lalecznik-7
23.01.16, 12:52
Koncepcja wspólnoty europejskiej narodziła się krótko po II wojnie światowej w Europie Zachodniej i była wynikiem uświadomienia sobie dwóch rzeczy: i) wyniszczające konflikty są wynikiem narodowych aspiracji znajdujących przełożenie na działania ekonomiczne i nie da się ich uniknąć na poziomie indywidualnego działania poszczególnych państw, ii) pomimo zaciekłych walk poszczególne narody są bliskie sobie pod względem tożsamości kulturowej. W związku z tym powstała koncepcja przenoszenia sfer działania spod kontroli na poziomie narodowym pod kontrolę ponadnarodową. Na poziomie jednostki koncepcja polegała na tym, aby państwa zrzekły się części swoich uprawnień na rzecz większej swobody obywateli. Państwo nie decyduje, dokąd chcę podróżować, gdzie chcę mieszkać, pracować, zakładać biznes i płacić podatki. Pomysłodawcą był Jean Monet nazwany z tego powodu jednym z „ojców Europy”. Razem z innym Francuzem Robert Schumanem zaproponował powołanie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, której celem było przeciwdziałanie ponownego pojawienia się odrębnej narodowej bazy wojskowo-przemysłowej i tym samym powstaniu zalążka przyszłego konfliktu. Tu leży przyczyna, dlaczego wszelkie ruchy nacjonalistyczne nienawidzą Unii Europejskiej.
Koncepcja wspólnoty padłaby gdyby nie Charles de Gaulle, wielka postać Francji, który zdecydował, że pojednanie francusko-niemieckie będzie stanowić kamień węgielny francuskiej polityki. Charles de Gaulle, ten weteran wojenny, konserwatysta, gorący patriota, zazdrośnie strzegący suwerenności Francji, zdobył się na coś niepojętego dla ludzi o podobnych postawach. Pojechał do RFN przywrócić Niemcom szacunek dla samych siebie. Objeżdżając Zachodnie Niemcy gratulował młodym ludziom, że są „dziećmi wielkiego narodu” wychwalając cenny „niemiecki potencjał męstwa, dyscypliny i organizacji”. De Gaulle wychodząc z bardzo narodowego nurtu potrafił przedłożyć doraźny narodowy interes na dalekosiężny cel. Zaledwie w pięć lat po wojnie, która była niejako kontynuacją poprzedniej wojny i traumy francuskiej w wojnie pozycyjnej lat 1914-1917. Potrafił pojechać do swojego wroga, aby powiedzieć mu by podniósł głowę. Pięć lat po wojnie. To pokazuje poziom tego polityka i jednocześnie umysł. Oczywiście, nasuwa się porównanie do obecnego polskiego nacjonalizmu, 70 lat po wojnie i 25 lat po upadku komuny. Czy w ogóle w Polsce, na prawej stronie sceny politycznej, była/jest/będzie osoba tej klasy?
W rezultacie działań wspólnotowych oraz amerykańskiego dofinansowania w postaci planu Marshalla nastąpił nieprawdopodobny wzrost stopy życiowej. Przykładowo, podczas gdy w komunistycznej Polsce były permanentne trudności ze zdobyciem podstawowych dóbr, cechą wspólnoty były gigantyczne nadwyżki żywności. Sukces ten spowodował, że nawet Wielkia Brytania znalazła się we wspólnocie. Nawet, ponieważ wielu Brytyjczyków nadal wspomina czasy imperium i żyje złudzeniami światowej pozycji i samowystarczalności. Będąc w rozkroku pomiędzy USA i Europą „kontynentalną” Brytyjczycy chcą przynależeć do wspólnoty europejskiej w sensie stricte ekonomicznym, jednocześnie utrzymując szczególne relacje ekonomiczne i kulturowe z USA. W ten sposób chcą uzyskać maksymalne korzyści kosztem minimalnych strat w zakresie suwerenności. Warto to podkreślić, ponieważ działania UK są wzorcem dla naszej tzw. prawicy. de Gaulle od początku rozszyfrował ten plan i skutecznie blokował. W latach 1961 i 1967 Brytyjczycy dwukrotnie ubiegali się o przyjęcie do wspólnoty i za każdym razem przeżywali szok, kiedy de Gaulle wetował. Chyba miał rację.
Sukces wspólnoty spowodował, że upadku bloku komunistycznego postanowiono zaaplikować tę koncepcję również do krajów Europy Wschodniej. Przemiany zachodzące właściwie pokojowo, oddolne ruchy demokratyczne, umiejętność zawierania kompromisów politycznych, jak w Polsce Solidarność i Porozumienia Okrągłego Stołu, kierowanie rządami przez osoby wpasowujące się w nurt de Gaulle’a – jak Havel, Mazowiecki, Wałęsa – to wszystko robiło ogromne wrażenie na Europie Zachodniej. Było świadectwem wspólnej tożsamości kulturowej. Drugim elementem była obawa przed odrodzeniem imperialnych ambicji Rosji w przyszłości i kolejnego kontynentalnego konfliktu na bazie odtwarzanej przez nią ekonomicznej strefy wpływu. To zdecydowało, że USA postanowiły w krótkim czasie przyjąć kraje postkomunistyczne do NATO i anulować zadłużenie, a kraje UE postanowiły przyjąć nas do wspólnoty udzielając wsparcia finansowego w skali podobnej jak Zachodnia Europa otrzymała od USA po wojnie. I tak jak za amerykańskie dolary w RFN rozbudowano autostrady, tak za unijne euro pobudowano je w Polsce.
W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że akcesja Polski w 2004 roku, jak i pozostałych krajów wschodnich, wcale nie była przyjmowana całkowicie entuzjastycznie w tzw. „starych krajach” Unii. Powodem były doświadczenia m.in. z Wielką Brytanią. Wiele osób uważało i nadal uważa, że wspólnota nie odniesie korzyści. Będziemy stanowili jedynie kolejny balast, korzystając z przywilejów wypracowanych przez wspólnotę oraz aplikowanego zastrzyku finansowego, natomiast nie będziemy zdolni do działania na rzecz wspólnoty. Przykładem jest chociażby postawa polskiego rządu i jego elektoratu do kwestii uchodźców. Nie tyle kwestią jest sprzeciw wobec przyjmowania uchodźców, ale brak jakiegokolwiek działania w ramach wspólnoty w kwestii rozwiązania istniejącego problemu. Zgodnie z obecnie dominującą mentalnością, Polska - jako kraj i społeczność - „wypięła się” na wspólnotę, nie dając kompletnie nic, i jednocześnie dodatkowo krytykując. W wyniku działania obecnego rządu w Polsce, ataku na Trybunał Konstytucyjny oraz czystki medialnej, te głosy sceptyczne stają się aktualne. Jeszcze kilka lat temu ciągle podnoszona była koncepcja tzw. Europy dwóch prędkości, z twardym jądrem sześciu pierwszych krajów wspólnoty. Kraje te chcą iść dalej w wypracowaniu mechanizmów wspólnotowych i dalszym zacieśnianiu relacji z przyszłościową federacją włącznie. Być może do niej wrócą. Uważam, że to wcale nie byłoby złe. Byłby to pewien ruch do przodu i jednocześnie określenie kolejnego celu dla krajów jak Polska, których społeczeństwa po akcesji uznały, że osiągnęły co możliwe i popadły w intelektualny marazm.
Czy Polska powinna być w UE? Obecna sytuacja w Polsce oraz stosunek rządu oraz jego elektoratu skłania do postawienia tego pytania. To zależy czy zdołamy obronić naszą europejską tożsamość. Na pewno nie przybliżamy się ku wartościom, które wspólnota reprezentuje. Raczej przeciwnie. Pod względem politycznym idziemy na wschód. Nie mam złudzeń, że obecny rząd będzie działał na rzecz UE, ponieważ ludzie ci nie rozumieją istoty wspólnoty europejskiej, a zatem nie będą potrafili ją stosować i pracować na jej rzecz. A jak ktoś nie potrafi się posługiwać danym narzędziem to uznaje je za zbędne. Dodatkowo, jeżeli dochodzą przesłanki ideologiczne, to takie narzędzie jest wręcz niepożądane.
Czy można przewidzieć akcję typu „wychodzimy z UE”? Już atak na TK osłabił złotego. Wyjście ze wspólnoty oznaczałoby gospodarcze tąpnięcie, spadek dochodu co najmniej o kilkanaście procent, nie mówiąc już o mobilizacji opozycji, która miałaby już argumenty ekonomiczne. Z drugiej strony trudno wyrokować czy dla obecnego rządu przesłanki ekonomiczne są priorytetowe. Na pewno należy się spodziewać zasadniczo zaniku naszej aktywności w ramach wspólnoty. Z kraju o rosnącym znaczeniu, będziemy stajemy się krajem peryferyjnym.