Dodaj do ulubionych

Zrozumieć politykę naszych elit

    • Gość: jothagie A na cmentarzu późny socjalizm... IP: *.olsztyn.mm.pl 29.03.10, 08:44
      zamknięty
      Wolność, równość, braterstwo... a może nawet sprawiedliwość społeczna. To tylko
      ideały, a istotą sprawy jest gospodarka nakazowo - rozdzielcza z późnego
      socjalizmu. Niestety, trochę spieprzyliśmy sprawę, bo w tym systemie, nawet na
      cmentarzu wszystko jest urojone. Dzięki zmianom po 89 roku między żywymi a
      zmarłymi jest wprawdzie remis, ale ze wskazaniem na zmarłych. Oni już
      przynajmniej nie muszą drżeć o kierunek zmian. O zazdrości żywych wobec zmarłych
      nie mówmy, bo zazdrość to najgłupszy grzech, jeśli to brać w eschatologicznych
      kategoriach. Ale tak to jest, jeśli w szkole zamiast ekonomii uczy się religii.
      Gdy już z żoną osiągnęliśmy emeryturę, to postanowiliśmy zainwestować w nasza
      przyszłość. Oszczędzaliśmy ponad rok i postanowiliśmy wykupić pieczarę w
      kolumbarium na cmentarzu przy Poprzecznej. Nowocześnie, higienicznie i bez
      robienia kłopotu rodzinie. Na cmentarzu byliśmy wielokrotnie, a z
      przeprowadzonych rozmów nie wynikało nic takiego, że sytuacja zmieni się wg
      humoru Wielkiego Grabarza. W piątek (26.03.10) postanowiliśmy sprawę
      sfinalizować. Okazało się, że jako żywi możemy wykupić pieczarę tylko przy samej
      ziemi, przy czym wcale nie trzeba być bezdomnym... W zasadzie kiedyś będzie to
      nam wszystko jedno, ale dziś, jako jeszcze żywym, nie konweniuje to ani z
      kapitalizmem, ani z demokracją, jeśli tyle pieczar jest wolnych. A dlaczegóż to
      zapytałem urzędnika... “Bo żywi wykupują środkowe i wyższe, a potem zmarli nie
      mają żadnego wyboru...” Przyznam, że odpowiedź godna Franza Kafki. Ręce mi
      opadły... ale nie tylko. Istotą owej sytuacji ("kafkaesk") jest konflikt
      jednostki wprawdzie wolnej, ale zniewolonej przez anonimową siłę (“dyrektor
      będzie w poniedziałek”), i nadrzędną wobec niej instancję (“Urząd Miasta to
      zaakceptował”). Nie dosyć, że znajduję się na cmentarzu, to dobija mnie ta
      groteskowa deformacja zarządców ludzkich prochów. Jak dobrze być cyszorzem-
      pomyślałem pierwszy raz w życiu. Wszystko jedno gdzie i z czyjego nadania...
      Oczywiście, zabrałem żonę pod mankiet – dostała prikaz, że musi żyć wiecznie.
      Zabrałem pieniądze (duże) – przeprosiłem się z bankiem. I doopa z inwestycji w
      przyszłość. Cóż jednak wart jest człowiek bez przyszłości? I pomyśleć, że jako
      późny inwestor, nawet nie zdążyłem popaść w konflikt z Urzędem Skarbowym. No
      może troszeczkę z Ratuszem i wszędobylską ludzką głupotą...
      Z okazji zbliżających się wyborów samorządowych obiecuję, że oddam głos na tego
      kandydata na prezydenta miasta, który przyrzeknie mi pieczarę za darmo, w
      środkowym rzędzie, albo sam się wezmę za kandydowanie i obiecam to wszystkim.
      Istota moich potrzeb jest następująca: tylko środkowa półka, bo jeśli umrę
      pierwszy to muszę mieć możliwość, aby żona spojrzała mi prosto w oczy podczas
      cotygodniowych wizyt; nie może to być najwyższa półka, bo nie wypada, abym jako
      szczęśliwszy spoglądał na nią z góry, wprawdzie zmarli górą, ale...; dolna też
      nie, bo nie dopuszczę, by Ona spoglądała na mnie z góry. Równość przede
      wszystkim! Jeśli już nie za życia, to przynajmniej po śmierci.
      P.S. No może zagalopowałem się z tym socjalizmem... Kapitalistycznym atutem
      cmentarza jest bez wątpienia komercyjna agencja ochrony, pracująca pod hasłem:
      “Nie dopilnowaliśmy za życia, dopilnujemy po śmierci...” Również odzywka
      urzędnika “teraz każdy pisać może” wskazywałaby na początkowy etap kapitalizmu,
      gdzie wprawdzie obywatela ma się dalej w jedynie słusznym miejscu, ale pewne
      jego wolności akceptuje się...
      Pierwowzór tej wypowiedzi wysłałem UM (Wydział Spraw Obywatelskich) – skargi tam
      były, są i będą... Na cmentarz nie wyśle od kiedy dyżuruje tam niejaki Laskowik...
    • Gość: jothagie Figura polit. propagandy–oszczędność w prawdzie IP: *.olsztyn.mm.pl 30.03.10, 09:04
      zamknięty
      W klasycznej logice zawsze mówiło się o dwóch wartościach: prawdzie albo fałszu
      z uwzględnieniem zasad sprzeczności i wyłączonego środka. Pojawiła się wprawdzie
      logika wielowartościowa, ale poza nauką nie znalazła specjalnego zastosowania.
      No może górale, ustami księdza Tischnera, coś tak kombinowali, co przyjęło się
      dla oceny systemu słusznie minionego, a mianowicie „g...no prawda”. Osobiście
      jestem zwolennikiem wielowartościowej prawdy tylko w powiedzeniu, że z prawdą
      jest tak, jak z doopą – każdy ma swoją. I trzymajmy się tego, dopóki władze i
      jej instytucje nie zasłużą sobie na to, żeby im bezgranicznie ufać i wszystkie
      „swoje” prawdy sprowadzić do jednej, „ujawnionej” przez nie i akceptowanej przez
      wszystkich.
      Od pewnego czasu jestem pod wrażeniem, kiedy słucham złych wiadomości, typu
      22latek zabił staruszkę dla 20stu złotych, lub podobną w wymowie. Miałem okazje
      poznać kiedyś jedną taką sprawę i od tej pory jakby film mi się przesuwał przed
      oczyma, a wyobraźnia podpowiada możliwe rozwiązania. Kiedyś w naukach
      społecznych obowiązywał historyzm jako metoda lub dyrektywa metodologiczna. Dziś
      nie słyszę o tym. Domyślam się, że pochodzi z marksizmu a Syllabus Errorum Piusa
      IX już dawno jako błąd ją napiętnował. Niemniej jednak, poza zwykłą rejestracją
      faktu warto sobie zadać pytanie „dlaczego”. Przecież dzięki takiemu pytaniu
      powstała nasza wiedza, która posługujemy się prawie wszędzie, również teraz,
      kiedy używam klawiatury i mego OpenOffice'a. Dlatego też jeśli TV powiadamia
      mnie o kolejnym zabójcy to warto, aby również mi powiedziała, że tenże młody
      zabójca pochodził z normalnej kiedyś rodziny, że obecnie na 5 osób rodziny tylko
      babcia ma emeryturę, a nikt nie ma pracy, że rodzice popadli w alkoholizm a
      dzieci w narkomanię. Babcia zapewnia ziemniaki 3 razy dziennie (placki, kopytka,
      ziemniaki podsmażane) i ani pomoc społeczna, ani parafia nie interesowała się
      rodziną. Ksiądz proboszcz dopiero z TV dowiedział się, że taka rodzina żyje na
      terenie jego parafii, a pomoc społeczna bała się tam wchodzić. I co? Myślicie,
      że sąd osądzi system? Sąd osądzi biednego, uzależnionego, doprowadzonego przez
      życie do przestępstwa i ponieważ nikt o nim nie napisze, to da mu wszystko, co
      ma w kodeksie. Wyrok będzie tylko jednym z etapów niemówienia prawdy, co mnie
      osobiście do pasji doprowadza. I po co ta cała nadbudówka państwowej czy
      partyjnej ideologii? Po co to wróżenie z fusów na temat życia wiecznego i
      religijnych powinności. Jaki jest sens prawyborów wobec prawdziwych ludzkich
      wyborów? Przecież to nie działa i może wreszcie to ktoś ogłosi jako prawdę...
      Żeby rzeczywistość przekształcać w jakim pożądanym kierunku, to najpierw trzeba
      ją sobie zdefiniować, jaka jest, ale w żadnym wypadku nie drogą niemówienia
      prawdy, bo w różnych światach żyć będziemy i każdy jak d.. będzie miał własny.
      Tym bardziej, że taka maniera czyni nas wszystkich najpierw bezsilnymi a potem
      obojętnymi na zło, biedę, znieczulicę i głupotę?
      P.S. Byłem kiedyś w takim kraju, w którym przez jedną z dzielnic wielkiego
      miasta przejeżdżało się szybko i na zmrużonych oczach, a kierowca modlił się,
      żeby nie popsuł mu się samochód. Tam też nie mówiono prawdy, a złe wiadomości
      były częste i lakoniczne. Ludzie kiwali głowami i byli święcie przekonani, że są
      zjawiska, które nie mają przyczyn...
      W tej dzielnicy był kościół i pracował tam polski ksiądz. Odwiedziliśmy go w
      niedzielę. Porządny facet, ale kazanie poświęcił problemom aborcji. Po mszy
      pogadaliśmy po polsku i w popłochu rozjechaliśmy się... Ale czy to jest cała
      prawda, czy czegoś jeszcze nie wiem?
    • Gość: jothagie Marzec 1968 roku był bardzo bolesny… IP: *.olsztyn.mm.pl 31.03.10, 10:35
      zamknięty
      Rok 1968. Gdy młodzież Zachodu miała problem jak się pieprzyć bez konsekwencji,
      a polska robiła rewolucję za ocenzurowanie „Dziadów” przez Gomułkę, to ja
      zastanawiałem się, jak pogodzić dogmat o trójcy św. z buntującym się moim
      rozumem…Był to więc okres, kiedy politykę obserwowałem, gromadziłem dane, ale
      nie brałem żadnego w niej udziału. Pewnego marcowego dnia zapragnąłem kupić
      sobie potrzebną mi książkę. W tym celu udałem się na krakowski Rynek. Niczego
      nie podejrzewając przeszedłem przez dwa kordony – robotniczy z Solvaya i ZOMO.
      Książkę kupiłem. Nagle na Rynku zaczęło się piekło. Zaczęto pałować wszystkich.
      Ten Volksturm zagonił nas w ulicę Wiślną – w stronę uniwersytetu. Św. Anny
      zablokowana na poziomie uniwersytetu. W okolicach Collegium Maius rozegrało się
      piekło. Ja zostałem wepchnięty w podwórko jakiegoś klasztoru, zagazowany i
      spałowany. Dwa tygodnie spałem na brzuchu. Można powiedzieć, za niewinność. Mam
      odbity „ogonek” i do dziś mam kłopoty z dłuższym siedzeniem. Używam różnych
      kółek, ale wtedy jestem pytany o hemoroidy… Co będę każdemu tłumaczył… Po tym
      fakcie mam uraz. Po pierwsze, źle mi się kojarzy milicja, policja i tym podobne
      służby. Jestem normalnym obywatelem, ale spotkanie z policją traktuję jako
      dyskomfort. Dlatego zawsze przechodzę tylko w miejscach dozwolonych, by tylko
      nie spotkać się z reprezentantem prawa. Samochodem jeździłem jak wzór metra. Po
      drugie, nawet teraz marzy mi się, by tak po chłopsku, najzwyczajniej w świecie,
      oddać…Ale jak? W moim wieku z koniem się kopać? Zbieram różne ciekawostki na
      temat z myślą o „13 Posterunku i reszcie ferajny”, ale nie wiem, czy życia
      wystarczy. Po trzecie, zastanawiam się, jak to możliwe, że parę lat przed
      emeryturą przepracowałem w jednej firmie z byłym esbekiem i nie dałem mu po mordzie?
      P.S. Napisałem to we wrześniu 2009 roku pod wpływem tego artykułu:
      miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,6999738,__Policjant_uderzyl_mnie_w_komisariacie_.html
      Sprawa ucichła przynajmniej ja nic o niej nie wiem. Śledziłem również:
      krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,7068257,Student__pobili_mnie_na_komisariacie.html
      choć tu sytuacja miała się inaczej. Też nie są mi znane dalsze losy. W normalnym
      kraju policja nie jest od wymierzania sprawiedliwości. Jeszcze trochę a wrócimy
      do ścieżek zdrowia. To też ciekawostka:
      miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,7255561,Policjanci_sami_odeszli_z_komendy___Dla_ich_bezpieczenstwa_.html
      Chlup i kamień w wodę. Wymowne milczenie. Tematycznie wpisałem się też pewnemu
      blogerowi: jajakobyly.bloog.pl/id,5541461,index.html#komentarze
    • Gość: jothagie Chcesz_robic_kariere_zapisz_sie_do_PO IP: *.olsztyn.mm.pl 01.04.10, 06:48
      zamknięty
      Ze zdziwieniem czytam na tym forum gorzkie refleksje sugerujące wyjście, jak w
      tytule. Temat przerobiliśmy już na tyle dobrze, że czas odkryć właściwy obraz
      rzeczy. Nie oszukujcie przynajmniej tych, którzy marzą o byle jakiej pracy, bo o
      karierze to już nawet śnić przestali.
      W krajach biednych obowiązuje taki schemat, że karierę robi się w oparciu o
      przestępczość, kapitał, partię władzy i służby specjalne. Można wyeliminować
      kapitał, jak w komunizmie, ale bez pozostałych czynników nie da się zrobić
      kariery a nawet zdobyć dobrej pracy. Warto pamiętać, że jeśli naprawdę kraj jest
      biedny, to wszystkie te elementy występują iunctim (łącznie – warunkują się), co
      przyśpiesza spiralę biedy. W krajach bogatych można natomiast robić karierę w
      oparciu o każdy z tych czynników wziętych z osobna plus jeszcze w oparciu o
      wybitne cechy jednostki. U nas wybitność jednostki nie ma znaczenia, co
      dodatkowo potwierdza status naszego kraju. Owszem zdolnym przyglądają się ludzie
      korporacji (w tym korporacji kościelnych), ale te kariery są na bezwzględnej
      „uwięzi”. Tam ślubem jest ślepe posłuszeństwo i zupełnie inna logika. Nie
      wszystkim to odpowiada, ale za pieniądze i przy namacalnym obrazie nędzy można
      się pozbyć wielu zasad.
      Smutne? Tak, ale nie warto się oszukiwać. Trzeba wybrać jedną z możliwości i
      robić karierę. Póki co, przy władzy jest PO i tam trzeba lokować swoje
      oczekiwania. Ale załapią się tylko ci pierwsi. PO jeszcze nie wybiera sobie
      członków. Inne wspomagacze ułatwiające karierę już przebierają w kandydatach –
      nawet w mafiach trudno jest o pracę. Obecnie sami bossowie wyłapują „zdolnych”.
      Rynek dobrej pracy już się wysycił. Tylko ubytki naturalne otwierają szansę.
      Dlatego każdy konkurs na dobre stanowisko zaczyna się od ustalenia, kto ma
      wygrać. Reszta to demokratyczna oprawa konkursu.
      Co będzie jeśli PO straci zdolności karierotwórcze? Trzeba być cynikiem i
      przejść, do aktualnie rządzących. Tu nie obowiązuje moralność, ideowość, czy
      takie tam dupierały – tu trzeba być skutecznym. Nikt Wam wprawdzie tego nie
      mówi, ale czas się tego domyślać. W kapitalizmie obowiązuje konieczność
      wielokrotnej zmiany pracy i... „Pana”. Pewien Włoch zdradził mi, że w ciągu
      życia zawodowego 6 razy zmienił zawód, 16 razy zmienił pracę, 3 razy zmieniał
      partie polityczne i 4 razy zmienił religię. W zamian nigdy nie był bezrobotnym.
      Patrzycie już dostatecznie długo na ten świat. Czas mieć własne wnioski. Nie
      pomyślcie tylko przypadkiem, że lustracja była przedsięwzięciem ideowym czy
      moralnym. Miała zapewnić odpowiednio dużo miejsc dobrej pracy. A związki
      zawodowe gdzie są? Są dobrze ulokowane na dobrze płatnych stanowiskach. Ludzie!
      Czy Wy tego nie widzicie? Naprawdę chcecie być oszukiwani? Nie dziwcie się
      więc...że ktoś z wami gra w bambuko.
      P.S. Platforma Obywatelska usilnie pracuje nad tym, że Lechowi Kaczyńskiemu
      wybaczymy wszystko. I jego przodków, jego małość, złośliwość, nieudacznictwo, a
      potem zostanie na druga kadencję.
      • Gość: fansld Re: Chcesz_robic_kariere_zapisz_sie_do_PO IP: *.olsztyn.mm.pl 01.04.10, 08:11
        zamknięty
        W kapitalizmie obowiązuje konieczność wielokrotnej zmiany pracy i...
        „Pana”????? :-)))))))))
        Jeszcze zapomniales dopisac ze obowiazuje tez wyzysk :D :D :D
        Za to w socjalizmie nie ma wyzysku, nic a nic... a jezeli chodzi o prace to
        panuje totalna dowolnosc, nic nie trzeba.
        Pamietam jak za komuny mozna bylo udac sie do ratusza i tam taka mila pani
        wyciagala mnogie szufladki z karteczkami i mozna bylo sobie przegladac w
        ofertach pracy jak w ulegalkach. To byly piekne czasy, i komu to przeszkadzalo :D
        A teraz mamy ten wstretny...... kapitalizm. :D :D :D :D
        Ops tzn. wolny rynek.. oczywiscie :D :D :D


        P.S. Idz sie leczyc jhg.


      • Gość: psychiatra Re: Chcesz_robic_kariere_zapisz_sie_do_PO IP: 91.194.84.* 01.04.10, 19:54
        zamknięty
        Jhg, tak trzymać! Leczenie zalecane przez Twego adwersarza jest zbędne. Olewaj
        gówniarzerię. Widzisz, ciało dorosłe, a w ciele złośliwe ciele. Głupie i
        złośliwe, które od rzeczy atakuje łamiąc przy tym dwie zasady: „piłeś nie jedź”,
        „ćpałeś nie pisz”.
        To fakt, że walczysz z wiatrakami, ale literatura zna liczne takie przykłady.
        Mimo poniesionych klęsk nie pozostały bez echa. Dlatego licz się z tym, że jakiś
        Sancho Pansa zechce, na dopisywaniu Ci beznadziejnych komentarzy, załapać się na
        gubernatora wyspy. Nie ma rady na to. Potrzebę zaistnienia ma wszystko to, co
        żyje. Nawet jeśli marnie i głupawo żyje.
        krys-pin
        Ps. A wiesz, że mnie to też wygląda na eSBecką poranioną ambicję, chociaż równie
        dobrze znudzony alumn SD może próbować swoje pazurki w zemście za Twoje
        antyreligijne teksty. Jeśli ta druga możliwość, to lepiej, żeby ćwiczył pisanie
        niż sposobił się na smakowanie nieletnich...
        • Gość: fansld Re: Chcesz_robic_kariere_zapisz_sie_do_PO IP: *.olsztyn.mm.pl 02.04.10, 07:51
          zamknięty
          Zgadza sie jestem SB-kiem, czlonkiem SLD, naleze do PiS, UPR aa.... i mam w
          domu rower :D :D
          I przyznaje sie czytam te bzdury jhg bo lubie sie posmiac. Co prawda czytam na
          szybko po lebkach i jeszcze szybciej odpisuje ale zawsze to cos :)
          Tak wiec JHG pisz dalej tylko pamietaj trzymaj sie tej swojej starej
          "nieSB-ckiej" metody. Nigdy ale to nigdy nie proponuj niczego w zamian.
          Krytykuj jak leci wszystko i wszystkich (A szczegolnie religie) ale nigdy nie
          pisz co proponujesz w zamian. :D
    • Gość: jothagie Deus figmentum est, IP: *.olsztyn.mm.pl 02.04.10, 09:41
      zamknięty
      czyli „Bóg jest wymysłem” .Taki jest wniosek książki "De non existentia Dei"
      Kazimierza Łyszczyńskiego skazanego za niewiarę na karę śmierci przez ścięcie.
      Wyrok wykonano 30 marca 1689 roku w Warszawie. Zwłoki wywieziono za miasto i
      spalono.
      Szlachcic, przez wiele lat zakonnik – jezuita, zadenuncjowany przez sąsiada,
      pierwszy polski autor tego typu literatury. Pierwsze dzieło o ateizmie ukazało
      się w roku 1639 w Holandii napisane przez duchownego luterańskiego.
      321 lat po tym fakcie Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów rozpoczęło akcję
      "Łyszczyński wraca do miasta", której celem jest postawienie w stolicy jego
      pomnika. I to będzie prawdziwy test dla przejawów różnorodności.
      Życzę powodzenia całemu pomysłowi.
      P.S. To dla tych, którzy już dostatecznie się pośmiali... (jw)
      • Gość: fansld Re: Deus figmentum est, IP: *.olsztyn.mm.pl 02.04.10, 10:49
        zamknięty
        Szkoda ze to PSR nie wystawi pomnika np. takiemu Erazmowi Otwinowskiemu ktoremu
        wlos z glowy nie spadl w tej zlej katolickiej Rzeczypospolitej.
        No ale to nie pasuje to lewackiej koncepcji PSR w mysl ktorej Polacy to
        katolicka ciemnota.
        Trzeba szukac tylko takich przykladow ktore pasuja do obrazu Polski
        zasciankowej, zaklamanej i podbitej przez Watykan.
        Polska katolicka ale tolerancyjna, wybijajaca sie ponad europejska norme, taki
        obraz panstwa i rodakow ze wszechmiar jest szkodliwy.
        Nie ma bowiem nic gorszego niz wmowic Polakom ze sa wyjatkowi, bo wowczas nie
        bedzie sie mozna nimi "socjalistycznie opiekowac" i mowic im co jest wolnoscia a
        co nie jest.



        • Gość: mariusz Re: Deus figmentum est, IP: 62.149.141.* 02.04.10, 12:56
          zamknięty
          Podzielam zdanie forumowego „psychiatry”, na Twój temat. Sądzę, że wymowa anonsu
          „jothagie” jest zupełnie inna. Ty zawsze jesteś „bystry inaczej”. Dziś jest
          wielki piątek i można chyba zrozumieć, że jedni umierają za wiarę, a inni za
          niewiarę. I wszyscy mają prawo do tego, chociaż powiedzmy to sobie, że dzisiaj
          nie powinno się to zdarzać. A zdarza się w świecie. A i w Polsce obowiązują
          formy dyskryminacji w obu kierunkach. I czas temu postawić tamę. Sądzę, że
          historia opisana przez JHG (wprowadzenia do miasta tolerancji) powinna również
          mieć miejsce w Olsztynie, a słynne „szubienice” powinny przemawiać za prawem
          współistnienia wszystkich obok siebie. Jakiś pomnik wzajemnej tolerancji
          przydałby się wszystkim...
          Polska jest dziwnym krajem pod tym względem. Historię mamy w miarę czystą z
          dwóch powodów: Całe Odrodzenie jest u nas spóźnione przynajmniej o 100 lat a na
          Zachodzie zdążyło się stępić, podobnie jak Reformacja. (Wypędzenie Arian w 1658
          roku jest może niechlubnym wyjątkiem). Otrzymaliśmy produkt nieco łagodniejszy
          (takie przypadki zdarzyły się tylko dwa: Warszawa, Wilno). Nadto, mieliśmy
          specjalne prawo: „neminem captivabimus”. W skali kraju bardziej
          wykorzystywaliśmy legalną możliwość pozbycia się żony w procesie o czary...
          Wracam do istoty, takiej jaką ją widzę: bolszewizm (teologiczny, polityczny,
          religijny i każdy inny) jest kiepską teorią rozumienia świata i nie wciskaj jej
          nikomu na silę, żeby tylko ułatwić sobie chorobliwą krytykę. Mam jednak
          wątpliwości, czy jesteś w stanie to zrozumieć.
          • Gość: fansld Re: Deus figmentum est, IP: *.olsztyn.mm.pl 02.04.10, 13:54
            zamknięty
            Odnosze wrazenie ze i Ty kompletnie nie rozumiesz wywodow moich postow.
            I mam watpliwosci czy jestes w stanie je zrozumiec.

            Ale skoro zostalem tu nazwany B-kiem albo wojujacym katolikiem to juz nic mnie
            nie zdziwi :D :D :D
          • ot48 Re: Deus figmentum est, 02.04.10, 17:58
            zamknięty
            <object width="425" height="344"><param name="movie" value="https://www.youtube.com/v/o_gPnIDwyeA&hl=pl_PL&fs=1&color1=0x006699&color2=0x54abd6"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="www.youtube.com/v/o_gPnIDwyeA&hl=pl_PL&fs=1&color1=0x006699&color2=0x54abd6" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object>
            • Gość: jothagie Re: Deus figmentum est, IP: *.olsztyn.mm.pl 07.04.10, 08:02
              zamknięty
              Za młodych lat uczyłem się greki. Ambicją moją było samodzielne przeczytanie w
              oryginale „Odysei” Homera. Ze słownikiem w ręku robiłem to wykorzystując każdą
              chwilę wolnego czasu. I wtedy często stawałem przed problemem, „co autor miał na
              myśli”. Gdy natomiast czytałem w języku polskim, szczególnie poezję epicką, to
              nie miałem takiego problemu. Ważne było, co ja mam na myśli.
              Homera ostatecznie pokonałem, ale dopiero wtedy, gdy nabyłem „Odyseję” po
              rosyjsku – tłumaczyłem, porównywałem, rozumiałem i miałem przedziwne
              odniesienie, jak inaczej można rozumieć arcydzieło. Od tej pory mam własne
              rozumienie i czucie poezji homeryckiej i post homeryckiej (w szerszym znaczeniu
              – od Kazantzakisa, poprzez Joyce'a, Kawafisa, aż po Kubricka). Dziś gdy czytam
              tłumaczenia (Siemieńskiego, Parandowskiego, Wittlina), to własne rozumienie
              służy mi jak światopogląd – niechętnie zmieniam.
              Dziś również zdarzają mi się sytuacje, kiedy czytana (słuchana) poezja jest
              bardzo wieloznaczna i chętnie dowiedziałbym się, co autor miał na myśli. Wiek
              rozleniwia pod tym względem i poszukuje się „rozrusznika” - dla serca, dla
              umysłu, a czasem i dla nóg... Niestety, kiedyś dzień zaczynałem od porcji
              literatury, dziś od kawy... Dobra poezja (cała kultura) posiada ową zmienną „X”,
              pod którą biorca wstawia to, co jego porusza i co staje się dla niego
              obowiązujące, co go pobudza do życia i działania.
              Dziękuję Ci za dołączenie czegoś tak wspaniałego, ale mam kłopot z odebraniem
              Twojej dedykacji. Nie wiem, czy tylko robisz mi przyjemność (to fakt!), czy
              chcesz mi (najprawdopodobniej – nam) jeszcze coś przez to powiedzieć...
              Młynarskiego darzę olbrzymia sympatią od czasu jego piosenki „Przyjdzie walec i
              wyrówna”. Nie rzecz w tym, jakoby była niezwykle treściwa, bo taka jest
              większość utworów tego autora, ale dlatego, że w „moich czasach” można ją było
              słuchać tylko w „Wolnej Europie”, a to w jakiś sposób było nielegalne. Teraz
              mamy wolność, ja dalej sporo czytam, a coś tak wspaniałego poznaje dopiero z
              Twojej dedykacji. I jeszcze nie rozumiem Twojej intencjonalnej dedykacji – czy
              to jest „rzeź zalotników”, czy tylko „Homera” do widzenia przywróciłeś?
    • Gość: jothagie Filharmonia kakofonii IP: *.olsztyn.mm.pl 06.04.10, 07:54
      zamknięty
      Zaznaczam, że częściowo jestem pod wpływem... artykułu i dyskusji:
      olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,7715245,Mlodzi_chca_byc_radnymi_jak_dorosli__Ale_nic_nie_moga.html
      Nie w tym sensie, żeby mnie to do czegoś zobowiązywało, ale na tzw „kanwie”
      podsumowanie zrobić warto. Może jeszcze warto połączyć to z innym tekstem:
      olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,7702269,Urzednicy_radza_mlodym___Tego_nie_chce_sie_czytac_.html
      Boję się cokolwiek obejrzeć, przeczytać, bo wszędzie atakują sezonowi krytycy
      tego wszystkiego, co jest. Ja również jestem krytyczny, ale to, co narzuca mi
      się codziennie, przekracza moją zdolność przetwarzania. Moim zdaniem, jest to
      wszystko zbyteczne, bo ani się obejrzeliśmy, a wyrosło nam nowe pokolenie, które
      jest w stanie samodzielnie ocenić to, co się stało. Ta opinia powinna wreszcie
      zostać wzięta pod uwagę, bo inaczej kategorie „My” - „Oni” zepsują wszelkie
      społeczne osiągnięcia. Są jednak dwa problemy:
      1.Monopol na ocenę w dalszym ciągu mają ci, którzy zwyrodnieli w walce z komuną,
      lub „płasko” przedzierzgnęli się ze starych do nowych struktur. Dlatego ja cenię
      sobie tzw. opinię społeczną, ale podchodzę do niej podejrzliwie, bo nie wiem, co
      się za tym kryje. Lubię, kiedy o rządzie, samorządzie wypowiadają się (nawet
      głupio) ludzie młodzi, ale nie znoszę wypowiedzi opozycyjnych polityków.
      Szczególnie opozycyjnych do wszystkiego. Opozycja powinna mieć własne zdanie,
      ale powinna rząd oceniać sprawiedliwie, a nie z perspektywy swoich planów
      wyborczych.
      2.Nasza polityczna młodzież jest częściowo niezdolna do samodzielnej oceny. To
      fakt. W pewnym sensie naśladuje swoich politycznych „idoli” i to zabija
      samodzielność. A ci psują ich na obraz i podobieństwo swoje. Na własne też
      ryzyko młodzież nie zachowuje umiaru i dystansu, co usprawiedliwia się
      młodością, ale co oddala od dojrzałości obywatelskiej. Sytuacja porobiła się
      taka, że gdyby nawet młodzież osiągnęła stan umiaru i dystansu, to i tak starzy
      wyjadacze nie pozbędą się sterów. Młodzież ma szansę bycia co najwyżej
      asystentem polityka, ze wskazaniem na proces dalszego psucia przez wszystkich
      mecenasów. A szlak kariery i tak wytyczają ci najmniej widoczni... Co się więc
      zmieniło? Z moich kilkudziesięciu lat obserwacji wynika, że niewiele, ale
      przecież nikt mnie o zdanie nie pyta.
      W dyskusji społecznej istnieje kilka modeli. Z dyskusji średniowiecznych (spór
      teologiczny) pamiętamy model „mądry z mądrym” nawet jeśli jeden grał rolę doctor
      angelicus a drugi advocatus diaboli. Model przebrzmiały. Gdy pojawiła się
      Reformacja model dyskusji zmienił się na „mądry z głupim”. Dziś model
      archiwalny, choć chętnie wyciągany. Polityka wynalazła model „idiota z idiotą”.
      Dla społeczeństwa jest to model nie do ugryzienia, bo zwykły obywatel z idiotą
      nie wygra - on w idiotyzmie jest zaprawiony, ma doświadczenie któremu Ty nie
      sprostasz. A jeśli nawet wygląda to inteligentnie to tylko dlatego, że
      „podprogowo” idiotą zostaje słuchacz, czytelnik.
      P.S. Byłem kiedyś członkiem partii – jednej starej i jednej nowej. I jedno, co
      mogę odpowiedzialnie powiedzieć zawiera się w stwierdzeniu, że partia nie jest
      dobrym miejscem na niezależność. Niestety, nasza demokracja jest tak pomyślana,
      że w skali państwa może być tworzona wokół partii politycznych, co bardzo zawęża
      możliwości intelektualne. Z drugiej strony wiadomo, że demokracji nie sposób
      stworzyć w pojedynkę. To nie są czasy Peryklesa, gdzie można by się oprzeć na
      filozofach i artystach oraz na miastach - państwach i koloniach. Teraz każdego
      artystę można podjudzić, filozofa ogłupić a miasto – państwo przekupić. Po
      demokratycznych wyborach okaże się zaś, że rządzi ten, co do którego nie było,
      nie ma i nie będzie społecznej zgody.
      Dlatego też moje pragnienie demokracji polega na uwzględnieniu tylko
      jednej propozycji, a mianowicie, żeby Nigella Dawson poprowadziła „Korepetycje
      z... seksu” a Anna Richardson program "Nigella ekspresowo".
    • Gość: jothagie Nowy etap marzeń... IP: *.olsztyn.mm.pl 08.04.10, 08:20
      zamknięty
      Wpisałem się do wątku Koniec_marzen_Upadek_klimatycznej_czekoladziarni w
      następujących słowach:
      Nie znam sprawy tak dobrze, jak wypowiadający się w tym konkretnym temacie, ale
      znam inne z cyklu „nieudolność władz” (także działanie według egoistycznych
      pobudek) i mogę powiedzieć, że jest w tym sporo prawdy. Pisanie o tym jest
      wyrazem troski obywatelskiej w duchu: dokąd zmierzasz władzo, bo my widzimy, że
      donikąd...
      Teraz uzupełniam:
      Kto rządzi w Olsztynie? Na razie są to układy lekko mafijne, oparte na więzach
      narodowościowych, partyjnych i nienazwanych (co nie znaczy „nieznanych”). Jest
      to etap kładzenia „ściółki” politycznej. Z tego wyjdzie baroneria, która już
      jest, już przebiera nogami, ale nie jest w stanie uchwycić wszystkich
      przyczółków. Wyjdzie z tego zwycięsko, jeśli zgodzi się na rolę wierzchołka góry
      lodowej tych „nienazwanych”. Z tym wiąże się walka o IPN, żeby nienazwani mogli
      niepostrzeżenie wyciągnąć z kapelusza „naznaczonych” dawniej i teraz.
      Ktoś zapyta, a jak ominą demokrację? Wcale nie będą omijać – wybierzecie ich...
      jeśli dostaniecie możliwość w krajowym standardzie, tzn. między głupolem, a …,
      to wybierzecie … Nadużyję trochę Wittlina mówiąc, że wybory w demokratycznej
      Polsce są tym, „czym w wolnej Polsce była 'czysta wyborowa' - źródłem taniego
      upojenia". Kto potrzebuje upojenia, będzie je miał, nawet bez pytania, jak
      wybrańcy zarobili pierwszy milion. Nie od dziś wiadomo, że demokracja jest rajem
      dla byłych, obecnych i przyszłych prze... dsiębiorców.
      P.S.
      1. Coś szczególnego: Jak uniknąć kompromitacji własnej? Przestańcie ich brać na
      poważnie, bo będziecie mieć w głowie glizdy (jak mawiał Smoleń).
      2. Coś ogólnego: Czy pamiętacie powiedzenie Che Guevary - "Trzeba zaszczepić
      młodzieży nienawiść bo nienawiść jest motorem rewolucji"? Poprawił go Fidel
      mówiąc, że „90% tejże nienawiści zapewniają władze i kapitaliści – reszta to
      nasza usilna robota”.
      Zgadzam się ze Smoleniem, a Wy, jak chcecie...
    • Gość: jothagie Szorstka ocena bez krytyki IP: *.olsztyn.mm.pl 09.04.10, 07:40
      zamknięty
      To na kanwie wpisu na tym forum:
      forum.gazeta.pl/forum/w,64,95658734,95658734,Dola_olsztynskiego_inteligenta_alegoria_.html
      Był taki okres w moim życiu, kiedy starałem się być wszędzie tam, gdzie działo
      się coś ważnego dla olsztyńskich środowisk twórczych. Byłem również tam, gdzie
      ktoś robił coś istotnego w kulturze dla Olsztyna. Istotnego pod względem
      kulturotwórczym (animacji), czy fenomenalnego pod względem inteligenckim
      (pomysłu). Nie przeczę, że było sporo okazji, żeby pod tym względem podziwiać i
      docenić ludzi różnych środowisk. Ale, rzecz dla tego miejsca charakterystyczna,
      tylko ludzi. Środowiska jako takie zniechęcały mnie dosyć systematycznie i
      skutecznie. Tu wartości ludzi nie udało się przekuć w sumę wartości środowiska.
      Ponieważ nie każdy ma dostęp do ludzi wybitnych, zwykle „pobiera” ich przez
      dzieła lub środowisko, dlatego w którymś momencie stanąłem wobec problemu, że
      jestem człowiekiem z zewnątrz wobec tego środowiska. Stojąc zaś zewnątrz nie
      można ocenić nurtów, tendencji, intencji, potencjału środowiska inteligenckiego.
      Dalej przekonałem się, ze w Olsztynie rzecz ma się tak, iż wszystkie środowiska
      z natury swej opiniotwórcze, mają podobne wady – charakteryzują je działania
      niezrozumiałe, hermetyczność na obcych, uprawianie interesu dla „swoich” i wiele
      innych wad, które dziś obejrzeć można na przykładzie dowolnej partii
      politycznej. Partie polityczne regionu uważam tu jako wzorzec wad, i nie ma
      żadnych podstaw, by podziwiać w nich kulturotwórczą, a tym bardziej inteligencką
      rolę.
      Z czasem odsuwałem się od wszystkiego i przyglądałem się temu z oddali. Kibicuje
      poczynaniom wielu ludzi, ale samotniczość w kulturze, po wszystkich stronach –
      twórców i biorców – skutkuje brakiem prawidłowej oceny. Trudno jest być
      recenzentem wszystkich dziedzin kultury, bo trudno znać się na wszystkim.
      Groziło mi, że nie będę wybiórczy i że będę tylko potakiwał, do czego dopuścić
      nie mogłem. Tak więc pozostałem poza teatrem, filharmonią, spotkaniami
      literackimi, itp. Zostawiłem sobie książki, ale tylko swoisty ich gatunek.
      Znalazłem podobnych czytelników – radzimy, co warto zakupić, losujemy, kto
      zakupi a potem odkupujemy od siebie. Na koniec dzielimy się opiniami. Herbatę
      każdy przynosi swoją...
      I już nie raz padło takie zdanie, że trudny jest los inteligenta na tym terenie.
      Prawda jest jednak taka, do czego nie możemy się przyznać, że trudno jest
      uczestniczyć w kulturze (pewnie też i tworzyć) bez pieniędzy. Pieniądze rzadko
      idą do twórców – władza rozdaje je raczej „naszym” z jej punktu widzenia.
      Indywidualnie jest, jak jest, ale przeważnie jest kiepsko. Przecież to
      śmiertelnie poważna decyzja, czy pieniądze przeznaczyć na jedzenie, lekarstwa
      czy uczestnictwo w kulturze. Wielokrotnie stawałem przed takim wyborem i
      potwierdzam, że instynktownie jest to proste, ale racjonalnie rzecz biorąc, jest
      to trudny wybór.
      Ale czy ja się skarżę?
      • Gość: fansld Re: Szorstka ocena bez krytyki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.10, 13:14
        zamknięty
        Prawdziwy inteligent przeznacza pieniadze na socjalistyczne opiekuncze panstwo.
        To socjalizm powoduje ze inteligent doznaje kulturalnego ukojenia wiedzac ze
        oddaje 70% swoich dochodow na innych.
        Inteligent dobrze wie ze gdyby zamiast 70% oddawal np. na panstwo 20% doznan
        kulturanych nie byloby zupelnie a "kultura" upadlaby calkowicie, ze o ciezkim
        losie biedoty nie wspomne :)

        Na szczescie JHG jest prawdziwym inteligentem o czym jest on zreszta swiecie
        przekonany bo przeciez ma wyksztalcenie, umie czytac i nie pracuje przy lopacie.
        I to upowaznia go do wypisywania dluuugi tekscikow w ktorym udowania nam ze nie
        ma juz prawidzwej lewicy ze kapitalizm to zepsucie a koscielni mowia mu co ma
        robic itd. itd. :D
        Gra wszak idzie o kulture....i inteligencje. :D

        P.S. Skad tylko ten dylemat.. wydawac na kulture czy nie?
        Hmmm.... czyzby ukryte odchylenie prawicowe czyli traktowanie kultury (tej
        ambitnej takze) jako zwyklego towaru a nie jako "misji panstwowej" Dziwne. :D

        • Gość: fanidioty Re: Szorstka ocena bez krytyki IP: 85.15.231.* 09.04.10, 15:20
          zamknięty
          Dla miernot geniusz jest czymś niewybaczalnym – Elbert Hubbard.
          Nieprawdaż?!
          • Gość: fansld Re: Szorstka ocena bez krytyki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.10, 16:24
            zamknięty
            Prawda leży pośrodku - może dlatego wszystkim zawadza.
    • Gość: jothagie Ja to mam szczęście... IP: *.olsztyn.mm.pl 10.04.10, 13:03
      zamknięty
      „Było ciemno/Więc niewiele co widziałem/I pamiętam też niewiele/Było ciemno... A
      wiec stałem, nie widziałem, było ciemno, lecz słyszałem wciąż/Ten głos…Ty to
      masz szczęście”
      Majstersztyk na trudne życiowe chwile... miód na uśmiech nieszczęśliwy... Bywa,
      że słucham i za muzykoterapię musi wystarczyć.
      W szkole średniej uczyłem się pilnie, grałem w zespole muzycznym i dorabiałem u
      introligatora jako pomocnik. Mój instrument (trąbka) swoją karierę artystyczną
      zrobił na wiejskich weselach. Gdy jego właściciel zapił się na śmierć, ja jako
      uzdolniony sąsiad zostałem nim obdarowany. Marzyłem jednak o zmianie instrumentu
      (saksofon był poza zasięgiem dlatego marzyłem o trąbce - kornet B). Dwa
      wspomnienia obciążają moją wczesną pamięć: cukierki na wagę i mój roplaskany nos
      na oknie sklepu, oraz kornet B na wystawie w sklepie muzycznym. Często
      wybierałem dłuższą drogę, żeby tylko go zobaczyć. Moje marzenie było powszechnie
      znane i wykorzystał je ksiądz proboszcz. Zaproponował, że jeśli oprawię mu
      dokumenty i w maju zgodzę się o wczesnym poranku grać z wieży kościoła melodie
      maryjne, to on mi kupi nowy instrument. Mój szef, przedwojenny introligator,
      zgodził się na użycie materiałów i prace po godzinach. Pracowałem wieczorami
      przez 5 miesięcy. Gdy księgi oprawne w skórę i zdobione złotem stanęły w
      salonie, proboszcz oświadczył mi, że „te koncerty z wieży to nieudany pomysł, a
      dla parafii mogłem zrobić coś za darmo”, to sobie pomyślałem, że ja to mam
      szczęście... I to rozczarowanie jest zawsze obecne jako pierwsze, kiedy puszczam
      sobie piosenkę pod tym tytułem.
      „To nie wróg był, bo głos cichy i subtelny, ale polski i nieskazitelny
      To nie wróg był, ten by zaraz, mnie zapytał czy mój światopogląd celny
      Wiec to nie był wróg na pewno, bo nad głowa, tuż nade mną, wciąż słyszałem ten
      głos,ten głos, ten głos…
      Ty, to masz szczęście, że w tym momencie, żyć Ci przyszło, w kraju nad Wisłą…Ty,
      to masz szczęście…
      Twój kraj szczęśliwy, piękny, prawdziwy, Ludzie uczynni, w sercach niewinni…Twój
      kraj szczęśliwy…”
      P.S.
      1.Polecam muzykoterapię:www.youtube.com/watch?v=qRt08bdLO4E
      2.Tekst napisałem w sobotę rano (10.04.10, godz. 7.45) nie przeczuwając nawet,
      że w powietrzu czai się niebezpieczeństwo. Prezydencki samolot już leciał ku
      swemu przeznaczeniu. I znów ktoś ironicznie odezwał się do mnie: „Ty, to masz
      szczęście, że w tym momencie, żyć Ci przyszło, w kraju nad Wisłą…Ty, to masz
      szczęście…”. Czy naprawdę On tak chciał? Jestem agnostykiem, więc jeszcze
      trudniej mam intelektualnie. Nie jestem też twardzielem i trudno jest mi zebrać
      się w sobie...
      • Gość: artur Re: Ja to mam szczęście... IP: 91.194.84.* 10.04.10, 15:56
        zamknięty
        Tekścik prawie filmowy, czyli w 3d...py, jak moja babcia mówi. Gratulacje! Dziękuję!
      • Gość: przyg.czyt. Jothagie, Ty to masz szczęście, IP: *.secured-server.eu 11.04.10, 18:21
        zamknięty
        żeby trafić na takich kretynów jako przeciwników.
        Witaj, Książę Myszkin! Witaj, Książę Olsztyn! Witaj, Książę Kecaw! Witaj Fansld
        - Książę Transylwanii! Macie szczęście, że jeszcze yadol o was nic nie wie...
        Połknie was na przystawkę, bo te Wasze główki nawet bez ceremonii tsanstsa są
        niezbyt duże.
    • Gość: jothagie De mortuis nihil nisi bene IP: *.olsztyn.mm.pl 11.04.10, 08:30
      zamknięty
      O zmarłych - tylko dobrze. Ta śmierć nie ma kolorów politycznych nawet jeśli
      było tam obecne całe spectrum polityczne. Jak jeszcze żyli to cieszyli się
      naszym poparciem, obojętnością lub lekceważeniem. Gdy odeszli zdobyli nasze 100%
      poparcia. Jak to możliwe, jeśli nagle nie staliśmy się ani bardziej dobrzy, ani
      bardziej źli. Nagle, bez zapowiedzi, bez przygotowania stanęliśmy wobec
      problemu, którego nikt sensownie rozwiązać nie potrafi. Problemu bezsensownej
      śmierci nie potrafi porządnie rozwiązać ani filozofia, ani religia, tym bardziej
      polityka. Te narzędzia w jednej chwili stały się nieprzydatne. W takim momencie
      wszyscy jasno postrzegają, że śmierć jest naga, zimna i jesteśmy wobec niej
      bezsilni. Nawet jeśli zdajemy sobie sprawę, że nasze życie zdane jest na ten
      fragment naturalnego cyklu. Agnostyk nie ma problemu pogodzenia się ze śmiercią,
      ale nie może racjonalnie podejść do czegoś tak bezsensownego. To zaś, że jest to
      śmierć bezsensowna osadza się na wielu aspektach, o których niech wypowiadają
      się specjaliści od logistyki. Wszystkie inne tłumaczenia przyjmuję jako
      literaturę funebralną, która jest elementem kultury naszej osobistej i kultury
      zbiorowości. O śmierci można milczeć, można mówić, ale nie sposób o niej
      powiedzieć wszystkiego. Dlatego mówmy o ludziach, których dosięgła – mówmy tylko
      dobrze. Zasłużyli na swoje miejsce w naszej pamięci, może w naszych uczuciach,
      może w naszej woli – może ktoś zechce kontynuować ich dzieło, żeby ewentualnie
      mogli ”powiedzieć” - „non omnis moriar” (nie całkiem umarłem).
      P.S. Trudno poczuć się naprawdę dobrze wychowanym, jeśli w naszej świadomości
      tyle słupów milowych przypominających nasze zbiorowe umieranie. Co wiek umieramy
      jako społeczeństwo, a w niektórych wiekach po wielokroć. Nie mówmy, że z tego
      wyniknie coś dobrego. Takich śmierci nie udało się przetworzyć w pomnik dobra –
      niektórym udało się tylko dobrać odpowiednie słowa, a nawet udało się to
      wykorzystać. Zbudować jakąś ideologię, która służyła tym, co ją zbudowali. Nie
      łudźmy się – to ideologia cmentarnych hien dla życiowych desperatów. Śmierć to
      żadna causa efficiens dla oczekiwanego dobra. Oni na pewno woleliby jako żywi
      walczyć ze złem i z życiem walczyć o dobro.
    • Gość: jothagie Rozwaga na wdechu... IP: *.olsztyn.mm.pl 12.04.10, 07:47
      zamknięty
      Tragedia pod Smoleńskiem wyciszyła scenę polityczną. Podejrzewałem, że to będzie
      cisza przed burzą, bo jak długo można być układnym na wdechu... Niemożliwe, żeby
      rozwaga została z nami na dłużej. Nastała cisza, ale napięcie nie ustąpiło.
      Wystarczy, żeby ktoś objawił, że np. Lech Kaczyński miał rozwiązane sznurowadło
      w lewym bucie, a pójdzie jak lawina. I takie skubania następują. Dzień po
      tragedii żołnierz PiSu nie wytrzymał:
      wiadomosci.onet.pl/2153482,11,girzynski_bog_zabral_go__aby_ci__ktorzy_nie_rozumieli_i_niszczyli_go_przestali_to_czynic,item.html
      Trzeba odnotować, że i druga strona nie zasypia. Skok na wolne stanowiska jest
      szykowany. Na to nie mamy wpływu, bo tam rządzi bóstwo polityki – skuteczność. W
      takiej sytuacji warto przypomnieć pierwsze przykazanie wymuszonego rozejmu: po
      pierwsze, nie prowokować! Każdy z nich zasługiwał na życie. I tego się
      trzymajmy. Rozliczanie się na „irasiady” świadczyć będzie tylko o naszym
      małoobrazkowym formacie.
      Drugie przykazanie kieruję do dziennikarzy: nie musicie nagle zmieniać poglądów
      – lepiej, żebyście nie mieli nic do powiedzenia. Przecież pamiętam ich z
      nazwiska i imienia, co który mówił wcześniej o zmarłych. Teraz nagle doznali
      olśnienia. Czy ktoś koniecznie musiał zamknąć oczy, aby przejrzeć mógł ktoś...?
      A może to tylko wierszówka?
      Kolejne przykazanie kieruje do polityków: Zbyt gorliwie nie rozmawiajcie o
      stratach, bo państwo musi funkcjonować i następcy się znajdą, ale nie róbcie też
      wrażenia, że nie wiecie o korzyściach. Oglądałem przekaz polityka, który był
      pełen słów o tragedii, ale w jego oczach widziałem, że to go urządza. To
      obrzydliwe mieć takie wnętrze i jeszcze nie umieć go ukryć.
      Także coś dla mediów: nie ogłupiajcie poszukujących informacji. Komentarz jako
      zbiorowa histeria nie może być rozpaczą rozsądnych ludzi. Przecież każdy ma
      rozum i widzi, co się stało i jeśli musi, to swój komentarz sobie złoży.
      Emocjonalne „poganianie” działa na niesamodzielnych myślowo ludzi na bardzo
      krótką metę. Nie ma już śladu po pokoleniu JPII i za dni kilka nie będzie śladu
      po słowach TVN. Przecież to tylko słowa i jeszcze w dodatku w niewiarygodnych
      ustach.
      Dla „gdybaczy” mam radę: Nie gdybać! O wielu sprawach nie wiemy. O pewnych nie
      dowiemy się nigdy, więc po co pisać nowe dzieje pod dyktando Gibraltaru. Powieść
      nawet kryminalna rządzi się swoimi prawami, ale łatwo jest w niej odróżnić
      fikcję od autentycznych wydarzeń. Nie zacierajmy tej granicy w życiu. Fikcji już
      i tak mamy pod dostatkiem.
      I może coś dla wszystkich: nie przesadzajmy w wielkich słowach. Patos typu „oni
      złożyli ofiarę życia" nie jest na miejscu, bo dotychczasowa wiedza każe nam
      sądzić, że oni zginęli przypadkowo, być może po błędzie ludzkim (przecież
      istnieją wytyczne dla wojskowych i tu je kompletnie zlekceważono). Zachowajmy
      więc szacunek do umiaru w słowach, bo niedługo znów zażądamy Barabasza.
      P.S. Żałuję, że za jakiś tydzień spowodujemy głęboki wydech, z ramion otrzepiemy
      emocje, upudrujemy lico i będziemy robić swoje. Może tak trzeba, ale w takim
      razie, po co to przedstawienie w nie najlepszym wydaniu? Czyżbyśmy mieli aż tak
      duże zapotrzebowanie na „chleb i igrzyska”. Jeśli tak, to jesteśmy biednym
      narodem, a to z tego przede wszystkim powodu, że nasz rozsądek nie panuje nad
      instynktami.
    • Gość: jothagie Le vin est versé, il faut le boir IP: *.olsztyn.mm.pl 13.04.10, 10:43
      zamknięty
      Wino zostało nalane, trzeba je wypić – tak mógł powiedzieć Napoleon. My możemy
      się posłużyć tylko spolszczoną wersją tego powiedzenia – c'est voila, żaba na
      talerzu i trzeba ją jakoś przełknąć. Ta żaba to konsternacja z powodu
      ogólnonarodowego kaca. Może już lepiej nie mówić, co jest jego przyczyną – robią
      to środki masowego przekazu per fas et nefas (moim zdaniem). Wokół jednak unosi
      się zapach „aldehydu octowego” i wszyscy czują, że to nie jest coś normalnego,
      że to jest coś trującego, ale nie wiedzą, jak wrócić do normalności, bo to, co
      było, okazało się nienormalne.
      Wypadki z 10 kwietnia i późniejsze obnażyły wiele ukrywanych dotąd podejrzeń.
      Trzeba więc przyswoić sobie prawidłowość, że politycy w większości nie postępują
      ani uczciwie ani nieuczciwie z założenia. Postępują tylko zgodnie ze swoim czy
      partyjnym interesem. Robią to z pobudek egoistycznych i egoizm jest napędem ich
      działania. Dlatego zadaniem organizatorów życia społecznego jest tak to
      wmontować w funkcjonowanie Państwa, aby utrzymać ich na wyważonym poziomie
      egoizmu i altruizmu. Utrzymywać w takiej sytuacji prawnej i organizacyjnej, by
      ludzie mogli działać także w interesie innych i by te działania sprawiały im
      satysfakcję. Żadne „wielkie zasady” nie będą mieć tu zastosowania, co już dziś
      trzeba myślowo oswoić. Stosowanie ich dopiero w obliczu śmierci jest spóźnionym
      ukłonem wobec ideałów, o które nikogo z polityków nie podejrzewa się za życia.
      W tej sytuacji do drzwi naszego państwa puka niezbyt wygórowane marzenie.
      Marzenie oparte jest na poczuciu elementarnej przyzwoitości, według której
      należy zharmonizować relację między dobrem jednostki „politycznej” a dobrem
      powszechnym. Problem zasadza się na niewłaściwej relacji władzy między sobą
      (rząd - prezydent) i między władzą a społeczeństwem na etapie zarządzania i
      reformowania państwa. W tym ostatnim rozrywano społeczeństwo na części.
      Wyprodukowaliśmy demokrację bez obywateli i bez społecznego kapitału zaufania.
      Dopiero żałoba pokazała podmiotowość społeczeństwa i jego silę. Biada temu, kto
      spróbuje tym zarządzać, albo to zlekceważyć. Normalność Panowie, to podmiotowość
      społeczeństwa, a nie ogłupiana maszynka do głosowania. Władza ma natomiast
      zadbać o to, by chronić społeczeństwo przed jego roszczeniowością, z jednej
      strony i z drugiej, by słowo „obywatel” nie wywodziło się od słowa „obywać się
      bez czegoś”. Szczególnie czegoś, czego brak uwłacza godności ludzkiej. Tak jak
      umieliśmy zadbać o godność żałobników, tak zadbajmy o godność tych , którym
      trudno ląduje się w każdej dziedzinie.
      Nie będę wyszukiwał wielkich przykładów, ale warto wspomnieć, że równolegle z
      tragedią pojawiło się nowe oblicze reformy służby zdrowia. Pominę fakt, że każde
      działanie w tym zakresie wraca nas do Pani Sawickiej, która ujawniła możliwe
      interesy w tej dziedzinie. Otóż przykład amerykański pokazuje, że wszelkie
      symulacje powinny zakładać w pierwszym rzędzie opiekuńczość systemu, a dopiero w
      drugiej kolejności jego ekonomiczność. Państwo jako takie, a szczególnie partie
      polityczne nie mogą robić dobrych interesów na ochronie zdrowia, innych niż
      zdrowie tego społeczeństwa. To społeczeństwo musi być podmiotem dobrych
      interesów w tej dziedzinie. To jasne, że do dobrych interesów, tak jedni, jak i
      drudzy, muszą wnieść duży aport.
      I przyznam się Tobie internauto, że gdym miał coś do powiedzenia, w sensie
      sprawczym, to odnowiłbym społeczną debatę nad wieloma problemami, które pojawiły
      się wraz z bezsensownym odejściem ludzi, którzy czemuś służyli. Nie mnie
      oceniać, czy służyli dobrze, ważne, że pamięć o nich coś komuś może przypominać.
      Nie pcham ich koniecznie do narodowego panteonu, ale do problemów, które od
      czasu do czasu warto przemyśleć. Pod tym względem są bardzo wymowni...
      I może jeszcze jedno. Oni nie umarli na złość komuś, czy przeciwko komuś,
      dlatego nie wykorzystujmy śmierci walcząc z kimś w ich imieniu... A już to widzę.
      P.S. Czasem zastanawiają mnie przyczyny różnych wojen. Po latach te powody są
      wręcz niewiarygodne. Weźmy tak dla przykładu powody wojny trojańskiej. Jeśli
      odrzucić poetycką nadwrażliwość Homera, to z jednej strony widzę Troję jako
      biedną osadę, a z drugiej lata przygotowań, 10 lat wojny, i 10 lat wędrówki.
      Czyżby tylko dla pięknej Heleny? Gdzie jest tu Najjaśniejsza?
    • Gość: jothagie Pożegnanie z tematem... IP: *.olsztyn.mm.pl 14.04.10, 08:22
      zamknięty
      Za młodych lat mieszkałem w Krakowie. Gdy szedłem do Rynku, to w połowie drogi
      miałem Wawel. Często wieczorami chodziłem „pozdrowić” Smoka i spojrzeć na Wawel
      od strony Wisły. Zawsze zachowywałem szacunek wobec świadectwa państwowości,
      religijności i kultury i aby mi obiekt nie spowszedniał chodziłem tam dwa razy w
      roku i dodatkowo wtedy, gdy działo się coś ważnego. W zasadzie, wtedy było mi
      wszystko jedno, kogo metropolita „pogrzebie” w kryptach wawelskich. Do wczoraj.
      Dziś również nic mi do tego, ale część mnie została wyłączona z sympatii do
      sprawy jako takiej, czyli z sytuacji przewiązanej żałobnym kirem.
      Po ostatnich decyzjach rodziny prezydenckiej, której metropolita krakowski nie
      może odmówić (zbyt dużo Kościół zyskał), tym bardziej, że określony gest nic lub
      prawie nic go nie kosztuje, wyczułem coś, co mnie odrzuca – interes polityczny,
      bez związku z wartościami tego narodu. Cel ewidentnie polityczny spłaszcza
      uczucia a myślenie doprowadza do rozważań o wyższości jednych świąt nad drugimi
      i jednego miejsca pochówku nad innym. Nie zamierzam o tym dyskutować. Nie
      zamierzam również dyskutować, czy para prezydencka jest godna i zasługuje na
      Wawel, czy nie. To zupełnie inna sprawa, ale jeśli o tym decyduje J.K. to znaczy
      tylko tyle, że swoją wolą postponuje miejsce. Mam wrażenie, że tenże człowiek
      nie odróżnia świątyni narodowej od miejsca produkcji słodyczy. A może to
      przebiegły sposób na santo subito... przecież ta grupa ludzi musi być po naszej
      stronie – tak na pewno myśli.
      Jestem człowiekiem refleksyjnym i wiek wcale nie ujął mi niczego w możliwości
      przeżywania, dlatego zamierzałem poruszyć wiele tematów przy okazji tej
      bezsensownej śmierci. Sądziłem, że znajdę ludzi, których wprawdzie idolem nie
      był tragicznie zmarły prezydent, ale którzy śmierć wszystkich traktują jako
      poruszające doświadczenie żywych. Przecież żaden pomnik nie jest przeznaczony
      dla zmarłych, ale dla żywych. Liczyłem na poruszenie przede wszystkim
      intelektualne, bo tak, za namową J.Giedroycia, łatwiej jest zwalczać szlachetne
      mrzonki i uczyć myślenia. Kogo? Tych wszystkich, którzy przez polityków zostali
      rozdarci na popierających i zwalczających, na sięgających po przyzwoite środki
      walki i tych z zakazanych rewirów. Czekałem na ujawnienie się przynajmniej
      rozejmu w tej walce polsko - polskiej. Nie przypuszczałem, że ktoś zdecyduje się
      tak sprawę popsuć, odhumanizować i kolejny raz schować się za szczelny mur
      wartości, które mogą zwyciężyć tylko dlatego, że skutecznie dzielą. I kto komu
      teraz złoży meldunek, że zadanie wykonane? Zatem kończę temat zawołaniem z
      Horacego (Pieśni, 1, 7, 27) - nil desperandum - nie ma powodu do rozpaczy...
      Z pewnością ktoś zgłosi votum separatum:
      fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/bp-pieronek-z-dystansem-do-pochowku-na-wawelu,1464334
    • Gość: jothagie Czy to jest państwo totalitarne? IP: *.olsztyn.mm.pl 15.04.10, 09:35
      zamknięty
      Dla uzmysłowienia, w jakim jesteśmy punkcie podaję przykładowy opis:
      portalwiedzy.onet.pl/16339,,,,panstwo_totalitarne,haslo.html
      Państwo, które mnie zmusza do czegoś, czego ja nie popieram. Moim zdaniem
      wystarczyłyby podatki i prawo z jak najmniejszą ilością unormowań
      ograniczających moje zachowanie.
      Przykłady z brzegu: Przez tydzień katuje się mnie żałobą narodową i a wcześniej
      nadużywało się tego w wielu przypadkach. Mnie wystarczy dzień refleksji, a
      później nie mogę już tego ani oglądać, ani słuchać. Do pasji doprowadza mnie
      rodząca się na oczach Polaków świadomość, że można to jakoś wykorzystać -
      Kościół, partie polityczne, różne organizacje, media...
      Kiedyś, co do dziś pamiętam skatowano mnie wręcz problematyką antyaborcyjną. Ja
      rozumiem, że aborcja może być zakazana członkom Kk, ale żeby robić w tym przymus
      dla wszystkich obywateli. Tym bardziej, że w ościennych państwach nie jest to
      zakazane i rozwija się turystyka aborcyjna w najlepsze. Jest to również
      podrożenie zabiegu w gabinetach prywatnych, bo ryzyko kosztuje więcej. Jeśli
      natomiast tematu dotknie się praktycznie, np. w przypadku Alicji Tysiąc, to
      rozpoczyna się krucjatę na miarę zagrożenia niepodległości. Nagle na każdym
      miejscu pojawiają się czarne stwory i grożą ogniem piekielnym. Zastanawiam się,
      czy to już kwalifikuje się pod groźby karalne. Jestem tym zmęczony mimo że temat
      zupełnie mnie nie obchodzi.
      Podobna sytuacja ma miejsce w sprawie in vitro, co jest zupełnie śmieszne i tak
      śmieszne, że skutkuje brakiem szacunku dla nauk medycznych. Każde rozwiązanie, z
      tych proponowanych, jest kuriozalne. Dlatego proponuję moje rozwiązanie, by
      zezwolić łaskawie i refundować tym kobietom, które nie mają punktu „G”. Są one
      albo przez los pokrzywdzone, albo za partnerów mają idiotów i należy im się...
      Są dziedziny, że bardzo mi doskwiera „urzędowy” brak rozdziału Kościoła od
      państwa. Kiedy go wprowadzano liczyłem na inteligencję ludzi Kościoła. Nie
      podejrzewałem ich o zachowanie kąśliwego psa burka. W miarę poczucia siły
      zagrabionych pieniędzy nastąpiło jednak zachowanie stadne uwłaczające koabitacji
      osób wierzących i innych. Nie dość, że lekceważy się tych „innych” ze względu na
      ilość to totalitarnie zmusza się ich do poddania się dyktatowi. Rozdział
      Kościoła od państwa polega na tym, że mnie jako człowieka spoza wspólnoty ludzi
      wierzących obowiązuje prawo stanowione przez państwo, tak zresztą jak wszystkich
      wierzących. Tzw. Prawo “boże”, kościelne, kanoniczne obowiązuje ludzi wierzących
      – mnie nie obowiązuje. I nie narzuca, ani wymusza się tego, by prawo państwowe
      było stanowione przy pomocy prawa kościelnego i pod dyktando duchownych lub ich
      owieczki. Tyle i przynajmniej tyle.
      Pojawił się problem pochówku na Wawelu, który przypomina delikatność słonia w
      składzie porcelany. Przykład, który wskazuje, że zupełnie nie mamy pojęcia o
      demokracji. W przypadku Piłsudskiego to naród chciał Wawelu, a Kościół nie. Nie
      mógł jednak odmówić, bo mimo, że Piłsudski miał hierarchię i kard. Hlonda w
      d..., to jednak był to twórca niepodległości państwa. Kościół niezbyt doceniał
      ową wartość, bo w zaborach żyło mu się równie dobrze, a naród utrzymywany przez
      zaborców w ciemnocie i pijaństwie dobrze sprawdzał się w „owczarni”. Teraz było
      tak proste rozwiązanie do wzięcia. Razem z wyborami mogło się odbyć referendum w
      sprawie miejsca pochówku. Demokracja była by rozstrzygnięciem ostatecznym i
      bezdyskusyjnym. Ale zadziałał komunistyczny schemat: „Partia robotnicza wie
      lepiej, czego chce robotnik, niż sam robotnik”. Gratulacje!
    • Gość: jothagie Gdzie będzie pycha, tam będzie i hańba IP: *.olsztyn.mm.pl 16.04.10, 08:23
      zamknięty
      Tako rzecze Salomon.
      A ja tak sobie mówię:
      Że to nikt nie wpadnie na pomysł, że Pan Bóg wreszcie pokarał pyszałków (poza
      wyjątkami, bo o tych nie wiem, kto i za co ich pokarał) różnej maści
      politycznej... Przecież zemsta jest rozkoszą bogów.
      A teraz definicja:
      Pycha to postawa człowieka, charakteryzująca się nadmierną wiarą we własną
      wartość i możliwości, a także wyniosłością. Pycha stoi w jawnej sprzeczności z
      demokracją i nauką. Dobrze komponuje się z jedynie słuszną wiarą, co tak
      „pięknie” rozwija się na naszych oczach.
      Dla opamiętania potrzebny jest „wstrząs wtórny”!?
      Teraz Mickiewicz:
      „Wznoszę się! Lecę! Tam, na szczyt opoki - Już nad plemieniem człowieczem,
      Między proroki”. (Mała Improwizacja).
      Może Monteskiusz:
      „Pycha jest zwierciadłem, które zawsze schlebia: pomniejsza nasze wady,
      powiększa nasze cnoty”.
      I znów Mickiewicz:
      „Sługo! Sługo pokorny, cichy, wniosłeś pokój w dom pychy. Pokój temu domowi”.
      I na koniec ja:
      Oby pozostał pokój w tym domu a pycha na zawsze się wyniosła... inaczej znów
      zdarzy się mała improwizacja i wielkie bum.
      P.S. To nie jest prawdą, że Polaków jednoczy żałoba. Polaków jednoczy żal,
      którego w swej historii mają pod dostatkiem. Ostatnie dwadzieścia lat również
      wzmocniło ten żal, że niewiele udaje się według wcześniejszych zamierzeń i tylu
      wyrzeczeń. Albo, że udaje się dla tak niewielu... Jesteśmy w sytuacji, że
      czekamy na dowolną okazję, żeby sobie popłakać. I tylko to jednoczy nas tak
      wielu. Nie widzę innych przyczyn, co nie znaczy wcale, że inne przyczyny nie
      występują. Jest to tak daleko skrywane, że zapytani odważamy się mówić tylko o
      żałobie. Dlatego nie mówiłbym o szlachectwie narodu, ale o okrucieństwie tych,
      co są powodem tego żalu.
      Żałoba? Jaka żałoba? Świadomie wygenerowano i profesjonalnie reżyseruje się
      smutek dla maluczkich. Osoby, które wcześniej „utuliły” żal oglądają spektakl,
      jak w „Ojcu chrzestnym” - ceremonia w kościele a w tle rozliczenia.
    • Gość: jothagie Nowy impuls IP: *.olsztyn.mm.pl 17.04.10, 08:13
      zamknięty
      Herbert George Wells powiedział kiedyś: ”Cywilizacja przyszłości będzie
      wyścigiem między edukacją a katastrofą. Na razie idą łeb w łeb. Ale lada moment
      o milimetr wysunie się katastrofa. Czy będziemy przygotowani, by wyrównać
      edukacją?” Czy dobrze wyczuwam, że już na tę chwilę, czymś ważnym trzeba
      wyprzedzić katastrofę? Śpiący człowieku! Czy, używając słów Norwida, można Cię
      zbudzić grzecznie? Jeśli nie, to potrząsnę Tobą: Szukaj prawdy albo prawda Cię
      dopadnie.
      W krótkiej historii wolnej Polski spór polityczny sprowadzał się do wzajemnego
      okładania się deskami z trumien Dmowskiego i Piłsudskiego. W naszym charakterze
      politycznym tertium non datur. Teraz otrzymaliśmy „wzmocnienie” możliwości, z
      czego z pewnością skorzystamy. Niewielu łapie, w czym problem, ale należy się
      spodziewać, że w tym szaleństwie będzie tkwić metoda.
      Prawica uparła się przy kanonach ideału, ale zupełnie nie wie, jak do nich dojść
      (zrealizować je). Oparła się na pomysłach, tych którzy na nas chcą robić dobry
      interes nie licząc się z tym, jakie są nasze koszty tego interesu, przy czym
      zasadniczo światłem w tunelu jest zasada: nie ważne czy Polak biedny, czy
      bogaty, ważne, by katolik. „Deska” z trumny Dmowskiego służy tu do poklepywania
      swoich i okładania obcych.
      Lewicę znamy tylko jedną – rewolucyjną. Zachowuje się jak reformator -
      nieudacznik w bibliotece. Wywraca półkę z książkami a następnie układa
      rozrzucone książki, przy czym gubi uprzedni porządek, bo nie zna zasad
      klasyfikacji bibliotecznej. Następnie ogłasza, że ten nowy porządek jest lepszy
      niż poprzedni. Nie można wprawdzie niczego znaleźć, ale za to wszyscy są równie
      bezradni. Nikt nie ma nad nikim przewagi. Niestety, taka lewica przez
      najbliższych 30-50 lat może robić tylko rewolucje cenowe.
      Uważam się za sympatyka lewicy a to zbyt mało, żeby stanąć na deskowy, grobowy,
      a tym bardziej śmiertelny pojedynek. Przy czym zdefiniuję określenie: Sympatyk
      lewicy to człowiek, który wie o niej wszystko i mimo wszystko wciąż ją lubi
      (ideę). Wiem rzecz podstawową, że ta lewica jest przejściowa i nieprzydatna dla
      możliwych lewicowych pragnień społeczeństwa. Poczekam i na pewno nie doczekam
      się, bo gdy ktoś mnie pyta, „jak się czujesz”, to nieodmiennie cytuję odpowiedź
      z filmu Bergmana: „Dziękuję za dzień i proszę o więcej”. Dlatego z „nowego”
      impulsu też nie skorzystam. Nie skorzystam również dlatego, bo wprawdzie jestem
      zepsuty, ale nie aż tak...
      Bezinteresownie wieszczę, że „nowy” impuls uskrzydli nasze opcje polityczne, ale
      dalej pozostaną nielotami z gatunku rozgrzebywaczy przeszłości. Wieszczę, bo nie
      mam wątpliwości, że “ziemia nasza nie jest dla aniołów”. (H. G. Wells)
      P.S. Mój wzrok skierowany jest raczej na sprawy zewnętrzne, bo wewnątrz bieg
      wydarzeń da się przewidzieć. Zwracam uwagę na to, o czym pisał Puszkin.
      Zastanawiał się czy w owym czasie słowiańszczyzną zawładnie duch polski czy duch
      stepowego najeźdźcy. Z duchem polskim to dziś jest raczej problem i nie polecam
      jako wzoru, ale Zachód dla Rosji staje się kuszący, choćby za cenę pozbycia się
      przyzwyczajeń stepowego najeźdźcy. To bez wątpienia jest kierunek wart
      obserwacji z geopolitycznego punktu widzenia. Polska ma szansę miękko wpasować
      się w ten nurt, bez udawania swojej misyjnej roli. Powściągnąć musi się Kościół
      ze swoim prozelityzmem a i prawica z pogrobowcami Dmowskiego. Tragiczny wypadek
      w Smoleńsku może ułatwić proces, ale nie zaleca się, by ofiary wyciągać jak asy
      z rękawa. Taka gra może być zbyt cyniczna, nawet dla Rosjan.
    • Gość: jothagie I co ja na to? IP: *.olsztyn.mm.pl 18.04.10, 08:37
      zamknięty
      Stałem wczoraj w dużej kolejce do kasy. Za mną czekała młoda pani z synkiem
      gdzieś około sześcioletnim. Wyczyniał on różne dziwne rzeczy w furii, ze mama mu
      czegoś nie kupiła. A więc krzyczał, płakał, wył, kopał, gryzł, pluł. Mama była
      spokojna, prosiła, tłumaczyła, że dziś nie ma pieniążków. Wstydziła się nade
      wszystko, bo sporo osób przyglądało się scenie z politowaniem. Gdy ten młody
      źróbek kopnął również mnie i to boleśnie, to nie wytrzymałem i spojrzałem na
      niego ostro (tak sądzę!). Mama przeprosiła mnie i przy okazji wyrwał się z niej
      żal: „Nigdy więcej dzieci”! Zamarłem, ale powiedziałem: „Niech Pani jeszcze
      doda, nigdy więcej PiSu”. Pani uśmiała się serdecznie, straciła rumieńce wstydu,
      a dzieciak jakby zrozumiał i zamilkł...
      Nie będę płodził, rodził, ani wybierał, więc jest mi to obojętne, ale czy nie
      jest to temat do przemyślenia?
      Kwintylian mawiał, że satyra jest własnością Rzymian (Satira tota nostra est).
      Nie jestem tego pewien w zetknięciu z naszą rzeczywistością polityczną. Rzecz w
      tym, że w życiu politycznym wypada odróżniać satyrę od groteski. Satyra to patos
      – specyficzne przemawianie w imię pewnych racji, jednoznacznych i powszechnie
      aprobowanych. Satyra poucza w imię wartości. W polityce satyra miejsce wtedy,
      gdy, przykładowo, każdy ma swoją taką rację, swoje wartości i nikt nie ustępuje
      ani na włos... Groteska natomiast to swobodna gra elementami wyobrażeń,
      poglądów, ideologii, to uchylanie praw rządzących światem oficjalnym. Groteska
      kwestionuje obowiązujące wartości. Satyra, to oczywiście L.K. Na Wawelu, a
      groteska to J.K. kandydatem na prezydenta. W ten sposób ziści się literacka
      konwencja starożytności: bohater schodzi do podziemia (Wawel) i tam poznaje
      przyszłość narodu.
      Oczywiście i satyra i groteska robią to w specyficzny sposób, zarówno w formie
      jak i treści, co widać. W kraju żałoba a w mediach wychodzi i satyra i groteska.
      Mnie prowokuje raczej satyra, choć groteska trafia najszybciej, ale trafia
      płycej. No cóż, jeśli ktoś ma potrzebę poszukiwania tą drogą (satyry i groteski)
      trafnej diagnozy, to niech raczej ogląda doktora House'a.
      Prezydent L.K. jako zmarły otrzymał wszystko – żałobę, powagę, dobre słowo, itd.
      To mu się należało w myśl łacińskiego powiedzenia „de mortuis..” a ponadto
      obowiązujący "obrządek" takiego modus loquendi wymagał. Nadto, na taką
      okoliczność tylko to mieliśmy w naszym zasobie politycznym. Okazało się jednak,
      że zwolennicy zmarłego wzięli to za rzeczywistość i z tego punktu widzenia
      zaczęli atakować. Zapanowała konsternacja. Przeciwnicy, którzy zawiesili na ten
      temat spory zostali sprowokowani, ale żaden to dla nich problem przypomnieć, że
      L.K. był największym nieudacznikiem III, a może i IV RP. I po co to było? Kto
      zawinił? W dodatku ten sam kod genetyczny, J.K. zamierza stanąć na czele straży
      narodowej histerii.
      P.S. Powiedzmy to może jasno i wyraźnie, że słoń ma tyle wspólnego ze sprawa
      polską, co koń z koniakiem, a interes polityka z interesem państwa.
    • Gość: jothagie Wawelski poker – sprawdzam... IP: *.olsztyn.mm.pl 19.04.10, 07:59
      zamknięty
      Dochodzę do wniosku, że mimo królewskiego pogrzebu L.K. to dalej postać
      tragiczna. I to w wielu wymiarach.
      Po pierwsze, starał się być ucieleśnieniem mitu II RP, przy czym mit ten był
      okrojony o fakty sztandarowe dla tego okresu:
      Bezrobocie, analfabetyzm, nędza – całe dzielnice nędzy, krwawe tłumienie
      protestów robotników i chłopów, więźniowie polityczni, prawdziwie polski obóz
      koncentracyjny w Berezie, morderstwa dokonywane przez "nieznanych (mundurowych)
      sprawców", torturowanie opozycjonistów, procesy polityczne, prowokacje wobec
      opozycji, krwawy pucz i dyktatura, fałszerstwa wyborcze, pogromy antyżydowskie,
      prawna dyskryminacja mniejszości, burzenie cerkwi, klerykalizacja życia
      publicznego, współudział w rozbiorze Czechosłowacji (fakt, że za to L.K.
      przeprosił). Czy to nie tworzy tragiczności postaci świadomego sukcesora? Czy
      wobec powoływania się na wartości II RP można być aż tak nieświadomym kłamcą
      ideowym? W L.K. mamy negatywny wzór i nie ulegajmy komedii utraconego raju II RP
      niebosko kontrastowanego z piekłem PRLu.
      Po drugie, świadomie lub nie, sam jest twórcą wielkiego mitu, który nie ma
      najlepszej wymowy dla historii Polski:
      Śmierć jego i pasażerów samolotu nie wyraża niczego poza jej nonsensem. To nie
      jest śmierć za Ojczyznę. Nie można nią też wieńczyć Katynia. Ta śmierć
      prawdopodobnie nic nie zmieni politycznie, bo bez fałszowania nie może mieć
      waloru aksjologicznego. Dla prawicy może być integrującym symbolem, ale
      krótkotrwałym, bo mit nie zostanie tam przekuty w kulturę polityczną. Prawica
      miała i ma ostry niedobór praktycznej kultury politycznej. Dla prawicy
      ważniejszy jest wróg niż mit. Prawica nie zrozumie tego, że L.K. z osoby
      wyśmiewanej i atakowanej na naszych oczach nie może nagle zostać bohaterem, a co
      najwyżej postacią tragiczną. Nawet jeśli na siłę zostanie umieszczony w
      panteonie. Historia może obejść się z nim inaczej, ale przypuszczam, że przyszli
      badacze będą bardziej pragmatyczni niż sentymentalni.
      W tej osobie jest coś jednak zastanawiającego – L.K. wtapia się w ogólnonarodową
      legendę klęski. Niestety, u nas z wszystkich wielkich narodowych mitów wyziera
      klęska, ale powtórzenie klęski przez niego nie staje się farsą, ale staje się
      mitem, co zawdzięcza nie sobie, ale mediom pozbawionym równowagi w ocenie. I
      przed i po. Co więcej, z polityka nieuchronnie zmierzającego do klęski wyborczej
      przechodzi do narodowego panteonu. I tam go pozostawmy, ale pamiętajmy, że
      czeka nas ogromna próba – wybory. Politycy nie znają sentymentów w realizacji
      własnych celów. Misternie budują złudzenia a potem brutalnie nas z nich
      odzierają. A dopóki celów nie zrealizują gotowi są okładać się deskami z
      dowolnych trumien. Tym razem popróbują walki na relikwie.
      P.S. Osobiście uważam, że L.K. od momentu sławetnego „meldunku” stał się
      postacią tragiczną przez to, że on, przy nim i w jego imieniu można mówić
      bzdury. Najświeższym przykładem jest wypowiedź abpa Muszyńskiego, który z datą
      prezydentury L.K. wiąże początki wolnej Polski. Oby laudacje żałobne nie
      zmieniły vox dei na vox populi..., czego początków dopatruję się w decyzji
      pochówku na Wawelu. Lud może to kupić, ale taki ciemny to on już nie jest. Na
      szczęście każdy może dla siebie ogłosić koniec ulubionej rozpaczy.
    • Gość: jothagie Dlaczego nie będę głosował? IP: *.olsztyn.mm.pl 20.04.10, 07:26
      zamknięty
      Podjąłem już decyzję – nie będę głosował. Powody wynikają z mego doświadczenia
      politycznego. Jest ich wiele, choć dwa wystarczą. Pierwszy, lokalny, to
      stwierdzenie, że niezależnie od tego, na jaką partię będziesz głosował, to i tak
      wyjdzie z tego jakaś mniejszość narodowa. Nie buntuję się, ale mnie do tego
      proszę nie mieszać... Drugi, ogólnokrajowy, to stwierdzenie, że niezależnie od
      tego, na jaką partię będziesz głosował, to i tak w sprawach naprawdę ważnych
      rządził będzie Kościół. Widzieliśmy to przecież... To po co mi zawracacie d...
      tą kampanią wyborczą i wyborami?
      I może jeszcze coś z zakresu idei. Gwałtowne „popędzenie” społeczeństwa w stronę
      kapitalizmu stworzyło biedne, wywłaszczone społeczeństwo. To dziwne, że wszyscy
      poczuli się odpowiedzialni za jego świadomość – czyhają na nią wielkie
      korporacje, media i organizacje. Szczególnie wymowne jest przekuwanie woli
      bożej na chcenie ludzi... Wszyscy natomiast umywają ręce w sprawie jego bytu.
      Nie ma winnych, a w demokracji to raczej każdy sam sobie jest winien. Nie chcę
      być po stronie tych winnych...
      I coś z aktualiów.
      Na kracie wiodącej do kaplicy Wazów na Wawelu umieszczony jest napis „Mors omnia
      aequat” - śmierć wszystko równa. I to jest niepisane prawo Wawelu. Sądzę
      jednak, że historia dopisze nowe hasło przy wejściu do krypty pod Wieżą
      Srebrnych Dzwonów: „Mors fratri mei consummata est” - wykorzystałem śmierć brata
      mego. Jest to możliwe, pod “patrnonatem” Kościoła, który pomoże narodowi w
      zrozumieniu tej absurdalnej śmierci. Pomoże, bo ma w tym swój interes. Przypomnę
      tu inną sentencję łacińską, pochodzącą od Tertuliana (lub przypisywaną mu),
      późniejszego Ojca Kościoła “Credo quia absurdum” - wierzę, bo jest to
      absurdalne, gdy rozważał niezrozumiałą dla pogan śmierć Jezusa. Tu absurdem
      godnym wierzenia będzie siła sprawcza pamięci zmarłego w urządzaniu państwa
      według boskiego planu...
      W naszej chrześcijańsko – grecko – rzymskiej tradycji tanatos – śmierć jest
      kategorią świadomości stanu wiernych, czyli cel, który kieruje działaniem
      wiernych w sensie ostatecznym. Natomiast z punktu widzenia Kościoła jako
      organizacji liczy się agonia (agon – zmaganie się, zawody), czyli zmaganie się
      ze śmiercią. W tym czasie człowiek jest najbardziej przydatny dla Kościoła. Mam
      wrażenie, że agonia katyńska, bez rozróżniania która, będzie teraz przydatna w
      kolejnym etapie zawłaszczania Polski przez kler. I tyle, bo to streszcza wszystko.
      P.S. Jedna uwaga. Nie stosujmy naszej cierpiętniczej miary do Rosjan.
      Cierpienie, śmierć nie robią na Rosjanach (ludziach Wschodu) większego wrażenia.
      Tu właściwe staje się zawołanie: „Nie idźcie tą drogą...”
      • Gość: fansld Re: Dlaczego nie będę głosował? IP: *.olsztyn.mm.pl 20.04.10, 07:29
        zamknięty
        "Gwałtowne „popędzenie” społeczeństwa w stronę
        kapitalizmu stworzyło biedne, wywłaszczone społeczeństwo"

        :D :D :D
        • Gość: jhg z Olsztyna Pochwała fansl(e)d(a) IP: *.olsztyn.mm.pl 20.04.10, 10:20
          zamknięty
          Sam widzisz, jak sprawdza się teza o wyższości naszego wychowania w jedynie
          słusznej religii nad jakimkolwiek innym wychowaniem. Do prawdy mamy blisko, bo
          jest w nas. Nawet nie musimy jej poszukiwać. Nasza wiedza też jest istotniejsza
          od wiedzy innych. Stąd możemy ich olać jeśli o czymś mówią inaczej. Jeśli my coś
          głosimy, to musi to być prawdziwe. Z tych powodów musimy przyjąć Twoją wizję
          potępienia lewactwa i to, że wszystkiemu winne jest lewactwo, które wyłazi z
          wszystkich możliwych dziur. Nie ma to znaczenia, że świat dzieli lewicę na
          goszystów (lewactwo), lewicę i centrolewicą. Nie ma też znaczenia, że są lewacy,
          lewicowcy, centrolewicowcy i sympatycy lewicy. Toż to bzdura! Wszystko to
          lewactwo! A oni na tzw. świecie, cóż mogą na ten temat wiedzieć, Niech przyjadą
          po nauki do nas. My ich zaindoktrynujemy, nauczymy mądrości - inaczej, nauczymy
          właściwej nienawiści i wyjadą o wiele szczęśliwsi. Problem tylko, godny tęgiej
          głowy, polega na tym, czy Ty jesteś szczęśliwszy pisząc te głupoty? Bo jeśli
          tak, to nie ma problemu. Słowem się już nie odezwę. Twoje szczęście będzie także
          moim. To tylko w sprawie Twojej mądrości zgłaszam votum separatum.
          P.S. Mam nadzieję, że w swojej nieprzebranej mądrości, andaluzję do Erazma z
          Rotterdamu kumasz...
          • Gość: fansld z Olsztyna Re: Pochwała fansl(e)d(a) IP: *.olsztyn.mm.pl 20.04.10, 12:16
            zamknięty
            Bardzo watpie zebys cokolwiek rozumial z tego co pisze. Nie mam najmniejszego
            zamiaru tlumaczyc Ci kogo uwazam za lewaka a kogo nie.
            Nie bede nawet wnikac w tak kuriozalnie "logiczny wywod" jak zwrot: "swiat dzieli"
            Mozesz sobie interpretowac moje posty na swoj zalosnie prymitywny sposob,
            ubierac swoje wywody w filozoficzno-barokowy belkot a ja dalej bede z usmiechem
            na ustach cytowal i nabijal sie z bzdur ktore wypisujesz.

            I ja rowniez moge zadac Ci pytanie: "Problem tylko, godny tęgiej
            głowy, polega na tym, czy Ty jesteś szczęśliwszy pisząc te głupoty?" :P

            • Gość: przyg.czyt. Fansld, żałosny jesteś! IP: *.secured-server.eu 20.04.10, 17:47
              zamknięty
              Co Cie tak skrzywiło? W tej nienawiści, którą widać po słowie, to Ty możesz być
              nieszczęśliwy. Nie zatruwaj innych tym jadem. Twoje mrzonki, ani w postaci
              krytyki, ani w postaci uwielbienia nieprawości kapitalizmu (jeśli nawet dopiero
              będzie) nie zrealizują się. Daj sobie na luz, a lepiej wrzuć wsteczny...
              • Gość: fansld Re: Fansld, żałosny jesteś! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.10, 20:46
                zamknięty
                Nieprawosc w kapitalizmie jest niczym w porownaniu z nieprawoscia socjalizmu :P
                Poczytaj sobie posty jhg a znajdziesz tam nie mniej nienawisci niz w moich :D
                Poza tym nikt Ci nie kaze czytac moich wypocin.
                Uwazasz ze pisze glupoty to unikaj moich postow. Proste?




                • privus Re: Fansld, żałosny jesteś! 26.04.10, 16:59
                  zamknięty
                  Dla człowieka z epoki ociemniałego romantyzmu wszystko jest proste ;(
    • Gość: jothagie Za co dziś nie lubię poprzedniego systemu IP: *.olsztyn.mm.pl 21.04.10, 08:09
      zamknięty
      Świadomie podkreślam słowo „dziś”, żeby odróżnić od tego, co mnie uwierało
      kiedyś, gdy w systemie tym żyłem. O tych uwierających kiedyś nie zamierzam
      mówić, bo nie mówiłem wtedy, to co tu dziś bohatera zgrywać. Jako człowiek
      dobrze wychowany (mam nadzieję, że nie przesadzam) brzydzę się kłamstwem. W
      tamtym systemie z powodu braku informacji łatwo było nakłamać, jeśli nie do
      końca było wiadomo, komu wierzyć. Przeciętny człowiek zdany jest na odtwórczość,
      bo nie uprawia nauki i dostępu do źródeł nie ma. Podaję przykład, który mi
      doskwiera: Katyń. Dwa razy wypowiedziałem się publicznie – podpadłem jednym i
      drugim a z dzisiejszego punktu widzenia, skłamałem.
      Wersja „Katynia” była jedna, jeśli ktoś nie mylił Katynia z Chatyniem. Z czasem
      na falach „wrogiej” radiostacji usłyszałem inną wersję. Przyznam, że wówczas
      miałem zbyt mało wiary, żeby w to uwierzyć. Nikt mnie w niej nie utrwalał, ale
      podejrzane wydało mi się milczenie, tych co mogli coś wiedzieć. „Przełomem”
      stała się znajomość z pewnym historykiem, który wżenił się w rodzinę
      moskiewskiego notabla i miał dostęp do wielu dokumentów. Chwaliła go zresztą
      Wolna Europa. Jego wersja za Katyń obciążała Rosjan i Niemców. W skrócie – był
      bunt w obozach jenieckich i NKWD rozstrzelało „dla przykładu” co któregoś jeńca.
      Reszty mieli dokonać Niemcy. Na potwierdzenie podał kilka nazwisk oficerów,
      którzy powinni być w niemieckich obozach jenieckich, a wg listy, zginęli w
      Katyniu. Czyjej listy? - mogłem wówczas zapytać. Do dziś nie wiem, jak to jest
      możliwe... Sami Rosjanie trochę mnie uspokoili, że oni mają dokumenty na dowolną
      okoliczność... Faktem jest również, że najnowszą wersję przyjąłem na wiarę.
      Przyjąłem, bo do niej przyznali się Rosjanie, a wersja stawia ich w złym świetle.
      I tu dosięgam mego zawstydzenia, taką wersję (o podwójnych sprawcach)
      upowszechniłem dwukrotnie publicznie, powołując się na owego historyka, choć nie
      musiałem tego czynić, tzn. wypowiadać się na ten temat. I to mnie gnębi we
      wspomnieniach.
      Dokładnie nie wiem, co wiedzieli o Katyniu moi znajomi Rosjanie, bo posługiwali
      się trzema postawami. Po pierwsze milczeli. Po drugie, ripostowali, „o czym ty
      mówisz, jeśli Stalin miliony naszych wymordował”. Po trzecie, dosyć zgrabnie
      odwracali na problem wymordowania przez Polaków jeńców z wojny
      rusko-polsko-ruskiej. W tym wypadku również stawałem przed problemem niewiedzy,
      bo skąd miałem pozyskiwać wiedzę. Do dziś mam niedosyt mimo, że literatura
      historyczna nie jest mi obca. Dziś przezornie nie zabieram głosu na ten temat,
      żeby nie wstydzić się za parę lat. Jestem synem uczestnika kampanii Wschodniej
      Piłsudskiego i nigdy nie mogłem się doprosić wiedzy na ten temat. Wiem, że „była
      okrutna i nie warta wspominania”. „Mnie nie żal tamtej Polski, bo mroczna była w
      całości”. A był to twardy facet, po doświadczeniach I wojny światowej. Ale jeśli
      tak mówił oficer, to dlaczego o tym nie mówiło się i dalej nie mówi się na
      lekcjach historii? Dlaczego zamiast od historyków oczekujemy wiedzy od
      niedouczonych polityków? Specjalnie nie poszukiwałem prawdy, ale wierzcie mi, że
      na ten temat przeczytałem dopiero:
      www.newsweek.pl/artykuly/wydanie/1115/pieklo-za-drutami,46432,1 Nie
      wierzę, że to cała wiedza na ten temat. Za niedosyt w tym temacie mogę jednak
      nie lubić już tylko tego systemu. Ku zasmuceniu mogę powiedzieć jeszcze jedno.
      Widziałem "GITMO - nowe prawa wojny" - wstrząsający dokument o więzieniu w
      Guantánamo. Mimo różnicy prawie jednego stulecia ludzkość nie posunęła się
      daleko w człowieczeństwie. Hasło „Abu Ghraib” też zapewne nie nie dotyczy
      Renesansu...
      Przepraszam, im jestem starszy, tym częściej sięgam do przeszłości. To nie jest
      jednak dobry kierunek. Ludziom młodym radzę interesować się tym, co jutro, a
      szczególnie pojutrze. Dlatego, jeśli coś można zamknąć z przeszłości, to nie
      ciągnijmy tego w nieskończoność. Jeśli możemy i mamy za co przepraszać, to
      przeprośmy i zamknijmy temat. Wszystkim będzie łatwiej.
      P.S. Zastanawiam się, gdyby Rosjanie nakręcili film pt. „Strzałkowo” o tamtych
      czasach to puścilibyśmy go w TVP1 w czasie najwyższej oglądalności?
      • Gość: fansld Re: Za co dziś nie lubię poprzedniego systemu IP: *.olsztyn.mm.pl 21.04.10, 09:01
        zamknięty
        Ciekawe porownanie - zaplanowany z premedytacja mord na polskiej inteligencji w
        Katyniu kontra smierc jencow rosyjskich glownie z powodu biedy panujacej w Polsce.
    • Gość: jothagie Watykan chroni własnych członków... IP: *.olsztyn.mm.pl 22.04.10, 08:39
      zamknięty
      … już po wszystkim, a więc wróćmy do naszych baranów...
      wiadomosci.onet.pl/2150760,12,molestowanie_w_kosciele_to_drobne_plotki,item.html,
      a „wiara rzymsko - katolicka nie będzie ulegać wpływowi drobnych plotek na temat
      molestowania dzieci przez księży” – tak powiedział kardynał Angelo Sodano (ten
      który nie doleciał). W takich sytuacjach zwykle mawia się: Roma locuta, causa
      finita. Czyli, po temacie. A może drobna podpowiedź: Eminencjo, „miecz i żelazny
      pręt to najlepszy kaznodzieja”...
      Słucham, oglądam, czytam wystąpienia tych „za” Kościołem i tych „przeciw”
      Kościołowi, chodzi oczywiście o obyczaje seksualne związane z Kk. Miałbym parę
      uwag, gdyby to miało jakiekolwiek znaczenie dla uporządkowania spraw. Na wszelki
      wypadek mam wątpliwości Hioba: „Któż zdoła utrwalić me słowa, kto potrafi je w
      księdze umieścić?” Któż zdoła „ żelaznym rylcem, diamentem, na skale je wyryć na
      wieki?” (por. Hi 19, 23-24). Nikt, a więc staram się, by rzecz nie dotyczyła
      mnie w najmniejszym stopniu, ale nawet jeśli nie żyje się mitem, to żyje się
      kulturą, a ta po części związana jest z Kościołem (nie koniecznie z religią, jak
      afera wskazuje).
      Ze zdziwieniem zauważam, że w dyskusji umiaru brak, po obu zresztą stronach.
      Każdy chce coś ugrać przy okazji, a tu wszystko jest tylko do przegrania.
      Przegrywam i ja zabierając głos, bo przecież nie pretenduję do „Głosu
      wołającego na puszczy; gotujcie drogę Pańską, proste czyńcie ścieżki jego" (św.
      Łukasz 3,3 – 4). Od siebie mogę jednak powiedzieć: Przynajmniej Wy szanujcie
      godność ludzką.
      1.Problemu nie można sprowadzać do pedofilii, jak to czynią obrońcy Kościoła,
      ani też do celibatu, jak to czynią przeciwnicy. W efekcie oba problemy są
      niedowartościowane, wręcz zlekceważone. Kościół lekceważy celibat jako problem,
      a „niewierni” pedofilię jako zboczenie nie zawężające się li tylko do
      katolickiego kleru. Odpuszczamy pedofilię „świeckich”, która jest równie
      odrażająca. Celibat to ludzkie prawo, ale łamanie jego zasad nie nastraja do
      poszanowania zasad i łamiących je. To działanie, które tak wyprowadza religię z
      Kościoła jak paszporty na Zachód wyprowadzały socjalizm ze Wschodu.
      2.Watykan ogranicza się do bronienia duchownych przed krzywdą, podczas gdy
      zasadnicza krzywda leży po stronie wykorzystanych seksualnie. Musi być jasne
      postawienie sprawy. Winnych do stanu laickiego i pod świeckie trybunały. Ponieść
      dotkliwe odszkodowania na rzecz poszkodowanych, a w przyszłości odszkodowania
      przerzucić na sprawców. Kary muszą być odstraszające. Żadnego zamiatania pod
      dywan...
      3.Kościół odcina się od wszystkiego, co nie jest mu wygodne. Potrafi natomiast
      asymilować z panującymi, rządzącymi systemami i ludźmi bogatymi. Z tej pozycji
      nie widać ofiar wykorzystanych seksualnie. Z tej pozycji widać tylko krzywdę
      wyrządzoną Kościołowi przez osoby domagające się zadośćuczynienia. Organizacja
      ta musi wrócić do Kościoła biednych. Inaczej grozi mu ślepota wewnętrzna a wokół
      pustka z powodu ludzkiej solidarności z poszkodowanymi. Do tej pory Kk walczył z
      tą solidarnością poprzez nietolerancję wzbudzaną wokół pokrzywdzonych.
      4.wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title,Przeslanie-Benedykta-XVI-ludzkosc-potrzebuje-moralnego-nawrocenia,wid,12139977,wiadomosc.html?ticaid=19edf
      I znów nie możemy ustalić, kto ma się nawracać. I czy to przypadkiem nie jest
      nawracanie kijem Tybru? Moralne nawrócenie już raz się odbyło we Francji i
      polegało na całkowitym oddzieleniu Kościoła od państwa. Pokrzywdzony musi mieć
      pewność, że prokurator i sąd nie stoją po stronie Kościoła. Czy ktoś pamięta
      aferę łapówkową pewnej pani profesor, obecnie żony znanego byłego księdza?
      Wszyscy zacierali ślady ze względu na księdza. To było żałosne. W takiej
      atmosferze rzadko kto odważy się przedstawić swoją krzywdę. A później urasta to
      do katastrofy. A można temu zapobiec stanowczo rozdzielając państwo od kościoła
      i odwrotnie oraz stwarzając pokrzywdzonym pewność, że zostaną potraktowani poważnie.
      4.Może odrobina wyobraźni! Cela księdza pedofila (modli się leżąc krzyżem):
      Niech imię moje będzie pełne pokory./Panie! Czy przyjścia jej nie raczysz
      przyśpieszyć?/Lud pocieszyć?
      (Niestety, tyle w tym realu, co i Mickiewicza...). A może by tak naprawdę?
      Panowie! Koniec lekceważenia ludu i przenoszenia popaprańca z parafii do
      parafii. Lud wiele wycierpi, ale gdy mu nerwy puszczą, to traktować to jako
      rozwiązanie trybuna. Do celi (więziennej, albo klasztornej) i orat pro Ecclesia,
      choć po co komu jego modlitwa? Rozwiązanie problemu już dawno zostało
      zaproponowane: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych,
      którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w
      morze” (wg św. Marka 9,42). Na co sądy czekają? Dlaczego wyroki bywają w
      zawieszeniu?
      Zastanawiam się: KRS został wystawiony na małe kółko rybackie a tu taki
      phishing, łącznie z narybkiem. Wyraźnie powiodło się...ale dziecięce buciki w
      sieci wyraźnie psują samopoczucie.
      wiadomosci.wp.pl/kat,1347,title,Incydent-podczas-mszy-zawiesili-buciki-na-oltarzu,wid,12140440,wiadomosc.html
      P.S. Niedługo Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu z powodu braku dóbr będzie
      przydzielać po maluchu... czyli jak rząd wyczuwa atmosferę współpracy z
      Kościołem. O tym też warto by napisać, bo zboczenie podobne. A wiecie, że w tym
      wszystkim brak tylko jednego stwierdzenia, najlepiej ex cathedra: „Bóg tak
      chciał”! Zapewne Bóg tak chciał, że w pewnej pobożnej parafii Podkarpacia ksiądz
      odgryza prostytutce sutek. Używając słów z Biblii można by odetchnąć: Znalazł
      się jeden normalny w Izraelu. A swoją drogą, jak tu być normalnym kiedy zepsute
      dzieci kuszą kochanych naszych księży?
      fakty.interia.pl/swiat/news/kosciol-po-aferach-pedofilskich-wierni-odchodza,1468215
      • Gość: turo Re: Watykan chroni własnych członków... IP: 62.149.141.* 22.04.10, 09:16
        zamknięty
        Szatan nie staruszek. A propos baranów – jednego masz stale na karku, pewnie
        niebawem coś objawi...
        • Gość: jothagie Re: Watykan chroni własnych członków... IP: *.olsztyn.mm.pl 22.04.10, 09:30
          zamknięty
          Bingo. Rogi służą mi do kontaktu z ruterem, poprzez ogon zasilam komputer a
          kopytami walę w klawiaturę... Co do baranów, to ja jestem człowiekiem z gór i
          żaden baran mi nie straszny. Owszem, owieczki jeszcze trochę...
        • Gość: kasia Szatan działa w watykanie turoniu już od dawna :) IP: *.146.199.134.nat.umts.dynamic.eranet.pl 22.04.10, 16:13
          zamknięty
          boskiateista.pl/2010/03/10/szef-watykanskich-egzorcystow-szatan-dziala-w-watykanie/
          wiadomosci.onet.pl/1605547,240,1,1,diabel_knuje_w_watykanie,kioskart.html
          gwiazdy.com.pl/component/content/article/4070-czarna-magia-w-watykanie
          www.fakt.pl/Egzorcysta-papieza-Szatan-mieszka-w-Watykanie,artykuly,66403,1.html
          www.kurierlubelski.pl/rozmaitosci/231468,ksiadz-egzorcysta-szatan-wciaz-jest-w-watykanie,id,t.html
          Zechciej turoniu wytłumaczyć to dziwne zjawisko:
          - jakim sposobem Szatan mógł wedrzeć się do Watykanu?
          - dlaczego Kościół Katolicki jest zupełnie bezbronny wobec ataków zła i jego
          zwolenników?
          • Gość: fansld Re: Szatan działa w watykanie turoniu już od dawn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.10, 16:26
            zamknięty
            Od kiedy to lewackie szmaty wierza w szatana?
            Trzeba sie lapac kazdej okazji zeby przywalic czarnej mafii. Kilka procent
            ksiezy to pedofile = wniosek = Kosciol to oszusci.
            Wiadomo potrzebne sa takie "wnioski" lewakom jak rybie woda. :D
            Co prawda Kosciol nie jest przymusowy, nie ma obowiazku go nawet szanowac mozna
            o nim pisac ile sie chce i jak sie chce. Ale niech tylko taki JHG czy privus czy
            inny lewacki palant zaczna wypisywac swoje dyrdymalki np. o islamie. Niech
            zaczna islam krytykowac rownie namietnie jak robia to z czarna mafia.
            Islamisci sie nie cackaja wala prosto z mostu.
            Kosciol katolicki sie wali, islam np. we Francji kwitnie. Niedlugo pora na
            Polske. Poczekajmy, niech wowczas jhg napisze cos o tamtej religii. Zobaczymy
            jaki z niego bedzie "bohater".

            • Gość: mir28 Re: Szatan działa w watykanie turoniu już od dawn IP: *.albrecht-edv.eu 22.04.10, 19:28
              zamknięty
              Od kiedy to eSBecki pomiocie opanowałeś tak wytworny język?
            • Gość: kasia Re: Szatan działa w watykanie turoniu już od dawn IP: *.147.197.219.nat.umts.dynamic.eranet.pl 22.04.10, 22:39
              zamknięty
              Poziom twoich postów mówi za ciebie. Prymitywne malkontenctwo, które
              prezentujesz na tym forum zasługuje na pełny ignor z przyczyn nie nadających się
              nawet do jakichkolwiek dywagacji.
    • Gość: jothagie Odezwa (prośba) do ekspertów, IP: *.olsztyn.mm.pl 23.04.10, 09:35
      zamknięty
      samozwańczych ekspertów i plotkarzy. Apel do tych, co odróżniają raporty z
      wypadków lotniczych od opowieści typu Star Trek.
      Eksperci milczą, co powinno hamować wygłupiaste wypowiedzi. Tak nie jest. Nie
      znaczy, że nie można zadawać pytań. Nie znaczy, że nie wolno formułować hipotez,
      ale powinniśmy je wyraźnie oddzielać od tez stawianych po zgromadzeniu
      niezbitych dowodów. Buntuje się przeciwko temu, że politycy usiłują przejąc
      naszą świadomość w sprawie. Przejęcie przez nich naszej świadomości powoduje
      zwolnienie z konieczności własnego myślenia o sprawach ważnych. Ja jako obywatel
      nie zezwalam na potraktowanie mnie jako drobiazgu do wstawienia w polityczny
      rozkład zajęć. Ten właśnie kalendarz każe mi być agnostykiem - rozumiem ból, ale
      nie zawsze wierzę łzom. Nie mogę też odnieść wrażenia, że fakty w zderzeniu z
      ideologią stoją na przegranej pozycji.
      Osobiście mieszczę się między dwoma stanowiskami. Po pierwsze, podobnie jak
      Suworow „modlę się”, by to była "tylko" katastrofa. Po drugie, oczy przecieram
      ze zdziwienia patrząc na dziennikarzy, którzy czekają na wersje swoich
      pracodawców. Groza przemieszana z niesmakiem. Mam tego dosyć i czekam na ekspertów.
      Szczerze? Już mam dosyć czytania wymysłów o przyczynach katastrofy. Jeśli do
      miesiąca czasu nie pojawi się jakiś, choćby cząstkowy raport, to ja uruchomię
      swoją wyobraźnię. A gdzieś tam głęboko w niej tkwi domniemanie, że ruska obsługa
      lotniska popiła w nocy i nad ranem zwinęli pas startowy, żeby „polaczkom” zrobić
      siurpryz.
      Błagam, przestańcie jątrzyć. Kościelny Pocieszalski też jest zbędny. W TVP
      takich, co to „moja racja jest najmojsza” jest na pęczki...
      I jeszcze jedno: Umarli nie potrafią się skutecznie bronić.
      P.S. Dotąd wiedza podsuwała mi domysł, że partie polityczne są zorganizowane
      wokół jakichś wartości (w sensie aksjologicznym). W trakcie bardzo krótkiego
      czasu, a mianowicie po działaniu w kryzysie, dochodzę do wniosku, że te wartości
      materializują się, w stronę władzy, „dobra” partii, skuteczności ideologii, itp.
      Aż strach pomyśleć, że to idzie w kierunku... wartości lodówki i telewizora.
      Wnioskuję z tego, że z partii politycznych została tylko grupa utrzymująca
      władzę, lub do władzy podążająca, bardziej lub mniej na oślep. A to dla partii
      politycznych oznacza koniec.
    • Gość: jothagie A co robi moje przyjazne państwo? IP: *.olsztyn.mm.pl 24.04.10, 08:30
      zamknięty
      Zdaje sobie sprawę, że nasza praktyka polityczna ogranicza się do obietnic i
      nierealizowania tych obietnic. To bardzo żenujące, ale dopiero wtedy, gdy
      człowiek przypomni sobie okoliczności obietnic i powód dla którego teraz akurat
      sprawdza się ich los. W tym kontekście przypomina mi się program SLD z którym
      Leszek Miller doszedł do władzy i strzępy tego, co z programu zostało. Takiego
      programu SLD już mieć nie będzie i nikt zresztą już na to nabrać się nie da.
      Teraz mam przed sobą 73 obietnice Donalda Tuska i gdy szukam realizacji, to
      jawią mi się one jak tajemnice fatimskie. Może wie coś na ten temat sam Donald
      Tusk, bo ja nie wiem nic.
      Donald Tusk wyraźnie prowadzi życie partyjno – państwowe, co nie jest dobrym
      symptomem realizacji postulatów społecznych. Jest wyraźnym specjalistą od spraw
      partyjnych i fachowo to rozgrywa. To jednak wymaga działań skutecznych, choć
      niekoniecznie moralnych. Nie jest natomiast specjalistą od spraw państwowych,
      gdzie wymagana jest solidna praca w myśl dobrych (niekoniecznie partyjnych)
      koncepcji. Mówi wprost, co jest dobre, nie blefuje hasłami patriotycznymi jak
      PiS, ale lenistwo jego rządu jest filozofią przetrwania. To widać i słychać, i czuć.
      Mimo deklaracji widać również niedostatek demokracji. Być wybranym, to nie
      wystarczy. Trzeba czuć wolę narodu. Wiadomo, że nie da się zapisać w statucie
      partii czegoś, co zupełnie inaczej jest zakodowane w świadomości społecznej.
      Trudno tez zapisać coś, co jest wbrew tej świadomości, dlatego wiele pociągnięć
      wbrew tej świadomości jest dokonywanych potajemnie, bez rozgłosu. W ten sposób
      społeczeństwo straciło sporo przywilejów od czasu przejścia na jedynie
      sprawiedliwy ustrój. I działali tak wszyscy partyjni będący u władzy. Tu nie
      było wyjątków na prawicę ani lewicę.
      Może więc czas na jakąś niepartyjną koncepcję państwa przyjaznego nie tylko dla
      członków określonej partii? Na horyzoncie polskiej inteligencji nie widzę kogoś
      takiego, ani całościowej koncepcji tego typu. Martwię się, bo to wszystko
      obliczone jest na to, że na zapleczu naszej bezsilności narodzi się nasz
      kapitalizm. Otóż ja wątpię, czy jest to efektywna droga i czy ten kapitalizm
      będzie jeszcze nasz. Wymęczymy się tylko niesamowicie, pozostanie naród dobity
      brakiem szans, a pozostaniemy wasalem mało wyrażanego właściciela kapitału. Coś
      równie przerażającego, jak kulminacja u Hitchcocka.
      I pewnie czas na wniosek: Moje przyjazne państwo prowadzi ze mną monolog poprze
      telewizor. Podatkami opłacam jego inteligencję, więc już najwyższy czas, żeby
      się domyśliło, gdzie ja je mam... Coś jak w piosence S. Gainsbourga: Je t’aime…
      mois non plus (kocham cię… ja ciebie też nie).
      P.S. Zabawki trzeba zabrać politykom z rąk. Przychodzą chwile trudne, tak jak
      teraz, i wystarczy jedna bojówka PiS z napisem „mordercy” i wszyscy będziemy
      mieć kłopoty. Po co społeczeństwo zgadza się na takie ryzyko wybierając właśnie
      tych, których prezes albo duszpasterz poleci? Może to społeczeństwo zorganizuje
      się na nowo? Czy nie przyszedł już na to czas?
      Z wygłupami partyjnymi (typu Palikot, Kurski i inni) to ja się mogę pogodzić, bo
      to nie to stanowi o wartości partii politycznych. Ważne jest to, czy i jak
      partia realizuje ważne dla państwa cele i gwarantuje pomyślność wspólnoty.
      Polskiej wspólnoty. Otóż tu mam największe wątpliwości, bo jak u nas realizują
      się interesy obcych, to jako tako widzę. Nie mogę dostrzec naszych interesów.
      Przykładowo, widzę rzesze tych wszystkich, co muszą być szczęśliwi za minimalną
      zapłatę. A ci długotrwale bezrobotni?Jaka będzie ich emerytura i kto ich weźmie
      na utrzymanie? Co k...to przyjazne państwo dla nich wymyśli? Oddamy Śląsk,
      Ziemie Zachodnie i Północne za możliwość ich przeżycia? Oni dziadków mieli w
      PZPR a nie w jakimś biurze podróży, co to Europę zadeptało...w te i znacznie
      uszczuplone z powrotem.
    • Gość: jothagie Religio est omnis divisa in partes.... IP: *.olsztyn.mm.pl 25.04.10, 07:57
      zamknięty
      Taki żarcik z Cezara. Wolno było Jackowi Kaczmarskiemu – wolno i mnie...
      W swoim życiu spotkałem się z kilkoma religiami. Równocześnie poznałem
      katolicyzm i protestantyzm, bo w takim domu byłem wychowany. Wyrosłem z obu,
      choć mam duży szacunek dla protestantów (ewangelicy). Nie zdarzyło mi się
      krytycznie wypowiedzieć o Kościele Ewangelicko – Augsburskim, mimo że o
      wszelkich religiach mam takie same zdanie. Swego czasu pomieszkiwałem z
      muzułmanami i Świadkami Jehowy. Muzułmanów poznałem pod Paryżem, ale tu był
      problem, bo ani ten mit (religia), ani ta kultura - nie były moje. Szanowałem
      ich za to, że żyli według tego, w co wierzyli. Bez odstępstw. I to uważam za
      uczciwe. Podobnie oceniam Świadków Jehowy więc nic mi do nich, choć jeszcze
      niedawno byłem nachodzony. Dokładnie poznałem jeszcze jedną wielką religię –
      buddyzm, ale to z literatury i nic z tego nie wynikło. Świadomie zrezygnowałem z
      poznawania judaizmu, chociaż byłem zapraszany przez przyjaciół. Dodam, że I.
      B.Singera usiłowałem kiedyś czytać w oryginale, czyli w jidysz, co wcale nie
      znaczy, że mówię w tym języku. Chciałem poznać przedwojenną Polskę od innej
      strony. Napisałem coś żartobliwego o Islamie i to na tym forum, ale generalnie
      sądzę, że taka konkurencja dobrze wpłynęłaby na Kk. Na moje rozeznanie
      odwoływanie się muzułmanów do tzw. bicia po mordzie (terroryzmu) to nie jest
      odwoływanie się do religii, ale do wspólnego języka, a ochrona wartości
      religijnych to próba zwrócenia uwagi, że czas zdjąć kolonialny but ucisku.
      Muzułmanie bardzo czują z sobą więź w dyskryminacji. Wszystko jedno, co się im
      dyskryminuje. U innych są tolerancyjni, ale u siebie to trudniej im to
      przychodzi. Cóż, naród ukształtowany przez Wschód z niesprawiedliwością w tle.
      Dobrze czują tylko feudalizm, podobnie jak Kk. To może być „genach”. Często jest
      to taka sama przyczyna, jak u nas – ciemnota...ludu wierzącego i przezorność
      kapłanów. Od starożytnego Egiptu po współczesną Polskę. Czemu Arabowie mieliby
      od tego odstawać? Przecież są u źródła.
      Kiedyś spytano himalaistę Hillarego, dlaczego zdobywa te góry? „Bo w nadmiarze
      są przede mną”. Dlaczego w Polsce pojawił się antysowietyzm? Bo w nadmiarze
      mieliśmy sowietów (wojska, ludzi i sposobu myślenia). Dlaczego w Japonii szerzy
      się antyamerykanizm? Bo w nadmiarze są bazy amerykańskie. Tak samo odpowiedzą
      Niemcy wokół Ramstein Air Base.
      Dlaczego pojawia się antykościelny katolicki ruch w Polsce I innych krajach?
      Albo mamy ich w nadmiarze, albo rażąco, na niekorzyść społeczeństw, odstępują od
      głoszonych zasad. I sprawa prosta. Każda władza wszędzie dba o elity a
      „ciemność” narodu jest mu na rękę... Każda religia jest również sposobem
      ogłupiania – u nas nawet za pieniądze państwowe. Jeśli ludziom jest tak dobrze,
      to w czym problem? Nie podoba się komuś? Są dwa wyjścia: Księża na księżyc, albo
      niezadowoleni na Kubę... Produkcja gromnic, czy osinowych kołków? Co nam wyjdzie
      taniej, lub co rozkręci gospodarkę?
      I tak trzymać... Może oprócz partyjno – kościelnego ceremoniału, tej nowej
      świeckiej tradycji...
      P.S. Stara zasada: jeśli sami nie szukacie prawdy, to duchowni Was dopadną.
      Niekoniecznie z prawdą... W końcu:
      wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Co-piaty-dorosly-wierzy-w-kosmitow,wid,12154635,wiadomosc.html?ticaid=19f4f
      więc w czym problem?
      Tak naprawdę, to znam jeszcze jedną religię – PiSlamizm - wiara oparta na
      emocjach, bez jakichkolwiek hamulców w chceniu... z ustawicznym bizantyjskim
      ubóstwieniem założyciela. Jest to schizma miła przywódcom jedynie słusznej
      religii, ale mam nadzieję, że nie przyjmie się jako Polski I Sprawiedliwy
      Kościół Katolicki, podobnie jak wcześniejsza odmiana – Polski Kościół Katolicki
      (PNCC).
      • privus Re: Religio est omnis divisa in partes.... 17.01.11, 19:56
        zamknięty
        O tym, że religia musi znajdować swoje odzwierciedlenie w życiu codziennym, wiadomo od dawna. Na ogół sprowadza się do tego, że np. chrześcijanin nie może uważać się za wierzącego, jeżeli wyraża poglądy sprzeczne z nauczaniem magisterium Kościoła. Nie zapomnieli o tym przypomnieć księża biskupi w czasie pasterek odprawianych w kościołach naszej Ojczyzny. Podkreślali znaczenie rodziny w tym dziele i ostrzegali przed zagrożeniami dzisiejszego świata, gdzie człowiek zaczyna wstydzić się swoich korzeni i odmawiać miejsca Chrystusowi.

        Agresja w najczystszej nieskalanej błotem postaci Cały ten ideologiczny majstersztyk można sprowadzić do postaci założonej tezy a priori - jesteś wierzący to nie możesz ufać zdrowemu rozsądkowi i na odwrót, która wcale nie dwuznacznie wyznacza rolę i funkcję do spełnienia.
    • Gość: jothagie "Ciemności kryją ziemię" IP: *.olsztyn.mm.pl 26.04.10, 08:36
      zamknięty
      Na tym forum grasuje współczesny Torquemada (chociaż nie wiem, czy go nie
      dowartościowuję), który we wszystkim dopatruje się lewactwa, a człowieka
      mającego inne zdanie niż on, chrzci mianem lewackiej szmaty. Pomijam fakt, że
      nie zyskuje sympatii, bo jak się potrafi czytać a jeszcze dodatkowo pisać, to
      noblesse oblige...
      Zwracam uwagę Torquemadzie, że problem ma nieco inne ujęcie. Populizm to jest
      główne zagrożenie dla życia politycznego. Partie populistyczne, które cechują
      się brakiem realizmu w zakresie idei lub bytu, mogą mieć konserwatywną
      (prawicową) lub lewicową proweniencję. Lewicowych populistów rzeczywiście
      przyjęło się nazywać lewakami. Czy istnieje taka lewica w naszym kraju? Owszem,
      ale kompletnie nie liczy się. To małe ugrupowania,które na większych akcjach nie
      wykraczają ponad sto osób. U nas problemem jest lewactwo na własną,
      niezorganizowaną „rękę”. Rzecz dotyczy młodzieży, która taka jest, bo nikt z
      nimi nie rozmawia, nikt nie widzi ich problemów, że ich się olewa w większości
      ich problemów. Rachunek za to trzeba jednak wystawić i władzy i partiom, które
      mimo że chciałyby, to jednak nie potrafią skanalizować tego niezadowolenia.
      Władze wręcz prowokują radykalizm a jedynym sposobem zaradzenia temu jest
      zwiększanie nakładów na aparat ucisku, w tym policję... to zaś odbija się
      zmniejszeniem demokracji i spoglądaniem na totalitarne rozwiązania (wzorce mamy
      gotowe).
      Uspokajam Torquemadę, że mimo iż polskie społeczeństwo w większości jest
      intuicyjnie lewicowe, to automatycznie nie zgromadzi się pod skrzydłami SLD. Po
      pierwsze, żadna to lewicą, co przerabialiśmy. A po drugie.. No właśnie, po
      drugie, polska lewica po podzieleniu się związków zawodowych nie ma stałej bazy.
      Zdana jest na nastroje społeczeństwa zawiedzionego rządami prawicowymi. A
      społeczeństwem można daleko bardziej manipulować niż Związkami Zawodowymi. Rzecz
      w tym, że jakakolwiek pożyteczna inicjatywa powstanie, to jest „ochrzczona” i
      przejmowana przez prawicę. Tam stępia się radykalizm i zostaje kanapą. W ten
      sposób sprytnie odcina się dopływ świeżych koncepcji do lewicy. Przez to ta
      lewica, która obecnie istnieje, dostanie w granicach 7% poparcia (na tej samej
      zasadzie, jak Kaczor Donald, gdyby startował w wyborach prezydenckich w USA) i
      to jej wystarczy, żeby zachować synekury dla byłych dyskutantów w stołówce KC PZPR.
      Dzisiejsza lewica nie ma szans z prawicą, bo jest słaba na symbole. Szczególnie
      teraz, gdy doszedł Wawel. Nawet Piłsudski mimo że PPSowiec, to do lewicy nie
      należy. Ta łatwość przechwycenia przez prawicę zarówno symboli jak i problemów
      stwarza okazję do wzrostu populizmu na prawicy, co szalenie oddala strony.
      Zaręczam, że prawicowy populizm jest tak samo niebezpieczny, jak lewactwo.
      Zadajmy więc pytanie, czy PO jest populistyczna? W pewnym, ale tylko w tym
      sensie, tak, bo w tzw. „bazie” realizuje się w interesie bogatych wyborców. Za
      wszelką cenę stara się ich mieć po swojej stronie. Uwłaszczenie swoich też
      traktuje jako metodę rozwoju klasy średniej.
      Ewidentnie populistyczna jest PiS. Realizuje się poprzez lewackie obietnice za
      cenę niepodzielnej władzy, która sprowadza się do tradycyjnych pojęć, typu
      „Bóg”, „Honor”, „Ojczyzna”. Te nośne hasła, niestety, nie przekładają się na
      prosperity społeczeństwa. I nie przełożą się, chociaż warto je co stulecie
      odczytywać i nadawać im skromniejsze znaczenia. Jako tradycyjne, już niebawem
      wyjdą z mody. I nic na to nie poradzimy. Zostanie wieczna ekonomia...
      P.S. Na koniec wyjaśniam, że "Ciemności kryją ziemię" to powieść Jerzego
      Andrzejewskiego, w której pojawia się postać Torquemady. Andrzejewski rozliczył
      się ze swoją „ciemnością”, czas żeby zrobił to również każdy domorosły Torquemada.
      Cytaty:
      "Panie (...) nie pozwól, aby słabła w nas i przygasała nienawiść ku Twoim wrogom".
      "Trzeba zbawiać ludzi wbrew ich woli. Trzeba przez wiele lat budować świadomość
      człowieka niszcząc w niej to, co złe i nadejście Państwa Bożego opóźniające.
      Ludźmi trzeba kierować i rządzić".
      "Miłość jest słabością. Ta zaś nie tylko nie umacnia w nas nienawiści do zła,
      lecz poprzez litość, która jest niczym innym jak uznaniem ludzkiej nędzy oraz
      zgodą na nią, musi nas na koniec zmusić do ukorzenia się przed złem. Nie, mój
      synu, miłość nie mieści się w naturze walczącej prawdy".
      "Wobec prawdy nie ma ludzi nie podejrzanych. Wszyscy są podejrzani. W każdym
      człowieku może się zalęgnąć zło, zło zaś w porę nie przechwycone - pogłębia się,
      przeżera duszę i krok jeden stanowi granicę, poza którą człowiek błądzący staje
      się już niebezpiecznym wrogiem, nosicielem zbrodniczych poglądów heretyckich".
      "Gdyby pewnego dnia zabrakło winnych, musielibyśmy ich stworzyć, ponieważ są nam
      potrzebni, aby nieustannie, o każdej godzinie, występek był publicznie poniżany
      i karany".
      ...
      • Gość: fansld Re: "Ciemności kryją ziemię" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.10, 18:37
        zamknięty
        Lzesz bo nie we wszystkim dopatruje sie lewactwa. Prymitywnie tylko uogolniasz.
        Pomijam juz fakt ze ja mam zupelnie inne pojecie o lewicowosci i prawicowosci
        niz Ty.
        Dla mnie lewicowe sa te partie ktore preferuja socjalistyczny opiekunczy model
        panstwa. I tu oczywiscie masz racje ze wiekszosc naszego spoleczenstwa jest
        lewicowa. Dlatego tez podstawym haslem wszystkich znaczacych partii w tym kraju
        jest i bedzie tzw. sprawiedliwosc spoleczna.

        Jednak opiekunczosc to falsz. Nie ma i nigdy nie bedzie uczciwej partii
        opiekunczej (o czym wielkorotnie przekonuje nas nasza historia) gdyz pokusa
        latwego pieniadza jest zbyt silna.

        Moim zdaniem partia prawicowa to taka ktora ma zapisane w programie: a)
        wprowadzimy wolny rynek bo to jest sprawiedliwe i b) jestescie wydolni sami sie
        soba opiekujcie za swoje pieniadze, my bedziemy Was tylko chronic przed wojna i
        przestepcami.
        Partie lewicowe to takie ktore mowia: Jestescie slabi, my sie Wami zaopiekujemy
        tylko.... dajcie nam kase.
        W tym kontekscie jestes typowym lewakiem, i wlasnie dlastego z mojego punktu
        widzenia jestes zwyczajnym glabem bo popierasz tzw. sprawiedliowosc spoleczna
        (czyli prawnie unormowane zlodziejstwo).

        I tyle.... prostym jezykiem... w duzym uproszczeniu.


        P.S. Tak z ciekawosci zapytam jestes w stanie podac jakas znaczaca roznice
        miedzy rzadami prawicowego wg Ciebie PiS-u (rany co za debilizm) albo
        liberalnego PO czy tez lewicowego SLD. Zauwazasz jakas fundamentalna roznice?
        Wypisujesz te swoje zalosnie glupie dyrdymaly, rozpatrujesz czy PiS to populizm
        a SLD to cos tam a w gruncie rzeczy nie dostrzegasz ze wszystkie te partie maja
        dokladnie tozsamy sposob uprawiania tego co najwazniejsze, tego co stanowi o
        ogolnej kondycji kraju - polityki gospodarczej panstwa.
        Zastanwiasz sie jak zrozumiec polityke naszych elit a cel tych "elit" jest tylko
        i wylacznie jeden. To Twoje pieniadze i nic wiecej.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka