Dodaj do ulubionych

Do Kaczora!

29.10.09, 17:56
Przewspaniały Aleksander hrabia Fredro pisał:

O szczęśliwy kaczorze!
Jak zazdroszczę twej swobodzie:
Bujasz wolno po jeziorze
W czułych kochanek obwodzie,
By pozyskać ich pieszczoty,
Niepotrzebne ci zaloty,
Kwakniesz, krzykniesz nieco,
Jużci wszystkie do cie lecą.

Kiedy czasem która z kaczek,
Dobra czuła ale płocha,
Gdy się trafi jaki szpaczek,
Nazbyt mocno go pokocha,
Choć to zoczysz spod trościny,
Nie znasz hańby z cudzej winy:
Trochę wrzeszczysz, czubisz,
I znowu ja lubisz. -

Nie znasz splinów i zgryzoty,
Pisać wiersze nie masz chęci,
Głupstwa świata, złość, kłopoty
Nie zajmują twej pamięci.
Czasem tylko nóż kucharza
Nieco trwogi ci nadarza,
Lecz w tej samej mija porze.
O szczęśliwy kaczorze.


A WYŚCIE CO MYŚLELI JAK KLIKALIŚCIE W TEN WĄTEK??????
;);)
Obserwuj wątek
    • lili_marleen Re: Do Kaczora! 29.10.09, 18:39
      Szczerze? Spodziewałam się prowokacji.

      To może trwajmy dalej w tym poetyckim uniesieniu?



      Julian Tuwim

      Karta z dziejów ludzkości


      Spotkali się w święto o piątej przed kinem
      Miejscowa idiotka z tutejszym kretynem.

      Tutejsza idiotko! - rzekł kretyn miejscowy -
      Czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy?

      Miejscowa kretynka odrzekła - Z ochotą,
      Albowiem cię kocham, tutejszy idioto.

      Więc kretyn miejscowy uśmiechnął się słodko
      I poszedł do kina z tutejsza idiotką.

      Na miłym macaniu spłynęła godzinka
      I była szczęśliwa miejscowa kretynka.

      Aż wreszcie szepnęła: - kretynie tutejszy!
      Ten film, mam wrażenie, jest coraz nudniejszy.

      Więc poszli na sznycel, na melbę, na winko,
      Miejscowy idiota z tutejszą kretynką.

      Następnie się zwarli w uścisku zmysłowym
      Tutejsza idiotka z kretynem miejscowym.

      W ten sposób dorobią się córki lub syna:
      Idioty, idiotki, kretynki, kretyna.

      By znowu się mogli spotykać przed kinem
      Tutejsza idiotka z miejscowym kretynem.



      :))))
      • renepoznan Re: Do Kaczora! 29.10.09, 22:59
        Późno już więc krótko acz politycznie:


        O źle!... Pókiś cicho siedział;
        Jakim jesteś, nikt nie wiedział,
        Ale kiedyś został posłem,
        Każdy już wie,żeś jest osłem.


        I to już Fredro pisał.
        Ludzkość jest niezmienna.
        ;)
    • dobrusia_to_ja Re: Do Kaczora! 29.10.09, 23:51
      Gdy zobaczyłam temat wątku, nie miałam ochoty zaglądać. Polityki mam od dawna
      powyżej uszu. Ale:)))))) Udało Ci się;)

      Wklejam coś bardzo znanego, napisanego przez kogoś niepoprawnego politycznie (i
      znów ta polityka!!!!):

      Na straganie w dzień targowy
      Takie słyszy się rozmowy:
      "Może pan się o mnie oprze,
      Pan tak więdnie, panie koprze."
      "Cóż się dziwić, mój szczypiorku,
      Leżę tutaj już od wtorku!"
      Rzecze na to kalarepka:
      "Spójrz na rzepę - ta jest krzepka!"
      Groch po brzuszku rzepę klepie:
      "Jak tam, rzepo? Coraz lepiej?"
      "Dzięki, dzięki, panie grochu,
      Jakoś żyje się po trochu.
      Lecz pietruszka - z tą jest gorzej:
      Blada, chuda, spać nie może."
      "A to feler" -
      Westchnął seler.
      Burak stroni od cebuli,
      A cebula doń się czuli:
      "Mój Buraku, mój czerwony,
      Czybyś nie chciał takiej żony?"
      Burak tylko nos zatyka:
      "Niech no pani prędzej zmyka,
      Ja chcę żonę mieć buraczą,
      Bo przy pani wszyscy płaczą."
      "A to feler" -
      Westchnął seler.
      Naraz słychać głos fasoli:
      "Gdzie się pani tu gramoli?!"
      "Nie bądź dla mnie taka wielka" -
      Odpowiada jej brukselka.
      "Widzieliście, jaka krewka!" -
      Zaperzyła się marchewka.
      "Niech rozsądzi nas kapusta!"
      "Co, kapusta?! Głowa pusta?!"
      A kapusta rzecze smutnie:
      "Moi drodzy, po co kłótnie,
      Po co wasze swary głupie,
      Wnet i tak zginiemy w zupie!"
      "A to feler" -
      Westchnął seler.
    • lili_marleen Re: Do Kaczora! 30.10.09, 08:01
      Skoro Fredro się dwa razy pojawił a tylko raz Brzechwa - to niech
      sie teraz wyznawcy Brzechwy odwrócą a badacze twórczości hrabiego
      nadstawią ucha albowiem bedzie frywolnie.

      "Über die Verführung von Engeln" Bertolt Brecht

      Engel verführt man gar nicht oder schnell.

      Verzieh ihn einfach in den Hauseingang

      Steck ihm die Zunge in den Mund und lang

      Ihm untern Rock, bis er sich naß macht, stell

      Ihm das Gesicht zur Wand, heb ihm den Rock

      Und fick ihn. Stöhnt er irgendwie beklommen

      Dann halt ihn fest und laß ihn zweimal kommen

      Sonst hat er dir am Ende einen Schock.

      Ermahn ihn, dass er gut den Hintern schwinkt

      Heiß ihn dir ruhig an die Hoden fassen

      Sag ihm, er darf sich furchtlos fallen lassen

      Dieweil er zwischen Erd und Himmel hängt –

      Doch schau ihm nicht beim Ficken ins Gesicht

      Und seine Flügel, Mensch, zerdrück sie nicht.



      O UWODZENIU ANIOŁÓW

      Anioła się uwodzi w lot albo ci umknie.

      Po prostu wciągasz go do bramy

      Pchasz język w usta i rękę pod suknie

      Aż zwilgnie, stawiasz twarzyczką do ściany

      Unosisz kiecki i rypiesz. Jeżeli

      Jęczy i rzuca się, trzymasz go krzepko

      Aż ci poleci drugi raz w to niebko

      Inaczej szoku doznają anieli.

      Powiedz mu, żeby dobrze ruszał zadkiem

      Niech ci łagodnie jaja ściśnie

      Ugłaskaj, żeby nie czuł lęku przed upadkiem

      Gdy między ziemią a niebem zawiśnie

      Nie patrz mu tylko w oczy przy jebaniu

      I skrzydeł mu nie połam, draniu.
      • dobrusia_to_ja Wielbiciele Brzechwy niech się nie odwracają:): 30.10.09, 10:03
        Jest nas troje


        JEST NAS TROJE: ja i oczy moje,
        Spoglądamy ku sobie samotrzeć;
        Tak się chłodu twego serca boję,
        Nie wiem, jak do ciebie dotrzeć.

        Zawładnęły życiem moim zmory
        I trucizny mieszkają w mym chlebie;
        Jestem chory, jestem bardzo chory
        Na istnienie bez ciebie.

        Dzień się za dnia między nami mroczy,
        Noc nie dnieje nigdy między nami,
        Siedzę obok, patrzę w twoje oczy,
        A ty jesteś za górami, za lasami!

        To tylko żart

        Salonowy flirt ma też swój kres,
        A pan jest nazbyt zuchwały.
        I po co to tak kogoś drażnić do łez?
        Mówię panu wprost, że w chwili tej,
        Gdy usta me będą chciały
        Całować się, wyczytasz to z twarzy mej.
        Teraz jeszcze nie...
        Mój drogi, nie...
        Bądź grzeczny...
        Ktoś podpatrzy nas,
        Nie całuj mnie.

        To tylko żart, któż miłość poważnie bierze?
        To tylko żart, przelotny jak domek z kart,
        To tylko żart i tylko w żarty dziś wierzę.
        Serce me chciało, serce nie czuje już nic,
        Cóż winne ciało, cóż winna ta bladość lic.
        To tylko żart, co puder zaledwie zetrze,
        Jak domek z kart, rozsypie się na wietrze.

        Czekam cię co noc do samych zórz,
        Czyż kochasz starego męża?
        Czyż słowa me nie mogą cię wzruszyć już?
        Patrzę w oczy twe, w sfinksową twarz
        I tak mnie wciąż uciemięża
        Twój wieczny chłód, bo serce jak kamień masz.
        Teraz jeszcze nie... Mój drogi, nie...
        BądŹ grzeczny... Ktoś podpatrzy nas,
        Nie całuj mnie.

        To tylko żart, któż miłość poważnie bierze?
        To tylko żart, przelotny jak domek z kart,
        To tylko żart i tylko w żarty dziś wierzę.
        Serce me chciało, serce nie czuje już nic,
        Cóż winne ciało, cóż winna ta bladość lic.
        To tylko żart, co puder zaledwie zetrze,
        Jak domek z kart, rozsypie się na wietrze.
      • renepoznan Jak już świntuszymy 30.10.09, 18:18
        to dam Swinarskiego: Przypowieść wschodnią;

        Nie wiem czy mi się uda;
        powtórzyć cud, który zdziałał Buddha,
        nie wiem czy mi się uda?

        Raz Buddha, nagi prawie,
        bo tylko w płóciennym kasku,
        kąpał się w Lotosowym Stawie,
        Opodal na piasku,
        a może to było na trawie,
        jak złote pawie
        leżały cztery
        Obajadery:
        Dwie czarne, blondynka i ruda.
        W stawie kąpał się Buddha.
        Nagle zaśmiała się ruda:
        "Patrzcie co za cienkie uda..."
        Ale czarna (ta druga)
        na nią mruga:
        "Cicho - to pewno Byddha!"
        Druga czarna (ta pierwsza)
        powiedziała do wiersza:
        "Chodźmy do Byddhy,
        jak wierne psy do budy"
        Lecz odparła blondynka:
        "ja się wstydzę, bo jestem ...dziewczynka ...
        W dodatku nie byddystka,lecz braminka"

        Reszta odrzekła w grupie:
        "O ty stworzenie głupie!
        I cóż, że taty nie mamy,
        lecz mamy, mamy ..."
        Obajadery pobiegły jak łanie,
        klękły na brzegu
        w krótkim szeregu:
        "My cztery
        upadłe panie,
        tzw Obajadery-
        więc pobłogosław nam panie!"

        Pomyślał Buddha:
        "Co ma się stać,to się nie odstanie,
        bo piękna jest ruda,
        blondynka także niezła, chociaż chuda-
        jedynie czarne
        marne.
        Lecz błogosławić mi je przeznaczono ..."

        Więć zdjął kask i zakrył falujace łono
        i stanął na piasku,
        ręce przy kasku.
        I błogosławił czarnym, blondynce i rudej
        w imię Buddhy.
        I błogosławił coraz gorącej
        i podniósł ręce ...
        Lecz co to?
        Kask nie spadł na piasek, względnie w błoto!
        Zerwały się cztery
        Obajadery
        i krzyknęły "Cuda!"

        Nie wiem czy mi się uda......



        ;);)
        • dobrusia_to_ja To ja może nieco delikatniej;) 30.10.09, 20:45
          Johann Wolfgang Goethe



          Powitanie i rozłąka

          Już do niej czas! Więc noga w strzemię!
          Poleciał koń mój lotem strzał.
          Wieczorny wiatr kołysał ziemię,
          Zawisła noc na szczytach skał;
          Już wypiętrzony w błękit siny,
          Stał olbrzym - dąb w spowiciu mgły
          I patrzył czarno spod gęstwiny
          Tysiącem oczu pomrok zły.

          Miesiąc wyjrzawszy zza pagórka
          Przyświecał tęskno w wonnych mgłach,
          Wiatr, szeleszczący w lekkie piórka,
          Nawiewał w uszy dziwny strach;
          Noc wyłoniła swe bojaźnie,
          Przy drodze mej czyhaja, tkwia -
          Lecz dobrze mi, wesoło, raźnie
          I w żyłach ogień płynie z krwią!

          Przy tobiem był. Z twych ócz lazuru
          Wszechzapomnienia piłem zdrój;
          I wszystko w nas było do wtóru,
          I każdem tchnieniem byłem Twój.
          Wiosennej jutrzni pierwsze groty
          Rózowe padły Ci na twarz.
          Od wymarzonej w snach pieszczoty
          Przecudowniejszy uścisk nasz!

          Lecz oto słońce już nas płoszy,
          Uciekać mi potrzeba w dal:
          W uścisku twym tyle rokoszy!
          W spojrzeniu twoim jaki żal!
          Nie żegnaj mnie tym wzrokiem szklanym,
          Odchodzącemu uśmiech daj.
          Co to za szczęście być kochanym!
          I kochać, Boże, co za raj!
    • dobrusia_to_ja I jeszcze: 30.10.09, 10:07
      Jan Brzechwa

      WODA SODOWA

      Są ludzie i "ludzie". Różnica niemała.
      Gdy mówi się: człowiek, to w tym jest pochwała.
      Co zdobi człowieka? Nie suknia, lecz praca,
      I głowa. Lecz w głowie się często przewraca.
      Co głowa, to rozum, co rozum, to głowa,
      I woda sodowa, i woda sodowa.

      Są oprócz stolicy miasteczka nieduże.
      W miasteczku jest człowiek. Powiedzmy w mundurze.
      A mundur to władza. Więc groźnym akordem
      Grzmi co dzień w miasteczku: "Po mordzie! Za mordę!"
      Co głowa, to rozum, co rozum, to głowa,
      I woda sodowa, i woda sodowa.

      Ktoś fraszkę napisał. Powiadam wam - bzdura.
      Drukować jej nie chcą. On mówi: "cenzura"
      I myśli, że jest już Minkiewicz lub Huszcza,
      Bo jego utworu cenzura nie puszcza.
      Co głowa, to rozum, co rozum, to głowa,
      I woda sodowa, i woda sodowa.

      Jest pewna komisja. W komisji jest członek.
      Nie głowa jej, gdzie tam, najwyżej ogonek.
      A jednak - jak gromi i jakie ma zrywy,
      Potępia, piętnuje, bo on jest gorliwy.
      Co głowa, to rozum, co rozum, to głowa,
      I woda sodowa, i woda sodowa.

      Znam w mieście poetę. Powiadam wam - komik
      I paw, odkąd "Iskry" wydały mu tomik.
      I taki jest dumny z tomiku swych wierszy,
      Że odtąd nikomu nie kłania się pierwszy.
      Co głowa, to rozum, co rozum, to głowa,
      I woda sodowa, i woda sodowa.

      Kto nie ma talentu, ten łaknie godności,
      Tak właśnie zdobywa się rozgłos najprościej,
      Więc pcha się, gdzie może, i pnie się, i pnie się,
      Więc tu - "Panie Pośle", tam - "Panie Prezesie".
      Co głowa, to rozum, co rozum, to głowa,
      I woda sodowa, i woda sodowa.

      Kto słabą ma głowę, niech kopie łopatą,
      Niech magiel otworzy lub sklep, dajmy na to,
      Lub budkę po prostu, gdzie w letnie pogody
      Są zimne napoje, owoce i lody,
      I woda sodowa, i woda sodowa...
      Co głowa, to rozum, co rozum, to głowa.
      • renepoznan Kasprowiczowskie melancholie jesienno - zaduszkowe 02.11.09, 16:31
        Przestałem się wadzić z Bogiem -

        Serdeczne to były zwady:

        Zrodziła je ludzka niedola,

        Na którą nie ma już rady.



        Tliło w mej piersi zarzewie,

        Materiał skier tak bogaty,

        Że jeno dąć w palenisko,

        A płomień ogarnie światy.



        Wiedziały o tym potęgi,

        Co gdzieś po norach drzemią

        Albo z bezczelną jawnością

        Jak mgły się włóczą nad ziemią.



        Wiedziały ci o tym moce,

        Które złośliwość popędza,

        By szły powiększać nędzę

        Tam, gdzie największa jest nędza.



        Wiedziały ci o tym zastępy,

        Które czyhają zza węgła

        Lub z okna patrzą z szyderstwem,

        Czy zbrodnia się nie wylęgła?



        Wiedziały, że jeno się zbliżyć

        Ku popiołowi mej kuźni,

        A serce od razu wybuchnie,

        Zuchwale zaklnie, zabluźni.



        Że swym bluźnierstwom i klątwom

        Czynu wyciśnie znamię,

        Płonące żądzą odmiany,

        Przewrotu, co berło Mu złamie.



        I dzisiaj nie żal mi tego,

        Najmniejszej nie czuję skruchy,

        Bom-ci nie żaden służalec,

        Na własne serce głuchy.



        Bo w sporze o szczęście świata

        Swawolność mi była daleka,

        A tylkom korzystał z prawa

        Wojującego człowieka.



        Jeno że dzisiaj to widzę,

        W patrzeniu dosyć już biegły,

        Czego w zamęcie walki

        Źrenice me nie dostrzegły:



        Nie ruszał-ci On naprzeciw

        W rynsztunku wspaniałym dziwie,

        A tylko na tronie Swym siedząc,

        Uśmiechał się pobłażliwie...



        I dziś ja sam uśmiechnięty,

        Gdy krzyczą: "w żelazo się okuj!",

        Jak ongi miecz niosłem walczącym,

        Tak dzisiaj niosę im spokój.



        Lecz już nie wadząc się z Bogiem,

        Mam jeszcze cichą nadzieję,

        Że na dnie mojego spokoju

        Żar świętej wojny tleje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka