Gość: wyborca
IP: *.zwm.punkt.pl / *.zwm.punkt.pl
26.04.05, 17:13
Posłanka na zakręcie
Jerzy Szteliga i Aleksandra Jakubowska w grudniu 2004. Jeszcze ze sobą
rozmawiali. A dziś... Jerzy Szteliga: - Niech Jakubowska kupi lusterko i
zajrzy sobie w twarz, a także do torebki i portmonetki. To ona nas załatwiła
swoją nieuczciwością. Aleksandra Jakubowska: - Szczególnie skandalicznie
zachowali się wobec mnie faceci z opolskiego SLD, oni po prostu nie mają
wstydu. (Fot. Paweł Stauffer)
Po aresztowaniu jej męża odwrócili się od niej wszyscy opolscy przyjaciele.
Teraz białostocka prokuratura szykuje jej kolejny cios - zarzut o
sfałszowanie ustawy medialnej.
Nieoficjalną informację o planowanych zarzutach i wniosku do Sejmu o
uchylenie Jakubowskiej immunitetu podała "Gazeta Wyborcza". Wczoraj w
Prokuraturze Apelacyjnej w Białymstoku, która prowadzi śledztwo, nie chciano
tej sprawy komentować.
- Dziś takiego wniosku w prokuraturze nie ma - informuje "NTO" prokurator
Janusz Kordulski, rzecznik prasowy. - Nie mogę potwierdzić, czy w bliższym
albo dalszym czasie taki wniosek będzie skierowany. Nawet gdyby był, to na
pewno nie chcielibyśmy, aby osoba oskarżona dowiadywała się o tym z mediów.
Chodzi o samowolną zmianę zapisów ustawy medialnej mówiących o możliwości
prywatyzacji lokalnych oddziałów TVP. Aleksandra Jakubowska zapewnia, że jest
w tej sprawie kryształowa.
- Ale po tym, co stało się z moim mężem, nie mogę już wykluczyć niczego -
mówi opolska posłanka. - Ewentualny zarzut fałszowania ustawy byłby absurdem,
bo to ja ją pisałam i mogłam w niej umieścić, co mi się tylko podoba. Na
przykład to, że od nowego roku środy będą w sobotę...
Polityczny zarzut w sprawie sfałszowania ustawy medialnej postawił wcześniej
Aleksandrze Jakubowskiej Zbigniew Ziobro, autor raportu komisji śledczej ds.
afery Rywina. Ten raport Sejm przyjął jako wiążący.
- Dziwi mnie, dlaczego prokuratura tak długo zwleka z postawieniem zarzutu
pani poseł - mówi Zbigniew Ziobro. - Dowody na fałszerstwo są oczywiste, po
przyjęciu projektu ustawy przez Radę Ministrów pani Jakubowska nie mogła w
nim zmienić nawet przecinka. To nie był jej autorski projekt, ale całego
rządu.
Aleksandra Jakubowska, niegdysiejsza lokomotywa opolskiej listy wyborczej
SLD, prawa ręka premiera Leszka Millera, przeżywa wyjątkowe ciężkie chwile.
Od pięciu miesięcy w areszcie przebywa jej mąż, posądzany o branie łapówek z
prowizji brokerskiej za ubezpieczenie Elektrowni Opole. Wraz z nim
aresztowano jej protegowaną i najlepszą przyjaciółkę Stanisławę Ch., byłą
dyrektor opolskiego PZU.
Pani poseł nie ma już na Opolszczyźnie życzliwych sobie ludzi. Nie dzwonią
nawet ci, którzy zawdzięczają jej błyskotliwe kariery.
- Szczególnie skandalicznie zachowali się wobec mnie faceci z opolskiego SLD,
oni po prostu nie mają wstydu - mówi Jakubowska.
Jerzy Szteliga, były lider opolskiego Sojuszu, który w 1997 roku zgodził się
przyjąć Aleksandrę Jakubowską na opolską listę wyborczą, jest zniesmaczony
jej oskarżeniami o nielojalność.
- Niech Jakubowska kupi lusterko i zajrzy sobie w twarz, a także do torebki i
portmonetki - mówi poseł. - To ona nas załatwiła swoją nieuczciwością. A
sądząc po ostatnich doniesieniach z białostockiej prokuratury, była to nawet
podwójna nieuczciwość.
Aleksandra Jakubowska, po okresie zaszycia się w domu, wychodzi do ludzi. Na
powrót bywa w Sejmie, dwa razy w miesiącu przyjeżdża też do biura poselskiego
w Opolu.
Zmieniła w nim dyrektora. Związanego z branżą ubezpieczeniową Czesława
Berkowskiego, który przebywa na L-4, zastąpił Paweł Kocieniewski.
- To człowiek z Strzelec Opolskich, on mi zrobił porządek w biurze, teraz już
mogę zaprosić opolan - mówi posłanka.
Wiele wskazuje na to, że Jakubowska znów nie ma szczęścia do ludzi. Nowy
dyrektor jej biura był jednym z negatywnych bohaterów naszego tekstu z
listopada 2003 roku o aferach w strzeleckiej spółdzielni mieszkaniowej.
Kocieniewski, niegdyś szef SLD w Strzelcach Opolskich, wykupił od spółdzielni
dwa lokale pod sklep i knajpkę. Nie płacił czynszu, co rozsierdziło
mieszkańców i szeregowych członków SLD ze Strzelec. Gdy sprawa miała trafić
do komornika, za Kocieniewskim, według naszego informatora, miała się wstawić
osobiście... Aleksandra Jakubowska.
W Opolu coraz częściej mówi się też o zarzutach, jakie mają zostać postawione
pani poseł w miejscowej prokuraturze.
- Na tym etapie prokuratura nie udziela żadnych informacji - ucięła jednak
wczoraj Lidia Sieradzka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.
Jakubowska z wozu, SLD lżej
Z Aleksandrą JAKUBOWSKĄ, opolską posłanką, rozmawia Krzysztof ZYZIK
- Co słychać?
- Dziękuję, jakoś sobie daję radę. Jestem na każdym posiedzeniu Sejmu.
- Czytałem opinie pani kolegów, że w Sejmie pani bywa od wielkiego święta.
- Nieprawda, jestem regularnie. Muszę bywać w Sejmie także z powodów
finansowych. Mam na utrzymaniu dwa domy, niepełnosprawne dziecko i 79-letnią
teściową, która ma 700 złotych emerytury. Opuszczanie posiedzeń wiąże się z
sankcjami finansowymi, na co mnie nie stać. Ale jestem także w Sejmie z
poczucia lojalności wobec SLD, głosuję tak jak oni, np. w sprawie utrzymania
rządu Belki, w sprawie wyboru na marszałka Cimoszewicza.
- Lojalność wobec SLD? Przecież oni się na panią wypięli.
- Ci z Warszawy nie, z wieloma utrzymuję serdeczne kontakty. Dziś rano
dzwonił do mnie ze Stanów Leszek Miller, by mi przekazać wieść, że
prokuratura w Białymstoku nie potwierdza doniesień "Gazety Wyborczej" o
zarzutach wobec mnie.
- To Miller w Ameryce się takimi sprawami zajmuje?
- Widać śledzi to, co się w Polsce dzieje. "Życie Warszawy" pisało, że on
zostanie w USA, że już domek kupił. A mi powiedział, że niedługo wraca.
- A jak panią przyjmują koledzy z opolskiego SLD?
- Ich już wykreśliłam z notesu. To jest szok, jak oni się zachowali. Ci
faceci z Opola po prostu nie mają wstydu.
- A konkretnie kto? Garbowski, Szteliga, Namysło?
- Tak, wszyscy oni i jeszcze paru innych. Kiedy poczuli, że zbierają się nade
mną chmury, na kilka tygodni przed aresztowaniem mojego męża, nagle
przestałam dla nich istnieć. Odpowiedź, dlaczego, jest prosta - przy poparciu
dla SLD na poziomie 5-6 procent ta partia będzie miała na Opolszczyźnie
jednego, góra dwóch posłów. Po co im Jakubowska.
- A pani by jeszcze po tym wszystkim śmiała kandydować?
- Nie, ale oni nie byli tego pewni.
- Gdzie jak gdzie, ale w Domaszowicach, w pani macierzystym kole SLD, na
pewno trzymają z panią.
- I tu by się pan zdziwił.
- Nawet wójt Zenon Kotarski, dotąd pani gorący admirator, nie dzwoni, nie
zaprasza?
- Ani jednego telefonu, od pięciu miesięcy. Tam nie dociera wielka polityka,
więc myślałam, że przynajmniej oni będą mnie dobrze wspominać. Ale widać w
Domaszowicach pilnie monitorują, z której strony wieje wiatr.
- A może oni wszyscy mają rację - zawiodła ich pani, tak jak i wielu
wyborców. Najpierw sprawa Rywina, potem Elektrownia Opole, PZU, za dużo tych
przypadków...
- Ale co takiego się stało? W sprawie Rywina jestem absolutnie niewinna,
broniłam interesu państwa przed zakusami wielkich koncernów, ze wskazaniem na
jeden - Agorę, która postanowiła mnie zniszczyć. Żaden sąd nie uznał w tej
sprawie mojej winy. Mój mąż też nie jest kryminalistą, on został wplątany w
aferę Elektrowni Opole przez ludzi, którzy w ten sposób próbują się wybielić.
- Pani mąż ciągle odmawia zeznań?
- Tak. Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym podejrzanemu i
jego adwokatowi odmawia się dostępu do akt sprawy. Mój mąż siedzi już piąty
miesiąc w areszcie i co? Żadnego zarzutu, żadnych informacji o postępach w
śledztwie. Nie wiemy, ile to jeszcze potrwa.
- Jeśli to wszystko prawda, to pani rodzina musi być w jakiś szczególny
sposób represjonowana przez państwo polskie. Pani powinna chodzić po ulicach
i krzyczeć...
- Krzyczałam zaraz po aresztowaniu męża, zaatakowałam prokuraturę i tyl