Dodaj do ulubionych

Rozmaitości żydowskie

24.09.10, 10:43
Rozpocznę nowy wątek, żeby nie pisać w wątku, który miał przecież inny temat, a skręcił w stronę społeczności żydowskiej w Poznaniu. Będę się starał umieszczać tutaj ciekawostki i opowieści z życia poznańskich Żydów i spróbuję pokazywać przykłady ich pozytywnego wpływu na miasto. Mam nadzieję, że wątek nie umrze śmiercią naturalną, np. z braku takich przykładów :) Oczywiście zapraszam wszystkich na dyskusję, kulturalny spór i Wasze przykłady ciekawostek żydowskich.
To razie tytułem wstępu, niedługo umieszczę pierwszy post o szczególnie mi bliskim temacie żydowskiego księgarstwa w Poznaniu.
Obserwuj wątek
    • Gość: x wątpię czy ten spór będzie kulturalny, IP: *.unitymediagroup.de 24.09.10, 12:01
      • libl Re: wątpię czy ten spór będzie kulturalny, 24.09.10, 12:22
        A jednak zaryzykuję :)
    • libl Żydowscy księgarze 24.09.10, 12:39
      Poznaniacy znają na pewno nazwisko Żupańskiego, wybitnej postaci XIX-wiecznego Poznania. Ale kto zna nazwiska wybitnych księgarzy i wydawców żydowskiego pochodzenia, których wkład w kulturę polską był niemały?
      Zacznę od Józefa Jolowicza. Parał się właściwe wszystkim, co związane było z książką: był zbieraczem, księgarzem, wydawcą, antykwariuszem. Pośredniczył też w sprzedaż całych księgozbiorów, zbierał cenne, unikatowe druki. Szczególnie interesowały go hebraica (co z racji pochodzenie jest zrozumiałe) i slavica - był świetnym znawcą polskich starodruków, pasję kontynuował zresztą jego syn. W 1874 Jolowicz uporządkował Bibliotekę Radziecką m. Poznania, sporządził pierwszy jej inwentarz, w którym zarejestrował 530 jednostek, w tym ok. 100 inkunabułów.
      Drugim poznańskim księgarzem, o którym teraz chcę napisać, był Ludwik Merzbach, najwybitniejszy obok Żupańskiego poznański księgarz i wydawca. Posiadał drukarnię, księgarnię, a także zakład litograficzny. Książki wydawane przez Merzbacha oznaczały się wyjątkową starannością i przejrzystą formą; wiele książek wydawanych w Poznaniu miało dopisek: "drukowane czcionkami L. Merzbacha". Merzbach wydawał także kilka poznańskich czasopism: "Pokłosie", "Przyroda i Przemysł", "Ognisko", "Kurier Poznański", "Dziennik Poznański". Wydawał także popularne kalendarze. Był przewodniczącym cechu drukarzy, prezesem Zarządu Kas Chorych, delegatem niemieckiego związku drukarzy, a także mężem zaufania Stowarzyszenia Drukarzy Polskich.

      Do Ludwika Merzbacha będę wracał, napiszę też jeszcze o Józefie Lissnerze, Juliuszu Munku i Teodorze Scherku, innych żydowskich księgarzach Poznania, którzy przemycając do miasta książkę Wielkiej Emigracji, narażali się na problemy z pruskimi władzami.
      • renepoznan Re: Żydowscy księgarze 30.09.10, 18:46
        Z księgarzami to problem. Oni po prostu nie mogli nie rozprowadzać polskiej literatury bo to był zbyt ważny element rynku. Wprawdzie byli księgarze "jednojęzyczni" ale nie odegrali znaczącej roli. Po prostu to się nie opłaciło. Nawet propagandowe niemieckie pocztówki ( w tym tzw grussy) miały swoje odpowiedniki z polskimi napisami. To zresztą obecnie poszukiwane cymelia. Mam ich trochę. ;););)
        Pełna zgoda jeśli chodzi o docenienie Ludwika Merzbacha. Powinien dodać kolega, ze za swą działalność na polu upowszechniania książki polskiej miał kłopoty z prusakami i szereg procesów sądowych. Jego syn - który przejął drukarnie już taki nie był. Nastawił się na usługi na rzecz władz niemieckich i kolportował głównie pisma niemieckie.

        Jolowicz (zna kolega zdjęcia jego księgarni? - gdzieś miałem ale teraz nie mogę sobie przypomnieć gdzie tj w jakim wydawnictwie) - regionalista, dobry antykwariusz, znawca starych druków.
        Jednak narodowo raczej obojętny. Ale dla książki w Poznaniu (bez konotacji narodowych) bardzo zasłużony.

        Ale nie będę wchodził w działkę kolegi.
        Proszę napisać więcej o Ludwiku Merzbachu - warto.
        A'propos. Wie kolega gdzie był pochowany? - nie mogłem nigdzie tej informacji znaleźć. Jego syn - to w Berlinie. Ale on sam?
        • libl Re: Żydowscy księgarze 01.10.10, 11:39
          renepoznan napisał:

          > Z księgarzami to problem. Oni po prostu nie mogli nie rozprowadzać polskiej lit
          > eratury bo to był zbyt ważny element rynku. Wprawdzie byli księgarze "jednojęzy
          > czni" ale nie odegrali znaczącej roli. Po prostu to się nie opłaciło.

          Oczywiście masz rację. W końcu i księgarnie to były firmy, które miały przynosić zysk :)
          Ale nie widzę w tym problemu, bo księgarze (w tym żydowscy) przysługiwali się miastu. Mimo wszystko uważam, że to była ta grupa, której darzyła polską kulturę co najmniej sympatią. Nie sądzę, żeby tylko dla zysku narażali się na represje, rozprowadzając zakazane druki.
          Zresztą nie tylko żydowscy księgarze. Warta wzmianki jest postać Karola Reyznera, spolonizowanego Niemca, który działał na rynku wydawniczo-księgarskim prawie pół wieku, znacznie dłużej niż wielu innych ówczesnych wydawców. Ale to temat na inny wątek :)

          > Pełna zgoda jeśli chodzi o docenienie Ludwika Merzbacha. Powinien dodać kolega
          > , ze za swą działalność na polu upowszechniania książki polskiej miał kłopoty z
          > prusakami i szereg procesów sądowych. Jego syn - który przejął drukarnie już t
          > aki nie był. Nastawił się na usługi na rzecz władz niemieckich i kolportował gł
          > ównie pisma niemieckie.

          O Ludwiku Merzbachu jeszcze napiszę, niebagatelny jest jego wkład w czasopiśmiennictwo poznańskie. Jeśli chodzi o jego konflikty z władzami pruskimi, to oprócz sprzedaży zakazanych pism, głównie emigracyjnych, warto odnotować prześladowanie go w latach 1864-65 za publikowanie artykułów o powstaniu styczniowym. Syn Merzbacha Bruno wraz z wdową po Ludwiku przejęli po jego śmierci firmę i rzeczywiście wydawali głównie kilka pism niemieckich, ale w asortymencie mieli również pozycje w języku polskim.

          > Jolowicz (zna kolega zdjęcia jego księgarni? - gdzieś miałem ale teraz nie mogę
          > sobie przypomnieć gdzie tj w jakim wydawnictwie) - regionalista, dobry antykwa
          > riusz, znawca starych druków.
          > Jednak narodowo raczej obojętny. Ale dla książki w Poznaniu (bez konotacji naro
          > dowych) bardzo zasłużony.

          Jolowicz dla Poznania jak najbardziej zasłużony, nie tylko przez swoją działalność wydawniczą i księgarską, ale też opracowywanie poznańskich źródeł. Zdjęcie księgarni oczywiście znam; ładna reprodukcja jest książce Sztymy-Knasieckiej "Między tradycją a nowoczesnością". I pewnie jeszcze w wielu innych miejscach :) Jolowicz miał księgarnię na Starym Rynku w budynku przylegającym do odwachu. Znalazłem też jeszcze jedną ciekawostkę: w 1879 (rok pierwszym polskim wydaniu) wydał w Poznaniu niemieckie tłumaczenie dramatu Asnyka "Kiejstut".

          > Ale nie będę wchodził w działkę kolegi.
          > Proszę napisać więcej o Ludwiku Merzbachu - warto.
          > A'propos. Wie kolega gdzie był pochowany? - nie mogłem nigdzie tej informacji z
          > naleźć. Jego syn - to w Berlinie. Ale on sam?

          Nie wiem, gdzie Ludwik Merzbach jest pochowany. Zmarł w styczniu 1890 w Poznaniu, więc pewnie i w Poznaniu był jego grób. Spróbuję znaleźć, może do wieczora uda mi się coś odszukać. Może w jego nekrologu będzie więcej informacji.

          PS Dobrze, że coś napisałeś, bo myślałem, że mój wątek trafił w próżnię :)
          • renepoznan Re: Żydowscy księgarze 01.10.10, 19:36
            Wątki historyczne nie cieszą się dużą popularnością i odpowiedziami. Choć mam wrażenie, ze są czytane - ale mało komentowane.
            Sam prowadziłem kiedyś taki tasiemcowy wątek o historii Poznania - to głównie tylko ja wpisywałem. Ostatecznie zarzuciłem, - choć trochę mi go szkoda.
        • libl Ludwik Merzbach - nekrolog 02.10.10, 00:56
          renepoznan napisał:

          > A'propos. Wie kolega gdzie był pochowany? - nie mogłem nigdzie tej informacji z
          > naleźć. Jego syn - to w Berlinie. Ale on sam?

          W "Dzienniku Poznańskim" z soboty 25 stycznia 1890 ukazał się nekrolog następującej treści (pisownia oryginalna):

          Dzisiaj po południu zasnął nasz ukochany mąż, ojciec i dziad
          księgarz i właściciel drukarni
          Ludwik Merzbach,
          przeżywszy lat prawie 70.
          Pogrzeb odbędzie się w niedzielę, dnia 26 stycznia, po południu o godzinie 3-ciej z domu żałoby przy ul. Pawła Nr. 3.
          O ciche współczucie uprasza w żałobie pogrążona
          rodzina.
          Poznań, dnia 23 stycznia 1890.

    • lili_marleen Re: Rozmaitości żydowskie 24.09.10, 12:49
      Wklejam mój tekst sprzed prawie 5 miesiecy:

      Autor: lili_marleen 08.05.10, 19:03

      W 1832 roku w Poznaniu urządzono
      konkurs na najdelikatniejszą wódkę. W szranki stanęło kilka destylarni w tym
      firma żydowskiego przedsiębiorcy Kantorowicza z Poznania. Kiperzy jury owego
      konkursu po degustacji wielu trunków jednoznacznie wskazali na wódkę
      Kantorowicza wykrzykując: wyborowa! I tak już zostało - były to narodziny
      królowej polskich wódek, dumy Poznania, naszego hitu eksportowego Wódki Czystej
      Wyborowej. Kantorowicz sięgnął tworząc recepturę Wyborowej do polskich tradycji
      gorzelniczych - wszak każdy właściciel ziemski posiadał destylarnię. Od tej pory
      Wyborowa znana jest na wszystkich kontynentach - nawet była jednym z oficjalnych
      trunków podawanych podczas inauguracyjnego lotu concorda w 1976 r.

      I jeszcze ciekawostka. Kantorowicz to oczywiście nie tylko wódka ale także wina
      owocowe ( wszak Wielkopolska nie samą pyrą stoi) oraz likiery. Oto jedna z
      reklam Kantorowicza z okresu I WŚ:

      img191.imageshack.us/img191/4208/omierzpocztwka3011.jpg
      O czym marzy (śni) ów pruski gefreiter? Odpowiedź jest tu (lewa etykietka):

      img638.imageshack.us/img638/3927/etykietki026.jpg
      Wypisz wymaluj polski sienkiewiczowski Podbipięta.
      • libl Alkohole 24.09.10, 15:28
        Lili, jeśli jesteśmy już przy alkoholach, to przypomniał mi się Joseph Jacob Flatau.
        Był poznaniakiem tylko z pochodzenia, bo choć w Poznaniu urodzony, to największe swoje sukcesy odnosił w okolicach Nowego Tomyśla, gdzie wielce zasłużył się dla rozwoju chmielarstwa. Od 1838 roku zaangażował się w uporządkowanie i racjonalną uprawę chmielu wokół Nowego Tomyśla, za co otrzymał przydomek “Hrabia Chmielowy Flatau” (Flatau von Hopfenfeld). Flatau sprowadzał w rejon Nowego Tomyśla szlachetne odmiany chmielu, a po wielu żmudnych doświadczeniach wyhodował także swoje własne odmiany. Nowotomyski chmiel był już wykorzystywany jako surowiec nie tylko w lokalnych browarach (m.in. do produkcji słynnego piwa grodziskiego), ale także eksportowany do innych regionów Prus, a nawet za granicę (zwłaszcza odmiana lokalna). W 2. połowie XIX w. chmiel nowotomyski uważany był za najlepszy w Niemczech, lepszy od chmielu z Hallertau, a porównywalny z żateckim. To dla tych, którzy coś wiedzą o chmielu :)
        • renepoznan Re: Alkohole 24.09.10, 16:56
          Żydzi rozpijali społeczeństwo polskie.
          ;););)
          • libl Re: Alkohole 24.09.10, 17:02
            renepoznan napisał:

            > Żydzi rozpijali społeczeństwo polskie.
            > ;););)

            Ale za to jakim piwem! Grodziskim! :)
            • Gość: Anty Grodzisz Re: Alkohole IP: *.versanet.de 24.09.10, 18:03
              Takie super ! (beeee),ze gotuje sie z uszu i nosa.Te szczochy pilem juz w latach 60-tych.Katastrofa !!!
            • lili_marleen Re: Alkohole 25.09.10, 08:26
              libl napisał:

              > renepoznan napisał:
              >
              > > Żydzi rozpijali społeczeństwo polskie.
              > > ;););)
              >
              > Ale za to jakim piwem! Grodziskim! :)

              I chwała im za to! Jak się upijać to czymś najwyższej jakości - ostatecznie bimber każdy może sobie sam zrobić w domu.
    • Gość: Koszerny Admin ? Re: Rozmaitości żydowskie IP: *.versanet.de 24.09.10, 17:43
      Admin ! To ja tu ubijac z liblem trocinowego geszefta i chcem wykorzystac seki do zatykania Grodzisza a ty mnie wysadzasz z siodla i pakujesz do silosa !? To ja ciebie za to postawie pod sciana placzu i taka anateme ci odpierdykam ze ci pejsy opadna.Pamietaj goju,aby to mi bylo ostatni raz !!
    • ksmx Prawdziwi Żydzi są wyniszczani przez Izrael 25.09.10, 10:33
      Historycznie i genetycznie rzecz biorąc prawdziwi Żydzi są właśnie wyniszczani przez społeczność izraelską.

      Proponuję przeczytać książkę "Żydzi, naród wymyślony".

      www.rp.pl/artykul/398485.html
      Genetycznie rzecz biorąc dzisiejsi "Żydzi" mają mało wspołnego z historycznymi Semitami.
      • ksmx update 25.09.10, 10:34
        andrzejbuda.blog.onet.pl/Schlomo-Sand-Narod-zydowski-zo,2,ID397485513,n
    • Gość: Amelienhof Re: Rozmaitości żydowskie IP: *.159.46.34.static.crowley.pl 25.09.10, 22:06
      warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,8425672,CNN__warszawscy_neonazisci_odkrywaja_zydowskie_korzenie.html
      That's amazing, that's interesting.
      • libl Żydowscy księgarze cd. 27.09.10, 12:20
        Jak zapowiedziałem, napiszę teraz o żydowskich księgarzach upowszechniających zakazane książki pochodzące z emigracji.
        Zacznę od Józefa Lissnera, który był właścicielem jednej z najlepiej prosperujących firm księgarskich w Poznaniu. W asortymencie Lissnera książka Wielkiej Emigracji stanowiła 4 procent, więc niewiele, ale w swoim antykwariacie sprzedawał sporo, jak to napisał w jednym ze swoich katalogów, "rzadkich i ważnych dzieł do literatury i historyi Polskiej, tudzież map i portretów sławnych Polaków". W swoim "składzie sztuk pięknych" miał sztychy, obrazy, starą broń - jak widać, sprzedawał wszystko co stare :) W jego księgarni i czytelni skupiało się życie kulturalne miasta; był dostarczycielem książek dla Działyńskich, którzy prowadzili z nim także wymianę druków, dla Raczyńskich, Poplińskich, Łukaszewicza i innych poznańskich znakomitości. Warte zaznaczenia jest, że Józef Lissner w 1861 roku zaczął wydawać pierwsze w Poznaniu fotografie ciekawszych budowli i zabytków miasta.
        Również księgarnia rodziny Scherków sprowadzała i sprzedawała polską książkę Wielkiej Emigracji. Pierwsze represje spadły na firmę już 1836 roku, kiedy Teodor Scherk skazany został na grzywnę w wysokości 50 talarów za sprzedawanie książek bez zezwolenia. Często też funkcjonariusze policji pruskiej byli "gośćmi" księgarni Scherków. W połowie lat 40. Scherkowie zaangażowali się w kolportaż pism nadsyłanych do Poznania przez stronnictwa lewicowe emigracji. Pismo ministerstwa spraw wewnętrznych Królestwa Prus do prezesa Księstwa z 30 sierpnia 1846 polecało dokonanie rewizji w oficynie Scherków po powrocie Juliusza Scherka z Paryża i Brukseli.
        Ciekawa jest postać Juliusza Adolfa Munka. Znalazłem gdzieś o nim zdanie, że "postać tę wyróżniała niestety niechęć do Polaków, na dowód czego książki niemieckie sprzedawał on z 30%-owym rabatem!" W dosłownym brzmieniu :) Ja gdzie indziej znalazłem inną ciekawostkę. W 1833 roku przybyło w Poznańskie ok. 70 emisariuszy emigracyjnych, by przygotować grunt dla przybywających do kraju oddziałów Józefa Zaliwskiego. Do akcji przygotowawczej zgłosiło akces wielu mieszkańców Wielkopolski. Munk wraz z zegarmistrzem Didelotem (nie znam niestety imienia) zajęli się sprowadzaniem przez Drezno i Lipsk i rozpowszechnianiem literatury propagandowej z emigracji, co oczywiście nie zostało niezauważone przez policję. W kwietniu 1833 roku prezydent policji w Poznaniu pisał do Berlina:
        "Osobno poza wymienionymi ustaleniami otrzymałem enuncjację, że miejscowy żydowski księgarz Munk i tutejszy zegarmistrz Didelot przesyłają dla Polaków listy, paczki etc. Wspomniany Munk pozwala sobie otrzymywać dla tutejszego Komitetu Polaków wszystkie zakazane druki i rozpowszechnia je po całej prowincji i miał on także przesłać drogami księgarskimi przez swoich komisarzy w Lipsku listowne wiadomości do drezna i Francji"
      • libl Robert Remak 29.09.10, 11:25
        Rene, próbując odpowiedzieć na pytanie, czy są przykłady pozytywnego wpływu Żydów w Poznaniu, napisał kiedyś: „W tym pytaniu chodzi o coś więcej. Coś o czym byśmy pamiętali do dzisiaj – nawet jeżeli już nie istnieje. Praca J. Strusia obecnie nie ma już praktycznego znaczenia, ale o nim pamiętamy. Chodzi mi właśnie o coś takiego – ekstra.”
        Nie bez przyczyny przywołałem to zdanie. Po pierwsze, Rene poruszył bardzo ważną sprawę - pamięć. Jak bardzo jest ważna i jak bardzo wybiórcza. Bo dlaczego pamiętamy na przykład o Żupańskim, a nie pamiętamy o Merzbachu?
        Po drugie, chcę napisać o lekarzu Robercie Remaku, moim zdaniem wybitnej (z różnych względów) postaci XIX-wiecznego Poznania

        Remak urodził się w 1815 roku w Poznaniu, w 1833 ukończył gimnazjum św. Marii Magdaleny, a później studiował na Uniwersytecie w Berlinie. O znaczeniu naukowym jego odkryć nie będę wiele pisać, te informacje są dostępne choćby w Wikipedii, po prostu nie znam się na tym i to byłoby tylko przepisywanie :) Wspomnę tu tylko o tym, że z jego nazwiskiem związane są eponimy: włókno osiowe Remaka (część nerwu biorąca udział w przewodzeniu bodźców), pasmo Remaka, włókna Remaka (niezmielinizowane włókna nerwów obwodowych), zwój Remaka (grupa komórek układu współczulnego wnikająca do prawego przedsionka serca), prawo Remaka-Virchowa (Omnis cellula e cellula). To dla tych, co się znają :) O tym, jakie znaczenie miały prace Remaka, i jak odbierała jego dorobek społeczność naukowa, świadczyło uznanie, którym się cieszył. Był bowiem członkiem Akademii Leopoldina (Leopoldinisch-Karolinische Deutsche Akademie der Naturforscher), Towarzystwa Przyrodoznawczego we Franfurcie oraz członkiem korespondencyjnym Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego.

        Dorobek naukowy Remaka jest niebagatelny, ale równie ciekawe i istotne są jego związki z Polską i z polskością. Interesującym jest fakt, że swą pisaną po łacinie pracę doktorską z 1838 roku dedykował Alfredowi Bentkowskiemu, oponentowi jego pracy doktorskiej, powstańcowi listopadowemu, lekarzowi-społecznikowi, późniejszemu księdzu. Remak zresztą oponentami swojej pracy doktorskiej wybrał tylko Polaków. W 1839 uzupełnia swój doktorat i wydaje po polsku w Pamiętniku Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego pod tytułem „O budowie nerwów i zwojów nerwowych”. W pracy pojawia się następujący przypis: „Redakcja, zadość czyniąc żądaniu autora, w Berlinie bawiącego, umieszcza rozprawę tę bez najmniejszej zmiany”, co może wskazywać na poprawność polszczyzny Remaka.

        Gdy w marcu 1848 roku w Berlinie wybucha rewolucja, Remak uczestniczy w deputacji do króla i domaga się uwolnienia więźniów Moabitu. Oto jak o tym pisze Motty (kto poznaniak, ten wie kim był :)) „Otóż, zastawszy brata zdrowego w mieszkaniu, bo się do awantur berlińskich żaden z Polaków nie mięszał, poszedłem z nim niebawem na zebranie, zwołane pospiesznie przez, nie pomnę już, którego z ziomków. (...) Gdy liczba stała się dostateczną, wystąpił zwołujący z wnioskiem, aby natychmiast napisać prośbę do króla o puszczenie na wolność Polaków uwięzionych i osądzonych za spiski z czterdziestego szóstego roku, a potem wybrać deputacją, która by się jeszcze tego samego wieczora udała na zamek i prośbę królowi doręczyła. Czterech z nas poszło do pobocznego pokoju, ułożyliśmy prośbę w krótkich słowach (...). Odpisał ją naprędce ktoś z lepiej piszących, po czym wybrano trzech, którzy mieli resztę wykonać. Byli nimi: dr Wojciech Cybulski, wówczas docent języków słowiańskich, dr Remak, poznańczyk i docent medycyny, trzecim zaś twój najniższy sługa, który ci to opowiada. (...) ów Remak (...) W Berlinie zastałem go żyjącego tylko z Polakami, szczególnie zawodu lekarskiego lub paniczykami; nie tylko uchodził u wszystkich za całkiem spolszczonego, ale, co było już wtenczas rzadkością sam się Polakiem mianował. Skończywszy nauki swoje został w Berlinie i rozpoczął zawód uniwersytecki, zwłaszcza iż sobie wcześnie zrobił był imię między fizjologami przez odkrycia swoje mikroskopiczne w mózgu, tyczące rozmaitych zwojów i pętelek nerwowych.”

        Trudno mówić (może wbrew tym słowom Mottego), że Remak czuł się Polakiem. Raczej uważał się za Żyda (może polsko-niemieckiego?), naukowca, liberała. Ale ze względu na jego znaczenie, nie tylko jako naukowca i lekarza, powinniśmy o nim pamiętać.
        Józef Majer w Roczniku Wydziału Uniwersytetu Jagiellońskiego pisał: „nasz Remak” i „zaszczytnie znany Poznańczyk”. Czy i my tego Poznańczyka znamy?
        Przy wejściu do Archiwum Państwowego w Poznaniu jest tablica w trzech językach poświęcona Remakowi.
        PS Wybaczcie baaaardzo przydługi post, mam nadzieję, że ten wątek jeszcze ktoś czyta :)
        • Gość: awanturnik Re: Robert Remak IP: 137.56.163.* 02.10.10, 21:55
          Polecam artykuł:

          W tym tygodniu najpopularniejszym niepolitycznym newsem była informacja o "Amerykaninie polskiego pochodzenia", który wszczął awanturę na pokładzie samolotu i spowodował powrót maszyny na Okęcie. Tymczasem, jak sprawdziła Niezalezna.pl, awanturnikiem był... Żyd z paszportem jednej z republik postsowieckich.

          Dla przypomnienia kilka faktów. We wtorkowe południe (28 września) z warszawskiego lotniska im. Chopina wystartował rejsowy samolot PLL LOT. Miał dotrzeć do Chicago. Nie zdążył jednak nawet opuścić polskiej przestrzeni powietrznej. Niemal natychmiast bowiem awanturę wszczął jeden z pasażerów siedzący w klasie biznesowej. Domagał się, aby razem z nim usiadł 25-letni syn, który w przeciwieństwie do ojca podróżował w klasie ekonomicznej.


          - Miał najtańszy bilet – potwierdza nam osoba znająca kulisy zdarzenia.


          Tłumaczenia personelu nie pomogły. Pyskówka skończyła się karczemną awanturą. Dlatego kapitan samolotu zdecydował się na powrót do Warszawy, a wrzeszczącym pasażerem zajęła się Straż Graniczna.


          Informację o niecodziennym zdarzeniu natychmiast podały wszystkie możliwe media. Awanturnika określano jako „Amerykanina polskiego pochodzenia”. Niezalezna.pl dowiedziała się, że to nieprawda, bo mężczyzna posługiwał się paszportem jednego z państw zza wschodniej granicy. Nie udało nam się ustalić, jakiego. Wiemy natomiast, że do Warszawy przyleciał z Moskwy. Natomiast jego syn - z Tel Awiwu.


          Na tym jednak nie koniec niespodzianek. Zgodnym chórem wszyscy przemilczeli również fakt, że mężczyzna, który zmusił pilota do rezygnacji z lotu, był pochodzenia żydowskiego. Nie wspomnieli o tym również w swoich komunikatach przedstawiciele PLL LOT. Dlaczego?

          - Dla nas nie ma znaczenia jakiej narodowości, wyznania czy zawodu jest osoba kupująca bilet. Poza tym z reguły nie podajemy szczegółów o naszych pasażerach – tłumaczy portalowi Niezalezna.pl Jacek Balcer, rzecznik prasowy polskiej firmy lotniczej.

          Jako pierwsi informację, że chodzi o Żyda, podali dziennikarze z Radia Chicago. Dowiedzieli się również, że dopiero po wybuchu awantury zdenerwowany mężczyzna szybko założył jarmułkę i wtedy oskarżył stewardesy o... antysemityzm. O tym także milczały „opiniotwórcze” media z Warszawy.

          - Jestem pewny, że gdyby to był katolicki ksiądz, to taka informacja podawana byłaby w pierwszej kolejności. Poprawność polityczna nie pozwala jednak mówić o awanturującym się Żydzie – dodaje nasz rozmówca.

          Incydent z pokładu samolotu na pewno będzie miał ciąg dalszy. PLL LOT już zapowiedział, że będzie domagał się zwrotu poniesionych kosztów. A mogą być one gigantyczne. Mówi się nawet o kwocie 100 tysięcy dolarów. Chodzi nie o tylko o zużyte paliwo, ale i inne dodatkowe opłaty.

          - Trudno w tej chwili dokładnie oszacować poniesione straty. Na pewno zwrócimy się do sądu, ale teraz prawnicy pracują nad pozwem – twierdzi Jacek Balcer.

          Nie wiadomo, jak zachowają się inni uczestnicy feralnego lotu. Wiadomo, że co najmniej dwie osoby zrezygnowały z ponownego wylotu do Chicago, bo nie zdążyłyby na przesiadkę do innego samolotu. Być może i oni będą domagać się jakiegoś zadośćuczynienia.

          niezalezna.pl/article/show/id/39588
          Mam nie odparte wrażenie ,że większość sytuacji gdy w mediach słychać naśmiewanie się z Polaków robią to żydzi lub osoby pochodzenia żydowskiego i co ciekawe gdy się przyjrzeć bliżej - okazuje się ,że za tymi ekscesami stoją żydzi lub osoby o pochodzeniu żydowskim.

          Mam nieodparte wrażenie ,że najwięksi mąciciele i krytykanci ładu społecznego - cyniczni politycy, tzw. kontrowersyjni artyści, czy inni agitatorzy wyszydzający wartości są pochodzenia żydowskiego. Spójrzmy może na scenę polityczną - Palikot, Kutz (prawdziwe nazwisko Kuc), albo tzw. celebryci którzy nic nie wnoszą do życia społecznego, nic nie mają do zaoferowania ale jakaś z pozoru anonimowa gromada krzyczy ,że oni są cool i trendy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka