Gość: jothagie A na cmentarzu późny socjalizm... IP: *.olsztyn.mm.pl 29.03.10, 08:44 zamknięty Wolność, równość, braterstwo... a może nawet sprawiedliwość społeczna. To tylko ideały, a istotą sprawy jest gospodarka nakazowo - rozdzielcza z późnego socjalizmu. Niestety, trochę spieprzyliśmy sprawę, bo w tym systemie, nawet na cmentarzu wszystko jest urojone. Dzięki zmianom po 89 roku między żywymi a zmarłymi jest wprawdzie remis, ale ze wskazaniem na zmarłych. Oni już przynajmniej nie muszą drżeć o kierunek zmian. O zazdrości żywych wobec zmarłych nie mówmy, bo zazdrość to najgłupszy grzech, jeśli to brać w eschatologicznych kategoriach. Ale tak to jest, jeśli w szkole zamiast ekonomii uczy się religii. Gdy już z żoną osiągnęliśmy emeryturę, to postanowiliśmy zainwestować w nasza przyszłość. Oszczędzaliśmy ponad rok i postanowiliśmy wykupić pieczarę w kolumbarium na cmentarzu przy Poprzecznej. Nowocześnie, higienicznie i bez robienia kłopotu rodzinie. Na cmentarzu byliśmy wielokrotnie, a z przeprowadzonych rozmów nie wynikało nic takiego, że sytuacja zmieni się wg humoru Wielkiego Grabarza. W piątek (26.03.10) postanowiliśmy sprawę sfinalizować. Okazało się, że jako żywi możemy wykupić pieczarę tylko przy samej ziemi, przy czym wcale nie trzeba być bezdomnym... W zasadzie kiedyś będzie to nam wszystko jedno, ale dziś, jako jeszcze żywym, nie konweniuje to ani z kapitalizmem, ani z demokracją, jeśli tyle pieczar jest wolnych. A dlaczegóż to zapytałem urzędnika... “Bo żywi wykupują środkowe i wyższe, a potem zmarli nie mają żadnego wyboru...” Przyznam, że odpowiedź godna Franza Kafki. Ręce mi opadły... ale nie tylko. Istotą owej sytuacji ("kafkaesk") jest konflikt jednostki wprawdzie wolnej, ale zniewolonej przez anonimową siłę (“dyrektor będzie w poniedziałek”), i nadrzędną wobec niej instancję (“Urząd Miasta to zaakceptował”). Nie dosyć, że znajduję się na cmentarzu, to dobija mnie ta groteskowa deformacja zarządców ludzkich prochów. Jak dobrze być cyszorzem- pomyślałem pierwszy raz w życiu. Wszystko jedno gdzie i z czyjego nadania... Oczywiście, zabrałem żonę pod mankiet – dostała prikaz, że musi żyć wiecznie. Zabrałem pieniądze (duże) – przeprosiłem się z bankiem. I doopa z inwestycji w przyszłość. Cóż jednak wart jest człowiek bez przyszłości? I pomyśleć, że jako późny inwestor, nawet nie zdążyłem popaść w konflikt z Urzędem Skarbowym. No może troszeczkę z Ratuszem i wszędobylską ludzką głupotą... Z okazji zbliżających się wyborów samorządowych obiecuję, że oddam głos na tego kandydata na prezydenta miasta, który przyrzeknie mi pieczarę za darmo, w środkowym rzędzie, albo sam się wezmę za kandydowanie i obiecam to wszystkim. Istota moich potrzeb jest następująca: tylko środkowa półka, bo jeśli umrę pierwszy to muszę mieć możliwość, aby żona spojrzała mi prosto w oczy podczas cotygodniowych wizyt; nie może to być najwyższa półka, bo nie wypada, abym jako szczęśliwszy spoglądał na nią z góry, wprawdzie zmarli górą, ale...; dolna też nie, bo nie dopuszczę, by Ona spoglądała na mnie z góry. Równość przede wszystkim! Jeśli już nie za życia, to przynajmniej po śmierci. P.S. No może zagalopowałem się z tym socjalizmem... Kapitalistycznym atutem cmentarza jest bez wątpienia komercyjna agencja ochrony, pracująca pod hasłem: “Nie dopilnowaliśmy za życia, dopilnujemy po śmierci...” Również odzywka urzędnika “teraz każdy pisać może” wskazywałaby na początkowy etap kapitalizmu, gdzie wprawdzie obywatela ma się dalej w jedynie słusznym miejscu, ale pewne jego wolności akceptuje się... Pierwowzór tej wypowiedzi wysłałem UM (Wydział Spraw Obywatelskich) – skargi tam były, są i będą... Na cmentarz nie wyśle od kiedy dyżuruje tam niejaki Laskowik... Link Zgłoś
Gość: jothagie Figura polit. propagandy–oszczędność w prawdzie IP: *.olsztyn.mm.pl 30.03.10, 09:04 zamknięty W klasycznej logice zawsze mówiło się o dwóch wartościach: prawdzie albo fałszu z uwzględnieniem zasad sprzeczności i wyłączonego środka. Pojawiła się wprawdzie logika wielowartościowa, ale poza nauką nie znalazła specjalnego zastosowania. No może górale, ustami księdza Tischnera, coś tak kombinowali, co przyjęło się dla oceny systemu słusznie minionego, a mianowicie „g...no prawda”. Osobiście jestem zwolennikiem wielowartościowej prawdy tylko w powiedzeniu, że z prawdą jest tak, jak z doopą – każdy ma swoją. I trzymajmy się tego, dopóki władze i jej instytucje nie zasłużą sobie na to, żeby im bezgranicznie ufać i wszystkie „swoje” prawdy sprowadzić do jednej, „ujawnionej” przez nie i akceptowanej przez wszystkich. Od pewnego czasu jestem pod wrażeniem, kiedy słucham złych wiadomości, typu 22latek zabił staruszkę dla 20stu złotych, lub podobną w wymowie. Miałem okazje poznać kiedyś jedną taką sprawę i od tej pory jakby film mi się przesuwał przed oczyma, a wyobraźnia podpowiada możliwe rozwiązania. Kiedyś w naukach społecznych obowiązywał historyzm jako metoda lub dyrektywa metodologiczna. Dziś nie słyszę o tym. Domyślam się, że pochodzi z marksizmu a Syllabus Errorum Piusa IX już dawno jako błąd ją napiętnował. Niemniej jednak, poza zwykłą rejestracją faktu warto sobie zadać pytanie „dlaczego”. Przecież dzięki takiemu pytaniu powstała nasza wiedza, która posługujemy się prawie wszędzie, również teraz, kiedy używam klawiatury i mego OpenOffice'a. Dlatego też jeśli TV powiadamia mnie o kolejnym zabójcy to warto, aby również mi powiedziała, że tenże młody zabójca pochodził z normalnej kiedyś rodziny, że obecnie na 5 osób rodziny tylko babcia ma emeryturę, a nikt nie ma pracy, że rodzice popadli w alkoholizm a dzieci w narkomanię. Babcia zapewnia ziemniaki 3 razy dziennie (placki, kopytka, ziemniaki podsmażane) i ani pomoc społeczna, ani parafia nie interesowała się rodziną. Ksiądz proboszcz dopiero z TV dowiedział się, że taka rodzina żyje na terenie jego parafii, a pomoc społeczna bała się tam wchodzić. I co? Myślicie, że sąd osądzi system? Sąd osądzi biednego, uzależnionego, doprowadzonego przez życie do przestępstwa i ponieważ nikt o nim nie napisze, to da mu wszystko, co ma w kodeksie. Wyrok będzie tylko jednym z etapów niemówienia prawdy, co mnie osobiście do pasji doprowadza. I po co ta cała nadbudówka państwowej czy partyjnej ideologii? Po co to wróżenie z fusów na temat życia wiecznego i religijnych powinności. Jaki jest sens prawyborów wobec prawdziwych ludzkich wyborów? Przecież to nie działa i może wreszcie to ktoś ogłosi jako prawdę... Żeby rzeczywistość przekształcać w jakim pożądanym kierunku, to najpierw trzeba ją sobie zdefiniować, jaka jest, ale w żadnym wypadku nie drogą niemówienia prawdy, bo w różnych światach żyć będziemy i każdy jak d.. będzie miał własny. Tym bardziej, że taka maniera czyni nas wszystkich najpierw bezsilnymi a potem obojętnymi na zło, biedę, znieczulicę i głupotę? P.S. Byłem kiedyś w takim kraju, w którym przez jedną z dzielnic wielkiego miasta przejeżdżało się szybko i na zmrużonych oczach, a kierowca modlił się, żeby nie popsuł mu się samochód. Tam też nie mówiono prawdy, a złe wiadomości były częste i lakoniczne. Ludzie kiwali głowami i byli święcie przekonani, że są zjawiska, które nie mają przyczyn... W tej dzielnicy był kościół i pracował tam polski ksiądz. Odwiedziliśmy go w niedzielę. Porządny facet, ale kazanie poświęcił problemom aborcji. Po mszy pogadaliśmy po polsku i w popłochu rozjechaliśmy się... Ale czy to jest cała prawda, czy czegoś jeszcze nie wiem? Link Zgłoś
Gość: jothagie Marzec 1968 roku był bardzo bolesny… IP: *.olsztyn.mm.pl 31.03.10, 10:35 zamknięty Rok 1968. Gdy młodzież Zachodu miała problem jak się pieprzyć bez konsekwencji, a polska robiła rewolucję za ocenzurowanie „Dziadów” przez Gomułkę, to ja zastanawiałem się, jak pogodzić dogmat o trójcy św. z buntującym się moim rozumem…Był to więc okres, kiedy politykę obserwowałem, gromadziłem dane, ale nie brałem żadnego w niej udziału. Pewnego marcowego dnia zapragnąłem kupić sobie potrzebną mi książkę. W tym celu udałem się na krakowski Rynek. Niczego nie podejrzewając przeszedłem przez dwa kordony – robotniczy z Solvaya i ZOMO. Książkę kupiłem. Nagle na Rynku zaczęło się piekło. Zaczęto pałować wszystkich. Ten Volksturm zagonił nas w ulicę Wiślną – w stronę uniwersytetu. Św. Anny zablokowana na poziomie uniwersytetu. W okolicach Collegium Maius rozegrało się piekło. Ja zostałem wepchnięty w podwórko jakiegoś klasztoru, zagazowany i spałowany. Dwa tygodnie spałem na brzuchu. Można powiedzieć, za niewinność. Mam odbity „ogonek” i do dziś mam kłopoty z dłuższym siedzeniem. Używam różnych kółek, ale wtedy jestem pytany o hemoroidy… Co będę każdemu tłumaczył… Po tym fakcie mam uraz. Po pierwsze, źle mi się kojarzy milicja, policja i tym podobne służby. Jestem normalnym obywatelem, ale spotkanie z policją traktuję jako dyskomfort. Dlatego zawsze przechodzę tylko w miejscach dozwolonych, by tylko nie spotkać się z reprezentantem prawa. Samochodem jeździłem jak wzór metra. Po drugie, nawet teraz marzy mi się, by tak po chłopsku, najzwyczajniej w świecie, oddać…Ale jak? W moim wieku z koniem się kopać? Zbieram różne ciekawostki na temat z myślą o „13 Posterunku i reszcie ferajny”, ale nie wiem, czy życia wystarczy. Po trzecie, zastanawiam się, jak to możliwe, że parę lat przed emeryturą przepracowałem w jednej firmie z byłym esbekiem i nie dałem mu po mordzie? P.S. Napisałem to we wrześniu 2009 roku pod wpływem tego artykułu: miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,6999738,__Policjant_uderzyl_mnie_w_komisariacie_.html Sprawa ucichła przynajmniej ja nic o niej nie wiem. Śledziłem również: krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,7068257,Student__pobili_mnie_na_komisariacie.html choć tu sytuacja miała się inaczej. Też nie są mi znane dalsze losy. W normalnym kraju policja nie jest od wymierzania sprawiedliwości. Jeszcze trochę a wrócimy do ścieżek zdrowia. To też ciekawostka: miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,7255561,Policjanci_sami_odeszli_z_komendy___Dla_ich_bezpieczenstwa_.html Chlup i kamień w wodę. Wymowne milczenie. Tematycznie wpisałem się też pewnemu blogerowi: jajakobyly.bloog.pl/id,5541461,index.html#komentarze Link Zgłoś
Gość: jothagie Chcesz_robic_kariere_zapisz_sie_do_PO IP: *.olsztyn.mm.pl 01.04.10, 06:48 zamknięty Ze zdziwieniem czytam na tym forum gorzkie refleksje sugerujące wyjście, jak w tytule. Temat przerobiliśmy już na tyle dobrze, że czas odkryć właściwy obraz rzeczy. Nie oszukujcie przynajmniej tych, którzy marzą o byle jakiej pracy, bo o karierze to już nawet śnić przestali. W krajach biednych obowiązuje taki schemat, że karierę robi się w oparciu o przestępczość, kapitał, partię władzy i służby specjalne. Można wyeliminować kapitał, jak w komunizmie, ale bez pozostałych czynników nie da się zrobić kariery a nawet zdobyć dobrej pracy. Warto pamiętać, że jeśli naprawdę kraj jest biedny, to wszystkie te elementy występują iunctim (łącznie – warunkują się), co przyśpiesza spiralę biedy. W krajach bogatych można natomiast robić karierę w oparciu o każdy z tych czynników wziętych z osobna plus jeszcze w oparciu o wybitne cechy jednostki. U nas wybitność jednostki nie ma znaczenia, co dodatkowo potwierdza status naszego kraju. Owszem zdolnym przyglądają się ludzie korporacji (w tym korporacji kościelnych), ale te kariery są na bezwzględnej „uwięzi”. Tam ślubem jest ślepe posłuszeństwo i zupełnie inna logika. Nie wszystkim to odpowiada, ale za pieniądze i przy namacalnym obrazie nędzy można się pozbyć wielu zasad. Smutne? Tak, ale nie warto się oszukiwać. Trzeba wybrać jedną z możliwości i robić karierę. Póki co, przy władzy jest PO i tam trzeba lokować swoje oczekiwania. Ale załapią się tylko ci pierwsi. PO jeszcze nie wybiera sobie członków. Inne wspomagacze ułatwiające karierę już przebierają w kandydatach – nawet w mafiach trudno jest o pracę. Obecnie sami bossowie wyłapują „zdolnych”. Rynek dobrej pracy już się wysycił. Tylko ubytki naturalne otwierają szansę. Dlatego każdy konkurs na dobre stanowisko zaczyna się od ustalenia, kto ma wygrać. Reszta to demokratyczna oprawa konkursu. Co będzie jeśli PO straci zdolności karierotwórcze? Trzeba być cynikiem i przejść, do aktualnie rządzących. Tu nie obowiązuje moralność, ideowość, czy takie tam dupierały – tu trzeba być skutecznym. Nikt Wam wprawdzie tego nie mówi, ale czas się tego domyślać. W kapitalizmie obowiązuje konieczność wielokrotnej zmiany pracy i... „Pana”. Pewien Włoch zdradził mi, że w ciągu życia zawodowego 6 razy zmienił zawód, 16 razy zmienił pracę, 3 razy zmieniał partie polityczne i 4 razy zmienił religię. W zamian nigdy nie był bezrobotnym. Patrzycie już dostatecznie długo na ten świat. Czas mieć własne wnioski. Nie pomyślcie tylko przypadkiem, że lustracja była przedsięwzięciem ideowym czy moralnym. Miała zapewnić odpowiednio dużo miejsc dobrej pracy. A związki zawodowe gdzie są? Są dobrze ulokowane na dobrze płatnych stanowiskach. Ludzie! Czy Wy tego nie widzicie? Naprawdę chcecie być oszukiwani? Nie dziwcie się więc...że ktoś z wami gra w bambuko. P.S. Platforma Obywatelska usilnie pracuje nad tym, że Lechowi Kaczyńskiemu wybaczymy wszystko. I jego przodków, jego małość, złośliwość, nieudacznictwo, a potem zostanie na druga kadencję. Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Chcesz_robic_kariere_zapisz_sie_do_PO IP: *.olsztyn.mm.pl 01.04.10, 08:11 zamknięty W kapitalizmie obowiązuje konieczność wielokrotnej zmiany pracy i... „Pana”????? :-))))))))) Jeszcze zapomniales dopisac ze obowiazuje tez wyzysk :D :D :D Za to w socjalizmie nie ma wyzysku, nic a nic... a jezeli chodzi o prace to panuje totalna dowolnosc, nic nie trzeba. Pamietam jak za komuny mozna bylo udac sie do ratusza i tam taka mila pani wyciagala mnogie szufladki z karteczkami i mozna bylo sobie przegladac w ofertach pracy jak w ulegalkach. To byly piekne czasy, i komu to przeszkadzalo :D A teraz mamy ten wstretny...... kapitalizm. :D :D :D :D Ops tzn. wolny rynek.. oczywiscie :D :D :D P.S. Idz sie leczyc jhg. Link Zgłoś
Gość: psychiatra Re: Chcesz_robic_kariere_zapisz_sie_do_PO IP: 91.194.84.* 01.04.10, 19:54 zamknięty Jhg, tak trzymać! Leczenie zalecane przez Twego adwersarza jest zbędne. Olewaj gówniarzerię. Widzisz, ciało dorosłe, a w ciele złośliwe ciele. Głupie i złośliwe, które od rzeczy atakuje łamiąc przy tym dwie zasady: „piłeś nie jedź”, „ćpałeś nie pisz”. To fakt, że walczysz z wiatrakami, ale literatura zna liczne takie przykłady. Mimo poniesionych klęsk nie pozostały bez echa. Dlatego licz się z tym, że jakiś Sancho Pansa zechce, na dopisywaniu Ci beznadziejnych komentarzy, załapać się na gubernatora wyspy. Nie ma rady na to. Potrzebę zaistnienia ma wszystko to, co żyje. Nawet jeśli marnie i głupawo żyje. krys-pin Ps. A wiesz, że mnie to też wygląda na eSBecką poranioną ambicję, chociaż równie dobrze znudzony alumn SD może próbować swoje pazurki w zemście za Twoje antyreligijne teksty. Jeśli ta druga możliwość, to lepiej, żeby ćwiczył pisanie niż sposobił się na smakowanie nieletnich... Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Chcesz_robic_kariere_zapisz_sie_do_PO IP: *.olsztyn.mm.pl 02.04.10, 07:51 zamknięty Zgadza sie jestem SB-kiem, czlonkiem SLD, naleze do PiS, UPR aa.... i mam w domu rower :D :D I przyznaje sie czytam te bzdury jhg bo lubie sie posmiac. Co prawda czytam na szybko po lebkach i jeszcze szybciej odpisuje ale zawsze to cos :) Tak wiec JHG pisz dalej tylko pamietaj trzymaj sie tej swojej starej "nieSB-ckiej" metody. Nigdy ale to nigdy nie proponuj niczego w zamian. Krytykuj jak leci wszystko i wszystkich (A szczegolnie religie) ale nigdy nie pisz co proponujesz w zamian. :D Link Zgłoś
Gość: jothagie Deus figmentum est, IP: *.olsztyn.mm.pl 02.04.10, 09:41 zamknięty czyli „Bóg jest wymysłem” .Taki jest wniosek książki "De non existentia Dei" Kazimierza Łyszczyńskiego skazanego za niewiarę na karę śmierci przez ścięcie. Wyrok wykonano 30 marca 1689 roku w Warszawie. Zwłoki wywieziono za miasto i spalono. Szlachcic, przez wiele lat zakonnik – jezuita, zadenuncjowany przez sąsiada, pierwszy polski autor tego typu literatury. Pierwsze dzieło o ateizmie ukazało się w roku 1639 w Holandii napisane przez duchownego luterańskiego. 321 lat po tym fakcie Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów rozpoczęło akcję "Łyszczyński wraca do miasta", której celem jest postawienie w stolicy jego pomnika. I to będzie prawdziwy test dla przejawów różnorodności. Życzę powodzenia całemu pomysłowi. P.S. To dla tych, którzy już dostatecznie się pośmiali... (jw) Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Deus figmentum est, IP: *.olsztyn.mm.pl 02.04.10, 10:49 zamknięty Szkoda ze to PSR nie wystawi pomnika np. takiemu Erazmowi Otwinowskiemu ktoremu wlos z glowy nie spadl w tej zlej katolickiej Rzeczypospolitej. No ale to nie pasuje to lewackiej koncepcji PSR w mysl ktorej Polacy to katolicka ciemnota. Trzeba szukac tylko takich przykladow ktore pasuja do obrazu Polski zasciankowej, zaklamanej i podbitej przez Watykan. Polska katolicka ale tolerancyjna, wybijajaca sie ponad europejska norme, taki obraz panstwa i rodakow ze wszechmiar jest szkodliwy. Nie ma bowiem nic gorszego niz wmowic Polakom ze sa wyjatkowi, bo wowczas nie bedzie sie mozna nimi "socjalistycznie opiekowac" i mowic im co jest wolnoscia a co nie jest. Link Zgłoś
Gość: mariusz Re: Deus figmentum est, IP: 62.149.141.* 02.04.10, 12:56 zamknięty Podzielam zdanie forumowego „psychiatry”, na Twój temat. Sądzę, że wymowa anonsu „jothagie” jest zupełnie inna. Ty zawsze jesteś „bystry inaczej”. Dziś jest wielki piątek i można chyba zrozumieć, że jedni umierają za wiarę, a inni za niewiarę. I wszyscy mają prawo do tego, chociaż powiedzmy to sobie, że dzisiaj nie powinno się to zdarzać. A zdarza się w świecie. A i w Polsce obowiązują formy dyskryminacji w obu kierunkach. I czas temu postawić tamę. Sądzę, że historia opisana przez JHG (wprowadzenia do miasta tolerancji) powinna również mieć miejsce w Olsztynie, a słynne „szubienice” powinny przemawiać za prawem współistnienia wszystkich obok siebie. Jakiś pomnik wzajemnej tolerancji przydałby się wszystkim... Polska jest dziwnym krajem pod tym względem. Historię mamy w miarę czystą z dwóch powodów: Całe Odrodzenie jest u nas spóźnione przynajmniej o 100 lat a na Zachodzie zdążyło się stępić, podobnie jak Reformacja. (Wypędzenie Arian w 1658 roku jest może niechlubnym wyjątkiem). Otrzymaliśmy produkt nieco łagodniejszy (takie przypadki zdarzyły się tylko dwa: Warszawa, Wilno). Nadto, mieliśmy specjalne prawo: „neminem captivabimus”. W skali kraju bardziej wykorzystywaliśmy legalną możliwość pozbycia się żony w procesie o czary... Wracam do istoty, takiej jaką ją widzę: bolszewizm (teologiczny, polityczny, religijny i każdy inny) jest kiepską teorią rozumienia świata i nie wciskaj jej nikomu na silę, żeby tylko ułatwić sobie chorobliwą krytykę. Mam jednak wątpliwości, czy jesteś w stanie to zrozumieć. Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Deus figmentum est, IP: *.olsztyn.mm.pl 02.04.10, 13:54 zamknięty Odnosze wrazenie ze i Ty kompletnie nie rozumiesz wywodow moich postow. I mam watpliwosci czy jestes w stanie je zrozumiec. Ale skoro zostalem tu nazwany B-kiem albo wojujacym katolikiem to juz nic mnie nie zdziwi :D :D :D Link Zgłoś
ot48 Re: Deus figmentum est, 02.04.10, 17:58 zamknięty <object width="425" height="344"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/o_gPnIDwyeA&hl=pl_PL&fs=1&color1=0x006699&color2=0x54abd6"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="www.youtube.com/v/o_gPnIDwyeA&hl=pl_PL&fs=1&color1=0x006699&color2=0x54abd6" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object> Link Zgłoś
Gość: jothagie Re: Deus figmentum est, IP: *.olsztyn.mm.pl 07.04.10, 08:02 zamknięty Za młodych lat uczyłem się greki. Ambicją moją było samodzielne przeczytanie w oryginale „Odysei” Homera. Ze słownikiem w ręku robiłem to wykorzystując każdą chwilę wolnego czasu. I wtedy często stawałem przed problemem, „co autor miał na myśli”. Gdy natomiast czytałem w języku polskim, szczególnie poezję epicką, to nie miałem takiego problemu. Ważne było, co ja mam na myśli. Homera ostatecznie pokonałem, ale dopiero wtedy, gdy nabyłem „Odyseję” po rosyjsku – tłumaczyłem, porównywałem, rozumiałem i miałem przedziwne odniesienie, jak inaczej można rozumieć arcydzieło. Od tej pory mam własne rozumienie i czucie poezji homeryckiej i post homeryckiej (w szerszym znaczeniu – od Kazantzakisa, poprzez Joyce'a, Kawafisa, aż po Kubricka). Dziś gdy czytam tłumaczenia (Siemieńskiego, Parandowskiego, Wittlina), to własne rozumienie służy mi jak światopogląd – niechętnie zmieniam. Dziś również zdarzają mi się sytuacje, kiedy czytana (słuchana) poezja jest bardzo wieloznaczna i chętnie dowiedziałbym się, co autor miał na myśli. Wiek rozleniwia pod tym względem i poszukuje się „rozrusznika” - dla serca, dla umysłu, a czasem i dla nóg... Niestety, kiedyś dzień zaczynałem od porcji literatury, dziś od kawy... Dobra poezja (cała kultura) posiada ową zmienną „X”, pod którą biorca wstawia to, co jego porusza i co staje się dla niego obowiązujące, co go pobudza do życia i działania. Dziękuję Ci za dołączenie czegoś tak wspaniałego, ale mam kłopot z odebraniem Twojej dedykacji. Nie wiem, czy tylko robisz mi przyjemność (to fakt!), czy chcesz mi (najprawdopodobniej – nam) jeszcze coś przez to powiedzieć... Młynarskiego darzę olbrzymia sympatią od czasu jego piosenki „Przyjdzie walec i wyrówna”. Nie rzecz w tym, jakoby była niezwykle treściwa, bo taka jest większość utworów tego autora, ale dlatego, że w „moich czasach” można ją było słuchać tylko w „Wolnej Europie”, a to w jakiś sposób było nielegalne. Teraz mamy wolność, ja dalej sporo czytam, a coś tak wspaniałego poznaje dopiero z Twojej dedykacji. I jeszcze nie rozumiem Twojej intencjonalnej dedykacji – czy to jest „rzeź zalotników”, czy tylko „Homera” do widzenia przywróciłeś? Link Zgłoś
Gość: jothagie Filharmonia kakofonii IP: *.olsztyn.mm.pl 06.04.10, 07:54 zamknięty Zaznaczam, że częściowo jestem pod wpływem... artykułu i dyskusji: olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,7715245,Mlodzi_chca_byc_radnymi_jak_dorosli__Ale_nic_nie_moga.html Nie w tym sensie, żeby mnie to do czegoś zobowiązywało, ale na tzw „kanwie” podsumowanie zrobić warto. Może jeszcze warto połączyć to z innym tekstem: olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,7702269,Urzednicy_radza_mlodym___Tego_nie_chce_sie_czytac_.html Boję się cokolwiek obejrzeć, przeczytać, bo wszędzie atakują sezonowi krytycy tego wszystkiego, co jest. Ja również jestem krytyczny, ale to, co narzuca mi się codziennie, przekracza moją zdolność przetwarzania. Moim zdaniem, jest to wszystko zbyteczne, bo ani się obejrzeliśmy, a wyrosło nam nowe pokolenie, które jest w stanie samodzielnie ocenić to, co się stało. Ta opinia powinna wreszcie zostać wzięta pod uwagę, bo inaczej kategorie „My” - „Oni” zepsują wszelkie społeczne osiągnięcia. Są jednak dwa problemy: 1.Monopol na ocenę w dalszym ciągu mają ci, którzy zwyrodnieli w walce z komuną, lub „płasko” przedzierzgnęli się ze starych do nowych struktur. Dlatego ja cenię sobie tzw. opinię społeczną, ale podchodzę do niej podejrzliwie, bo nie wiem, co się za tym kryje. Lubię, kiedy o rządzie, samorządzie wypowiadają się (nawet głupio) ludzie młodzi, ale nie znoszę wypowiedzi opozycyjnych polityków. Szczególnie opozycyjnych do wszystkiego. Opozycja powinna mieć własne zdanie, ale powinna rząd oceniać sprawiedliwie, a nie z perspektywy swoich planów wyborczych. 2.Nasza polityczna młodzież jest częściowo niezdolna do samodzielnej oceny. To fakt. W pewnym sensie naśladuje swoich politycznych „idoli” i to zabija samodzielność. A ci psują ich na obraz i podobieństwo swoje. Na własne też ryzyko młodzież nie zachowuje umiaru i dystansu, co usprawiedliwia się młodością, ale co oddala od dojrzałości obywatelskiej. Sytuacja porobiła się taka, że gdyby nawet młodzież osiągnęła stan umiaru i dystansu, to i tak starzy wyjadacze nie pozbędą się sterów. Młodzież ma szansę bycia co najwyżej asystentem polityka, ze wskazaniem na proces dalszego psucia przez wszystkich mecenasów. A szlak kariery i tak wytyczają ci najmniej widoczni... Co się więc zmieniło? Z moich kilkudziesięciu lat obserwacji wynika, że niewiele, ale przecież nikt mnie o zdanie nie pyta. W dyskusji społecznej istnieje kilka modeli. Z dyskusji średniowiecznych (spór teologiczny) pamiętamy model „mądry z mądrym” nawet jeśli jeden grał rolę doctor angelicus a drugi advocatus diaboli. Model przebrzmiały. Gdy pojawiła się Reformacja model dyskusji zmienił się na „mądry z głupim”. Dziś model archiwalny, choć chętnie wyciągany. Polityka wynalazła model „idiota z idiotą”. Dla społeczeństwa jest to model nie do ugryzienia, bo zwykły obywatel z idiotą nie wygra - on w idiotyzmie jest zaprawiony, ma doświadczenie któremu Ty nie sprostasz. A jeśli nawet wygląda to inteligentnie to tylko dlatego, że „podprogowo” idiotą zostaje słuchacz, czytelnik. P.S. Byłem kiedyś członkiem partii – jednej starej i jednej nowej. I jedno, co mogę odpowiedzialnie powiedzieć zawiera się w stwierdzeniu, że partia nie jest dobrym miejscem na niezależność. Niestety, nasza demokracja jest tak pomyślana, że w skali państwa może być tworzona wokół partii politycznych, co bardzo zawęża możliwości intelektualne. Z drugiej strony wiadomo, że demokracji nie sposób stworzyć w pojedynkę. To nie są czasy Peryklesa, gdzie można by się oprzeć na filozofach i artystach oraz na miastach - państwach i koloniach. Teraz każdego artystę można podjudzić, filozofa ogłupić a miasto – państwo przekupić. Po demokratycznych wyborach okaże się zaś, że rządzi ten, co do którego nie było, nie ma i nie będzie społecznej zgody. Dlatego też moje pragnienie demokracji polega na uwzględnieniu tylko jednej propozycji, a mianowicie, żeby Nigella Dawson poprowadziła „Korepetycje z... seksu” a Anna Richardson program "Nigella ekspresowo". Link Zgłoś
Gość: jothagie Nowy etap marzeń... IP: *.olsztyn.mm.pl 08.04.10, 08:20 zamknięty Wpisałem się do wątku Koniec_marzen_Upadek_klimatycznej_czekoladziarni w następujących słowach: Nie znam sprawy tak dobrze, jak wypowiadający się w tym konkretnym temacie, ale znam inne z cyklu „nieudolność władz” (także działanie według egoistycznych pobudek) i mogę powiedzieć, że jest w tym sporo prawdy. Pisanie o tym jest wyrazem troski obywatelskiej w duchu: dokąd zmierzasz władzo, bo my widzimy, że donikąd... Teraz uzupełniam: Kto rządzi w Olsztynie? Na razie są to układy lekko mafijne, oparte na więzach narodowościowych, partyjnych i nienazwanych (co nie znaczy „nieznanych”). Jest to etap kładzenia „ściółki” politycznej. Z tego wyjdzie baroneria, która już jest, już przebiera nogami, ale nie jest w stanie uchwycić wszystkich przyczółków. Wyjdzie z tego zwycięsko, jeśli zgodzi się na rolę wierzchołka góry lodowej tych „nienazwanych”. Z tym wiąże się walka o IPN, żeby nienazwani mogli niepostrzeżenie wyciągnąć z kapelusza „naznaczonych” dawniej i teraz. Ktoś zapyta, a jak ominą demokrację? Wcale nie będą omijać – wybierzecie ich... jeśli dostaniecie możliwość w krajowym standardzie, tzn. między głupolem, a …, to wybierzecie … Nadużyję trochę Wittlina mówiąc, że wybory w demokratycznej Polsce są tym, „czym w wolnej Polsce była 'czysta wyborowa' - źródłem taniego upojenia". Kto potrzebuje upojenia, będzie je miał, nawet bez pytania, jak wybrańcy zarobili pierwszy milion. Nie od dziś wiadomo, że demokracja jest rajem dla byłych, obecnych i przyszłych prze... dsiębiorców. P.S. 1. Coś szczególnego: Jak uniknąć kompromitacji własnej? Przestańcie ich brać na poważnie, bo będziecie mieć w głowie glizdy (jak mawiał Smoleń). 2. Coś ogólnego: Czy pamiętacie powiedzenie Che Guevary - "Trzeba zaszczepić młodzieży nienawiść bo nienawiść jest motorem rewolucji"? Poprawił go Fidel mówiąc, że „90% tejże nienawiści zapewniają władze i kapitaliści – reszta to nasza usilna robota”. Zgadzam się ze Smoleniem, a Wy, jak chcecie... Link Zgłoś
Gość: jothagie Szorstka ocena bez krytyki IP: *.olsztyn.mm.pl 09.04.10, 07:40 zamknięty To na kanwie wpisu na tym forum: forum.gazeta.pl/forum/w,64,95658734,95658734,Dola_olsztynskiego_inteligenta_alegoria_.html Był taki okres w moim życiu, kiedy starałem się być wszędzie tam, gdzie działo się coś ważnego dla olsztyńskich środowisk twórczych. Byłem również tam, gdzie ktoś robił coś istotnego w kulturze dla Olsztyna. Istotnego pod względem kulturotwórczym (animacji), czy fenomenalnego pod względem inteligenckim (pomysłu). Nie przeczę, że było sporo okazji, żeby pod tym względem podziwiać i docenić ludzi różnych środowisk. Ale, rzecz dla tego miejsca charakterystyczna, tylko ludzi. Środowiska jako takie zniechęcały mnie dosyć systematycznie i skutecznie. Tu wartości ludzi nie udało się przekuć w sumę wartości środowiska. Ponieważ nie każdy ma dostęp do ludzi wybitnych, zwykle „pobiera” ich przez dzieła lub środowisko, dlatego w którymś momencie stanąłem wobec problemu, że jestem człowiekiem z zewnątrz wobec tego środowiska. Stojąc zaś zewnątrz nie można ocenić nurtów, tendencji, intencji, potencjału środowiska inteligenckiego. Dalej przekonałem się, ze w Olsztynie rzecz ma się tak, iż wszystkie środowiska z natury swej opiniotwórcze, mają podobne wady – charakteryzują je działania niezrozumiałe, hermetyczność na obcych, uprawianie interesu dla „swoich” i wiele innych wad, które dziś obejrzeć można na przykładzie dowolnej partii politycznej. Partie polityczne regionu uważam tu jako wzorzec wad, i nie ma żadnych podstaw, by podziwiać w nich kulturotwórczą, a tym bardziej inteligencką rolę. Z czasem odsuwałem się od wszystkiego i przyglądałem się temu z oddali. Kibicuje poczynaniom wielu ludzi, ale samotniczość w kulturze, po wszystkich stronach – twórców i biorców – skutkuje brakiem prawidłowej oceny. Trudno jest być recenzentem wszystkich dziedzin kultury, bo trudno znać się na wszystkim. Groziło mi, że nie będę wybiórczy i że będę tylko potakiwał, do czego dopuścić nie mogłem. Tak więc pozostałem poza teatrem, filharmonią, spotkaniami literackimi, itp. Zostawiłem sobie książki, ale tylko swoisty ich gatunek. Znalazłem podobnych czytelników – radzimy, co warto zakupić, losujemy, kto zakupi a potem odkupujemy od siebie. Na koniec dzielimy się opiniami. Herbatę każdy przynosi swoją... I już nie raz padło takie zdanie, że trudny jest los inteligenta na tym terenie. Prawda jest jednak taka, do czego nie możemy się przyznać, że trudno jest uczestniczyć w kulturze (pewnie też i tworzyć) bez pieniędzy. Pieniądze rzadko idą do twórców – władza rozdaje je raczej „naszym” z jej punktu widzenia. Indywidualnie jest, jak jest, ale przeważnie jest kiepsko. Przecież to śmiertelnie poważna decyzja, czy pieniądze przeznaczyć na jedzenie, lekarstwa czy uczestnictwo w kulturze. Wielokrotnie stawałem przed takim wyborem i potwierdzam, że instynktownie jest to proste, ale racjonalnie rzecz biorąc, jest to trudny wybór. Ale czy ja się skarżę? Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Szorstka ocena bez krytyki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.10, 13:14 zamknięty Prawdziwy inteligent przeznacza pieniadze na socjalistyczne opiekuncze panstwo. To socjalizm powoduje ze inteligent doznaje kulturalnego ukojenia wiedzac ze oddaje 70% swoich dochodow na innych. Inteligent dobrze wie ze gdyby zamiast 70% oddawal np. na panstwo 20% doznan kulturanych nie byloby zupelnie a "kultura" upadlaby calkowicie, ze o ciezkim losie biedoty nie wspomne :) Na szczescie JHG jest prawdziwym inteligentem o czym jest on zreszta swiecie przekonany bo przeciez ma wyksztalcenie, umie czytac i nie pracuje przy lopacie. I to upowaznia go do wypisywania dluuugi tekscikow w ktorym udowania nam ze nie ma juz prawidzwej lewicy ze kapitalizm to zepsucie a koscielni mowia mu co ma robic itd. itd. :D Gra wszak idzie o kulture....i inteligencje. :D P.S. Skad tylko ten dylemat.. wydawac na kulture czy nie? Hmmm.... czyzby ukryte odchylenie prawicowe czyli traktowanie kultury (tej ambitnej takze) jako zwyklego towaru a nie jako "misji panstwowej" Dziwne. :D Link Zgłoś
Gość: fanidioty Re: Szorstka ocena bez krytyki IP: 85.15.231.* 09.04.10, 15:20 zamknięty Dla miernot geniusz jest czymś niewybaczalnym – Elbert Hubbard. Nieprawdaż?! Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Szorstka ocena bez krytyki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.10, 16:24 zamknięty Prawda leży pośrodku - może dlatego wszystkim zawadza. Link Zgłoś
Gość: jothagie Ja to mam szczęście... IP: *.olsztyn.mm.pl 10.04.10, 13:03 zamknięty „Było ciemno/Więc niewiele co widziałem/I pamiętam też niewiele/Było ciemno... A wiec stałem, nie widziałem, było ciemno, lecz słyszałem wciąż/Ten głos…Ty to masz szczęście” Majstersztyk na trudne życiowe chwile... miód na uśmiech nieszczęśliwy... Bywa, że słucham i za muzykoterapię musi wystarczyć. W szkole średniej uczyłem się pilnie, grałem w zespole muzycznym i dorabiałem u introligatora jako pomocnik. Mój instrument (trąbka) swoją karierę artystyczną zrobił na wiejskich weselach. Gdy jego właściciel zapił się na śmierć, ja jako uzdolniony sąsiad zostałem nim obdarowany. Marzyłem jednak o zmianie instrumentu (saksofon był poza zasięgiem dlatego marzyłem o trąbce - kornet B). Dwa wspomnienia obciążają moją wczesną pamięć: cukierki na wagę i mój roplaskany nos na oknie sklepu, oraz kornet B na wystawie w sklepie muzycznym. Często wybierałem dłuższą drogę, żeby tylko go zobaczyć. Moje marzenie było powszechnie znane i wykorzystał je ksiądz proboszcz. Zaproponował, że jeśli oprawię mu dokumenty i w maju zgodzę się o wczesnym poranku grać z wieży kościoła melodie maryjne, to on mi kupi nowy instrument. Mój szef, przedwojenny introligator, zgodził się na użycie materiałów i prace po godzinach. Pracowałem wieczorami przez 5 miesięcy. Gdy księgi oprawne w skórę i zdobione złotem stanęły w salonie, proboszcz oświadczył mi, że „te koncerty z wieży to nieudany pomysł, a dla parafii mogłem zrobić coś za darmo”, to sobie pomyślałem, że ja to mam szczęście... I to rozczarowanie jest zawsze obecne jako pierwsze, kiedy puszczam sobie piosenkę pod tym tytułem. „To nie wróg był, bo głos cichy i subtelny, ale polski i nieskazitelny To nie wróg był, ten by zaraz, mnie zapytał czy mój światopogląd celny Wiec to nie był wróg na pewno, bo nad głowa, tuż nade mną, wciąż słyszałem ten głos,ten głos, ten głos… Ty, to masz szczęście, że w tym momencie, żyć Ci przyszło, w kraju nad Wisłą…Ty, to masz szczęście… Twój kraj szczęśliwy, piękny, prawdziwy, Ludzie uczynni, w sercach niewinni…Twój kraj szczęśliwy…” P.S. 1.Polecam muzykoterapię:www.youtube.com/watch?v=qRt08bdLO4E 2.Tekst napisałem w sobotę rano (10.04.10, godz. 7.45) nie przeczuwając nawet, że w powietrzu czai się niebezpieczeństwo. Prezydencki samolot już leciał ku swemu przeznaczeniu. I znów ktoś ironicznie odezwał się do mnie: „Ty, to masz szczęście, że w tym momencie, żyć Ci przyszło, w kraju nad Wisłą…Ty, to masz szczęście…”. Czy naprawdę On tak chciał? Jestem agnostykiem, więc jeszcze trudniej mam intelektualnie. Nie jestem też twardzielem i trudno jest mi zebrać się w sobie... Link Zgłoś
Gość: artur Re: Ja to mam szczęście... IP: 91.194.84.* 10.04.10, 15:56 zamknięty Tekścik prawie filmowy, czyli w 3d...py, jak moja babcia mówi. Gratulacje! Dziękuję! Link Zgłoś
Gość: przyg.czyt. Jothagie, Ty to masz szczęście, IP: *.secured-server.eu 11.04.10, 18:21 zamknięty żeby trafić na takich kretynów jako przeciwników. Witaj, Książę Myszkin! Witaj, Książę Olsztyn! Witaj, Książę Kecaw! Witaj Fansld - Książę Transylwanii! Macie szczęście, że jeszcze yadol o was nic nie wie... Połknie was na przystawkę, bo te Wasze główki nawet bez ceremonii tsanstsa są niezbyt duże. Link Zgłoś
Gość: jothagie De mortuis nihil nisi bene IP: *.olsztyn.mm.pl 11.04.10, 08:30 zamknięty O zmarłych - tylko dobrze. Ta śmierć nie ma kolorów politycznych nawet jeśli było tam obecne całe spectrum polityczne. Jak jeszcze żyli to cieszyli się naszym poparciem, obojętnością lub lekceważeniem. Gdy odeszli zdobyli nasze 100% poparcia. Jak to możliwe, jeśli nagle nie staliśmy się ani bardziej dobrzy, ani bardziej źli. Nagle, bez zapowiedzi, bez przygotowania stanęliśmy wobec problemu, którego nikt sensownie rozwiązać nie potrafi. Problemu bezsensownej śmierci nie potrafi porządnie rozwiązać ani filozofia, ani religia, tym bardziej polityka. Te narzędzia w jednej chwili stały się nieprzydatne. W takim momencie wszyscy jasno postrzegają, że śmierć jest naga, zimna i jesteśmy wobec niej bezsilni. Nawet jeśli zdajemy sobie sprawę, że nasze życie zdane jest na ten fragment naturalnego cyklu. Agnostyk nie ma problemu pogodzenia się ze śmiercią, ale nie może racjonalnie podejść do czegoś tak bezsensownego. To zaś, że jest to śmierć bezsensowna osadza się na wielu aspektach, o których niech wypowiadają się specjaliści od logistyki. Wszystkie inne tłumaczenia przyjmuję jako literaturę funebralną, która jest elementem kultury naszej osobistej i kultury zbiorowości. O śmierci można milczeć, można mówić, ale nie sposób o niej powiedzieć wszystkiego. Dlatego mówmy o ludziach, których dosięgła – mówmy tylko dobrze. Zasłużyli na swoje miejsce w naszej pamięci, może w naszych uczuciach, może w naszej woli – może ktoś zechce kontynuować ich dzieło, żeby ewentualnie mogli ”powiedzieć” - „non omnis moriar” (nie całkiem umarłem). P.S. Trudno poczuć się naprawdę dobrze wychowanym, jeśli w naszej świadomości tyle słupów milowych przypominających nasze zbiorowe umieranie. Co wiek umieramy jako społeczeństwo, a w niektórych wiekach po wielokroć. Nie mówmy, że z tego wyniknie coś dobrego. Takich śmierci nie udało się przetworzyć w pomnik dobra – niektórym udało się tylko dobrać odpowiednie słowa, a nawet udało się to wykorzystać. Zbudować jakąś ideologię, która służyła tym, co ją zbudowali. Nie łudźmy się – to ideologia cmentarnych hien dla życiowych desperatów. Śmierć to żadna causa efficiens dla oczekiwanego dobra. Oni na pewno woleliby jako żywi walczyć ze złem i z życiem walczyć o dobro. Link Zgłoś
Gość: jothagie Rozwaga na wdechu... IP: *.olsztyn.mm.pl 12.04.10, 07:47 zamknięty Tragedia pod Smoleńskiem wyciszyła scenę polityczną. Podejrzewałem, że to będzie cisza przed burzą, bo jak długo można być układnym na wdechu... Niemożliwe, żeby rozwaga została z nami na dłużej. Nastała cisza, ale napięcie nie ustąpiło. Wystarczy, żeby ktoś objawił, że np. Lech Kaczyński miał rozwiązane sznurowadło w lewym bucie, a pójdzie jak lawina. I takie skubania następują. Dzień po tragedii żołnierz PiSu nie wytrzymał: wiadomosci.onet.pl/2153482,11,girzynski_bog_zabral_go__aby_ci__ktorzy_nie_rozumieli_i_niszczyli_go_przestali_to_czynic,item.html Trzeba odnotować, że i druga strona nie zasypia. Skok na wolne stanowiska jest szykowany. Na to nie mamy wpływu, bo tam rządzi bóstwo polityki – skuteczność. W takiej sytuacji warto przypomnieć pierwsze przykazanie wymuszonego rozejmu: po pierwsze, nie prowokować! Każdy z nich zasługiwał na życie. I tego się trzymajmy. Rozliczanie się na „irasiady” świadczyć będzie tylko o naszym małoobrazkowym formacie. Drugie przykazanie kieruję do dziennikarzy: nie musicie nagle zmieniać poglądów – lepiej, żebyście nie mieli nic do powiedzenia. Przecież pamiętam ich z nazwiska i imienia, co który mówił wcześniej o zmarłych. Teraz nagle doznali olśnienia. Czy ktoś koniecznie musiał zamknąć oczy, aby przejrzeć mógł ktoś...? A może to tylko wierszówka? Kolejne przykazanie kieruje do polityków: Zbyt gorliwie nie rozmawiajcie o stratach, bo państwo musi funkcjonować i następcy się znajdą, ale nie róbcie też wrażenia, że nie wiecie o korzyściach. Oglądałem przekaz polityka, który był pełen słów o tragedii, ale w jego oczach widziałem, że to go urządza. To obrzydliwe mieć takie wnętrze i jeszcze nie umieć go ukryć. Także coś dla mediów: nie ogłupiajcie poszukujących informacji. Komentarz jako zbiorowa histeria nie może być rozpaczą rozsądnych ludzi. Przecież każdy ma rozum i widzi, co się stało i jeśli musi, to swój komentarz sobie złoży. Emocjonalne „poganianie” działa na niesamodzielnych myślowo ludzi na bardzo krótką metę. Nie ma już śladu po pokoleniu JPII i za dni kilka nie będzie śladu po słowach TVN. Przecież to tylko słowa i jeszcze w dodatku w niewiarygodnych ustach. Dla „gdybaczy” mam radę: Nie gdybać! O wielu sprawach nie wiemy. O pewnych nie dowiemy się nigdy, więc po co pisać nowe dzieje pod dyktando Gibraltaru. Powieść nawet kryminalna rządzi się swoimi prawami, ale łatwo jest w niej odróżnić fikcję od autentycznych wydarzeń. Nie zacierajmy tej granicy w życiu. Fikcji już i tak mamy pod dostatkiem. I może coś dla wszystkich: nie przesadzajmy w wielkich słowach. Patos typu „oni złożyli ofiarę życia" nie jest na miejscu, bo dotychczasowa wiedza każe nam sądzić, że oni zginęli przypadkowo, być może po błędzie ludzkim (przecież istnieją wytyczne dla wojskowych i tu je kompletnie zlekceważono). Zachowajmy więc szacunek do umiaru w słowach, bo niedługo znów zażądamy Barabasza. P.S. Żałuję, że za jakiś tydzień spowodujemy głęboki wydech, z ramion otrzepiemy emocje, upudrujemy lico i będziemy robić swoje. Może tak trzeba, ale w takim razie, po co to przedstawienie w nie najlepszym wydaniu? Czyżbyśmy mieli aż tak duże zapotrzebowanie na „chleb i igrzyska”. Jeśli tak, to jesteśmy biednym narodem, a to z tego przede wszystkim powodu, że nasz rozsądek nie panuje nad instynktami. Link Zgłoś
Gość: jothagie Le vin est versé, il faut le boir IP: *.olsztyn.mm.pl 13.04.10, 10:43 zamknięty Wino zostało nalane, trzeba je wypić – tak mógł powiedzieć Napoleon. My możemy się posłużyć tylko spolszczoną wersją tego powiedzenia – c'est voila, żaba na talerzu i trzeba ją jakoś przełknąć. Ta żaba to konsternacja z powodu ogólnonarodowego kaca. Może już lepiej nie mówić, co jest jego przyczyną – robią to środki masowego przekazu per fas et nefas (moim zdaniem). Wokół jednak unosi się zapach „aldehydu octowego” i wszyscy czują, że to nie jest coś normalnego, że to jest coś trującego, ale nie wiedzą, jak wrócić do normalności, bo to, co było, okazało się nienormalne. Wypadki z 10 kwietnia i późniejsze obnażyły wiele ukrywanych dotąd podejrzeń. Trzeba więc przyswoić sobie prawidłowość, że politycy w większości nie postępują ani uczciwie ani nieuczciwie z założenia. Postępują tylko zgodnie ze swoim czy partyjnym interesem. Robią to z pobudek egoistycznych i egoizm jest napędem ich działania. Dlatego zadaniem organizatorów życia społecznego jest tak to wmontować w funkcjonowanie Państwa, aby utrzymać ich na wyważonym poziomie egoizmu i altruizmu. Utrzymywać w takiej sytuacji prawnej i organizacyjnej, by ludzie mogli działać także w interesie innych i by te działania sprawiały im satysfakcję. Żadne „wielkie zasady” nie będą mieć tu zastosowania, co już dziś trzeba myślowo oswoić. Stosowanie ich dopiero w obliczu śmierci jest spóźnionym ukłonem wobec ideałów, o które nikogo z polityków nie podejrzewa się za życia. W tej sytuacji do drzwi naszego państwa puka niezbyt wygórowane marzenie. Marzenie oparte jest na poczuciu elementarnej przyzwoitości, według której należy zharmonizować relację między dobrem jednostki „politycznej” a dobrem powszechnym. Problem zasadza się na niewłaściwej relacji władzy między sobą (rząd - prezydent) i między władzą a społeczeństwem na etapie zarządzania i reformowania państwa. W tym ostatnim rozrywano społeczeństwo na części. Wyprodukowaliśmy demokrację bez obywateli i bez społecznego kapitału zaufania. Dopiero żałoba pokazała podmiotowość społeczeństwa i jego silę. Biada temu, kto spróbuje tym zarządzać, albo to zlekceważyć. Normalność Panowie, to podmiotowość społeczeństwa, a nie ogłupiana maszynka do głosowania. Władza ma natomiast zadbać o to, by chronić społeczeństwo przed jego roszczeniowością, z jednej strony i z drugiej, by słowo „obywatel” nie wywodziło się od słowa „obywać się bez czegoś”. Szczególnie czegoś, czego brak uwłacza godności ludzkiej. Tak jak umieliśmy zadbać o godność żałobników, tak zadbajmy o godność tych , którym trudno ląduje się w każdej dziedzinie. Nie będę wyszukiwał wielkich przykładów, ale warto wspomnieć, że równolegle z tragedią pojawiło się nowe oblicze reformy służby zdrowia. Pominę fakt, że każde działanie w tym zakresie wraca nas do Pani Sawickiej, która ujawniła możliwe interesy w tej dziedzinie. Otóż przykład amerykański pokazuje, że wszelkie symulacje powinny zakładać w pierwszym rzędzie opiekuńczość systemu, a dopiero w drugiej kolejności jego ekonomiczność. Państwo jako takie, a szczególnie partie polityczne nie mogą robić dobrych interesów na ochronie zdrowia, innych niż zdrowie tego społeczeństwa. To społeczeństwo musi być podmiotem dobrych interesów w tej dziedzinie. To jasne, że do dobrych interesów, tak jedni, jak i drudzy, muszą wnieść duży aport. I przyznam się Tobie internauto, że gdym miał coś do powiedzenia, w sensie sprawczym, to odnowiłbym społeczną debatę nad wieloma problemami, które pojawiły się wraz z bezsensownym odejściem ludzi, którzy czemuś służyli. Nie mnie oceniać, czy służyli dobrze, ważne, że pamięć o nich coś komuś może przypominać. Nie pcham ich koniecznie do narodowego panteonu, ale do problemów, które od czasu do czasu warto przemyśleć. Pod tym względem są bardzo wymowni... I może jeszcze jedno. Oni nie umarli na złość komuś, czy przeciwko komuś, dlatego nie wykorzystujmy śmierci walcząc z kimś w ich imieniu... A już to widzę. P.S. Czasem zastanawiają mnie przyczyny różnych wojen. Po latach te powody są wręcz niewiarygodne. Weźmy tak dla przykładu powody wojny trojańskiej. Jeśli odrzucić poetycką nadwrażliwość Homera, to z jednej strony widzę Troję jako biedną osadę, a z drugiej lata przygotowań, 10 lat wojny, i 10 lat wędrówki. Czyżby tylko dla pięknej Heleny? Gdzie jest tu Najjaśniejsza? Link Zgłoś
Gość: jothagie Pożegnanie z tematem... IP: *.olsztyn.mm.pl 14.04.10, 08:22 zamknięty Za młodych lat mieszkałem w Krakowie. Gdy szedłem do Rynku, to w połowie drogi miałem Wawel. Często wieczorami chodziłem „pozdrowić” Smoka i spojrzeć na Wawel od strony Wisły. Zawsze zachowywałem szacunek wobec świadectwa państwowości, religijności i kultury i aby mi obiekt nie spowszedniał chodziłem tam dwa razy w roku i dodatkowo wtedy, gdy działo się coś ważnego. W zasadzie, wtedy było mi wszystko jedno, kogo metropolita „pogrzebie” w kryptach wawelskich. Do wczoraj. Dziś również nic mi do tego, ale część mnie została wyłączona z sympatii do sprawy jako takiej, czyli z sytuacji przewiązanej żałobnym kirem. Po ostatnich decyzjach rodziny prezydenckiej, której metropolita krakowski nie może odmówić (zbyt dużo Kościół zyskał), tym bardziej, że określony gest nic lub prawie nic go nie kosztuje, wyczułem coś, co mnie odrzuca – interes polityczny, bez związku z wartościami tego narodu. Cel ewidentnie polityczny spłaszcza uczucia a myślenie doprowadza do rozważań o wyższości jednych świąt nad drugimi i jednego miejsca pochówku nad innym. Nie zamierzam o tym dyskutować. Nie zamierzam również dyskutować, czy para prezydencka jest godna i zasługuje na Wawel, czy nie. To zupełnie inna sprawa, ale jeśli o tym decyduje J.K. to znaczy tylko tyle, że swoją wolą postponuje miejsce. Mam wrażenie, że tenże człowiek nie odróżnia świątyni narodowej od miejsca produkcji słodyczy. A może to przebiegły sposób na santo subito... przecież ta grupa ludzi musi być po naszej stronie – tak na pewno myśli. Jestem człowiekiem refleksyjnym i wiek wcale nie ujął mi niczego w możliwości przeżywania, dlatego zamierzałem poruszyć wiele tematów przy okazji tej bezsensownej śmierci. Sądziłem, że znajdę ludzi, których wprawdzie idolem nie był tragicznie zmarły prezydent, ale którzy śmierć wszystkich traktują jako poruszające doświadczenie żywych. Przecież żaden pomnik nie jest przeznaczony dla zmarłych, ale dla żywych. Liczyłem na poruszenie przede wszystkim intelektualne, bo tak, za namową J.Giedroycia, łatwiej jest zwalczać szlachetne mrzonki i uczyć myślenia. Kogo? Tych wszystkich, którzy przez polityków zostali rozdarci na popierających i zwalczających, na sięgających po przyzwoite środki walki i tych z zakazanych rewirów. Czekałem na ujawnienie się przynajmniej rozejmu w tej walce polsko - polskiej. Nie przypuszczałem, że ktoś zdecyduje się tak sprawę popsuć, odhumanizować i kolejny raz schować się za szczelny mur wartości, które mogą zwyciężyć tylko dlatego, że skutecznie dzielą. I kto komu teraz złoży meldunek, że zadanie wykonane? Zatem kończę temat zawołaniem z Horacego (Pieśni, 1, 7, 27) - nil desperandum - nie ma powodu do rozpaczy... Z pewnością ktoś zgłosi votum separatum: fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/bp-pieronek-z-dystansem-do-pochowku-na-wawelu,1464334 Link Zgłoś
Gość: jothagie Czy to jest państwo totalitarne? IP: *.olsztyn.mm.pl 15.04.10, 09:35 zamknięty Dla uzmysłowienia, w jakim jesteśmy punkcie podaję przykładowy opis: portalwiedzy.onet.pl/16339,,,,panstwo_totalitarne,haslo.html Państwo, które mnie zmusza do czegoś, czego ja nie popieram. Moim zdaniem wystarczyłyby podatki i prawo z jak najmniejszą ilością unormowań ograniczających moje zachowanie. Przykłady z brzegu: Przez tydzień katuje się mnie żałobą narodową i a wcześniej nadużywało się tego w wielu przypadkach. Mnie wystarczy dzień refleksji, a później nie mogę już tego ani oglądać, ani słuchać. Do pasji doprowadza mnie rodząca się na oczach Polaków świadomość, że można to jakoś wykorzystać - Kościół, partie polityczne, różne organizacje, media... Kiedyś, co do dziś pamiętam skatowano mnie wręcz problematyką antyaborcyjną. Ja rozumiem, że aborcja może być zakazana członkom Kk, ale żeby robić w tym przymus dla wszystkich obywateli. Tym bardziej, że w ościennych państwach nie jest to zakazane i rozwija się turystyka aborcyjna w najlepsze. Jest to również podrożenie zabiegu w gabinetach prywatnych, bo ryzyko kosztuje więcej. Jeśli natomiast tematu dotknie się praktycznie, np. w przypadku Alicji Tysiąc, to rozpoczyna się krucjatę na miarę zagrożenia niepodległości. Nagle na każdym miejscu pojawiają się czarne stwory i grożą ogniem piekielnym. Zastanawiam się, czy to już kwalifikuje się pod groźby karalne. Jestem tym zmęczony mimo że temat zupełnie mnie nie obchodzi. Podobna sytuacja ma miejsce w sprawie in vitro, co jest zupełnie śmieszne i tak śmieszne, że skutkuje brakiem szacunku dla nauk medycznych. Każde rozwiązanie, z tych proponowanych, jest kuriozalne. Dlatego proponuję moje rozwiązanie, by zezwolić łaskawie i refundować tym kobietom, które nie mają punktu „G”. Są one albo przez los pokrzywdzone, albo za partnerów mają idiotów i należy im się... Są dziedziny, że bardzo mi doskwiera „urzędowy” brak rozdziału Kościoła od państwa. Kiedy go wprowadzano liczyłem na inteligencję ludzi Kościoła. Nie podejrzewałem ich o zachowanie kąśliwego psa burka. W miarę poczucia siły zagrabionych pieniędzy nastąpiło jednak zachowanie stadne uwłaczające koabitacji osób wierzących i innych. Nie dość, że lekceważy się tych „innych” ze względu na ilość to totalitarnie zmusza się ich do poddania się dyktatowi. Rozdział Kościoła od państwa polega na tym, że mnie jako człowieka spoza wspólnoty ludzi wierzących obowiązuje prawo stanowione przez państwo, tak zresztą jak wszystkich wierzących. Tzw. Prawo “boże”, kościelne, kanoniczne obowiązuje ludzi wierzących – mnie nie obowiązuje. I nie narzuca, ani wymusza się tego, by prawo państwowe było stanowione przy pomocy prawa kościelnego i pod dyktando duchownych lub ich owieczki. Tyle i przynajmniej tyle. Pojawił się problem pochówku na Wawelu, który przypomina delikatność słonia w składzie porcelany. Przykład, który wskazuje, że zupełnie nie mamy pojęcia o demokracji. W przypadku Piłsudskiego to naród chciał Wawelu, a Kościół nie. Nie mógł jednak odmówić, bo mimo, że Piłsudski miał hierarchię i kard. Hlonda w d..., to jednak był to twórca niepodległości państwa. Kościół niezbyt doceniał ową wartość, bo w zaborach żyło mu się równie dobrze, a naród utrzymywany przez zaborców w ciemnocie i pijaństwie dobrze sprawdzał się w „owczarni”. Teraz było tak proste rozwiązanie do wzięcia. Razem z wyborami mogło się odbyć referendum w sprawie miejsca pochówku. Demokracja była by rozstrzygnięciem ostatecznym i bezdyskusyjnym. Ale zadziałał komunistyczny schemat: „Partia robotnicza wie lepiej, czego chce robotnik, niż sam robotnik”. Gratulacje! Link Zgłoś
Gość: jothagie Gdzie będzie pycha, tam będzie i hańba IP: *.olsztyn.mm.pl 16.04.10, 08:23 zamknięty Tako rzecze Salomon. A ja tak sobie mówię: Że to nikt nie wpadnie na pomysł, że Pan Bóg wreszcie pokarał pyszałków (poza wyjątkami, bo o tych nie wiem, kto i za co ich pokarał) różnej maści politycznej... Przecież zemsta jest rozkoszą bogów. A teraz definicja: Pycha to postawa człowieka, charakteryzująca się nadmierną wiarą we własną wartość i możliwości, a także wyniosłością. Pycha stoi w jawnej sprzeczności z demokracją i nauką. Dobrze komponuje się z jedynie słuszną wiarą, co tak „pięknie” rozwija się na naszych oczach. Dla opamiętania potrzebny jest „wstrząs wtórny”!? Teraz Mickiewicz: „Wznoszę się! Lecę! Tam, na szczyt opoki - Już nad plemieniem człowieczem, Między proroki”. (Mała Improwizacja). Może Monteskiusz: „Pycha jest zwierciadłem, które zawsze schlebia: pomniejsza nasze wady, powiększa nasze cnoty”. I znów Mickiewicz: „Sługo! Sługo pokorny, cichy, wniosłeś pokój w dom pychy. Pokój temu domowi”. I na koniec ja: Oby pozostał pokój w tym domu a pycha na zawsze się wyniosła... inaczej znów zdarzy się mała improwizacja i wielkie bum. P.S. To nie jest prawdą, że Polaków jednoczy żałoba. Polaków jednoczy żal, którego w swej historii mają pod dostatkiem. Ostatnie dwadzieścia lat również wzmocniło ten żal, że niewiele udaje się według wcześniejszych zamierzeń i tylu wyrzeczeń. Albo, że udaje się dla tak niewielu... Jesteśmy w sytuacji, że czekamy na dowolną okazję, żeby sobie popłakać. I tylko to jednoczy nas tak wielu. Nie widzę innych przyczyn, co nie znaczy wcale, że inne przyczyny nie występują. Jest to tak daleko skrywane, że zapytani odważamy się mówić tylko o żałobie. Dlatego nie mówiłbym o szlachectwie narodu, ale o okrucieństwie tych, co są powodem tego żalu. Żałoba? Jaka żałoba? Świadomie wygenerowano i profesjonalnie reżyseruje się smutek dla maluczkich. Osoby, które wcześniej „utuliły” żal oglądają spektakl, jak w „Ojcu chrzestnym” - ceremonia w kościele a w tle rozliczenia. Link Zgłoś
Gość: jothagie Nowy impuls IP: *.olsztyn.mm.pl 17.04.10, 08:13 zamknięty Herbert George Wells powiedział kiedyś: ”Cywilizacja przyszłości będzie wyścigiem między edukacją a katastrofą. Na razie idą łeb w łeb. Ale lada moment o milimetr wysunie się katastrofa. Czy będziemy przygotowani, by wyrównać edukacją?” Czy dobrze wyczuwam, że już na tę chwilę, czymś ważnym trzeba wyprzedzić katastrofę? Śpiący człowieku! Czy, używając słów Norwida, można Cię zbudzić grzecznie? Jeśli nie, to potrząsnę Tobą: Szukaj prawdy albo prawda Cię dopadnie. W krótkiej historii wolnej Polski spór polityczny sprowadzał się do wzajemnego okładania się deskami z trumien Dmowskiego i Piłsudskiego. W naszym charakterze politycznym tertium non datur. Teraz otrzymaliśmy „wzmocnienie” możliwości, z czego z pewnością skorzystamy. Niewielu łapie, w czym problem, ale należy się spodziewać, że w tym szaleństwie będzie tkwić metoda. Prawica uparła się przy kanonach ideału, ale zupełnie nie wie, jak do nich dojść (zrealizować je). Oparła się na pomysłach, tych którzy na nas chcą robić dobry interes nie licząc się z tym, jakie są nasze koszty tego interesu, przy czym zasadniczo światłem w tunelu jest zasada: nie ważne czy Polak biedny, czy bogaty, ważne, by katolik. „Deska” z trumny Dmowskiego służy tu do poklepywania swoich i okładania obcych. Lewicę znamy tylko jedną – rewolucyjną. Zachowuje się jak reformator - nieudacznik w bibliotece. Wywraca półkę z książkami a następnie układa rozrzucone książki, przy czym gubi uprzedni porządek, bo nie zna zasad klasyfikacji bibliotecznej. Następnie ogłasza, że ten nowy porządek jest lepszy niż poprzedni. Nie można wprawdzie niczego znaleźć, ale za to wszyscy są równie bezradni. Nikt nie ma nad nikim przewagi. Niestety, taka lewica przez najbliższych 30-50 lat może robić tylko rewolucje cenowe. Uważam się za sympatyka lewicy a to zbyt mało, żeby stanąć na deskowy, grobowy, a tym bardziej śmiertelny pojedynek. Przy czym zdefiniuję określenie: Sympatyk lewicy to człowiek, który wie o niej wszystko i mimo wszystko wciąż ją lubi (ideę). Wiem rzecz podstawową, że ta lewica jest przejściowa i nieprzydatna dla możliwych lewicowych pragnień społeczeństwa. Poczekam i na pewno nie doczekam się, bo gdy ktoś mnie pyta, „jak się czujesz”, to nieodmiennie cytuję odpowiedź z filmu Bergmana: „Dziękuję za dzień i proszę o więcej”. Dlatego z „nowego” impulsu też nie skorzystam. Nie skorzystam również dlatego, bo wprawdzie jestem zepsuty, ale nie aż tak... Bezinteresownie wieszczę, że „nowy” impuls uskrzydli nasze opcje polityczne, ale dalej pozostaną nielotami z gatunku rozgrzebywaczy przeszłości. Wieszczę, bo nie mam wątpliwości, że “ziemia nasza nie jest dla aniołów”. (H. G. Wells) P.S. Mój wzrok skierowany jest raczej na sprawy zewnętrzne, bo wewnątrz bieg wydarzeń da się przewidzieć. Zwracam uwagę na to, o czym pisał Puszkin. Zastanawiał się czy w owym czasie słowiańszczyzną zawładnie duch polski czy duch stepowego najeźdźcy. Z duchem polskim to dziś jest raczej problem i nie polecam jako wzoru, ale Zachód dla Rosji staje się kuszący, choćby za cenę pozbycia się przyzwyczajeń stepowego najeźdźcy. To bez wątpienia jest kierunek wart obserwacji z geopolitycznego punktu widzenia. Polska ma szansę miękko wpasować się w ten nurt, bez udawania swojej misyjnej roli. Powściągnąć musi się Kościół ze swoim prozelityzmem a i prawica z pogrobowcami Dmowskiego. Tragiczny wypadek w Smoleńsku może ułatwić proces, ale nie zaleca się, by ofiary wyciągać jak asy z rękawa. Taka gra może być zbyt cyniczna, nawet dla Rosjan. Link Zgłoś
Gość: jothagie I co ja na to? IP: *.olsztyn.mm.pl 18.04.10, 08:37 zamknięty Stałem wczoraj w dużej kolejce do kasy. Za mną czekała młoda pani z synkiem gdzieś około sześcioletnim. Wyczyniał on różne dziwne rzeczy w furii, ze mama mu czegoś nie kupiła. A więc krzyczał, płakał, wył, kopał, gryzł, pluł. Mama była spokojna, prosiła, tłumaczyła, że dziś nie ma pieniążków. Wstydziła się nade wszystko, bo sporo osób przyglądało się scenie z politowaniem. Gdy ten młody źróbek kopnął również mnie i to boleśnie, to nie wytrzymałem i spojrzałem na niego ostro (tak sądzę!). Mama przeprosiła mnie i przy okazji wyrwał się z niej żal: „Nigdy więcej dzieci”! Zamarłem, ale powiedziałem: „Niech Pani jeszcze doda, nigdy więcej PiSu”. Pani uśmiała się serdecznie, straciła rumieńce wstydu, a dzieciak jakby zrozumiał i zamilkł... Nie będę płodził, rodził, ani wybierał, więc jest mi to obojętne, ale czy nie jest to temat do przemyślenia? Kwintylian mawiał, że satyra jest własnością Rzymian (Satira tota nostra est). Nie jestem tego pewien w zetknięciu z naszą rzeczywistością polityczną. Rzecz w tym, że w życiu politycznym wypada odróżniać satyrę od groteski. Satyra to patos – specyficzne przemawianie w imię pewnych racji, jednoznacznych i powszechnie aprobowanych. Satyra poucza w imię wartości. W polityce satyra miejsce wtedy, gdy, przykładowo, każdy ma swoją taką rację, swoje wartości i nikt nie ustępuje ani na włos... Groteska natomiast to swobodna gra elementami wyobrażeń, poglądów, ideologii, to uchylanie praw rządzących światem oficjalnym. Groteska kwestionuje obowiązujące wartości. Satyra, to oczywiście L.K. Na Wawelu, a groteska to J.K. kandydatem na prezydenta. W ten sposób ziści się literacka konwencja starożytności: bohater schodzi do podziemia (Wawel) i tam poznaje przyszłość narodu. Oczywiście i satyra i groteska robią to w specyficzny sposób, zarówno w formie jak i treści, co widać. W kraju żałoba a w mediach wychodzi i satyra i groteska. Mnie prowokuje raczej satyra, choć groteska trafia najszybciej, ale trafia płycej. No cóż, jeśli ktoś ma potrzebę poszukiwania tą drogą (satyry i groteski) trafnej diagnozy, to niech raczej ogląda doktora House'a. Prezydent L.K. jako zmarły otrzymał wszystko – żałobę, powagę, dobre słowo, itd. To mu się należało w myśl łacińskiego powiedzenia „de mortuis..” a ponadto obowiązujący "obrządek" takiego modus loquendi wymagał. Nadto, na taką okoliczność tylko to mieliśmy w naszym zasobie politycznym. Okazało się jednak, że zwolennicy zmarłego wzięli to za rzeczywistość i z tego punktu widzenia zaczęli atakować. Zapanowała konsternacja. Przeciwnicy, którzy zawiesili na ten temat spory zostali sprowokowani, ale żaden to dla nich problem przypomnieć, że L.K. był największym nieudacznikiem III, a może i IV RP. I po co to było? Kto zawinił? W dodatku ten sam kod genetyczny, J.K. zamierza stanąć na czele straży narodowej histerii. P.S. Powiedzmy to może jasno i wyraźnie, że słoń ma tyle wspólnego ze sprawa polską, co koń z koniakiem, a interes polityka z interesem państwa. Link Zgłoś
Gość: jothagie Wawelski poker – sprawdzam... IP: *.olsztyn.mm.pl 19.04.10, 07:59 zamknięty Dochodzę do wniosku, że mimo królewskiego pogrzebu L.K. to dalej postać tragiczna. I to w wielu wymiarach. Po pierwsze, starał się być ucieleśnieniem mitu II RP, przy czym mit ten był okrojony o fakty sztandarowe dla tego okresu: Bezrobocie, analfabetyzm, nędza – całe dzielnice nędzy, krwawe tłumienie protestów robotników i chłopów, więźniowie polityczni, prawdziwie polski obóz koncentracyjny w Berezie, morderstwa dokonywane przez "nieznanych (mundurowych) sprawców", torturowanie opozycjonistów, procesy polityczne, prowokacje wobec opozycji, krwawy pucz i dyktatura, fałszerstwa wyborcze, pogromy antyżydowskie, prawna dyskryminacja mniejszości, burzenie cerkwi, klerykalizacja życia publicznego, współudział w rozbiorze Czechosłowacji (fakt, że za to L.K. przeprosił). Czy to nie tworzy tragiczności postaci świadomego sukcesora? Czy wobec powoływania się na wartości II RP można być aż tak nieświadomym kłamcą ideowym? W L.K. mamy negatywny wzór i nie ulegajmy komedii utraconego raju II RP niebosko kontrastowanego z piekłem PRLu. Po drugie, świadomie lub nie, sam jest twórcą wielkiego mitu, który nie ma najlepszej wymowy dla historii Polski: Śmierć jego i pasażerów samolotu nie wyraża niczego poza jej nonsensem. To nie jest śmierć za Ojczyznę. Nie można nią też wieńczyć Katynia. Ta śmierć prawdopodobnie nic nie zmieni politycznie, bo bez fałszowania nie może mieć waloru aksjologicznego. Dla prawicy może być integrującym symbolem, ale krótkotrwałym, bo mit nie zostanie tam przekuty w kulturę polityczną. Prawica miała i ma ostry niedobór praktycznej kultury politycznej. Dla prawicy ważniejszy jest wróg niż mit. Prawica nie zrozumie tego, że L.K. z osoby wyśmiewanej i atakowanej na naszych oczach nie może nagle zostać bohaterem, a co najwyżej postacią tragiczną. Nawet jeśli na siłę zostanie umieszczony w panteonie. Historia może obejść się z nim inaczej, ale przypuszczam, że przyszli badacze będą bardziej pragmatyczni niż sentymentalni. W tej osobie jest coś jednak zastanawiającego – L.K. wtapia się w ogólnonarodową legendę klęski. Niestety, u nas z wszystkich wielkich narodowych mitów wyziera klęska, ale powtórzenie klęski przez niego nie staje się farsą, ale staje się mitem, co zawdzięcza nie sobie, ale mediom pozbawionym równowagi w ocenie. I przed i po. Co więcej, z polityka nieuchronnie zmierzającego do klęski wyborczej przechodzi do narodowego panteonu. I tam go pozostawmy, ale pamiętajmy, że czeka nas ogromna próba – wybory. Politycy nie znają sentymentów w realizacji własnych celów. Misternie budują złudzenia a potem brutalnie nas z nich odzierają. A dopóki celów nie zrealizują gotowi są okładać się deskami z dowolnych trumien. Tym razem popróbują walki na relikwie. P.S. Osobiście uważam, że L.K. od momentu sławetnego „meldunku” stał się postacią tragiczną przez to, że on, przy nim i w jego imieniu można mówić bzdury. Najświeższym przykładem jest wypowiedź abpa Muszyńskiego, który z datą prezydentury L.K. wiąże początki wolnej Polski. Oby laudacje żałobne nie zmieniły vox dei na vox populi..., czego początków dopatruję się w decyzji pochówku na Wawelu. Lud może to kupić, ale taki ciemny to on już nie jest. Na szczęście każdy może dla siebie ogłosić koniec ulubionej rozpaczy. Link Zgłoś
Gość: jothagie Dlaczego nie będę głosował? IP: *.olsztyn.mm.pl 20.04.10, 07:26 zamknięty Podjąłem już decyzję – nie będę głosował. Powody wynikają z mego doświadczenia politycznego. Jest ich wiele, choć dwa wystarczą. Pierwszy, lokalny, to stwierdzenie, że niezależnie od tego, na jaką partię będziesz głosował, to i tak wyjdzie z tego jakaś mniejszość narodowa. Nie buntuję się, ale mnie do tego proszę nie mieszać... Drugi, ogólnokrajowy, to stwierdzenie, że niezależnie od tego, na jaką partię będziesz głosował, to i tak w sprawach naprawdę ważnych rządził będzie Kościół. Widzieliśmy to przecież... To po co mi zawracacie d... tą kampanią wyborczą i wyborami? I może jeszcze coś z zakresu idei. Gwałtowne „popędzenie” społeczeństwa w stronę kapitalizmu stworzyło biedne, wywłaszczone społeczeństwo. To dziwne, że wszyscy poczuli się odpowiedzialni za jego świadomość – czyhają na nią wielkie korporacje, media i organizacje. Szczególnie wymowne jest przekuwanie woli bożej na chcenie ludzi... Wszyscy natomiast umywają ręce w sprawie jego bytu. Nie ma winnych, a w demokracji to raczej każdy sam sobie jest winien. Nie chcę być po stronie tych winnych... I coś z aktualiów. Na kracie wiodącej do kaplicy Wazów na Wawelu umieszczony jest napis „Mors omnia aequat” - śmierć wszystko równa. I to jest niepisane prawo Wawelu. Sądzę jednak, że historia dopisze nowe hasło przy wejściu do krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów: „Mors fratri mei consummata est” - wykorzystałem śmierć brata mego. Jest to możliwe, pod “patrnonatem” Kościoła, który pomoże narodowi w zrozumieniu tej absurdalnej śmierci. Pomoże, bo ma w tym swój interes. Przypomnę tu inną sentencję łacińską, pochodzącą od Tertuliana (lub przypisywaną mu), późniejszego Ojca Kościoła “Credo quia absurdum” - wierzę, bo jest to absurdalne, gdy rozważał niezrozumiałą dla pogan śmierć Jezusa. Tu absurdem godnym wierzenia będzie siła sprawcza pamięci zmarłego w urządzaniu państwa według boskiego planu... W naszej chrześcijańsko – grecko – rzymskiej tradycji tanatos – śmierć jest kategorią świadomości stanu wiernych, czyli cel, który kieruje działaniem wiernych w sensie ostatecznym. Natomiast z punktu widzenia Kościoła jako organizacji liczy się agonia (agon – zmaganie się, zawody), czyli zmaganie się ze śmiercią. W tym czasie człowiek jest najbardziej przydatny dla Kościoła. Mam wrażenie, że agonia katyńska, bez rozróżniania która, będzie teraz przydatna w kolejnym etapie zawłaszczania Polski przez kler. I tyle, bo to streszcza wszystko. P.S. Jedna uwaga. Nie stosujmy naszej cierpiętniczej miary do Rosjan. Cierpienie, śmierć nie robią na Rosjanach (ludziach Wschodu) większego wrażenia. Tu właściwe staje się zawołanie: „Nie idźcie tą drogą...” Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Dlaczego nie będę głosował? IP: *.olsztyn.mm.pl 20.04.10, 07:29 zamknięty "Gwałtowne „popędzenie” społeczeństwa w stronę kapitalizmu stworzyło biedne, wywłaszczone społeczeństwo" :D :D :D Link Zgłoś
Gość: jhg z Olsztyna Pochwała fansl(e)d(a) IP: *.olsztyn.mm.pl 20.04.10, 10:20 zamknięty Sam widzisz, jak sprawdza się teza o wyższości naszego wychowania w jedynie słusznej religii nad jakimkolwiek innym wychowaniem. Do prawdy mamy blisko, bo jest w nas. Nawet nie musimy jej poszukiwać. Nasza wiedza też jest istotniejsza od wiedzy innych. Stąd możemy ich olać jeśli o czymś mówią inaczej. Jeśli my coś głosimy, to musi to być prawdziwe. Z tych powodów musimy przyjąć Twoją wizję potępienia lewactwa i to, że wszystkiemu winne jest lewactwo, które wyłazi z wszystkich możliwych dziur. Nie ma to znaczenia, że świat dzieli lewicę na goszystów (lewactwo), lewicę i centrolewicą. Nie ma też znaczenia, że są lewacy, lewicowcy, centrolewicowcy i sympatycy lewicy. Toż to bzdura! Wszystko to lewactwo! A oni na tzw. świecie, cóż mogą na ten temat wiedzieć, Niech przyjadą po nauki do nas. My ich zaindoktrynujemy, nauczymy mądrości - inaczej, nauczymy właściwej nienawiści i wyjadą o wiele szczęśliwsi. Problem tylko, godny tęgiej głowy, polega na tym, czy Ty jesteś szczęśliwszy pisząc te głupoty? Bo jeśli tak, to nie ma problemu. Słowem się już nie odezwę. Twoje szczęście będzie także moim. To tylko w sprawie Twojej mądrości zgłaszam votum separatum. P.S. Mam nadzieję, że w swojej nieprzebranej mądrości, andaluzję do Erazma z Rotterdamu kumasz... Link Zgłoś
Gość: fansld z Olsztyna Re: Pochwała fansl(e)d(a) IP: *.olsztyn.mm.pl 20.04.10, 12:16 zamknięty Bardzo watpie zebys cokolwiek rozumial z tego co pisze. Nie mam najmniejszego zamiaru tlumaczyc Ci kogo uwazam za lewaka a kogo nie. Nie bede nawet wnikac w tak kuriozalnie "logiczny wywod" jak zwrot: "swiat dzieli" Mozesz sobie interpretowac moje posty na swoj zalosnie prymitywny sposob, ubierac swoje wywody w filozoficzno-barokowy belkot a ja dalej bede z usmiechem na ustach cytowal i nabijal sie z bzdur ktore wypisujesz. I ja rowniez moge zadac Ci pytanie: "Problem tylko, godny tęgiej głowy, polega na tym, czy Ty jesteś szczęśliwszy pisząc te głupoty?" :P Link Zgłoś
Gość: przyg.czyt. Fansld, żałosny jesteś! IP: *.secured-server.eu 20.04.10, 17:47 zamknięty Co Cie tak skrzywiło? W tej nienawiści, którą widać po słowie, to Ty możesz być nieszczęśliwy. Nie zatruwaj innych tym jadem. Twoje mrzonki, ani w postaci krytyki, ani w postaci uwielbienia nieprawości kapitalizmu (jeśli nawet dopiero będzie) nie zrealizują się. Daj sobie na luz, a lepiej wrzuć wsteczny... Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Fansld, żałosny jesteś! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.10, 20:46 zamknięty Nieprawosc w kapitalizmie jest niczym w porownaniu z nieprawoscia socjalizmu :P Poczytaj sobie posty jhg a znajdziesz tam nie mniej nienawisci niz w moich :D Poza tym nikt Ci nie kaze czytac moich wypocin. Uwazasz ze pisze glupoty to unikaj moich postow. Proste? Link Zgłoś
privus Re: Fansld, żałosny jesteś! 26.04.10, 16:59 zamknięty Dla człowieka z epoki ociemniałego romantyzmu wszystko jest proste ;( Link Zgłoś
Gość: jothagie Za co dziś nie lubię poprzedniego systemu IP: *.olsztyn.mm.pl 21.04.10, 08:09 zamknięty Świadomie podkreślam słowo „dziś”, żeby odróżnić od tego, co mnie uwierało kiedyś, gdy w systemie tym żyłem. O tych uwierających kiedyś nie zamierzam mówić, bo nie mówiłem wtedy, to co tu dziś bohatera zgrywać. Jako człowiek dobrze wychowany (mam nadzieję, że nie przesadzam) brzydzę się kłamstwem. W tamtym systemie z powodu braku informacji łatwo było nakłamać, jeśli nie do końca było wiadomo, komu wierzyć. Przeciętny człowiek zdany jest na odtwórczość, bo nie uprawia nauki i dostępu do źródeł nie ma. Podaję przykład, który mi doskwiera: Katyń. Dwa razy wypowiedziałem się publicznie – podpadłem jednym i drugim a z dzisiejszego punktu widzenia, skłamałem. Wersja „Katynia” była jedna, jeśli ktoś nie mylił Katynia z Chatyniem. Z czasem na falach „wrogiej” radiostacji usłyszałem inną wersję. Przyznam, że wówczas miałem zbyt mało wiary, żeby w to uwierzyć. Nikt mnie w niej nie utrwalał, ale podejrzane wydało mi się milczenie, tych co mogli coś wiedzieć. „Przełomem” stała się znajomość z pewnym historykiem, który wżenił się w rodzinę moskiewskiego notabla i miał dostęp do wielu dokumentów. Chwaliła go zresztą Wolna Europa. Jego wersja za Katyń obciążała Rosjan i Niemców. W skrócie – był bunt w obozach jenieckich i NKWD rozstrzelało „dla przykładu” co któregoś jeńca. Reszty mieli dokonać Niemcy. Na potwierdzenie podał kilka nazwisk oficerów, którzy powinni być w niemieckich obozach jenieckich, a wg listy, zginęli w Katyniu. Czyjej listy? - mogłem wówczas zapytać. Do dziś nie wiem, jak to jest możliwe... Sami Rosjanie trochę mnie uspokoili, że oni mają dokumenty na dowolną okoliczność... Faktem jest również, że najnowszą wersję przyjąłem na wiarę. Przyjąłem, bo do niej przyznali się Rosjanie, a wersja stawia ich w złym świetle. I tu dosięgam mego zawstydzenia, taką wersję (o podwójnych sprawcach) upowszechniłem dwukrotnie publicznie, powołując się na owego historyka, choć nie musiałem tego czynić, tzn. wypowiadać się na ten temat. I to mnie gnębi we wspomnieniach. Dokładnie nie wiem, co wiedzieli o Katyniu moi znajomi Rosjanie, bo posługiwali się trzema postawami. Po pierwsze milczeli. Po drugie, ripostowali, „o czym ty mówisz, jeśli Stalin miliony naszych wymordował”. Po trzecie, dosyć zgrabnie odwracali na problem wymordowania przez Polaków jeńców z wojny rusko-polsko-ruskiej. W tym wypadku również stawałem przed problemem niewiedzy, bo skąd miałem pozyskiwać wiedzę. Do dziś mam niedosyt mimo, że literatura historyczna nie jest mi obca. Dziś przezornie nie zabieram głosu na ten temat, żeby nie wstydzić się za parę lat. Jestem synem uczestnika kampanii Wschodniej Piłsudskiego i nigdy nie mogłem się doprosić wiedzy na ten temat. Wiem, że „była okrutna i nie warta wspominania”. „Mnie nie żal tamtej Polski, bo mroczna była w całości”. A był to twardy facet, po doświadczeniach I wojny światowej. Ale jeśli tak mówił oficer, to dlaczego o tym nie mówiło się i dalej nie mówi się na lekcjach historii? Dlaczego zamiast od historyków oczekujemy wiedzy od niedouczonych polityków? Specjalnie nie poszukiwałem prawdy, ale wierzcie mi, że na ten temat przeczytałem dopiero: www.newsweek.pl/artykuly/wydanie/1115/pieklo-za-drutami,46432,1 Nie wierzę, że to cała wiedza na ten temat. Za niedosyt w tym temacie mogę jednak nie lubić już tylko tego systemu. Ku zasmuceniu mogę powiedzieć jeszcze jedno. Widziałem "GITMO - nowe prawa wojny" - wstrząsający dokument o więzieniu w Guantánamo. Mimo różnicy prawie jednego stulecia ludzkość nie posunęła się daleko w człowieczeństwie. Hasło „Abu Ghraib” też zapewne nie nie dotyczy Renesansu... Przepraszam, im jestem starszy, tym częściej sięgam do przeszłości. To nie jest jednak dobry kierunek. Ludziom młodym radzę interesować się tym, co jutro, a szczególnie pojutrze. Dlatego, jeśli coś można zamknąć z przeszłości, to nie ciągnijmy tego w nieskończoność. Jeśli możemy i mamy za co przepraszać, to przeprośmy i zamknijmy temat. Wszystkim będzie łatwiej. P.S. Zastanawiam się, gdyby Rosjanie nakręcili film pt. „Strzałkowo” o tamtych czasach to puścilibyśmy go w TVP1 w czasie najwyższej oglądalności? Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Za co dziś nie lubię poprzedniego systemu IP: *.olsztyn.mm.pl 21.04.10, 09:01 zamknięty Ciekawe porownanie - zaplanowany z premedytacja mord na polskiej inteligencji w Katyniu kontra smierc jencow rosyjskich glownie z powodu biedy panujacej w Polsce. Link Zgłoś
Gość: jothagie Watykan chroni własnych członków... IP: *.olsztyn.mm.pl 22.04.10, 08:39 zamknięty … już po wszystkim, a więc wróćmy do naszych baranów... wiadomosci.onet.pl/2150760,12,molestowanie_w_kosciele_to_drobne_plotki,item.html, a „wiara rzymsko - katolicka nie będzie ulegać wpływowi drobnych plotek na temat molestowania dzieci przez księży” – tak powiedział kardynał Angelo Sodano (ten który nie doleciał). W takich sytuacjach zwykle mawia się: Roma locuta, causa finita. Czyli, po temacie. A może drobna podpowiedź: Eminencjo, „miecz i żelazny pręt to najlepszy kaznodzieja”... Słucham, oglądam, czytam wystąpienia tych „za” Kościołem i tych „przeciw” Kościołowi, chodzi oczywiście o obyczaje seksualne związane z Kk. Miałbym parę uwag, gdyby to miało jakiekolwiek znaczenie dla uporządkowania spraw. Na wszelki wypadek mam wątpliwości Hioba: „Któż zdoła utrwalić me słowa, kto potrafi je w księdze umieścić?” Któż zdoła „ żelaznym rylcem, diamentem, na skale je wyryć na wieki?” (por. Hi 19, 23-24). Nikt, a więc staram się, by rzecz nie dotyczyła mnie w najmniejszym stopniu, ale nawet jeśli nie żyje się mitem, to żyje się kulturą, a ta po części związana jest z Kościołem (nie koniecznie z religią, jak afera wskazuje). Ze zdziwieniem zauważam, że w dyskusji umiaru brak, po obu zresztą stronach. Każdy chce coś ugrać przy okazji, a tu wszystko jest tylko do przegrania. Przegrywam i ja zabierając głos, bo przecież nie pretenduję do „Głosu wołającego na puszczy; gotujcie drogę Pańską, proste czyńcie ścieżki jego" (św. Łukasz 3,3 – 4). Od siebie mogę jednak powiedzieć: Przynajmniej Wy szanujcie godność ludzką. 1.Problemu nie można sprowadzać do pedofilii, jak to czynią obrońcy Kościoła, ani też do celibatu, jak to czynią przeciwnicy. W efekcie oba problemy są niedowartościowane, wręcz zlekceważone. Kościół lekceważy celibat jako problem, a „niewierni” pedofilię jako zboczenie nie zawężające się li tylko do katolickiego kleru. Odpuszczamy pedofilię „świeckich”, która jest równie odrażająca. Celibat to ludzkie prawo, ale łamanie jego zasad nie nastraja do poszanowania zasad i łamiących je. To działanie, które tak wyprowadza religię z Kościoła jak paszporty na Zachód wyprowadzały socjalizm ze Wschodu. 2.Watykan ogranicza się do bronienia duchownych przed krzywdą, podczas gdy zasadnicza krzywda leży po stronie wykorzystanych seksualnie. Musi być jasne postawienie sprawy. Winnych do stanu laickiego i pod świeckie trybunały. Ponieść dotkliwe odszkodowania na rzecz poszkodowanych, a w przyszłości odszkodowania przerzucić na sprawców. Kary muszą być odstraszające. Żadnego zamiatania pod dywan... 3.Kościół odcina się od wszystkiego, co nie jest mu wygodne. Potrafi natomiast asymilować z panującymi, rządzącymi systemami i ludźmi bogatymi. Z tej pozycji nie widać ofiar wykorzystanych seksualnie. Z tej pozycji widać tylko krzywdę wyrządzoną Kościołowi przez osoby domagające się zadośćuczynienia. Organizacja ta musi wrócić do Kościoła biednych. Inaczej grozi mu ślepota wewnętrzna a wokół pustka z powodu ludzkiej solidarności z poszkodowanymi. Do tej pory Kk walczył z tą solidarnością poprzez nietolerancję wzbudzaną wokół pokrzywdzonych. 4.wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title,Przeslanie-Benedykta-XVI-ludzkosc-potrzebuje-moralnego-nawrocenia,wid,12139977,wiadomosc.html?ticaid=19edf I znów nie możemy ustalić, kto ma się nawracać. I czy to przypadkiem nie jest nawracanie kijem Tybru? Moralne nawrócenie już raz się odbyło we Francji i polegało na całkowitym oddzieleniu Kościoła od państwa. Pokrzywdzony musi mieć pewność, że prokurator i sąd nie stoją po stronie Kościoła. Czy ktoś pamięta aferę łapówkową pewnej pani profesor, obecnie żony znanego byłego księdza? Wszyscy zacierali ślady ze względu na księdza. To było żałosne. W takiej atmosferze rzadko kto odważy się przedstawić swoją krzywdę. A później urasta to do katastrofy. A można temu zapobiec stanowczo rozdzielając państwo od kościoła i odwrotnie oraz stwarzając pokrzywdzonym pewność, że zostaną potraktowani poważnie. 4.Może odrobina wyobraźni! Cela księdza pedofila (modli się leżąc krzyżem): Niech imię moje będzie pełne pokory./Panie! Czy przyjścia jej nie raczysz przyśpieszyć?/Lud pocieszyć? (Niestety, tyle w tym realu, co i Mickiewicza...). A może by tak naprawdę? Panowie! Koniec lekceważenia ludu i przenoszenia popaprańca z parafii do parafii. Lud wiele wycierpi, ale gdy mu nerwy puszczą, to traktować to jako rozwiązanie trybuna. Do celi (więziennej, albo klasztornej) i orat pro Ecclesia, choć po co komu jego modlitwa? Rozwiązanie problemu już dawno zostało zaproponowane: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze” (wg św. Marka 9,42). Na co sądy czekają? Dlaczego wyroki bywają w zawieszeniu? Zastanawiam się: KRS został wystawiony na małe kółko rybackie a tu taki phishing, łącznie z narybkiem. Wyraźnie powiodło się...ale dziecięce buciki w sieci wyraźnie psują samopoczucie. wiadomosci.wp.pl/kat,1347,title,Incydent-podczas-mszy-zawiesili-buciki-na-oltarzu,wid,12140440,wiadomosc.html P.S. Niedługo Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu z powodu braku dóbr będzie przydzielać po maluchu... czyli jak rząd wyczuwa atmosferę współpracy z Kościołem. O tym też warto by napisać, bo zboczenie podobne. A wiecie, że w tym wszystkim brak tylko jednego stwierdzenia, najlepiej ex cathedra: „Bóg tak chciał”! Zapewne Bóg tak chciał, że w pewnej pobożnej parafii Podkarpacia ksiądz odgryza prostytutce sutek. Używając słów z Biblii można by odetchnąć: Znalazł się jeden normalny w Izraelu. A swoją drogą, jak tu być normalnym kiedy zepsute dzieci kuszą kochanych naszych księży? fakty.interia.pl/swiat/news/kosciol-po-aferach-pedofilskich-wierni-odchodza,1468215 Link Zgłoś
Gość: turo Re: Watykan chroni własnych członków... IP: 62.149.141.* 22.04.10, 09:16 zamknięty Szatan nie staruszek. A propos baranów – jednego masz stale na karku, pewnie niebawem coś objawi... Link Zgłoś
Gość: jothagie Re: Watykan chroni własnych członków... IP: *.olsztyn.mm.pl 22.04.10, 09:30 zamknięty Bingo. Rogi służą mi do kontaktu z ruterem, poprzez ogon zasilam komputer a kopytami walę w klawiaturę... Co do baranów, to ja jestem człowiekiem z gór i żaden baran mi nie straszny. Owszem, owieczki jeszcze trochę... Link Zgłoś
Gość: kasia Szatan działa w watykanie turoniu już od dawna :) IP: *.146.199.134.nat.umts.dynamic.eranet.pl 22.04.10, 16:13 zamknięty boskiateista.pl/2010/03/10/szef-watykanskich-egzorcystow-szatan-dziala-w-watykanie/ wiadomosci.onet.pl/1605547,240,1,1,diabel_knuje_w_watykanie,kioskart.html gwiazdy.com.pl/component/content/article/4070-czarna-magia-w-watykanie www.fakt.pl/Egzorcysta-papieza-Szatan-mieszka-w-Watykanie,artykuly,66403,1.html www.kurierlubelski.pl/rozmaitosci/231468,ksiadz-egzorcysta-szatan-wciaz-jest-w-watykanie,id,t.html Zechciej turoniu wytłumaczyć to dziwne zjawisko: - jakim sposobem Szatan mógł wedrzeć się do Watykanu? - dlaczego Kościół Katolicki jest zupełnie bezbronny wobec ataków zła i jego zwolenników? Link Zgłoś
Gość: fansld Re: Szatan działa w watykanie turoniu już od dawn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.10, 16:26 zamknięty Od kiedy to lewackie szmaty wierza w szatana? Trzeba sie lapac kazdej okazji zeby przywalic czarnej mafii. Kilka procent ksiezy to pedofile = wniosek = Kosciol to oszusci. Wiadomo potrzebne sa takie "wnioski" lewakom jak rybie woda. :D Co prawda Kosciol nie jest przymusowy, nie ma obowiazku go nawet szanowac mozna o nim pisac ile sie chce i jak sie chce. Ale niech tylko taki JHG czy privus czy inny lewacki palant zaczna wypisywac swoje dyrdymalki np. o islamie. Niech zaczna islam krytykowac rownie namietnie jak robia to z czarna mafia. Islamisci sie nie cackaja wala prosto z mostu. Kosciol katolicki sie wali, islam np. we Francji kwitnie. Niedlugo pora na Polske. Poczekajmy, niech wowczas jhg napisze cos o tamtej religii. Zobaczymy jaki z niego bedzie "bohater". Link Zgłoś
Gość: mir28 Re: Szatan działa w watykanie turoniu już od dawn IP: *.albrecht-edv.eu 22.04.10, 19:28 zamknięty Od kiedy to eSBecki pomiocie opanowałeś tak wytworny język? Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Szatan działa w watykanie turoniu już od dawn IP: *.147.197.219.nat.umts.dynamic.eranet.pl 22.04.10, 22:39 zamknięty Poziom twoich postów mówi za ciebie. Prymitywne malkontenctwo, które prezentujesz na tym forum zasługuje na pełny ignor z przyczyn nie nadających się nawet do jakichkolwiek dywagacji. Link Zgłoś
Gość: jothagie Odezwa (prośba) do ekspertów, IP: *.olsztyn.mm.pl 23.04.10, 09:35 zamknięty samozwańczych ekspertów i plotkarzy. Apel do tych, co odróżniają raporty z wypadków lotniczych od opowieści typu Star Trek. Eksperci milczą, co powinno hamować wygłupiaste wypowiedzi. Tak nie jest. Nie znaczy, że nie można zadawać pytań. Nie znaczy, że nie wolno formułować hipotez, ale powinniśmy je wyraźnie oddzielać od tez stawianych po zgromadzeniu niezbitych dowodów. Buntuje się przeciwko temu, że politycy usiłują przejąc naszą świadomość w sprawie. Przejęcie przez nich naszej świadomości powoduje zwolnienie z konieczności własnego myślenia o sprawach ważnych. Ja jako obywatel nie zezwalam na potraktowanie mnie jako drobiazgu do wstawienia w polityczny rozkład zajęć. Ten właśnie kalendarz każe mi być agnostykiem - rozumiem ból, ale nie zawsze wierzę łzom. Nie mogę też odnieść wrażenia, że fakty w zderzeniu z ideologią stoją na przegranej pozycji. Osobiście mieszczę się między dwoma stanowiskami. Po pierwsze, podobnie jak Suworow „modlę się”, by to była "tylko" katastrofa. Po drugie, oczy przecieram ze zdziwienia patrząc na dziennikarzy, którzy czekają na wersje swoich pracodawców. Groza przemieszana z niesmakiem. Mam tego dosyć i czekam na ekspertów. Szczerze? Już mam dosyć czytania wymysłów o przyczynach katastrofy. Jeśli do miesiąca czasu nie pojawi się jakiś, choćby cząstkowy raport, to ja uruchomię swoją wyobraźnię. A gdzieś tam głęboko w niej tkwi domniemanie, że ruska obsługa lotniska popiła w nocy i nad ranem zwinęli pas startowy, żeby „polaczkom” zrobić siurpryz. Błagam, przestańcie jątrzyć. Kościelny Pocieszalski też jest zbędny. W TVP takich, co to „moja racja jest najmojsza” jest na pęczki... I jeszcze jedno: Umarli nie potrafią się skutecznie bronić. P.S. Dotąd wiedza podsuwała mi domysł, że partie polityczne są zorganizowane wokół jakichś wartości (w sensie aksjologicznym). W trakcie bardzo krótkiego czasu, a mianowicie po działaniu w kryzysie, dochodzę do wniosku, że te wartości materializują się, w stronę władzy, „dobra” partii, skuteczności ideologii, itp. Aż strach pomyśleć, że to idzie w kierunku... wartości lodówki i telewizora. Wnioskuję z tego, że z partii politycznych została tylko grupa utrzymująca władzę, lub do władzy podążająca, bardziej lub mniej na oślep. A to dla partii politycznych oznacza koniec. Link Zgłoś
Gość: jothagie A co robi moje przyjazne państwo? IP: *.olsztyn.mm.pl 24.04.10, 08:30 zamknięty Zdaje sobie sprawę, że nasza praktyka polityczna ogranicza się do obietnic i nierealizowania tych obietnic. To bardzo żenujące, ale dopiero wtedy, gdy człowiek przypomni sobie okoliczności obietnic i powód dla którego teraz akurat sprawdza się ich los. W tym kontekście przypomina mi się program SLD z którym Leszek Miller doszedł do władzy i strzępy tego, co z programu zostało. Takiego programu SLD już mieć nie będzie i nikt zresztą już na to nabrać się nie da. Teraz mam przed sobą 73 obietnice Donalda Tuska i gdy szukam realizacji, to jawią mi się one jak tajemnice fatimskie. Może wie coś na ten temat sam Donald Tusk, bo ja nie wiem nic. Donald Tusk wyraźnie prowadzi życie partyjno – państwowe, co nie jest dobrym symptomem realizacji postulatów społecznych. Jest wyraźnym specjalistą od spraw partyjnych i fachowo to rozgrywa. To jednak wymaga działań skutecznych, choć niekoniecznie moralnych. Nie jest natomiast specjalistą od spraw państwowych, gdzie wymagana jest solidna praca w myśl dobrych (niekoniecznie partyjnych) koncepcji. Mówi wprost, co jest dobre, nie blefuje hasłami patriotycznymi jak PiS, ale lenistwo jego rządu jest filozofią przetrwania. To widać i słychać, i czuć. Mimo deklaracji widać również niedostatek demokracji. Być wybranym, to nie wystarczy. Trzeba czuć wolę narodu. Wiadomo, że nie da się zapisać w statucie partii czegoś, co zupełnie inaczej jest zakodowane w świadomości społecznej. Trudno tez zapisać coś, co jest wbrew tej świadomości, dlatego wiele pociągnięć wbrew tej świadomości jest dokonywanych potajemnie, bez rozgłosu. W ten sposób społeczeństwo straciło sporo przywilejów od czasu przejścia na jedynie sprawiedliwy ustrój. I działali tak wszyscy partyjni będący u władzy. Tu nie było wyjątków na prawicę ani lewicę. Może więc czas na jakąś niepartyjną koncepcję państwa przyjaznego nie tylko dla członków określonej partii? Na horyzoncie polskiej inteligencji nie widzę kogoś takiego, ani całościowej koncepcji tego typu. Martwię się, bo to wszystko obliczone jest na to, że na zapleczu naszej bezsilności narodzi się nasz kapitalizm. Otóż ja wątpię, czy jest to efektywna droga i czy ten kapitalizm będzie jeszcze nasz. Wymęczymy się tylko niesamowicie, pozostanie naród dobity brakiem szans, a pozostaniemy wasalem mało wyrażanego właściciela kapitału. Coś równie przerażającego, jak kulminacja u Hitchcocka. I pewnie czas na wniosek: Moje przyjazne państwo prowadzi ze mną monolog poprze telewizor. Podatkami opłacam jego inteligencję, więc już najwyższy czas, żeby się domyśliło, gdzie ja je mam... Coś jak w piosence S. Gainsbourga: Je t’aime… mois non plus (kocham cię… ja ciebie też nie). P.S. Zabawki trzeba zabrać politykom z rąk. Przychodzą chwile trudne, tak jak teraz, i wystarczy jedna bojówka PiS z napisem „mordercy” i wszyscy będziemy mieć kłopoty. Po co społeczeństwo zgadza się na takie ryzyko wybierając właśnie tych, których prezes albo duszpasterz poleci? Może to społeczeństwo zorganizuje się na nowo? Czy nie przyszedł już na to czas? Z wygłupami partyjnymi (typu Palikot, Kurski i inni) to ja się mogę pogodzić, bo to nie to stanowi o wartości partii politycznych. Ważne jest to, czy i jak partia realizuje ważne dla państwa cele i gwarantuje pomyślność wspólnoty. Polskiej wspólnoty. Otóż tu mam największe wątpliwości, bo jak u nas realizują się interesy obcych, to jako tako widzę. Nie mogę dostrzec naszych interesów. Przykładowo, widzę rzesze tych wszystkich, co muszą być szczęśliwi za minimalną zapłatę. A ci długotrwale bezrobotni?Jaka będzie ich emerytura i kto ich weźmie na utrzymanie? Co k...to przyjazne państwo dla nich wymyśli? Oddamy Śląsk, Ziemie Zachodnie i Północne za możliwość ich przeżycia? Oni dziadków mieli w PZPR a nie w jakimś biurze podróży, co to Europę zadeptało...w te i znacznie uszczuplone z powrotem. Link Zgłoś
Gość: jothagie Religio est omnis divisa in partes.... IP: *.olsztyn.mm.pl 25.04.10, 07:57 zamknięty Taki żarcik z Cezara. Wolno było Jackowi Kaczmarskiemu – wolno i mnie... W swoim życiu spotkałem się z kilkoma religiami. Równocześnie poznałem katolicyzm i protestantyzm, bo w takim domu byłem wychowany. Wyrosłem z obu, choć mam duży szacunek dla protestantów (ewangelicy). Nie zdarzyło mi się krytycznie wypowiedzieć o Kościele Ewangelicko – Augsburskim, mimo że o wszelkich religiach mam takie same zdanie. Swego czasu pomieszkiwałem z muzułmanami i Świadkami Jehowy. Muzułmanów poznałem pod Paryżem, ale tu był problem, bo ani ten mit (religia), ani ta kultura - nie były moje. Szanowałem ich za to, że żyli według tego, w co wierzyli. Bez odstępstw. I to uważam za uczciwe. Podobnie oceniam Świadków Jehowy więc nic mi do nich, choć jeszcze niedawno byłem nachodzony. Dokładnie poznałem jeszcze jedną wielką religię – buddyzm, ale to z literatury i nic z tego nie wynikło. Świadomie zrezygnowałem z poznawania judaizmu, chociaż byłem zapraszany przez przyjaciół. Dodam, że I. B.Singera usiłowałem kiedyś czytać w oryginale, czyli w jidysz, co wcale nie znaczy, że mówię w tym języku. Chciałem poznać przedwojenną Polskę od innej strony. Napisałem coś żartobliwego o Islamie i to na tym forum, ale generalnie sądzę, że taka konkurencja dobrze wpłynęłaby na Kk. Na moje rozeznanie odwoływanie się muzułmanów do tzw. bicia po mordzie (terroryzmu) to nie jest odwoływanie się do religii, ale do wspólnego języka, a ochrona wartości religijnych to próba zwrócenia uwagi, że czas zdjąć kolonialny but ucisku. Muzułmanie bardzo czują z sobą więź w dyskryminacji. Wszystko jedno, co się im dyskryminuje. U innych są tolerancyjni, ale u siebie to trudniej im to przychodzi. Cóż, naród ukształtowany przez Wschód z niesprawiedliwością w tle. Dobrze czują tylko feudalizm, podobnie jak Kk. To może być „genach”. Często jest to taka sama przyczyna, jak u nas – ciemnota...ludu wierzącego i przezorność kapłanów. Od starożytnego Egiptu po współczesną Polskę. Czemu Arabowie mieliby od tego odstawać? Przecież są u źródła. Kiedyś spytano himalaistę Hillarego, dlaczego zdobywa te góry? „Bo w nadmiarze są przede mną”. Dlaczego w Polsce pojawił się antysowietyzm? Bo w nadmiarze mieliśmy sowietów (wojska, ludzi i sposobu myślenia). Dlaczego w Japonii szerzy się antyamerykanizm? Bo w nadmiarze są bazy amerykańskie. Tak samo odpowiedzą Niemcy wokół Ramstein Air Base. Dlaczego pojawia się antykościelny katolicki ruch w Polsce I innych krajach? Albo mamy ich w nadmiarze, albo rażąco, na niekorzyść społeczeństw, odstępują od głoszonych zasad. I sprawa prosta. Każda władza wszędzie dba o elity a „ciemność” narodu jest mu na rękę... Każda religia jest również sposobem ogłupiania – u nas nawet za pieniądze państwowe. Jeśli ludziom jest tak dobrze, to w czym problem? Nie podoba się komuś? Są dwa wyjścia: Księża na księżyc, albo niezadowoleni na Kubę... Produkcja gromnic, czy osinowych kołków? Co nam wyjdzie taniej, lub co rozkręci gospodarkę? I tak trzymać... Może oprócz partyjno – kościelnego ceremoniału, tej nowej świeckiej tradycji... P.S. Stara zasada: jeśli sami nie szukacie prawdy, to duchowni Was dopadną. Niekoniecznie z prawdą... W końcu: wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Co-piaty-dorosly-wierzy-w-kosmitow,wid,12154635,wiadomosc.html?ticaid=19f4f więc w czym problem? Tak naprawdę, to znam jeszcze jedną religię – PiSlamizm - wiara oparta na emocjach, bez jakichkolwiek hamulców w chceniu... z ustawicznym bizantyjskim ubóstwieniem założyciela. Jest to schizma miła przywódcom jedynie słusznej religii, ale mam nadzieję, że nie przyjmie się jako Polski I Sprawiedliwy Kościół Katolicki, podobnie jak wcześniejsza odmiana – Polski Kościół Katolicki (PNCC). Link Zgłoś
privus Re: Religio est omnis divisa in partes.... 17.01.11, 19:56 zamknięty O tym, że religia musi znajdować swoje odzwierciedlenie w życiu codziennym, wiadomo od dawna. Na ogół sprowadza się do tego, że np. chrześcijanin nie może uważać się za wierzącego, jeżeli wyraża poglądy sprzeczne z nauczaniem magisterium Kościoła. Nie zapomnieli o tym przypomnieć księża biskupi w czasie pasterek odprawianych w kościołach naszej Ojczyzny. Podkreślali znaczenie rodziny w tym dziele i ostrzegali przed zagrożeniami dzisiejszego świata, gdzie człowiek zaczyna wstydzić się swoich korzeni i odmawiać miejsca Chrystusowi. Agresja w najczystszej nieskalanej błotem postaci Cały ten ideologiczny majstersztyk można sprowadzić do postaci założonej tezy a priori - jesteś wierzący to nie możesz ufać zdrowemu rozsądkowi i na odwrót, która wcale nie dwuznacznie wyznacza rolę i funkcję do spełnienia. Link Zgłoś
Gość: jothagie "Ciemności kryją ziemię" IP: *.olsztyn.mm.pl 26.04.10, 08:36 zamknięty Na tym forum grasuje współczesny Torquemada (chociaż nie wiem, czy go nie dowartościowuję), który we wszystkim dopatruje się lewactwa, a człowieka mającego inne zdanie niż on, chrzci mianem lewackiej szmaty. Pomijam fakt, że nie zyskuje sympatii, bo jak się potrafi czytać a jeszcze dodatkowo pisać, to noblesse oblige... Zwracam uwagę Torquemadzie, że problem ma nieco inne ujęcie. Populizm to jest główne zagrożenie dla życia politycznego. Partie populistyczne, które cechują się brakiem realizmu w zakresie idei lub bytu, mogą mieć konserwatywną (prawicową) lub lewicową proweniencję. Lewicowych populistów rzeczywiście przyjęło się nazywać lewakami. Czy istnieje taka lewica w naszym kraju? Owszem, ale kompletnie nie liczy się. To małe ugrupowania,które na większych akcjach nie wykraczają ponad sto osób. U nas problemem jest lewactwo na własną, niezorganizowaną „rękę”. Rzecz dotyczy młodzieży, która taka jest, bo nikt z nimi nie rozmawia, nikt nie widzi ich problemów, że ich się olewa w większości ich problemów. Rachunek za to trzeba jednak wystawić i władzy i partiom, które mimo że chciałyby, to jednak nie potrafią skanalizować tego niezadowolenia. Władze wręcz prowokują radykalizm a jedynym sposobem zaradzenia temu jest zwiększanie nakładów na aparat ucisku, w tym policję... to zaś odbija się zmniejszeniem demokracji i spoglądaniem na totalitarne rozwiązania (wzorce mamy gotowe). Uspokajam Torquemadę, że mimo iż polskie społeczeństwo w większości jest intuicyjnie lewicowe, to automatycznie nie zgromadzi się pod skrzydłami SLD. Po pierwsze, żadna to lewicą, co przerabialiśmy. A po drugie.. No właśnie, po drugie, polska lewica po podzieleniu się związków zawodowych nie ma stałej bazy. Zdana jest na nastroje społeczeństwa zawiedzionego rządami prawicowymi. A społeczeństwem można daleko bardziej manipulować niż Związkami Zawodowymi. Rzecz w tym, że jakakolwiek pożyteczna inicjatywa powstanie, to jest „ochrzczona” i przejmowana przez prawicę. Tam stępia się radykalizm i zostaje kanapą. W ten sposób sprytnie odcina się dopływ świeżych koncepcji do lewicy. Przez to ta lewica, która obecnie istnieje, dostanie w granicach 7% poparcia (na tej samej zasadzie, jak Kaczor Donald, gdyby startował w wyborach prezydenckich w USA) i to jej wystarczy, żeby zachować synekury dla byłych dyskutantów w stołówce KC PZPR. Dzisiejsza lewica nie ma szans z prawicą, bo jest słaba na symbole. Szczególnie teraz, gdy doszedł Wawel. Nawet Piłsudski mimo że PPSowiec, to do lewicy nie należy. Ta łatwość przechwycenia przez prawicę zarówno symboli jak i problemów stwarza okazję do wzrostu populizmu na prawicy, co szalenie oddala strony. Zaręczam, że prawicowy populizm jest tak samo niebezpieczny, jak lewactwo. Zadajmy więc pytanie, czy PO jest populistyczna? W pewnym, ale tylko w tym sensie, tak, bo w tzw. „bazie” realizuje się w interesie bogatych wyborców. Za wszelką cenę stara się ich mieć po swojej stronie. Uwłaszczenie swoich też traktuje jako metodę rozwoju klasy średniej. Ewidentnie populistyczna jest PiS. Realizuje się poprzez lewackie obietnice za cenę niepodzielnej władzy, która sprowadza się do tradycyjnych pojęć, typu „Bóg”, „Honor”, „Ojczyzna”. Te nośne hasła, niestety, nie przekładają się na prosperity społeczeństwa. I nie przełożą się, chociaż warto je co stulecie odczytywać i nadawać im skromniejsze znaczenia. Jako tradycyjne, już niebawem wyjdą z mody. I nic na to nie poradzimy. Zostanie wieczna ekonomia... P.S. Na koniec wyjaśniam, że "Ciemności kryją ziemię" to powieść Jerzego Andrzejewskiego, w której pojawia się postać Torquemady. Andrzejewski rozliczył się ze swoją „ciemnością”, czas żeby zrobił to również każdy domorosły Torquemada. Cytaty: "Panie (...) nie pozwól, aby słabła w nas i przygasała nienawiść ku Twoim wrogom". "Trzeba zbawiać ludzi wbrew ich woli. Trzeba przez wiele lat budować świadomość człowieka niszcząc w niej to, co złe i nadejście Państwa Bożego opóźniające. Ludźmi trzeba kierować i rządzić". "Miłość jest słabością. Ta zaś nie tylko nie umacnia w nas nienawiści do zła, lecz poprzez litość, która jest niczym innym jak uznaniem ludzkiej nędzy oraz zgodą na nią, musi nas na koniec zmusić do ukorzenia się przed złem. Nie, mój synu, miłość nie mieści się w naturze walczącej prawdy". "Wobec prawdy nie ma ludzi nie podejrzanych. Wszyscy są podejrzani. W każdym człowieku może się zalęgnąć zło, zło zaś w porę nie przechwycone - pogłębia się, przeżera duszę i krok jeden stanowi granicę, poza którą człowiek błądzący staje się już niebezpiecznym wrogiem, nosicielem zbrodniczych poglądów heretyckich". "Gdyby pewnego dnia zabrakło winnych, musielibyśmy ich stworzyć, ponieważ są nam potrzebni, aby nieustannie, o każdej godzinie, występek był publicznie poniżany i karany". ... Link Zgłoś
Gość: fansld Re: "Ciemności kryją ziemię" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.10, 18:37 zamknięty Lzesz bo nie we wszystkim dopatruje sie lewactwa. Prymitywnie tylko uogolniasz. Pomijam juz fakt ze ja mam zupelnie inne pojecie o lewicowosci i prawicowosci niz Ty. Dla mnie lewicowe sa te partie ktore preferuja socjalistyczny opiekunczy model panstwa. I tu oczywiscie masz racje ze wiekszosc naszego spoleczenstwa jest lewicowa. Dlatego tez podstawym haslem wszystkich znaczacych partii w tym kraju jest i bedzie tzw. sprawiedliwosc spoleczna. Jednak opiekunczosc to falsz. Nie ma i nigdy nie bedzie uczciwej partii opiekunczej (o czym wielkorotnie przekonuje nas nasza historia) gdyz pokusa latwego pieniadza jest zbyt silna. Moim zdaniem partia prawicowa to taka ktora ma zapisane w programie: a) wprowadzimy wolny rynek bo to jest sprawiedliwe i b) jestescie wydolni sami sie soba opiekujcie za swoje pieniadze, my bedziemy Was tylko chronic przed wojna i przestepcami. Partie lewicowe to takie ktore mowia: Jestescie slabi, my sie Wami zaopiekujemy tylko.... dajcie nam kase. W tym kontekscie jestes typowym lewakiem, i wlasnie dlastego z mojego punktu widzenia jestes zwyczajnym glabem bo popierasz tzw. sprawiedliowosc spoleczna (czyli prawnie unormowane zlodziejstwo). I tyle.... prostym jezykiem... w duzym uproszczeniu. P.S. Tak z ciekawosci zapytam jestes w stanie podac jakas znaczaca roznice miedzy rzadami prawicowego wg Ciebie PiS-u (rany co za debilizm) albo liberalnego PO czy tez lewicowego SLD. Zauwazasz jakas fundamentalna roznice? Wypisujesz te swoje zalosnie glupie dyrdymaly, rozpatrujesz czy PiS to populizm a SLD to cos tam a w gruncie rzeczy nie dostrzegasz ze wszystkie te partie maja dokladnie tozsamy sposob uprawiania tego co najwazniejsze, tego co stanowi o ogolnej kondycji kraju - polityki gospodarczej panstwa. Zastanwiasz sie jak zrozumiec polityke naszych elit a cel tych "elit" jest tylko i wylacznie jeden. To Twoje pieniadze i nic wiecej. Link Zgłoś