Gość: dyduch
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
07.11.05, 13:54
„Gdy byłem chłopcem chciałem być żołnierzem
miałem szablę i z gazety hełm
i kilka ołowianych żołnierzyków
co przelewali w moich bitwach krew”
Tak, bardzo dawno temu śpiewała skiflowa grupa „No To Co” z Piotrem
Janczerskim. Jakoś słowa tej piosenki przetrwały w zakamarkach mojej pamięci,
choć nie była to muzyka, delikatnie mówiąc z mojej bajki.
Oddawała ona dość wiernie i obrazowo moje i rówieśników dziecięce zabawy. Na
co dzień żyliśmy jak wszystkie dzieci nie tylko bawiąc się, ale mielismy też
swoje troski. Były one dla nas tak poważne jak dla naszych rodziców ich
dorosłe problemy. Jednak, co jakiś czas udawało uciec się od nie zawsze miłej
rzeczywistości w świat marzeń.
Jednego dnia byłem rewolwerowcem na dzikim zachodzie, innym razem byłem
Napoleonem i dowodziłem zwycięską armią. Potrafiłem w wyobraźni wcielić się w
bohaterskiego strażaka ratującego z ognia pożaru całe rzesze matek z dziećmi.
Jeżeli zdarzyło mi się stchórzyć bądź przegrać jakąś potyczkę czy bójkę to
już tego samego wieczoru stawałem się dzielnym Winetou lub cierpliwym,
konsekwentnym i odważnym Robinsonem Crusoe.
Dlatego ze zrozumieniem przywitałem pomysł polityków Platformy Obywatelskiej
utworzenia gabinetu cieni. Jestem wdzięczny tej formacji gdyż dzięki temu ich
pomysłowi łza się w moim oku zakręciła i powróciłem pamięcią do dziecięcych
harców i marzeń.
Rozumiem tych ludzi jak mało, kto. Wiem, jaką frajdę przynosi zabawa z własną
wyobraźnią. I nie ma w tym nic wstydliwego.
Sfrustrowani i nie ma, co ukrywać rozczarowani maja przecież prawo do
odreagowania. Jeszcze nie wiemy jak gabinet cieni będzie wyglądał i jak
będzie działał, ale myślę, że mniej więcej wiem, na czym ta zabawa będzie
polegała.
Politycy PO będą spotykać się zapewne w weekendy, kiedy to radę gabinetową
zwoła niedoszły „Prezydent Tusk”. Jan Maria Władysław Rokita, na co dzień
skromny, zakompleksiony i unikający kamer człowiek przedzierzgnie się
w „Premiera z Krakowa” i będzie dzielił i rządził. Bronisław Komorowski raz
będzie marszałkiem sejmu, a innym razem ministrem obrony. Hanna Gronkiewicz-
Waltz jednej soboty i niedzieli będzie zawiadywała finansami państwa by już
za tydzień stać się wolontariuszką w hospicjum.
Będą spełniać się najskrytsze marzenia.
Grzegorz Schetyna ze swoimi koszykarzami pokona do zera Makabi Tel-Awiw, a
poseł Chlebowski wygra miliony dolarów w jednorękiego bandytę. Konstanty
Miodowicz będzie niekwestionowanym asem wywiadu.
W poniedziałek rano wszyscy powrócą do ciężkiej pracy w bezkompromisowej
opozycji by za tydzień ponownie zanurzyć się we władzy i innych
przyjemnościach. Każdy ma prawo do marzeń i zabaw, jeżeli starcza mu
oczywiście wyobraźni.
Każdy, choć przez chwilę może być Aleksandrem Wielkim, Piłsudskim czy
Marlonem Brando. Niepokoi mnie jednak zupełnie coś innego.
Ja wraz z kolegami bawiłem się tak mając sześć lat.
I jeszcze na koniec przypomniała mi się ostatnia zwrotka wspomnianej piosenki.
„Najlepiej jednak byłoby na świecie
bez wielkich wojen i armatnich salw
żołnierzy mógłbyś kupić tylko w sklepie
z ołowiu takich, jakie miałem ja”