kwisniewski
14.03.11, 23:47
Roman Lutyński miał swój udział w Zjeździe Delegatów PSL który odbył się w Płocku po czym nastapiła "Bitwa na Stanisławówce" - tak to zostało zapamiętane i opisane w pamiętniku:
Do naszego Koła PSL w Podolszycach należało dużo ludzi z Płocka, przeważnie rzemieślnicy, a nawet inteligencja, między innymi, adwokat Lutyński i inni. Cały powiat był opanowany liczbowo, przez PSL i to zaniepokoiło PPR.
W sierpniu odbył się Zjazd Delegatów PSL. Po wysłuchaniu Mszy Świętej na „Stanisławówce”, delegaci przeszli do Sali, której księżą Salezjanie użyczyli, Było przygotowane śniadanie, przy którym prezes Korczak powitał delegatów. Był przewidziany przyjazd Mikołajczyka, lecz nie dopisał. Niektóre Koła przybyły z własnymi sztandarami o zielonym kolorze i orkiestrą. Niewszystkie delegacje dociągnęły, bo MO, po drogach utrudniała dojazd, a ktoś nie posiadał dowodu osobistego lub pojazd niesprawny itd. Kilka delegacji dociągnęło bocznymi drogami W czasie nabożeństwa w kościele, działacze PPR nasprowadzali łobuziaków, upoiwszy ich wódką, kazali im, kiedy zaczną się obrady wtargnąć do Sali i wszcząć awanturę. Kiedy zaczęli wchodzić niepożądani goście, drzwi przed nimi zamknięto, więc zaczęli walić w drzwi, wyzywać i bluźnić, Momentalnie zjawiła się Milicja i rozkazują Otworzyć! PSL-owcy nie otwierają. Milicja strzela we drzwi, tamci na skutek strzałów, otwierają, a granda łobuzów wewaliła się na salę i tłuką, biją, kogo i co popadną, porwali wszystkie sztandary, ludzie w popłochu uciekli. PPR zwyciężyło. Zjazd rozpędzono. Ja, w tym dniu trzymałem służbę porządkową na zewnątrz do godziny 13, gdyż o godz. 16 były zawody rejonowe Straży Pożarnych w Borowiczkach, więc zdałem służbę porządkową innemu, a ja ze strażakami, spieszymy się do domów, żeby się przebrać i zdążyć na zawody. Do naszego odejścia wszystko jeszcze było w porządku. Ja, nie zdążyłem w domu się ubrać po strażacku, a ludzie wpadają i opowiadają, że takie rzeczy się tam dzieją. Ja wysłuchałem, nie mogąc nic na to poradzić, śpieszę do remizy, bo tam strażacy czekają. Pojechaliśmy ze sprzętem. Zawody się odbyły. Straż Podolszyce była pierwsza jak zwykle i wróciliśmy do swoich zajęć.
W tym dniu wojsko cały dzień było trzymane w koszarach w obawie, żeby nie poszli po stronie PSL, może to i dobre, bo mogło dojść do masakry. Po tym zajściu kilka tygodni był spokój, lecz już na jesieni zaczęto PSL prześladować i kilku z nich w tajemniczy sposób zginęło. Mnie często wzywano na UB. Wychodząc z domu, żegnałem się z rodziną, bo nie byłem pewny, że wrócę. Milicjant często przechodził przez wieś, nigdzie nie wstępował, tylko do mnie i zawsze coś mu się nie podobało, a to podwórze nieumiecione, a to w ustępie za brudno, a to pies ma za lichą budę itd. i zawsze mandat. W przeddzień wyborów niebezpiecznych pozamykano, wieczorem przyjechali i po mnie, lecz mnie nie zastali, bo z Komendy Powiatowej Straży Pożarnych dostałem nakaz, ażeby od zmroku, przez całą noc strażacy czuwali w remizie i od rana do końca głosowano w lokalu Komisji Wyborczej w Rogozinie, więc byłem na posterunku. Stąd, nie odważyli mnie zabrać