mankut400
14.07.04, 14:32
Ledwo człowiek wrócił do Poznania, a już musi się denerwować dyletanctwem
drogowców. Zamknięto ulicę Główną. No i dobrze, należy jej się remont. Ale
dlaczego tak dyletancko oznakowano zamknięty odcinek?
Sytuacja z soboty: w ciągu kilku minut trzy samochody szarżują pod prąd
odcinkiem jednokierunkowym. Nawet zakładając iż kierowcy jeżdżą na pamięć, to
trochę zbyt dużo takich "pamiętliwych" - a więc przyglądam się oznakowaniu na
początku zamknięcia, przed ulicą Smolną. Owszem, jest postawiona w poprzek
połówki jezdni pasiasta decha. Tyle, że Kodeks Drogowy nie określa co taka
decha znaczy! To nie jest żaden urzędowy zakaz wjazdu!
Znaki pionowe: jest znak nakaz skrętu w prawo - tyle że powieszony na latarni
w taki sposób iż każdy autobus zatrzymujący się na przystanku przy supersamie
zasłania ten znak w sposób idealny. Były jakieś znaki w okolicach dechy, ale
obrócone w taki sposób iż widzieli je tylko kierowcy wyjeżdżający z ulicy
Smolnej.
Jeden z samochodów jadących pod prąd wyjechał z podwórka pobliskiego domu.
Czy miał prawo? Jadąc następnym razem ulicą Michała uważnie patrzę na znaki
drogowe przed skrzyżowaniem z remontowanym odcinkiem. O zgrozo! Nie ma tam
oznakowania, że ulica Główna (na północ od skrzyżowania) jest obecnie drogą
jednokierunkową! No to już niczemu się nie dziwię.
Wstyd, panowie drogowcy!