Gość: behemot
IP: 77.252.18.*
17.01.10, 01:43
Dramatyczne wydarzenia pod galerią spowodowały emocjonalną dyskusję
na forum, rozniecaną kolejnymi njusami lokalnych gazet.Opinia
publiczna podzieliła się na zwolenników radykalnego "wyrwać chwasta"
i ogólnie mówiąc na tych, co mają wątpliwości. Dla jednych jest
sprawa jasna dla innych całe szczęście, że jest prokuratura a w
końcu sąd, który zbada dowody i sprawę obiektywnie (mimo swoich
ułomności) rozsądzi wydając wyrok. Co w sprawie wiadomo opinii
publicznej?
Na właściciela kantorów (dwóch) był planowany napad. Czy chodziło o
pospolite wzbogacenie się, czy też być może odzyskanie długów, nie
wiadomo. Czy policja powzięła wiedzę o napadzie na skutek pracy
wywiadowczej czy z doniesienia samego napadniętego nie wiadomo. Fakt
że obstawiała oba kantory w dniu napadu. Być może nie wiedziała
kiedy napad nastąpi więc obstawiała je od dłuższego czasu. Z drugich
zaś informacji płynie wiadomość, że policja wiedziała o napadzie i
wciągnęła do współpracy ofiarę napadu. Nie dała mu kamizelki
kuloodpornej, środków łączności a pozostawiła broń osobistą. To, że
współpraca kantoru i policji miała miejsce nie ulega watpliwości, bo
kantorzysta nie miał kasy przy sobie. Policja była w dziesięć sekund
po strzałach dobrze wyposażona w glauberyty. To, że syn walutowca
twierdzi, że ojciec nic nie wiedział i rodzina także, może wynikać z
głębokiej konspiracji jaka jest potrzebna w przypadku takiej akcji
albo wstawiają lipę, co jest zrozumiałe bo się bronią wszak zginął
człowiek acz bandyta. Co do oddania strzału też są wątpliwości bo
prawnik (którego tam wszak nie było, więc opiera się na zeznaniach
strzelającego, swojego mandanta) uważa że strzał padł w momencie
duszenia kantorzysty już a samochodzie, gdy człowiek uwięziony w
puszce, być może zapięty w pasy nie ma zbyt dużego pola manewru a do
tego stres i każdy zbliżający się do niego to agresor. Z drugiej zaś
strony (przeczytajmy prasę) są stwierdzenia, że po otwarciu drzwi do
auta padły strzały. No to trzeba wyjaśnić. Że coś jest na rzeczy
świadczą o tym apele by zgłaszali sie świadkowie zdarzenia bo może
zeznania napadniętego i policjantów mogą być przed sądem zbyt mało
wiarygodne. Zarzut postawiony przez prokuraturę (która ma znacznie
więcej wiedzy niż my tu się wypowiadający) o zabjóstwie z
premedytacją musi być poparty dowodami. O premedytacji można mówić
kiedy kantorzysta wiedząc o napadzie, uzbrojony, pozostawiajacy kasę
w bezpiecznym miejscu, współpracujący z policją (mimo uchybień), w
stresie, w nerwach, rozwala napastnika, który wczesniej był u niego
o zwrot kasy, lub który go napadł. No jak prokuratura zarzuca
premedytację kantorzyście to i współudział policji się należy.