Dodaj do ulubionych

Czy Polska powinna być w UE?

23.01.16, 12:52
Koncepcja wspólnoty europejskiej narodziła się krótko po II wojnie światowej w Europie Zachodniej i była wynikiem uświadomienia sobie dwóch rzeczy: i) wyniszczające konflikty są wynikiem narodowych aspiracji znajdujących przełożenie na działania ekonomiczne i nie da się ich uniknąć na poziomie indywidualnego działania poszczególnych państw, ii) pomimo zaciekłych walk poszczególne narody są bliskie sobie pod względem tożsamości kulturowej. W związku z tym powstała koncepcja przenoszenia sfer działania spod kontroli na poziomie narodowym pod kontrolę ponadnarodową. Na poziomie jednostki koncepcja polegała na tym, aby państwa zrzekły się części swoich uprawnień na rzecz większej swobody obywateli. Państwo nie decyduje, dokąd chcę podróżować, gdzie chcę mieszkać, pracować, zakładać biznes i płacić podatki. Pomysłodawcą był Jean Monet nazwany z tego powodu jednym z „ojców Europy”. Razem z innym Francuzem Robert Schumanem zaproponował powołanie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, której celem było przeciwdziałanie ponownego pojawienia się odrębnej narodowej bazy wojskowo-przemysłowej i tym samym powstaniu zalążka przyszłego konfliktu. Tu leży przyczyna, dlaczego wszelkie ruchy nacjonalistyczne nienawidzą Unii Europejskiej.

Koncepcja wspólnoty padłaby gdyby nie Charles de Gaulle, wielka postać Francji, który zdecydował, że pojednanie francusko-niemieckie będzie stanowić kamień węgielny francuskiej polityki. Charles de Gaulle, ten weteran wojenny, konserwatysta, gorący patriota, zazdrośnie strzegący suwerenności Francji, zdobył się na coś niepojętego dla ludzi o podobnych postawach. Pojechał do RFN przywrócić Niemcom szacunek dla samych siebie. Objeżdżając Zachodnie Niemcy gratulował młodym ludziom, że są „dziećmi wielkiego narodu” wychwalając cenny „niemiecki potencjał męstwa, dyscypliny i organizacji”. De Gaulle wychodząc z bardzo narodowego nurtu potrafił przedłożyć doraźny narodowy interes na dalekosiężny cel. Zaledwie w pięć lat po wojnie, która była niejako kontynuacją poprzedniej wojny i traumy francuskiej w wojnie pozycyjnej lat 1914-1917. Potrafił pojechać do swojego wroga, aby powiedzieć mu by podniósł głowę. Pięć lat po wojnie. To pokazuje poziom tego polityka i jednocześnie umysł. Oczywiście, nasuwa się porównanie do obecnego polskiego nacjonalizmu, 70 lat po wojnie i 25 lat po upadku komuny. Czy w ogóle w Polsce, na prawej stronie sceny politycznej, była/jest/będzie osoba tej klasy?

W rezultacie działań wspólnotowych oraz amerykańskiego dofinansowania w postaci planu Marshalla nastąpił nieprawdopodobny wzrost stopy życiowej. Przykładowo, podczas gdy w komunistycznej Polsce były permanentne trudności ze zdobyciem podstawowych dóbr, cechą wspólnoty były gigantyczne nadwyżki żywności. Sukces ten spowodował, że nawet Wielkia Brytania znalazła się we wspólnocie. Nawet, ponieważ wielu Brytyjczyków nadal wspomina czasy imperium i żyje złudzeniami światowej pozycji i samowystarczalności. Będąc w rozkroku pomiędzy USA i Europą „kontynentalną” Brytyjczycy chcą przynależeć do wspólnoty europejskiej w sensie stricte ekonomicznym, jednocześnie utrzymując szczególne relacje ekonomiczne i kulturowe z USA. W ten sposób chcą uzyskać maksymalne korzyści kosztem minimalnych strat w zakresie suwerenności. Warto to podkreślić, ponieważ działania UK są wzorcem dla naszej tzw. prawicy. de Gaulle od początku rozszyfrował ten plan i skutecznie blokował. W latach 1961 i 1967 Brytyjczycy dwukrotnie ubiegali się o przyjęcie do wspólnoty i za każdym razem przeżywali szok, kiedy de Gaulle wetował. Chyba miał rację.

Sukces wspólnoty spowodował, że upadku bloku komunistycznego postanowiono zaaplikować tę koncepcję również do krajów Europy Wschodniej. Przemiany zachodzące właściwie pokojowo, oddolne ruchy demokratyczne, umiejętność zawierania kompromisów politycznych, jak w Polsce Solidarność i Porozumienia Okrągłego Stołu, kierowanie rządami przez osoby wpasowujące się w nurt de Gaulle’a – jak Havel, Mazowiecki, Wałęsa – to wszystko robiło ogromne wrażenie na Europie Zachodniej. Było świadectwem wspólnej tożsamości kulturowej. Drugim elementem była obawa przed odrodzeniem imperialnych ambicji Rosji w przyszłości i kolejnego kontynentalnego konfliktu na bazie odtwarzanej przez nią ekonomicznej strefy wpływu. To zdecydowało, że USA postanowiły w krótkim czasie przyjąć kraje postkomunistyczne do NATO i anulować zadłużenie, a kraje UE postanowiły przyjąć nas do wspólnoty udzielając wsparcia finansowego w skali podobnej jak Zachodnia Europa otrzymała od USA po wojnie. I tak jak za amerykańskie dolary w RFN rozbudowano autostrady, tak za unijne euro pobudowano je w Polsce.

W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że akcesja Polski w 2004 roku, jak i pozostałych krajów wschodnich, wcale nie była przyjmowana całkowicie entuzjastycznie w tzw. „starych krajach” Unii. Powodem były doświadczenia m.in. z Wielką Brytanią. Wiele osób uważało i nadal uważa, że wspólnota nie odniesie korzyści. Będziemy stanowili jedynie kolejny balast, korzystając z przywilejów wypracowanych przez wspólnotę oraz aplikowanego zastrzyku finansowego, natomiast nie będziemy zdolni do działania na rzecz wspólnoty. Przykładem jest chociażby postawa polskiego rządu i jego elektoratu do kwestii uchodźców. Nie tyle kwestią jest sprzeciw wobec przyjmowania uchodźców, ale brak jakiegokolwiek działania w ramach wspólnoty w kwestii rozwiązania istniejącego problemu. Zgodnie z obecnie dominującą mentalnością, Polska - jako kraj i społeczność - „wypięła się” na wspólnotę, nie dając kompletnie nic, i jednocześnie dodatkowo krytykując. W wyniku działania obecnego rządu w Polsce, ataku na Trybunał Konstytucyjny oraz czystki medialnej, te głosy sceptyczne stają się aktualne. Jeszcze kilka lat temu ciągle podnoszona była koncepcja tzw. Europy dwóch prędkości, z twardym jądrem sześciu pierwszych krajów wspólnoty. Kraje te chcą iść dalej w wypracowaniu mechanizmów wspólnotowych i dalszym zacieśnianiu relacji z przyszłościową federacją włącznie. Być może do niej wrócą. Uważam, że to wcale nie byłoby złe. Byłby to pewien ruch do przodu i jednocześnie określenie kolejnego celu dla krajów jak Polska, których społeczeństwa po akcesji uznały, że osiągnęły co możliwe i popadły w intelektualny marazm.

Czy Polska powinna być w UE? Obecna sytuacja w Polsce oraz stosunek rządu oraz jego elektoratu skłania do postawienia tego pytania. To zależy czy zdołamy obronić naszą europejską tożsamość. Na pewno nie przybliżamy się ku wartościom, które wspólnota reprezentuje. Raczej przeciwnie. Pod względem politycznym idziemy na wschód. Nie mam złudzeń, że obecny rząd będzie działał na rzecz UE, ponieważ ludzie ci nie rozumieją istoty wspólnoty europejskiej, a zatem nie będą potrafili ją stosować i pracować na jej rzecz. A jak ktoś nie potrafi się posługiwać danym narzędziem to uznaje je za zbędne. Dodatkowo, jeżeli dochodzą przesłanki ideologiczne, to takie narzędzie jest wręcz niepożądane.
Czy można przewidzieć akcję typu „wychodzimy z UE”? Już atak na TK osłabił złotego. Wyjście ze wspólnoty oznaczałoby gospodarcze tąpnięcie, spadek dochodu co najmniej o kilkanaście procent, nie mówiąc już o mobilizacji opozycji, która miałaby już argumenty ekonomiczne. Z drugiej strony trudno wyrokować czy dla obecnego rządu przesłanki ekonomiczne są priorytetowe. Na pewno należy się spodziewać zasadniczo zaniku naszej aktywności w ramach wspólnoty. Z kraju o rosnącym znaczeniu, będziemy stajemy się krajem peryferyjnym.
Obserwuj wątek
    • Gość: czytacz Re: Czy Polska powinna być w UE? IP: *.dynamic.chello.pl 23.01.16, 16:10
      Jest faktem, że obóz obecnie rządzący prezentuje krótkowzroczne myślenie. Boso, ale w ostrogach - to krótkowzroczne, naiwne i skończy się pstryczkiem w nos. Ale jest również faktem, że ludzie, którzy myślą tak jak Ty również prezentują myślenie krótkowzroczne. O ile jednak perspektywa Jarosława to 4 lata, to Twoja nie wychodzi poza lat kilkadziesiąt. I to też jest krótkie. Unia Europejska jest ładnie opakowaną wersją ZSRS - świadczą o tym konstrukcja polityczno-gospodarcza i język tego tworu. Podobnie jak ZSRS upaść UE musi, bo po prostu taki jest los każdej struktury centralnie sterowanej. Czy upadnie za kilka miesięcy, jak wieszczy JKM, czy za lat kilka, kilkanaście, to osobna sprawa. Ale upaść musi. Najpierw pójdzie w cholerę Schengen, najważniejszy filar. To stanie się rychło, być może w perspektywie roku-dwóch. Potem najprawdopodobniej Brexit - to zachwieje filarem gospodarczym, ale jeszcze nie będzie miało wymiaru kataklizmu. "Powtórnie" zbankrutuje Grecja, to jest pewne jak amen w pacierzu, strefa euro zacznie się przewracać jak domino. Wyjdą Węgry, możliwe, że za Węgrami Polska. I to będzie koniec Unii, bo tak samo w przypadku ZSRS sypnęły się najpierw peryferia. Historia zawsze się powtarza.
      Owszem, kraje starej UE z oporami zgadzały się na przyłączanie kolejnych państw, szczególnie tak egzotycznych jak Bułgaria czy Rumunia. Ale dlaczego się zgadzały? W imię miłości, braterstwa i równości? Przecież to hasła dla gawiedzi - w polityce liczy się korzyść. Prawda jest taka, że jak każdy twór źle zarządzany, musi UE się powiększać, innymi słowy zwiększać obroty. To daje na jakiś czas finansowy oddech, ale akurat tak się składa, że Europa to kontynent, rzecz ograniczona. I właśnie obserwujemy wyczerpanie możliwości ekspansji. Nie ma po prostu innej opcji, niż powolne zapadanie się do środka.
      Jedyne co można i trzeba, to zacząć wreszcie budować bilateralne dalekosiężne sojusze z sąsiadami. Po pierwsze Niemcy i Rosja - sentymenty muszą iść na bok, zwłaszcza w tym drugim przypadku. Co więcej, trzeba poświęcić błędny kierunek ukraiński (błędny - bo nie dający ŻADNYCH korzyści) na rzecz właśnie rosyjskiego. O ile w czasie wojny Rosja była naszym wrogiem, o tyle teraz nim nie jest. Rosja traktuje nas tak jak zawsze - lekceważą nas. Tylko zawiązanie partnerstwa może ten stan rzeczy zmienić. Mrzonki o NATO i bratnim sojuszu z USA należy odstawić na półkę z literaturą dziecięcą. Zdrada nastąpi dokładnie z tego kierunku, bośmy dla USA czymś mniejszym niż peryferia, czymś, co zawsze można bez bólu poświęcić przy stole negocjacyjnym. I tu także historia po prostu musi się powtórzyć. Bo nie ma żadnych przesłanek, które mówiłyby, że tym razem miałoby być inaczej.
      Kolejne polskie rządy wykazują się ignorancją i zwykłą głupotą, bo jeśli chcemy, żeby podczas urlopu ktoś przypilnował nam mieszkania, to prosimy sąsiada z piętra, a najdalej z jednego miasta, a nie ciotkę z Teksasu.
      Jest jeszcze czas, żeby solidnie przygotować się na kataklizm, który będzie udziałem Europy po upadku UE. Dalsze inwestowanie w członkostwo bez nawiązywania strategicznych, samodzielnych sojuszy z sąsiadami jest samobójstwem. Wartości są dobre, żeby posłać dzieciaki na czołgi, jak w 44-tym. Czy tego właśnie chcemy?

      • lalecznik-7 Re: Czy Polska powinna być w UE? 23.01.16, 20:16
        Patrząc na historię Europy, Unia Europejska nie jest żadnym chwilowym tworem, ale konsekwencją jej dziedzictwa, konkretnie spuścizną Cesarstwa zachodnio-rzymskiego. Europą zawsze rządziła jakaś większa forma organizacyjna: począwszy właśnie od Cesarstwa rzymskiego poprzez królestwo Franków, Cesarstwo niemieckie, różne dynastie (np. Habsburgów). Zalążkiem wspólnoty europejskiej, EWG, potem UE, były państwa Beneluxu, Niemcy, Francja. Nie jest to przypadkowe. Odrodzenie europy po upadku Cesarstwa Rzymskiego również zaczęło się w tym miejscu. Hanza również. Jest to wynikiem dorobku cywilizacyjnego, który w tym rejonie się koncentruje.
        Jeżeli ktoś zakłada upadek UE, to tym samym oznacza to powrót do organizacji państw narodowych. Jest to dosyć słabe, ponieważ koncepcja państw narodowych nie ma więcej niż 200 lat i jest jedynie dosyć krótkim epizodem, który wynikał z ówczesnych uwarunkowań ekonomicznych, narodzin kapitalizmu oraz upadku klas społecznych systemu feudalnego. O ile dla znacznej części Polaków oraz krajów na obrzeżach Europy taka idea narodowa jeszcze jest atrakcyjna, to dla centrum już nie. Dlatego UE na pewno nie upadnie. Owszem, może nastąpić regres. W jego wyniku w Polsce jak i innych krajach obrzeża znajdą się ludzie i siły polityczne, które mogą doprowadzić do wyjścia ze wspólnoty. Natomiast jestem przekonany, że kraje tzw. starej wspólnoty, po przejściowych kłopotach powrócą do koncepcji Unii, na nowych zasadach, ponieważ jest to konsekwencją ich ekonomii oraz tożsamości kulturowej.
        Bardzo źle by się stało, gdyby w rezultacie potencjalnych problemów, Polska znalazła się poza UE, ponieważ cały nasz dorobek jest związany z Europą zachodnią. Wyjście z UE oznacza dla nas spowolnienie wymiany informacji oraz wymiany handlowej. Utknięcie na etapie średniego rozwoju, gdzie nie będziemy w stanie się dostatecznie szybko rozwijać. Tym samy pozostaniemy na peryferiach, będziemy bardziej podatni na wpływy Rosji, i gorzej też będziemy rozumieli, jako ogół, zachodzące zmiany, trudniej będzie się nam do nich przystosować i dopasować. Uważam to za realne zagrożenie, natomiast wiem że znacznej części naszej społeczności taka peryferyjność pasuje.
        A co do obecnego rządu. No cóż, osobiście już liczę straty, i finansowe i społeczne. Są one dosyć dotkliwe. I chyba będzie gorzej.
        • Gość: Jeremy Klakson Re: Czy Polska powinna być w UE? IP: *.dynamic.chello.pl 23.01.16, 21:01
          <<A co do obecnego rządu. No cóż, osobiście już liczę straty, i finansowe i społeczne. Są one dosyć dotkliwe. I chyba będzie gorzej>>>
          Czy zechciałbyś podać przykłady owych osobistych strat liczonych jak mniemam w walucie, bo moze i ja coś tracę ale jeszcze sobie tego nie uświadomiłem.
          • lalecznik-7 Proszę uprzejmie 23.01.16, 22:01
            Zacznijmy od oczywistej oczywistości, czyli osłabnięcia złotego w stosunku do euro i franka. Mając oszczędności w złotych nominalnie mam tyle samo, ale siła nabywcza jest mniejsza. Podobnie jak wymieniam, bo jadę za granicą lub kupuję. To były na razie straty, łącznie rzędu paru setek złotych, więc stosunkowo małe.
            Bardziej dotkliwa jest utrata wizerunkowa Polski, jako stabilnego kraju. Czyli marki. Chyba nie muszę tłumaczyć, co to oznacza. Nie chcę też za bardzo mówić szczegółowo, czym się zajmuję. Na tym forum są osobniki, które bezwzględnie to wykorzystają do personalnych ataków. Jednak z grubsza moja praca polega w znacznej mierze na kontaktach zagranicznych. I przykłady. Amerykanin się mnie pyta, czy ja mogę jeszcze kupować coś od Niemców ! No ścięło mnie. Taka panuje tam aktualnie opinia o Polsce. Drugi, z UE, nie bardzo chce przyjechać, jak zapowiadał. Prosi abym to ja przyjechał do niego. Teraz muszę się wykosztować na podróż, podczas gdy dla niego byłoby to o wiele tańsze, jak również skuteczniejsze. Mogę poprzestać na kontaktach elektronicznych, ale ryzykuję, że się nie dogadamy i nie utworzę personalnej więzi, co jest bardzo cenne, ponieważ upraszcza sprawy formalne i przede wszystkich tworzy obopólne zaufanie. Wyraźnie odczuwam spadek aktywności w wymianie korespondencji, co się wprost przekłada na potencjalnie nowe kontakty. Interesy ze sferą osobistą są ściśle ze sobą związane. Miałem kilka osób, obcokrajowców, które były z Polską związane, i stanowiły taki polski fanklub i jednocześnie budowały dobry klimat dla Polski. Nie mam od nich wiadomości, a jak piszę to w ich odpowiedziach między wierszami widać troskę. Szlag mnie trafia jak to czytam, ponieważ wiem, że to nie jest troska wynikająca jedynie z przyjaźni. Należy zrozumieć, że jeżeli jakiś np. Brytyjczyk, Francuz, Holender spędził jakiś czas w Polsce, to po powrocie do swojego kraju, on się chwali tym epizodem w życiu. Wpisuje w CV. To jest jakaś forma inwestycji. Im Polska stabilniejsza, lepiej postrzegana, tym on/ona też wypada lepiej. Lepsza ekonomia, lepsze kontakty, lepsza pozycja ludzi, którzy działają na tych łączących nitkach. Zatem jeżeli ktoś mnie pyta czy jest OK, to tak naprawdę pyta jak tak stoją jego akcje w życiorysie i dlaczego poszły w dół. Przypuszczam, że część z tych osób przestaje się chwalić, że była w Polsce, albo aktualnie zużywa sporo energii tłumacząc znajomym, co się dzieje. To się wszystko już przekłada na straty finansowe.
            Wreszcie straty czysto osobiste. Moja serdeczna przyjaciółka, rodzona Brytyjka, która wiele lat spędziła w Opolu, jest fanką i Polski i Opola, nie przyjedzie jak zaplanowała, ponieważ jej mąż nie ma blond włosów i błękitnych oczu, ale raczej czarne i dosyć ciemny kolor skóry, wyglądem przypomina „araba”. Żadna przyjemność chodzić po rynku Opola, czy siedzieć w restauracji, i usłyszeć rasistowski komentarz. Ona zna polski wystarczająco dobrze. Miesiąc temu byłem świadkiem takiego zdarzenia. Jeszcze niektórzy na tym forum, pewnie by się cieszyli jakby został „wyklepany”. Sorry, taki mamy właśnie klimat. Zresztą, nie jestem sam (poznan.wyborcza.pl/poznan/1,36037,19520091,mocne-slowa-abp-gadeckiego-w-polsce-doszedl-do-glosu-chory.html#Czolka3Img).
            To jest mój kraj. Pracuję w nim, i chcę swoją pracą go budować. Dla siebie i dzieci. Nigdy nie przypuszczałem, że 25 lat po upadku reżimu, po zrywie Solidarności, wyrzuceniu ruskich out, doczekam się takiej sytuacji. „Dobra” zmiana …

            • Gość: czytacz Re: Proszę uprzejmie IP: *.dynamic.chello.pl 24.01.16, 12:29
              Gorzej jak za okupacji! Złoty słabnie! A jak za czasów PO wacha stała po 6 zeta to było dobrze? Złoty podlega 1000 czynników, wśród których czynnik giełdowy to jeden zaledwie czynnik. Giełda równie szybko spada, co zaraz rośnie. Musi się opłacać - a spadki nie służą każdemu. Jak wiadomo wielkiemu biznesowi nie przeszkadza aż tak bardzo opcja polityczna (Bayer i inni), byleby było stabilnie, bo wtedy hajs się zgadza. A w Polsce jest stabilnie. Stabilnie źle od lat 25. Giełda zdążyła się przyzwyczaić. Obniżenie o 0,5 punkta ratingu to żadne obniżenie zwłaszcza jeśli się ów rating wyliczało jedynie w oparciu o algorytm polityczny.
              Wzruszające doprawdy słowa o cudzoziemcach. 3 tygodnie temu wypiłem z jednym literka i nie wydawał się niczym zaniepokojony. W sumie niewiele wiedział. Połączył nas dialogowo temat migrantów, ale o dziwo nie miał mnie za rasistę. Mam też rodzinę zagranicą i jakoś również nie wykazują troski. Może to kwestia znajomych i rodziny, z którą jest jak z d*pą - każdy ma swoją.
              Powoływanie się na znajomych, to żaden argument.
              • lalecznik-7 i po co te kłamstwa? 24.01.16, 17:07
                Dobrze wiesz, że akurat w obecnym przypadku złoty osłabł w wyniku pogorszenia noty agencji ratingowej, a ta wyraźnie w uzasadnieniu podała, że "została naruszona równowaga instytucjonalna", czyli ocena jest bezpośrednim wynikiem działań władz. I równie dobrze wiesz, że słabnięcie złotego za PO nie wiązało się z działaniami rządu, ale kryzysem ekonomicznym na świecie, a w takim wypadku utratą wiarygodności wszystkich tzw. rynków wschodzących. Dlaczego zatem takie rzeczy wypisujesz, szczególnie dyskutując ze mną? Na użytek innych, mniej zorientowanych forumowiczów, których chcesz na to złapać?
                • Gość: gosc Re: i po co te kłamstwa? IP: *.exit.chloe2.cloudacost.com 24.01.16, 17:17
                  Nie dyskutujcie z idiotą lub świadomym kłamcą,kto posiada chć trochę inteligencji nie da sobie wyprać mózgu temu oszustowi i manipulantowi lalecznikowi-7
                • Gość: czytacz Re: i po co te kłamstwa? IP: *.dynamic.chello.pl 24.01.16, 17:57
                  Po co zaraz takie mocne słowa. Napisałem, że waluta podlega wielu czynnikom - wśród nich wyceny agencji ratingowych są tylko elementem i to wcale nie najważniejszym. Ponadto agencji ratingowych jest wiele, a oceny dokonała jedna na podstawie przesłanek pozagospodarczych co sam potwierdzasz. Gdyby JarKacz zniósł podatek dochodowy, a VAT obniżył do 10% to nawet gdyby pozamykał KODziarzy w więźniu a w siedzibie TK urządził kółko różańcowe, agencje ratingowe dałyby ocenę wzorową. Szkoda, że agencja nie zajęła się programem "gospodarczym" PiS - wtedy nasz rating spadłby do poziomu śmieciowego.

                  Co do ceny paliw to jakieś 60% jej wysokości stanowią akcyza, opłata paliwowa i VAT. Obecne narzuty nie są dziełem obecnego PiS, tylko wcześniejszych rządów.
                  • lalecznik-7 W porządku 24.01.16, 19:08
                    Nasze szczęście, że tylko jedna agencja ratingowa obniżyła nam prognozy. Po to jest ich więcej, aby ocena była wiarygodniejsza. Gdyby zrobiłyby to wszystkie, to byłoby tąpnięcie. Ale i tak teraz trzeba liczyć, ile to więcej nas kosztuje np. obsługa zadłużenia. Tym niemniej jest to wskazówka dla rządu. I oczywiście każdy rząd robiłby dobrą minę do złej gry, nie tylko ten. Jednak to właśnie ta amerykańska agencja (S&P), a przedtem krytycznie opinie o Polsce w czołowych amerykańskich mediach spowodowały, że obecna ekipa zaczęła szukać jakieś wyjścia z pata wokół Trybunału Konstytucyjnego. KOD tutaj niewiele znaczy i w tym się zgadzamy.
                    Co do ekonomicznych pomysłów PIS, to zobaczymy. Mimo wszystko w przeciąganiu spełniania obietnic wyborczych widać pewien element racjonalności.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka