... z innej parafii wyprowadziła go za mury klasztorne.
      Żyli długo i szczęśliwie... i po chłopców już nie sięgał. Pedofilia to nie jest
      „życia smaczek, że raz dziewczynka, raz chłopaczek”. Pedofilia jest głębokim
      upośledzeniem psychicznym i nie należy jej kojarzyć ze zwykłymi potrzebami
      seksualnymi zaspokajanymi w myśl powiedzenia, że na bezrybiu to i rak ryba.
      Oczywiście, wypadki pedofilii wśród duchownych odzwierciedlają procent tejże w
      społeczeństwie. Duchownym, jak normalnym ludziom chce się doopcyć... i żeby nie
      groziło to skandalami trzeba znieść celibat. Celibat jest możliwy, ale w takiej
      skali powoduje dewiacje różnego typu. Jedną z nich jest pedofilia, jeśli
      hebefilię i efebofilię potraktujemy jako „zwykłe” naruszenie prawa. Powiedzmy,
      że bezżenność, z powodu braku ogólnie przyjętego rozwiązania problemu, wyostrza
      te problemy.
      Pewna francuska pani minister spowodowała międzynarodowy skandal mówiąc, że co
      trzeci Brytyjczyk jest gejem (pedałem w oryginale). Nie było oficjalnego
      sprostowania, bo cóż tu prawdzie zaprzeczać... I może w tym należy upatrywać
      skandale seksualne wśród bezżennego duchowieństwa Irlandii. Czyż nie jest to
      zastanawiające, że problem nie jest tak widoczny w Anglii, gdzie Kościół
      anglikański przeważnie nie ma takich problemów. Dobrze radzi sobie z problemami
      gejowskimi, ale przeważnie to kobiety łagodzą tam obyczaje...
      Niewątpliwie jest to problem nie tylko Kościoła. To jest ogromny problem dla
      wrażliwych społeczeństw. Statystyki nie są zbyt dostępne w temacie, ale w
      liczbach rozróżniają pedofilię od zgwałceń nastolatków (w rodzinach, klubach
      sportowych i młodzieżowych). W przybliżeniu wygląda to tak: jeżeli przyjąć
      wszystkie przestępstwa na tle seksualnym za 100% to w procentach na dorosłych
      wypada 17%, nastolatki 68% i udowodniona pedofilia 15%. I powiedzmy, że np. w
      Polsce liczba ofiar pedofilii (w ciągu 5 lat) spadła gdzieś o ponad połowę.
      (Statystykę powyższą otrzymałem telefonicznie od osoby obeznanej w temacie).
      I jeszcze do sprawy; Wszystkie wiadomości płynące z Watykanu są przeznaczone dla
      owieczek, ale jest i przekaz dla baranów: przeprosin nie będzie, bo „katolikos”
      znaczy „powszechny” a przewinienia o których mowa są marginalne – nie dotyczą
      całego Kościoła. To paru zwyrodniałych księży, którzy już nie żyją lub
      przeniesie ich się do innej parafii. Barany to pojmą, ale czy wilki skłonne są
      pójść na taka logikę?
      P.S. Jako młodzieniec miałem okazję poznać absolwentów słynnego przedwojennego
      gimnazjum zakonnego w Chyrowie (jeśli się nie mylę to było jezuickie - dziś na
      terenie Ukrainy). Jeden z nich wspomniał o problemie („to była mała skala
      zjawiska”). Jest to więc problem stary, choć większe wrażenie robią dziś sprawy
      irlandzkie, niemieckie, austriackie, amerykańskie, niż platońska geneza problemu
      (efeb - efebofilia).
      Jeśli ktoś wpadłby na tekst listu Benedykta XVI do katolików Irlandii, po
      polsku, angielsku lub niemiecku to bardzo proszę o link.
      I wiadomość z ostatniej chwili:
      wiadomosci.onet.pl/2145015,441,ksieza_i_zakonnice_wykorzystali_seksualnie_dzieci,item.html
      Zakonnice? Przyznam, że tej pozycji nie znam. Nie przypominam sobie, żeby
      Wisłocka albo o. Knotz coś na ten temat pisali. Toż to istna rewolucja seksualna
      w Kościele. Teraz wreszcie kumam, jaka jest ta trzecia tajemnica...
    • Gość: jothagie Crême de la crême IP: *.olsztyn.mm.pl 26.03.10, 14:58
      zamknięty
      Bartoszewski profesor, Wałęsa wielokrotny doktor honoris causa, Kwaśniewski
      magister, Lepper absolwent Wydziału Seksuologii Stosowanej Uniwersytetu w
      Kijowie, Marcinkiewicz Bachelor of Love at first sight, Prezes Bachelor end
      Master of Platonic Love, Sikorski Master of Arts (podobno za 10 funtów), Rydzyk
      wielokrotny rehabilitant, Komorowski po „byłym” przyszły omc (o mało co)
      prezydent, marszałek Niesiołowski wytworny trollmistrz propagandy III RP, a
      Premier śmieje się z pamięci jak ryży do komina, a gdyby tak głębiej pogrzebać,
      to... ja – doctor humoris causa - bez konkretnego zajęcia. Jakoś nie pasuję do
      tego Ordo Fratrum Minorum Oszustorum.
      O sancta simplicitas, mówiło się kiedyś szpetnie po łacinie, co dziś tłumaczy
      się „o święta naiwności” a samoobronnie ”o buraczane prostactwo”. Jeden chwali
      się, że ma oksfordzki (Oxford) akcent, a drugi, że w tym czasie, kiedy ten jeden
      studiował, to on siedział w więzieniu. Ręce opadają. Jesteśmy spadkobiercami
      rzymskiej kultury prawnej, gdzie obowiązywała zasada „dura lex sed lex”. W
      więzieniu siedzi się za złamanie prawa. Może lepiej tym się nie chwalić. No
      chyba że, proroczo przyjmiemy, iż Polacy dzielą się na tych, co siedzieli,
      siedzą lub będą siedzieć. Oksfordzkim zaś akcentem też nie warto się chwalić,
      jeśli wcześniej nie wyjaśniło się, skąd pochodziły środki na studia. To takie
      elementarne rzeczy w kampanii na wzór Polaka. Po tylu przejściach to naród
      zdziczał, ale ma jobla na punkcie czystości swoich wzorców. Woli pewnych „prawd”
      nie przyjąć, jak to miało miejsce w przypadku Wałęsy czy JPII, niż, żeby mu tak
      prosto w oczy...
      Kącik osobliwości: Józef Oleksy ostrzega obywateli przed "własnym państwem i
      jego niepraworządnością". I coś w tym jest, tym bardziej, że nie było to u
      Gudzowatego na wódce... I jeszcze powiedział: Napieralski nie ma charyzmy,
      Olechowski będzie lepszym kandydatem lewicy na prezydenta od Szmajdzińskiego,
      koalicja PO z SLD to kwestia czasu, Palikotowi byłoby lepiej w SLD... Józek! Nie
      daruję Ci tego wywiadu.
      wiadomosci.onet.pl/2144509,11,byly_premier_ostrzega_polakow_zaplacilem_za_to_okrutna_cene,item.html
      P.S. Dosyć nieoczekiwanie zostałem zaatakowany (słownie) za wyrażanie swego
      zdania na temat Kościoła. Pytanie podstawowe brzmiało, dlaczego w ogóle
      wypowiadam się na temat Kościoła. Odpowiedź jest niezwykle prosta. Jak Kościół
      przestanie się wypowiadać na mój temat, to ja przestane wypowiadać się na jego
      temat. Ja nie przekraczam bram żadnej ze świątyń (jeśli to nie jest zabytek i
      tylko w godzinach wyznaczonych), a nie mogę się doczekać, kiedy ksiądz
      przestanie mnie próbować nawiedzać. Jeśli Kościół przestanie narzucać swoją
      obecność w prawie tworzonym przez zalęknionych polityków, to ja mu przestanę
      mówić, czego nie powinien. Jeśli Kościół będzie żył zgodnie z Ewangeliami, to ja
      nic mu nie będę wytykał, itp. I taki dżentelmeński układ możemy zawrzeć. Niech
      kościół ograniczy się do świątyni, cmentarza i parafian, to ja uszanuje jego
      misję, niezależnie od tego, jaki zdanie mam na temat religii.
      • Gość: fansld Re: Crême de la crême IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.10, 15:29
        zamknięty
        Ot paradoks skretynialego lewaka.
        Z jednej strony czuje obrzydzenie gdy Kosciol wypowiada sie na jego temat, gdy
        wtrynia sie do ustanawiania prawa itd.itp.
        Z drugiej jednak strony skretynialy lewak zada zeby panstwo myslalo za
        obywatela, zby kazalo mu sie ubezpieczyc, leczyc, uczyc, placic na biednych,
        zabierac dzieci rodzicom i dawac do domu dziecka itd.itp.
        Innymy slowy jak sie panstwo wtrynia kopytami w zycie to ok ale jak sie kosciol
        wypowiada (bo w porownaniu z tym co wyprawia socjalistyczne panstwo trudno to
        nazwac wtrynianiem) to nie ok :D :D
    • Gość: jothagie Takie sobie zakrętasy historii IP: *.olsztyn.mm.pl 27.03.10, 08:16
      zamknięty
      Po pierwsze, dosyć nieoczekiwanie i na mój gust przedwcześnie, pojawiła
      się taka oto wiadomość:
      wiadomosci.wp.pl/kat,48996,title,Zona-Zydowka-moze-byc-dla-niego-problemem,wid,12100812,wiadomosc.html?ticaid=19dc2

      Przewidziałem ją, ale nie sądziłem, że pojawi się tak wcześnie zdradzając
      zdenerwowanie klas politycznej. To miał być „zasadniczy hak” a wypaliło to jak
      zamoknięta petarda.
      Jakiś czas temu przeczytałem książkę Jana Tomasza Grossa, pt, „Strach” i
      pamiętam, że zbuntowałem się, przy uogólnieniu, że w nas siedzi strach przed
      Żydami. Owszem coś takiego tkwi w ludziach międzywojnia, ale ma podtekst
      wyłącznie ekonomiczny. Jest to i dziś kontynuowane i zamiast proces osłabiać, to
      się go wzmacnia i nadaje mu nowy wymiar. Owszem daliśmy plamę w klasyczny sposób
      po 68 roku, ale też nazbierało się sporo, przede wszystkim sprawa radzieckich
      komisarzy i współpracowników. Nie rządzili, ale trzymali nas za uzdy. Gdy
      zaczęli mieszać, to Gomułka zdenerwował się i specjalnego taktu nie wykazał.
      Wszyscy jednak, którzy piszą traktaty o polskim antysemityzmie chyba czegoś nie
      rozumieją. Jak to jest możliwe, że w kraju, którego królem jest Żyd, a królową
      Jego Matka, również Żydówka możliwy jest antysemityzm. Jest możliwe, bo to wcale
      nie chodzi o antysemityzm lecz o antysyjonizm. Wielu uśmieje się złośliwe, żeby
      problem zlekceważyć, a to wcale nie jest śmieszne. Syjonizm to jest skłonność do
      stałego wyboru interesu Izraela (społeczności żydowskiej) nad interesami innych.
      I tego rzeczywiście boją się narody, ale nawet najostrożniejsze pod tym względem
      nie mają nic do powiedzenia. Jeśli nawet wybierze się prezydenta bez takich
      skłonności i możliwości, to i tak wokół będą skłonni do takich działań. Izrael
      ma niesamowicie skuteczną politykę. A inne narodowości zamieszkujące III RP też
      mają takie skłonności (ewidentnie widać to na społeczności ukraińskiej), a
      trudno być cały czas w wewnętrznym sporze.
      Dobrze, ze ten watek już zaliczyliśmy i ma on szanse nie pokazywać się więcej. W
      przeciwnym przypadku nie zaniedbalibyśmy okazji, żeby go bardziej rozdmuchać. I
      szczerze powiem, że trochę mu kibicuję, ale przeważnie wstydzę się, bo w niczym
      umiaru nie mamy.
      Po drugie, Rosjanie pozwalają Polakom na udział defiladzie w 65 rocznicę
      zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami
      wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Polscy-zolnierze-przemaszeruja-przez-Plac-Czerwony,wid,12094176,wiadomosc_prasa.html
      bo alianci w Berlinie 1945 roku nie pozwolili na paradę Polakom, bo Polacy nie
      brali udziału w drugiej wojnie światowej. Pozwolili natomiast na paradę
      Francuzom, którzy w dwa tygodnie przegrali wojnę z Hitlerem. Mnie jednak
      bardziej mobilizuje fakt, że alianci pozwolili Francuzom wyzwolić Paryż, na co
      nie pozwolili Rosjanie Polakom w odniesieniu do Warszawy.
      Przy okazji wypowiem jeszcze coś, co kieruje moim myśleniem od dawna. Nie
      martwię się tym, że Rosja nas nienawidzi, że chce nas rozdeptać imperialnym
      butem. Tak robiła zawsze i to jest normalne. Dziwi mnie natomiast urzędowa
      „miłość” Niemiec – coś się za tym musi kryć, bo w tak szybka przemianę to ja nie
      wierzę mimo że pochodzę z regionu, gdzie język niemiecki wynosiło się z domu.
    • Gość: jothagie Po prezydencku „Gratuluję”... IP: *.olsztyn.mm.pl 27.03.10, 13:26
      zamknięty
      Opadają już emocje związane z prawyborami w Platformie Obywatelskiej. Czas , by
      spojrzeć na pobojowisko, jakie po tym fakcie pozostało. A pozostało, choć nie
      zwraca się na to uwagi, lub nawet celowo uwagę się odwraca.
      Po pierwsze, do partii wstępuje się celem zrealizowania swojej aktywności
      politycznej – umysłowej i fizycznej. By wybierać i być wybieranym, między
      innymi. No chyba, że dla stanowiska, co jest wyrazem najwyższego stopnia
      bezideowości. Bierzmy to pod uwagę, chociaż nie posądzajmy ich o to. Jeśli więc
      tylu członków PO nie skorzystało z możliwości wyboru, to albo opowiada się po
      stronie bezideowości, albo nie zgadzało się na tych kandydatów. Pierwsze -
      niebezpieczne, drugie – zastanawiające, choć pasuje do zamysłów Wodza – to
      uczyni prezydenta bardziej uległym. A wg statystyk chodzi tu o większość
      członków PO.
      Po drugie, w obrębie PO nie były to wybory anonimowe. Każdy login był przypisany
      do PESELu. Dla niektórych członków PO będą te wyniki znane: kto nie głosował,
      lub kto głosował na niewłaściwego kandydata. Moim zdaniem zaczyna się proces
      eliminacji negatywnej (obym się mylił!). „Samoistnie” stworzy się listę
      „niepewnych politycznie. Nie będą oni brani pod uwagę przy listach wyborczych,
      przy awansowaniu, obejmowaniu stanowisk itp. Jest taka możliwość, że w ten
      sposób zacznie się marginalizować ludzi myślących (w przypadku tych co nie
      godzili się na obu kandydatów). A ponieważ partia jednocześnie będzie rosła w
      siłę wyborczą (do pewnego czasu), a podobnie jak w PiSie, nie będzie silnych na
      zatrzymanie degradacji, więc może zdążyć ustanowić dyktaturę. I tego obawiam się
      najbardziej, a wcale nie trzeba być prorokiem, żeby to zobaczyć. Mimo wszystko
      dużo w niej z prawicy, a ta zawsze miała takie ciągotki. I co zrozumiałe, to
      wszystko zaczyna się rozjeżdżać (społecznie), ergo dyktatura stanie się
      lekarstwem. A że ku temu idzie, to świadczy ogromna chęć zmiany konstytucji i
      zamiany prezydenta nieudacznika, na swojego...
      No nic! Wodzu prowadź! A cóż ja innego mogę powiedzieć...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka