Gość: jothagie Cały tydzień programuję 10 kwietnia IP: *.dynamic.mm.pl 08.04.11, 09:09 zamknięty Będzie przede wszystkim muzyka. Kupiłem pendriva 16GB i upycham najlepsze kawałki, żeby wystarczyło na cały dzień. Przewidziałem także spacer, niezależnie od pogody. Zakazany będzie telewizor. Wszystko po to, żeby nie dać się wciągnąć w Tuskowo - Kaczyńską wojnę o przetrwanie po trupach. Trzeba zadbać o swoje zdrowie psychiczne a nadto muszę zobaczyć, czy jestem jeszcze w stanie olać ich, jak to Urban radził, ciepłym moczem. Co do dań, to na śniadanie, będą jaja duże jak berety, wreszcie będzie śledź w kwaśnej zalewie olejowej. Na obiad, kisi się żur, a więc będzie z jajkiem i odrobiną szynki. Na na kolację twaróg z jogurtem własnej roboty. Do wszystkiego chleb własnego wypieku. Zamiast żuru miały być flaczki po polsku, ale żona uznała, że w tym dniu nie muszę być aż tak dosłowny. Przyznałem jej rację, że to za bardzo wymowne danie i o móżdżku po polsku nawet nie wspominałem. Zakazane są wszelkie słodycze, żeby oni nie mieli przypadkowo słodkiego wrażenia, że udaje im się naród wodzić za nos. Mnie na pewno nie. We wtorek Janusz Palikot zachęcał w TVN24 żeby w tym dniu oddać się grillowaniu. Kwietniowe grillowanie rzeczywiście służy temu, by na przednówku nie wychodzić na ulice w poszukiwaniu czegokolwiek. Szczególnie prawdy... Tym bardziej, że po pierwsze, nie ma jej tam, a po drugie, to chodzi tylko o to, by gonić tego króliczka, a takie zabawy to mnie już nie przystoją. Gdyby zaproponowano mi to jakieś 40 lat temu a króliczek był z pierwszych stron Playboya, to czemu nie... Ta wersja zajęcia dnia odpada również z tego powodu, że nie mam odpowiednich warunków grillowania. Planowałem także spacer „ku zadumie”, ale tu jest pewna trudność. Odniosłem wrażenie, że w Olsztynie niewiele jest takich miejsc, w których ktoś nie chciałby mi czegoś przypomnieć, narzucić, zakazać. Gdzie się udać, żebym miał wrażenie, że w tym dniu już wszyscy odpepitkali się ode mnie? Wybrałem las, bo tam władza i ideologie jeszcze nie grzebały swymi łapskami. Nie dziwie się, że średniowieczni eremici uciekali od ludzi w stronę natury. Natura nie ma żadnych słusznych poglądów, nie wytwarza ideologii – jest, trwa, bo taka jest logika życia. Dlatego była, kiedy jeszcze nas nie było i będzie, kiedy już nas nie będzie. Chyba, że i ją zniszczymy. Zawsze jak wchodzę do lasu przypomina mi się problem zielonej Atlantydy. O dziwo, wiadomość o niej można znaleźć tylko i wyłącznie w dziełach greckiego filozofa Platona. On jedyny, na podstawie ustnych przekazów, w dialogu Timajosa przedstawił krainę urodzajną, niezwykle piękną i rządzoną w pokoju i sprawiedliwości. I o ile dobrze przypominam sobie dialog, to bez PO, PiS, SLD, PSL... Pewnie dlatego u nas normalność nie istnieje, choć politycy mówią ludzkim głosem. Może powinni mówić w języku Platona... Cóż, że mój obraz świata jest prawdziwy, kiedy w rzeczywistości jest to świat ohydny. Może do Platona, gdzie akurat jest odwrotnie... Czuje tych, których na starość pociąga utopia, dowolna – religijna także. W ramach prewencji zadzwoniłem do znajomego polityka, że już czas wyjść z ukrycia i powiedzieć, co o tym wszystkim sądzi. Oznajmił mi tylko, że robi to, co uważa za słuszne. To jest niezgrabna wymówka, bo nastał czas, by robił to, na co go stać. Znów przeczeka swoje 5 minut i dalej będzie musiał słuchać głupszych od siebie. Tu więc na tej niwie nie odniosłem żadnego sukcesu, ale przecież „krawiec kraje, jak mu odwaga staje”. Zadzwonię za kilka dni i zaproponuję, żeby sprawdził wszystkie żaróweczki w swoim systemie, bo jeśli jeszcze mu się nie zapaliła ta czerwona, to pewnikiem jest spalona. Zastanawiam się, jak to jest z tym Kaczyńskim. Kiedyś wyrobiłem sobie zdanie, że jest mężem stanu daleko wyprzedzającym w tym Tuska. Od pewnego jednak czasu wali takie knoty, że nie wiem, co o tym sądzić. Choćby z tym Śląskiem – to musiał być knot, jeśli zdecydował się poprawić “akapit” w Raporcie. Albo ta “Biedronka”. Przecież mąż stanu jego poglądów powinien powiedzieć, że kupuje w sklepach polskich i wspomaga polski kapitał. Byłby to gest w przedwojennym stylu („nie kupuj u Żyda!”), ale dobrze przyjęty przez społeczeństwo. Na wieczór zaplanowałem sobie przeczytanie ustawy reformującej szkolnictwo wyższe. Chciałbym sobie odpowiedzieć, czy to coś poważnego, czy jakaś nowa odmiana mundurków Giertycha. Chciałbym też wiedzieć, czy nowi, lepiej wykształceni obywatele w przypływie chęci żartu będą mogli dalej głosować na PO. Czy uczelnie wyższe będą podlegać pod pomoc społeczną i urzędy pracy, czy w ramach demokracji już nikomu podlegać nie będą. I to nasuwa mi się kardynalne pytanie ogólniejszej natury, czy Polską da się jeszcze rządzić, a jeśli tak, to dlaczego oddajemy ją w obce ręce, co dla mnie jest ewidentne. Już taka bezradność? P.S. Ktoś powie, po co te plany? Otóż ja działam wg schematu, który kiedyś zaczerpnąłem z anegdoty wojskowych. Dotyczy ona generała von Moltke ("Maszerować osobno, uderzać razem”). Gdy go obudzono w środku nocy z wiadomością, że wybuchła wojna z Francją, miał ponoć powiedzieć: ''plan wojny z Francją na górnej półce z prawej'', po czym kontynuował sen. Wszystkiego nie da się przewidzieć, ale lubię planować, bo wtedy ja ustalam zasady (środki, czas i obszar) a nie ktoś mnie. Link Zgłoś
Gość: nierozumiem Re: Cały tydzień programuję 10 kwietnia IP: *.olsztyn.mm.pl 08.04.11, 10:58 zamknięty Przeciez nikt Cie do niczego nie zmusza. Mozesz sie nawalic jak stodola i spac caly dzien. Co prawda zwykla ludzka przyzwoitosc nakazuje choc chwile zadumy nad ludzmi ktorzy zgineli tam z niewyjasnionych dotad przyczyn. Wsrod nich byl rowniez prezydent naszego panstwa. Mozna go lubic badz (-ja za nim ni erpzepadalem- nie ale pamietaj ze wypisywanie takich tekstow swiadczy wylacznie o Tobie. Link Zgłoś
Gość: joi Re: Cały tydzień programuję 10 kwietnia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.04.11, 11:48 zamknięty ja też gościa niezbyt lubiłem i wcale się tego nie wstydzę, przynosił często wstyd Polsce i Polakom więc smutny gościu daruj sobie takie komentarze od JHG to możesz się na razie uczyć, do komentowania jego wypowiedzi to jeszcze nie dorosłeś pozdro JHG Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Cały tydzień programuję 10 kwietnia IP: *.dynamic.mm.pl 08.04.11, 12:06 zamknięty Chętnie zrobiłbym jeszcze coś, żebyś zrozumiał, ale w zetknięciu z tak trudnym przypadkiem i ja pojmuję, że cudotwórcą nie jestem... Chętnie natomiast przyznam Ci rację, że „wypisywanie takich tekstow swiadczy wylacznie o Tobie”, czyli o mnie. Stały nick o tym zaświadcza. Tak, to prawda, chociaż dodam jeszcze tych, którzy ze mną się zgadzają i co do których ja nie mam trudności, żeby ich zrozumieć. Dodam jeszcze, że szanuję ludzi samodzielnych, a nie „ułożonych”. Jeśli tak Cię „ułożyli” i dobrze Ci z tym, to czego Ty nie rozumiesz? Chyba tylko własnego tabu..., ale tego to już nie przerzucaj na innych. Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Cały tydzień programuję 10 kwietnia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.11, 15:10 zamknięty Wyksztalcony i inteligentny Polak smieje sie ze wszelkich odruchow patriotycznych, poniewaz jak nauczal Michnik patriotyzm to wylacznie skini Kosciol, PiS i trupy komunistow zamiast lisci. Wyksztalcony i inteligentny Polak nie jest ukierunkowana przez Wyborcza, TVN itd. bezwolna malpa ale czlowiekiem myslacym samodzielnie dlatego smiesza go obchody smolenskiej tragedii. Wyksztalconemu i inteligentnemu Polakowi patriotyzm kojarzy sie z Aleksandrem Kwasniewskim ktory z chora golenia odwiedzal polskie groby czy tez z gen. Jaruzelskim ktory prosil ruskich o interwencje w kraju. Wyksztalcony i inteligentny Polak robi w portki ze strachu przed 10 kwietnia dlatego musi sobie zaplanowac sobie caly dzien zeby go fobia koscielna nie dopadla nie ma przeciez wiekszego zagrozenia niz podstepni zli ksieza. A gdy mimo wszystko dopadnie go okupacyjna czarna mafia i wsadzi do celi powie: nie moglem swietowac gdyz poniewaz bo czytalem "pasjanujaca" ustawe :D :D Link Zgłoś
Gość: Arystan Re: Cały tydzień programuję 10 kwietnia IP: *.boughton.eu 08.04.11, 17:03 zamknięty Alarm odwołany! Odetchnęliśmy trochę... Atak obłąkanego mamy już za sobą. Jak zwykle, zaatakował własną głupotę, ale nawet nie spostrzegł tego. Podajmy sobie znak pokoju słowami: „do następnego spotkania z przygłupem”. Link Zgłoś
Gość: niemiec Re: Cały tydzień programuję 10 kwietnia IP: 195.42.115.* 08.04.11, 21:18 zamknięty Zadalem sobie troche trudnu i poczytalem wybiorczo co nie co. Facet zalozyl sobie prywatny blog na forum. Regularnie wypisuje totalne bzdury, wielokrotnie przeczac sam sobie, nie omieszkajac tytulowac siebie "inteligentem", stosujac niedopuszczalne pod wzgledem merytorycznym ougolnienia, przedstawia tezy spod ktorych wyplywa wylacznie nienawisc do kosciola i tzw. prawicy. Chorobliwa grafomania wypaczonego komunisty wzbudza byc moze zachwyt u co nie ktorych. Ja moge sobie tylko zadac pytanie. Po co to wszystko? Zeby kogos przekonac do swoich chorych pogladow? Jedno jest pewne - elity uwielbiaja takich idiotow. Link Zgłoś
Gość: holender Re: Cały tydzień programuję 10 kwietnia IP: *.surfert.nl 08.04.11, 21:39 zamknięty Powiedzcie mi, czy ten jeden pierwotniak obsługuje wszystkie posty (sposób wyrażania jest podobny), czy z wiosną tak to się mnoży? Czy zasady genetyki ustalone kiedyś na groszku obowiązują również forumowe pierwotniaki? Link Zgłoś
Gość: Polak Re: Cały tydzień programuję 10 kwietnia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.11, 04:29 zamknięty do niemca przychlasta: to co wypisuje tu jhg jest dla pisowskich meneli zbyt trudne i nikt cię żulu nie zmusza do zrozumienia i przyjęcia tezy , że tak zwana polska prawica to skoorwiały pis albo że polski kościół dobrze narodowi służy wybiórczo to możesz sobie potraktować swe wszy łonowe jedne oddać kecawowi inne zachować dalej dla siebie i zapamiętaj , że żyjemy jeszcze w wolnym kraju i każdemu wolny formułować swe poglądy na takim jak to forum w sposób dowolny , nie tobie to krytykować, nie podoba się to wypie...j do takich samych jak ty bolszewików od rydzyka czy gazety polskiej, tam cię ktoś zrozumie i przytuli jak sierotę po jurnych krasnoarmiejcach jhg pozdrawiam Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Cały tydzień programuję 10 kwietnia IP: *.dynamic.mm.pl 08.04.11, 21:57 zamknięty Znaczy się, że poruszyłem jakiś ważny temat. Zabolało, czy wybory w pobliżu? Chłopcy! Pogalopujcie sobie - ja się tylko grzywy potrzymam... W sprawie 10 kwietnia – nie zmieniam planów. Mam jednak wietnamską wódkę z jakimś wężem w butelce. Brzydzę się tym, ale jeśli to działa jak szczepionka na takie zygzakowate żmije z forum, to kieliszek wychylę. Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Cały tydzień programuję 10 kwietnia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.11, 19:58 zamknięty Nie zapomnij tylko komunisto zaplanowac 1 maja trzeba wszak isc na pochod w obronie uciskanego przez "kapitalistow" ludu pracujacego :D Link Zgłoś
Gość: jothagie Wicher taki, że chyba jakiś troll się powiesił IP: *.dynamic.mm.pl 10.04.11, 09:27 zamknięty Z myśleniem to u Was kłopot, więc nawet nie myślcie, także nie miejcie nadziei, że jeżdżenie po mnie jak po łysej kobyle cokolwiek zmieni w moim nastawieniu na aktualny opis tego świata. Tak go widzę. Niezależnie – nie ulegam żadnej metodologii, żadnej partii, ani żadnemu portfelowi. Już mogę sobie pozwolić na to, żeby to wszystko mieć gdzieś. Mam wyznaczony cel tego pisania, już kiedyś to ujawniłem, i żadnemu baranowi nie poświęciłbym najmniejszej literki czyli „joty”. Piszę dla mądrych, ale cóż ja zrobię, że czytają to również idioci. Przecież nie można im tego zabronić. Różnica w spojrzeniu na kwestie sprawowania władzy jest prosta. Jeśli nie widzę na horyzoncie ekipy gwarantującej realizację moich wartości (moralnych, społecznych, gospodarczych i politycznych) to jest mi wszystko jedno, jaka banda jest przy władzy. Zamiana jednej bandy na drugą jest wg mnie zajęciem niegodnym człowieka myślącego. I w tym nie będę brał udziału – nie będę głosował na „tego” tylko z tego powodu, że się Waszej bandy obawiam. Dla Was natomiast nie jest to obojętne – banda musi być Wasza. Nawet pozorów nie stwarzacie. To jest jasne postawienie sprawy, ale wymuszanie milczenia wszelkimi sposobami (np. głupawkami tego forum, jak to każda banda potrafi), oceniam bardzo negatywnie. W razie wybryku demokracji muszę i Waszą bandę honorować, ale przynajmniej nie zatykajcie mi ust, żebym przypadkiem nie powiedział tego, czego boicie się usłyszeć. Zagłuszacie nie tylko aktualny stan schizofrenii politycznej ale także „chlubną” historię wzorca z lat 2005/07. Jeśli którakolwiek władza odchodzi od standardów w prostej skali „porządnego człowieka”, to ciągnie za sobą wątpliwości natury moralnej, prawnej i politycznej. Weźmy taka aferę hazardową. Ma ona aspekt moralny, prawny i polityczny. Moralnie jest godna potępienia – to klęska wszystkich zaangażowanych, niezależnie od strony sporu (czy za ukryciem, czy za wyjaśnieniem). Prawnie – na dwoje babka wróżyła – to zależy, kto jest u władzy. Czym władza jest zainteresowana, co ewidentnie jest widoczne w sprawach interpretacji – jeśli można różnie, to będzie tak, jak władza chce. Widzimy, że argumenty są „osłabione” a kratom wyrwano zęby. Politycznie jest to sukces rządu, który na oczach narodu wykręcił z tego numer nad numery. Społeczeństwo zaś, przy słabnącej pamięci i w obliczu stworzonego innego problemu (spodziewam się nowego), szybko zapomni, albo dla swego usprawiedliwienia przyjmie rację obecnej władzy. Pamiętajmy jednak, że każda władza ma swoje sztandarowe afery, których nie da się przypudrować (np. gruntowa). Społeczeństwo ma prawo (nawet obowiązek) brać je pod uwagę w swoich rozliczeniach wyborczych. Mała dygresja. W tym kontekście proszę spojrzeć na „skandal” smoleński czyli podmianę tablicy. Jakąż to olbrzymią przysługę wyświadczyli Rosjanie wszystkim stronom sporu politycznego w Polsce. Rzucają nam ochłap jak w czasach zaborów. Zajmiemy się sobą do wyborów, a jeśli ujawnią gdzie tak naprawdę nas mają, to i trochę dłużej. Ta teoria to nazywa się „zrządzanie konfliktem” - jest wykorzystywana do granic możliwości. Dla elit jest to okazja, żeby trzymać głupków w ryzach i do tej akcji włączone jest również trollowanie na forach, jako zabezpieczenie, przez konflikt właśnie, spokoju wszelkich niedorozwojów. Podjąłem próbę politycznej „ucieczki do przodu” - wiąże swoje nadzieje z Palikotem, ale kładę na to 34,5 „głosu”, co znaczy, że 30 to podobnie zdegustowani znajomi, 4 głosy to moja rodzina, 0,5 głosu to moja „propaganda” człowieka i jego idei. Dodam jeszcze drobne sumki, które na komitet wysyłam. Biorąc pod uwagę mój stan i status to jest akurat tyle, co mogę zrobić. Mój intelekt służy tu jako drugi kij w syberyjskiej toalecie – odganiam się nim od forumowych wilków. Niestety, nasza polityka kojarzy mi się kloacznie, ale nic na to nie poradzę – zbyt dobrze ją znam. I jak to pogodzić z ogólną postawą i przekonaniem, że „La vie est belle”. (polecam ten utwór, np. w wykonaniu André Rieu). P.S. Kolejny raz spotyka mnie opis, ocena, obelga w postaci określenia „komunista”. Może tak, może nie - w sensie atrakcyjności idei. Owszem doświadczyłem „heglowskiego ukąszenia”. Czas sobie jednak uświadomić, że nie jest ważne z jaką partią byliśmy kiedyś, czy jesteśmy teraz, szczególnie gdy możliwości jest niewiele a nas pociąga ten rodzaj aktywności. Ważne jest to, ile dzięki temu draństw popełniliśmy. Albo i nie. Czy już czas, żeby wyplątać się z tego, czy czas żeby samemu odejść z wyrzutem sumienia. Porządne życie (osobowe wzory życia społecznego) jest pisane rachunkiem sumienia ułomnych ludzi. Ważne jest tylko, czy posiadamy zdolność refleksji i samooceny. Co się tyczy 1 Maja, to mam już zaprogramowane wszystko. Wspominałem kiedyś, że mam kochaną, bardzo wierzącą siostrę, która nie przepuści żadnej interesującej pielgrzymki. Niestety, wymaga opieki i ja jej posłużę jako opiekun na uroczystości beatyfikacji Sługi Bożego JPII. Mam w Rzymie przyjaciół Francuzów, u których spędzimy cały tydzień (5 minut od Fontanny di Trevi). Wspominam o tym, tylko jako wywołany do tablicy – a niech trollom piana z pyska leci. Przywieźć Acqua Virgo? Mój „Prezes” wysyła mnie do Rzymu, a trolle do Egiptu – robią tam zaciąg do grona patriotów... libijskich. Odmaszerować! Link Zgłoś
Gość: jothagie Palikot obnaża współczesną dialektykę władzy... IP: *.dynamic.mm.pl 12.04.11, 08:32 zamknięty Niestety, mój tekst jest traktowany jako spam, dlatego opublikuje go w częściach, żeby zobaczyć, gdzie popełniam "zbrodnię". Link Zgłoś
Gość: jothagie Re: Palikot obnaża współczesną dialektykę (cz.I) IP: *.dynamic.mm.pl 12.04.11, 08:35 zamknięty Że niby jedność i walka przeciwieństw? W założeniu tak, ale dla umiejących czytać te skłonności do dialektycznej logiki, to zwykłe qu... Bo niby jak to ma ocenić człowiek myślący? Posłużę się tu analizą Palikota, który jest znawcą nie tylko filozofii, ale także obserwatorem tej pozornej służby społecznej, ją dziś jest polityka, a szczególnie jaką jest w swoich rozlicznych przejawach. Szczególnie gdy jawi się jako polityka sprzeczności, która tworzy „nową logikę” jawnie przeczącą myślowej historii homo sapiens. Link Zgłoś
Gość: jothagie Re: Palikot obnaża współczesną dialektykę (cz.III) IP: *.dynamic.mm.pl 12.04.11, 08:43 zamknięty To staje się stylem a i modelem obowiązującym na górze i na dole. Na górze, ponieważ grają tak główni rozgrywający i daje im to „słupki”. Jeśli tak, to podobnie zagrywają również dalsze miejsca pretendentury. Na dole, ponieważ usiłuje się nas wtłoczyć w poprawność polityczną tego typu, żeby „znać swoje miejsce w szeregu” a inne miejsca traktować jako zakazane. W końcu „partia robotnicza wie lepiej czego chce klasa robotnicza, niż nawet sama klasa robotnicza”. Niby to już minęło, ale gdzież tam... w użyciu przez wszystkich. Na tej „logice” buduje się nowy typ aksjologii społecznej, w której odrywa się (usamodzielnia się) te „nowe wartości” od partii politycznych, ogólnie elit, żeby ewentualnie nie kojarzyło się to komuś źle (w sensie autorstwa), stawia się dla nich „nowe ołtarze” u których celebrują przywódcy partyjni i elity, udowadniając, że w życiu i w polityce są tylko sługami tych wartości. Że niby to nie oni je stworzyli. Jeśli nikt tego nie stworzył to już mamy do czynienia (i mamy) z nową religią. Szczyt obłudy! I społecznego zakłamania! Kilka dniu temu prokuratura postanowiła wznowić postępowanie karne w sprawie zmontowania krzyża z puszek, który został przyniesiony w ubiegłym roku przed Pałac Prezydencki jako symbol "grania" krzyżem przez PiS i Kancelarię Prezydencką w okresie żałoby po katastrofie smoleńskiej. Prokuratura zdecydowała się wznowić śledztwo w tej sprawie, dlatego że dotyczy ono zwykłych studentów. Sukces murowany – zastraszyć młodą inteligencję, żeby poskromiła swoją wyobraźnię, a skierowała ją w stronę słusznych, może nawet jedynie słusznych wartości. A przecież czym będzie młodzież i przyszłość po amputacji wyobraźni? W dodatku jest to robione w otoczce obłudy, bo jawnie odpuszcza się wszystkie prowokacje znanym politykom! Konsekwencje poniesie student za niemalże artystyczną, bo jawnie wieloznaczną prowokację. W taką logikę świadomie zaplątało się młodego człowieka, którego krytyczna rola będzie w tym kraju wzrastać, więc znajdzie się się również paragraf na niego (witaj mistrzu Wyszyński), żeby sobie nie myślał... Natomiast na oczach wszystkich umarza się postępowanie w sprawie afery hazardowej, nie ściga się Jarosława Kaczyńskiego za bezpodstawne oskarżanie Rosjan o zamach na TU154! Za delegimityzację władzy (10.04.2011)! I tak dalej i następne... Wniosek dla jeszcze myślących jest jeden: Jeśli jest odrobina siły w nas, to nie możemy być wobec tego obojętni! Jeżeli nie reagujemy na taką niesprawiedliwość i niegodziwość to stajemy się uczestnikami tej „politycznej logiki”. Za moment staniemy wszyscy po tej samej, „słusznej stronie” i nawet nie będzie się z kim różnić. Staniemy się twórcami takich samych wartości z tym, że jak to kiedyś pieprznie, to na nas wskażą palcem jako na naiwniaków i głupców. Nie wystawili tak Solidarności? Nie macie wystarczającej nauczki? Przecież wszystkich nie da się kupić. Masę oszukanych pozostawi się własnemu losowi. Żadne to usprawiedliwienie, że nas w to wkręcili. A własnego rozumku to się nie ma? A ponieważ niepoślednią rolę w tym przerabianiu społeczeństwa na plastelinę odgrywa Kościół i „wyłudzone” zapisy prawne, dlatego w Ostrołęce Palikot przypomniał o tej znamiennej (w tej logice podręcznikowej wręcz) sprawie z krzyżem. „Domagamy się likwidacji kary więzienia za obrazę uczuć religijnych! Postulujemy wykreślenie art.196 kodeksu karnego, który na to w obecnym stanie prawnym zezwala! Za taką nowelizacją opowiadają się środowiska prawnicze. Jest ona krokiem w kierunku świeckiego państwa, o które wspólnie walczymy! Dlatego solidaryzuję się ze studentami, którzy za swoje zachowanie zostali napiętnowani przez organy ścigania i polityków! Wierzę, że stoję po właściwej stronie, a działania które podejmujemy zbliżają nas do nowoczesnego państwa”. P.S. Panie Januszu! Tak trzymać. Jest Pan po stronie arystotelesowskiej logiki. Kłaniają się Panu miłośnicy tej dziedziny filozoficznej skłonni widzieć w Panu choćby filozofa Dratewkę, który jakimś sposobem poradzi sobie z tym paskudztwem politycznym w postaci mariażu oszustów na tronie i Sług Mamony przy ołtarzu. Link Zgłoś
Gość: jothagie Re: Palikot obnaża współczesną dialektykę (cz.II) IP: *.dynamic.mm.pl 12.04.11, 08:50 zamknięty Weźmy po rozwagę tę najbardziej tajemniczą zasadę obecnej polityki, „twórczo” stosowaną w różnych zagadnieniach. Media mówią, że jest źle, ale znaczyć to może tylko jedno, a mianowicie, że jest dobrze. Cóż z tego jeśli media łaskawie raczą ujawnić, iż jest źle, jeśli ta niepoprawność i naganność mediów, wyrażająca się w obnażaniu elit, znakomicie buduje sympatię wokół krytykowanej osoby czy partii, które to właśnie niby „źle” postępują. Jest jak w metodzie podprog.o.w.e.j – my także widzimy, że jest źle, z czego wzmacnia się zaufanie do mediów, a jednocześnie nasza sympatia nie opuszcza tych, co to niby są krytycznie oceniani przez media. Przecież w tym kraju są całe grupy ludzi, którzy są w stanie dać się pokroić za swoich przywódców, czy zrobić dowolne świństwo w ich obronie. To normalne? W tej dialektyce tylko my wychodzimy na nienormalnych, bo wszyscy, tzn. i strony sporu politycznego i media wychodzą na „ludzi wartości”, którzy strzegą tychże w naszym imieniu. Proste, że i nam to musi się podobać. A przecież nie jest to już problem logiki, bo wartości sprzeczne nie mogą być równie przydatne. Albo, albo. A my to uznajemy za kanon. Może to problem naszego wygodnictwa – myślenie potrafi boleć. W efekcie społecznej praktyki jest to problem świadomego ogłupiania narodu i naszej w tym uległości. A w tym tak nas wyćwiczono, że nawet pragniemy tego ogłupiania jak kania dżdżu. Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Palikot obnaża współczesną dialektykę (cz.II) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.11, 09:18 zamknięty W bezpardonowym wyscigu do koryta Palikot odwoluje sie do potencjalnych wyborcow ktorych glowna cecha jest paniczny strach przed rzekomo wszechwladnym Kosciolem. Daleko na tym nie zajedzie bo takich chorych na urojenia przyglupich maniakow jest na szczescie malo. Zeby pasc sie na naszej krzywdzie trzeba byc bardziej uniwersalnym. A co wymysli filozof z Bilgoraja? Kto wie moze znowu odwola do biednych studentow oni z pewnoscia odpala mu ponownie po 20 tysiecy . Z tej biedy oczywiscie :D :D :D :D Link Zgłoś
Gość: jhg Odpowiadam wszystkim: hihi, haha, huhu... IP: *.dynamic.mm.pl 12.04.11, 09:42 zamknięty Dawnym staropolskim zawołaniem: „Uma hija humba gaga Manga haja gamba haha!". (Autor Witkacy - "Metafizyka dwugłowego cielęcia", akt drugi). Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Odpowiadam wszystkim: hihi, haha, huhu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.11, 11:50 zamknięty "logika" posla Palikota. www.youtube.com/watch?v=nlcg8c9TUfY&feature=related Tak trzymac Panie Palikot. :D Link Zgłoś
privus Piskającym w wątku JHG pismenom pod rozwagę 12.04.11, 14:20 zamknięty Co prawda z płonną nadzieją, że potrafią wyciągnąć z tego wnioski. Ale świat nie jest wcale taki czarno-biały, jak im wmówiono stawiając ich nieustannie pod ścianą. Można by tu powtórzyć popularny sensowny slogan Komorowskiego transferując go na płaszczyznę oniemiałej ze szczęścia własną filozofią konserwy politycznej, że - jakie władze partii taka jest i partia. PiS w osobie Jarosława Kaczyńskiego rozpoczął kampanię wyborczą dokonując symbolicznych zakupów w sklepie porównując koszty żywności z tymi sprzed 4 lat. Zaczął więc od swego symbolu przegranej w poprzednich wyborach z Tuskiem i rewanż w sklepie wyjawił na jawie, że z tymi cenami u Kaczyńskiego jest jeszcze gorzej, niż mogło to się wydawać po wykazanym poprzednim błazeństwie. Mściwość i wysiłki sprawnego władania ta samą bronią wyprowadza go wręcz z równowagi dając ujście swemu stanowi psychicznemu. Wyraźnie było to widać w jego groźbach skierowanych teoretycznie do powietrza w trzech kolejnych wystąpieniach na Krakowskim Przedmieściu w ostatnio zorganizowanej hucpie smoleńskiej, w której poza złością i tworzenia atmosfery ruszającego walca, żadnej żałoby dostrzec nie można było. Pozory i gra pozorów bardzo nieudolnie skrywa zasadniczy cel jego ambicji. Jaką strategię na wybory przyjmie teraz PiS? Co będzie osią kampanii wyborczej? Na co głównie będzie zwracał uwagę PiS? Czy jeszcze szansa zdobycia tej ilości głosów jakie uzyskał w kampanii prezydenckiej Jarosław Kaczyński potrzebnych do realnego powtórzenia w nadchodzących wyborach parlamentarnych? W moim przekonaniu PiS najprawdopodobniej postawi na kwestie finansów, gospodarkę, sprawy społeczne oraz oświatę i zdrowie. Akurat na to, co sam zawalił i teraz łatwo będzie to przypisać przeciwnikowi. Prezes niedawno dla PAP nagłaśniał m.in. sprawę "repolonizacji" sektora bankowego, niedopuszczenia do prywatyzacji sektora petrochemicznego oraz przejęcia polskiego sektora energetycznego przez zagraniczny kapitał. Hasła jak zwykle wymierzone na poklask, chociaż tak samo realne jak słynne owe 3 mln. mieszkań. PiS będzie oczywiście nadal przeciwne wejściu Polski do strefy euro. W styczniu Kaczyński zarysował horyzonty przyjęcia euro na co najmniej 20 lat. Beaty Szydło wspierająca Prezesa PiS sugeruje postulat obniżenia - podniesionego ostatnio - podatku VAT. Znajduje się tam także propozycja opodatkowania aktywów banków. Który to już raz PiS przygotowuje skok na stojące im solą w oku banki? Jarosław Kaczyński marząc o wygranej tylko zwycięstwo PiS-u widzi szansę powrotu do władzy i tylko wygrana będzie sukcesem PiS-u. Jednak sondaże wyborcze są nieubłagalne i wskazują na wygraną PO. Koalicja pozostałych graczy najprawdopodobniej znowu zepchnie PiS na 4 kolejne lata do opozycyjnego plucia i drapania. Niestety, tylko w takiej formie można określić opozycyjność PiS. O ile jeszcze przetrwa kolejne 4 lata w opozycyjnych ławach? Opozycyjna rola PiS-u już spowodowała poważne rysy i pęknięcia. Kolejna porażka nie przysporzy miru i jeżeli na horyzoncie pojawi się ktoś co jest wielce prawdopodobne - kto powalczy o przywództwo w PiS-ie i nowe otwarcie, to Kaczyńskiemu pozostanie już walka z własnym kotem. Dziś jeszcze nikt nie kwestionuje jego przywództwa. Na razie. Przerżnięcie kolejnych szóstych wyborów i następne 4 lata w opozycji przyczynią się do poważnego kryzysu partii, który na dzień dzisiejszy jest propagandowo z trudem łatany. PiS w w swym bezpardonowym wyścigu do władzy coraz bardziej traci na swoim wizerunku a każde wystąpienie Kaczyńskiego wizerunek ten tylko pogrąża w opinii społecznej. Nie sądzę, by na jakieś aktorstwo Kaczyńskiego ktoś się jeszcze nabrał poza jego zwolennikami. Chcą uchodzić za nowoczesną partię konserwatywną będącą alternatywą dla rządzącej PO, a tego nie da się zrobić w żaden sposób zamęczając wszystkich na około swoimi smoleńskimi fanaberiami. Tym bardziej, że twarzą PiS-u ostatnich miesięcy stali się Beata Kempa, Antoni Macierewicz, Mirosław Błaszczyk, Adam Hoffman... a przecież są młodzi posłowie czy sympatycy PiS-u, którzy mają szansę skojarzyć się pozytywnie nielicznym młodym wyborcom czasami jeszcze spoglądającym w stronę PiS-u. Publikowanie przez Kaczyńskiego w znienawidzonej przez siebie "Gazecie wyborczej" artykułów „Tuska zupa z buta” mającego być odpowiedzią na artykuły Donalda Tuska nie tylko nie poprawiają wizerunku, ale jeszcze ośmieszają warsztatem pisarskim. PiS chcąc jeszcze przyciągnąć nowych wyborców musi wykazać i przekonać, że konserwatyzm nie jest sprzeczny z logiką i nowoczesnością. A z tym jest coraz gorzej nie tylko w PiS-ie. Przy obecnych politycznych horyzontach zarówno sprawujących władzę i ją zwalczających, realną staje się groźba zostania Polski gdzieś na peryferiach Unii Europejskiej. A na to się nie godzę i tego typu prawiczki przynajmniej u mnie nie mają żadnych szans na uzyskanie głosu. Stąd tez najbliższą kampanię widzę jako bezpardonową walkę ze sprawdzonym już w przeszłości wyciąganiem haków na przeciwnika. Merytoryczna debata oparta na argumentach i faktach, prowadzona w sposób wyważony wydaje się być mrzonką z dalekiej przeszłości. Ale najprawdopodobniej zastosowane punktowanie grzechów i zaniechań rządów Tuska sprawią, że kampania wyborcza nie będzie miała tylko ciemnych barw i nie skupi się na atakach personalnych pełnych emocji i żoliborskich epitetów. Zresztą dawny PiS-owiec Marek Migalski wyrokuje, że w czasie kampanii ”Tusk będzie pokazywał język Kaczyńskiemu, a ten będzie się na niego rzucał z pięściami. A wszystkiemu przyglądać się będą publicyści i komentatorzy, zachwyceni jakież to wszystko emocjonujące i fantastyczne”. Jak nisko ta prawiczkowa konserwa upadła. Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Piskającym w wątku JHG pismenom pod rozwagę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.11, 15:20 zamknięty Chorobliwa obsesja pisowska jaka bez watpienia ogarnela Twoj umysl nie pozwala Ci zrozumiec ze moga byc na swiecie ludzie ktorzy nie lubia PiS tak samo jak nie lubia PO albo SLD. Pozwole wiec zacytowac Ci to co sam napisales: świat nie jest wcale taki czarno-biały. Warto abys sam kiedys sie nad tym zastanowil bo to doprawdy bardzo madre zdanie. Link Zgłoś
privus Re: Piskającym w wątku JHG pismenom pod rozwagę 03.08.12, 21:07 zamknięty Ciebie niestety nie miałem na myśli. Granice swych horyzontów już pokazałeś tak samo, jak n4eu. Link Zgłoś
Gość: paweł80 odpowiem Ci ChuChu IP: *.torservers.net 12.04.11, 16:06 zamknięty A Kaczyński obala ustrój i legalnie wybrane władze a Ty i tak na niego zagłosujesz. Palikot robi to, co robi wyłącznie za swoje i swoich sympatyków pieniądze. Wszystko co robi, to przejaskrawia w jakimś dobrym kontekście. Pamiętasz penis i pistolet? Posadzili tych policjantów. A inaczej to stosowaliby gwałt i wykorzystywanie seksualne do dziś. I o to chodzi. Teraz zrób happening Ty, żeby posadzili Twego Prezesa za podżeganie do obalenia legalnie wybranych władz. Pewnie że prymitywom łatwiej jest pamiętać cudze sytuacje, niż sprawy... a w swoim przypadku odwrotnie. Link Zgłoś
kaczoryjski Re: odpowiem Ci ChuChu 12.04.11, 16:37 zamknięty Zupełnie zgadzam się z Pawłem. Proszę też o uszanowanie pewnej "prywatności" tego wątku. Odwiedzają go i piszą tu niekiedy zwykle przyjaciele JHG (pozdrowienia i szacunek JHG !!!!). Mam nadzieję , że tysięczny post tego wątku będzie należał do jego gospodarza. Link Zgłoś
Gość: hihi Re: odpowiem Ci ChuChu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.11, 17:45 zamknięty Prywatnosci? Tzn nie wolno komentowac? lekarz kazal wylacznie przytakiwac? :) rozumiem :) Link Zgłoś
Gość: jothagie Artes serviunt vitae, sapientia imperat IP: *.dynamic.mm.pl 12.04.11, 21:33 zamknięty Jeden z szacownych internautów namówił mnie na tysięczny wpis. Nie zdawałem sobie sprawy, że jest to na swój sposób ważny moment. Jest w tym jakaś umowność, że dobrnąłem do tysięcznego wpisu. Zakładałem sto, potem dwieście, ale nic dalej. Specjalnej satysfakcji z tego nie mam, bo wiele wpisów nie jest moich. Pomijam wpisy życzliwe poruszanym tematom, a gdzieniegdzie życzliwe także i mnie. Budowały one dobrą atmosferę i dzięki nim zaprzyjaźniłem się z paroma internautami. Życzliwymi okazali się również ludzie, o których nic nie wiem. Nie mam pojęcia, kim są, ale ważne, że podobnie myślą. Były także inne wpisy, ale przy samozwańczym „jubileuszu” trudno o nich wspominać. Są, bo są. Otwarcie ust ma dziś swoją cenę do poniesienia, a cóż dopiero otwarcie swoich myśli. Mądrość rzymska doradza, żeby częściej używać uszu, niż języka, ale wydaje mi się, że ja już swoje wysłuchałem. Nie wiem, co będzie dalej. Niewiadomych jest wiele. Pierwsza to zdrowie. Nie jest się twórczym, gdy coś dolega, gdy ból wyznacza niekorzystną perspektywę. Następnie to ciekawość życia. Powoli zanika. Czytam mniej. Mniej wdaję się w dyskusję. Mniej mam myśli porażających, które skłaniają do napisania czegokolwiek. Utrzymuję się na jakimś poziomie obycia kulturowego, ale tylko ze strachu przed totalną amnezją. Nawet w sklepie mnożę dzielę, dodaję w myśli, żeby nie wypaść z wprawy. To mnie zawsze przeraża – nie dożyć życia świadomie do końca. Nie będę się dziś rozpisywał, bo niczego nie zamierzam udowadniać. Dziękuję wszystkim, którzy mnie czytali, tym którzy się się ze mną zgadzali lub nie. Nie pozwólcie zginąć dziennikarstwu obywatelskiemu. Każdy piszący, który robi to z tzw. wyższych potrzeb podwaja swoje człowieczeństwo, ale pod warunkiem, że bez reszty nie zaprzedaje swoich poglądów. Internet, to przeważnie plebejski sposób wyrażenia poglądów, ale nie widzę przeszkód, żeby poziom sukcesywnie podnosić i żeby odpowiedni dystans do słowa zachować. Tłumaczenie tytułu: Umiejętności służą życiu, mądrość nim włada. I tylko tak... P.S. Przyznam się Wam, Drodzy Internauci, ze trochę jestem zmęczony tą polską uporczywością. Katastrofa smoleńska, tablica smoleńska w naszej wersji na obcej ziemi, niedzielne obalanie demokracji pod Pałacem Prezydenckim, wystawa o katastrofie smoleńskiej w PE i jeszcze wiele innych przykładów, to wszystko wynika z lekceważenia procedur. I nie możemy tego zrozumieć, że czasy husarii i pospolitego ruszenia już dawno minęły. A tyle było gadania, że Ukraińcy chcieli umieścić swój napis na pomniku gdzieś w Polsce Południowo Wschodniej, a w Osowej (pomnik czerwonoarmistów) zrobiono wręcz międzynarodowy skandal... Kiedy my dojrzejemy do cywilizowanej państwowości? Link Zgłoś
kaczoryjski Re: Artes serviunt vitae, sapientia imperat 12.04.11, 21:54 zamknięty GRATULACJE I SŁOWA UZNANIA ZA WYTRWAŁOŚĆ, CIERPLIWOŚĆ I TEN INNY PUNKT WIDZENIA ZDROWIA I SZCZĘŚCIA SZANOWNY JHG Link Zgłoś
yadol Re: Artes serviunt vitae, sapientia imperat 12.04.11, 21:56 zamknięty :) miliona postów :) zdrowia , szczęścia , prawdziwych przyjaciół Link Zgłoś
privus Re: Artes serviunt vitae, sapientia imperat 12.04.11, 22:25 zamknięty Szczerze dołączam się do gratulacji i życzę jak najwięcej wielu trafnych rozważań i rozmyślań zamykanych w codziennych postach wielokrotnie sprzyjających głębokiej zadumie. Miliona postów Ci nie życzę ze zrozumiałych względów względów praktycznych. Pisząc po jednym poście dziennie zajęło by to ok 270 lat i ok 500 wątków na forum według obowiązujących tu zasad. Pomijam tu już ogrom pracy i kwestię zdrowia. Belfrzy też się wykańczają a tego Ci absolutnie nie życzę w tej forumowej działalności rekreacyjno-edukacyjnej :) Życzę dużo zdrowia i współbieżnego przyrostu wysokości emerytury w stosunku do ilości postów na forum. Wiem, że to jest zupełnie nie realne, ale za to szczere :) Pozdrawiam Link Zgłoś
Gość: joi Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.11, 11:01 zamknięty :) gratulacje zdrowia i spokoju, oby wino ci zawsze smakowało Link Zgłoś
Gość: jhg Dziękuję! „joj” potrąciłeś moja słabość... IP: *.dynamic.mm.pl 13.04.11, 12:00 zamknięty Niestety, raz na tydzień stać mnie ewentualnie na bułgarskie wino, z czego większość trafia do gotowanych potraw – puchar do potrawy i łyczek do wnętrza. Tylko łyczek, żeby sobie uświadomić mizerię, człowieka którego nie stać na to, co lubi, czyli na dobre wina. Lubię smak dobrego wina, szczególnie, gdy przemawia swoim czystym i głębokim smakiem. Gdy czuje się to słońce, które dogrzewało owoce, ten wiatr morski, który owiewał licie, te mikroelementy wyssane głęboko z ziemi...To wszystko może być dostępne w chwili relaksu i zadumy w towarzystwie dobrego wina. Normalnie najlepszy jest intensywny zapach w kuchni mieszający się z czymś jeszcze, np. z przyprawami, grzybami, mięsem, rybą. To jest dodatek do wszystkiego przyjemnego, w tym przede wszystkim do życia, jeśli takim uda się je uczynić. O pragnieniu wina podczas słuchania muzyki już pisałem. Link Zgłoś
Gość: jothagie Do tych, co o polityce myślą inaczej IP: *.dynamic.mm.pl 16.04.11, 21:15 zamknięty Absolutnie nie mam pretensji do tych, co myślą inaczej. Potwierdzam ich prawo do tego. Nie mam pretensji do tych, co usiłują mnie zakwalifikować do opcji, której absolutnie nie popieram. Nie mam pretensji, że krytykują wszystkich, oprócz swoich, choć wypadałoby zauważyć jakieś pozytywy innych. Nie mam również pretensji, że atakują Palikota, z którym jakieś nadzieje wiążę. Mam pretensję, że w sposób ślepy opowiadają się za tym, co już wszystkich kompromituje – wyznawanie PiSu. Zróbcie tak, żeby obciachu nie było. Przecież można być zwolennikiem partii Marka Jurka. Można zawierzyć swoje poglądy Januszowi Korwin – Mikkemu. Nie jest to w żaden sposób kompromitujące. Trzeba tylko jasno powiedzieć, że optuję za takim kierunkiem w polityce i twórczo namawiać do poparcia tej wizji. Nie sądzę, żeby to było źle przyjęte. Tu jednak pojawiają się Jeźdźcy Apokalipsy, którzy usiłują ogniem, mieczem i paszkwilem wypalić jedynie słuszną drogę. Oj nie tędy droga, co pokażą wybory. Chyba, że taka jest ustawka PO, które płaci trollom za nadgorliwość w wyznawaniu PiSu, bo rzeczywiście robią fatalną atmosferę wobec tej partii. Ja odnoszę, że nawet przewodniczący PiSu na WiM, dawny wiceprezydent, nie zrobił tyle złego dla tej partii, co trolle – wyznawcy. P.S. Wierzcie mi, że czasem, jak czytam te chore (osobowościowo, umysłowo) wpisy okraszone różnymi nickami, a wskazujące na jednego autora, to przypomina mi się Księga Psalmów i werset „Omnis homo mendax” – każdy człowiek jest kłamcą... dodam tylko, że niektóre homo to i nawet menda. Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Do tych, co o polityce myślą inaczej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.11, 21:24 zamknięty Musze przyznac ze wpis mocno perfidny. Na poczatku udawana tolerancja dla myslacych inaczej potem nagly atak na tychze. Ja osobiscie uwazam ze sympata do Palikota kompromituje nie mniej niz sympatia do PiS. No ale to moje zdanie. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Do tych, co o polityce myślą inaczej IP: *.dynamic.mm.pl 16.04.11, 21:33 zamknięty Pamiętaj o tym, że J.K. to nie jedyna miara zboczeń, dlatego cały czas miej na uwadze to, co o Tobie napisał „mark”. To jedna z bardziej wyważonych ocen Twojej działalności na tym forum. Jak się nudzisz, to czytaj sobie kilka razy dziennie: forum.gazeta.pl/forum/w,64,124287823,124290271,Re_jadol_i_spola_wasze_chamskie_wpisy_wystarczy.html Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Do tych, co o polityce myślą inaczej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.11, 21:44 zamknięty Musze Cie zaskoczyc. Nie lubie Kaczora. I to bardzo. A Twoja ocena na moj temat tylko potwierdza sposob pojmowania przez Ciebie "tolerancji" o ktorym pisalem post wyzej. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Do tych, co o polityce myślą inaczej IP: *.dynamic.mm.pl 16.04.11, 21:46 zamknięty A poza tym: „Uma hija humba gaga Manga haja gamba haha!". (Autor Witkacy - "Metafizyka dwugłowego cielęcia", akt drugi). Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Do tych, co o polityce myślą inaczej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.11, 21:57 zamknięty Zaczynam sie zastanawiac czy Jadol i Ty to jedna i ta sama osoba. I mam ku temu uzasadnione przeslanki. Poziom ineligencji mniej wiecej ten sam. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Do tych, co o polityce myślą inaczej IP: *.dynamic.mm.pl 16.04.11, 22:04 zamknięty Pytanie do internautów: Czy z tych jaj, które tu podrzuca to bóstwo klawiatury w kilku osobach, da się zrobić wielkanocne pisanki? Yadol, odezwij się, bo Cię obrażają... Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Do tych, co o polityce myślą inaczej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.11, 22:11 zamknięty W sumie masz racje. Dalem sie sprowadzic do Twojego poziomu dyskusji w ktorych glownym elementem jest obrazanie innych. To moj blad. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Do tych, co o polityce myślą inaczej IP: *.dynamic.mm.pl 16.04.11, 22:17 zamknięty Tośmy sobie pogadali. A teraz paciorek, siusiu i spać... W paciorku możesz wspomnieć o wujku jhg Link Zgłoś
yadol Re: Do tych, co o polityce myślą inaczej 16.04.11, 22:37 zamknięty jestem , jestem tylko nie wiem co mu odpisać sto razy już tu pisałem o tym , ze aby oceniać innych nie można kłamać ta pisowska galareta nigdy tego nie mogła zrozumieć, bulgotała tylko popierdując ze strachu ta skłonność do noszenia nosa tak wysoko jak kaczka kulawa jest oznaką pustki pod deklem i co ? mam się kłócić jak zwykle z tym kuzynem kecawy ? pozdro JHG Link Zgłoś
Gość: jothagie Przywódcy na miarę naszych klęsk IP: *.dynamic.mm.pl 18.04.11, 15:29 zamknięty Przy okazji sporu o „świętość” L.K. nawiedza mnie refleksja ogólniejsza o naszych przywódcach. Zastanawiamy się mianowicie, czy moglibyśmy liczyć na więcej w naszej reprezentacji... Jeśli jednak użyć, zawodnego co prawda, wnioskowania z analogii, to perspektywy są marne. Raczej społeczne dołowanie się. Mój „dół” zaczął się już od L. Wałęsy. Jedni znają go od wkrętaka, a inni od kręcenia. Zakręcał do obłędu, cały czas traktując nas jak śrubeczki w urządzeniach pod napięciem. Wałęsa wielokrotnie wprawiał mnie w zakłopotanie, ale raz uśmiałem się do łez kiedy publicznie powiedział do Jerzego Giedroycia, że czytywał jego „Kulturę”. Długo nosiłem się z powiedzeniem Oriany Fallaci, nie mogąc odmówić jej racji: „Nasza epoka pozbawiona jest przywódców. Kiedy się pomyśli, że pijak Jelcyn był carem, a ignorant Wałęsa symbolem wolności, uginają się nogi pod człowiekiem" ("Wywiad z sobą samą"). Później, jeszcze wkompletował się A. Kwaśniewski jako wykładowca amerykańskich uniwersytetów z poziomem kijowskiego wykładu jako wzorca. O św. pamięci Prezydencie Safandule to już lepiej nie mówić. Teraz mamy prezydenta, który poraża stosunkiem do ortografii ojczystego języka i władzy jako społecznego mandatu. Strach ogarnia, gdy spojrzy się na listę ewentualnych kandydatów. I tak dalej, pewnie należałoby powiedzieć, bo nie potrafimy wyłonić godnego kandydata. Podstawia nam się miernoty do zatwierdzenia. Kto podstawia? Niestety, domyślam się tylko. Co do Wałęsy, to absolutnie porażająca sprawa, niezależnie od niewątpliwych jego zasług. Urban żył z tego całe 5 lat tylko cytując „perełki” mądrości i nowego stylu. Wkurzają mnie natomiast naukowcy okołoipenowscy, którzy na usłużne wyrywki wyciągali pikantne szczegóły z życia Wałęsy po to tylko, żeby politycznie go ośmieszyć, odhistoryzować i zdezaktualizować. Dosyć tych klęsk – naukowcy też służą w tym kraju do dołowania społeczeństwa? Chciałbym, aby Wałęsa pozostał kimś wielkim w historii mego narodu, ale nie można zaproponować mu więcej wielkości niż listek figowy do (planu) umowy zawartej przez komunistów z narodem wybranym z tego narodu. Przy wzięciu pod uwagę faktu, że dzięki tej umowie nie musieliśmy pokotem za wolność umierać, to bardzo dużo. Niestety jemu i następcom zamiast wawrzynu chwały, laurowego wianuszka, tylko listek figowy, żeby wstyd przykryć, ale całkowicie nie zakrywać. Ku pamięci! Niestety, co już pisałem, my jako świadomi obywatele nie wyrastamy ze zwycięstwa Wałęsy, ale z jego klęski. Zwycięstwo zwinięto mu spod nosa i obrócono przeciwko nam. Podobnie z zyskami po innych prezydentach. Czujemy to i zamiast pokory przejawiamy buńczuczność w większości politycznych osądów. Przykładowo, gdy widzę na forum „71 rocznica ludobójstwa rosyjskiego w Katyniu”, to przypomina mi się czas, że albo mówiono inaczej, albo nie mówiono w ogóle. Albo ta tablica w Smoleńsku pt. „niech kacapy wiedzą, co to jest prawda”. Coś więc jednak Wałęsie zawdzięczamy, ale umiaru nie mamy, by sobie kompensować jego klęskę. Ja zadowalam się tym, że znam „kościec” prawdy o zbrodni katyńskiej i wiem, że o ludobójstwie oficjalnie mówić nie będziemy, a jeśli to tylko, żeby z powodu poczucia klęski naszej bajki narodowej zemścić się na ruskich. Ale przecież to nie ma sensu. Cóż, w demokracji można sobie pogadać. Polityka jednak dzieje się wg faktów a nie paplania. Dlaczego zainteresował mnie ten temat. Otóż zauważyłem, że jakość (raczej niska) naszych przywódców i elit ściąga nas w stronę niedemokratycznej atmosfery. Przy czym, widzę to jako proces wzmocnienia zwrotnego dodatniego – karłowaciejemy w zastraszającym tempie wzorując się wzajemnie na sobie. A propos, swawolenie trolli na tym forum jest ewidentnym przyzwoleniem na taki kierunek. Przykładowo, Palikot w pismach wewnętrznych i instrukcji wyborczej absolutnie tego zabrania. Gdybyśmy trzymali wysokie osobowe standardy, to przeciętna miałaby tendencje podnoszenia się a nie upadania, jak to jest obecnie. I to mnie w elitach interesuje najbardziej – jakie są ich odwzorowania w społeczeństwie. I już nie wiem, jaka jest metoda poprawy – ośmieszanie elit czy wskazywanie „palcem” społeczeństwu. W pierwszym wypadku. zamykają się w sobie i otaczają zabiegami maskującymi. W drugim, krytykowane społeczeństwo broni się poprzez chamienie sięgające co raz głębszych warstw odczuwania. Niestety, tak w pierwszym jak i drugim przypadku zamiast stawać się bardziej pragmatyczni stajemy się bardziej emocjonalni. Emocje dzielą nas bezpowrotnie, czego żniwa i dożynki obecnie obchodzimy. Nie widzę punktu zwrotnego, gdzie lub dzięki któremu moglibyśmy zawrócić. Ale po co, jeśli ciepełko błotka rozgrzewa nas dostatecznie. To już tylko kwestia naszego uzależnienia od emocji... P.S. W ostatnich dniach, dzięki mojej najukochańszej siostrze, miałem okazję porozmawiać na temat etyki i aksjologii z księdzem katolickim zaangażowanym co nieco politycznie. Jestem zszokowany, bo wprawdzie jest w tym jakiś system wartości, w domyśle uzasadniony wiarą, choć bardziej interesem Kościoła, ale brak jest wartościowania pierwotnego, czyli naszych psychicznych narzędzi zdolnych ustanawiać wartości sobie i innym. Wiara nie jest najwartościowszym doznaniem psychicznym. Także nie emocje. Najcenniejsze są doznania myśli, a później do wyboru chociaż ja dopiero na końcu widzę wiarę. Jestem za jej ograniczeniem do minimum niezbędnego konkretnemu człowiekowi. Pochwalam tu pogląd jezuity o. Oszajcy, który wyraźnie mówi: (wiadomosci.wp.pl/kat,35474,title,Nie-musze-wierzyc-ze-zakonnica-zostala-uzdrowiona,wid,13327292,wiadomosc_prasa.html). Link Zgłoś
Gość: jothagie Obserwacja bieżąca IP: *.dynamic.mm.pl 20.04.11, 14:07 zamknięty Przeglądając internet w tych najbardziej reprezentatywnych portalach dochodzę do wniosku, że PO nabiera rozpędu w kampanii wyborczej. Dotąd to PiS wszędzie bezkarnie hasał i wszystko mu jakoś uchodziło, a PO udawało politykę miłości. Teraz PO obala iluzję co do swoich intencji. I PiS zostanie pogrzebany, bo ich metoda nienawiści była grubymi nićmi szyta i przez „niepełnosprawnych” krawców (przepraszam niepełnosprawnych z nadania natury!). Nie jest wykluczone, że jest to działalność „za porozumieniem” dwu zwaśnionych stron, bo przez ten zasadniczy konflikt nie przebije się już nikt. W każdym bądź razie, będzie to bardzo wyniszczające a społeczeństwo przejrzy i na zawsze (mam taką nadzieję) pozbędzie się udawania jakiejkolwiek miłości do polityków. Niestety i ku rozpaczy wielu pozostających poza tym politycznym „układem” szansę dalej ma PO. Zwyrodnienie PiSu będzie natomiast dalej akceptowane tylko przez elementy skrajne politycznie czy religijnie. Szkoda bo na tym również Kościół straci, a przez to uzjadliwi się jeszcze bardziej w swym oddolnym wydaniu. Trudno będzie Kościołowi wycofać się z tego, więc powstanie obraz Kościoła umęczonego za sprawy sprawiedliwości społecznej, rozumianej w polskim wydaniu (interpretacji) Rerum Novarum. Były ostrzeżenia ludzi mądrych, ale Kościół i jego hierarchiczni przedstawiciele są mądrzejsi. Polityka cały czas jest na równi pochyłej, ale Kościół wkracza na nią na własne życzenie. I pomyśleć, że jest tylko jeden powód tej hucpy politycznej: wygranie wyborów i uchwycenie (utrzymanie) władzy. W obydwu przypadkach Polska i jej obywatele są elementem drugorzędnym, a nawet dalszym. Absolutnie nie wierzcie w inne zapewnienia. Przecież każdy widzi i ma możliwość wyciągania wniosków. P.S. I w tym kontekście odrobinę „Palikota”. Główne partie powoli zaczynają się organizować także przeciwko niemu. Zauważamy próby klinczowania zarówno jego, jak i jego ruchu. A przecież Palikot stawia sprawę jasno – nie wygramy wyborów, to jasne, chociaż programowo i to mamy przewidziane, ale chcemy mieć swoich posłów i senatorów, żeby naszą problematykę uczynić sprawą społeczną. Chcemy zaistnieć jako nowa siła i obalić tym mit, że naród ma do wyboru tylko między dwiema partiami. Chcemy, żeby nadać status ważności społecznej próbie niezależnego myślenia o Polsce. Zapowiadamy myślenie o Polsce zależne tylko od jej interesu. Nie można bowiem dalej udawać, że sprawy nie ma, że o Polsce myśli się wszędzie tylko nie w Polsce. Poza tym ktoś musi rozpocząć naprawianie myślenia o Rzeczypospolitej. Zacznijmy przynajmniej od prawidłowego myślenia o niej. I to jest program „minimum” i jednocześnie główny cel – wszystko inne to strata czasu, energii i pieniędzy. Jeśli wyborcy liczbą głosów upoważnią nas do szerszego myślenia o Polsce (np. gospodarka) to tak się stanie. Szanujemy ludzi i dlatego tak to widzimy. Nie chcemy potwierdzać tego, że spory PiSu i PO to jest walka o Polskę. Jest to walka o władzę z użyciem wątpliwych programów, wątpliwych metod i bardzo wątpliwych inklinacji przywódców. Nasza kampania wyborcza będzie próbą przekonania do naszego programu tych którzy w tej „świętej wojnie” nie chcą brać udziału. Jesteśmy alternatywą dla grozy i śmieszności ujadających partii i wspierających ich instytucji, w tym także Kościoła. Uwaga! Wypowiadam się z upoważnienia zaangażowanych w Ruch, ale nie wybieram się do jakiejś reprezentacji. Z wyboru jestem tym, który tylko trzyma sztandar... Link Zgłoś
Gość: jothagie Mój Wielki Piątek IP: *.dynamic.mm.pl 22.04.11, 09:33 zamknięty Gdy jesteśmy młodzi, to trzeba się zmuszać do głębszej refleksji. Niektórzy mówią, że filozofię trzeba sobie zadać za młodu. Gdy umiera ci żona, gdy tracisz dziecko lub już cie powiadomiono, że w niedługim czasie na pewno umrzesz, to wszystkiemu, co robisz towarzyszy głębsza refleksja. Człowiek doświadczony z natury jest skłonniejszy do myśli głębszych. Politycznie w sposób naturalny staje się członkiem Agory, ale niestety, tam już jest komplet; światopoglądowo usiłuje uchwycić najmocniejszy grunt pod nogami, ale już nie ma takiego czucia w „nogach”; moralnie wartościuje przede wszystkim siebie, ale tego, co towarzyszy pamięci już poprawić się nie da. To trudny etap życia, bo przypomina sytuację doskonałego nauczyciela, któremu los odebrał szansę nauczania i jednocześnie wie, że do czegoś innego się już nie nadaje. Gdy jesteś młody, to w Twoim życiu muzyka jest obecna. Jest, bo w niczym ci ona nie przeszkadza – ani w tańcu, ani w czytaniu lektury szkolnej, ani w spożywaniu posiłków, ani w rozmowie z najbliższymi. Gdy już osiągniesz mój wiek staniesz się „stereo” - osobno sprawi ci przyjemność muzyka, osobno tekst; w lekturze znajdziesz kogoś do dyskusji a dyskutantem będziesz ty; gdy zasiądziesz do posiłku to każdy kęs zrobi na Tobie wrażenie, jakbyś kosztował go pierwszy raz; najbliższym poświęcisz tyle uwagi jakby nic poza nimi nie istniało. Jednym słowem zmienisz się, ale mimo, że prawie każdy na to się załapie, to warto do tego się przygotowywać. Warto więc gromadzić dobrą, refleksyjną muzykę – nawet jeśli wiele z tego później odrzucisz. Warto doskonalić się językowo, żeby refleksja innych mogła ci być dostępna. Warto mieć parę książek, które zrobiły na tobie wrażenie – później odrodzisz się czytając je powtórnie. Warto rozsmakować się w potrawach tak, żeby pamiętały zmysły – dotyk, wzrok, powonienie i smak. Któryś z nich zapamięta i później odtworzy przyjemność. Warto mieć bliskich, żeby nikt z was nie był sam. Chwile samotności są każdemu potrzebne, ale tylko po to, żebyś zrozumiał, jak bardzo bliscy są ci potrzebni. Młodemu też czasem coś zaświta – gdy pochowa rodziców to ma wrażenie, że ktoś go oszukał. Gdy bezsensownie giną przyjaciele, to zastanawia się, czy tak musi być, ale jeszcze nie chce odpowiedzi. Dlatego mówię wyraźnie, bądźcie świadomi nieuchronności tego etapu, choć niech to, jak najdłużej nie będzie waszym ciężarem myślowym. Na wszystko jest czas i czasów mieszać nie należy. Tym, którzy wątpią w sens istnienia powiem, że tęsknota do nicości nie przystoi ani żadnemu etapowi trwania, ani żadnej jakości trwania, choć rozumiem tych, którzy nie widzą sensu trwania dla samego trwania. Współczuję tylko tym, którzy sami zafundowali sobie bezsens bytu, bo będzie ich to szczególnie dręczyć i chyba szybciej, niż przypuszczali. I wystarczy, bo przecież każdy ma swoją Golgotę i swój Wielki Piątek... Polecam do odsłuchania: Marradi, Ice Palace (www.youtube.com/watch?v=bBu3ZGaUNjE) Któraś z wersji nawiązuje do symboliki Wielkiego Piątku. Warto ją odszukać. Już pozdrawiam świątecznie, bo nie będzie mnie w same święta. Później natomiast wszystkie drogi prowadzą do... I ja tam będę. Wreszcie makaron al dente (co rzadko mi wychodzi) i dobre wino będę smakował. Może znajdzie się i coś dla ducha... P.S. Dziś zepsuła mi się chłodziarko-zamrażarka. Przypomniało mi się, jak to A. Einsteinowi przedstawiono bądź samą ideę działania bądź urządzenie (tego nie pamiętam) – miał powiedzieć, że „to nie będzie mieć zastosowania”. Żeby on mógł zobaczyć mój dzisiejszy grymas... Może właśnie dlatego „Ice Palace”... Link Zgłoś
Gość: jothagie O kasiarzach, którzy kasują wpisy IP: *.dynamic.mm.pl 05.05.11, 09:34 zamknięty i jak zwykle, nie tylko o tym. Nie było mnie raptem 1,5 tygodnia a tak pozmieniało się na forum. W pierwszym odruchu zdziwienia zauważyłem kasację wielu wpisów. Widzę także, że wreszcie wykończyliście yadola. Zmoderowano go, podobnie jak Osamę... A szkoda, bo bo była jedyna osoba oburzona tym, co dzieje się zarówno w kraju, jak i na forum. Nie jakoś „święcie” czy ideologicznie oburzona, ale tak jak oburza się zwykły człowiek patrzący na czynienie burdelu ze wszystkiego. Może przesadnie, może rubasznie, ale przecież taką reakcje prowokowali „święcie” oburzeni. Zapoznałem się zatem z „rewelacją”: forum.gazeta.pl/forum/w,64,124628363,124628363,dobrze_ponad_setka_wpisow_ubyla_z_tego_forum.html. Niewiele straciłem, ale kabaret na poziomie szamba wzdraga w dobrą stronę – myślenia. Czasem jest to jedyna cena, jaką się płaci za brak wysiłku w szkołach – powąchać g..., żeby pomyśleć o fiołkach. Nie od dziś GW staje się negatywnym kanonem, podobnym do Trybuny Ludu – w razie jakieś Polskiej Wiosny Ludów na pewno będziemy wiedzieć, od czego trzeba będzie się odbić. Wałęsa zabrał im znaczek „Solidarności” a my im zabierzemy znaczek „Przyzwoitości”, który notabene nadali sobie sami. Coś na kształt „Przyzwoity Wśród Słowiańskich Plemion”. A to za zaprojektowanie nam przeszłości, do której trudno nawiązywać i usilną kreację przyszłości, w której nie możemy się poznać. GW nie nastawia się wyłącznie na dostarczanie informacji i edukowanie w myśl założonej moralności (bardziej ideologii). To jest przedsiębiorstwo, którego podstawowym zadaniem jest: zdobyć, utrzymać, zwiększyć ilość czytelników i poprzez to zwiększyć dochody z reklam. Niezbadane są więc decyzje ludzi GW, które z powodów, jak wyżej, absolutnie nie liczą się z jednostkowymi odczuciami, np. forumiarzy. Pewnie zauważono, że wpisy pro-pisowców zapewniają im lepsze uczestnictwo w rynku reklam i poświęcą innych, choćby nawet wyrażali szłuszność nad słusznościami. Każda władza zapewnia sobie skuteczność a czwarta również i „nie mylcie zwykłych odruchów serca poczciwych i na ogół dobrych ludzi z cyniczną polityką ich władz”, jak to przypomina Privus. I tak, mniej więcej, wygląda tzw. misja mediów. Jeśli ktoś chciałby to dogłębnie zrozumieć, to musiałby zająć się Imperium o. Dyrektora. Tam to jest widoczne jak na dłoni. Tam wszelka ideologia służy trzepaniu kasy i w którymś momencie staje się to jedynie możliwym perpetuum mobile. I wierzcie mi, że jedynie to ma sens. Żadna ideologia nie ma szans na samoistne trwanie. Ideologia, summa summarum, jest o wiele bardziej kosztowna, niż moralność malutkich, dlatego bez kasowego zabezpieczenia ma małe szanse. Moralność jest możliwa na słowo – ideologia wymaga pieniędzy, dlatego musi mieć wpływ na władzę, o co usilnie zabiega i nie pali mostów nawet z PiSem, co widać po preferowaniu PiSiarni na forum. P.S. I w tym aspekcie drobne Palikotiana. Pomysł Ruchu Poparcia Palikota jest niebezpiecznie kruchy, bo opiera się na odruchach porządnych ludzi. Idea nie jest nowa i możliwa do realizacji, co pewne kraje sprawdziły. Odczucia te zebrano w postać ideologii, ale utrzymanie tego przy życiu należy do tych porządnych. Czy stać ich na ofiary na laicką tacę, nawet „ile łaska”? Sądzę, że każdy komu bliski jest sposób myślenia Palikota i jego Ruchu powinien się liczyć z kosztami na miarę swoich możliwości. I to jest ten trud istnienia w czymś nowym, w czymś niestandardowym. Ktoś może powiedzieć, że nawet krótki pobyt za granicą odcina mnie od kraju, iż nawet nie wiem, że Palikot „narozrabiał” ze sprawozdaniem do PKW. Taki mam modus vivendi – jak jestem za granicą, to smakuję życie, a gdy wracam do kraju, to wącham ten burdel. To że zawsze wracałem, nie polega na tym, że jestem uzależniony od smrodu, a tylko to, że nie widzę już możliwości urządzenia się w wolnym świecie. Już nawet takich marzeń nie mam. Na wszystko jest właściwy czas – mój już minął. Teraz nastał czas na kasiarzy, którzy dla własnej prosperity gotowi są skasować wszystko, patriotyzm, honor, ojczyznę czy wpisy na forum...a Boga w zależności od tego czy to się przełoży na kasę. Obrzydliwe, ale proste jak konstrukcja cepa. A swoja drogą, gratulacje za wynik w prawyborach we Fromborku (51,8%). Tak dobrze to nie będzie, ale wyjście z niszy było oczekiwane. Najdziwniejsze jest jednak to, że prasa nie uznała tego za godne obwieszczenia, a małe radio włoskie podało wiadomość z pewnym sarkazmem. Osobiście nie słyszałem, ale z uśmieszkiem doniesiono mi jeszcze we Włoszech („PiS w Rzymie, PO grilluje, a w prawyborach zwycięża Palikot - najnowsze dziecko błędów Kościoła”). W tym kontekście nadal podziwiamy obiektywizm naszych mediów... Link Zgłoś
yadol Re: O kasiarzach, którzy kasują wpisy 05.05.11, 09:58 zamknięty spoko JHG, nie jest tak źle, chociaż zgadzam się z tym co piszesz pozdrawiam jak zwykle Link Zgłoś
Gość: hihi Re: O kasiarzach, którzy kasują wpisy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.11, 16:23 zamknięty Mysle ze sprawa jest znacznie bardziej banalna i nie ma tu zadnych politycznych podtekstow. Yadol uzywa jezyka rynsztoku a jest to zwyczajnie sprzeczne z regulaminem. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: O kasiarzach, którzy kasują wpisy IP: *.dynamic.mm.pl 05.05.11, 17:06 zamknięty Czasem koniecznie trzeba się puknąć w głowę i zaręczam Cię, że to jest właśnie ten moment... jak Ty używasz myślenia z rynsztoku, to Ciebie to nie dotyczy? Myślisz, ze wystarczy zmienić nick? Na wszelki więc wypadek nie zaczynaj wypowiedzi od słowa „myślę” - kiedyś przeholujesz. Link Zgłoś
Gość: hihi Re: O kasiarzach, którzy kasują wpisy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.11, 20:49 zamknięty Istnieje "subtelna" roznica miedzy rynsztokowym mysleniem a rynsztokowym wyrazaniem sie na forum publicznym. Podejrzewam ze kazdy moderator bez wzgledu na polityczne sympatie ma obowiazek usuwania postow lamiacych regulamin . Dopatrywanie sie tu implikacji ideologicznych uwazam za duza przesade. Link Zgłoś
Gość: mix Re: O kasiarzach, którzy kasują wpisy IP: *.adsl.inetia.pl 05.05.11, 21:01 zamknięty Fakty istnieją niezależnie od tego, czy je dostrzegasz, czy też nie. Są one formą i treścią tego forum. Skoro znajdują się poza wizją jakiegoś obserwatora, to tego problemu Sanhedryn także nie rozstrzygnie :) W każdym bądź radzie subiektywna ocena nigdy nie była miarodajna nie wspominając już o relatywizmie. Link Zgłoś
Gość: hihi Re: O kasiarzach, którzy kasują wpisy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.11, 21:03 zamknięty oczywiscie ze nie ale to chyba nie znaczy ze nie mozna jej wyrazac Link Zgłoś
Gość: jhg Re: O kasiarzach, którzy kasują wpisy IP: *.dynamic.mm.pl 05.05.11, 21:18 zamknięty Widzisz hihi, Twój problem nazwać można smoleńskim – nie mgła, nie hel lecz grawitacja. Spadaj więc!!! Link Zgłoś
Gość: mix Re: O kasiarzach, którzy kasują wpisy IP: *.adsl.inetia.pl 05.05.11, 21:32 zamknięty Grozi Ci jednak chyba piekło za nieodpowiednie oddawanie moczu :) Link Zgłoś
Gość: jothagie Nie powinienem, ale... IP: *.dynamic.mm.pl 06.05.11, 16:55 zamknięty skoro nie poddaję się zachodniej poprawności politycznej ani oficjalnej watykańskiej niechęci, więc dlaczego nie mógłbym powiedzieć tego, co kojarzy mi się po przeczytaniu paru postów pod adresem forum.gazeta.pl/forum/w,64,124880502,124880502,Nie_lubie_gejow_czyli_studencka_wolnosc_slowa_w_.html. To dobrze, że ktoś w tej sprawie zaprotestował, bo zarówno użycie nazwy UWM jak serwerów tej uczelni jakoś rozmija się z nimbem, jaki być może na wyrost przypisujemy tej młodej uczelni. Kto zaś zadba o jej reputację jeśli sama o to nie dba? forum.gazeta.pl/forum/w,64,124940685,124940685,Kampania_Przeciw_Homofobii_pyta_rektora_o_artykuly.html . Cieszę się, że zaprotestowano, bo ja nie mam znaczących doświadczeń ani skłonności i dlatego rzeczywiście nie powinienem, ale pamięć czasem podrzuca coś istotnego i powoduje pytania typu, czy aż tak jestem nieprzystosowany? Przez 3 lata współpracowałem w studenckim klubie z kolegą, o którym wielu mówiło z uśmiechem. Nie brałem tego poważnie, bo nie widziałem żadnych „obcych mi” odruchów. Widocznie nie byłem w jego typie, ale bardziej możliwe, że był, bo był to człowiek wielkiej kultury osobistej. Owszem nie widziałem go z koleżankami, ale to nie było dziwne w środowisku, w którym nie raziła postawa – najpierw podstawy kariery a potem reszta. Po latach plotka potwierdziła się, ale nic to nie zmieniło w moim myśleniu i odnoszeniu się do niego. Druga grupa doświadczeń, to autentyczne spotkania ze środowiskiem gejowskim. Wrocławska bohema gromadziła się w określonych miejscach. Bywałem tam, bo było to miejsce niedostępnych powszechnie wiadomości kulturalnych. Kłopot polegał na tym, ze alkohol wydobywał z ludzi ich prawdziwe skłonności. I było to w tych przypadkach obrzydliwe, choć hetero również aniołkami nie byli. Czasem dochodziło nawet do rękoczynów, bo nie wytrzymywałem. Z tego doświadczenia wyniosłem uczulenie na całe życie – po alkoholu nie podrywałem dziewcząt, a za czasów małżeńskich korzystałem z kanapy w drugim pokoju. Dzieci wiedziały, co jest grane i starały się rano zdążyć z dobrym sokiem, a żona spieszyła z kawą. Do dziś gest ten jest sympatycznie wspominany i doceniany przez wszystkie strony. I nic więcej na ten temat nie potrafię powiedzieć. Nie stać mnie ani na gloryfikację, ani na potępienie czy ostracyzm. Po prostu nie cierpię żadnej ideologii wobec problemu, który jest stary jak ludzkość. Akceptuję jako przejaw niesprzecznej w naturze różnorodności. Nie używam też żadnych określeń uczuciowo zniekształcających, jak choroba, dewiacja, itp. Nie potrafię napuszyć się na ostrość w żadnym kierunku. Owszem, denerwują mnie wszelkie forpoczty, zarówno przesadnej akceptacji, jak i widocznej nienawiści. Najlepiej niech każdy pilnuje swojej dupy, zamiast bawić się w adwokata takich czy innych zachowań. Zaręczam, że lepiej na tym wyjdzie. A dla odróżnienia się od reszty świata, podkreślenia własnego „ja” jest tyle innych wdzięcznych tematów. Nie rozumiem, dlaczego w dzisiejszym świecie złożonym z tak wielu problemów najważniejsze są dwa: stosunek do antysemityzmu i do homofobii. Może i nawet rozumiem, choć wtedy jest mi przykro, że w takim stopniu podlegamy kampanii ogłupiania nas, za naszą aktywną pomocą. Kiedyś zadałem sobie takie myślowe zadanie: A co byłoby, gdybym opowiedział się po jednej stronie i podpisał się pod całą ideologią sprzeciwu wobec drugiej strony. Niestety, nie ustaliłem, po której stronie miałbym się opowiedzieć. Żadna nie przekonała mnie dostatecznie. Widocznie nie jest to dla mnie ważne i konieczne. Widocznie mogę żyć bez roztrząsania tego problemu i wzmacniania go swoimi umiejętnościami, np. pisania. Przykładowo, gdybym stał się homofobem, to coby to znaczyło? Nic, jeśli używając terminów Jamesa Gardnera, nie czuję się związany z wczesnym doświadczeniem, emocją, uczuciem i wrażeniem. Nic, jeśli nie poczuję więzi z innymi homofobami i nic, jeśli nie połączy nas „spoiwo” nienawiści do gejów i lesbijek. I dodatkowo, nic, jeśli nie zmaterializuje się ta nienawiść w postaci spotkań ze znienawidzonymi (geje i lesbijki muszą istnieć, bo tylko w takim przypadku homofob identyfikuje się z homofobią). Jeśli więc potrafię siebie prawidłowo ocenić, to nie nadaję się do takich postaw. Nie widzę też u siebie skłonności, by obdarzać dodatkową sympatią „pokrzywdzonych” przez homofobów. Dodatkową, bo przecież istnieje poziom ochrony prawnej, osobistej przecież sfery i w kulturalnym społeczeństwie to powinno wystarczyć. A to, że kulturowo mamy różne twarze, to mówi się „trudno”. Ubolewam tylko, że tzw „duchowość”, czyli jakby esencja kultury, nie potrafi być bezstronną w tej materii. A im więcej, np. religijności, tym mniej duchowości... Jednym słowem, jestem takim facetem, który po pierwsze, zasadnie nie może się określić, czy lubi gejów, czy nie; a po drugie, taka choćby próba odpowiedzi niczego ważnego mu nie załatwia, ani go nie określa. I dlatego nie powinienem... P.S. Od pewnego czasu towarzyszy mi dwóch idiotów. O tym na forum to już nie warto... Drugi jest ciekawszy. Dłuższy czas usiłuje połamać moje sieciowe połączenie spowalniając mi internet na routerze. Prawdopodobnie chciałby mieć darmowy dostęp do internetu, choć inne cele nie dadzą się wykluczyć. Znam jego Mac-adres i stąd wiem, że to ten sam idiota. Usiłuje robić to ręcznie i programowo. Przypisuję mu miano idioty, bo połamać WPA2 z 32 znakami hasła (cytat jednego z wielkich matematyków) to nie takie proste, ale jak mówią Rosjanie, jeśli jest się idiotą, to próbować należy. Ja spokojnie poobserwuję... A może to nie są idioci, a dokładnie wiedzą, co i dla kogo robią? Ale to dopiero byłoby idiotyczne... Wozić się na emerycie, który na poziomie idiotów cokolwiek kuma, w tym także informatykę. Za granicą kupiłem router (wypasione bydle), żeby trochę temu idiotyzmowi zagrodzić drogę. Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Nie powinienem, ale... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.11, 18:59 zamknięty Pewnie ktos Ci sie wlamuje do sieci i surfuje na Twoj koszt. To zwykle zlodziejstwo i absolutnie nic wiecej. Wystarczy prymitywne zabezpieczenie i po sprawie. Dajesz sie golic to Cie goli. Link Zgłoś
Gość: jothagie To nie jest mój problem, ale... IP: *.dynamic.mm.pl 08.05.11, 10:37 zamknięty rozważyłbym głos przeciwników: „Santo non subito!” (NYT). wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title,New-York-Times-wstrzymac-beatyfikacje-Jana-Pawla-II,wid,13349270,wiadomosc.html?ticaid=1c30a. Od siebie dodałbym tylko „grzeszny” sentyment do Ustaszy i przerażająca surowość wobec dysydentów w Kościele. Zastanowiło mnie pewne dementi: wiadomosci.wp.pl/kat,1371,title,Swiete-przymierze-miedzy-prezydentem-a-Janem-Pawlem-II-To-stuprocentowa-bajka,wid,13367218,wiadomosc.html?ticaid=1c381 Życie nauczyło mnie wierzyć w te wiadomości, które zostały zdementowane. „Bajka” mogła być przecież zdementowana w chwili pojawienia się, ale czekano aż się wyczerpie. Gdy już zrobiła swoje, to w przeddzień beatyfikacji można ją unieważnić. Teraz czekam na dementi w sprawie „przymierza” z Williamem (Josephem) Caseyem. Wstrętna ta polityka, prawda? Bez niej nawet beatyfikacja nie może się odbyć. I jeszcze jedno, może mało ważne: Poznałem kiedyś na tyle Panią W. Półtawską („przyjaciółkę papieża”), żeby zrozumieć radykalizm i fundamentalizm papieża. Przy czym u niej radykalizm współgra z całością poglądów. Natomiast u papieża wybitnie widać, że etyka seksualna jest zapożyczona i niespójna z innymi poglądami a szczególnie z praktyką wobec faktu pedofilii w Kościele. Tu warto dać dementi: „przyjacielem papieża” był mąż P. Półtawskiej, filozof, a podstawą przyjaźni była fenomenologia. Papież natomiast był przyjacielem ostracyzmu moralnego P. Półtawskiej. Warto poczytać także: wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Papiez-byl-dziecinny-i-prozny-awantura-u-Olejnik,wid,13368474,wiadomosc.html?ticaid=1c3a5 Tymczasem beatyfikacja i już po. Uczestniczyłem prawdopodobnie w czymś bardzo ważnym religijnie, ale w czymś kiczowatym kulturowo. Usiłowałem to wszystko zrozumieć, ale żadnej wielkiej myśli nie spotkałem. Być może, że coś mnie ominęło, bo nie umiem na to patrzeć sub specie aeternitatis, jak to mawiał B. Spinoza. Poza tym jest jeszcze inny problem. Ja nikomu orderów nie zamierzam odbierać, ale zupełnie inaczej widzę JPII i to od czasów, kiedy pierwszy raz spotkałem go (K.W.) w Krakowie na Plantach jak z furą książek szedł do Seminarium Duchownego. To był człowiek, który rzeczywiście poszukiwał, ale na poziomie wiejskiego proboszcza. Tego poziomu nigdy nie zmienił i taki jest standard jego świętości. Marniutki, ale przecież nasz, a na siłę, nawet heroiczny. I nie w tym problem, bo byłoby dobrze, gdyby wszyscy duchowni chociaż ten poziom osiągnęli. Problem jest kulturowy, a mianowicie, że i ten standard rozmija się ze średnią polskiego duchowieństwa, które jest częścią naszej kultury intelektualnej i kultury bycia. To jakby dwa różne kościoły, a bałwochwalstwo miałoby maskować różnice. Podkreślaną tak ochoczo walkę z komunizmem też należy widzieć we właściwym świetle. Widmu komunizmu sprzysięgły się już dawno wszystkie potęgi starej i nowej Europy: papież i car, Metternich i Guizot, francuscy radykałowie i niemieccy policjanci, ale bezwzględną nowością był JPII. Jeden z księży powiedział, że jego siłą nie był opór, ale robienie na złość komunie. Coś w tym jest jeśli zważy się fakt, że po rozwaleniu komunizmu nie było chętnych, żeby zapobiegać innym patologiom wynikającym z kapitalizmu i liberalizmu. „My się do polityki nie wtrącamy”.Czyżby? Nie dociekam aż tak daleko, ale obserwując Jego poszukiwania na bieżąco (np. studium etyczne z 1960 r. „Miłość i odpowiedzialność”) nie byłem przekonany o najwyższej mądrości. Widziałem, a i owszem, instynkt obrony stanu Kościoła w każdej z dziedzin (duchowych i materialnych), ale bardziej jako stanu posiadania duchownych, niż laikatu. W tej dyskusji z młodzieżą nie wyszedł naprzeciw tym, którzy źródeł pobożności szukali w świecie jako całości. Wierzącym wystarczyło tylko zgromadzić normy etyki katolickiej a podjęta próba ich uzasadnienia (taka była wtedy moda na KULu) padła w oczach wątpiących. W Tygodniku Powszechnym było wtedy mnóstwo ciekawych ludzi i raczej „chodziło się na nich” dla szerszego spojrzenia. Polski Kościół, który z komunizmu wyszedł cało, ale bardzo poobijany, miał taką potrzebę świętości, która skutecznie odwróciłaby uwagę od słabości już ujawnionych i tych, które były przewidziane na przyszłość. Poniekąd udało się. Teraz Kościół może swobodnie zacząć od słów: Dawno, dawno, temu, ... Po powrocie przeglądnąłem trochę prasy, która dostawała orgazmu na ten temat, ale powiem Wam, że nie wiem, o czym piszą. Prawdopodobnie byliśmy uczestnikami dwóch różnych wydarzeń. Prawdopodobnie problem polega na różnicy między mitem a kulturą, ale jest i inna różnica. Wydaje mi się, że dziennikarze religijni podchodzą do tematu jak amerykańscy księgowi – kreatywnie, czyli tworzą rzeczywistość. Można i tak. Na tym zresztą polega rozwój „nauk” teologicznych. Najważniejsza jest nazwa, a byt się znajdzie, co nada „wartość” problemowi. Czyż nie tak dogmatycy? Faktem jest, że świat doznał degeneracji clitoris na tle religijnym. Byłem w grupie Francuzów, ale i włosi byli normalniejsi od polskiej „normy”. I gdzie tu Europa i jakaś średnia? Wierzcie mi, że byłem dumny z tego powodu, że mówię jeszcze innym językiem niż tylko polskim. To jest niezbędne narzędzie, by za granicą mieć własne, niewymuszone, a kompatybilne z innymi zdanie. I jeszcze wrócę do pewnej myśli. Kościół został w komunizmie (nazwa raczej umowna) połamany i wcale się temu nie dziwię. Wszyscy zostali połamani, albo łamali, albo nie liczyli się. To tylko młodzikom z IPNu wydaje się, że można było inaczej. Wątpię. „Powołani” przez komunę duchowni nie mieli innego wyjścia i nie ma się co tego wstydzić. To jeden z ludzkich rysów Kościoła i nie ma potrzeby aż tak fundamentalistycznie tego odreagowywać. Z tego powodu Kościół „zaciął” się na pewnym wydumanym poziomie świętości i wbrew temu, co wie o sobie, trzyma „propagandowy standard”. Kościół nie dostrzega natomiast faktu, że większemu (ekonomicznemu) łamaniu poddany jest współczesny młody człowiek. Nie posiada rozeznania granicy po której powinien powiedzieć „non possumus”. Jest jednak co raz więcej tych, którzy widzą to, że Kościół tego nie widzi. Przydatność takiego Kościoła, nawet rozrastająca się pod względem liczby świętych, będzie zwyczajnie maleć. Dla czytających coś jeszcze: wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Prezydent-powinien-powsciagnac-ostentacyjna-religijnosc,wid,13369157,komentarz.html To rzeczywiście „niepoważne, by wielki i dumny naród uzależniał się od idoli” (M. Środa). Ma to jednak jeden „pozytywny” walor. Jeśli naród, razem z prezydentem, wierzy w to wszystko, to niemożliwe, żeby uwierzył w dziurę budżetową. Trzeba tylko odpowiednio dużo dać na tacę. P.S. Dosyć przypadkowo (w Rzymie, dwaj cherlawi mieszkańcy Los Angeles rozprawiali obok) dowiedziałem się, że w USA powstał film "The Borgias". Na moje rozeznanie w historii, to może być tylko o papieżu Aleksandrze VI. A jeśli tak, to mogą to być tylko dwie sprawy. Po pierwsze, opowieść o hiszpańskim kardynale, który dotarł do godności papieża stosując cały szereg świństw (eufemistycznie: machiawelicznych sztuczek). Po drugie, musi to być studium psy Link Zgłoś
Gość: jothagie Re: To nie jest mój problem, ale... (dokończenie) IP: *.dynamic.mm.pl 08.05.11, 10:45 zamknięty Po drugie, musi to być studium psychologiczne, jak władza deprawuje ludzi, przy czym władza absolutna deprawuje ludzi absolutnie (totalnie). Zasięgnąłem trochę ogólnodostępnej wiedzy, np. www.youtube.com/results?search_query=The+Borgias&aq=f . Przypominam sobie, że na tym forum, bardzo sensownie pisał na ten temat „edico”. Czekam na premierę amerykańską, bo później łatwiej będzie trafić na całość w sieci. Mam także nadzieję, że film ukaże się u nas przed wyborami, bo przecież trzeba przypomnieć wyborcom, że władza deprawuje ludzi. To się nie zmieniło w krótkiej historii homo politicus. Link Zgłoś
Gość: mk Re: To nie jest mój problem, ale... (dokończenie) IP: *.adsl.inetia.pl 11.05.11, 11:29 zamknięty Doskonały felieton. Gratuluję i pozdrawiam. Link Zgłoś
Gość: jothagie Państwo wielokulturowe IP: *.dynamic.mm.pl 10.05.11, 09:50 zamknięty Ze sporą przyjemnością przeczytałem prowokacyjny artykuł w „Debacie” i równie ciekawą dyskusję www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1684:pastwo-wyznaniowe&catid=71:adam-kowalczyk&Itemid=97. To tylko potwierdza prawidłowość, że po różnych odgórnie zadeklarowanych profilach dzieją się rzeczy różne, które w założeniach trudno przewidzieć. Dla takich, konkretnie dla tej dyskusji, warto zdać sobie sprawę, gdzie „jesteśmy”, albo na jakim poziomie dyskutujemy. Możliwe poziomy są trzy: mit, kultura, cywilizacja. Trudno jest dyskutować na poziomie mitu (np. religii), bo tego zupełnie nie powinno się wartościować. Jak bowiem powiedzieć o wyższości jednej religii nad drugą. To z punktu widzenia już osiągniętej kultury (uczestnictwa w niej) byłoby olbrzymim nietaktem. Wyznawanie zaś jednej religii wcale nie upoważnia do poniżania drugiej. Kultura, jako drugi poziom, jest uogólnieniem, przeważnie wielu mitów, filozofii, prawa, nauk, doświadczeń zbiorowych i indywidualnych. Jest ludzkim rezerwuarem, w sensie wielu wartości, ale wartości do wyboru i niekoniecznie w granicach jednej etyki. W micie da się wszystkie wartości sprowadzić do jednej, jako aksjomatu – w kulturze tego nie da się zrobić. W kulturze jest wiele wartości pierwszych w tym sensie, że wiele innych z nich wynika. Z kulturą też nie należy się wadzić w sensie jej wartościowania, ale wypada wiedzieć („czuć”) w czym uczestniczymy i w czym różnimy się od innych. Wypada sobie zdefiniować, co nas opisuje i co nas rozwija. Kulturę mierzy się skutecznością w tworzeniu punktów „odwołań” i identyfikacji dla różniących się ludzi. Różniących się ewentualnie również co do mitu. Cywilizacja natomiast jest miarą wysiłku ludzkiego w celu stworzenia jakiegoś modelu życia z użyciem środków wypracowanych (umysł, praca). O wartości cywilizacji można dyskutować stopniując i wartościując, choć globalizacja powoduje przenikanie się i wzajemne wchłanianie rezultatów. Jednak sensowne jest mówienie o różnych cywilizacjach, np. (z podziwem) „cywilizacja zachodnia”. Bezsensowne jest natomiast przymierzanie cywilizacji do mitu i ocena jej z tego punktu widzenia, np. „cywilizacja śmierci” ze względu na aborcję, antykoncepcje, in vitro, prezerwatywy (w aspekcie HIV i AIDS), czy „cywilizacja konsumpcji” jako przeciwstawienie się mitowi (niezgodne z mitem). To jest uzurpacja mitu. Procesem obiektywnym rozwoju od mitu do cywilizacji poprzez kulturę jest odchodzenie od drobiazgowych norm etycznych na rzecz ogólnych norm prawnych i dyrektyw technicznych ze względu na spory udział osiągnięć nauki. Każdy z tych trzech poziomów niesie w sobie i normy, poglądy i dyrektywy ważne z punktu widzenia etyki i ludzkich zachowań. Na każdym z tych poziomów można być etycznym, ale nieco inaczej. Dlatego sparafrazuję jedną z tez dyskusji (po wspomnianym artykule), że dobrze byłoby gdyby wszyscy byli etyczni w sensie chrześcijańskim, czyli na poziomie mitu. Pewnie, że dobrze byłoby, bo jest to również element jakiegoś porządku, ale to jest jedna z największych utopii. Tak nigdy nie było, nie jest i nie będzie. To że komunizm sprawdził się w jezuickich Redukcjach Paragwajskich i w izraelskich kibucach wcale nie świadczy, że sprawdzi się jeszcze gdziekolwiek indziej. Etyczna społeczność pierwszych chrześcijan nie sprawdzi się już więcej, a wzór JPII zawsze będzie miał ograniczony zasięg i z tego nie powinna wynikać żadna ogólnonarodowa ani utopia, ani histeria. Trzeba zauważyć, że wyrośliśmy z mitu i powrót do jego czystej postaci nie jest możliwy. Nie żyjemy w micie chrześcijańskim, który zakłada pewien przymus, ale żyjemy w kulturze chrześcijańskiej, a to już zakłada wielość i wybór. Żyjemy również w globalnej cywilizacji, co również ma kolosalne znaczenie ze względu na angażowanie większej ilości doznań psychicznych i możliwości wyboru. Próba natomiast ujednolicenia tego zakrawa na niezrozumienie i śmieszność. Nie znaczy to jednak, że kultura chrześcijańska, czy cywilizacja Zachodu zatraciła coś, np. Dekalog. Rzecz w tym, że Dekalog funkcjonuje (jak, to już inna sprawa) u katolików, protestantów, wielu innych i wreszcie ateistów i to bez zależności od stopnia korzystania z cywilizacji. Co różnicuje? Bardzo wiele spraw, zdarzeń i prądów myślowych, indywidualny rozwój myślowy i wreszcie dyrektywy cywilizacyjne, które ułatwiają życie. Cywilizacja wyrasta z wielu mitów i kultur, ale żaden mit nie jest jej właścicielem, ani ona nie jest właścicielką żadnego mitu. Cywilizacja natomiast nie absolutyzuje ani mitu, ani kultury. To są sprawy dalece rozbieżne. Przypomnę: „Podstawą naszej cywilizacji jest wolność każdego do myśli, wierzeń, opinii, pracy, rozrywki” (A la base de notre civilisation, il y a la liberté de chacun dans sa pensée, ses croyances, ses opinions, son travail, ses loisirs). I to musimy uznać, a uznając to, zgodzić się na różnorodność. Jeśli tak, to dopychanie kolanem jednego wzorca jest kolejną utopią, tym razem bardzo szkodliwą, bo buntuje się nas przeciwko sobie a z czasem (jak np. w polityce) zaprzecza istocie tej kultury. Z tego wynika również klęska (utopia) prób przywództwa duchowego z poziomu mitu nad kulturą czy cywilizacją. Trudno z tego zrezygnować, ale warto przypomnieć sobie powiedzenie de Gaulle'a: „Jak rządzić krajem, który ma dwieście czterdzieści sześć gatunków sera?” (Comment voulez-vous gouverner un pays qui a deux cent quarante-six variétés de fromage). Polski katolicyzm znalazł na to środek – wziąć wszystkich za mordę poprzez prawo. Ale to rodzi stare pytanie: Quousque tandem... i Palikot ante portas. Jeśli można coś radzić tym, którzy aspirują do przywódczych roli, to proponuję zwrócić uwagę na wielostronny rozwój kulturowy (na możliwości indywidualnego rozwoju), żeby nie stanąć wobec dylematu arabskiego – mit czy cywilizacja. To gorzki dylemat, ale zasłużony przez zapóźnienia z powodu mitu. Niczego na siłę, ani niczego pod przymusem, tym bardziej, że finis qui atrahit (to co pociąga), to cywilizacja, którą znamy, ale której nie możemy doświadczyć z tego powodu, że nie jest ważne czy Polska będzie biedna czy bogata – ważne, by była katolicka. Odwrotny kierunek, czyli od cywilizacji do mitu, już niewielu napędza. Na kiboli to wyraźnie nie działa... To jest właśnie ten przeskok od mitu do cywilizacji – nie da się wrócić ani do mitu, ani do kultury. P.S. Wczoraj zaprosił mnie znajomy na wódkę z powodu ważnego wydarzenia. Okazało się, że jego syn otrzymał obywatelstwo innego kraju. Ja miałem rozstrzygnąć czy to dobrze, czy źle. Nie rozstrzygnąłem, bo przeszła nam ochota na picie, a wiadomo, że bez pół litra – jak mówią Rosjanie – nie chcą się dziewczyny rozebrać, a cóż dopiero problem... Link Zgłoś
Gość: jothagie Nie pozwól, żeby babcia schowała Ci dowód... IP: *.dynamic.mm.pl 13.05.11, 08:01 zamknięty Od czasu wielkich powodzi wydaje mi się, że Polska wygląda jak olbrzymia powierzchnia podtopiona przez niezbyt świeżą gęstą ciecz. Jest sporo osób zakorzenionych mimo wszystko, ale na powierzchni, w stanie przerażenia, ciągle utrzymuje się spora część ludzi. Wprawdzie mogliby zakorzenić się, bo podłoże płytko, ale wzdragają się, bo ten nieświeży zapach to od dna – to nasza historia, nasza osobista przeszłość, nasza polityka. Są parszywe. Nawet jeśli ktoś już zdecyduje się na osadzenie, to natychmiast steki osób obrzydzają mu to skutecznie. Z czasem marzenie dryfujących nie wiąże się już ze znalezieniem gruntu, ale z wydostaniem się na cudzą ziemię. No i jak w takiej sytuacji podsuwać ludziom wielkie pojęcia, np. patriotyzm. Kpina, prawda? Jest z tym problem natury zasadniczej, bo podstawowym elementem patriotyzmu jest duma z tego, że jest się Polakiem, że tkwi się w takiej historii, kulturze. Ja, przykładowo, mam z tym zasadniczy problem. I to jest podobnie jak z tym brakiem armat i salutu na powitanie Napoleona... I co Ty na to? Młody człowieku, miej własne zdanie i wyraź je głosując na Palikota. Miałeś rację, że dotąd olewałeś całą politykę, ale teraz włącz się, bo będziesz musiał na to lać jeszcze jako dorosły. Uwierz mi, dla pewnego wieku to już nie jest zabawne. W którymś momencie zapragniesz, żeby wreszcie ktoś zaczął traktować Cię poważnie. I będziesz miał do tego prawo, jeśli to prawo zabezpieczysz sobie już teraz. W wieku dojrzałym na pewno zapragniesz też swojego miejsca na tej Ziemi – dlatego nie rób z siebie już teraz człowieka bez Ziemi. Nie wydziedziczaj się za młodu. Przyjmij założenie, ze wszyscy Tobą manipulują, również ja, ale ja chcę Cie zmusić do myślenia i aktywności – przemyśl i nie daj sobą do woli wykręcać. Zacznij ten kapitalizm od małego ryzyka (w porównaniu z innymi wiadomymi możliwościami) – zagłosuj na Palikota. W przypadku innych ryzykujesz zbyt dużo a nadto musisz przymknąć oko na to, co już Ci zrobili. Widzisz zresztą, co dalej robią – w transfery się bawią, zdradzają wyborów i do zdrady zachęcają. Tego nie można nie pamiętać. Kiedy już będziemy w kotle wyborczym, to zdaj sobie sprawę, że jesteśmy w centrum tej polityki potwornego kiczu. Wszystko to jest robione tylko dla nas. To oni odgrywać będą kolejne przedstawienie – podejmij dyskusję, albo przynajmniej zgłoś swój sprzeciw. Nie bądź łabędź – piękny ale niemy. Z tego nie można się godnie wycofać w milczenie, w nieaktywność – podejmij więc jeszcze kolejną próbę. Wyciągnij wniosek z faktu (być może faktów) podkupienia Arłukowicza. Oni, po rozdaniu kart, chcą Ci wmówić, że to Ty decydujesz? W takiej sytuacji zadecyduj, żeby im w pięty poszło... Wychowaj sobie elity polityczne. Młody Człowieku! Jeśli zwracam się do Ciebie, to znaczy, że nie traktuję Ciebie jako twardy elektorat tych oszołomów co to już nie najlepiej rządzili. Wiem, że masz wątpliwości i gotów jesteś potraktować nas jako możliwość drugiego wyboru. To już dużo, że zainteresowałeś się nami. Będziemy czekać i z wielką radością przyjmiemy Twoja deklarację, że przemyślałeś sprawę i traktujesz nas jako pierwszy wybór. Pamiętaj, że ryzykujemy wszyscy, bo przecież prosta uczciwość jest również naszą wartością i nie chcemy być zawodzeni ani też nie chcemy zawieźć Ciebie. Chcę Ci przypomnieć prawdę oczywistą, że podział mandatów oparty jest o skomplikowany system liczenia, ale wygrywa ten, kto ma więcej głosów. Na razie uprawiamy żebractwo wyborcze – prosimy o każdy głos w naszej wspólnej sprawie i będziemy Ci wdzięczni, że oddasz nam swoje zaufanie. Dlaczego? Bo jesteś młody i możesz wybrać się z nami na długi marsz. Żadna z naszych spraw nie jest do załatwienia od jutra, czy tuż po wyborach. To długa sprawa przywrócić temu krajowi równowagę a Tobie zaufanie do Polski. Przypominam sobie L. Wałęsę, który publicznie (TV) oświadczył, że jego marzeniem jest przywrócić II RP. I wróciła wraz z analfabetyzmem, bezrobociem, bezdomnością, gruźlicą płuc a także z innymi plagami, jak np. obszarnictwo Kościoła. I kto nam to zgotował? Ile więc w tym musiało być obłudy? I teraz, jaką Polskę należałoby przywrócić, żeby to poprawić? Niestety, w historii nie mamy czego szukać, szczególnie wzorca. Trzeba więc poprawiać to, co jest, ale to wymaga zupełnie inaczej myślących ludzi. Dlatego ten marsz może być długi... P.S. Rozmawiałem z młodym licealistą i jestem zachwycony. Otóż, zaprotestował on przeciwko pomnikowi świetlnemu przed Pałacem Prezydenckim w tych słowach: „kolejny pomnik, który będzie oświecał Pana Boga a nie ciemny naród”. Czy Jaśnie Oświetlony kupi to kolejne oszustwo? Oszustwo starożytnych kapłanów – sami zjadali mięso ofiarnych zwierząt a wnętrzności ofiarowali bogom. Stąd takie zapotrzebowanie na kadzidła, żeby smród zagłuszyć... Link Zgłoś
Gość: zażenowany Re: Nie pozwól, żeby babcia schowała Ci dowód... IP: *.olsztyn.mm.pl 13.05.11, 13:11 zamknięty W II RP nie było również komputerów, internetu, aparatów cyfrowyvch, odtwarzaczy mp3, subwooferow, piwa w puszkach, pampersów, hermolu, komórek z symbianem, bankomatów i wielu wielu innych rzeczy. Taka to była straszna ta suwerenna Polska. Młodzi ludzie muszą koniecznie o tym pamietac kiedy będą oddawac głos na Palikota. Link Zgłoś
Gość: Arystan Re: Nie pozwól, żeby babcia schowała Ci dowód... IP: 46.37.190.* 13.05.11, 16:30 zamknięty I zażenowanych durniów też nie było... Powinieneś sobie wreszcie uświadomić, że mimo demokracji nie ma konieczności posiadania jakichkolwiek poglądów, a tym bardziej nijakich w stosunku do autora postu. Nie bądź taki Pstrowski. Rób sobie notatki, co, gdzie i pod jakim nickiem piszesz w internecie, bo już raz, dokładnie to samo napisałeś, tylko pod innym nickiem. Bądź konsekwentny, a nie durny. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Nie pozwól, żeby babcia schowała Ci dowód... IP: *.dynamic.mm.pl 13.05.11, 20:19 zamknięty W zasadzie to nie wiem, o co Ci chodzi. Głosisz półprawdy, typu: „Trudny jest los kataryniarza w poście” zapominając jednocześnie o drugiej części ludowej mądrości, że „przyjemny jest los geja w poście”. Dla mnie jest to niesmaczne tym bardziej, że już te Twoje argumenty znam od dawna. Zabawiasz się anonimowością bez gry wiedzą, trafnością obserwacji czy oryginalnością własnych poglądów. No cóż, dałbyś się również pokroić za to, żeby „innym” dopiep...? Link Zgłoś
Gość: Judasz. Re: Nie pozwól, żeby babcia schowała Ci dowód... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.11, 17:11 zamknięty Jothagie nawołuje młodych tak jak czynił to Sokrates. Nie krytykuję, należy to raczej pochwalić, tylko do ilu młodych to dotrze. Ale wydaje mi się, że przyjdzie czas, że synowie wystąpią przeciwko ojcom i dziadkom. Link Zgłoś
Gość: jhg Uwaga na demokratów, oratorów i poetów... IP: *.dynamic.mm.pl 14.05.11, 21:10 zamknięty Wpis „Według Judasza” wprowadził mnie w spore zakłopotanie. Nie tylko dlatego, że nie wiem, jak dyskutować z „Judaszem”, choć traktuję go jako współczesnego biznesmena, który pod wpływem niekorzystnego zbiegu okoliczności musiał ogłosić upadłość, ale przede wszystkim ze względu na porównanie do klasyki, której jestem miłośnikiem. Drogi Judaszu, Sokrates był człowiekiem wolnym i miał przesłanie dla wolnych ludzi (byli jeszcze niewolnicy). Ja nie czuję się wolny - przytłacza mnie determinizm beznadziei. To po pierwsze. Po drugie, nie mam żadnego przesłania dla ludzi wolnych – ja rozumiem niewolników (ostatnio modne słowo: wykluczonych). I rzecz w tym, że nie mogę nic dla nich zrobić, ale wiem, że powinni zacząć myśleć o sobie, a sukcesu oczekiwać dla wnuków. Nie chodzę jednak ze świecą po Olsztynie, żeby znaleźć naiwnego, który zaplanuje sukces swoich wnuków. Nauczono nas, jak przystało na niewolników, myśleć interesem dnia dzisiejszego, góra jutrzejszego. Dalej to tylko strach w oczach i żadne myślenie. Chcę jeszcze powiedzieć, że nie widzę tworzonych okazji do sukcesu dzieci i wnuków. W Atenach tego czasu, syn kamieniarza i akuszerki, mimo dolegliwości od żony Ksantypy, stał się mężny w trzech wyprawach wojennych, odważny w mądrości i silny w mówieniu prawdy do kresów jadu cykuty. Jako Grek miał szansę wstąpić na Akropol a od Słowian dostać odznaczenie „sapere auso”, ale żeby choć trochę było w nim Galileusza i żeby choć raz odwołał swoje mądrości. Może byłby dalej od bogów Olimpu, ale byłby może bliżej niewolników z doliny Dodoni. Może dałby się zaplątać w prawdę społeczną i dziś nie wyważalibyśmy otwartych drzwi. Powtórzę tytuł: Uwaga na demokratów, oratorów i poetów... To przecież Anytos, Lykon i Meletos donieśli na Sokratesa, że nie wyznaje bogów, których uznaje państwo. Zgodził się z zarzutem i wypił czarę goryczy i my wiemy, że zmarł w strasznych boleściach. Nie zasłużył sobie, żeby go dobić jak niewolnika. Dobijało się tylko niewolników i konie robocze. Wolnego nie wolno i dziś dobić, z tą różnicą, że dziś niewolnik musi się sam powiesić. I Ty Judaszu powinieneś rozumieć, że to działa na mnie jak przestroga. Nie czekam na Platona, ale ponieważ pojawił się Palikot (również filozof), to dałem się uwieźć jego logice. Kto pójdzie z nami? Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Uwaga na demokratów, oratorów i poetów... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.11, 22:18 zamknięty Miejmy nadzieje ze mlodzi nie dadza sie omamic bajeczkom filozofa z Bilgoraja. wpolityce.pl/view/2392/Pakiet_nonsensow_filozofa_z_Bilgoraja__Rysuje_Zawistowski.html Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Uwaga na demokratów, oratorów i poetów... IP: *.dynamic.mm.pl 14.05.11, 22:49 zamknięty W zasadzie to jest mi wszystko jedno, jaki to hihi, fan_sld czy kecawa. Masz rację, streszczaj się, bo odrywasz mnie od słuchania Charles'a Gounoda – teraz właśnie idzie „Mors et vita iudex”. Weź się za coś poważnego – jeśli nie słuchasz muzyki to przynajmniej Mamy słuchaj. Pisz pamiętnik, bo to jest cywilizowany sposób na upuszczenie sobie emocji. Zrób to, bo w zainteresowaniu innymi przekraczasz granicę emocjonalności i agresji. Nie patrz na Prezesa czy Dyrektora. Trzymaj formę sam i przede wszystkim na własny użytek. Ty nie musisz mnie przekonywać – przekonaj najpierw siebie. Link Zgłoś
Gość: jothagie Kryzys społecznie zbędny, chociaż „niezbędny” IP: *.dynamic.mm.pl 16.05.11, 11:03 zamknięty To nie jest nasz polski wynalazek, ale my nadaliśmy temu stanowi świadomości taki swoisty smaczek. Zasada jest znana od Hitchcocka – na początku trzęsienie ziemi a potem napięcie powinno wzrastać. I my się o to postaramy, bo jest nam to niezbędne – to uzasadnia nasz brak pomysłu na pracę u podstaw. Świadomie wywołujemy więc stany niewspółmierne do stanu faktycznego a potem tylko dorzucamy drew, aby długo tliło się i odpowiednio dymiło. Jednocześnie z niebytu wyłania się elita „handlu dymem” i nowy interes ku szkodzie społecznej kręci się w najlepsze. Weźmy przykład kryzysu smoleńskiego, bo taki istnieje – tego nie da się sensownie skończyć, a jeśli nawet, to dla sprawców musiałoby to skończyć się źle. To zaś nie jest brane pod uwagę. Kiedy wywołuje się kryzys, to każdy autor liczy na korzyści najbliższe, a nie bierze do głowy jego zakończenia. Jakoś to będzie, jak nasze racje zwyciężą, a więc zastosowanie ma norma nieodpowiedzialności społecznej. Technikę opanowano na każdym szczeblu życia społecznego. W naszym mieście istnieje wiele takich kryzysów, ale wymienię podręcznikowy – sprawa JCM. Przecież to nie powinno funkcjonować jako kryzys społeczny. To sprawa ewentualnie dla sądu, który ma do osądzenia sprawcę i sprawców, bo prowokacji tylko ślepa Temida nie wyczuwa. Przywoływanie starych spraw, albo jest świadomym podtrzymywaniem ustawicznego kryzysu, albo brakiem koncepcji, żeby pójść dalej. Niektórzy zatrzymali się na poziomie artykułu w „Nie” z 2006 roku i sparaliżowało ich, lub chcą to spowodować u innych. Ani kroku dalej. Nie widzą, że w tzw. międzyczasie ich żony dały dupy innym, że ich córki wielokrotnie się puściły, że w ich rodzinie doszło do korupcji, kradzieży, kłamstwa... Okazuje się, że to nie jest ważne. Jeśli tak to znaczy, że alfonsi i k... rządzą kryzysami a my prywatne nabożeństwo z tego robimy, nie odróżniając sprawiedliwości od dintojry. Łatwiej w związku z tym jest rozniecać nienawiść do komunizmu niż zrobić coś sensownego dla III RP i lokalnej społeczności. Zaprząta to nasze „porządne” umysły. Słuchamy podszeptu błaznów. „Chronimy” nasz wydumany interes społeczny za każdą cenę. Posuwamy się do akceptacji metod niegodnej walki. A później taka pisowska rozwielitka napisze: „wstydze sie za tego czlowieka”. Nie poddawaj się temu, miej to gdzieś – wstydź się tylko za siebie, nie rozliczaj innych ze swojego wstydu. No właśnie, nie mamy wstydu za samych siebie i w ten sposób, niezauważenie utrwala się w nas kreatura z piekła rodem. Nic więc dziwnego, że popularnie nazywa się to polskim piekiełkiem. Z tej pozycji tracimy nie tylko marzenia, ale i szansę na to niebo, które w bajecznej formie ktoś tam nam usiłuje podać. Powiedzcie mi, po jaki ch... mają się wszyscy w tym g... paprać? Są od tego odpowiedni szambiarze i zostawmy im to. Czy przyjemność sprawia nam to, że możemy pobawić się w Opatrzność, czy to, że możemy komuś dop..., bo jeśli pierwsze, to nie dziwmy się, że przestaniemy w takie głupoty wierzyć, jeśli to drugie, to znaczy, że już jesteśmy uzależnieni i nasze życie popłynie tylko rynsztokiem. O tym, że jest kryzys społeczny zaświadcza choćby wybrany fakt, że wszystko drożeje a wazelina tanieje. I wcale nie jest to sytuacja zbieżna z tą za Gomułki, że wszystko drożało a szyny kolejowe taniały. Jest przecież zasadnicza różnica między wazeliną a szynami kolejowymi. Sądzę więc, że nie jest to kryzys ekonomiczny a społeczny. Potworzyły się grupy zarządzające tym kryzysem a pełne życie zastępuje życie partyjne, którego istota sprowadza się do wazeliny, czego dokładnie tłumaczył nie będę, bo Polacy pojęli to dobrze na przykładzie rządowego stosunku (przepraszam za określenie) do USA. Kierunek widocznie zatwierdzono i polecono rozszerzyć na naród. I coś z ostatniej chwili: Kryzysy powoduje też głęboka wiara (również niefideistyczna) wprowadzona do polityki, którą z powodzeniem krzewi JK, ale podobno nie tylko on. Jako przykład moje dopowiedzenie w sprawie kryzysu w stylu „od gnoju i wideł”, czyli brak rozróżnienia cech buraka pastewnego i cukrowego: www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1702:sekciarze-z-namiotu-na-krakowskim-przedmieciu-&catid=63:ukasz-adamski&Itemid=97 Ponieważ ja wprowadzam dystynkcje (podobno „magistri inżinieri est distinguere” - Duns Szkot) to skorzystam z prawa pierwszeństwa i zdefiniuję, że od Kaczora to te pastewne buraki, bo tym się pasie naród, a od Palikota buraki cukrowe, bo tym sobie naród osładza to marne, postne życie. W ten sposób utrzymałem się w temacie i wspomniałem Palikota. I niech Palikot długo będzie z Wami! Drogi Internauto! Wysłuchaj najpierw to: www.youtube.com/watch?v=-0VgLmr16kI (W wyobraźni Garou, Janowski, Cugowski a przede wszystkim Radek). Często słucham takiej muzyki. Edward Simoni i Georges Zamphir to dwaj światowej rangi instrumentaliści fletni pana. Edward Simoni (Krok) urodził się (7.08.1959 r.) i żył w Bytomiu, ale ktoś potraktował go jako V kolumnę i EK wyjechał. Może i lepiej, bo u nas nie osiągnąłby tego, co osiągnął w Niemczech. Okazuje się, że ten konflikt nie wymiera a podsycają go główni „aktorzy” sceny politycznej. I po co? Interesujący się historią pewnie pamiętają wypędzenie Arian (1658 r.) z Polski i jakie korzyści dało to w postaci uzysku w inteligencji przez Zachodnią Europę (szczególnie Holandię). Teraz to już nawet „czystą” siłę roboczą wypędzamy tą konfliktową nieznośnością bytu... I kto potem będzie leczył te tęsknoty - www.youtube.com/watch?v=nGHyvwPYaNQ P.S. Tak sobie myślę, że gdyby nie kłopoty zdrowotne i niska emerytura, to mógłbym powiedzieć, że emerycki czas to najcudowniejszy okres w moim życiu. Mam zajęcie, nie nudzę się i jestem wolny od problemów podłej pracy. Nie muszę uważać, że p. E donosi prezesowi, że p. B daje d... prezesowi, że p. D donosi ubekowi, który wszystko może, że p. T organizuje wieczory wiceprezesowi i przez to jest primus inter pares, że 2+2 to jest dokładnie tyle, ile życzy sobie wiceprezes, że dyrektywy mojego sumienia zawodowego muszą zostać zatwierdzone przez Zarząd, że kierowca donosi na wszystkich jednemu z RN, że główny projektant bierze kokę i trzeba dobrze patrzeć mu w oczy, czy wziął, bo później wyprze się wszelkich ustaleń, że p. K nie potrafi obliczyć najprostszych rzeczy, ale w sądzie zezna wszystko, co tylko zechce prezes, itd., itp. Rozumiecie, o czym mówię... Gratulujecie mi, że już tam nie zachodzę nawet na kawę? A przecież tylu dałoby się pokroić za dowolną pracę. Link Zgłoś
Gość: jothagie I po co moralność, jeśli ma się władzę? IP: *.dynamic.mm.pl 20.05.11, 07:49 zamknięty Przyznaję, że po incydencie z Polańskim trudno przejść obojętnie od kwestii czysto prawnych do spraw ekonomiczno – skandalicznych na pograniczu USA i Europy. Nie zainwestuję jednak w to myślenia, bo to byłoby równoznaczne z inwestycją w pokojówkę przez niejakiego Dominique Strauss-Kahna. A gdyby tak zainwestował w obligacje USA, to żyłby długo i szczęśliwie i byłoby go stać na na dowolne bara - bara (a nawet bunga - bunga). I nie musiałby się zastanawiać, czy hotel w którym się zatrzyma jest kategorii „full service” (doba kilka tysięcy dolarów). Polański i Strauss-Kahn? Czy antysemityzm nie ma tu zastosowania? Już się chyba gubię w tym, kto z kim i ile razy... A ja biedny boje się powiedzieć, że żona podoba mi się dalej, by uniknąć posądzenia o kazirodztwo – tyle lat to już nie żona, to członek rodziny. Może zatem doczekam się formalnej możliwości związku partnerskiego z członkiem rodziny. Ale czy można liczyć na tych zgrywusów z lewicy? Jeśli jednak już coś wpadnie mi w podejrzenie, to lubię drążyć. Poczytałem co nieco o tym człowieku, co było dostępne w internecie w języku żabojadów. Nie są oni obiektywni w tej sprawie i to widać, ale faktów nie zmieniają. A fakty są takie, że facet był zainteresowany przygodami seksualnymi, ale w grę wchodziły kobiety zamożne, znane, wykształcone, urodziwe, na stanowiskach, z wyobraźnią, polotem i talentem. Jest cała lista. Aż tu nagle wali się ta logika. I nie bał się AIDS? Z życiorysu wynika, że na pewno nie był to Arnold Czarno-Murzyński, który poddziubywał własną gosposię i to bez zabezpieczeń. Ale cóż można powiedzieć, jeśli tylko fakty wchodzą w grę. Dobrze powiedziałem: w grę! Zamęcza mnie tylko jedna kwestia w tej kłopotliwej sprawie. Nie jestem bywalcem światowych hoteli i może się mylę, ale ja nigdy nie spotkałem pokojówki w moim pokoju hotelowym. Wychodziłem, oddawałem klucz, lub była informacja elektroniczna prosto z zamka a gdy przychodziłem, to były widoczne efekty sprzątania (zauważałem to po staranniejszym ode mnie podejściu do pościeli). A tu szef tak ważnej międzynarodowej instytucji jest narażony na utratę swojej intymności, a poza tym nie jest chroniony. Dopiero teraz sąd nakazał mu wynająć ochroniarza z bronią. Ja chyba nie rozumiem tej Ameryki. Owszem, można to zrozumieć, gdy się założy, że prezydent wielkiego kraju obejmie militarne przywództwo w sprawie Libii a Wielki Brat usunie mu sprzed oczu konkurenta do fotela prezydenckiego. To sensowne gdybanie, ale tego sprawdzić się nie da, więc i głowy nie ma potrzeby tym zaprzątać. No pewnie, że nie o tym chciałem dzisiaj napisać, ale tak wyszło. W kraju niepokoi mnie sytuacja polityczna w aspekcie pospolitego poruszenia w obrębie partii. Dotyczy wszystkich, jakby „sumienie” nie pozwalało liczyć na zrozumienie u wyborców, ale wielu z politowaniem przygląda się SLD. Może niepotrzebnie, bo tu na dole nie widać wszystkiego, ale to, co widać, jest niepokojące. Wydaje się, i w tym SLD wyróżnia się, że partia ta gotowa jest przekroczyć granice politycznej przyzwoitości, aby tylko odzyskać utracony elektorat. W Polsce, ze względu na historię przedwojenną, nędzę powojenną i biedę postsolidarnościową jest sporo roszczeniowo – fundamentalistycznego lewactwa. Po 1989 roku lewactwo identyfikuje się z różnymi partiami ale co bardziej rozumiejący politykę, głosują na SLD i jej poprzedniczkę. Jednak proces ten ostatecznie wstrzymali A. Kwaśniewski i L. Miller i to tylko przez swoje umizgi do Kościoła. SLD bezpowrotnie zgubiło ten elektorat, przez co dwucyfrowy wynik wyborczy staje się tylko przedmiotem pożądania. Rzadko kto wierzy w te laickie hasła SLD. Moim zdaniem, tylko Palikot ma szansę na tych hasłach coś ugrać. I może to być zaskoczenie dla wszystkich, ale taka nauczka przyda się SLD. Sądzę, że jest jakiś ratunek w nowej partii lewicowej, do której weszłoby parę nieskompromitowanych osób z obecnego SLD. Obecna SLD jako gabinet aparatczyków i figur woskowych jest na równi pochyłej, a jej szef to żadna polityczna osobowość. Od podobnych do siebie dostaną tych parę procent i dalej będą uprawiać „politykę słowa”. Nie sądzę jednak, żeby tym razem było im dane, iżby mogli potraktować poważnie postulaty ich wyborców. Jest u nas w modzie, żeby zdrajców traktować jak bohaterów. Za przykład niech posłuży człowiek tragiczny o konspiracyjnym pseudonimie Jack Strong. Dobrze, że to ucichło i ludzi nie zmusza się do przemyślenia sprawy od nowa. A tu na oczach wszystkich rozpoznawalny poseł przechodzi z jednej partii do drugiej i to bez deklaracji o „nawróceniu” lub nagłym olśnieniu. Tu nie ma trzeciego wyjścia, więc albo to jest ewidentna zdrada i lekceważenie wyborców, albo ten podział na partie jest funta kłaków wart. Sądzę tu akurat zachodzi i jedna i druga okoliczność, a więc jest jest to prosta droga do hiszpańskiego obrzydzenia polityką, gdzie ludzie protestują przeciwko robieniu z nich idiotów. A ja to już dawno o tym mówię, że elity lecą z nami w kulki... Ciekawe, jak długo jeszcze będzie to dla nich sytuacja bez kary ze strony społeczeństwa. P.S. Czy jest jakiś wspólny mianownik dla tych spraw. Jeden to taki, że mówimy o lewicy. Czy o francuskiej, czy polskiej to w UE nie ma znaczenia... Drugi natomiast to swoista reakcja prawicy. Czy amerykańskiej, czy polskiej to w dobie obowiązkowej miłości wzajemnej nie ma znaczenia. Ciekaw jestem, czy zdobędziemy się na gest wpisania tej miłości do Konstytucji – kiedyś była wpisana przyjaźń do ZSRR, teraz mamy prawo iść o krok dalej. Link Zgłoś
Gość: :P Re: I po co moralność, jeśli ma się władzę? IP: *.olsztyn.mm.pl 20.05.11, 12:36 zamknięty W roku 2011 myslacy ludzie maja o politykach mniej wiecej takie zdanie: Wybory, które się mają odbyć za pół roku, w cytowanym artykule są w ogóle poza zainteresowaniem. Piszę akurat o zupełnie czym innym − o tym, że przy ordynacji proporcjonalnej, w której nie głosujemy na osoby, ale na partyjne drużyny, kupowanie sobie przez władzę za rozmaite profity polityków wybranych z list opozycji (jak to na szeroką skalę praktykował ongiś Borys Jelcyn; fakt, że on przynajmniej rozdawał tylko dacze i samochody, a nie tworzył ze szkodą dla państwa fikcyjnych ministerialnych stołków) jest dobitnym pokazaniem wyborcom, gdzie się ich ma. Gdyby na meczu piłkarskim jedna z drużyn „wygrała”, bo zdołała przekonać paru zawodników z drugiej żeby w połowie gry zmienili koszulki i zaczęli wbijać piłkę do własnej bramki, ludzie by takich piłkarzy wygwizdali albo i pogonili sztachetami. Wyborcy władzy pogonić może nie są w stanie, ale mogą po prostu na przyszłość odmówić udziału w tak bezczelnej hucpie. cytat z blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/05/17/czytac-hadko/ Link Zgłoś
Gość: jothagie Dopóty dzbanek wodę nosi... IP: *.dynamic.mm.pl 21.05.11, 12:59 zamknięty wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,W-tym-serwisie-zniewazano-prezydenta-RP-PiS-oburzone-przeszukaniem-ABW,wid,13429206,wiadomosc.html Powiedzenie ludowe mówi coś o wytrzymałości dzbanka – dopóty dzbanek wodę nosi, dopóki się ucho nie urwie. Prawo natomiast zna kategorię causa eficiens (kategoria pochodna filozofii), czyli przyczyny przepełniającej, np. czarę goryczy. Otóż wydaje mi się, że władza w całym monteskiuszowskim podziale grabi sobie różnymi pociągnięciami, szczególnie ślepo rozdając ciosy na lewo i prawo. Daje przy tym dowody swojej bezradności w tym politycznym uwikłaniu. Społeczeństwo natomiast odczytuje jako test nieprzydatności, przeterminowania, już nie całkiem swojej władzy. Klasycznie rzecz ujmując, władza alienuje się. Społecznie nieprzydatny podział na „MY – ONI” staje się faktem. U wszystkich rodzi to podejrzenie, że masa krytyczna już niebawem. Każdy więc na swój sposób zabezpiecza się „na wszelki wypadek...”. Społeczeństwo bierze oddech a władza straszy. Niestety, doszliśmy do końca sznura, bo wszyscy już byli i tak samo robili. Komu więc „zawiążemy” pętlę. Nie warto dla pędraków się wieszać – wpuścimy wrony z Solidarności niech to towarzystwo wydziobią. To jest ich (zasr...) obowiązek uporać się z własnymi płodami. Jeśli o mnie chodzi, to proponuję świetlaną przyszłość: Najpierw Palikot a potem Kaligula...a po nas choćby potop. Po potopie to i Cham z Chamem się dogada. Zauważcie, że Kościół milczy – wyraźnie jest z władzą, bo sam stosów rozpalać nie może... Ale jak oni pieprzą głupoty na ambonach, to żadne ABW o 6.00 na plebanie nie wpada. A robią więcej szkody, niż jakiś tam wpis internetowy. Metoda jest stara i wypróbowana. Gdy cezar ma kłopoty, to trzeba milcząco okazać solidarność. To jest też forma wdzięczności i lokata na przyszłość. Porąbana ta rzeczywistość – zaczynam przeklinać solidarność i może nawet pokochałbym komunizm, gdyby nie ci cholerni komuniści. Przecież oni byli tacy sami, jak obecni czynownicy rządowi. Zamienił stryjek...? Może nawet byli lepsi, bo nie mieli takich możliwości prostytucyjnych. Nie wiedziało się o nich zbyt wiele. Martwi mnie to, że krytyka wydarzenia również jest pozycyjna. Podczas gdy pod tym względem każda władza ma za uszami. Nie ma co się oburzać. I nie jest to problem tej, czy innej ekipy, ale buraczanego stylu uprawiania władzy. Za poprzedniej władzy też szerzył się terror godziny 6.00 rano. Społeczeństwu to tak dopiekło, że gotowi są głosować na Belzebuba, chociaż już i ten dostatecznie się odkrył. Przykład, cały aparat ucisku kierować na młodego, który w tym ewidentnym burdelu, pod sztandarami demokracji nie zdążył do końca rozpoznać dobra i zła. Jeśli był to nieopierzony pisior, to wysłano jasny sygnał, że PiS powinien go umieścić na listach wyborczych. Jeśli to był „wolny strzelec”, to społeczeństwo otrzymało informację, że wolność to tylko uświadomiona konieczność – skąd my to znamy? Mimo że znacie to uświadamiajcie sobie to. Władza jest taka sama – wyraża życzenie a odpowiednie instytucje (służby) potrafią tylko jedno... Przymus, delikatnie rzecz biorąc. Teraz każdy dla siebie wykorzysta to do maksimum, ale nikt nie pomoże pomysłodawcy internetowej strony. Łaskę zrobią, że pod wpływem opinii publicznej odstąpią od oskarżenia, ale to, że złamali człowiekowi życie nie ma żadnego znaczenia – jednostka to nawóz historii. Następny kandydat, do zakupu biletu na Zachód – biletu w jedną stronę. Niestety, władza tak widzi „spokój społeczny” - niezadowoleni wyjadą, a zostaną pokorni, cisi i posłuszni. Wtedy zbudują Eden dla swoich a i na czworaki coś kapnie. Ubijmy więc wszelką inicjatywę, poza oczywiście partyjną, bo tylko partia wie, co tak naprawdę dobre jest dla czworaków (społeczeństwo to kategoria socjalistyczna). Czy nie widzicie podobieństwa, kiedy jednych traktuje się jak V kolumnę a innych jak przestępców, przy czym jedni i drudzy chcą tylko tego, co im się należy? Po prostu, nawet demokracja jest dla nielicznych, a dla władzy nie wynaleziono jeszcze pestycydów, żeby była odporniejsza. A więc wznieśmy okrzyk prawdziwie „wolnych” Polaków „Hańba”! „Hańba”, oczywiście dlatego, że nie ma wolnych już Polaków. Przypomina się stare powiedzenie, że Polacy dzielą się na tych, u których już byli o 6.00 rano, na tych u których są i tych, u których będą. I dla Polaków jest to rodzaj klasy uniwersalnej (innych nie przewiduje się). U ludzi powstaje syndrom godziny 6.00 rano. Jeśli trafią do władzy, to pamiętają, jak sami bali się i chcą rządzić wywołując to samo uczucie u innych. Cóż, niczego innego nie znają. Czy więc dochowamy się ludzi prawdziwie wolnych, którzy kiedyś trafią do władzy? Chwilowo dostałem gęsiej skórki, bo uświadomiłem sobie, że to nie był mój kandydat na prezydenta, ale był prezydentem mego kraju. Teraz najchętniej oddałbym prezydenta w dobre ręce... Godzina odbioru: symboliczna - 6.00 rano. Może do rodziny Misia, Niedźwiedzia, Miedwiediewa...? W każdym bądź razie gdzieś na Wschód. Podręcznik ortografii do ręki, zagwarantowany dostęp do „Wiki” i w drogę... prze wtórze piosenki R. Rynkowski - „Szczęśliwej drogi już czas”. A pamiętacie, jak Z. Gilowska mówiła, że „Tusk jest mściwy”? Wnoszę poprawkę: każda władza jest mściwa. Zemsta jest nie tylko motywem władzy świeckiej, ale jest i rozkoszą bogów. Dziwię się, że ABW nie było jeszcze u tych, co gremialnie z PO do PJNu przechodzą. Konkluzja jest prosta - polityczna pełnia szczęścia: Polacy boja się o pracę. W urzędach od szefa do sprzątaczki obowiązuje klucz partyjny. U prywatnego tylko znajomi zająca. Bezrobotni już mogą pracy nie zaznać do końca życia. Jeden minister likwiduje wojsko, drugi minister rozbudowuje służby, trzeci minister likwiduje antysemityzm, czwarty nie buduje dróg, żeby Czerwona Armia ewentualnie wezwana na pomoc nie zdążyła, a premier likwiduje opozycję, czyli możliwość posiadania zdania odmiennego. I straszenia narodu ciąg dalszy o 6.00 rano. A niech to szlag trafi! A na świecie prezydent wielkiego mocarstwa przyznaje ziemie Palestyńczykom. Czy ten świat zwariował, czy zwariował tylko Naród Wybrany? Nie będzie „Post Scriptum” chyba, że życie dopisze je o 6.00 rano. Za Jaruzelskiego raz nie było teleranka o 9.00 rano, ale cała rodzina była już po śniadaniu. Teraz sporo jest takich, co o 6.00 rano nie mogą się spokojnie wysikać... I to jest ta różnica, a poza tym nic na działkach się nie dzieje. Mam prośbę do internautów. Wznieśmy się ponad to, że nie lubimy PiSu. Zacznijmy wysyłać listy protestacyjne do Kancelarii Pana Prezydenta. Kubeł zimnej wody należy mu się poza dyngusową kolejką. Ale grzecznie i z szacunkiem! Link Zgłoś
Gość: Arystan Re: Dopóty dzbanek wodę nosi... IP: *.kromyon.net 21.05.11, 16:35 zamknięty Zaprotestowałem na ogólnie dostępnym formularzu (www.prezydent.pl/kontakt/) choć mam wątpliwości. A jakimi Ty kierujesz się motywami? Link Zgłoś
Gość: jhg Za niejeden motyw wystarczy: IP: *.dynamic.mm.pl 21.05.11, 17:35 zamknięty Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem. Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą. Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem przecież socjaldemokratą. Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem. Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było. Dachau 1942 r. Martin Niemöller (niemiecki pastor). P.S. Martin Niemöller przeżył i często w swoich przemówieniach uzupełniał wiersz o nieuleczalnie chorych, świadków Jehowy, katolików, nauczycieli, dziennikarzy i innych, dziś powiedzielibyśmy - wykluczonych. Przepraszam za porównanie sytuacji, ale nigdy nie wiadomo, kiedy problem urośnie do niewyobrażalnych rozmiarów. Link Zgłoś
Gość: jothagie De PO aut bene aut nihil IP: *.dynamic.mm.pl 22.05.11, 21:57 zamknięty Obowiązuje od kilku dni, ale przygotowania trwały o wiele wcześniej. Fałszywe kroki były wymowną zapowiedzią. Nikt chyba z Panteonu nie przewidział, że sprawa studenta Frycza poplącze misterną intrygę. A jednak, stało się. Klęska na całej linii pogłębiona długim weekendem władzy. Nieobecność władzy robi wrażenie obmyślanej niesprawiedliwości. Coś w stylu: wróbel w ręku to i gołębiowi na dachu da znać. Ciekawi mnie tylko, czy w tym ZOO to była przewidziana jakaś kolejność – student, emeryt, opozycjonista, konkurent... inny, obcy, upadek. I ta niesprawiedliwość robi na mnie wrażenie. Mamy przecież RM, salon24.pl, "Nie" i wiele innych, gdzie lżenie jest jedną z pierwszych zasad, a tu dorwali człowieka, którego można pogłębić już samym tylko przypomnieniem, że żyje w demokratycznym kraju. Pewnie usiłował mieć własne poglądy i nie znał jedynie słusznych lub aktualnie obowiązujących. Niedouczony młokos, jakby powiedział rosyjski prokurator – 25 liet, no i hwatit. Póki co, przetrzepuje mu się chatę wycieczkowo, ale wyroki opatrzności niezbadane. Zarzutów mu nie postawiono, bo on już wie, czego się bać. „Stronkę” zlikwidował jeszcze drżącymi rękami. Nie jest wykluczone, że na kolanach... Dziewięciu wspaniałych uzbrojonych po zęby na jednego studenta – to zwala na kolana. Dlaczego nie postawiono zarzutu, bo działa się wg starego hasła: „Obywatelu, spałuj się sam”. Co to znaczy? A no tylko tyle, że mamy Twój komputer i wszystkie nośniki, a więc coś znajdziemy na Ciebie. Jeśli więcej starych zasad będzie działać, to znajdą się tam ślady pedofilii, lub ostrej pornografii. Cóż to za problem. Ostatecznie ukarze się faceta za plik ściągnięty z You Tube z uzasadnieniem dura lex sed lex. Prezydent zdobędzie się na akt łaski i wszyscy poza jednym wyjdą na swoje. Niestety, nas cofną w rozwoju intelektualnym i osobowościowym. Najważniejsza jest jednak demokratyczna nauka prawa i praworządności. Lekcja przez odrobiona przez władzę, media i społeczeństwo. Nie wszyscy jednakowo pojętni i dlatego rezultaty różne. Przez przypadek, w przyśpieszonym tempie odrobiliśmy również inne lekcje – o wytrzymałości materiału ludzkiego. Skutek taki, że wracamy do oporników w klapie. Komuna dłużej na takie wnioski pracowała. Nam wystarczą cztery lata i jest powyżej dziurek od nosa. W tej całej aferze pojawia się jeszcze jeden przykry wątek. Zawsze, jak sięgam pamięcią, wszelkiego typu służby były wykorzystywane do rozgarniania ogniska, w którym były upieczone ziemniaki albo usmażone konfitury. Kiedyś żałosne było to, że poszczególni członkowie służb uzasadniali to wzniosłością służby dla dobra ojczyzny, lub gdy przy okazji „rozgarniania”, okrucieństwem leczyli swoje kompleksy. Tak to widzę z roku 1968, ale właściwe to jest każdemu czasowi. Teraz też, ale jest to mniejszy problem. Ostro natomiast widzę szukanie w służbach kozła ofiarnego. Wszyscy usiłują się sprawy wyprzeć. Prokuratura również i to kolejny etap robienia z nas idiotów. Wszystko trzeba widzieć we właściwych proporcjach. W służbach idioci nie rządzą – jeśli, to ewentualnie służbami. Chyba że już upadliśmy na głowę i wtedy zasadny będzie tytuł, że o PO jak o zmarłym, albo dobrze, albo w ogóle..., bo inaczej o 6.00 rano może ci się odnowić prostata – oddasz wszystko oprócz moczu. Warto przypomnieć, że w UE też toczyła się dyskusja o wolności w internecie. Skończyło się na jedynym wniosku, przyjętym przez wszystkich, że plagiatorom i złodziejom cudzej własności intelektualnej będzie się odcinać internet w świetle prawa, coś w rodzaju „zakazu internetowego”. Nic więcej nie przeszło. P.S. Zmieniam obyczaje. Do tej pory wstawałem o 6.00 rano. Robiłem wiele różnych rzeczy, ale również czytałem wiadomości. Jak mnie coś uderzyło szczególnie, to pisałem swoje komentarze, a czasem coś trafiało do internetu. Również na to forum. Teraz zmieniam taktykę w myśl powiedzenia, że jedni usiłują „Zdążyć przed Panem Bogiem” (niech nie zabrzmi to obrazoburczo wobec problematyki i Hanny Krall), a inni chcą zdążyć przed ABW. Jeśli będę jeszcze coś umieszczał, to raczej wieczorową porą. Mimo słabego wzroku o tej porze. Link Zgłoś
Gość: jothagie Nie poznajesz Brachu PO zapachu? IP: *.dynamic.mm.pl 24.05.11, 16:27 zamknięty Mam już dosyć sprawy AntyKomor.pl. Jest tak, jak przypuszczałem – posadzą go jak All Capone – za niemanie... I tak, dowiedziałem się, że Frycz już był karany i to za to, że wlazł do danych, których firma nie zabezpieczyła w sposób należyty. Przed wojną mówiło się, że „na starej piczy młody ułan ćwiczy”. A gdzie informatyk ma ćwiczyć, jeśli nie na idiotach? Później dowiedziałem się, że „gra” ma więcej funkcji, niż miała. Ja byłem na tej stronie i sobie dobrze obejrzałem, to o czym teraz się mówi. Byłem tylko raz, bo to nie spodobało mi się i pozostałem obojętny wobec takiej formy krytyki. Niczego zresztą poza krytyką nie zauważyłem. Dorabianie treści nie powiodło się, więc przesuwamy się raczej w stronę „wypadku przy pracy”, co świadczy o tym, że ktoś zaciera ślady, ale trudno zatrzeć ślady po niedźwiedziu. Przypominam sobie sytuację, gdy kończyły się rządy PiSu, nowy szef ABW, K. Bondaryk, deklarował, że Agencja nie będzie wykorzystywana do akcji politycznych. Czyżby pod moją nieobecność rozszerzono definicje akcji politycznych? Sprawa jest prosta – po dywanowych nalotach rządowej propagandy poznacie ich. Nawet „utuleni w żalu” pomilczeć nie potrafią. Radzę jeszcze, na wzór Piłata, umyć ręce. Jeśli je się „maczało”, to umycie ich jest korzystne z wielu względów, a nie tylko z powodu przypuszczeń spceów od PR. Przyznam się Wam Szanowni Państwo, że specjalnie nie protestuję, bo ja urodziłem się w klatce, w której spędziłem większość życia. Kiedyś wprawdzie miałem nadzieje na wolność, ale wyszło, jak wyszło. Nie ukrywam zaś, ze polepszyły mi się warunki w tej klatce. Mnie już szkoda sił na walkę, poza walką z chorobą. Nawet nie wybieram się, żeby obejrzeć protest Solidarności, bo oni już mnie nie reprezentują. Niestety, dalej reprezentują tylko swoje interesy. Był czas, żeby korzystać z rozumu, to nie skorzystali. Teraz smród ze spalonych opon wyraźnie mnie drażni. Nie dowierzam im, czyli stracili u mnie prawie wszystko. Wracając do sprawy AntyKomor.pl, to powiem jeszcze, że żal mi tego państwa. Państwo to również służby, o których im mniej się mówi, tym lepiej. A ja tu sobie przez trzy dni obejrzałem „szkiełko” i naliczyłem ponad trzydzieści smsów całkowicie ośmieszających Agencję Budzenia Wczesnego. To poszło w naród i pobudziło innych do ośmieszania. To nie jest najwłaściwszy trend mimo, że to nie zmniejsza zdolności tych służb. Jednak pracujący tam ludzie, jak wszyscy fachowcy, potrzebują spokoju, jeśli nie uznania. Chyba, że jak za czasów PRLu ideologia i pieniądze powinny im wystarczyć... a to przepraszam! Pozwolicie Państwo na moją ostatnią „słabość”? O Palikocie jeszcze nie było, choć w kontekście PO powinno być, ale mam nadzieję, że jeszcze będzie... To jest moje uzależnienie, jak każde inne - nierozsądne, ale zapewniam Was, że mam bardzo silną wolę i mogę rzucić, jak rzuciłem religię, papierosy, myślistwo, alkohol, żeglarstwo, narty – więcej grzechów nie pamiętam. Pamiętajcie jednak Państwo, że zaczyna się wyborczy ''Rejs''. Proszę wchodzić na Pokład! Na pokładzie czeka już inżynier Mamoń ze swoją wyborczą sugestią, że lubimy tylko te partie, które już dobrze znamy. Jak zaś pojawia się coś nowego, np. Palikot, to nie jesteśmy pewni czy nam się to podoba, czy nie. Mam nadzieję, że będzie czas i na tyle siły umysłu, żeby odejść od schematu inżyniera Mamonia. P.S. Człowiek siedzi tu na zadupiu i nawet nie wie, że fabryk już nie mamy, ale proletariat pozostał, że Polska to tak obolały kraj, iż nawet prywatyzacja służby zdrowia na nic się zda, że wiadomosci.onet.pl/swiat/ksiadz-seks-z-doroslym-nie-szkodzi-dziecku,1,4352552,wiadomosc.html, że podczas badań psychiatrycznych zakazuje się słuchania RM bo to może mieć wpływ na wyniki diagnozy, że lepiej być żywym Miecugowem niż martwą Politkowską (słowa piosenki z sieci), że „Donek na zielonej wyspie” to wcale nie jest traktat ekonomiczny, a traktat teologiczny, czyli plan zesłania na św. Helenę, itd.,itp. Może jednak to zadupie ma jakieś zalety... Link Zgłoś
Gość: jothagie W istocie, powiało grozą... IP: *.dynamic.mm.pl 26.05.11, 12:25 zamknięty Katolicka cenzura na forum forum.gazeta.pl/forum/w,64,125427746,125427746,Katolicka_cenzura_na_forum_.html Nad Polskę nadciąga Viktor wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Traby-powietrzne-i-gradobicie-Do-Polski-nadciaga-Victor,wid,13445189,wiadomosc.html Uzbrojeni agenci przejmują kontrolę wiadomosci.wp.pl/kat,18011,title,Uzbrojeni-po-zeby-agenci-przejmuja-kontrole-nad-Okeciem,wid,13444121,wiadomosc_prasa.html Strajk jeszcze przed nami. P.S. Najkrótsza recenzja po strajku Solidarności z 25 maja. Na następny strajk polecam swój emerycki problem. Polega on na tym, że jako emeryt, codziennie mam niedzielę. Marzę o tym, żeby niedziela była na zmianę z sobotą lub jakimś innym dniem. Proszę wystąpić do rządu albo o zmianę kalendarza, albo o dodatek emerycki, żeby codziennie było mnie stać na niedzielny obiad. Link Zgłoś
Gość: kuki Re: W istocie, powiało grozą... IP: *.olsztyn.mm.pl 26.05.11, 13:25 zamknięty Odwieczny paradoks socjalizmu. Związki zawodowe strajkują przeciw rządowi który realizuje konstytucyjne zasady sprawiedliwości społecznej. I wszyscy się dziwią, że nie ma pieniędzy. Ale pieniądze się znajdą. A skąd? Od kiedy to lewica przejmuje się skąd jest kasa? Kasa jest przecież u złych kapitalistów czyli podatników. Więc w imię sprawiedliwości społecznej podniesie się podatki i przez to będzie jeszcze biedniej więc będą strajki. Dlatego jak słyszę słowo strajk odruchowo łapię się za kieszeń. Link Zgłoś
Gość: student A cóż to za obiad? IP: *.torservers.net 26.05.11, 15:40 zamknięty Dużo i do syta? Głodny student pyta... Link Zgłoś
Gość: jhg Re: A cóż to za obiad? IP: *.dynamic.mm.pl 27.05.11, 21:08 zamknięty Za moich studenckich czasów to rano była kasza gryczana z masłem w barze mlecznym, obiad w stołówce, wieczorem do 20tej kaszanka w grubym jelicie kupiona w sklepie dla II zmiany lub po 20tej ciemne piwo na dworcu. No tak, ale wtedy ważna była idea... Wracam do pytania i odpowiadam, mimo że gdzieś tam już o tym pisałem. W zwykłym dniu mam Eintopf czyli potrawę jednogarnkową. A w niedzielę przeważnie (od czasów emerytury) praktykuję szaleństwo kulinarne. Koniecznie rosół ze świeżego (bez mrożenia) drobiu i własny makaron. Rosół gotuje się długo. Po pewnym czasie dodaję warzywa, świeżo zmielony pieprz i inne przyprawy. Ważny jest świeżo zmielony pieprz. Po chwili w całym mieszkaniu rozchodzą się oleozyny (lotne substancje z pieprzu) i to jest niedzielna, rodzinna aromaterapia. Rosół musi mieć kilka oczek, ale nie za dużo (zbieram). Z odrobiny rosołu i wina robię potrawkę drobiową (ugotowane mięso obieram). Do tego ziemniaki lub ryż i coś z warzyw na surowo. Koniecznie kompot lub świeże owoce. Którego emeryta stać na taki obiad codziennie? Może służby, ale to nie mój resort... Nic to, że jedząc taki obiad codziennie człowiek padłby z powodu tzw. puryn (w konsekwencji dna), ale musi być jakiś powód uwolnienia ZUSu od siebie. Link Zgłoś
Gość: hihi Re: A cóż to za obiad? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.11, 17:27 zamknięty Podstawa programu Palikota jest likwidacja ZUS. Ten "liberal" uczynil z tego filar swojej polityki :D :D :D :D Popierajcie Pali_knota a...... beda wysokie emeryturki :D :D :D Pozdrawiam Palikotowych cymbalow. Link Zgłoś
Gość: jhg Na allegro to kupiłeś? IP: *.dynamic.mm.pl 28.05.11, 18:51 zamknięty "Język bez kości, więc co chce to chłości" i aż strach pomyśleć, że Twój mózg też może nie mieć nawet kosteczki... Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Na allegro to kupiłeś? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.11, 19:04 zamknięty Brak argumentow wiec trzeba obrazic. Typowe dla prostaka :D:D Link Zgłoś
Gość: jhg Będę brał Cie! … W aucie! … Ciee! IP: *.dynamic.mm.pl 28.05.11, 19:13 zamknięty Hallo, tu Ziemia! Wyląduj wreszcie! Link Zgłoś
Gość: jothagie Na niwie demokracji... Niniwa* IP: *.dynamic.mm.pl 29.05.11, 21:43 zamknięty Nie wiem, jak Państwo, ale ja mam już dosyć międlenia pewnych tematów, takich jak aborcja, eutanazja, homoseksualizm. Nie jestem przeciwny temu, żeby to raz a porządnie rozwiązać, ale nie cierpię tego jako problematyki wyborczej lub demonstracji światopoglądowej. Nie mogę też patrzeć na dyskutujące strony w tym temacie. Podobnie jak temu dyskutującemu społeczeństwu, i mnie brak jest tolerancji – społeczeństwu dla drugiej strony, a mnie dla faktu tej zjadliwej niezgody i nieporadności. I może oprócz eutanazji, wszystkie inne problemy są mi obojętne, ale nie mogę znieść, po prostu, fizycznie nie mogę tego znieść, a mianowicie podstaw fundamentalizmu. Przede wszystkim tej gorliwości – kto da więcej... Razi mnie to, że w konflikcie stosuje się dwa zabiegi: dyskryminację, kiedy ogranicza się w prawach i stygmatyzuje, tzn. naznacza się negatywnie. I trudno powiedzieć, co gorsze. Rzecz w tym, że takie aktywne różnienie się jest istotą poglądów, postaw, których ludzie inaczej nie potrafią wyrazić. Jest to bez wątpienia rodzaj ubóstwa w środkach wyrażania siebie i zaznaczania swego miejsca światopoglądowego. Moim zdaniem, żałosny sposób, a i nad wyraz konfliktogenny. Tolerancja to dziś tylko bańka mydlana. Myślowo tkwimy w tradycji XVI i XVII wieku, kiedy to „zasada” tolerancji (właściwie konieczność znoszenia innych) honorowana była tylko jako modus vivendi. Spokój społeczny, ważny dla obu stron, był osiągany tylko dzięki cierpliwości i znoszeniu drugiej strony. Oznaczało to, że gdy tylko któraś ze stron mogła, to narzucała własny punkt widzenia (w tym także przez fizyczną likwidację) jako jedynie słuszny. I nic się nie zmieniło, mimo że teoretycznie znane są inne podstawy tolerancji, np. prawa człowieka, czyli coś na pozór bardziej uniwersalnego. To jednak nie dla dzieci Kościoła. Okazuje się, że nawet Konstytucja jest akceptowana tylko jako element spokoju społecznego, gwarantująca, np. Kościołowi możliwość działania. Jeśli go ogranicza, opowiada się za innymi wartościami, przestaje być wartością samą w sobie. Widzimy to w systemie amerykańskim, polskim i na całym świecie, gdzie Kościół może „podnieść głowę”. „Podnosi” zaś głowę przede wszystkim w systemach demokratycznych. System demokratyczny, w którym obywatele akceptują rzeczywiste klauzule gwarantujące wolności polityczne i obywatelskie, jest podatny na tego typu naruszenia. Akceptuje się bowiem owe klauzule lecz w przypadku religii, nie na tyle mocno, aby akceptować jednocześnie spadek popularności własnej religii. Duchowni raczej gotowi są opierać się tym zasadom demokracji lub łamać prawa podważające pozycję ich doktryny. Postępują tak, chociaż zachowany jest pełen zakres wolności, a doktryna religijna jest całkowicie bezpieczna. I tak w religii pojawia się pojęcie demokracji akceptowanej warunkowo, a nie dla niej samej. To coś jak politycy, którzy akceptują demokrację dla zdobycia władzy (machiawelizm). Religia nie uznaje bowiem wartości samych w sobie, jeśli nie są one religijne. Poza tym, jak za Kopernika i Galileusza, nie można dopuścić do utraty kontroli nad obrotami sfer niebieskich. Niesmaczność sytuacji polega przede wszystkim na tym, że wszyscy maja ochotę ową demokrację naruszać, dlatego Kościół czuje się jak wśród swoich a dodatkowo wyobraża sobie, że mu więcej wolno, np. stracić cierpliwość. Z tradycji problem ten jawi się jako przywilej religijny i bardzo trudno przestawić się na inna optykę. Dziś religia tylko zaostrza problem, szczególnie, gdy jest wiodąca. Religia oparta na autorytecie Biblii czy Kościoła bardzo źle czuje się w porządku liberalnym. Owszem, korzysta z niego w sensie swego bytowania, ale nie przyswaja go dla potrzeb doktrynalnych. Bywa, że podejmuje nawet walkę i porządki demokratyczne upadają pod jej naciskiem. Dlatego bezpiecznie będzie nie wpuszczać porządków religijnych w rzeczywistość polityczną, czyli tam, gdzie ustala się normy dla społeczności, bo wcześniej czy później ale porządek demokratyczny upadnie lub straci swój sens. I wcale nie chodzi tu o zaostrzanie problematyki aborcji, homoseksualizmu, itp., ale o niepodzielność aksjologii demokracji (liberalizmu) z jednej strony, a z drugiej o niewykorzystywanie tej aksjologii dla niszczenia demokracji. Mamy z tym do czynienia w Polsce od pewnego czasu, kiedy zaczęto się domagać reprezentacji społecznej wg proporcji wyznaniowej. Oddanie rządów ajatollahom lub ich sługom będzie końcem tej demokracji a utrzymanie obecnego status quo, gdzie Kościół może dowolnie manipulować demokracją, jest tylko przedłużaniem agonii. Dlatego musi nastąpić jakiś zwrot w stosunkach Państwo – Kościół. Nadzieja w Palikocie, ale wiadomo, że to tylko hasło. Rzecz w tym, że poza Palikotem, o którym tak naprawdę nie wiadomo, co ostatecznie zrobi, nie ma poważnej, niekłamliwej siły politycznej, która oprócz chęci uzyskania władzy chciałaby problem rozwiązać, odsyłając Kościół do jego pierwotnej misji. P.S. Mój adwersarz zarzucił mi, że jestem wrogiem Kościoła. Oj tak, jestem wrogiem Kościoła jako instytucji politycznej. Kościół natomiast w jego właściwej roli nie interesuje mnie zupełnie. Z domu rodzinnego wyniosłem podwójną religijną tradycję – katolicką i ewangelicką. Postrzegam ją jako emocjonalno –awanturniczą w części katolickiej i jako zdroworozsądkową w części protestanckiej. Nikt jednak nie może mi powiedzieć, że krytycznie napisałem lub wypowiedziałem się krytycznie o Kościele ewangelickim. Szanuję to, że trzymają prawdziwie religijną linię i nie włażą w nieswoje buty. *Niniwa to z jednej strony starożytne miasto leżące nad wschodnim brzegu Tygrysu (obecnie w Iraku pod panowaniem islamu), wg Biblii uratowane przez Jonasza przed gniewem Jahwe, ale nie na długo, bo Jahwe przez swoich proroków (Nahum i Sofoniasz), zapowiedział straszny upadek Niniwy, co rękami Medów, Persów i Babilończyków uczynił w roku 612 p.n.e.; z drugiej strony, jest to rodzaj religijności młodzieży autorstwa oblatów (MOMN) obliczonej na zaprowadzenie Królestwa Bożego na Ziemi, mimo że podobno "Królestwo moje nie jest z tego świata" (Jan 18:33,36). Link Zgłoś
Gość: jothagie Dzień bez nacisku jest stracony bezpowrotnie IP: *.dynamic.mm.pl 30.05.11, 22:49 zamknięty Na początek oddam się wspomnieniom: „Rząd, który utworzę, nie ponosi odpowiedzialności za hipotekę, którą dziedziczy. Ma ona jednak wpływ na okoliczności, w których przychodzi nam działać. Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania” - Tadeusz Mazowiecki, pierwszy premier III RP. To odpowiadajcie i to szybko, ale przed kim? Wiedziałem o tym od dawna: wiadomosci.onet.pl/kraj/na-ublizaniu-w-internecie-mozna-dobrze-zarobic,1,4400132,wiadomosc.html . Próbowałem to ujawnić na forum, ale nikt nie zareagował. A przecież jest to niszczenie więzi społecznej. Cóż, polityka jest jak kurtyzana, fachowo daje d... dobrze zarabia i swoim daje zarobić. Tego też się domyślałem wiadomosci.onet.pl/kraj/gw-ujawnia-cia-mialo-tajne-wiezienie-w-polsce,1,4400144,wiadomosc.html po krętactwie słownym naszych elit, ale „wynajęci” pisarze zakrzyczeli mnie: forum.gazeta.pl/forum/w,64,94831038,94831038,Polski_oboz_koncentracyjny_w_Kiejkutach_.html. Okazuje się, że AL „strugał wariata” z tymi Talibami w Klewkach, ale wiedział o wiele więcej. Dziś AL to polityczny trup. Ośmieszony i prawie skazany. Tak w wielu dziedzinach wygląda nasze zbiorowe życie. Trudno powiedzieć, kto obraca je w bezsens, bo jest to „coś” w rodzaju gruppenführer Wolf ze „Stawki większej niż życie”. Przy bliższym rozpatrzeniu się, wyziera bezsens samego myślenia o sprawach dalszych niż jutrzejsze śniadanie, ale przecież o to chodzi, by wyciąć z naszego świadomego bytowania społeczeństwo obywatelskie utrudniające Wolfowi realizację własnych pomysłów. Bardzo mnie deprymuje fakt, że najpierw były zaprzeczenia, kłamstwa, a teraz wyraźnie broni się własnej d...: wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,To-nie-sa-niewinne-panienki-ktore-wachaja-fiolki-tylko-mordercy,wid,13457080,wiadomosc.html Nie odwracajmy kota ogonem. Jeśli obiecaliśmy gruszki na wierzbie, to one tam być powinny. Panie Leszku, obowiązkiem władz jest myśleć perspektywicznie. Teraz kołderkę na główkę i po problemie... To taki syndrom moralności amerykańskiej. Ameryka zaś, to taki aksjologicznie niespójny zlepek. Widać to na prostym przykładzie Usamy. Zabili bezbronnego choć nie musieli, bez sądu i na oczach dziecka mając pełne usta praw człowieka i wartości chrześcijańskich, typu aborcja. Ja wszystko rozumiem, ale lepiej żeby wzorem i przywódcą raczej nie byli. Kwestionuję ich rolę w tym względzie. Z tych samych powodów kwestionuję również linię obrony LM. Nie lubię nacisku na mnie jako porządnego człowieka, tylko dlatego, że ktoś zachował się jak... może poczekajmy, ocenę wyda ktoś bardziej miarodajny. Taką mam nadzieję... Pamiętam pierwszy sygnał w sprawie. Kiedyś ukazał się artykuł zapowiadający rozróbę wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Znowu-polskie-obozy-smierci-w-amerykanskiej-prasie,wid,12141271,wiadomosc.html?ticaid=19efd Wtedy jeszcze nie w Kiejkutach, ale w Polsce, czyli nigdzie. A ponieważ fama niesie, że Washington Post to gazeta syjonistów, to nie ma co się oszukiwać - pewnie chodziło o wyłudzenie dużych pieniędzy. Żydzi chcą od Polski wyłudzić 65 miliardów dolarów. Ameryka już im zapłaciła za wszystkie straty, gdy wyjechali do USA. Podpisali, wzięli kasę i … na tym powinien być koniec sprawy. Ale nie! To są patrioci Ameryki, którzy dla zniszczenia Polski gotowi są oddać Ameryce to, co wcześniej dostali. Tym bardziej, że wg obliczeń i porównywalnych cen, dostali o wiele mniej, niż od Polski oczekują. Najprościej jest wszcząć kampanię o rzekomym antysemityzmie, zaszczuć, upokorzyć, oskarżyć postraszyć i zabrać naiwnym Polakom. Czy przypadkiem nasza niedoszła pierwsza dama nie pracuje dla tej gazety? Mieszka w "strefie zdekomunizowanej", ale czy to prawda, że robotę robi dla międzynarodowego organu nacisku? Zadaję tylko pytania, które nie są twierdzeniami, bo aż strach dostać się w zapowiadane tryby sądów. Jedno jest pewne: Sojusznik zaczyna nam robić koło d... Teraz GW podtrzymuje kurs Drang nach Polen. P.S. Oglądałem, a jakże, wizytę Obamy w Polsce, ale „odebrało mi mowę”, gdy uświadomiłem sobie proporcję problemów po czasie rozmów w trzech wymiarach politycznych: Po pierwsze, na rozmowę z Żydami pod pomnikiem Obrońcow Getta - nacisk na odszkodowania lub ukłon w stronę Izraela; Po drugie, na spotkanie z Rodzinami Smolenskim – sprowadzenie sprawy do pseudo problemu; Po trzecie, na sprawy czysto polskie – nie ma wspólnych interesów na tym szczeblu. Wałęsa ma rację... Jest szansa otrzeźwieć i na trzeźwo czekać na wymianę polskich polityków i republikańską zmianę warty w Ameryce. Może się mylę, bo w Olsztynie było widać tylko spotkanie z prezydentem Ukrainy. O tym przynajmniej się mówi. A tak a propos, w pamięci porównałem wizytę Obamy i towarzyszy, np. Breżniewa. To jednak było mocarstwo, nawet w całowaniu... i upadło - вoт cюрпри́з. Link Zgłoś
privus Re: Dzień bez nacisku jest stracony bezpowrotnie 31.05.11, 00:26 zamknięty Mam bardzo mieszane odczucia po wizycie Obamy. Mam wrażenie, że odbyła się na zasadzie hip-hop okazyjnej turystyki przy okazji zupełnie innych celów wyjazdu i bardziej mobilizujących historycznych związków. Otwarcie dobrej szkoły jest zawsze mile widziane. Problem tkwi w tym, kto chce i może w niej się uczyć. Bajer publicystyczny tylko utwierdza mnie w teoretycznej zasadności głaskania grzecznego chłopca. Błędy we własnej polityce próbuje się złożyć na wujka urabiając do tego opinie publiczną. Publicystyczne podnoszenie kwestii wiz jest kpiną z inteligencji społecznej. Pamiętam, jak po roku 1989 głośno podnoszono kwestię, że państwo jest w tedy bogate, gdy obywatele są zasobni. I co z tych haseł pozostało? Czy gdyby obywatele tego państwa byli zasobni zgodnie z obowiązującym prawem bez oczekiwania na przedawnienie, czy potrzebne by nam były wizy do USA? Ani szara strefa, ani tajne ukryte podatki na rzecz osób pozabudżetowych nie rokują nadziei na szybką zmianę istniejącego w moim przekonaniu fatalnego układu łatania budżetu podatkami ściąganymi z emerytów i z "działaczy gospodarczych" funkcjonujących pod selektywnym administracyjnym nadzorem w sytuacji, gdy w państwie demokratycznym prawo ma być równe dla wszystkich. Link Zgłoś
Gość: jothagie Pogranicze w ogniu... IP: *.dynamic.mm.pl 01.06.11, 18:12 zamknięty Żadne to nawiązanie do opowieści filmowej, ale nawiązanie do granicy między tym, co cesarskie, a tym, co boskie. Otóż ta granica już od pewnego czasu płonie i podejrzewam, że „popiół tylko zostanie i zamęt, co idzie w przepaść z burzą”. Bezpośrednio nawiązuję natomiast do „opierunku”, jaki mejlowo dostałem, podobno od duchownego, za tekst o beatyfikacji JPII. Dodam, że grzechów odpuszczenia nie dostałem, ale pokutę otrzymałem... Moją ustawiczną pokutą jest to, że codziennie patrzę na koszmarek architektoniczny, czyli nowo wybudowany kościół wg kanonów estetycznych proboszcza. Usiłowałem nawiązać kontakt z tą społecznością ludzi chodzących tu do kościoła, ale dwie rzeczy mnie zraziły. Po pierwsze, to jednak sztuczna społeczność ludzi zgromadzonych przypadkowo na jednej mszy. Intelektualnie ani kulturowo nic się tam nie dzieje. I wszyscy są z tego zadowoleni. Księża, bo nikt nic od nich nie chce. Parafianie, bo po mszy mogą spokojnie iść do domu. Po drugie, kazania, których wysłuchałem zraziły mnie dostatecznie i chyba na stałe. Poziom intelektualny księży kojarzy mi się z poziomem trollowania i to wszystko jedno, na jaki temat - „znają” się na wszystkim. O. Mateusz to nawet przestępców wykrywa... Stawiana teza jest nieporównanie silniejsza (o emocje i poziom pożądanego podporządkowania), niż argumenty do niej dobrane. Zauważyłem, że i „argumenty z wiary” oddają raczej zabobonność, niż rozsądną interpretację Pisma Św. Na pierwszy rzut wyczuwa się fałszerstwo, że na pierwszym miejscu jest Kościół (bliżej nie definiujący się) a na drugim Pismo Św. To zaś, że brak argumentów zastępuje się atakiem, jest czarną codziennością człowieka słuchającego z rozmysłem. Przecież trudno uciec od tego, co wylewa się z zewsząd – trzeba to jakoś trawić i pytać, kiedy ta radosna niedouczona twórczość ograniczy się do społeczności ludzi wierzących, albo podniesie się na wyższy poziom. Z poziomem intelektualnym duchownych powinna uporać się przede wszystkim społeczność ludzi wierzących. Jeśli im to odpowiada, to ich sprawa, ale nie można z tego czynić sposobu kontaktu z pozostałymi. Jeśli duchowni są zainteresowani kontaktem z całą świecką społecznością, to muszą opanować nowy język i nie tykać problemów drażliwych i wyeksploatowanych (władza, Smoleńsk). Nie zacierać granicy między tym co cesarskie a tym, co boskie (Mateusz 22:17). Duchowni dają dowód, że dobrze im w kościelnym ustroju feudalnym i w zasadzie nie rozumieją demokracji, lub rozumieją ją po swojemu, czyli jako legalną drogę do teokracji. „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5:29) potwierdzone przez „Katechizm Kościoła Katolickiego”, nr 2242 (za Louis Even). To w kontekście tej banalności intelektualnej, przeraża i odrzuca, utrwalając także z tej świeckiej strony podział na dwie społeczności i ich „piki” w postaci rydzykowych moherów i tępych ateistów. Tego nawet za komuny nie było. Ten spór nie ma szans na zakończenie, ale można go osłabiać, np. przez podnoszenie poziomu duchownych. To nie jedyna możliwość, ale póki co, tam tkwi największy zakres pracy „naprawczej”. Dodam dla jasności, że mnie strój duchownego nie przeszkadza, ale przeszkadza mi byle jaki intelekt wpasowujący się w ten strój. Umiem myśleć wyjątkami, ale nie jestem aż takim hochsztaplerem, żeby niezbyt częste wyjątki uogólniać. Dobrze, że ktoś wreszcie odkrył, iż drzwi są otwarte: wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Dwudziestu-swietych-nie-pomoze-w-zjednoczeniu-Polakow,wid,13358853,wiadomosc_video.html Otóż, niepotrzebnie od samego początku naszej wolności, Kościół stał się stroną w tym społecznym sporze. A radzono mu, żeby nie przejmował okopów po PZPR. Kościół jednak doskonale wiedział, jaka jest wartość ideologii, która dysponuje odpowiednimi narzędziami (bogactwo, władza, wpływy) i to go skusiło. Teraz ponosi współwinę za rozbicie społeczeństwa i rosnącą wzajemną nienawiść. Jakieś przebłyski są wiadomosci.onet.pl/kraj/ostry-atak-biskupa-na-polski-kosciol,1,4404818,wiadomosc.html ale kto to bierze pod rozwagę. I co się tu dziwić, że jest co raz większe zapotrzebowanie na „Palikota”. To jest już symbol – nie ten, to inny, ale w myśleniu Polaków jest uzasadniony. A spójrzmy na inne Kościoły, które zachowały się przyzwoicie – rozkwitają, poszerzają wpływy i są cenione. Kk po sporym wkładzie w walkę z komunizmem bezpowrotnie stracił szansę bycia niezobowiązującą monarchią (na wzór brytyjskiej w tym „królową serc”), która zarówno można brać poważnie, jak i z szacunkiem lekceważyć. To sprawa przede wszystkim warunków do jednego i drugiego. Niestety Kk w Polsce staje się rodzajem obowiązującego totalitaryzmu, szczególnie w sprawach norm, które „podyktował” do obowiązującego prawa. Rzecz dotyczy również świadczonych usług, do brania których zobowiązał państwo. I tego nie popuści sam Kk, bo jest mu z tym dobrze. Próżność, niestety, wyklucza misję i służbę. Szkoda! P.S. Jestem pod wrażeniem wypowiedzi Gerda Lüdemanna, a mianowicie, że przeważająca część – blisko 95 procent – wypowiedzi Jezusa, przekazanych w Nowym Testamencie, to jawne fałszerstwa. Zdań w rodzaju: „Jestem prawdą i życiem” czy „Oto ciało moje, które za was będzie wydane”, Jezus nigdy ich nie wypowiedział i nie chodzi o manipulacje, które nastąpiły później, których dokonał Kościół. Chodzi o to, czego dopuścili się twórcy pierwszych kanonicznych tekstów. Robi to na mnie wrażenie od czasu, kiedy usłyszałem coś podobnego od jednego z krakowskich patrystów (specjalisty od „ojców Kościoła”). Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Pogranicze w ogniu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.11, 18:23 zamknięty Najwiecej prawdy mowia socjalisci. To w zasadzie prawda i tylko prawda, szczegolnie ta o umilowaniu pokoju i szacunku dla ludzi pracy:)))))) Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Pogranicze w ogniu... IP: *.dynamic.mm.pl 01.06.11, 18:35 zamknięty Zastanów się, jak mógłbyś trochę chociaż zmądrzeć... Do czego odnosi sie Twoja "wypowiedz"? Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Pogranicze w ogniu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.11, 19:50 zamknięty Watpie zebys sie domyslil :) Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Pogranicze w ogniu... IP: *.dynamic.mm.pl 01.06.11, 20:27 zamknięty Słuchaj Łupku! Dowiercimy się do Ciebie i spuścimy ten gaz, co na dekiel uderza. Teraz rozumiem szan. Yadola, który twierdził, że fan_sld (również hihi. haha, huhu, itp) to kecawa je...st. Link Zgłoś
Gość: jothagie Matołectwo to naprawdę niedobór jodu? IP: *.dynamic.mm.pl 03.06.11, 10:39 zamknięty Na początek coś z rozczarowań współczesnej Polski. Coś, czego do dziś przełknąć nie mogę – sytuacja przed referendum w sprawie naszego wejścia do UE. Osobiście miałem dwa obrazy – Polska powojenna oraz Polska postsolidarnościowa z jednej strony i Europa z drugiej, której przynajmniej dwa kraje znałem nieźle. Nie byłem ślepym fanem kapitalizmu, ale po cichu liczyłem na wejście do UE. Sądziłem naiwnie, że UE nie pozwoli na tak chromą demokrację w Polsce, że się czegoś nauczymy, że dorównamy, itd. Rozczarowałem się bardzo, ale dziś nie o tym... A w kraju? Zaczęliśmy od duszenia głosu eurosceptyków. LM zniszczył (w przeciwieństwie do stołówki w KC PZPR) prawdziwą debatę, a po akceptacje udał się do Kościoła. Mam niesmak do dziś, choć zabieg był skuteczny. Ta msza której warta była UE do dziś jest powodem niesmaku. Pewnie taka jest polityka, ale nie podziwiam jej kunsztu, jeśli nie stara się mieć interesów z nieskuteczną może czasem, ale z moralną mniejszością. Uzyskanie większości wyborczej nie może być powodem do lekceważenia ludzi o klarownych intencjach. Niezależnie od swoich przekonań, jestem po stronie tej mniejszości. I tak jest z całym zakresem wykluczonych... Teraz o innym rozczarowaniu. Moim zdaniem prawa człowieka rozbudowano dla potrzeb walki z komunizmem. Okazały się nośne i skuteczne. Teraz natomiast każdy powód jest dobry (np. zagrożenie terroryzmem), żeby się z nich wycofać. Prawa człowieka zaczynają ograniczać władzę, stąd CIA ucieka się do więzień w innych krajach, gdzie Amerykanom łatwiej jest łamać te prawa, bo jest przyzwolenie lub przynajmniej brak odmowy. Przecież to jawna hipokryzja. Problem jest o tyle trudny, że zmowa milczenia, a nawet kłamstwa na ten temat są również racją stanu, ale zupełnie nie widzę powodu, by prowincjonalnie głaskać siebie po głowie, jak to usiłuje się czynić. Nie wolno prowokować, by Guantanamo pojawiło się w każdym z nas, bo to jest prosta metoda do zezwierzęcenia stosunków międzyludzkich. Czy mówienie o tym bardziej zachęca terrorystów do zemsty, niż samo przystąpienie do wojny? Nie wpędzajcie nas do kłamstwa ze strachu przed prawdą. Prawa człowieka są osiągnięciem cywilizacyjnym a wprowadzone do prawa są elementem fundamentalnego porządku i odstępstw nie powinno być pod jakimkolwiek pozorem. W uzupełnieniu powiem, że pamiętam te opowieści przy świeczce, jak to w latach 1945-1954 ludzie byli torturowani za murami obok których przechodziłem prawie codziennie. Stoi mi to przed oczyma do dziś, a bywa, że również się przyśni. Do pewnego momentu można było to pominąć jako spapraną bajkę, czy zły sen. Teraz jednak to wszystko urealnia się poprzez powtórkę, w złym świetle stawiając każdy system politycznego porządku. I żal, że człowiek ma tendencję do sięgania po te same od wieków sposoby rozwiązań i to niezależnie, na jakie prawa się powołuje. Może tylko je udoskonala. I jak tu zasadnie mieć żal do Świętej Inkwizycji. Nie pierwsza i nie ostatnia i wcale Kościół przez nią „dziewictwa” nie stracił. Niestety, jest porządek pokoju i porządek wojny i w tym drugim skuteczność zastępuje i moralność (element mitu) i prawo (element kultury). Hasłem staje się: „Cywilizacja ponad wszystko...” w sensie wydumanego czy rzeczywistego jej zagrożenia. I tu sobie przeczymy względem naszych podstaw – mitu, kultury i cywilizacji. Jeśli coś jest ponad wszystko, to już powinna się zapalić czerwona lampka. Ośmieszamy samych siebie, jak w całym tym procesie żołnierzy z Nangar Khel. Państwo, które swoim prawem i sprawiedliwością chce zrobić wrażenie na innych a nie potrafi zadbać o rodziny oskarżonych jest państwem wynaturzonym. „Żony i dzieci oskarżonych są również zadżumione” - przecież to złamanie wielu zasad. Zupełnie przypomina mi to górnolotne akcje na rzecz głodnych dzieci w Afryce, a wiele dzieci w moim województwie idzie na głodniaka do szkoły. wiadomosci.onet.pl/kraj/dwa-miliony-dzieci-w-polsce-zyje-na-skraju-nedzy,1,4406143,wiadomosc.html . I powiem Wam szczerze, jestem po stronie tych dzieci, a nie po stronie kłamliwego i machiawelicznego państwa. Wobec takich przypadków mierzi mnie ta tromtadracja, a jesienne wybory chętnie zamieniłbym na dylemat: czerwone czy białe. Wino, oczywiście... Nie obserwuję, ale podglądam dalsze losy A. Jakubowskiej. Utrwalają mi się 3 obrazy. Po pierwsze, słynna torebka i wyjście z telewizji. To zrobiło wrażenie. Po drugie, obserwowana prawidłowość każdej (!) władzy – jest taki moment, że pewność i zarozumiałość sięga zenitu a objawia się powiedzeniem: „ A teraz to oni k... mogą nam... naskoczyć”. I po trzecie, taki moment bezsensownego odrzucenia – 7 lat bezskutecznie szuka pracy. Osoba niewątpliwie zdolna i inteligentna. A tyle przeróżnego badziewia plącze po dobrych stanowiskach. Przy okazji pochwyciłem coś, czego nie umiałem nazwać w ocenie olsztyńskiego SLD. Leszek Miller powiedział, że w SLD swego czasu roznosił się smród rozkładających się przyjaźni. Właśnie to jeszcze śmierdzi w lokalnym SLD. Przyjaźnie z esbekami, przyjaźnie między złodziejami, sympatie wśród łapówkarzy, więzi między tymi którzy urządzili się do trzeciego pokolenia, itp. P.S. Za swej młodości licealnej dostałem paczkę z Ameryki a w niej modne ciuchy. Chciałem się w to ubrać, ale Matka nie pozwoliła, bo „tam są dzieci, którym nikt paczki nie przyśle”. Trochę miałem do Niej żal, ale dziś to dobrze rozumiem. Jestem Jej wdzięczny. Przyznam, ze solidarność z biednymi wykazuję dziś raczej z konieczności, niż dla ćwiczenia charakteru, ale zasady są dalej zasadami. Biorę jednak pod uwagę fakt, że w naszym kraju agnostyk może być moralny tylko prywatnie, bez czynienia z tego rozgłosu, bo zakłóca to mit i wyłączność na moralność... A więc sza! Link Zgłoś
Gość: jothagie Ciszej nad tym 4 czerwca... IP: *.dynamic.mm.pl 04.06.11, 18:40 zamknięty Pod tym tytułem każdy może zmieścić swój komentarz dlatego mego nie będzie. Zrezygnowałem z zamiaru umieszczenia komentarza po tym, jak napisałem trzy strony i wszystkiego jeszcze nie ująłem. Negatywów 90%. Pozytywy są, ale w stylu <stosunku do stosunku po stosunku>, czyli z pozytywów wyziera zwykła apatia. Cóż, może 11 listopada da się napełnić nową treścią, np. odzyskania Polski, przegonienia okupantów (w tym czarnego). Na taką okoliczność mam nagraną wzniosłą pieśń „Bogurodzica”. Ewentualnie odegram z komputera, bo na takie szaleństwo, żeby odśpiewać to już mnie nie stać. Kiedyś byłem na koncercie Jacka Kaczmarskiego i do chrypki wydzierałem się, że „Mury runą...”. I runęły, ku memu przerażeniu odsłaniając to, czego się nie spodziewałem. Przerażenie jeszcze mi nie minęło... Do dziś czuję się jak Wiktor Hugo na wygnaniu na wyspie Guernsey, i jedyne, co przychodzi mi do głowy to „Les Misérables” i obraz społeczeństwa porewolucyjnego, w którym na pierwsze miejsce wysuwa się (przynajmniej powinna!) konieczność walki z nędzą i wykluczeniem. Link Zgłoś
privus Re: Ciszej nad tym 4 czerwca... 05.06.11, 22:36 zamknięty Jedyny ślad świadczący o tym, że 4 czerwca jest jakoś świętowany są telewizyjne migawki organizowane urzędowo poczynając od władz najwyższych. Program nie pozostawia złudzeń co do tego, jak powstał. Do odbywających się w tym czasie suchych imprez niezwiązanych wcale ze świętowaniem wolności, dorzucono mszę i i jakieś konferencje chwalące mamę i córkę. Nie dziwię się, że nawet Wałęsa do tego wszystkiego zachował spory dystans. Obok tych przypadkowo włączonych imprez są w programie takie, które wiążą się ze świętem 3 czerwca. Obywatelom tego kraju pozostał tylko prywatny happening z myślą o tym właśnie "urzędowym" święcie i rocznicy, która oprócz szeregu pozytywów serwuje szereg rozczarowań wiążących się z partackim funkcjonowaniem tego systemu. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Ciszej nad tym 4 czerwca... IP: *.dynamic.mm.pl 05.06.11, 22:52 zamknięty Milczenie też jest stanowiskiem. Taka, przykładowo „Debata”, ni artykułem nie wspomniała o rocznicy 4 czerwca, chociaż jest tam redaktor słynny z tego, że o wszystkim może pisać i zawsze dobrze kończy, czyli zawsze udowadnia wyższość Świąt nad dniem powszednim. Pozdrawiam. Link Zgłoś